Kryzys

Home Kryzys

Ryzyko Carringtona atakuje w Ubezpieczeniowej

0
ryzyko carringtona

Ryzyko Carringtona to tekst Redakcji Naczelnej RYZYKONOMII opublikowany w ostatnim numerze Gazety Ubezpieczeniowej nr 48(920) z dnia 29.11.16 

Jest rzeczą całkiem nie do pomyślenia, jak bardzo ludzie przeceniają prawdopodobieństwa niektórych zdarzeń, a nie doceniają innych. To skądinąd obiekt zdziwień ekonomii behawioralnej i odwiecznej praktyki ubezpieczeń, które zaprzęgają ludzkie niedoskonałości kognitywne w służbie idei ubezpieczenia się.

Ziemia obiecana? Nie!

Skoro o tym mowa, to gdzie znajdziecie taką usługę, gdzie obie strony, i kupujący, i sprzedający są najszczęśliwsi, jeżeli nigdy nie dojdzie do jej realizacji. No, chyba że wyłączymy biznesmenów z „Ziemi obiecanej”, którzy palili swoje fabryki dla zamieniania polis na gotówkę.

Weźmy takie katastrofy naturalne; tak bardzo naturalne, że aż się nie chce wierzyć, że w ogóle mogą nastąpić, albo jak zmiany klimatu są efektem spisku mającego na celu przejęcie przez Chińczyków władzy nad Ameryką, jak sądzi nieoceniony nowy Prezydent USA. A przecież nie ma bardziej oczywistych ryzyk pod słońcem jak powódź, wiatr, deszcz, śnieżyca. No, właśnie pod słońcem. A co ze słońcem?!

Oczywiście dość odległa jest chwila, aż słońce się wypali i zapadając się w czarną dziurę wciągnie Ziemię. Macie więc jeszcze trochę czasu, żeby zaprenumerować Ubezpieczeniową na kolejny rok… Ale są i inne oddziaływania, a wśród nich stosukowo „nowe”, ale o rosnącym znaczeniu dla ziemskiej energetyki, oddziaływanie elektromagnetyczne burze słonecznych, czyli tak zwany efekt Carringtona.

Ryzyko Carringtona dla niewtajemniczonych

Nie wtajemniczonym, a nie interesującym się ryzykami kosmicznymi sprawa może się wydawać z gatunku science-fiction, ale jest jak najbardziej realna i opisana przez naukę ścisłą. Wcześniej problem zasadniczo nie istniał lub miał małe znaczenie, a to z tej prostej przyczyny, że taki Bolesław Chrobry, a nawet Gomułka nie mieli gospodarek tak uzależnionych od wytwarzania i przesyłania energii elektrycznej jak dzisiaj. Dziś nawet szczoteczka do zębów jest na prąd, nie mówiąc o sieciach komputerowych i całym Internecie. Samych obywateli z rozrusznikiem serca mamy w Polsce 100 tys.! Więc, choć wzmaganie się aktywności słonecznej jest cykliczne i prehistoryczne, to wpływ na świat elektryczności mamy zupełnie od niedawna.

Tego rodzaju burze magnetyczne, o których mowa noszą miano efektu Carringtona (Richarda, nie mylić z Blakiem). Od nazwiska brytyjskiego obserwatora, który zapoznał je w 1859 roku. Od tego czasu mamy już zewidencjonowany potencjalnie katastroficzny, a często zupełnie rzeczywisty wpływ „Carringtonów” na sieci. Jak na przykład 9 godzinna przerwa w dostawie prądu w kanadyjskiej prowincji Quebec w 1989. Czy 1 godzinne wydarzenie obejmujące zakłóceniami w dostawie energii i działaniu telekomunikacji całą Szwecję w roku 2003 (tak zwany Halloween Storm).

Problem jest całkiem poważny, ba Megapoważny, bo sztormy słoneczne występują regularnie, a scenariusze, które można znaleźć w źródłach szacują potencjalne straty gospodarcze Ziemi, przy worst case, najgorszym ryzyku nawet na 3,9 % GDP, ca. 2,693 mld dolarów globalnie. Więc jak coś się wydarzy, a naukowcy nie tyle przewidują, co są pewni, że się wydarzy, dobrze nie będzie. Polecamy tu ciekawy raport Lloydsa „w temacie” gdzie zwraca się uwagę na łańcuch zdarzeń które „efekt” może wywołać. Co może spowodować konieczność wypłaty gigantycznych odszkodowań przez ubezpieczycieli, na przykład związanych z przerwaniem globalnych łańcuchów dostaw. ryzyko carringtona

Jest i Obama

 

Oczywiście zaraz się ktoś zapyta, jak tu zarządzać takim ryzykiem, a „słoneczko tak wysoko” i mnie bez polisy źle. Jak się wydaje, ze względu na masywność i strategiczny charakter tego ryzyka konieczne są działania na szczeblu państwowym, a nawet globalnym. Bo, jak tu dowodzimy nawet ze świadomością zagrożenia jest bardzo źle. I od razu możemy dać przykład z najwyższej półki, bo dopiero co przed wyborami w USA Barack Obama podpisał specjalne rozporządzenie prezydenckie dotyczące właśnie podjęcia zorganizowanych działań antysłonecznych. Mają one na celu przygotowanie się na szczeblu państwowym do ataku Carringtona. Taki administracyjny impuls dla administracji rządowej byłby bez wątpienia bardzo ważny również w naszym kraju, zasadniczo równie bliskim słońcu jak Ameryka. Szczególnie że jak wiadomo i tak Amerykanie mają znacznie lepiej rozwinięte służby antykryzysowe „na zaś” czegokolwiek. U nas trudno znaleźć zainteresowanie Carringtonem zarówno na szczeblu rządowym jak i biznesowym, choć nie wykluczamy, że jakieś przygotowania są; choć, jak to u nas bywa tak głęboko utajnione, że nikt o nich nie wie. Ostatecznie można sobie wyobrazić, że „ogólne” plany zarządzania ryzykiem, ciągłością działania i zarządzania kryzysowego w waszej fabryce czy biurze. To byłoby już coś, o ile w ogóle takie macie.

