Kryzys

Home Kryzys

TERROR – CZAS NA ZARZĄDZANIE RYZYKIEM

0
terror czas
kryzys

TERROR po raz kolejny pokazuje swoje straszne oblicze. To rzeczywistość naszego życia prywatnego, rodzinnego, biznesowego. Bruksela 22.03.2016

Odporność, czyli przygotowanie

Trzeba być przygotowanym. Analizować ryzyko na każdym poziomie. Przygotowywać swój kraj, swoją organizację, rodzinę, siebie na fukcjonowanie w Nowym Gorszym Świecie.
Obrona cywilna o której za chwilę będziemy pisać na blogu, szkolenie w sytuacjach kryzysowych, zachowaniu się przy aktach terroru, udzielanie pierwszej pomocy rannym, a także samemu sobie. Właściwe zachowanie się w obliczu zamachu lub nawet jego niezbezpieczeństwa. Tak musi być dzisiaj. Bądźmy przygotowani.
Terror to czas na zarządzanie ryzykiem, najwyższy…

Od razu na myśl nam przychodzi jak bardzo jako społeczeńtwo jesteśmy nieprzygotowani na nowe zagrożenia. Brak edukacji, brak procesów i procedur, a przede wszystkim brak kultury zarządzania ryzykiem, brak świadomoście że “żyjemy w społeczeństwie ryzyka”. Terror czas na przemyślenia

Szczyt NATO

Zbliża się szczyt NATO w Warszawie, ale dużo czarniejsze wyzwania są związane ze Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Tu może zdarzyć się wszystko.

Wielokrotnie obserowałeem jak na polskich lotniskach, bo już nie wpsominam już o dworcach czy innych miejsach publicznych nikt nie interesuje się pozostawionym bagażem, czy dziwnym zachowaniem współpasażerów.

Kraków 2016

Co może się wydarzyć jeżeli w Krakowie zgromadzi się miliony młodych ludzi kiedy widmo terroru grasuje po Europie ? To nie jest czarny łabądź to ryzyko ataku terrorystycznego o wielkim prawopodobieństwie i gigantycznych skutkach. Mówią o tym wszyscy specjaliści od zarządzania ryzykiem, zarządzania bezpieczeństwem, zarządzania kryzysem. Ale kto ma zarządzać tym ryzykiem skoro zapomina się o wymianie starych opon w pancernym aucie zwierzchnika sił zbrojnych. I nie chodzi tu o wskazywanie winnych, wielokrotnie wskazywaliśmy na niewłaściwość “kultury obwiniania” i jej sprzeczności z “kulturą zarządzania ryzykiem”.

Tu konieczne jest podejście procesowe, systemowe, budowanie od podstaw, tylko czy do lata czasu wystarczy? Mamy w sektorze publicznym zarządzanie ryzykiem w ramach tak zwanej kontroli zarządczej ale chyba jasno już widać, że to o wiele, wiele za mało. Pozostaje chyba tylko rzeczywiście modlitwa, choć o tym standardy zarządzania nic nie mówią, niestety….

Terror czas…

Ryzyko reputacyjne Marsa

0
ryzyko reputacyjne Marsa

Ryzyko reputacyjne Marsa zażegnane, tak można chyba podsumować głośny product recall na początku tego roku spowodowany według doniesień, kontaminacją drobinami plastiku partii batoników produkowanych w jednej z europejskich fabryk koncernu Mars. W trakcie dochodzenia kazało się, że winna była uszkodzona maszyna.

Jak się dowiadujemy, dzięki szybkim i bezkompromisowym działaniom wydarzenie, potencjalnie bardzo niebezpieczne dla reputacji firmy, nie będzie miało znaczącego wpływu na sprzedaż powszechnie chrupanych batoników Mars, Snickers i Milky Way (dla mnie za słodkie) i co ważniejsze branża zarządzania ryzkiem wydaje się potwierdzać, że nie spowoduje to utraty zaufania konsumentów do tego strategicznego produktu.

Analitycy podkreślają kluczowe sukces factors, które przyczyniły się do wyjścia firmy obronną ręką z ataku tego podstępnego czarnego łabędzia czyhającego typowo na producentów żywności, leków etc. :

  • bardzo szybka reakcja (od pierwszych sygnałów o problemie w styczniu do recall-a w lutym. W 55 krajach !

