30 lipca 2014

Brunhilda, Lopez i kelnerzy

Kiedy Francois Xavier d'Entrecolles, francuski jezuita, wykradał w 1712 roku chińczykom sekrety produkcji porcelany, nikt nie spodziewał się, że kilka wieków później jego działania będą podręcznikowym przykładem szpiegostwa biznesowego, a główni „narodowi” aktorzy tej historii, choć w innych już rolach,  staną się aktywnymi „graczami” w szpiegowskim biznesie. Skądinąd przecież właśnie Kraj Środka jest dzisiaj obwiniany o nadzwyczajną aktywność w dziedzinie zdobywania informacji przemysłowych; a i ojczyzna ojca Francoisa jest dzisiaj, według niektórych źródeł, także w ścisłej czołówce.

Oczywiście innych historycznych przykładów na szpiegostwo przemysłowe nie brakuje. Choćby wykradzenie sekretów maszyny parowej Jamesa Watta przez szpiegów pruskiego Fryderyka. Potem była zimna wojna i pościg Wielkiego Brata za światową technologią - przykładem wieloletnia akcja zmontowana przez NRD-owską Stasi, o swojsko brzmiącym kryptonimie „Brunhilda”.

Bez obrazy: szpiegują dziś wszyscy i wszystkich, bo światem rządzi nie pieniądz, a informacja. Nic więc dziwnego, że wielu pożąda informacji cudzych. Bo dają one przewagę nad konkurencją w świecie polityki, biznesu, wszędzie. Oczywiście, kiedy jeden zyskuje informację drugi przewagę informacyjną traci, stąd choćby amerykańskie źródła szacują, że w pierwszej dekadzie XX wieku globalne straty z tytułu biznesowego szpiegostwa sięgały rocznie 200 miliardów dolarów, obrazowo mówiąc, były równe kapitalizacji Microsoftu z końca 2008 roku.  

Sposobów zdobywania cennych informacji jest cały wachlarz: od miękkiego business intelligence,

18 lipca 2014

Zombie wciąż atakują ! ( i nie tylko one...)

Czytaj latem nasz lekki, łatwy i przyjemny bestseller empik.com 2013 i 2014 w kategorii "Biznes i ekonomia" pod tytułem "Zombie atakują! Zarządzanie ryzykiem po prostu". 

Po prostu zbiór zrozumiałych dla każdego, napisanych z poczuciem humoru esejów o zarządzaniu ryzykiem. W przedsiębiorstwie, sektorze publicznym, w domu i na podwórku. 

Sprawdź opis na empik.com (LINK)



Chcesz więcej Ryzykonomii ? 

Spotkaj się z nami w mediach społecznościowych ! My też je lubimy !


12 lipca 2014

Społeczna odpowiedzialność ujawniona

(Gazeta Ubezpieczeniowa 10.06.14)

Zupełnie niedawno, ale jeszcze przed wakacjami, otrzymałem zaproszenie na kolejną doroczną konferencję nadwiślańskich biegłych rewidentów, z tematem przewodnim „Odpowiedzialne raportowanie”. Z dumą zresztą dodamy, że na eventach Krajowej Izby Biegłych Rewidentów już osobiście występowaliśmy mówiąc - oczywiście - o zarządzaniu ryzykiem, temacie ważnym bardzo dla biegłych, finansowych audytorów.

Do zaproszenia dołączone było takie, mniej więcej wyjaśnienie: „przed paroma dniami Parlament Europejski uchwalił dyrektywę, która nakłada na największe spółki europejskie obowiązek uwzględniania w swoim sprawozdaniu rocznym działalności z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu, w szczególności chodzi o kwestie  środowiskowe, społeczne i pracownicze, ale także poszanowania praw człowieka, przeciwdziałania korupcji i łapownictwu oraz ujawniania informacji na temat stosowanej polityki różnorodności w organach administracyjnych, zarządzających i nadzorczych. CSR będzie, więc wiodącym tematem tegorocznej konferencji, która odbędzie się…” i tak dalej… A ponieważ i biznes i odpowiedzialność i raportowanie jest mi nieobce, czym prędzej postanowiłem wziąć udział w tym obiecującym wydarzeniu w nomen-omen Centrum Kopernik.