Jakby nie było mamy nadzieję, że skromnie zwróciliśmy uwagę Czytelnika na problem i nawet jak prąd w końcu wysiądzie będzie mógł pomyśleć, że nie było nic bardziej jasnego jak zaistnienie ryzyka Carringtona pod słońcem.  ryzyko carringtona

 

 

 

6 uwag o zarządzaniu kryzysem (świńskim)

0
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

„Skąd się to cholerstwo wzięło ??? Słyszał Pan o kolejnych ciężko chorych Panie Janku ? Co będzie dalej ??? ……”Tej treści rozmowy można coraz częściej usłyszeć w środkach komunikacji, w firmach, przy rodzinnych stołach. O mediach nie wspominając. Świńska grypa staje się jednym z najaktualniejszych tematów naszego życia prywatnego i służbowego. Jedni mówią: to afera „kręcona” przez koncerny farmaceutyczne, drudzy mówią: to histeria mediów, trzeci: wirus jest groźny…

Po pierwsze
Obecna sytuacja ma bez wątpienia cechy typowego kryzysu (crisis), choć jeszcze niedawno być może była jedynie problemem (issue). Główni aktorzy kryzysu bezwiednie powtarzają schematy zachowań, które różne organizacje „przećwiczyły” – z opłakanym zresztą skutkiem już wiele razy w przyszłości. Dość wymienić prawie 10 letnia nieskuteczną i nieefektywną walkę brytyjskiego rządu z tzw. chorobą szalonych krów czy przegraną walka o drogę przez Rospudę.
Po drugie
Decydenci nie zdają sobie najwyraźniej wciąż sprawy z podstawowego faktu,że dla wagi kryzysu nie jest tak naprawdę istotne czy jego przyczyna (w tym przypadku „świński wirus”) jest rzeczywisty i stanowi zagrożenie. Takie “mechanistyczne” pojmowanie kryzysu (realna przyczyna – realny skutek)jest już PRZESTARZAŁE i nie sprawdza się w
demokracji medialnego spektaklu. Istotne jest to że, ludzie WIERZĄ, iż wirus jest groźny.
Po trzecie
Równie daremna jest wiara decydentów, że społeczeństwo można przekonać,
że “rząd panuje nad sytuacją ponieważ nad nią panuje” – a resztą niech pozostanie tajna „dla dobra sprawy”.
Pustka informacyjna w kryzysie jest zawsze wypełniana przez spekulacje mediów.
Po czwarte
Metoda odwoływania się do opinii autorytetów kojarzonych w ten czy inny sposób,
chociażby z racji pełnionych funkcji, z rządem jest mało efektywna.
Doświadczenia wielu kryzysów firmowych i rządowych pokazują że, opinia publiczna w bardzo ograniczonym stopniu wierzy komunikatom wygłaszanym z szklanego okienka przez urzędników i wspierające ich gadające glowy. Wiara w autorytety spada sukcesywnie wraz z rozwijaniem się kryzysu.
Źródła z zakresu crisis management przytaczają np. takie warte przemyslenia wyniki badań:
6 uwag o zarządzaniu kryzysem
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

Oczywiście, może ktoś powiedzieć że, ludzie nie wierzą również firmom farmaceutycznym … Ale czy one kiedykolwiek kogokolwiek wprost przekonywały o konieczności zakupu swoich szczepionek ?
Po piąte
Gdy 1994 roku Intel zaproponował klientom wymianę wadliwie działających chipów tylko 1-3 % skorzystało z tej możliwości.
Ludzie niekoniecznie chcą się zaszczepić, ale CHCĄ mieć pewność, że taka możliwość będzie istniała, jeżeli tego zechcą lub sytuacja to wymusi.
Po szóste
Wiele wskazuje na to że przebieg wielu kryzysów ma istotne cechy wspólne i obrazuje to taki oto rysunek:
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

Myślę, że z kalendarzem w ręku można by spróbować zaznaczyć gdzie na wykresie nasi decydenci znajdowali się jeszcze tydzień temu, a gdzie znajdują się dzisiaj. Brak znamion zorganizowanego i planowanego zarządzania obecną sytuacją kryzysową wskazuje,że problem jest pod iluzoryczną kontrolą decydentów i może łatwo się spod niej „wyrwać”. Miejmy na nadzieję, że do tego nie dojdzie, choć życzyłbym sobie aby tajne rządowe komitety kryzysowe, o ile takie w sekretnych podziemiach mrówczo dzialają pochyliły się nad tą krzywą i uważnie ją przestudiowały….

Berlin Berlin Berlin Berlin potem

0
berlin

Berlin. Jest kolejny zamach terrorystyczny. Tym razem już bardzo, bardzo blisko. Osobiście dobrze znam to miejsce, byłem tam ostatnio wielokrotnie, latem w sierpniu, także wcześniej. Berlin to świetne miasto i nie dam się na pewno małych, tchórzliwym, kanaliom zastraszyć, kimkolwiek są.

Nie będziemy tu omawiać całego zdarzenia, bo w mediach są całe masy różnego rodzaju ekspertów od terroryzmu i bezpieczeństwa. Ciekawa rzecz nawiasem mówiąc piękne tytuły naukowe mają. Ale nie zawsze i niespecjalnie widać w ich CV jakiś combat experience, Afganistan, Irak. Z doświadczeniem z terroryzem powiedzmy obiektywnie też nie może być dobrze, choćby dlatego, że zamachów u nas do tej pory (puk, puk, touchwood) nie było  Mówić a być in the line of fire, to jednak pewna różnica. No, ale może…

No, my od terroryzmu ekspertami na pewno nie jesteśmy. W ogóle to na wszystkim się nie znamy. Jedynie na zarządzaniu ryzykiem, tylko.

No więc z punktu tej naszej wiedzy wołamy o edukację w zakresie zarządzania ryzykiem! Dla całego społeczeństw, już w podstawówce od najniższych klas. Jak obserwować otoczenie. Być czujnym. Zwracać uwagę na nietypowe sytuacje. Porzucone plecaki i walizki na dworach. Mnie na przykład ostatnio wyśmiał Pan, co znalazł się od wielkiej porzuconej walizy na jednym z dużych dworców. Nikt inny nie zareagował. „Pan się za dużo telewizji naoglądał”. Polacy są dzielni. I lekkomyślni, żeby gorzej nie rzec. Jak mówią eksperci, kiedy jest zagrożenie w Londynie ludzie biegną OD, w Polsce biegną DO. Żeby popatrzeć, jak… bomba wybucha!?

