Kryzys

Home Kryzys

Brexit Pandory jak lokomotywa niepewności

0
Brexit Pandory

Brexit Pandory >>>
Brexit rozpoczęty…! Brytyjski Premier Theresa May podpisała właśnie list zgodnie z którym Zjedniczone Królestwo zgodnie z artykułem 50 traktatu UE rozpoczyna 2 letni proces wychodzenia tego kraju z Unii Europejskiej.

Moment to niezwykle doniosły a naszym zdaniem może nawet tragiczny w historii Unii, bo nie tylko zmniejsza się ona po raz pierwszy w historii. Otwiera się gigantyczny obszar niepewności nie tylko dla samej Brytanii, ale całej Europy. Bo nikt nie wie jak to się zakończy, kiedy zakończy i w jakim kierunku właściwie podąży.

Puszka Pandory zotała otwarta.

Pandory, bo oprócz niestrudzonej grupy zwolenników niewidzialnej ręki mitycznego rynku i nieskrępowanej wolności od regulacji zastąpionych wolą Suwerena (piszemy o tym z przekąsem jako Czytelnik róznych teoretyków liberalizmu i nie tylko), mamy wrażenie że zupełnie inni “szatani” jak powiedział to kiedyś klasyk grają tu na skrzypcach. Mało to Brytole rozumieją, my natomiast w powietrzy czujemy tak dobrze znany swąd wschodniej prowokacji.

Trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek pozytywne ryzyka związane z Brexitem, ale może cud nastąpi, choć wątpliwe. Już za chwilę ha, ha na Brexit odpowiedzą Szkoci i by, by UK. 

Oczywiste, że jest polityka, ale i jest gospodarka, jest handel, jest ruch ludności. Jest cały łańcuch nieuniknionych wydarzeń, o któych w Polsce mowi się jakoś cichutko, choćby dotyczący funduszy unijnych, doplat dla rolników, funduszy infrastrukturalnych, to wszystko będziemy żegnać już za chwileczkę, może nawet w przyszlym roku.

Brexit, cały ten powrót do “żeby było tak jak bylo” to jest zawracanie globalizacji wiosłem i nie uda się to, nie uda.

Przede wszystkim zaś szaleni zwolennicy różnych Exitów nie pamiętają albi nigdy nie czytali historii Europy i nie rozumieją, że na końcu tej ścieżki, na wejście na która czekają olejni szaleńcy, są spalone miasta, wojna , pożoga, wrogość, nienawiść.  Oby to nie była prawda.

United we stand divided we fail.

Brexit Pandory, Brexit Pandory

Na słońcu plamy zarządzenie Obamy

0
na słońcu plamy

Barack Obama, odchodzący wkrótce po zwycięstwie (…) w wyborach prezydenckich w USA ciągle jeszcze urzęduje i 13 października tego roku podpisał Executive Order, czyli jak rozumiemy prezydenckie rozporządzenie, dyrektywę, dotyczący działań jaki rząd USA planuje podjąć w związku z rosnącym zagrożeniem wynikającym z aktywności slonecznej. W szczególności plam na Słońcu, które wywołują burze elektromagnetyczne. Te z koleji mogą wpływać na działanie urzadzeń na matce Ziemi (oraz w kosmosie jak to satelity wszelkiej maści i rodzaju), a w szczególności elektrowni i sieci energetycznych. Awarie tychże grożą krótszymi, a może i dluższymi wyłączeniami prądu na wielką skalę, słowem mniej lub bardziej totalnym black-outem, zgaśnieciem świateł w mistach i wściach i wyłaczeniem wszelkiego biznesu.

Science nie fiction

Nie wtajemniczonym, a nie interesującym się ryzykiem sprawa może się wydawać z gatunku science-fiction, ale jest jak najbardziej realna i opisana przez naukę. Wcześniej problem nie istniał lub miał o wiele mniejsze znaczenie, a to z tej prostej przyczyny, że taki Aleksander Wielki, a nawet Napoleon nie mieli jeszcze gospodarek opartych na energii elektrycznej i choć wzmaganie się aktywności słonecznej jest cykliczne i prehistorycze, to sieci energetyczne mamy zupełnie od niedawna.

