środa, 23 czerwca 2010

Bydłowozy nad Europą. Rzecz o istocie zarządzania ryzykiem.

Maniakiem specjalnym w końcu nie będąc Redakcja Bloga Ryzykonomia oczy otwarte zawsze ma i różne spostrzeżenia w dogodnych sytuacjach o zarządzaniu ryzykiem chętni czyni. Tak było i w trakcie podroży ostatnio drogą powietrzną odbywanych.

Otóż więc, Drogi Czytelniku, siedząc w fotelu samolotu tzw. tanich linii lotniczych Ryanair naszły mnie refleksje dotyczące zarządzania ryzykiem, można by rzec fundamentalne. A dotyczące stwierdzenia, które w trakcie ostatniej konferencji nt. ISO 31 000 usłyszałem, o tym mianowicie, że zarządzanie ryzykiem jest czymś znacznie więcej niż identyfikowaniem zagrożeń i zabezpieczaniem ich „tradycyjnie” za pomocą wykupu polisy ubezpieczeniowej.

Zarządzanie ryzykiem oznacza w istocie identyfikacją celów organizacji i ich osiąganie w miejsce „zwykłego” ubezpieczania ryzyka , który to sposób reakcji na ryzyko najczęściej się chyba potocznie, nie tylko powodzianom kojarzy . Ładnie i skondensowanie brzmi to po angielsku „ it's about setting and meeting objectives instead buying insurance.

Skąd taka refleksja w Leading Low Fares Airline ?
Stąd, że wybór każdego modelu biznesowego , w tym takiego jak Tanie Latanie to nieustanne stąpanie po linie nad wysoką przepaścią.

Wszystko jest zrobione supertanio i „na styk”: bilety drukuje się samemu, check-in też , są limity kilo-wymiaro-bagażowe (zresztą przez sprytnych klientów omijane), „jedzenie” płatne, woda płatna (pijcie bo umrzecie z pragnienia), jarmark w czasie lotu, dziwne loterie, siedzenia bez kieszonek , nawet pawia za przeproszeniem trzebaby do własnej torebki puścić , I nawet kolory jakieś takie wściekłe, brzydkie.


A jaki efekt ? Klienci walą drzwiami i oknami , przynajmniej u nas ( bo nie zawsze aż tak dobrze jest ) , linie rosną jak na drożdżach, kupują 100 nowych samolotów i w ogóle są wzorcem do dyskusji o zarządzaniu we wszystkich chyba szkołach biznesu na świecie od Oxfordu po Wyższą Szkołe Zarządzania, Komunikacji Społecznej, Psychologi i Manikuru w Kogutkowie Górnym (WSZKSPiM) .
A przecież ryzyko w biznesie lotniczym jest, szczególnie obecnie, Wielkie, oj Wielkie.

Nie mówię tu nawet o kwestiach bezpieczeństwa, kluczowych dla każdego pasażera, choć tu o dziwo okazuje się, że choćby Ryanair ma jedną z najmłodszych flot samolotów na świecie , zakupuje stada nowiutkich samolotów i w ogóle jest punktualniejszy, gubi mniej bagażu i mniej się spóźnia niż różne luftwafehansy czy britisziairwaje co „darmowe” jedzenie i popitkę na pokładzie serwują.

Jest przecież mnóstwo innych ryzyk po stronie negatywnej jak to ceny paliwa, kursy walut, i cała masa innych ryzyk codziennych i strategicznych.

Z drugiej strony nie należy o ryzyku szansowym , a wiec pozytywnym zapominać . I rodzina Ryan na czele z charyzmatycznym Michalem O'learym najwyraźniej nie zapomina ( tu mały wtręt: aż tak charyzmatycznym , że się One Man Show zarzuca, a to znowu ryzyko sukcesji, negatywne, niemałe. )

Ryzykiem pozytywnym jest przede wszystkim wybór właśnie omawiane go modelu biznesowego ( no dobrze Czujny Czytelniku, negatywnym też) ,a więc punktualny przelot z A do B za minimalną cenę. Korzystne to ma być i dla pasażera i dla Linii. I jest.

Oczywiście Konkurencja też ryzyko docenia i nie śpi i dołki kopie z całych sił, do czego zresztą jest podjudzana przez wyjątkowo agresywną postawę Linii i najwyraźniej nie zawsze fair praktyki konkurencyjne ( jako to: „układy z lotniskami” czy ukryte subsydia - co się zresztą różnymi  dochodzeniami i procesami  w Niemczech czy Francji kończy).

Ażeby zawsze 2 kroki przed konkurencją być i cele osiągać są więc i nowe pomysły jak ryzykiem zarządzać. Są więc i pomysły dziwaczne chyba na pierwszy rzut oka : zasłonek ( blend ) w nowych samolotach nie będzie, bagaż każdy targać sam po płycie będzie itp. Ale i w zamian mają być nowe coraz to nowe samoloty (niższe koszty przy okazji ) i dodatkowe usługi RTV/GSM/ AGD na pokładzie (płatnie oczywiście dostarczone).
I naturalnie więcj nowych destynacji i ekspansja, na nie zaorane tereny byłych Demoludów, chociażby.

Superinteresujący temat dla Risk Managera, całego go w tym artykule nie pociągnę, ale Redakcja będzie ten case study bacznie śledzić, obiecujemy.

W sumie więc, konkurencja podziwia (po cichu) i nienawidzi, pasażerowie kochają i nienawidzą (bydłowozami nawet przezywając) ….a biznes … się kręci !

I jak tu nie myśleć o istocie zarządzaniu ryzykiem prawdziwej , popijając własną mineralką, kanapkę z serem zaradnie w plastykowej siateczce przytarganą, 10 tysięcy metrów gdzieś na niebie Europy…


0 komentarze:

Prześlij komentarz