  • przejrzystość (“transparency”) w rozwiązywaniu problemu i zarządzaniu kryzysem  

Ryzyko reputacyjne Marsa to nie byle co bo, przypomnimy tylko, że Mars Incorporated to globalny potentat w branży FMCG (Mars, Snickers, Milky Way, Twix, M&M, Royal Canin, Pedigree, Whiskas) zatrudniający ponad 70 tysięcy pracowników i notujący sprzedaż rzędu 33 miliardów dolarów. Milky i Snickersy zostały wynalezione jak donoszą archeolodzy około 1923 roku.

ryzyko reputacyjne Marsa

Epidemia, pandemia, virus Zika

0
epidemia zika

1.Epidemia virusa Zika.
2.Kolejne ostrzeżenie.

Co pewien czas, ale od pewnego czasu regularnie dochodzą poważne informacje na temat nowego zagrożenia epodmią, a co gorsza w naszym globalnym świecie – pandemią. Tym razem to virus Zika przenoszony przez komary, ma to być pierwsze tak poważne ostrzeżenie dla świata od czasu wirusa Ebola.

Temat już ćwiczyliśmy kilka lat temu, komentowany także na Ryzykonomii, między innymi nawoływaliśmy do przemyślenia przygotowania planów awaryjnych, nawet najmniejszych planików, choćby maciupkich, na najmniejszej karteczce, tyci-tyci,  także w biznesach na wypadek wystąpienia szerszego zagrożenia epidemiologicznego. Tak czyni wiele światowych korporacji. Mam wrażenie, że u nas w wogóle rozważanie takiego ryzyka wydaje się organizacjom jakimś science-fiction. Obawiamy się – do czasu. Oczywiście ta uwaga nie dotyczy naszych służb odpowiednich, które jak wiemy do wszystkiego są zawsze dosonale przygotowane, no risk, no fear.

Tymczasem nowy virus Zika powoduje kilka tysięcy przypadków deformacji płodów. Jak donoszą źródła virus, przenoszony przez komary nie jest “nowy”, ale staroafrykański, ale od 2007 roku obserwuje sie jego gwałtowną ekspancję. Teraz przede wszytskim do Ameryki. I znowu – nasza chata z boku, gdyby nie to że tak dużo dzisiaj ludzi podróżuje, sam dopiero kilka dni temu rozmawiałem z odwiedzającymi Meksyk.

epidemia zika

Epidemia Zika to oprócz ludzkich dramatów, to są oczywiście potencjalne koszty i ryzyka do zarządzania, nie mówiąc o tym, że to kolejna wskazówka którą być może dostajemy, że ryzyko pandemii należy traktować poważnie.

Ostrzeżenia i FAQ-i można znaleźć na stronach :
– WHO (link)
– niezawodnego CDC (link)
– i u nas da coś się wygrzebać, ale póki co nic nie widzimy na stronach MSZ  z ostrzeżeniami dla podróżujących…

Oczywiście pojawiają się też liczne teorie spiskowe z straszliwymi “koncernami farmaceutycznymi” w roli głównej,  co szczególnie w naszym oświeconym społeczeństwie nie dziwi, i może nie byłoby to wcale niepoważne, gdyby choroby nie były tak realne.

Dołącz do 569 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb niezbędnych do wysyłki Newslettera Ryzykonomii (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

Cyberataki i pentesty, ogólny zarys.

0
cyberataki

Pentesty: bezpieczeństwo teleinformatyczne jest w dzisiejszych czasach bardzo ważne i nie może być lekceważone zarówno przez duże firmy, jak i zwyczajnych użytkowników internetu.

Nieodpowiedni poziom bezpieczeństwa w sieciach firm i innych organizacji może mieć fatalne konsekwencje, takie jak

Dramat poza-ustawowy

0
dramat

Już wielokrotnie pisaliśmy na Ryzykonomii, a także w naszych e-bookach o szczególnym przypadku ryzyk związanych z imprezami masowymi oraz konieczności położenia większego nacisku na zarządzanie ryzykiem w tym obszarze. Niestety z przykrością zauważamy, że w Polsce doszło kilka dni temu do dramatycznej manifestacji tego ryzyka, gdzie podczas otrzęsin na bydgoskiej uczelni zginęły dwie młode osoby.