Na słońcu plamy od Carringtona

Tego rodzaju burze magnetyczne, o ktorych mowa noszą rownież miano efektu Carrington od nazwiska brytyjskiego obserwatora amatora, który zapoznał je w 1859 roku. Od tego czasu mamy już zewidencjonowany potencjalnie katastroficzny, a często zupełnie rzeczywisty wpływ “Carringtonów” na siecie jak to na przyklad 9 godzinna przerwa w dostawie prądu w kanadyjskiej prowincji Quebec w 1989, czy 1 godzinne wydarzenie w roku 2003 obejmujące zakloceniami w dostawie energi i dzialaniu telekomunikacji, które objęło całą Szwecję w roku 2003 (tak zwany Hallowen Storm).

No więc problem jest całkiem poważny, ba Megapoważny bo sztormy słoneczne występują regularnie, a scenariusze, które można znaleźć w źródłach szacują potencjalne straty gospodarcze Ziemi, przy worst case nawet na 3,9 % GDP, c. 2,693 mld dolarów. A dla pewnosci potwierdzimy przypuszcenia P.T. Czytelników Ryzykonomii, że OWU ubezpieczeń takich lub innych generalnie szkód z tytułu Carringtona wogóle nie ujmują.

Dla zainteresowanych, link do rozporządzenia Prezydenta Obamy zamieszczamy poniżej. Warto obejrzeć, bo jest to dokument

profesjonalnie napisany. Dodam, że my w Polsce planu na okoliczność Carringtona nie mamy, i ile mi wiadomo, nic się w temacie specjalnie nie podejmuje. Oczywiście na Słońce wpływu mieć nie będziemy póki co, ale na kryzys zawsze należy sie przygotowywać, szczególnie że nie jest to żaden czarny łąbądź.
https://www.whitehouse.gov/the-press-office/2016/10/13/executive-order-coordinating-efforts-prepare-nation-space-weather-events

 

 

Curricany i POLSKA ODPORNOŚĆ 1.0

0
polska odporność

POLSKA ODPORNOŚĆ 1.0 >>>
Tak się składa, jestem w zasięgu lokalnego radia i codziennie słyszę kolejne, przygnębiające informacje dotyczące rejonów dotkniętych huraganem “z Rytla”. Wbrew pozorom kryzys tam się nie skończył, tylko trwa. Jedynie oficjele i kamery wyjechały.

Dzisiaj w radio (sic) był apel, aby nie przyjmować jak rozumiem niezwykle zaniżanych wycen szkód dokonywanych przez ubezpieczycieli. Trudno to Redakcji Ryzykonomii ocenić, ale coś musi być na rzeczy, pewnie ludziom się śpieszy, idzie zima, są wystawieni „na strzał…”. Obrzydliwe skądinąd….

A już słyszymy o mega katastrofach w Ameryce wiatry wieją po 350 kilometrów na „h”. Jak mówią meteorolodzy już się skala Saffira-Simpsona skończy. I biorąc pod uwagę ocieplenie oceanów, gdzie rodzą się huragany, trzeba ją będzie poszerzyć o „curricany”  (o ile dobrze usłyszałem wypowiedź eksperta w radio) wiejące może i 400 i 500 kilometrów na godzinę!!! Straszliwa niszcząca siła…

Wnioski oczywiście płyną oczywiste, że klimat się zmienia i jeżeli nawet nie jest to międzynarodowy spisek, jak to ocenił prof. Twitter Trump to efekty są widoczne i w Ameryce i w Polsce.
No więc musimy spodziewać się kolejnych klęsk żywiołowych w Polsce. Nie mówię nawet o MEGA smogu, rakotwórczym huraganie , który za chwilę znowu zawiśnie nad Polską.
Ale i innych katastrofach, terroryzmie, wypadkach , powodziach i innych tragediach. I cyberatakach też.

Tu trzeba COŚ z tym zrobić.

