Cyber

Strona główna Cyber

Na fejsbuka! (Tam was zmanipulują)

0
na fejsbuka!

Na fejsbuka! (Tam was zmanipulują) >>>

Musimy powiedzieć, że będąc aktywni w różnych mediach społecznościowych, tych „poważniejszych”, niejednokrotnie byliśmy atakowani przez różnych „aktywistów” frazą-poleceniem „na fesjbuka z tym”. Tu nie miejsce na „To”. Oczywiście, Wasza Redakcja zawsze lekce waży takie trollowanie….

Ale, zawsze czuliśmy że Coś jest na rzeczy, że ludzi ciągnie tak na tego faejsbuka, bo już wcześniej przytaczaliśmy i komentowaliśmy wyniki badań naukowych (sic), które pokazywały jak Internet, a być może to największe i tytułowe medium po prostu ogłupia ludzi.

http://www.ryzykonomia.pl/czy-internet/

Dzisiaj świat obiega wielki skandal z Facebookiem jako głównym negatywnym bohaterem. Piszą o tym w headlinach ( i mamy wrażenie z pewną ponurą satysfakcją) wszystkie światowe i polskie media, też.

W dużym skrócie, bo źródeł znajdziecie co niemiara w dr Google (ha, ha i dgzie tu się obrócić, przysłowiowa… a zawsze z tyłu) ale i na papierze (tak, tak jeszcze istnieje), to okazuje się że firma konsultingowa Cambridge Analityca uzyskała, co najmniej nieetycznymi, a być może nielegalnymi sposobami dane 50 000 0000 użytkowników Facebooka.
Pozyskała, po to aby manipulować ich preferencjami i opiniami. Te 50 milionów, to przede wszystkim zdaje się wyborcy z Ameryki przed wyborem (przez Rosję, tu pozwolimy sobie na prywatną opinię) Wielkiej Nadziei Białych Donalda Trumpa. „Prezydenta twittera” (kolejne social media w tle) który przez ostatni ponad rok szerzył spustoszenie w cywilizowanym świecie, przy dżwęku odpalanego przez Władimira Władimirowicza szampana.

Więc, jak pokazały dziennikarskie śledztwa najwyraźniej Cambridge Analitica wykorzystując zaawansowane metody profilowania preferencji użytkowników FB nakierowywała na poszczególne osoby odpowiednie działania propagandowo-marketingowe. Wpływając delikatnie, ale być może skutecznie na podejmowane przez nich (wyborcze) decyzje.

Przy okazji tego skandalu ujawnionego przez dziennikarzy śledczych brytyjskiej stacji telewizyjnej Channel 4 z pomocą whistleblowerów pojawił się również wątek wschodnioeuropejski, bo jeden z menadżerów owej firmy „konsultingowej” (celowe) chlapnął frywolnie, że:

„Niedawno za pomocą innego podmiotu przeprowadziliśmy bardzo, bardzo pomyślny projekt w jednym z krajów Europy Wschodniej. Nikt nawet nie wiedział, że tam byli. Przeniknęli po cichu, zrobili swoje i wynieśli się po cichu, dostarczając naprawdę świetny materiał”

Złośliwi zaraz zaczęli sugerować, że chodzi tu o Polskę, ale byłoby przecież zupełnie bez sensu żeby ktokolwiek, a już na pewno nie Władimir Władimirowicz byli zainteresowani na wpływanie na wybory w kraju nadwiślańskim.

No więc, jak czytamy i słyszymy wszędzie, sprawa jest rozwojowa. Szykują się przesłuchania w Kongresie USA samego Marka Zuckerberga. Trochę jest to skądinąd przerażające, że (z całym szacunkiem dla osiągnięć) na losy świata zaczyna mieć wpływ pomysł młodzieńca, który miał superfajny pomysł na napisanie „parę linijek” kodu komputerowego. I oczywiście samą koncepcję, pomysł The Social Network. Ale też jak wiemy jeżeli nie on, to inni już czekali w kolejce. I za jedno by tak, czy inaczej wyszło. Bo dzisiaj technologia rządzi światem. Ale, czy idziemy w kierunku Matrixa, Nowego Wspaniałego Świata Huxleya czy teleekranów z 1984 i książek palonych u Raya Bradbrury w Fachrenchait 451?