Co to jest Corporate Social Responsibility, swojsko skracane na SOB nikomu chyba nie trzeba

2 lipca 2014

Przeprośmy się na Kongresie

Tak sobie ostatnio żartowaliśmy z pewnym Znajomym, że w wakacje zarządzanie ryzykiem i pewnie samo ryzyko nad Wisłą przymiera i ponownie się obudzi po sezonie urlopowym....
....ale zawsze przecież możemy w międzyczasie sięgnąć wzrokiem na poza - wakacyjne horyzonty i "za" i "przed" - czyli powspominać. No więc powspominamy dzisiaj krótko z dziennikarskiego obowiązku naszą obecność zupełnie niedawno na Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie, i my tam byliśmy i lunche jedliśmy, networking robiliśmy i generalnie ocieraliśmy się o wielkich tego świata, w odpowiedniej proporcji tego słowa, naturalnie.
Sam Kongres Europejski, na który zawitaliśmy dzięki naszym przyjaciołom z Polskiego Instytutu Dyrektorów (pozdrawiamy :-), tu pozwolimy sobie na małą plotkarską dygresją, zaczął się po stosowanych przemowach, od elektryzujących kuluoarowo - rozszeptaną publiczność przeprosin wygłoszonych ze skruchą przez ex-Ministra Rostkowskiego w kierunku ex-Komisarz Hubner.


W ogóle, to dużo było na Kongresie komentarzy o bieżących ryzykach, które się w takiej obfitości w tych dniach się wylały, a co stanowi żywy dowód na to, że obiadki z piklowanymi rzodkiewkami mogą być w świecie finansów równie wielkim źródłem ryzyka jak, dajmy na to, nietrafnie oszacowana wielkość rezerw na przeterminowane kredyty piątej (i pół) grupy.
Zawsze zresztą Wam powtarzam, że ryzyko jest i krąży w eterze i nawet jak na przykład takim Kongresie sensu stricto się o nim za dużo (niestety!) nie mówi, to ryzyko i tak jest, i co najwyżej w drodze nieświadomej retencji nim zarządzamy. Nieświadomej oczywiście do czasu, aż nam ktoś, choćby zawistny kelner takiej nieświadomości  ryzyka nie uświadomi.

No może niezupełnie o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem nic na Kongresie nie było, bo choćby na panelu poświęconym Corporate Governance, gdzie mówiono o nowych pomysłach na regulację Ładu Korporacyjnego Wasz Naczelny Ryzykonomii, po raz kolejny wyraził do mikrofonu pogląd, że dość słabo w spółkach giełdowych z ERM-em idzie, co skądinąc uzyskało pełne zrozumienie niektórych uczestników panelu, zorientowanych, co w ramach (dobrych) praktyk rodzime spółki giełdowe tu wyczyniają.  Jak zauważono, i nie dotyczy to tylko zarządzania ryzykiem, ale nawet bardziej wielu innych pożądanych elementów CorpGov zasada "complain or explain" nie oznacza, jak to uważają często rodzime zarządy: "nie - bo nie".
No i -szczerze mówiąc - tu skończyły się na Kongresie nawiązania do zarządzania ryzykiem explicite, co z lekka grozą zauważamy, ale jak chcecie możecie sami sobie sprawdzić w stosownym programie Wydarzenia. 

Zdjęcie jednego z paneli (poza salą plenarną)
Także przeprosin (póki co) więcej żadnych już na Kongresie nie było, było za to sporo cennego networkingu, mieniania sie wizytówkami a więc i kolejne kontakty na LinkedIn-na, bo tam nas zawsze też możecie znaleźć i połaczyć się i profesjonalnie i koleżeńsko.

https://www.linkedin.com/in/jpodlewski 


21 czerwca 2014

Praktycznie jak u Hitchcock'a

Jakiś czas temu, zdaje się w listopadzie ub.ro. wspominaliśmy, że na zamówienie naszych alma mater Naczelny Bloga przygotował artykuł na makro-ryzykonomiczny temat i jakiś czas temu się on ukazał jako mała część większej książki.

