czwartek, 24 lutego 2011

Zarządzanie ryzykiem w szpitalu, klinice, przychodni, ZOZ (c.d.)

Choć  model ryzyka w szpitalu zaprezentowany w poprzedni artykule jest umowny i  może być dyskutowany, to bezdyskusyjne wydaje się stwierdzenie, że dla medycznego zarządzania ryzykiem centralnym punktem są ryzyka związane z zawinionymi bądź nie błędami w sztuce medycznej.
 
Jeśliby wierzyć szacunkom lokalnych stowarzyszeń  to w Polsce liczba  chorujących z przyczyn błędów medycznych sięga 40 tysięcy rocznie. W USA, jak tamtejsze źródła donoszą, nawet 200 tysięcy ludzi umiera z przyczyn medical malpractice.
W Europie wg.  Eurobarometru 4 na 5 ankietowanych uważa ten problem za istotny w ich kraju a ¼ deklaruje,  że członek ich rodziny spotkał się z takim zjawiskiem.

Przede wszystkim zaś w ostatnich latach nastąpiła wręcz eksplozja spraw o odszkodowania związane z błędami medycznymi. Ma to oczywiście wymiar bezpośredniego i  finansowego ryzyka niezwykle ważnego dla podmiotów świadczące usługi medyczne – zarówno tych  prywatne jak i państwowych. Dla szpitali czy przychodni powstaje również w związku z prawdziwymi bądź domniemanymi błędami lekarskim olbrzymie ryzyko reputacyjne. Powiedzmy szczerze – media kochają ten temat i a priori, bez wahania winnych na śmierć przez publiczne poćwiartowanie i  ludowe znienawidzenie skazują.

Rosnące ryzyko występowanie błędów medycznych, a właściwe powinno się powiedzieć precyzyjnie, pozwów z nimi związanych,  ma również inne reperkusje .
Skutkami dotknięty jest sektor ubezpieczeniowy, bo po prostu biznes ubezpieczenia lekarzy w wielu krajach przestaje się opłacać, podobnie jak ubezpieczanie wycieczki niedzielnych grotołazów do kompleksu jaskiń Bora-Bora w Afganistanie.

W Stanach, gdzie odszkodowania są rekordowe spada  także liczba nowych adeptów specjalności lekarskich  , narażonych na szczególne ryzyko błędów jak ginekologia czy kardiochirurgia. Również dlatego, że koszty ubezpieczeń od odpowiedzialności cywilnej często nawet się w ciągu kilu lat podwoiły.
Jednocześnie nasila się zjawisko tzw. medycyny defensywnej i zlecania dodatkowych często niepotrzebnych badań, na wszelki wypadek. ( Choć zapewne naszej nadwiślańskiej rzeczywistości nie dotyczy) .

W Polsce jak media donoszą,  które temat skutecznie i z lubością napędzają, jest również coraz gorzej a na pewno nie lepiej.
Po prawdzie jak się z rzeczywistością funkcjonowania naszej służby zdrowia organoleptycznie zapoznać, jej organizacją i sposobem finansowania, wątpić – jak mówił poeta – nie potrzeba.
Orzekane są jednak coraz większe odszkodowania, rekordowe zdaje się 2,4 mln PLN , a więc niemało….  i zapewne po reformach ryzyko utraty reputacji uzyska kiedyś na znaczeniu .

Ale, żeby smutne rozmyślania przerwać i do pozytywów przejść to szacuje się,  że wdrożenie procedur zarządzania ryzykiem w obszarze klinicznym powoduje nawet 40-60% spadek liczby spraw związanych z błędami lekarskimi.

Jest to zresztą nie tylko efekt unikania błędów sensu stricto, ale w efekcie analizy ryzyka podejmowanie również odpowiednich działań, związanych choćby z informowaniem pacjentów i po prostu przestrzeganiem ich praw, co powoduje że pacjenci są znacznie mniej skłonni do pozywania swoich lekarzy do sądów.

Jest więc o co walczyć ... Tymczasem, na wszelki wypadek, na zakończenie naszym P.T. Czytelnikom Bloga Zdrowia życzymy, a do niezwykle nas interesującego tematu zarządzania ryzykiem w szpitalu na pewno jeszcze wrócimy, niebawem, cdn.…


0 komentarze:

Prześlij komentarz