Potem umiejętność zachowania się na wypadek zdarzenia, zamachu, bomy, strzelaniny, pożaru, powodzi, wybuchu, katastrofy, bycia zakładnikiem. Podstawowe, ważne w kryzysie zasady. Pierwsza pomoc. Jak pomóc rannemu, kontuzjowanemu przy wybuchu, osobie w szoku Innym i sobie samemu!!! Jak współpracować ze odpowiednimi służbami.

To konieczność już teraz! Nie ma czasu! Powszechna ryzykonomia kryzysowa. Teraz ! Zegar juz tyka i pytanie jak i czy będziemy przygotowani, I kiedy.

Berlin

Piraci !

0
Piraci
Piraci i ryzyko.

Jakiś czas temu znajomy Kapitan Żeglugi Wielkiej zamieścił na swoim fejsie zdjęcie „na żywo” (ta technika!) załogi zajętej rozwijaniem dosłownie zasieków z drutu kolczastego wokół burt statku wyjaśniając, że zbliżają się do wybrzeży Nigerii. Można się było również dowiedzieć, że to przeszkody tylko dla tych mniejszych i gorzej wyposażonych piratów, bo na większych działają tylko wystrzałowe argumenty.

Zasadniczo problem piractwa morskiego odkąd uznaliśmy, że flota handlowa i rybacka niespecjalnie jest nam potrzebna właściwie nas bezpośrednio nie dotyczy, choć zostało nam jeszcze parę staków w Szczecinie oraz tu i ówdzie. Inna sprawa, że mostki statków handlowych i „offshore-ów” zaludniają tysiące wyszkolonych w rodzimych szkołach morskich (ot zagadka, floty prawie nie ma, a szkoły są) znakomitych polskich nawigatorów i mechaników. Nie można też zapomnieć, że statki przewożą towary, również polskie towary i tu już atak piratów na wodach Somalii, czy Nigerii może nas bezpośrednio dotyczyć. No więc piractwo morskie to dzisiaj światowy problem, może nie tak romantyczny jak pokazano w „Piratach z Karaibów”, ale równie ważny i znacznie, znacznie bardziej kosztowny.

International Maritime Bureau, wyspecjalizowana agenda Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) podaje, że częstotliwość pirackich wybryków osiągnęła właśnie na świecie najniższy poziom od 8 lat, spadek 44%, co oznaczało w 2014 roku 245 różnych incydentów. Tak duży spadek pirackiego ryzyka wynika przede wszystkim ze zmniejszenia się zagrożenia atakami u wybrzeży Somalii, przybliżonych szczurom lądowym na całym świecie przez zajmujący thriller „Kapitan Phillips” z Tomem Hanksem. Nawiasem mówiąc opartym na prawdziwej historii kontenerowca Maersk Alabama. Już samo skojarzenie z Somalią wyjaśnia skąd się we współczesnym świecie tak licznie odrodzili piraci, już nie tylko z pałaszami, ale kałasznikowami, GPSami i napędzanymi potężnymi silnikami łodziami motorowymi, czyhający na najbardziej zatłoczonych szlakach handlowych świata. Piractwo morskie to w dużej mirze pochodna pogłębiającej się przepaści między bogatymi a biednymi, upadku władz państwowej targanej politycznym i religijnym separatyzmem. Jak problemy w światowej wiosce przekładają się na nasze kłopoty można właśnie obserwować w przypadku zalewu nielegalnych emigrantów z Afryki; nikt dziś nie jest samotną wyspą.

Natężenie Somalijskich ataków oczywiście nie zmalało samo z siebie. Jest to przede wszystkim efekt globalnej współpracy i wysłania na tamtejsze wody marynarek największych mocarstw. Przykładem jest NATO-wska operacja wojskowo-morska Atalanta i aż dziw, że naszych tam nie ma, choć po prawdzie niespecjalnie mieliby czym tam popłynąć. Sami armatorzy zakupili zresztą nie tylko drut kolczasty, ale także wynajmują uzbrojonych ochroniarzy i dramatyczne przykłady ich skuteczności może każdy podejrzeć na you tube.

Niestety natura nie znosi próżni i ostatnio notuje się wzmożoną aktywność piratów w cieśninie Malakka, w południowo-wschodniej Azji, na drugim najważniejszym szklaku transportu ropy naftowej świata, gdzie obiektem ataków stały się mniejsze tankowce. Tankowce czy kontenerowce, piratom chodzi o przewożony towar i same statki z załogą, a raczej ich wartość idącą w milionach, a to wszystko starają się spieniężyć drogą okupu. Współcześni piraci to brutale i rabusie, okradają załogi, mordują marynarzy, podpalają zajęte statki, ale najważniejsze są zawsze finanse. Według danych Banku Światowego koszty okupów zapłaconych piratom wyniosły w latach 2005-2013 od 315 do 380 milionów dolarów, a same tylko piractwo somalijskie kosztowało światową gospodarkę od 5 do 9 miliardów dolarów.

Oczywiście kluczową rolę w zabezpieczaniu pirackich ryzyk odgrywają ubezpieczenia: „zwykłe” H&M (hull and machinery) i „specjalne” K&R (kidnap and ransom) i ubezpieczenia ryzyk wojennych (war risk). Ubezpieczeniowy underwriting to w przypadku pirackich ryzyk skomplikowana sprawa, dość powiedzieć, że regulacje wielu krajów uniemożliwiają płacenie czegokolwiek terrorystom, którzy często są mocodawcami piratów.