FB oczywiście zapewnia, że spraw się nie powtórzy, że przechodzą w zarządzanie kryzysowe, notowania akcji spadają, ale…powiedzmy szczerze, kto czyta takie newsy o manipulacjach z uczestników facebooka? To będzie wiadomość jednego błyśnięcia walla, a potem rolka przewijania popędzi dalej. A na pewno Cambridge Analytica nie jest jedynym, który wpadła na pomysł manipulacji, fake newsów, masowego trollowania i robienia wody z mózgów. A raczej wody z wody…

Więc z lekkim przekąsem i trochę złośliwie zawołajmy…Na fejsbuka! (tam was zmanipulują!) ! Tam bije dzisiaj „źródło” prawdy o świecie….

A do tematu na pewno powrócimy zaraz. Na fejsbuka !

na fejsbuka! na fejsbuka! na

Ataki na IOT

0
ataki na IoT

Ciekawe podsumowanie analizy ataków na IoT (Internet of Things). Pisaliśmy o tym na Ryzykonomii wielokrotnie (tutaj). Niewątpliwie w nadchodzących latach źródło trudnych do przecenienia ryzyk. No, i hasła trzeba zmieniać….

https://digitalandmore.pl/bezpieczenstwo-urzadzen-internetu-rzeczy-raport/

Fala cyberataków globalnie czyli nieuchronne

0
fala cyberataków

Fala cyberataków globalnie>>>
Jak donoszą wczoraj i dzisiaj wszystkie media świata – fala cyberataków na całym świecie. Chyba pierwsza taka globalna. Atakowane są urzędym firmy a nawet szpitale. Dotknęła co najmniej 70 krajów świata (dane BBC), w tym podobno, szczególnie właśnie Wielką Brytanię.

Tam między innymi doszło da zablokowania (?) systemów informatycznych szpitali, co miało zmusić je nawet do odwoływania operacji i problemów z obsługą ruchu ambulansów (sic).  Wynikało to między innymi z uniemożliwieniem przez malware dostępu do danych pacjentów. W tym historii choroby, zapisanych leków etc. Ataki mają też charakter ransomware, między innymi dane szpitali zostały zablokowane, zaszyfrowane i pojawiły się żądania przelewów po kilkaset tysięcy dolarów okupu.

U źródeł tego ataku, ma leżeć przeciek około 5 tygodni temu do WikiLeaks programu napisanego w FBI. Który miał służyć oczywiście do zupełnie innych szczytnych celów ( nie nie szczytnych pewnie też). A tak, w jego posiadanie weszły osoby niepowołane.

Co jeszcze ciekawsze według ekspertów, słabości najbardziej popularnego oprogramowania, przez które komputery były infekowane, zostały przez producentów już usunięte. Natomiast, prawdopodobnie instytucje, które padły jego ofiarą nie uaktualniały odpowiednio swoich systemów. Potwierdza to informacje, o których pisała już Ryzykonomia wcześniej. A mianowicie, że w ponad 80 % przypadków ataków cyber w ogóle można im było łatwo zapobiec bo i/lub w organizacji była o nich informacja i/lub siły i środki do zapobieżenia !

I dlatego skromna, nie cybernetyczna Redakcja Ryzykonomii o tym między innymi pisze, że problemem nie jest jakaś mega wiedza i wyszukane umiejętności tylko niska kultura zarządzania ryzykiem. A to przecież problem nie techniczny, tylko…. ORGANIZACYJNY !!!

Mamy wrażenie, że to może być jeden z największych problemów z cyberatakami, że zagrożenie to jest traktowane silosowo i pozostawiane informatykom. Nie mają oni jednak narzędzi organizacyjnych, budżetowcy, ludzkich do wpływania na realną, całościową zmianę profilu cyber ryzyka organizacji. Dopóki zarządzający nie zrozumieją, że to proces całościowy i że człowiek jest zawsze najsłabszym ogniwem, nic tu się nie zmieni…

 

Edukacja cyber ryzykowna

0
Edukacja cyber ryzykowna

Edukacja cyber ryzykowna >>>

Edukacja na wszystkich poziomach jest pełna ryzyk. To truizm, o którym z uporem maniaka zdajemy się zapominać. To ciekawe skądinąd, bo jest to być może, będziemy się upierać najważniejsza dziedzina naszego życia społecznego. Dziś parę słów o ryzykach cyber.
A weźcie pod uwagę, że dzisiaj uniwersytety i w ogóle szkoły to niemałe, a czasami potężne organizmy. Zatrudniające w porywach i tysiące osób, obsługujące tysiące studentów-klientów, z tysiącami dosłownie urządzeń, z których każde może stać się obiektem ataku. Informacji do zniszczenia, czy ukradzenia tu zaprawdę nie brakuje. A każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z „tematem” chyba potwierdzi, że z cyber bezpieczeństwem bywa, o dziwo! (o dziwo bo przecież TU się uczy), słabo.