Jak widać po kolejnych tragediach i dramatach te wszystkie Ustawy i Komórki „ds.” , którymi zasypana jest Polska w sytuacji realnego zagrożenia okazują, delikatnie mówiąc, niewielką wartość. Kiedy przychodzi co do czego, trup ściele się gęsto, dowodzenie zawodzi a sprzątanie jest słabe i niezorganizowane.

Że coś jest na rzeczy dostrzegły już nawet Najwyższe Czynniki, które zapowiedziały kolejne ustawy, audyty i przeglądy. Niewątpliwie powołane zostaną kolejne komisje i raporty „do spraw”.
A czas leci.

Tu konieczną była TOTALNA zmiana świadomości, zakrojony na lata program POLSKA ODPORNOŚĆ 1.0 , która doprowadziłaby do realnej zmiany świadomości Polaków, jakie są ryzyka , jak się przygotowywać na ich wystąpienie i jak postępować kiedy się wydarzą.

Obecny system zarządzania kryzysowego, moim zdaniem nie zdaje egzaminu w większych niż zwykłych kryzysach. Choć oczywiście słusznie można zauważyć, że i z natury będą one coraz większe i nawet bogate Stany sobie z nimi nie radzą. 
Ale, pomyślmy, zróbmy taki eksperyment myślowy, co by było gdyby Polskę nawiedziła taki huragan jak w USA? Czy bylibyśmy w stanie ewakuować całe miasta, niech będzie w naszym przypadku kilkaset tysięcy ludzi, bo nie miliony. Czy jesteśmy na to przygotowani, gdy w Polsce dostęp do zapasowych źródeł pitnej wody ma może kilka procent ludności?

Oczywiście, masz rację Czytelniku, takie zmiany programy ryzykonomiczne to marzenia i mrzonki bo to także trzeba by ZORGANIZOWAĆ (to nielubiane u nas słowo) i mieć Wizję, z czym jeszcze gorzej.

Póki co POLSKA ODPORNOŚĆ 1.0 (albo nazwijcie to jak chcecie) to czysta fantazja o tyle, o ile kolejne nadchodzące katastrofy są w 100% pewne i realne.

POLSKA ODPORNOŚĆ POLSKA ODPORNOŚĆ POLSKA ODPORNOŚĆ

Active shooter czyli człowiek z bronią (cz. 1)

6
active shooter

Active shooter, Człowiek z bronią w firmie, szkole, centrum handlowym…To może przydarzyć się dzisiaj każdemu. Jak się zachować, co robić?! Dziś artykuł Pana Tomasza Goleniowskiego, eksperta z EOD TECH (link). Notka biograficzna Autora na końcu tekstu, dzisiaj pierwsza część. Warto przeczytać i polecić innym ! 

=======================================================

Szóstego maja 1925 roku w wileńskim w męskim gimnazjum im. Joachima Lelewela odbywał się egzamin maturalny. Nic nie wskazywało że tego dnia dojdzie do tragedii. Nawet, uporczywe rozmowy ucznia Stanisława Ławrynowicza z innym uczniem Januszem Obrąbalskim oraz wielokrotne upomnienia komisji egzaminacyjnej nie były czymś niezwykłym. Dopiero odebranie przez dyrektora Biegańskiego, arkuszów egzaminacyjnych, wywołało u obu uczniów gwałtowną reakcję. Ławrynowicz wyjął rewolwer i oddał kilka strzałów z rewolweru w kierunku komisji egzaminacyjnej, po wyczerpaniu amunicji, próbował użyć granatu ręcznego, lecz ten z niewiadomych przyczyn wybuchł mu w dłoni. Z chwilą, gdy wybuch granatu rozszarpał Ławrynowicza, jego kolega, Janusz Obrąbalski, także wyjął rewolwer i podjął próbę zabicia członków komisji egzaminacyjnej. Kiedy żaden z wystrzelonych pocisków nie dosięgnął celu, wybiegł na korytarz, gdzie podobnie jak Ławrynowicz próbował użyć granatu – ten jednak okazał się niesprawny. Zdesperowany Obrąbalski popełnił samobójstwo strzelając sobie z rewolweru w głowę

W efekcie śmierć na miejscu poniosło dwóch uczniów oraz nauczyciel, który zmarł kilka godzin później w szpitalu. Dziewięciu uczniów zostało rannych,
Pogrążeni w żałobie i zszokowani mieszkańcy Wilna odpowiedzieć sobie na pytanie jak to się stało i … „Dlaczego?”.
Niestety od 1925 roku ludziom w wielu krajach przyszło zadać sobie to pytanie jeszcze wiele razy. Wikipedia pod hasłem „rampage killers” podaje liczbę 1306 incydentów, które można zakwalifikować jako atak masowego zabójcy.
W różnych krajach, różnie to zjawisko jest nazywane, do celów tego opracowania autor przytoczy te najczęściej używane.

