Fraudy

Strona główna Fraudy

Bez zarządzania ryzykiem bez

0
bez zarządzania

Od jakiegoś czasu w prasie finansowej i nie tylko dużo się pisze na temat przypadków pewnej spółki windykacyjnej. Publiczna i giełdowa, emitowała obligacje dla finansowania rozwoju, nic w tym nie było dziwnego, wielu tak czyni. Obligacje kupowali ochoczo inwestorzy duzi i mali jako, że były bardzo dobrze oprocentowane, znacznie powyżej rynku. 

Student z piaskownicy

Co prawda zawsze powtarzamy studentom, a nawet dzieciom w piaskownicy, że jak „coś” jest znacznie powyżej rynku, to „coś w tym musi być”. Bo w biznesie w zasadzie cudów nie ma. A jak są, to zwykle okazują się „man made”, stworzone przez człowieka, a więc z natury rzeczy nietrwałe. 

„No risk, no fun” zachęca niezbyt mądre powiedzenie, bo inwestorom w owe papiery na pewno zabawnie już nie jest. Jak się bowiem okazało, spółka wcale nie była w tak dobrej bez zarządzania ryzykiemkondycji, jak przekonywała nabywców obligacji, potem akcjonariuszy i w zasadzie wszystkich naokoło.   

Sprawa jest „rozwojowa” i szykuje się (jak niektórzy twierdzą) na miarę Złotego Bursztynu niezła…no właśnie. Toczy się dyskusja: czy to już „afera”, czy jak starał się  przekonywać, już odwołany prezes spółki, po prostu „problem”. 

N-tka -1

Żeby było ciekawiej, w tle mamy też znaną firmą audytorską z Wielkiej N-tki. Trochę się już pogubiliśmy co należy podstawić pod owo „N”, bo właśnie podobne „problemy” z różnymi Lehmann-ami, World Comm-ami i temu podobnymi spowodowały,  że owo liczba „N” systematycznie malała.

Żeby nie kontynuować tych truizmów znanych każdemu dziecku, które wie co to jest KNF od razu śpieszymy zapewnić Czytelnika: tak, spółka miała system zarządzanie ryzykiem. Bo mieć musiała. Jako podmiot giełdowy, publiczny, powinna była stosować Dobre Praktyki GPW.
Stosowne ujawnienia spółki, że te Praktyki wdrażała znajdziemy łatwo na stronach jej relacji inwestorskich. Więc tu chyba zarządzanie ryzykiem nie zawiodło, skoro było. Choć najwyraźniej nie zarządzanie „tym” ryzykiem, którego obecna manifestacja spędza sen z oczu inwestorom.  

Niektórzy komentatorzy wskazują, że nawet jeżeli zarządzanie ryzykiem w spółce zawiodło, to owa słabość powinna była zostać ujawniona dzięki pracy wspomnianego audytora sprawozdań finansowych tejże. Ten się jednak tłumaczy że nie zawiódł, tylko się spóźnia z przyczyn obiektywnych i od niego niezależnych.  

Bez rekomendacji

W kolejce „zawodzenia” znajdziemy też Regulatora rynku. Jednak, jak to już bywało tłumaczy się i – zgadliście – nie czuje się winny zawodu inwestorów.
Choć znowu można się zastanawiać, jeżeli tam nic nie zawiodło, choćby regulowanie i nadzorowanie w duchu stosownych licznych Rekomendacji, to co zawiodło?  

bez zarządzania ryzykiem 1W tym stadku niezawodnych nie może zabraknąć dystrybutorów owych (onegdaj) niezwykle atrakcyjnych instrumentów finansowych. Tak, przekonywali klientów, że papiery i sam emitent jest dobry. Ale tylko dlatego , że zostali zwiedzeni. Więc tu nie zawiedli, choć jak przyznają zwiedli (nieświadomie) zawiedzionych inwestorów. 