Piraci prosperują stąd i sami ubezpieczyciele nie mogą być szczęśliwi ze wzrostu problemu, dlatego można się domyśleć, że i od nich pochodziły naciski na rządy, żeby przegonić piratów. Jest przecież tyle „prostszych” ryzyk do ubezpieczenia, na przykład rosnący (jak donoszą ubezpieczeniowe źródła) równie globalny problem z okradaniem trucków z towarami przywiezionymi szczęśliwie do portów…

TERROR – CZAS NA ZARZĄDZANIE RYZYKIEM

0
terror czas
kryzys

TERROR po raz kolejny pokazuje swoje straszne oblicze. To rzeczywistość naszego życia prywatnego, rodzinnego, biznesowego. Bruksela 22.03.2016

Odporność, czyli przygotowanie

Trzeba być przygotowanym. Analizować ryzyko na każdym poziomie. Przygotowywać swój kraj, swoją organizację, rodzinę, siebie na fukcjonowanie w Nowym Gorszym Świecie.
Obrona cywilna o której za chwilę będziemy pisać na blogu, szkolenie w sytuacjach kryzysowych, zachowaniu się przy aktach terroru, udzielanie pierwszej pomocy rannym, a także samemu sobie. Właściwe zachowanie się w obliczu zamachu lub nawet jego niezbezpieczeństwa. Tak musi być dzisiaj. Bądźmy przygotowani.
Terror to czas na zarządzanie ryzykiem, najwyższy…

Od razu na myśl nam przychodzi jak bardzo jako społeczeńtwo jesteśmy nieprzygotowani na nowe zagrożenia. Brak edukacji, brak procesów i procedur, a przede wszystkim brak kultury zarządzania ryzykiem, brak świadomoście że “żyjemy w społeczeństwie ryzyka”. Terror czas na przemyślenia

Szczyt NATO

Zbliża się szczyt NATO w Warszawie, ale dużo czarniejsze wyzwania są związane ze Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Tu może zdarzyć się wszystko.

Wielokrotnie obserowałeem jak na polskich lotniskach, bo już nie wpsominam już o dworcach czy innych miejsach publicznych nikt nie interesuje się pozostawionym bagażem, czy dziwnym zachowaniem współpasażerów.

Kraków 2016

Co może się wydarzyć jeżeli w Krakowie zgromadzi się miliony młodych ludzi kiedy widmo terroru grasuje po Europie ? To nie jest czarny łabądź to ryzyko ataku terrorystycznego o wielkim prawopodobieństwie i gigantycznych skutkach. Mówią o tym wszyscy specjaliści od zarządzania ryzykiem, zarządzania bezpieczeństwem, zarządzania kryzysem. Ale kto ma zarządzać tym ryzykiem skoro zapomina się o wymianie starych opon w pancernym aucie zwierzchnika sił zbrojnych. I nie chodzi tu o wskazywanie winnych, wielokrotnie wskazywaliśmy na niewłaściwość “kultury obwiniania” i jej sprzeczności z “kulturą zarządzania ryzykiem”.

Tu konieczne jest podejście procesowe, systemowe, budowanie od podstaw, tylko czy do lata czasu wystarczy? Mamy w sektorze publicznym zarządzanie ryzykiem w ramach tak zwanej kontroli zarządczej ale chyba jasno już widać, że to o wiele, wiele za mało. Pozostaje chyba tylko rzeczywiście modlitwa, choć o tym standardy zarządzania nic nie mówią, niestety….

Terror czas…

Map ryzyka powodziowego nie będzie

0
map ryzyka

Map ryzyka powodziowego nie będzie w gminach… póki co, a w każdym razie powszechnych i “poprawnych”, jak się dowiadujemy w źródłach zbliżonyych do Ryzykonomii.
Ciekawa sprawa, bo miało to być lekarstwo na trapiące, szczególnie południe kraju (ale ostatnio na przykład Gdańsk) regularne potopy. Takie mapy to rzecz ważna zarówno dla obywatela jak i biznesu, sprawa oczywista i roziwjane na całym, w każdym razie cywilizowanym świecie. Miało więc być pięknie a wyszło, jak zawsze…

Już w ubiegłym roku nowelizacja ustawy Prawo Wodne wprowadziła fakultatywność “brania pod uwagę” sporządzonych już map ryzyka powodziowego przy planach zagospodarowania przestrzennego. Miało to wynikać z ich możliwej niewiarygodności, które to stwierdzenie jest same w sobie jest ciekawe, bo Ryzykonomia na swoim ekranie radarowym odnotowała, że od jakiegoś czasu praca nad tym pożytycznm ćwiczeniem wreła zakulisowo i jak się domyślamy nie bez-pieniężnie.
A plan zagospodarowania to także kwestia kluczowa dla każdego inwestora, wiadomo.

Teraz czytamy, że Ministerstwo Środowiska nie ma (na razie) pieniędzy na sporządzenie “poprawnych” map ryzyka powodziowego….

Więc ze spokojem czytamy, że map ryzyka nie będzie i pozostaje nam czekać na kolejny wodny dopust boży. Polacy nic się nie stało, Polacy nic…. lalalala

Active shooter czyli człowiek z bronią (cz. 1)

6
active shooter

Active shooter, Człowiek z bronią w firmie, szkole, centrum handlowym…To może przydarzyć się dzisiaj każdemu. Jak się zachować, co robić?! Dziś artykuł Pana Tomasza Goleniowskiego, eksperta z EOD TECH (link). Notka biograficzna Autora na końcu tekstu, dzisiaj pierwsza część. Warto przeczytać i polecić innym ! 