Masowy morderca
W krajach anglosaskich (Wielka Brytania, Stany Zjednoczone) używa się określenia „active shooter”. Określenie to zostało zdefiniowane przez U.S. Department of Homeland Security. Według tej agencji pojęcie „active shooter” oznacza: Strzelec to osoba aktywnie zaangażowana w zabijanie lub usiłowanie zabijania ludzi w zamkniętym i zaludnionym obszarze, w większości przypadków przy użyciu broni palnej.
Inne spotykane określenia to: „mass shooter”, „mass murder” „spree killer”, masowy morderca. Niezależnie od sposobu nazwania tego zjawiska lub też sprawcy, opisywane jest to samo zjawisko. Na potrzeby referatu autor używał będzie określenia „active shooter”, jako najbardziej rozpoznawalnego.
Tak jak autor wspomniał wcześniej, sprawca najczęściej jest aktywnie zaangażowany w zabijanie lub usiłowanie zabijania ludzi w zamkniętym obszarze. W większości wypadków sprawca używa broni palnej (szczególnie w Stanach Zjednoczonych). Jednak zdarzają się tacy sprawcy którzy używają innych narzędzi.
W praktyce sprawca może używać:
– samochodu, (samochodu ciężarowego)
– sprzętu budowlanego (buldożer),
– noża,
– maczety,
oraz o czym już wspomniałem broni palnej.

Najczęściej „active shooter” atakuje w takich krajach jak Stany Zjednoczone, i to z tym krajem kojarzy się najwięcej masakr. Jednak na nieco mniejszą skalę
i z znacznie mniejszą liczbą ofiar z tym zjawiskiem spotkały się też społeczności takich krajów jak Wielka Brytania, Niemcy, Czechy czy Polska.
W ostatnich latach na terenie RP miały miejsce zdarzenia, które można zakwalifikować jako zjawisko „active shooter:

>>„20 lipca 2014 r około północy 32-letni mieszkaniec Redy wjechał samochodem na „Monciak” obok kościoła garnizonowego. Potem jechał deptakiem z prędkością około 60 kilometrów na godzinę. Dojechał do samego mola, rozbił bramki wejściowe, wjechał w tłum osób, które oglądały film w kinie letnim i dojechał do końca drewnianej części pomostu. Potem zawrócił i znów popędził w stronę Monciaka”.
>> „19 października 2012 roky do biura poselskiego w Łodzi niedaleko ulicy Piotrkowskiej wszedł nieznany active shooter, mężczyzna i przy użyciu prawdopodobnie broni gazowej przerobionej na ostrą oraz noża, zaatakował obecne w biurze osoby. Jedna osoba zginęła na miejscu, a druga jest ciężko ranna.”
>>„15 grudnia 2014 roku jedna osoba nie żyje a cztery zostały ranne, w ataku
na siedzibę Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie (pow. skierniewicki). 62-letni mężczyzna oblał łatwopalną substancją urzędniczki i podpalił.”
>>„W wyniku strzelaniny pomiędzy 39-latkiem, który zabarykadował się
w mieszkaniu w Rybniku a policją, rannych zostało siedem osób. Żona napastnika została postrzelona w klatkę piersiową.”