W międzyczasie źródła donoszą, że w „zawieszonej” spółce powoływane są nowe władze w celu restrukturyzacji, a stosowne tajne i jawne służby dociekają, co lub kto zawiódł, a być może po prostu zwiódł. Staje się to coraz bardziej prawdopodobne w świetle doniesień, że emitent prowadził rozgałęzioną inżynierię pozabilansową. Bo poza bilansem ochoczo przerabiał aktywa słabe na dobre tradycyjną metoda owijania w sreberka. Skuteczną, acz jak życie uczy krótkoterminową. 

Nie zapomnijmy też o agencjach ratingowych, bo i one nie zawiodły. Sprawiedliwie i jednogłośnie obniżając ratingi inwestycyjne już po wszystkim. Ale to już chyba tradycja w tym biznesie i nikt nie powinien czuć się zawiedziony, choć zwiedziony może już tak.

Morał

Najwyraźniej więc skoro nikt nie zawiódł, to zawiodło samo zarządzanie ryzykiem. Coś najwyraźniej musi być „nie tak” z tą koncepcją pomimo usilnych wysiłków autora tej rubryki ryzykonomicznej naiwnie przekonującego, że służy osiąganiu celów, transparentności i uczciwości.

Ale muszę was pocieszyć Czytelnicy. Zarządzanie ryzykiem nie zawiodło, bo go wcale tam nie było. Nie dajcie się zwieść. Bez zarządzania…

księgarnia rzyzykonomii

Cyberataki i pentesty, ogólny zarys.

0
cyberataki

Pentesty: bezpieczeństwo teleinformatyczne jest w dzisiejszych czasach bardzo ważne i nie może być lekceważone zarówno przez duże firmy, jak i zwyczajnych użytkowników internetu.

Nieodpowiedni poziom bezpieczeństwa w sieciach firm i innych organizacji może mieć fatalne konsekwencje, takie jak

Ryzyko korupcji „Report to the Nations”

0
Ryzyko korupcji

Korupcja na świecie ma się dobrze, to widać gołym okiem, ale jeżeli ktoś nie wierzy zawsze może sięgnąć do dorocznego i jak zawsze ciekawego raportu Międzynarodowego Stowarzyszenia Ekspertów ds. Przeciwdziałania Oszustwom, Nadużyciom Gospodarczym i Korupcji (ACFE). „Raport do narodów”, taką chwytającą za serce nazwę nosi doroczne badanie ciemnej strony mocy, które ACFE publikuje na podstawie danych zbieranych na wszystkich kontynentach naszego skorumpowanego świata. Choć kolejne wołanie do narodów za rok 2014 ukazało się już jakiś czas temu i na pewno niejeden dolar czy złotówka przepłynęły od mniej, do bardziej potrzebujących, to warto zawsze przyjrzeć się, jakie są najważniejsze trendy w fraudowym procederze, jakie było ryzyko korupcji A.D. 2014.

Otóż, już na wstępie analizy dowiadujemy się, że podobnie jak w poprzednich latach korupcyjny biznes jest szacowany na ca. 5 % światowego PKB, co przekłada się na imponującą stratę 3,7 biliona (12 zer) dolarów. Gdyby przełożyć to na polski (PKB) rodzimych utraconych dolarów byłoby w 2013 roku u nas ca. 25 miliardów, ale… można mieć poważną wątpliwość do tego pięcioprocentowego benchmarku w ogólności bo wiadomo, że to jedynie szacunki. Weźmy na to, ostatnio ujawnione wyczyny FIFA, czy były liczone do średniej przed ujawnieniem i co jeszcze zostanie ujawnione? Czy na rynkach finansowych oszukiwano tylko na LIBOR-ze, skoro tak dobrze tnie się nieświadomych „jeleni”?

No właśnie, ale żeby nie popaść w zbytnią zadumę nad niedostatkami statystyki dowiedzmy się z „Raportu”, że średnia strata typowej organizacji na fraudzie to obecnie ca. 145 tys. dolarów. Oczywiście średnia, to z punktu widzenia naukowego „średnia” miara rozproszenia zjawisk, bo większe około 1 miliondolarowe straty powoduje już tylko 22% przeanalizowanych przez śledczych case-ów. To zresztą historyczna i całkiem logiczna zależność korupcyjnej aktywności, że tych najgorszych „przewałek” jest zwykle mniej, ale trwają one dłużej; nawet do 64 miesięcy (ponad 5 lat!), przy średniej „tylko” 18 miesięcy.