=======================================================

Szóstego maja 1925 roku w wileńskim w męskim gimnazjum im. Joachima Lelewela odbywał się egzamin maturalny. Nic nie wskazywało że tego dnia dojdzie do tragedii. Nawet, uporczywe rozmowy ucznia Stanisława Ławrynowicza z innym uczniem Januszem Obrąbalskim oraz wielokrotne upomnienia komisji egzaminacyjnej nie były czymś niezwykłym. Dopiero odebranie przez dyrektora Biegańskiego, arkuszów egzaminacyjnych, wywołało u obu uczniów gwałtowną reakcję. Ławrynowicz wyjął rewolwer i oddał kilka strzałów z rewolweru w kierunku komisji egzaminacyjnej, po wyczerpaniu amunicji, próbował użyć granatu ręcznego, lecz ten z niewiadomych przyczyn wybuchł mu w dłoni. Z chwilą, gdy wybuch granatu rozszarpał Ławrynowicza, jego kolega, Janusz Obrąbalski, także wyjął rewolwer i podjął próbę zabicia członków komisji egzaminacyjnej. Kiedy żaden z wystrzelonych pocisków nie dosięgnął celu, wybiegł na korytarz, gdzie podobnie jak Ławrynowicz próbował użyć granatu – ten jednak okazał się niesprawny. Zdesperowany Obrąbalski popełnił samobójstwo strzelając sobie z rewolweru w głowę

W efekcie śmierć na miejscu poniosło dwóch uczniów oraz nauczyciel, który zmarł kilka godzin później w szpitalu. Dziewięciu uczniów zostało rannych,
Pogrążeni w żałobie i zszokowani mieszkańcy Wilna odpowiedzieć sobie na pytanie jak to się stało i … „Dlaczego?”.
Niestety od 1925 roku ludziom w wielu krajach przyszło zadać sobie to pytanie jeszcze wiele razy. Wikipedia pod hasłem „rampage killers” podaje liczbę 1306 incydentów, które można zakwalifikować jako atak masowego zabójcy.
W różnych krajach, różnie to zjawisko jest nazywane, do celów tego opracowania autor przytoczy te najczęściej używane.

Masowy morderca
W krajach anglosaskich (Wielka Brytania, Stany Zjednoczone) używa się określenia „active shooter”. Określenie to zostało zdefiniowane przez U.S. Department of Homeland Security. Według tej agencji pojęcie „active shooter” oznacza: Strzelec to osoba aktywnie zaangażowana w zabijanie lub usiłowanie zabijania ludzi w zamkniętym i zaludnionym obszarze, w większości przypadków przy użyciu broni palnej.
Inne spotykane określenia to: „mass shooter”, „mass murder” „spree killer”, masowy morderca. Niezależnie od sposobu nazwania tego zjawiska lub też sprawcy, opisywane jest to samo zjawisko. Na potrzeby referatu autor używał będzie określenia „active shooter”, jako najbardziej rozpoznawalnego.
Tak jak autor wspomniał wcześniej, sprawca najczęściej jest aktywnie zaangażowany w zabijanie lub usiłowanie zabijania ludzi w zamkniętym obszarze. W większości wypadków sprawca używa broni palnej (szczególnie w Stanach Zjednoczonych). Jednak zdarzają się tacy sprawcy którzy używają innych narzędzi.
W praktyce sprawca może używać:
– samochodu, (samochodu ciężarowego)
– sprzętu budowlanego (buldożer),
– noża,
– maczety,
oraz o czym już wspomniałem broni palnej.

Najczęściej „active shooter” atakuje w takich krajach jak Stany Zjednoczone, i to z tym krajem kojarzy się najwięcej masakr. Jednak na nieco mniejszą skalę
i z znacznie mniejszą liczbą ofiar z tym zjawiskiem spotkały się też społeczności takich krajów jak Wielka Brytania, Niemcy, Czechy czy Polska.
W ostatnich latach na terenie RP miały miejsce zdarzenia, które można zakwalifikować jako zjawisko „active shooter:

>>„20 lipca 2014 r około północy 32-letni mieszkaniec Redy wjechał samochodem na „Monciak” obok kościoła garnizonowego. Potem jechał deptakiem z prędkością około 60 kilometrów na godzinę. Dojechał do samego mola, rozbił bramki wejściowe, wjechał w tłum osób, które oglądały film w kinie letnim i dojechał do końca drewnianej części pomostu. Potem zawrócił i znów popędził w stronę Monciaka”.
>> „19 października 2012 roky do biura poselskiego w Łodzi niedaleko ulicy Piotrkowskiej wszedł nieznany active shooter, mężczyzna i przy użyciu prawdopodobnie broni gazowej przerobionej na ostrą oraz noża, zaatakował obecne w biurze osoby. Jedna osoba zginęła na miejscu, a druga jest ciężko ranna.”
>>„15 grudnia 2014 roku jedna osoba nie żyje a cztery zostały ranne, w ataku
na siedzibę Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie (pow. skierniewicki). 62-letni mężczyzna oblał łatwopalną substancją urzędniczki i podpalił.”
>>„W wyniku strzelaniny pomiędzy 39-latkiem, który zabarykadował się
w mieszkaniu w Rybniku a policją, rannych zostało siedem osób. Żona napastnika została postrzelona w klatkę piersiową.”

Opisane powyżej zdarzenia noszą wszelkie cechy zjawiska „active shooter”. Te cztery losowo wybrane przez autora zdarzenia łączy:
– zamknięty geograficznie lub architektonicznie obszar (molo/biuro/perymetr wokół miejsca z którego strzela sprawca),
– zabójstwo lub usiłowanie zabójstwa jak największej liczby osób,
– najczęściej ślepy (przypadkowy) wybór ofiar,
– sprawca używa narzędzia do zrealizowania swojego celu (samochód osobowy/samochód ciężarowy/broń palna/substancja łatwopalna/nóż).
– sytuacje trwały od kilkunastu sekund do kilkudziesięciu minut (w jednym przypadku sytuacja przeszła do oblężenia w związku z sytuacją zakładniczą).

