Apetyt na ryzyko to temat wiecznie ciekawy ale zaczniemy od truzimu, że Ryzykonomia ma, jak wiedzą Szanowni P.T. Czytelnicy wiele działów.

Trochę typologii

Jest Ryzykonomia ilościowa i jakościowa, miękka i twarda, polska i zagraniczna, prywatna i uspołeczniona, zdrowotna etc. etc. Jest też Ryzykonomia cywilna i Ryzykonomia wojskowa. O cywilnej piszemy nieustannie o wojskowej zasadniczo zacznie mniej, choć militarystom pokojowym będąc wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na praktyki zarządzania ryzykiem, które niebywale rozwinęły się w takich organizacjach wojskowych jak NATO i różne US Army, o czym chociażby możecie przeczytać w naszym empikowym e-bestsellerze „Zombie atakują!” (słynny wywiad z Generałem).

Wojsko to oczywiście wiele ryzyka stricte militarnych i te zasadniczo pozostawiamy różnym specjalistycznym portalomapetyt na ryzyko (polecamy na przykład kanał „Gdzie wojsko” na You Tube, bezinteresownie, nawet nie znamy twórców, good stuff). Nas interesuje natomiast wojskowe zarządzania ryzykiem z punktu widzenia organizacyjnego, logistycznego, projektowego, zarządczego. Bo wojsko to oczywiście olbrzymia organizacja i jak doświadczenie uczy wojny wygrywa się na zapleczach w kuchniach, magazynach, logistyce, na etapie przygotowania produkcji tej czy innej bomby.

Wojsko – B!

Oczywiście nasze wojsko ćwiczy także jak cały sektor publiczny Kontrolę zarządczą, dość średni pomysł jak oceniamy i tam już w 2009 Ustawa o finansach publicznych wprowadziła obligatoryjne zarządzanie ryzykiem sławnym „Standardem B” KZ-u. O KZ pisaliśmy stukrotnie, polecamy stosowne tego w stopce strony.

No, więc właśnie redakcyjni reserczrzy podrzucają nam tekścik naukowy dotyczący tematu, a dla nas potrójnie ciekawy, bo w literaturze autorzy powołują się na nasz inny sławny ryzykonomiczny tytuł „Apetyt na ryzyko”.

Opracowanie autorstwa Agnieszki Taurogińskiej i Danuty Trojan z Wyższej Szkoła Oficerskiej Wojsk Lądowych (brawo, pozdrawiamy serdecznie! wojsko, wojsko, wojsko nasze wojsko…) we Wrocławiu nosi frapujący tytuł:
„ Kształtowanie kompetencji menedżersko-przywódczych w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych imienia generała Tadeusza Kościuszki na kierunku „Zarządzanie” a apetyt na ryzyko jego absolwentów”

Link do artykułu (str 157-172) znajdzie Czytelnik tutaj:

Apetyt na ryzyko zrewidowany

Autorki stawiają różne ciekawe tezy w tym również dla nas kontrowersyjne bardzo wysoko wartościują konieczność i umiejętność określania apetytu przyszłych dowódców. Konieczność owszem, co do umiejętności to mamy nadzieję, że nie chodzi o wątpliwy aparat narzędziowy kontroli zarządczej i żeby wbić sobie kołek we własną rękę ku naszej zgrozie kończą opracowanie chyba naszym niegdysiejszą tezą, (ale już zrewidowaną po przemyśleniu tezą), że : „bez skutecznego zarządzania apetytem na ryzyko nie ma skutecznego, całościowego zarządzania ryzykiem” Osobiście pod naporem doświadczeń już to stwierdzenie zweryfikowaliśmy natomiast w ogólności bardzo nas cieszy podejmowanie tematu na uczelniach wojskowych (widzimy tam 56 godzin z zarządzania ryzykiem, choć tylko w „sytuacjach kryzysowych”) bardzo nas oczywiście ciekawi „jak” się tego Risk Managementu na polskich uczelniach wojskowych uczy.

Także gratulujemy Autorkom podjęcia tematu i zawartych tez i cieszymy się z tego wojskowego „zasięgu” rażenia Ryzykonomii, ku Chwale Ojczyzny. Baczność!

ps. Arytkuł po długim namyśle okraszamy zdjęciem  naszych Marynarzy, każda dziewczyna wie że to najładniejsi żołnierze: “Morze, nasze morze, lalalala”

Dodaj komentarz

2 Comments on "Apetyt na ryzyko nomię wojskową"

Notify of
avatar
Sort by:   newest | oldest | most voted
Andrzej
Guest

Muszę przyznać, że dawniej w wojsku nie mówiło się o zarządzaniu ryzykiem ale instrukcje i podręczniki były przepełnione skomplikowanymi obliczeniami opartymi dodatkowo na rachunku prawdopodobieństwa. Każda decyzja musiała być poparta odpowiednimi kalkulacjami a planowanie działalności nawet szkoleniowej uwzględniało nadmiar (redundancję) cały system życia wojskowego był tak skonstruowany, że na coraz wyższych stanowiskach musiałeś coraz więcej przewidywać i organizować przedsięwzięcia kontrolne przeciwdziałające zakłóceniom. Jednak wraz z wycofywaniem trudnych instrukcji system się rozpadł i do dziś się nie podźwignął. Co prawda elementy zarządzania ryzykiem pojawiają się w coraz większej ilości instrukcji ale w życiu wojskowym się nie przyjmują.

RedNacz
Guest

Hm, nie chcę się spierać, bo aż tak nie zgłebiałem kwestii “hitorycznych” ale prawdę mówiąc ja aż takiego zaawansowaniego planowania w polskim wojsku nie dostrzegłem, choć pewnie na przykład plany inwazji Bratnich Armii na Danię 😉 byly szczegółowe. Zgadzamy się na pewno, że aktaulnie słabo to działa w WP a choćby kwestao projektów rozwojowych,reorganizacji, caly project maangement wymagałby tego, nie mówiąc o Kontroli zarządczej (JSFP!!!) czy wymogach NATO-wskich jak AQAP…

wpDiscuz