
Temat prawdopodobieństwa sprawia zwykle duży kłopot przy szacowaniu ryzyka zdarzeń.
Ba ! są tacy którzy twierdzą, że prawdopodobieństwa w ogóle nie sposób oszacować a z pewnością nie szacują go menadżerowie, czy inni kierownicy przy podejmowaniu decyzji.
Stąd choćby pomysły na szacowanie w zarządzaniu ryzykiem czego innego „zamiast”, jak choćby tzw. „podatności”.
Spór o możliwość oszacowania prawdopodobieństwa jest zresztą tak stary jak historia analizy ryzyka. Już niejaki Luca Pacciolii , matematyk i hazardzista próbował prawdopodobieństwo gry w kości szacować, z marnym skutkiem podobno, niestety.
Frank Knight „ojciec” ryzyka przedsiębiorstw twierdził z kolei, że zdarzenia, których prawdopodobieństwo możemy obliczyć, nie są taka „naprawdę” ryzykowne a „prawdziwe” ryzyko występowania zdarzeń w skali prawdopodobieństwa oszacować się po prostu nie da.
Byli i ortodoksi w tej dyskusji jako chociażby George Shackle co stwierdził , że można jedynie mówić o zaskoczeniu wszystkich-wszystkim i na tej bazie zgrabną „teorię potencjalnych zaskoczeń” zbudował.
Bójka o możliwości obliczania prawdopodobieństwa w teorii i praktyce ekonomii trwa od dawna w najlepsze przy czym Redakcja Bloga Ryzykonomia z wrodzonej ostrożności i koncyliacyjności pośrodku tego sporu przezornie stoi.
No bo trudno zaprzeczyć , że wraz z rozwojem nauki coraz więcej zjawisk da się przewidywać i różne modele matematyczne w normalnych warunkach całkiem nieźle się sprawdzają. Jak choćby przewidywanie pogody, co prawda na krótko, ale zawsze. Nawet o wulkanach to i owo wiadomo, np. że jak Ejjafjjalla-coś -tam wybucha to i jego Kolega obok, wkrótce. Pewnie jednak i on się obawiam wszystkich znowu zaskoczy…
No właśnie sęk w tym, że modele matematyczne sprawdzają się nieźle w „warunkach normalnych”. A w gospodarce w warunkach normalnych każdy głupi sobie poradzi, gorzej że od zarania różnych warunków „nienormalnych” nie brakuje jak to powodzi, wulkanów i dzikich pomysłów konkurencji żeby nas z rynku wysadzić.
Prawdopodobieństwo w „normalnych” czasach dobrze opisuje tzw. krzywa normalnego rozkładu, powszechnie stosowana w modelowaniu matematycznym, choćby na rynkach finansowych.
Nawiązuje ona do powszechnej i fundamentalnej obserwacji, takiej mianowicie, że wiele zdarzeń w przyrodzie jak i życiu gospodarczym przyjmuje charakterystyczną postać odpisywaną krzywa o kształcie dzwona. Pomyśl choćby Czytelniku o klasie z podstawówki: kilku mózgowców i kilku matołów a pomiędzy rozproszeni liczni średniacy, ot i krzywa normalna.

Zakładając że rozkład prawdopodobieństwa - choćby notowań bliskich naszemu sercu papierów wartościowych - przyjmuje taką właśnie postać, można próbować za pomocą modeli matematycznych przewidywać nasze zyski i straty w przyszłości.
Oczywiście biegli statystycy nie tylko rozkład normalny wykorzystują w swoich modelach - są i inne - ale zawsze istnieją określone założenia jak prawdopodobieństwo może się kształtować.
Dość powiedzieć że rynki finansowe w szklane kule różnych modeli matematycznych wyposażone rozszalały się na dobre. Niektóre skutki tej wiary w modele można obserwować obecnie.
Okazało się ,że choćby popularna metoda wartości narażonej na ryzyko (Value at Risk) sprawdza się dobrze ( i chwała jej za to) gdy jest „normalnie”. W „ nienormalnych” czasach często jest niewarta funta kłaków.
Żeby jeszcze bezkrytycznym wielbicielom modeli matematycznych mała szpilkę wbić wszystko na to empirycznie wskazuje, że choćby funkcja rozkładów prawdopodobieństwa zdarzeń gospodarczych mają zwykle rozkłady istotnie różniący się od normalnego (jest to zazwyczaj krzywa normalna tzw. lewostronnie skośna, o pogrubionych „ogonach” rozkładu). Z tej przyczyny choćby bezkrytyczne zastosowanie metod pomiaru ryzyka opierających się na założeniu „normalnej” dystrybucji dochodów może być przyczyną istotnych błędów

Jednym słowem łatwiej o straty niż o zyski i to z reguły większe ( straty niestety). Zresztą wydaje się że powyższe zastrzeżenia dotyczą nie tylko kalkulowania prawdopodobieństwa zdarzeń na rynkach finansowych ale i wszystkich innych, wszędzie tam gdzie takie czy inne decyzje są wymagane.
Dobitnie podsumowując stanowisko Redakcji: szacuj prawdopodobieństwo i modeluj matematycznie jeżeli umiesz. Nie zapominaj jednak żeby nie stać się niewolnikiem założeń bo cię rynek zweryfikuje.
Ps.
Wyczerpany niełatwym tematem - z dużym prawdopodobieństwem - o obiecanym Perfect Sztormie , w artykule niebawem.
0 komentarze:
Prześlij komentarz