Z różnych przyczyn obyło się bez dużej liczby ofiar, można to wiązać
z pewną nieudolnością sprawcy, brakiem wystarczająco skutecznego narzędzia, lub też brakiem mobilności oraz małą liczbą potencjalnych ofiar w obiekcie
w którym sprawca podjął próbę.
Oprócz opisanych wcześniej zdarzeń wydarzyło się w Polsce kilka innych sytuacji, które są mniej znane ze względu na brak zainteresowania mediów. Autor opracowania w swojej praktyce zawodowej wielokrotnie spotykał się z tym zjawiskiem, jednak próżno znaleźć o nich informację w środkach masowego przekazu. Przykładem takiego zdarzenia jest incydent z 18 lipca 2013 roku w Jastrzębiu Zdroju gdzie 43 letni górnik wprowadził się w stan upojenia alkoholowego, a następnie, przemieszczając się po mieście z około 0,5 kg ładunkiem materiału wybuchowego (górniczego), poszukiwał celu by się wysadzić (prawdopodobne usiłowanie samobójstwo rozszerzone). Został obezwładniony przed budynkiem przedszkola. To ostatnie zdarzenie autor opracowania przytoczył nieprzypadkowo, próbując wykazać że każdy z nas lub członek naszej rodziny może być narażony na kontakt z „active shooterem” w całkowicie przypadkowych okolicznościach nie związanych ze statusem, zawodem, zainteresowaniami, zaangażowaniem społecznym czy politycznym.
24 września 2014 roku w Chorzowie (woj. śląskie) na strzelnicy znajdującej się na terenie ośrodka harcerskiego Skaut w Parku Śląskim w Chorzowie doszło
do tragicznego zdarzenia. Jeden z komercyjnych klientów strzelnicy zastrzelił
z zimną krwią pracownika strzelnicy (instruktora), następnie dokonał zaboru kilku jednostek broni palnej, w tym karabinka samopowtarzalnego. Został powstrzymany przez interweniujących policjantów. W trakcie postępowania prokuratorskiego ustalono, że sprawca miał zamiar dokonać masowego zabójstwa w centrum handlowym – prawdopodobnie Silesia Center. Motywy tego działania nie są znane.
Autor artykułu ma nadzieję że przytaczając kilka zdarzeń które wystąpiły
w Polsce na przestrzeni ostatnich lat i miesięcy zwróci uwagę na to że jest jedynie kwestią czasu wystąpienie w Polsce incydentu typu active shooter na skalę podobną. Powinniśmy więc być przygotowani do radzenia sobie także i w takiej sytuacji.

Jak postępować by przeżyć atak
Wielu sprawców masowych morderstw można było powstrzymać. Nawet kilka miesięcy czy lat przed dokonaniem zbrodni, osoby te gromadziły broń, materiały i urządzenia wybuchowe, mówiły o tym co chcą zrobić, wykazywały nadmierne zainteresowanie sprawcami innych masowych morderstw, lub wykazywały skłonności do wybuchów niekontrolowanej agresji. Gdyby w ich otoczeniu znalazł się wtedy ktoś świadomy ich intencji oraz wykazał się wyobraźnią i obywatelskim poczuciem obowiązku, być może udałoby się zapobiec śmierci i okaleczeń wielu niewinnych ludzi.
Autorowi znany jest jeden taki przypadek. Sprawca strzelaniny, active shooter z Rybnika nielegalnie posiadał kilka jednostek broni palnej w tym pistolet maszynowy.
Po zdarzeniu, w trakcie policyjno-prokuratorskiego dochodzenia wykazano,
że praktycznie wszyscy sąsiedzi sprawcy oraz jego rodzina wiedzieli że:
– posiada nielegalnie kilka jednostek broni palnej,
– posiada materiały wybuchowe i środki inicjujące,
– miewa napady niekontrolowanej agresji wywoływanej nieadekwatnymi sytuacjami,

Gdyby wśród otoczenia sprawcy znalazł się ktoś kto zdecydowałby się poinformować o tym Policję, prawdopodobnie udało by się zapobiec strzelaninie.
W Polsce tzw. „osoba informująca” nadal określana jest pejoratywnie jako „kapuś”, „informator” jest kojarzona bardzo negatywnie z poprzednim systemem. To źle wróży budowaniu wśród polskich obywateli pozytywnych postaw obywatelskich związanych z informowaniem służb i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo publiczne o popełnianych przez współobywateli przestępstwach. Takich jak potencjalny active shooter. We Francji oraz Wielkiej Brytanii kilkukrotnie w 2014 roku służby zapobiegły aktom terrorystyczny, wykorzystując informacje od osób informujących. Najciekawsze jest to że nie były to w większości informacje konkretne (np. X posiada nielegalnie, broń palną), lecz informacje, które większości ludzi wydają się nieistotne – np. „do domu obok wprowadził się Y, nie pracuje, dysponuje dużą ilością pieniędzy, płaci gotówką, zakleił okna czarną folią, gromadzi w garażu duże ilości nawozu do trawnika”. Autor referatu ma nadzieję,
że postrzeganie „osób informujących” w Polskim społeczeństwie z biegiem czasu ulegnie zmianie.
Jednak zanim to nastąpi możemy zastosować kilka rozwiązań, by spróbować zapobiec znalezieniu się w sytuacji zagrożenia. Przede wszystkim, warto interesować się rzeczywistością, w której funkcjonujemy. Czasy, gdy z założenia informowano nas o zagrożeniach jedynie przy pomocy radia lub obwieszczeń, bezpowrotnie minęły. Niektórzy operatorzy cyfrowych platform telewizyjnych oferują serwisy informacyjne praktycznie bez przerwy.
Większość z nas posiada telefon z dostępem do Internetu lub dostęp do stałego łącza internetowego. Technologie te można odpowiednio wykorzystać do uzyskania szybkiego dostępu do informacji w tym do informacji na temat stanu bezpieczeństwa. W 2007 roku Polska stała się częścią Strefy Schengen, w praktyce oznacza to, że jeżeli w którymś z krajów Strefy służby podniosły alert w związku z np. zagrożeniem terrorystycznym, zagrożenie również może dotyczyć nas, w związku z tym, że przemieszczanie osób (w tym stanowiących zagrożenie) jest niczym nie ograniczony.
Naszą czujność powinniśmy wzmóc w okresie świąt religijnych, świąt związanych z wydarzeniami państwowymi, historycznymi lub politycznymi (rocznice, wybory itp.). Ryzyko znalezienia się w sytuacji typu „active shooter” wzrasta gdy jest się uczestnikiem wydarzenia o dużym wydźwięku polityczny, społecznym, kulturalnym, czy obyczajowym, autor ma tutaj na myśli w szczególności takie wydarzenia jak: „Marsz Niepodległości”, „Parada Równości”, „Masa Krytyczna” lub koncert artysty wywołującego duże emocje (Behemoth, Marylin Manson). Minimalizowanie ryzyka zostania ofiarą „active shootera”, może polegać na unikaniu w okresie świąt lub innych wydarzeń, zbiorowisk ludzkich a w szczególności dużych centrów handlowych, miejsc zgromadzeń lub nawet środków transportu zbiorowego.