Opisane powyżej zdarzenia noszą wszelkie cechy zjawiska „active shooter”. Te cztery losowo wybrane przez autora zdarzenia łączy:
– zamknięty geograficznie lub architektonicznie obszar (molo/biuro/perymetr wokół miejsca z którego strzela sprawca),
– zabójstwo lub usiłowanie zabójstwa jak największej liczby osób,
– najczęściej ślepy (przypadkowy) wybór ofiar,
– sprawca używa narzędzia do zrealizowania swojego celu (samochód osobowy/samochód ciężarowy/broń palna/substancja łatwopalna/nóż).
– sytuacje trwały od kilkunastu sekund do kilkudziesięciu minut (w jednym przypadku sytuacja przeszła do oblężenia w związku z sytuacją zakładniczą).

Z różnych przyczyn obyło się bez dużej liczby ofiar, można to wiązać
z pewną nieudolnością sprawcy, brakiem wystarczająco skutecznego narzędzia, lub też brakiem mobilności oraz małą liczbą potencjalnych ofiar w obiekcie
w którym sprawca podjął próbę.
Oprócz opisanych wcześniej zdarzeń wydarzyło się w Polsce kilka innych sytuacji, które są mniej znane ze względu na brak zainteresowania mediów. Autor opracowania w swojej praktyce zawodowej wielokrotnie spotykał się z tym zjawiskiem, jednak próżno znaleźć o nich informację w środkach masowego przekazu. Przykładem takiego zdarzenia jest incydent z 18 lipca 2013 roku w Jastrzębiu Zdroju gdzie 43 letni górnik wprowadził się w stan upojenia alkoholowego, a następnie, przemieszczając się po mieście z około 0,5 kg ładunkiem materiału wybuchowego (górniczego), poszukiwał celu by się wysadzić (prawdopodobne usiłowanie samobójstwo rozszerzone). Został obezwładniony przed budynkiem przedszkola. To ostatnie zdarzenie autor opracowania przytoczył nieprzypadkowo, próbując wykazać że każdy z nas lub członek naszej rodziny może być narażony na kontakt z „active shooterem” w całkowicie przypadkowych okolicznościach nie związanych ze statusem, zawodem, zainteresowaniami, zaangażowaniem społecznym czy politycznym.
24 września 2014 roku w Chorzowie (woj. śląskie) na strzelnicy znajdującej się na terenie ośrodka harcerskiego Skaut w Parku Śląskim w Chorzowie doszło
do tragicznego zdarzenia. Jeden z komercyjnych klientów strzelnicy zastrzelił
z zimną krwią pracownika strzelnicy (instruktora), następnie dokonał zaboru kilku jednostek broni palnej, w tym karabinka samopowtarzalnego. Został powstrzymany przez interweniujących policjantów. W trakcie postępowania prokuratorskiego ustalono, że sprawca miał zamiar dokonać masowego zabójstwa w centrum handlowym – prawdopodobnie Silesia Center. Motywy tego działania nie są znane.
Autor artykułu ma nadzieję że przytaczając kilka zdarzeń które wystąpiły
w Polsce na przestrzeni ostatnich lat i miesięcy zwróci uwagę na to że jest jedynie kwestią czasu wystąpienie w Polsce incydentu typu active shooter na skalę podobną. Powinniśmy więc być przygotowani do radzenia sobie także i w takiej sytuacji.

Jak postępować by przeżyć atak
Wielu sprawców masowych morderstw można było powstrzymać. Nawet kilka miesięcy czy lat przed dokonaniem zbrodni, osoby te gromadziły broń, materiały i urządzenia wybuchowe, mówiły o tym co chcą zrobić, wykazywały nadmierne zainteresowanie sprawcami innych masowych morderstw, lub wykazywały skłonności do wybuchów niekontrolowanej agresji. Gdyby w ich otoczeniu znalazł się wtedy ktoś świadomy ich intencji oraz wykazał się wyobraźnią i obywatelskim poczuciem obowiązku, być może udałoby się zapobiec śmierci i okaleczeń wielu niewinnych ludzi.
Autorowi znany jest jeden taki przypadek. Sprawca strzelaniny, active shooter z Rybnika nielegalnie posiadał kilka jednostek broni palnej w tym pistolet maszynowy.
Po zdarzeniu, w trakcie policyjno-prokuratorskiego dochodzenia wykazano,
że praktycznie wszyscy sąsiedzi sprawcy oraz jego rodzina wiedzieli że:
– posiada nielegalnie kilka jednostek broni palnej,
– posiada materiały wybuchowe i środki inicjujące,
– miewa napady niekontrolowanej agresji wywoływanej nieadekwatnymi sytuacjami,