To dramat, i żadne słowa nie będą dobre do opisu tej tragedii. Z wciąż niepotwierdzonych opisów wyłania się „klasyczny” obraz dramatu i scenariusz tragedii, wielokrotnie już urzeczywistniony z równie tragicznymi skutkami (choćby w Duisburgu na „Love parade” 2010).
Brak oszacowania sytuacji i kontroli nad liczba uczestników, zbyt mała i być może nieodpowiednio przygotowana ochrona ( świadkowie, o zgrozo sugerują rozpylenie środków chemicznych w celu zapanowania nad tłumem, efekt łatwy do przewidzenia). I bezpośrednia przyczyna: stłoczenie uczestników w wąskim przejściu, w tym przypadku w łączniku między budynkami.
To naprawdę dramatycznie klasyczny scenariusz dla wybuchu paniki i tratowania ofiar. Oczywiście „po” jest mnóstwo mądrych i ktoś może Ryzykonomii zarzucić to samo, ale zaplanowania (pisemnego rejestru ryzyka!) takiego wydarzenia, oszacowanie ryzyk i przygotowanie planów działań to jest naprawdę przedszkole zarządzania imprezami masowymi.
Martwi nas przy tym, że komentatorzy przede wszystkim wskazują na brak (o ile) spełnienia wymogów Ustawy o bezpieczeństwo imprez masowych, którym to wydarzenie miałoby podlegać. Zapewne zastosowanie stosownych paragrafów zwiększyłoby bezpieczeństwo, a być może zapobiegło tragedii. Ale, szanowni Państwo to nie ustawa i paragrafy zarządzają ryzykiem, ale każdy menadżer, kierownik, organizator.
Wiara w cudowną moc ustaw jest całkowicie złudna, bez świadomości, kultury zarządzania ryzykiem, nawet najlepsza ustawa nie pomoże, ah gdyby jeszcze była najlepsza.
 Z niepokojem też, jak to menadżer ryzyka patrzymy na nadciągające w przyszłym roku wielkie wydarzenia w Krakowie, bo skądinąd pojawiają się  całkiem sensownie uzasadnianie opinie, że biorą pod uwagę obecną sytuację w Europie i na świcie, mogą się tam zdarzyć bardzo niedobre sprawy. Czy jesteśmy przygotowani do zarządzania ryzykiem masowych, i to tak masowych wydarzeń?. Czy wystarczą nam ustawy?

Wielki kryzys reputacyjny VW

0
D&O

Światowe media informują! Wielki kryzys reputacyjny Volkswagena.

Grupa Volkswagen (VW, Audi, Skoda, Seat, Lamborghini, Bentley, Bugatti, Scania)  jest drugim producentem samochodów na świecie (10,4 milionów w 2014) . Koncern jest oskarżany o celowe fałszowanie wyników badań emisji spalin niektórych modeli VW i Audi sprzedawanych na rynku amerykańskim. Skutki finansowe ryzyka (jak na dzisiaj) to 20% spadek wartości akcji oznaczający “wyparowanie” 16 miliardów Euro, konieczność utworzenia rezerw na pokrycie kosztów ewentualnych zmian w sprzedawanych pojazdach szacowane od 6 do 18 miliardów dolarów. Amerykański regulator nakazał product recall nawet 500 000 pojazdów. Sprawa wydaje się być”rozwojowa”, więcej analiz wkrótce…

Piraci !

0
Piraci
Piraci i ryzyko.

Jakiś czas temu znajomy Kapitan Żeglugi Wielkiej zamieścił na swoim fejsie zdjęcie „na żywo” (ta technika!) załogi zajętej rozwijaniem dosłownie zasieków z drutu kolczastego wokół burt statku wyjaśniając, że zbliżają się do wybrzeży Nigerii. Można się było również dowiedzieć, że to przeszkody tylko dla tych mniejszych i gorzej wyposażonych piratów, bo na większych działają tylko wystrzałowe argumenty.