Ryzyko korupcji to wielki problem i wypada tu również przypomnieć, ze popularne fraudy są na świecie rozumiane bardzo szeroko, bo to i zwykłe kradzieże (na przykład śrubokrętu lub bazy danych), i twórcza księgowość, i różnego rodzaju oszustwa, i nawet (o zgrozo) prywatny obiad na firmową kartę. Biznesowej definicji fraudu nie należy mylić zatem z definicjami zawartymi choćby w rodzimym kodeksie karnym, które mają skądinąd kluczowe znaczenie przy wytaczaniu spraw karnych nieszczęśliwie przyłapanym. A skoro o przyłapywaniu mowa, bo przecież na tych przypadkach opierają się empiryści, to według analizy ACFE najskuteczniejsze pozostają donosy, czyli po angielsku „tipy”, które są odpowiedzialne za ca. 40 % wykrytych przypadków. Potem ważne jest czujne oko menadżera, wreszcie audyt wewnętrzny wykrywa może dwa razy więcej korupcji (14% przypadków) niż wychodzi ot, tak sobie przez przypadek (6%). Jak zresztą wiadomo, taki amerykański SEC mocno stawia na tę najbardziej skuteczną formę identyfikacji ryzyka korupcji, wypłacając whistleblowerom rekordowe nagrody sięgające milionów dolarów.

Raport wspomina też, że warto korzystać w firmie, czy urzędzie z tak zwanej „czerwonej linii” (zwykle outsourcowanej). Dzięki niej powiadamianie o korupcji jest znacznie łatwiejsze i jak się można domyśleć, bezpieczniejsze. I jeszcze jedna cenna i intrygująca obserwacja: choć połowa „uprzejmie donoszę” ma swoje źródło u własnych pracowników, to nawet 21% procent powiadomień pochodzi od klientów, słuchajcie klientów!

Ryzyko korupcji uderza też w ubezpieczenia i na pewno każdego ubezpieczeniowca zainteresuje teraz, jak w tym niechlubnym rankingu wypada branża ubezpieczeniowa? No, w końcu nie aż tak najgorzej. Oczywiście na topie znajdziemy jak zawsze sprytnych bankowców (17% przypadków), potem sektor publiczny (10%), produkcję (8%) i opiekę zdrowotną (7%), i nomen omen edukację (5%). Ubezpieczeniowa korupcja zajmuje dopiero siódme miejsce (na 23 listowane branże), no więc mogło być zarówno gorzej, jak i lepiej.
Ciekawe, że średnia strata z tytułu korupcji i defraudacji jest w sektorze ubezpieczeniowym stosunkowo niska (ca. 93 tysiące dolarów), podczas gdy w bratniej bankowości to już 200 tysięcy. Prym wiedzie korzystność procederu w górnictwie (tu znaczące wstrzymanie się od komentarza), gdzie średnia korupcyjna strata to dolarów aż 900 tysięcy. Dla ciekawostki, w rankingu zwraca uwagę egzotycznie sformułowana branża „Usługi religijne, charytatywne i socjalne” gdzie średnia korupcja jest wyceniania na 80 tysięcy dolarów, jednak pozostańmy w nadziei, że wstęp do nieba wciąż pozostaje poza podejrzeniami.

Dzisiaj na świecie powszechne jest zrozumienie, że defraudacja i korupcja są jak choroba, którą toczy zarówno lokalne jak i globalne społeczeństwa, podobnie jak całą gospodarkę. Choroba odbiera siły, a leczenie nie zawsze przywraca chorego do stanu „sprzed”.

Ryzyko korupcji: według „Raportu do narodów” 2014, spośród przebadanych organizacji tylko 14% w pełni powróciło do zdrowia, a 58 % wciąż leczy skutki finansowe, rzeczowe i ludzkie po zetknięciu z tą jedną z najgorszych, współczesnych zaraz ludzkości.