By normalnie funkcjonować w społeczeństwie często nie da się uniknąć miejsc, które mogą przyciągnąć uwagę masowego mordercy typu active shooter.
Warto wtedy przyswoić sobie strategię opracowaną przez FBI, US Department of Homeland Security, City of Huston. Strategia została opracowana po analizie kilkuset zdarzeń tego typu. Założono że osoby, które znajdą się w miejscu i czasie w którym active shooter rozpocznie zabijanie (lub usiłowanie) mogą mieć znikome szanse na przeżycie (akt jest zwykle zaskoczeniem). Jednak osoby, które w porę uświadomią sobie zagrożenie, mogą zastosować strategię „RUN” (Uciekaj), „Hide” (Ukryj się)„Fight” (Walcz).

cdn….

O autorze
Tomasz Goleniowski – Pirotechnik oraz Ekspert Ochrony w Biurze Ochrony Rządu. Wykonywał obowiązki związane z ochroną osób objętych ustawową ochroną Biura Ochrony Rządu, zarówno w Polsce jaki poza jej granicami, także w strefie działań wojennych (Irak, Bagdad) – weteran działań poza granicami kraju. Technik bombowy w Zespole Minersko – Pirotechnicznym Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji Katowicach. Wchodził w skład Zespołu do Spraw Zwalczania Aktów Terroru Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.
Specjalizuje się w zagrożeniach związanych z materiałami i urządzeniami wybuchowymi oraz bronią palną, śledztwach po wybuchu materiałów i urządzeń wybuchowych oraz czynnościach operacyjnych i procesowych związanych z przestępstwami z użyciem materiałów wybuchowych i broni palnej.
Nauczyciel Stowarzyszony w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Instruktor inspektorów 
ds. broni chemicznej Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej OPCW. Referent w Polsce międzynarodowej bazy danych materiałów i urządzeń wybuchowych EOD TURPIN projektu prowadzonego przez Sécurité Civile France.
Powoływany wielokrotnie przez prokuratury oraz Instytut Pamięci Narodowej jako biegły 
w sprawach związanych z przestępstwami z użyciem materiałów wybuchowych, w tym w sprawach dotyczących zbrodni ludobójstwa lub zbrodni wojennych.
Obecnie właściciel, instruktor oraz wykładowca w firmie EOD TECH firmie oferującej szkolenia 
z zakresu bezpieczeństwa osobistego, obiektów i obszarów, a także poszukiwanie materiałów wybuchowych na obszarach lądowych, morskich oraz wodach śródlądowych.

active shooter

W sieci spisków, w sieci ryzyka

0
w sieci spisków

Taka historyjka na weekend, nie wiadomo czy straszna, czy śmieszna, ale piszą o niej najważniejsze amerykańskie media. Pod pizzerię Comet Ping Pong, w stołecznym Waszyngtonie DC, specjalizującą się w obsłudze milusińskich wpada człowiek z automatycznym karabinem i zaczyna strzelać w powietrze. Nikomu się nic nie stało, policja łapie szaleńca. Jak się tłumaczy?

Pizzeria szaleńca

Otóż od pewnego czasu po Ameryce krąży spiskowa teoria jakoby niedoszły prezydent z ramienia Demokratów i jej doradca John Podesta są członkami spisku pedofili działającego wokół sieci pizzerii w Waszyngtonie. Szaleniec ów śledzący informacje o spisku na Facebooku i twitterze (łatwo znaleźć w sieci) przejechał bite 350 mil, żeby, w swoim mniemaniu ratować dzieci, zagrożone wpadnięciem w szpony mafii Clintonowej i Podesty. Pizzagate jak cały ten trudny do uwierzenia bałagan nazywają amerykańskie media, ma swój dziwaczny początek w ujawnieniach Wikileaks. Portal ten posądzany zresztą o podejrzane sympatie polityczne, wspominał w kontekście fundraisingu na kampanię wyborczą o pizzeri Comet Ping Pong, która stala się czarną wołgą kampanii spiskowej.

Wszystko to byłoby równie straszne jak i śmieszne, gdyby jeszcze nie sama Hillary Clinton, która wydała oświadczeni i zwróciła uwagę na potężniejące zagrożenie różnego rodzaju teoriami spiskowymi, dezinformacja czy zwykłymi kłamstwami, które jak huragan ogarniają świat. Jak słyszeliśmy Ruch Pięciu Gwiazd na czele z komikiem, który właśnie święci triumfy we Włoszech, bardzo choćby lubi różne ruchy antyszczepionkowe. Jego zwolennicy gromadzą na liczących miliony like-ów portalach rozprzestrzeniających masowo, jak donoszą „tradycyjne” media, po różne spiskowe teorie i po prostu zwykłe kłamstwa.

No więc Clinton apeluje, że to już przekracza ludzkie pojęcie i jak przypadku gunmana w Waszyngtonie realnie zagraża bezpieczeństwu fizycznemu. Pewnie przemawia przez nią też gorycz po przegranej z Donaldem Trumpem, notorycznym konfabulatorem. Miliarder pełen współczucia dla biedaków, jak słyszymy wycofuje się wlaśnie rakiem z kolejnych swoich absurdalnych koncepcji, które sprzedał spragnionemu ludowi nawijając mu tonami makaron na uszy w czasie wyborów. Po prostu i wyłącznie w celu zdobycia głosów. Przykład: ratujmy miejsca pracy w górnictwie, total coś 75000 w calym US… vs. ponad stworzonych 500 000 miejsc pracy w energii odnawialnej w samej tylko Kaliforni….