Dziś do szkoły, liceum, uczelni każdy przynosi swoje własne urządzenia, można wręcz zaobserwować, że to BYOD (Bring Your Own Device) to już rzecz naturalna i pożądana. Każdy robi co chce i kiedy chce, no może to pewna przesada, ale dla podkreślenia wagi tematu, uprawniona.
Obszarów do potencjalnych zagrożeń są tysące:

  • tysiące e-mail pełne załączników
  • pendrive’y z niesprawdzoną zawartością penetrują dziesiątki komputerów
  • tysiące pracowników i czasowników uzyskują różne (!) dostępy
  • współdzielone są (prze)różne urządzenia i peryferie
  • drukarki i kopiarki używane przez tysiące osób
  • wszyscy korzystają jak szaleni z sieci społecznościowych
  • informacje osobowe są dostępne łatwo, bardzo łatwo…
  • nierzadki jest wandalizm, niszczenie, kradzieże..

no, to się aż prosi o zewnętrzne intruzje i problemy…A, i jeszcze nagminnie naruszane są prawa autorskie, choć to może nie cyber sensu strictoWszystko to jeszcze w publicznym albo i prywatnym sosie, jako kolejny stopień utrudnienia i komplikacji.

A cyber świadomość, choćby wśród kadry edukacyjnej jest chyba bardzo niska (znowu o dziwo, bo to edukacja !). I choć z jednej strony to problem techniczny, to po raz kolejny powtórzymy, że przede wszystkim organizacyjny, z zakresu kultury ryzyka.
Ale rady jak podejść do problemu są też, jak podają Źródła dosyć klasyczne.
W tym zasada jak najbardziej ograniczonego dostępu (Principle of a Least Privilege).
Plus oczywiście Polityki,  Zasady, Szkolenia i przede wszystkim, jak zawsze budowanie świadomości, że wszyscy są odpowiedzialni za walkę z cyber ryzykiem. Także w interesie wszystkich.

Edukacja cyber ryzykowna est…

Edukacja cyber ryzykowna est…

Ryzyko 1984 realne i zatrważające

0
ryzyko 1984

Ryzyko 1984 >>>
Jak donoszą liczne Źródła w świecie IT, wywiadu i Rządów duże zamieszanie spowodowane kolejnymi ujawnieniami portalu Wikileaks.
Ów demaskatorski a często posądzany również, że sterowany przez różne służby portal zamieszcza i zapowiada zamieszczenie tysięcy stron „wypłyniętych: z amerykańskiej CIA rewelacjo dotyczącej hackowania i szpiegowania wszystkiego co się rusza.
Obiektem troski specjalnej jednostki CIA mają być różne urządzenia mobilne i stacjonarne wykorzystywane do podglądania i podsłuchiwania wrogów i nie tylko.

Inwigilacji miałyby służyć zhakowane iPhony, Ipady i Mac-i (tu nawet utworzono specjalny wydział) urządzenia używające Androida, słowem wszystko., Najwięcej emocji chyba budzą informacje o używaniu do podsłuchiwania delikwentów telewizorów Samsunga, które udając wyłączone w rzeczywistości kapowałyby nas do CIA.

To budzi oczywiste skojarzenia z teleekranami z „1984” Orwella i przyznamy brzmi lekko strasznie. Szczególnie, że zwraca się uwagę że te technologie mogą i są dostępne nie tylko dla CIA ale i innych Państwa nie przepadających za wolnościami obywatelskimi, a ich liczba jak wiemy znacznie ostatnio rośnie.
Temat technicznie jest już opisywany w specjalistycznych portalach my zwracamy uwagę, że już ma i będzie miał, jak przewidujemy liczne reperkusje biznesowe. A wśród nich zwracamy uwagę na następujące obszary i pojawiające się pytania:

Technologie militarne szybko bywają komercjalizowane więc otwiera się tu olbrzymie pole do popisu dla zdobywania informacji biznesowych, choćby prosto z zarządów konkurentów. Nawet jeśli nie mają telewizorów…

Stawiane są pytania efektywność kosztownych przecież zabezpieczeń antywirusowych, skoro najwyraźniej to wszystko na nic . Tu można usłyszeć dementi i kontr dementi największych producentów software antyvir. Takich jak Kaspersky, F-Secure, Comodo oskarżanych o niedostrzeżenie zagrożeń etc. To zapewne będzie miało wpływ na przychody. I w ogóle przyszły kształt antyvirusowego biznesu.