Zasadniczo problem piractwa morskiego odkąd uznaliśmy, że flota handlowa i rybacka niespecjalnie jest nam potrzebna właściwie nas bezpośrednio nie dotyczy, choć zostało nam jeszcze parę staków w Szczecinie oraz tu i ówdzie. Inna sprawa, że mostki statków handlowych i „offshore-ów” zaludniają tysiące wyszkolonych w rodzimych szkołach morskich (ot zagadka, floty prawie nie ma, a szkoły są) znakomitych polskich nawigatorów i mechaników. Nie można też zapomnieć, że statki przewożą towary, również polskie towary i tu już atak piratów na wodach Somalii, czy Nigerii może nas bezpośrednio dotyczyć. No więc piractwo morskie to dzisiaj światowy problem, może nie tak romantyczny jak pokazano w „Piratach z Karaibów”, ale równie ważny i znacznie, znacznie bardziej kosztowny.

International Maritime Bureau, wyspecjalizowana agenda Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) podaje, że częstotliwość pirackich wybryków osiągnęła właśnie na świecie najniższy poziom od 8 lat, spadek 44%, co oznaczało w 2014 roku 245 różnych incydentów. Tak duży spadek pirackiego ryzyka wynika przede wszystkim ze zmniejszenia się zagrożenia atakami u wybrzeży Somalii, przybliżonych szczurom lądowym na całym świecie przez zajmujący thriller „Kapitan Phillips” z Tomem Hanksem. Nawiasem mówiąc opartym na prawdziwej historii kontenerowca Maersk Alabama. Już samo skojarzenie z Somalią wyjaśnia skąd się we współczesnym świecie tak licznie odrodzili piraci, już nie tylko z pałaszami, ale kałasznikowami, GPSami i napędzanymi potężnymi silnikami łodziami motorowymi, czyhający na najbardziej zatłoczonych szlakach handlowych świata. Piractwo morskie to w dużej mirze pochodna pogłębiającej się przepaści między bogatymi a biednymi, upadku władz państwowej targanej politycznym i religijnym separatyzmem. Jak problemy w światowej wiosce przekładają się na nasze kłopoty można właśnie obserwować w przypadku zalewu nielegalnych emigrantów z Afryki; nikt dziś nie jest samotną wyspą.

Natężenie Somalijskich ataków oczywiście nie zmalało samo z siebie. Jest to przede wszystkim efekt globalnej współpracy i wysłania na tamtejsze wody marynarek największych mocarstw. Przykładem jest NATO-wska operacja wojskowo-morska Atalanta i aż dziw, że naszych tam nie ma, choć po prawdzie niespecjalnie mieliby czym tam popłynąć. Sami armatorzy zakupili zresztą nie tylko drut kolczasty, ale także wynajmują uzbrojonych ochroniarzy i dramatyczne przykłady ich skuteczności może każdy podejrzeć na you tube.

Niestety natura nie znosi próżni i ostatnio notuje się wzmożoną aktywność piratów w cieśninie Malakka, w południowo-wschodniej Azji, na drugim najważniejszym szklaku transportu ropy naftowej świata, gdzie obiektem ataków stały się mniejsze tankowce. Tankowce czy kontenerowce, piratom chodzi o przewożony towar i same statki z załogą, a raczej ich wartość idącą w milionach, a to wszystko starają się spieniężyć drogą okupu. Współcześni piraci to brutale i rabusie, okradają załogi, mordują marynarzy, podpalają zajęte statki, ale najważniejsze są zawsze finanse. Według danych Banku Światowego koszty okupów zapłaconych piratom wyniosły w latach 2005-2013 od 315 do 380 milionów dolarów, a same tylko piractwo somalijskie kosztowało światową gospodarkę od 5 do 9 miliardów dolarów.

Oczywiście kluczową rolę w zabezpieczaniu pirackich ryzyk odgrywają ubezpieczenia: „zwykłe” H&M (hull and machinery) i „specjalne” K&R (kidnap and ransom) i ubezpieczenia ryzyk wojennych (war risk). Ubezpieczeniowy underwriting to w przypadku pirackich ryzyk skomplikowana sprawa, dość powiedzieć, że regulacje wielu krajów uniemożliwiają płacenie czegokolwiek terrorystom, którzy często są mocodawcami piratów.