Przy okazji tych naukowych wycieczek Naczelnego w temacie zarządzania ryzykiem to zawsze się uśmiechamy w duchu, kiedy mruczy, że od czasu do czasu sugeruje się mu, że jest "teoretykami" (kiedy ma do czynienia z "praktykami") i vice versa "praktykiem" (mając do czynienia z przysięgłymi "teoretykami").

Rozumiemy, że to zamieszanie pojawia się czasami od lektury przedrostka "dr" przed nazwiskiem, który to (przedrostek, nie nazwisko) Naczelny Bloga posiadł onegdaj niemałym wysiłkiem w szalonym zrywie rozjaśnienia swojej przyszłości.
Zauważamy tylko, że jak zauważył kiedyś Chesterton "praktyk to ktoś, kto zna pewien wycinek problemu, a teoretyk to ktoś, kto wie coś o całości" ergo do małej awarii samolotu wezwiecie doświadczonego technika, jak wam maszyna siądzie na amen proście konstruktora.
No, nie protestujcie wiadomo też, jak to u nas często wygląda, ale zasada zasadniczo jest zasadna, a jak do tego dodać jeszcze, ca. 22 lata Naczelnego w biznesowej orce, to chyba mamy i praktyka i teoretyka, aż nadto.

No ale wracając do właśnie ukazałego się artykułu to zaczyna się on tak, jak u Hitchcocka od wystrzału z dubeltówki:

13 czerwca 2014

Ryzyko operacyjne vs. zwykłe dołącz do grupy "Zarządzanie ryzykiem" na LinkedIn

Gnaliśmy ostatnio w Polskę jak długa i szeroka, zarządzanie ryzykiem & navigare necesse est a przynajmniej powinno być, swoją drogą jazda po polskich drogach to niestety istny hazard i tak sobie zawsze myślimy, że odzwierciedla-niestety- nasz „narodowy” stosunek do ryzyka i zarządzania w ogóle. I nic tu nie dają wyjaśnienia, że to wina dróg, bo na autostradach jest równie źle mamy nawet wrażenie, że idzie ku gorszemu, ot plaga jeżdżenia na zderzaku 140,150 nie ma znaczenia jak śmiecie wjechać mi w drogę, kiedy ja tu jadę, mnie prawa fizyki nie dotyczą, ruch jednostajnie opóźniony, dystans „halb tacho” jak piszą na tablicach naiwni germanie nie dla nas, zapamiętajcie nasze motto spotkaniowo-biznesowe „jak wyjechałeś spóźniony, przyjedź na spotkanie spóźniony”, a propos nie martwcie się, niezmiernie rzadko się spóźniamy.

No, ale porzucając te daremne apele w eter, bo przecież nie do P.T. Czytelników bloga, bo to z natury rzeczy element światły i ryzyka świadomy, tak wierzymy, od dłuższego czasu nurtuje nas koncepcja ryzyka operacyjnego niezmiernie promowana w sektorze finansowym a to oczywiście za sprawą Umów Kapitałowych, Solvency i Bazylei, kolejnych numerków. Tak sobie myślimy przy okazji jak to będzie za 20, 30 lat, Bazylea XXXV  i Solvency XXI,   właśnie Mark Carney z Bank of England na Bloombergu mówi, że rośnie nam kolejna bańka na rynku hipotecznym, zaraz wyrąbie nam prosto w ….(znaczy bańka nie Carney), ktoś powie, że to ryzyka „czysto” finansowe, kredytowe a nie operacyjne, ale przecież finansowo tu wszystko wiadomo, znowu

LInk
greed, problemy ze strategią i zwykłym rozsądkiem, tu nie potrzeba modeli matematycznych, Var czy CFar tylko Common Sense at Risk (CsaR nieźle wymyśliliśmy nes pa ? ). Ale zdaje się i regulatorzy tu nie pomagają, wystarczy pomyśleć, co z rynkiem nieruchomości wyprawia się u nas,
swoją drogą ostatnio dokopaliśmy się do Community Reinvestemnt Act z 1977 tam jest pies pogrzebany, zadziwiająco mało się o tym mówi, a propos źródeł POPRZEDNIEGO, kryzysu. No nie przerażajcie się bo przecież będą następne to dzisiaj stan permanentny, od was tylko zależy jak się przygotujecie i zarządzicie swoim ryzykiem i zwykłym i operacyjnym.