Podobna kwestia dotyczy dostawców usług w zakresie bezpieczeństwa tych in-house jak i outsourcowanych. Nawiasem mówiąc wszyscy się zastanawiają, kto i jak wykradło ściśle tajne (o ile prawdziwe) dokumenty z, w końcu CIA. Pracownik? Hakerzy? Partnerzy-vendorzy? A może to po prostu fake, dezinformacja?

Podobnie słychać oświadczenia, ze strony Appla i oczywiście Samsunga, bo trudno sobie wyobrazić lepszą antyreklamę niż podsłuchujące nas telewizory. To oczywiście podważenie wysiłków tych firm mających na celu zabezpieczenie systemów i urządzeń. A. I oczywiście jest też Android, dziecko Googla z dokładnie tym samym zarzutem, szczególnie że to większość urządzeń mobilnych.

Ciekawy może być kontekst organizacyjny. Czy niedługo, a tak się tu i ówdzie już dzieje, firmy nie będą w ogóle zabraniały używania urządzeń mobilnych na terenie. Co wtedy? Gołębie pocztowe? Nie należałoby zaklejać okienek kamerek jak mam wrażenie coraz częściej to widać?
Jaki będzie miało to wpływ na wstrząśnienie świadomością ryzyka firm, które do tej pory ni analizują ryzyk typu cyber i informacyjnych. I w ogóle ryzyka? Zaczną myśleć?

Zauważyć należy, że w tym pojedynku pocisku i pancerza przyjęto błędny paradygmat, że zabezpieczenia sprzętowe i softwarowe załatwią problem. Trochę mówi się również o cyber ubezpieczeniach. Ale i to nie za dużo, szczególnie w Polsce. Wydaje się jednak, ze problem wymaga bardziej holistycznego zaadresowania przede wszystkim na szczeblu organizacyjnym, żeby posłużyć się parafrazą z pewnej reklamy „najpierw człowiek, potem maszyna”. Z drugiej strony Ryzykonomia zaczyna wątpić jakie są realne sposoby zaadresowania powstających jak grzyby po deszczu cyberryzyk… być może trzeba zacząć myśleć o zmianach paradygmatu bezpieczeństwa i spojrzeniu out-of-the-box…

ryzyko 1984

ryzyko 1984 ryzyko 1984

Sukces cyberataku na polskie banki ?

0
sukces cyberataku

Sukces cyberataku na polskie banki? >>>
Jak donoszą źródła m.in. portal money.pl i specjalistyczny blog zaufanatrzeciastrona.pl polskie banki padły ofiarą być może największego a najwyraźniej skutecznego cyberataku ever. Co prawda źródła uspokajają, że nie ma sygnałów (?) o kradzieży środków pieniężnych. Ale wszystko na to wskazuje nastąpił znaczny (wielki?) wypływ informacji w nieznanym kierunku. Kradzież danych i jej zasięg ma być trudna póki co do oszacowania, bo wytransferowane dane zostały zaszyfrowane.

Bardzo intrygujące to wszytsko jest intrygujące, bo sprawa ma najwyraźniej duży a może nawet bezprecedensowy zasięg. Póki co jednak nie wiemy, ile banków padło ofiarą ataku. Co ciekawe analitycy sugerują, że skala ataku wskazuje na NIE biznesowych mocodawców. O zagrożenich atakami „państwowymi” piszemy zresztą w najnowszym naszym artykule na temat cyberagresji państwowej w Gazecie Ubezpieczeniowej.

Właśnie kolejne źrodło potwierdza, że zaatakowana została Komisja Nadzoru Finansowego…

Dowiadujemy się również, że za „trampolinę” do ataku mogła posłużyć strony ważnej instytucji państwowej, przez pewien czas niedostępnej a w chwili, w której piszemy widoczna w nietypowej formie.

