Uwielbiamy nabierać naszych wiernych P.T. Czytelników Bloga ! Pewnie zoczyli tytuł i myślą, że Ryzykonomia zzsuwa się w objęcia taniej popularności i na przykład dzisiaj będziemy opisywać niesukcesy naszej narodowej modernizacji, choćby porównywać , że Lux Torpeda z Krakowa do Zakopca gnała w 36-ym lekko ponad 2 godziny a spendolino o ile będzie sie niewychylał, nawet jakby chciał pewnie dwa razy dłużej. Albo zasmęcimy kolejny temat z długą brooooodą, o którym opowiadał właśnie Znajomy, jak to szukał dla swoich uczniaków podręczników do 5-tej klasy podstawówki i dowiedział się, że do polskiego jest coś z osiem różnych, podobnie matematyki, przyrody itemu podobnych do tego “nowe programy” i “podstawy programowy” istny busz, no proszę jak się ta biologia czy matematyka dla pięcioklasistów co roku zmienia ciągle coś nowego nauka odkrywa i trzeba nowe podręczniki drukować, lasy ciąć a naiwnych rodziców (bo co im pozostaje) golić, golić i golić z kasy. Pewnie dlatego jak donoszą statystycy jest dzisiaj u nas o 4 miliony dzieci mniej niż 20 lat temu, dokąd to ryzyko demograficzne zmierza niedługo się w jakiś

świat science fiction bez dzieci zmienimy a Ryzykonomie nam przyjdzie do 90-ki (jak Bóg da) pisać bez łaskizus. Cieszycie się ?

No, przecież nie o tych cyrkach będziemy dziś pisać, bo to cyrk nudny, wręcz nużący i jakże przewidywalny….

Piszemy dziś o ryzyku cyrkowym prawdzimym, tak, tak, znowu ryzykonomia nam przyszła na myśl jak nieledwie parę tygodni temu siedzieliśmy w Arenie w Sopocie, wśród pobrzmiewających
zewsząd rosyjskich zachwytów (tak!) oglądając sławny Cirque du Soleil i rzeczywiście robiący wrażenie cyrkowy szoł pod dźwięcznym tytułem “Alegria”. Klauni byli najlepsi….
Na cyrk trafiliśmy trochę przypadkiem, ale “jak dają to bierz” i nie żałujemy bo choć slonie nie

ale cyrk

ryczały i tygrysy nie trąbiły to było na co popatrzeć. No i to ryzyko….

Ryzyko w cyrku jest, to zgrzebny truizm, pamietamy nawet, choć adepci ryzykonomii mogą nie pamiętać jak pamiętny Kapitan Żbik walczył z złodziejskim duetem akrobatów w zeszycie “Salto śmierci” o mało tam jedni z trapezu nie spadli, oczywiście nie sam Żbik, bo jego nikt nie miał szans przechytrzyć, wtedy to byli Milicjanci, nie to co…
Ale do cyrkowej ryzykonomii wracająć to dzisiaj i w cyrku mówi się systematycznie o ryzyku.
Choćby sam de Soleil podkreśla jak dużą wagę przywiązuje do systematycznego risk managmentu
tutaj można sobie obejrzeć profesjonalną cyrkową deklarację apetytu na ryzyko i główne kroki.
Wierzyć też należy, że i dzięki solidnemy traktowani ryzyka przez ponad 30 lat nie było tam tak poważnego wypadku jak tego lata w Las Vegas gdy niestety zginęła piękna akrobatka…. smutne.
Ryzyka na pewno w takiej dziedzinie nigdy nie zabraknie, choć niektóry donoszą, że statystycznie, wiele dziedzin sportu, choćby futbol jest dużo bardziej niebezpieczny. Nawet oglądanie cyrku jest bezpieczniejsze, może oprócz emocji, szczególnie, że do cyrku jednak przychodzi dość kulturalne towarzystwo; notabene zrobiło na nas pewne wrażenie karność widowni, która proszona o nie błyskanie fleszami (dla bezpieczeństwa artystów) chyba ani razu nie błysnęła. Brawo !
A wystarczy pójść do bylejakiego oceanarium, czy zoo. Jak tam biednym zwierzakom po oczach flesze strzelają !
Ale w rzeczonym Sopocie wszystko świetnie zagrało tym większy podziw dla sztuki i odwagi. Mamy nadzieję, jak nasi nieocenieni sponsorzy dopiszą, Cyrk ten zobaczyć jeszcze….
Zobacz !

Dodaj komentarz

Be the First to Comment!

Notify of
avatar
wpDiscuz