W sieci spisków – zza kurtyny

Ryzykonomii osobiście ten huragan dezinformacji na świecie na kilometry pachnie ruską dezinformacją i szerzeniem zamętu kierowanym przez służby specjalne z Kremla, to w stylu prowokacji carskiej Ochrany i jej kolejnych imperialnych następców i założe się, że tacy glupi w Ameryce i Europie nie są żeby tego nie widzieli. Zresztą coraz głośniej o tym mowa… Szczególnie że wszystkie te działania mają ewidentnie ukryty cel.
I jak, choćby w przypadku Włoch mogą się przyczynić do dalszego osłabienia Unii Europejskie, o przegranej Clinton nie wspominając. Gra idzie o dużą stawkę na geopolitycznej scenie. Oczywiście ryzyka biznesowe z tym związane są gigantyczne, żyjemy w świecie ryzyka niestety. Także tego kreowanego przez tak zwaną, robiącą dziś wielką karierę postprawdę. Inna sprawa nie jest to nic nowego, wystarczy sięgnąć po 1984, Orwella….

Zainteresowanym szczegółową tą nieprawdopodobną (sic) historią podrzucamy linki poniżej:

w sieci spisków w sieci spisków w sieci spisków 

Dramat poza-ustawowy

0
dramat

Już wielokrotnie pisaliśmy na Ryzykonomii, a także w naszych e-bookach o szczególnym przypadku ryzyk związanych z imprezami masowymi oraz konieczności położenia większego nacisku na zarządzanie ryzykiem w tym obszarze. Niestety z przykrością zauważamy, że w Polsce doszło kilka dni temu do dramatycznej manifestacji tego ryzyka, gdzie podczas otrzęsin na bydgoskiej uczelni zginęły dwie młode osoby.

To dramat, i żadne słowa nie będą dobre do opisu tej tragedii. Z wciąż niepotwierdzonych opisów wyłania się „klasyczny” obraz dramatu i scenariusz tragedii, wielokrotnie już urzeczywistniony z równie tragicznymi skutkami (choćby w Duisburgu na „Love parade” 2010).
Brak oszacowania sytuacji i kontroli nad liczba uczestników, zbyt mała i być może nieodpowiednio przygotowana ochrona ( świadkowie, o zgrozo sugerują rozpylenie środków chemicznych w celu zapanowania nad tłumem, efekt łatwy do przewidzenia). I bezpośrednia przyczyna: stłoczenie uczestników w wąskim przejściu, w tym przypadku w łączniku między budynkami.
To naprawdę dramatycznie klasyczny scenariusz dla wybuchu paniki i tratowania ofiar. Oczywiście „po” jest mnóstwo mądrych i ktoś może Ryzykonomii zarzucić to samo, ale zaplanowania (pisemnego rejestru ryzyka!) takiego wydarzenia, oszacowanie ryzyk i przygotowanie planów działań to jest naprawdę przedszkole zarządzania imprezami masowymi.
Martwi nas przy tym, że komentatorzy przede wszystkim wskazują na brak (o ile) spełnienia wymogów Ustawy o bezpieczeństwo imprez masowych, którym to wydarzenie miałoby podlegać. Zapewne zastosowanie stosownych paragrafów zwiększyłoby bezpieczeństwo, a być może zapobiegło tragedii. Ale, szanowni Państwo to nie ustawa i paragrafy zarządzają ryzykiem, ale każdy menadżer, kierownik, organizator.
Wiara w cudowną moc ustaw jest całkowicie złudna, bez świadomości, kultury zarządzania ryzykiem, nawet najlepsza ustawa nie pomoże, ah gdyby jeszcze była najlepsza.
 Z niepokojem też, jak to menadżer ryzyka patrzymy na nadciągające w przyszłym roku wielkie wydarzenia w Krakowie, bo skądinąd pojawiają się  całkiem sensownie uzasadnianie opinie, że biorą pod uwagę obecną sytuację w Europie i na świcie, mogą się tam zdarzyć bardzo niedobre sprawy. Czy jesteśmy przygotowani do zarządzania ryzykiem masowych, i to tak masowych wydarzeń?. Czy wystarczą nam ustawy?

Brexit Pandory jak lokomotywa niepewności

0
Brexit Pandory

Brexit Pandory >>>
Brexit rozpoczęty…! Brytyjski Premier Theresa May podpisała właśnie list zgodnie z którym Zjedniczone Królestwo zgodnie z artykułem 50 traktatu UE rozpoczyna 2 letni proces wychodzenia tego kraju z Unii Europejskiej.

Moment to niezwykle doniosły a naszym zdaniem może nawet tragiczny w historii Unii, bo nie tylko zmniejsza się ona po raz pierwszy w historii. Otwiera się gigantyczny obszar niepewności nie tylko dla samej Brytanii, ale całej Europy. Bo nikt nie wie jak to się zakończy, kiedy zakończy i w jakim kierunku właściwie podąży.

Puszka Pandory zotała otwarta.

Pandory, bo oprócz niestrudzonej grupy zwolenników niewidzialnej ręki mitycznego rynku i nieskrępowanej wolności od regulacji zastąpionych wolą Suwerena (piszemy o tym z przekąsem jako Czytelnik róznych teoretyków liberalizmu i nie tylko), mamy wrażenie że zupełnie inni “szatani” jak powiedział to kiedyś klasyk grają tu na skrzypcach. Mało to Brytole rozumieją, my natomiast w powietrzy czujemy tak dobrze znany swąd wschodniej prowokacji.

Trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek pozytywne ryzyka związane z Brexitem, ale może cud nastąpi, choć wątpliwe. Już za chwilę ha, ha na Brexit odpowiedzą Szkoci i by, by UK. 

Oczywiste, że jest polityka, ale i jest gospodarka, jest handel, jest ruch ludności. Jest cały łańcuch nieuniknionych wydarzeń, o któych w Polsce mowi się jakoś cichutko, choćby dotyczący funduszy unijnych, doplat dla rolników, funduszy infrastrukturalnych, to wszystko będziemy żegnać już za chwileczkę, może nawet w przyszlym roku.

Brexit, cały ten powrót do “żeby było tak jak bylo” to jest zawracanie globalizacji wiosłem i nie uda się to, nie uda.

Przede wszystkim zaś szaleni zwolennicy różnych Exitów nie pamiętają albi nigdy nie czytali historii Europy i nie rozumieją, że na końcu tej ścieżki, na wejście na która czekają olejni szaleńcy, są spalone miasta, wojna , pożoga, wrogość, nienawiść.  Oby to nie była prawda.

United we stand divided we fail.

Brexit Pandory, Brexit Pandory