Sprawa jest najwyraźniej rozwojowa i mamy takie przeczucie, że nowa geopolityka światowa i europejska będzie powodowała lawinowy wzrost tego typu historii.
Banki, cały system finansowy, agendy rzadowe są na pierwszej linii, ale można się spodziewać być może ataków na inną infrastrukturę. A przecież banki, kto jak kto, są bez wątpienia najlepiej przygotowane na walkę z cyber atakami. A jednak. Nikt dzisiaj nie jest bezpieczny…

Tymczasem czekamy na kolejne informacje, ryzyko niestety nie śpi i zapowiadaliśmy przecież, że w 2017 będzie się dużo działo w ryzyku, pamiętajcie…

Sukces cyberataku Sukces cyberataku

 

 

 

Cyberryzyko infrastruktury politycznej

0

Cyberryzyko infrastruktury politycznej.
Ponad 2 godziny trwało kilka dni temu przesłuchanie szefów największych amerykańskich agencji wywiadowczych przed komisją kongresu. Stanów Zjednoczonych. Wydarzeniu to live trensmitowała między innymi telewizja CNN. A Wasza Redakcja Ryzykonomii korzystając z nadarzającej się okazji z wielkim zainteresowaniem odnotowało to niezwykle ważne i w wielu aspektach przełomowe wydarzenie.

Wybory na celowniku

Jak z pewnością P.T. Czytelnikom Ryzykonomii wiadomo od czasu zwycięstwa wyborczego nowej nadziei na zrobienie Amertyki Great Again pojawiają się zarzuty o mieszanie się, wręcz bezpośredni wpływ Rosji na wyniki wyborów prezydenckich w Stanach. Amerykańskie służby wywiadowcze stwierdziły i to usłyszeliśmy z zeznań najważniejszych Intelligence Szefs (w USA jest zdaje się 17 różnych agencji wywiadu), że taki wpływ był i denifintywnie zaordynowany i kierowany bezpośrednio z Kremla. Redakcja Ryzykonomii osobiście nie ma złudzeń co do intencji i prawdziwej twarzy wschodniego cara i. Nie potrzebuje do tego 17 agencji wywiadu, natomiast naszą uwzagę przykuło kilka jasno wyartykułowanych w czasie przesłuchania kwestii.
Otóż szefowie wywiadu wskazali, że mamy do czynienia największym od lat 60 – tych (!!!) nasileniem wojny informacyjnej i propagandowej oraz działań szpiegowskich. Z tym, że do dyspozycji są zupełnie nowe środki . I takie kraje jak Rosja a przede wszystkim ona z premedytacją i wielką wprawą wykorzystują tę nową broń.

Dała nam przykład Ochrana

W czasie przesłuchania zwracano uwagę na wielką, a być może największą dzisiaj rolę social media. Gdzie można kreować opinię publiczną często w zupełnym oderwaniu od świata realnego. Rosja która czerpie przecież pełnymi garściami z tradycji niezwykle skutecznej w wojnie informacyjnej carskiej Ochrany, a potem kolejnych spec służb już po Arabskiej Wiośnie dostrzegła jak ważne są media socjalne w kreowaniu społecznej, politycznej i gospodarczej niestabilności. I bardzo szybko nauczyła się perfekcyjne wykorzystywać Facebooka czy Twittera dla własnych celów. To jest prawdopodobnie zupełna nowa gałąź wiedzy. Bo, jeżeli spojrzymy na eksplozję popularności różnych teorii spiskowych, jak choćby ruchy antyszczepionkowe to powstaje pytanie jakie są prawdziwe źródła tych informacji. Szczególnie że, tak się składa, teorie te są szczególnie popularne wśród ruchów antyunijnych czy antydemokratycznych. A jedną z klasycznych pytań z podręcznika śledczego jest: „cui bono” czyli w czyim interesie? cyberryzyko infrastruktury politycznej

Niezwykle ciekawe w relacji z przesłuchania Komisji były pytania czy „infrastruktura polityczna” a więc system partyjny, wybory, kampania wyborcza anie powinny byc równ i chronione jak infrastruktura energetyczna? Bo z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego są równie albo nawet bardziej krytyczne.
Odpowiedź szefów wywiadu, którzy choć zachowywali oczywiście odpowiednia profesjonalną wstrzemięźliwość była pozytywna.