A czy jest tu jakaś różnica między ryzykiem zwykłym i operacyjnym trwa dyskusja pierwszej, jedynej, najlepszej, polskojęzycznej (choć możecie pisać w dowolnym języku, jak dusz zapragnie) grupie „Zarządzanie ryzykiem” na LinkedIn, dołączcie czym prędzej i się wypowiadajcie, w grupie jest już 28 członków szybko rośnie, atakujcie bezwzględnie interlokutorów i utwierdzajcie swój obraz eksperta i fachowca nawet jeżeli nie tylko od ryzyka operacyjnego to i od każdego, zwykłego.

 https://www.linkedin.com/groups/Zarz%C4%85dzanie-ryzykiem-4512747?trk=my_groups-b-grp-v



5 czerwca 2014

Cytaty Kojota, czyli jak nie zostaliśmy blogiem ekonomicznym (roku)

No! Coś się ruszyło w kwestii cytatów "o zarządzaniu ryzykiem" i nie musimy już tylko samootrzeć (a mówiło się kiedyś i samopięć) z Redakcją Bloga ich uzupełniać.
Nie mówimy, że wiele się ruszyło, bo wiemy, że P.T. Czytelnicy bloga bardzo są zajęci i owszem czytają ale specjalne do nas nie piszą, ale...
Ale napisał do nas niejaki Pan Kojot (jakby co, to i my bardzo lubiliśmy filmy z kojotem bibip!) z propozycją cytatów do naszego ryzykonomicznego koncika. Tu przepraszamy za małe opóźnienie w podziękowaniu, coś nas System nie powiadomił... 
A cytaty ryzykonomiczne od Kojota są takie: 

Paulo Coelho
Bezpieczniej jest pozostać w sferze marzeń, niż ryzykować popełnienie błędu.

Albert Einstein 
Wartość osiągnięć polega na osiąganiu ich.

Johann Gottlieb Fichte 
Twoje działanie, i tylko twoje działanie, określa twoją wartość.

Albert Einstein 
Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.

No, bardzo ładne, mamy zdaje się tu i romantyzm i fizykę i magię, i wszyscy o ryzyku, tak czy inaczej.
Do oficjalnej listy dodajemy cytat Paulo, wstyd przyznać ciągle nic nie czytaliśmy, przy czym oczywiście wszystkie propozycje pozostają w zakładce "Cytaty" jako cenna korespondencja, 
Dziękujemy, Kojocie !  

Tu nachodzi nas myśl o naszym nieudziale w niedawnym konkursie "Blog ekonomiczny roku" na pewnym portalu o money, gdzie ostatnio zaaplikowaliśmy.  Zawsze próbujemy się jakoś pokazać i z Ryzykonomią i z zarządzaniem ryzykiem i eheu! sława nas jak każdego nęci, choć wiemy z wrodzonej skromności, gdzież nam tam do lekkiego pióra i lotnych myśli polskich drukerów bloggerów.... 
A jako że nikt nam wogóle nie odpowiadał, o przyjęciu do konkursu cicho-sza, zapytaliśmy mailem uprzejmie: "Czemu, Droga Komisjo?"   
Odpowiedź nadeszła rychło i druzgocąco: " Bo za mało w tym blogu treści konkursowych, po prostu, za mało". (Znaczy treści ekonomicznych, tak rozumiemy).

Tak sobie więc myślimy, że może i pewnie dlatego za mało, Kojocie, za mało.