Gdyby wśród otoczenia sprawcy znalazł się ktoś kto zdecydowałby się poinformować o tym Policję, prawdopodobnie udało by się zapobiec strzelaninie.
W Polsce tzw. „osoba informująca” nadal określana jest pejoratywnie jako „kapuś”, „informator” jest kojarzona bardzo negatywnie z poprzednim systemem. To źle wróży budowaniu wśród polskich obywateli pozytywnych postaw obywatelskich związanych z informowaniem służb i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo publiczne o popełnianych przez współobywateli przestępstwach. Takich jak potencjalny active shooter. We Francji oraz Wielkiej Brytanii kilkukrotnie w 2014 roku służby zapobiegły aktom terrorystyczny, wykorzystując informacje od osób informujących. Najciekawsze jest to że nie były to w większości informacje konkretne (np. X posiada nielegalnie, broń palną), lecz informacje, które większości ludzi wydają się nieistotne – np. „do domu obok wprowadził się Y, nie pracuje, dysponuje dużą ilością pieniędzy, płaci gotówką, zakleił okna czarną folią, gromadzi w garażu duże ilości nawozu do trawnika”. Autor referatu ma nadzieję,
że postrzeganie „osób informujących” w Polskim społeczeństwie z biegiem czasu ulegnie zmianie.
Jednak zanim to nastąpi możemy zastosować kilka rozwiązań, by spróbować zapobiec znalezieniu się w sytuacji zagrożenia. Przede wszystkim, warto interesować się rzeczywistością, w której funkcjonujemy. Czasy, gdy z założenia informowano nas o zagrożeniach jedynie przy pomocy radia lub obwieszczeń, bezpowrotnie minęły. Niektórzy operatorzy cyfrowych platform telewizyjnych oferują serwisy informacyjne praktycznie bez przerwy.
Większość z nas posiada telefon z dostępem do Internetu lub dostęp do stałego łącza internetowego. Technologie te można odpowiednio wykorzystać do uzyskania szybkiego dostępu do informacji w tym do informacji na temat stanu bezpieczeństwa. W 2007 roku Polska stała się częścią Strefy Schengen, w praktyce oznacza to, że jeżeli w którymś z krajów Strefy służby podniosły alert w związku z np. zagrożeniem terrorystycznym, zagrożenie również może dotyczyć nas, w związku z tym, że przemieszczanie osób (w tym stanowiących zagrożenie) jest niczym nie ograniczony.
Naszą czujność powinniśmy wzmóc w okresie świąt religijnych, świąt związanych z wydarzeniami państwowymi, historycznymi lub politycznymi (rocznice, wybory itp.). Ryzyko znalezienia się w sytuacji typu „active shooter” wzrasta gdy jest się uczestnikiem wydarzenia o dużym wydźwięku polityczny, społecznym, kulturalnym, czy obyczajowym, autor ma tutaj na myśli w szczególności takie wydarzenia jak: „Marsz Niepodległości”, „Parada Równości”, „Masa Krytyczna” lub koncert artysty wywołującego duże emocje (Behemoth, Marylin Manson). Minimalizowanie ryzyka zostania ofiarą „active shootera”, może polegać na unikaniu w okresie świąt lub innych wydarzeń, zbiorowisk ludzkich a w szczególności dużych centrów handlowych, miejsc zgromadzeń lub nawet środków transportu zbiorowego.

By normalnie funkcjonować w społeczeństwie często nie da się uniknąć miejsc, które mogą przyciągnąć uwagę masowego mordercy typu active shooter.
Warto wtedy przyswoić sobie strategię opracowaną przez FBI, US Department of Homeland Security, City of Huston. Strategia została opracowana po analizie kilkuset zdarzeń tego typu. Założono że osoby, które znajdą się w miejscu i czasie w którym active shooter rozpocznie zabijanie (lub usiłowanie) mogą mieć znikome szanse na przeżycie (akt jest zwykle zaskoczeniem). Jednak osoby, które w porę uświadomią sobie zagrożenie, mogą zastosować strategię „RUN” (Uciekaj), „Hide” (Ukryj się)„Fight” (Walcz).

cdn….