Fake news forever

Dalej przepytywani wskazywali, że w cyberatakach już dzisiaj większą rolę odgrywa rozprzestrzenianie fałszywych informacji, trolling, wojna propagandowa niż „zwykłe” włamy do komputerów. To niezwykle interesujący wniosek również dla biznesu bo można się spodziewać w bliskiej przyszłości wrogich działań również w świecie korporacyjnym. Ich źródłem mogą być zarówno wrogie Państwa zainteresowane pogorszeniem się sytuacji gospodarczej przeciwnika jak i choćby nieetyczna konkurencja. Nawiasem mówiąc już dzisiaj trudno znaleźć w internecie uczciwą opinię o produkcie. Bo działach opinii grasują całe grupy płatnych trolli wypisujących bombastyczne opinie o żelazkach czy telewizorach, pisanie na zamówienie i mające często niewiele z prawda.
Szefowie wywiadu wskazywali, że o ile wpływ obcych mocarstw jest destrukcyjny to aktorzy non-state, na przykład organizacje terropruystyczne wogóle nie mają żadnych zachamowań. A ich percepcja ryzyka jest o wiele wyższa. I o ile obce mocarstwo może się jednak obawiać akcji odwetowych (co już widzimy w przypadku Rosji) to już terroryści nie boją się niczego. Stąd ich cyberdziałania mogą być jeszcze bardziej drastyczne.
Tak czy inaczej cyberwojna informacyjna już się dzieje i senatorowie którzy brali udział w przesłuchaniu a byli ostatnio w podróży w państwach bałtyckich wskazywali przykład Wschodniej Europy mówiąc miedzy innymi że „tam dopiero się dzieje wojna informacyjna” !!!!!

Cyberryzyko infrastruktury politycznej – otwarte pytania

Oczywiście pojawiło się pytanie jak toczyć tę cyberwojnę?
Jak wskazano, agresywni przeciwnicy mają wolę i siły (intent i capacity) podczas gdy wolny świat wciąż tylko capacity. Oczywiście „intent” jest pochodną decyzji politycznej i w tym obszarze szefowie wywiadu uchylali się od odpowiedzi.
No więc, nas przekaz płynący z tego przesłuchania wcisnął w fotele i chyba nie tylko nas.
I szczególnie iteresujący będzie tu z pewnością polski konketkst sprawy bo MY zawsze znajdujemy się na pierwszej linii konfliktu w bożych igrzyskach. A dzisiaj najwyraźniej stają się one również cyberigrzyskami. Odpowiedź na pytanie: Jak i czy potrafimy walczyć z cyberzagrożeniem w Polsce – pozostawiamy z braku informacji otwarte..

cyberryzyko infrastruktury politycznej cyberryzyko infrastruktury politycznej

10 TOP najważniejszych trendów tech w 2017

0
10 TOP najważniejszych trendów tech w 2017

10 TOP najważniejszych trendów tech w 2017 czujna zaloga Monitora Ryzykonomii (jak pamiętacie jest to jeden z naszych departamentów redakcyjnych) podpatrzyła wśród informacji udostępnianych na portalu LinkedIn. Jak wiecie, jesteśmy tam silnie obecni i przez nasz osobisty profil (zapraszamy do kontaktu) i grupę Zarządzanie ryzykiem liczącą już 477 dusz i duszyczek. (link)

No więc warty naszym zdaniem tekst do przejrzenia, bo technologia ma coraz większy wpływ na nasze życie. Oczywiście kreuje też nowe, zupełnie nieznane ryzyka. W tym szanse i jeszcze raz szanse oczywiście też. Bo o to przecież ma chodzić…

Link do artykułu poniżej, my podsumowujemy ową ważna dziesiątkę tech-ryzyk-szans:

  1. Sztuczna inteligencja i zaawansowanie ucząca się
  2. Inteligentne, uczące się app-sy
  3. Intelligentne Rzeczy (IoT)
  4. Rzeczywistość wirtulna (VR) i rozszerzona (AR)
  5. Digitalne modelowanie (digital twin)
  6. Nowe metody rozliczeń i dystrybucji
  7. Systemy konwersacji ze światem virtulanym
  8. Samoorganizujące się struktury sieciowe
  9. Nowe digitalne modele biznesowe
  10. Adaptujące się struktury IT security

To oczywiście w dużym skrócie. I wybaczcie za autorskie próby tlumaczenia. Ale, to są naprawdę nowe koncepcje i pojęcia, nawet jeżeli gdzieś już zapowiadane… a może nawet od bardzo dawna jak AI czy IoT, to nabierające obecnie wielkiego przyśpieszenia. Dobrze to czy niedobrze? Jak ładnie ktoś ostatnio zauważył pokażcie mi, kiedy odwrót do nowej, nadchodzącej technologii przysłużył się ludziom? Niszczenie maszyn… Hm….
Jedno jest pewne, dla ryzykonomii tu miejsca do popisu nie zabraknie…

10 TOP najważniejszych trendów tech w 2017

Wschodzące pokemony w Ubezpieczeniowej.

0
wschodzące pokemony

W najnowszej Gazecie Ubezpieczeniowej ukazał się nasz kolejny artykuł w papierowej Ryzykonomii dotyczący nowych developmentów różnych ryzyk szybko wschodzących – na przykładzie znanych już wszystkim, szalonych pokemonów. Wschodzące pokemony…Nawiasem mówiąc w Berlinie ostatnio będąc, zauważyłem właśnie typowe zgrupowanie osób polujących chyba na jakś zgraję pokemonów, dziwaczna sprawa naprawdę.

