Motto:

„Sukces ma wielu właścicieli ryzyka (risk owners).
Porażka jest risk sierotą”

                                                                       Naczelny Bloga Ryzykonomia

Parę dni temu przy redakcyjnym śniadaniu kiwając głową ze zrozumieniem  słuchaliśmy w radio relacji biegłego germanoznawcy, który zeznawał jak to w niemieckiej prasie po każdym kolejnym wygranym meczu analitycy sportowi wytykali błędy ihniemu manszftowi i głowili się co by tu zrobić, żeby było jeszcze lepiej.

U nas takie analizy, jak zauważył radioredaktor, byłyby traktowane jako niepatriotyzm i czarnowidztwo.
Owa organizacyjna czarnowidzo-fobia jest według naszych obserwacji jedną z istotnych przeszkód rozwoju zarządzania ryzykiem w przedsiębiorstwie, sektorach publicznych, gdziekolwiek nad Wisłą.
Sami bywamy posądzani o czarnowidztwo i krytykę, a to w szczególności kiedy domagamy się jakiś planów, analiz, ulepszeń czy pokazujemy jak coś robią inni.

Nie możemy się ustrzec przed refleksją, że owy anty-kult rzekomego czarnowidza jest usprawiedliwieniem dla intelektualnego i organizacyjnego lenistwa, bo oczywiście czarnowidztwo wymaga działania i zarządzania a białowidztwo radosnego krzykania i machania. 
Oczywiście, mówiąc o czarnowidztwie nie mamy na myśli  ulicznego narzekania do kamery czy na “forach” ale szeroko rozumianą kulturę organizowania życia społecznego i gospodarczego, klasyczny już maturalny problem romantycy-pozytywiści.  

Z drugiej strony bycie czarnowidzem – to często codzienność risk managera, szczególnie w organizacjach gdzieś ERM-u nie ma albo jest bardzo młody, trudno, przecież zawsze można było zostać dajmy na to operatorem walca drogowego albo piosenkarzem czy ministrem….

Polacy, Nic się nie stało….
A przecież problem osiągania jakichkolwiek sukcesów w sporcie jest dzisiaj prostą wypadkową (nie licząc mutantów-geniuszy) masowego sportu, a tego u nas zupełnie nie ma i bez tego sukcesu NIGDY nie będzie.

Możemy się tu kompetentnie wypowiadać bo sport od wielu lat jest bliski naszej ryzykonomicznej duszy i przemierzając przez lata sale treningowe a potem ścieżki w kolejnych adidasa i aisic-asach rodzimie ulice, lasy i skwery obserwujemy jak niewiele w porównaniu niż gdzie indziej, wbrew enuncjacjom mediowym (białowidze !) tu się dzieje. O dramacie wf-u w szkołach już w ogóle nie wspominając (oj, czarnowidz).

Wracając do mottowej kwestii właścicielstwa ryzyka, to nie należy również zapominać że zarządzanie (ryzykiem) jest związane z innym ważny, słowem a jest nim ODPOWIEDZIALNOŚ za ryzyko.

Im wyżej bowiem w hierarchii organizacji stoisz tym większym ryzykiem zarządzasz ale i tym większą odpowiedzialność powinieneś ponosić. Nie ma ryzykonomiczności bez odpowiedzialności…
Opowiadał nam na przykład niedawni znajomy audytor jak to u rozwiniętych opinia o sprawzodaniach finansowych spółki z zastrzeżeniem jest wielkim problemem w karierze menadżera za granicą, u nas natomiast wiadomo…

Dalej z odpowiedzialnością związane jest ściśle lessons learned czyli organizacyjna baza doświadczeń, oczywiście służąca niepopełnianiu podobnych błędów w przyszłości. Co dziwaczniejsze historia upadku naszego sportu jest wszystkim doskonale znana…. I co ? Znowu nic…

Ps.

Żeby spragnionych wieści z świata ryzyka jeszce bardziej spragnionymi nie zostawić na naszym Facebookowy Fan pagu zamieszczamy link do ciekawego artykuł z angloprasy nt. kłopotów reputacyjnych Appla i jak sobie w zadziwiający sposób łatwo z nimi Ajfirma radzi, szapoba. 

Dodaj komentarz

Be the First to Comment!

Notify of
avatar
wpDiscuz