O autorze
Tomasz Goleniowski – Pirotechnik oraz Ekspert Ochrony w Biurze Ochrony Rządu. Wykonywał obowiązki związane z ochroną osób objętych ustawową ochroną Biura Ochrony Rządu, zarówno w Polsce jaki poza jej granicami, także w strefie działań wojennych (Irak, Bagdad) – weteran działań poza granicami kraju. Technik bombowy w Zespole Minersko – Pirotechnicznym Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji Katowicach. Wchodził w skład Zespołu do Spraw Zwalczania Aktów Terroru Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.
Specjalizuje się w zagrożeniach związanych z materiałami i urządzeniami wybuchowymi oraz bronią palną, śledztwach po wybuchu materiałów i urządzeń wybuchowych oraz czynnościach operacyjnych i procesowych związanych z przestępstwami z użyciem materiałów wybuchowych i broni palnej.
Nauczyciel Stowarzyszony w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Instruktor inspektorów 
ds. broni chemicznej Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej OPCW. Referent w Polsce międzynarodowej bazy danych materiałów i urządzeń wybuchowych EOD TURPIN projektu prowadzonego przez Sécurité Civile France.
Powoływany wielokrotnie przez prokuratury oraz Instytut Pamięci Narodowej jako biegły 
w sprawach związanych z przestępstwami z użyciem materiałów wybuchowych, w tym w sprawach dotyczących zbrodni ludobójstwa lub zbrodni wojennych.
Obecnie właściciel, instruktor oraz wykładowca w firmie EOD TECH firmie oferującej szkolenia 
z zakresu bezpieczeństwa osobistego, obiektów i obszarów, a także poszukiwanie materiałów wybuchowych na obszarach lądowych, morskich oraz wodach śródlądowych.

active shooter

Tragedia w Rytlu – lessons NOT learned

1
tragedia w rytlu

>>>Tragedia w Rytlu – lessons NOT learned
Trudno wciąż o jednoznaczną ocenę katastrofy, która zdarzyła się w Rytlu. Zastrzegam więc, że kilka myśli, które poniżej oparte są na różnych relacjach mass mediów i mediów społecznościowych. Więc coś-niecoś jadnak wiadomo.

Nie jest dobrze.

Oczywiście samemu huraganowi nikt nie jest w stanie zapobiec, ale…
Dziwi mnie na przykład, że harcerze, w końcu zorganizowana grupa nie mają, albo nie biorą pod uwagę żadnych systemów wczesnego ostrzegania. Dostępnych choćby darmowych aplikacja na smartfona. Dopiero co wróciłem z gór, tam każdy chyba z doświadczeńszych wędrowców i skromny ja korzysta z takich aplikacji, burze pioruny, nic przyjemnego , można choćby zwiększyć swoje prawdopodobieństwo uniknięcia. Tam też bywa bez zasięgu, ale na pewno harcerze nie siedzą w miejscu, wierzyć się nie chce, że to taka całkowita komórkowa pustynia.

Dziwne, że na poziomie takich zorganizowanych imprez nie ma żadnych dobrych praktyk w zakresie katastrof i kryzysów. Nawet tak specyficznych, szczególnie, że drzewa już na wycieczki i młodzież spadały (tragedia w Ojcowie). Więc nie jest to nic dziwnego. Nikt nie słyszał o zmieniającym się klimacie?  “Polecam” grad wybijający szyby w autach, dopiero co w górach. Trąby powietrzne tu i ówdzie, białe szkwały etc. No, to już trzeba brać pod uwagę.