W artykule opisujemy ciekawy i całkiem serio przykład:

Nawet amerykańska US Army dostrzegła już problem nie tylko ostrzegając własnych żołnierzy przed rozbiciem nosa w pogoni za pokemonem na przepustce, ale zauważając również, że jest to dobry pretekst dla szpiegów różnej maści, fotografujących od niechcenia na tle pokemonów B-52 z głowicami jądrowymi.

I znowu przykład, tym razem z Indonezji: tamtejsze wojsko pojmało na kilka godzin francuskiego turystę amatora pokemonów. Zapędził się biedak na tereny wojskowe, został zwolniony. Tym razem.

Także czytajcie Ryzykonomię także na papierze, oczywiście Gazetę Ubezpieczeniową całą też, polecamy !

http://www.egazety.pl/opoka/e-wydanie-gazeta-ubezpieczeniowa.html

Czy internet robi z nas głupców?

0
czy internet

Branża finansowa już od dawna wygodnie zagościła w Sieci, są finansowe portale, finansowe reklamy i promocje, porównywarki; każdy bank czy towarzystwo ubezpieczniowe jest obecne w sieciach społecznościowych. Oczywiście Internet to olbrzymie źródło wiedzy o świecie, o ryzykach ważnych dla finansów, dostarczanej w czasie rzeczywistym, on –line. Nie mówiąc już o jaskółkach nowych modeli biznesowych, w tym całkowitej (?) wirtualizacji dystrybucji, co być może czeka nas już „za rogiem”.

Mariażu twarze różne

No, więc maluje nam się tu wysoce optymistyczny obraz przyszłości mariażu finanse – Internet. Nic tylko płakać ze szczęścia, że Sieć jest i finanse zajmują w niej poczesne miejsce. Ale jako, że to tekst w rubryczce „ryzykonomia” musimy tu dolać trochę dziegciu, a w zasadzie nie trochę, tylko całą beczkę.

Nie możemy więc od razu nie wspomnieć, że mamy niestety, rosnącą liczbę naukowych ewidencji, że Internet oprócz wielu pożytków i innych mądrości, przynosi również wiele zagrożeń. Coraz częściej słychać wręcz dramatyczne pytanie: czy Internet czyni nas głupszymi (niż jesteśmy)?

Korzystnie z Internetu dramatycznie zmieniło sposób, w jaki zdobywamy informacje, przetwarzamy je (to proces zwany w zamierzchłych czasach „myśleniem”) i podejmujemy decyzje. Bo to właśnie Internet stał się dla nas podstawową „platformą” tych niezwykle ważnych życiowych czynności.

Łatwo można to zobrazować na przykładzie wyboru polisy ubezpieczeniowej. Zanim nawet postawimy pierwszy krok w celu nabycia polisy: włączamy komputer i rozpoczynamy surfing po sieci, przerzucając jedną stronę za drugą, „skaczemy” po linkach, kalkulujemy składki. Wchodzimy na fora, żeby dowiedzieć się, jak to „oni nigdy nie wypłacają po stłuczce”, podziwiamy kolejne akcje społeczne ubezpieczalni zatroskanych o bezpieczeństwo kierowców. I tak dalej i tak dalej i… na koniec dnia kończymy z wielkim bólem głowy i zastanawiamy się, że może wpadniemy jednak do znajomego agenta i ona nam to wszystko wyjaśni, jak ostatnio.

Teorie i empirie

Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach, nie będzie podważać sensu zdobywania informacji w Internecie, bardzo dobrze, że tam są i jest ich tam dużo. Ale, czy aby nie za dużo? I czy sposób ich zdobywania nie wpływa, na nasz sposób myślenia?

No, więc już jakiś czas temu pojawiły się naukowe teorie, że sposób zdobywania i przetwarzania wiedzy ma kluczowy wpływ na pracę ludzkiego mózgu. A ponieważ mamy dziś erę Internetu, który dramatycznie zmienił naszą „pracy z informacją”, to możemy się spodziewać, że jakieś efekty „kognitywne”, poznawcze, tu na pewno będą.

