Redakcja Bloga Ryzykonomia właśnie powróciła z dorocznej Konferencji Stowarzyszenia Polrisk. Jej tematem przewodnim był: „Pomiar ryzyka korporacyjnego w praktyce”. Wzięło udział ponad 120 osób z przedsiębiorstw różnych branż i – co niezwykle budujące – licznie reprezentowany był sektor publiczny.

Było jak zwykle ciekawie, więcej w osobnym artykule, wkrótce.
Niestety, oczekiwany przez wszystkich Kevin Knight jeden z twórców standardu ISO 31 000 nie przybył…podobnie jak tysiące podróżnych na całym świecie, został uziemiony przez islandzki wulkan Eyjafjallajokull pracowicie wyrzucający kłęby pyłu w atmosferę. (najpierw afera Icesave, teraz wulkan… i jeszcze z taką nazwą … co my im zrobiliśmy ?!)

Ciekawe mamy, ryzykowane czasy. Świat, który ledwie podnosi się po skutkach kryzysu wysmażonego przez sprytnych bankierów, znowu staje w obliczu olbrzymiego zagrożenia o wielowymiarowym charakterze.
Biznes lotniczy, jeden z kluczowych elementów krwioobiegu gospodarki doznaje strat liczonych w miliardach dolarów.

Wulkan zasypuje popiołem również zupełnie odległe branże: takie jak turystyka czy nawet przemysł samochodowy (np. BMW sprowadza niektóre części z fabryk w USA).
Nie odbędą się lub muszą być przełożone wycieczki, konferencje, spotkania biznesowe. Kto policzy straty?

Znamienne, że zadufani w potęgę techniki przywykliśmy sądzić, że największe zagrożenia dla gospodarki pochodzą z „ludzkiej”, kontrolowalnej w znacznym stopniu domeny.
A to przecież Natura wciąż rozdaje najsilniejsze karty. Prowadząc jakikolwiek biznes nie można zapominać o powodziach, pożarach, trzęsieniach ziemi, gradobiciach a – teraz nawet – o wybuchach wulkanu.
Kto na przykład na lotnisku, w Rzeszowie myślał o skutkach erupcji wulkanu dla ich Cash flow?

Choć takim zdarzeniom, jak wybuch wulkanu nie można zapobiec i nawet, niestety precyzyjnie przewidzieć, do określenia reakcji naszej organizacji ich wystąpienie mogą się przydać cyklicznie wykonywane tzw. crash testy (podobnie jak crash testy samochodowe).

Chociażby towarzystwo ubezpieczeniowe Swiss Re cyklicznie odbywa ćwiczenie na następujący temat:

Jak zachowa się portfel ubezpieczeń przy jednoczesnym trzęsieniu ziemi w Tokio i San Francisco o sile 8 – 10 stopni w 12 stopniowej skali Richtera ?

Jakie będą skutki zdarzenia o takiej skali dla naszej firmy?
Czy jesteśmy w stanie to przetrwać ?
Co możemy (o ile wogóle) zrobić aby się przygotować ? Jaki byłby koszt zarządzania –braku zarządzania ryzykiem tego typu?

Nieprawdopodobne? A przecież może być prawdziwe (patrz Wulkan Eyjafjallajokull).

Skoro o prawdopodobieństwie mowa w kolejnym artykule o prawdopodobieństwie normalnym i tym nienormalnym (ale prawdziwym ) oraz – dlaczego należy się obawiać „perfekcyjnego sztormu”. Także w Twojej organizacji !

Dodaj komentarz

1 Comment on "Ach, ten Wulkan !"

Notify of
avatar
Sort by:   newest | oldest | most voted
Rafal
Guest
Jarku, Swiss Re (i cala plejada innych) moze z latwoscia sobie takie crash testy robic, bo wiedza jaki majatek w jakiej lokalizacji i na jaka wartosc ubezpieczali. Wystarczy im wyznaczyc wspolrzedne geograficzne miejsca-epicentrum (lub kilku miejsc-epicentrow na globie), wytypowac obstawiana sile w skali Richtera, co mniej czy bardziej przeklada sie na promien razenia liczony od epicentrum, a dalej to juz zwykla (choc wcale nie taka prosta) matematyka i dokladnie wiedza ile euro wydadza na uszkodzenia strukturalne budynkow, ile na odszkodowania osobowe, ile BI, ile na akcje ratownicze i BI … W kazdym "normalnym" biznesie, tj znacznie bardziej zacofanym pod katem… Read more »
wpDiscuz