Piraci prosperują stąd i sami ubezpieczyciele nie mogą być szczęśliwi ze wzrostu problemu, dlatego można się domyśleć, że i od nich pochodziły naciski na rządy, żeby przegonić piratów. Jest przecież tyle „prostszych” ryzyk do ubezpieczenia, na przykład rosnący (jak donoszą ubezpieczeniowe źródła) równie globalny problem z okradaniem trucków z towarami przywiezionymi szczęśliwie do portów…

6 uwag o zarządzaniu kryzysem (świńskim)

0
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

„Skąd się to cholerstwo wzięło ??? Słyszał Pan o kolejnych ciężko chorych Panie Janku ? Co będzie dalej ??? ……”Tej treści rozmowy można coraz częściej usłyszeć w środkach komunikacji, w firmach, przy rodzinnych stołach. O mediach nie wspominając. Świńska grypa staje się jednym z najaktualniejszych tematów naszego życia prywatnego i służbowego. Jedni mówią: to afera „kręcona” przez koncerny farmaceutyczne, drudzy mówią: to histeria mediów, trzeci: wirus jest groźny…

Po pierwsze
Obecna sytuacja ma bez wątpienia cechy typowego kryzysu (crisis), choć jeszcze niedawno być może była jedynie problemem (issue). Główni aktorzy kryzysu bezwiednie powtarzają schematy zachowań, które różne organizacje „przećwiczyły” – z opłakanym zresztą skutkiem już wiele razy w przyszłości. Dość wymienić prawie 10 letnia nieskuteczną i nieefektywną walkę brytyjskiego rządu z tzw. chorobą szalonych krów czy przegraną walka o drogę przez Rospudę.
Po drugie
Decydenci nie zdają sobie najwyraźniej wciąż sprawy z podstawowego faktu,że dla wagi kryzysu nie jest tak naprawdę istotne czy jego przyczyna (w tym przypadku „świński wirus”) jest rzeczywisty i stanowi zagrożenie. Takie “mechanistyczne” pojmowanie kryzysu (realna przyczyna – realny skutek)jest już PRZESTARZAŁE i nie sprawdza się w
demokracji medialnego spektaklu. Istotne jest to że, ludzie WIERZĄ, iż wirus jest groźny.
Po trzecie
Równie daremna jest wiara decydentów, że społeczeństwo można przekonać,
że “rząd panuje nad sytuacją ponieważ nad nią panuje” – a resztą niech pozostanie tajna „dla dobra sprawy”.
Pustka informacyjna w kryzysie jest zawsze wypełniana przez spekulacje mediów.
Po czwarte
Metoda odwoływania się do opinii autorytetów kojarzonych w ten czy inny sposób,
chociażby z racji pełnionych funkcji, z rządem jest mało efektywna.
Doświadczenia wielu kryzysów firmowych i rządowych pokazują że, opinia publiczna w bardzo ograniczonym stopniu wierzy komunikatom wygłaszanym z szklanego okienka przez urzędników i wspierające ich gadające glowy. Wiara w autorytety spada sukcesywnie wraz z rozwijaniem się kryzysu.
Źródła z zakresu crisis management przytaczają np. takie warte przemyslenia wyniki badań:
6 uwag o zarządzaniu kryzysem
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

Oczywiście, może ktoś powiedzieć że, ludzie nie wierzą również firmom farmaceutycznym … Ale czy one kiedykolwiek kogokolwiek wprost przekonywały o konieczności zakupu swoich szczepionek ?
Po piąte
Gdy 1994 roku Intel zaproponował klientom wymianę wadliwie działających chipów tylko 1-3 % skorzystało z tej możliwości.
Ludzie niekoniecznie chcą się zaszczepić, ale CHCĄ mieć pewność, że taka możliwość będzie istniała, jeżeli tego zechcą lub sytuacja to wymusi.
Po szóste
Wiele wskazuje na to że przebieg wielu kryzysów ma istotne cechy wspólne i obrazuje to taki oto rysunek:
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

Myślę, że z kalendarzem w ręku można by spróbować zaznaczyć gdzie na wykresie nasi decydenci znajdowali się jeszcze tydzień temu, a gdzie znajdują się dzisiaj. Brak znamion zorganizowanego i planowanego zarządzania obecną sytuacją kryzysową wskazuje,że problem jest pod iluzoryczną kontrolą decydentów i może łatwo się spod niej „wyrwać”. Miejmy na nadzieję, że do tego nie dojdzie, choć życzyłbym sobie aby tajne rządowe komitety kryzysowe, o ile takie w sekretnych podziemiach mrówczo dzialają pochyliły się nad tą krzywą i uważnie ją przestudiowały….