I tak, mamy dowody eksperymentalne, że średni czytelnik Internetu spędza na jednej stronie ca. 10 sekund, po czym… skacze do kolejnej. W pewnym eksperymencie na amerykańskim uniwersytecie naukowcy podzielili studentów na dwie grupy. Jedna słuchała wykładu z otwartymi laptopami i innymi „mobiliami”, druga jak za prehistorycznych czasów miała do dyspozycji (o zgrozo) jedynie zeszyty i długopisy. Potem był test, z łatwym do przewidzenia wynikiem: grupa „internetowa” osiągnęła wyniki znacznie gorsze niż „tradycyjna”. O ile ten wynik nie zdziwi zapewne, to są i teorie mocno podparte na empirii, że nieustanne surfowanie, internetowy multitasking, brak koncentracji na temacie, ma wpływ na samą strukturę ludzkiego mózgu.

Badania naukowe potwierdzają, że w mózgu mamy do czynienia z nieustanną zmianą milionów połączeń neuronowych, i ten proces jest pod bardzo silnym wpływem naszego nowego, internetowego sposobu zdobywania i rozprzestrzeniania informacji. Jak dalej pokazują analizy, to wspominany już multitasking, wpisany dogłębnie w ideę Internetu powoduje, że mamy rosnące problemy z koncentracją na jednym zagadnieniu, a w efekcie z podejmowaniem przemyślanych i najbardziej trafnych decyzji.

Pikuś ryzykonomiczny

Oczywiście dla nas, tak starych jak autor Ryzykonomii, to jest przysłowiowy „mały pikuś”, ale pomyślmy o nowych pokoleniach internetowych tubylców niewyobrażających sobie życia bez Internetu? Jak zmienił się ich sposób zdobywania i przetwarzania informacji, wyciągania wniosków z ręką na smartfonie? I gdzie są te ważne pozytywne skutki, choć są oczywiście dowody, że i umiejętność multitasking może się przydać. Ale tylko w pewnej specyficzne grupie czynności, jak na przykład pilotowanie pojazdu latającego. Bo o ubezpieczeniach nic w przytaczanych badaniach nie udało nam się znaleźć. Czy to, że zawalimy klienta tonami informacji, wraz i innymi tonami wysłanym mu przez naszą konkurencję, ułatwi mu podjęcie decyzji o zakupie najlepszej polisy ubezpieczeniowej czy zaciągnięciu najlepszego kredytu? Co nam w rzeczywistości daje sławne Big Data?

Zdaje się, że sami finansiści sądzą, że informacji nigdy za mało, więc jeszcze odsyłają nas do Internetu społecznościowego, który miałby nam pomóc w ogarnięciu tego całego informacyjnego bałaganu.

Niestety, nic bardziej z złudnego. Najwyraźniej z tej sieci, powiedzmy wprost z Facebooka, płynie jeszcze większa głupota. I znowu odwołujemy się do badań naukowych, coraz częściej cytowanych również, i nie bez powodu, przez źródła biznesowe. Jak donoszą na przykład włoscy naukowcy, którzy przez kilka lat analizowali zachowania na Facebooku, grupy społecznościowe formują się wokół podobnych sposobów widzenia świata, gromadzą osoby, które dzielą te same poglądy i uprzedzenia.

W efekcie klasyczne grupy znajomych, czy zainteresowanych tą samą tematyką, przyczyniają się do niezmiernie do jeszcze szybszego rozprzestrzeniania się…takich samych, „grupowych” poglądów. Wręcz samo utwierdzają się w swoich przekonaniach. Stąd z szybkością błyskawicy rozprzestrzeniają się różne spiskowe teorie, niczym niepotwierdzone fakty („nigdy nie płacą”), szerzy się dezinformacja, a często zwykła dyfamacja, hejt.

Głupie pytania: „Czy internet…”

Świat dzieli się na „my” (mamy rację) i „oni” (wiadomo). O zgrozo, jak donoszą naukowcy, nawet próby dyskusji, podważania założeń przyczyniają się jedynie do utwierdzania grup w swoich jedynie słusznych poglądach. Dowód obalający grupowe teorie, staje się w rzeczywistości dowodem na potwierdzenie ich słuszności! Bo skoro ktoś próbuje podważyć nasze teorie, to muszą być one prawdziwe!
Potem następuje jeszcze większa polaryzacja stanowisk i podział świata na czarno-biały. Może to mieć
i ma jak widać gołym okiem wielkie implikacje społeczne, polityczne i biznesowe. Bo przecież „the social network” pełen jest biznesowego i antybiznesowego, w tym jak mówiliśmy finansowego, pi-aru.

Co by tu jeszcze dodać, co by tu jeszcze.. Czy Internet, czy internet… robi z nas głupców ???