W końcu, może to lekceważenie ryzyk i nie jest dziwne, bo przecież zarządzania ryzykiem nikt u nas poważnie nie bierze. Ha, ha, znamienne przy tyn, że oficjele już pieją o kolejnych Ustawach. Nie tędy droga, nie tędy dyletanci. Był taki dowcip za komuny. “Na polu pada deszcz. Co się pierwsze zbiera? Ziemniaki cza kapustę? Odpowiedź: egzekutywa!”
Nie ustawami buduje się resiliance, odpornośc. Tu potrzebna jest praca od podstaw, eksperci a nie polityczni nominaci, z tej czy innej zwalczającej się także przy tej okazji opcji.
Oczywiście już najprostsza kwerenda w necie pokazuje , że są rozwiązania, punkty odniesienia, są przetarte ścieżki. Choćby tutaj przykład…

http://members.scouts.org.uk/factsheets/FS320008.pdf

No dobrze, zostawmy harcerzy. W końcu ofiary tego dramatu… Ale przeraża co działo się dalej. O ile rozumiem, służby pojawiły się na miejscu (podobno) około czwartej nad ranem. Czyli po 4-5 godzinach, drogi były nieprzejezdne rozumiemy, ale co z drogą lotniczą? Wiatr ciągle wiał? To jest środek Polski, a nie Amazonia!
Mamy supernowoczesne pogotowie lotnicze, a choćby morski SAR lata w każdej pogodzie, Rytel jest coś pól godziny lotu od wybrzeża. Oczywiście jeżeli SAR ma śmigłowce, inna sprawa, że mu się rozsypują, a nowych zamiast tych złych Caracali ani widu…
Najszybciej i chwała za to i szacunek, włączyły się służby na lokalnym poziomie, mieszkańcy, sąsiedzi. I to pokazuje najlepiej gdzie powinno się budować odporność – jak najniżej. W mieście, w gminie.

Inna sprawa na pewno nie były to oddziały leśnych ludzi, a straż pożarna, pogotowie. Wreszcie wolontariusze, czapki z głów dla Was. Obrona cywilna z prawdziwego zdarzenia też by się przydała, gdyby była. Ale nie ta, która ma obserwować współobywateli i walczyć ze specnazem. Tylko prawdziwa obrona cywila, jak w nowoczesnym państwie. Nawiasem mówiąc, kuzyn z Australii jest super przeszkolonym antykryzys- wolontariuszem w Australii, skoki ze spadochronem, walka z pożarami buszu itp. tam to honor i rzecz normalna. Ale też profesjonalnie zorganizowana. Gdzie takie organizacje u nas?

Natomiast z akcją władz centralnych to już zupełna porażka, dramat. Wojsko zostało włączone po 3 dniach (!!!) , żeby tylko bo… Potem następowały wydarzenia PR w stylu malowanie trawy na zielono, na przyjazd VIPów dla telewizji. Dramat, dramat, dramat… Wstyd ! Zero honoru, który umarł. Są na to liczne relacje w necie.
Ciekawe, że jak zawsze w sytuacjach kryzysowych, parafrazując poetę „ludzie wielcy stają na wysokości zadania, a trzęsą się portki pętakom”. Ale to już wielokrotne przerabialiśmy i zawsze płacimy za to wysoką cenę, lessons NOT learned.

Reasumując, te gorące myśli….
A! Oczywiście już pojawiły się zapewnienia, że Rząd za wszystko zapłaci, bo huragan zdemolował cały region, widzieliśmy ślady jadąc tam ostatnio pociągiem. No przecież! Wyborcy! Dobry Rząd pomoże, nie trzeba się ubezpieczać…A statystyki są nieubłagane, Rząd wyjeżdża, a obiecane pieniążki nie dochodzą, nie dochodzą…

No więc…będzie z tej tragedii, jakikolwiek straszne mówić, pożytek? Oczywiście, że nie. Albo ledwie co. Będzie kolejna Ustawa, może każdy harcerz będzie musiał zdobyć sprawność meteorologa, ale na pytanie o zarządzanie ryzykiem, rejestr ryzyk kolonii, obozu, wycieczki, najprostszą analizę zagrożeń dalej będą nam pukać z pobłażaniem w czoło. Co ma być to będzie, kto by to robił, Polacy nic się nie stało.
Nie musisz zarządzać ryzykiem, przetrwanie nie jest obowiązkowe…

tragedia w Rytlu, tragedia w Rytlu, tragedia w Rytlu