Kryzys

Strona główna Kryzys Strona 2

Wielki kryzys reputacyjny VW

0
D&O

Światowe media informują! Wielki kryzys reputacyjny Volkswagena.

Grupa Volkswagen (VW, Audi, Skoda, Seat, Lamborghini, Bentley, Bugatti, Scania)  jest drugim producentem samochodów na świecie (10,4 milionów w 2014) . Koncern jest oskarżany o celowe fałszowanie wyników badań emisji spalin niektórych modeli VW i Audi sprzedawanych na rynku amerykańskim. Skutki finansowe ryzyka (jak na dzisiaj) to 20% spadek wartości akcji oznaczający „wyparowanie” 16 miliardów Euro, konieczność utworzenia rezerw na pokrycie kosztów ewentualnych zmian w sprzedawanych pojazdach szacowane od 6 do 18 miliardów dolarów. Amerykański regulator nakazał product recall nawet 500 000 pojazdów. Sprawa wydaje się być”rozwojowa”, więcej analiz wkrótce…

Map ryzyka powodziowego nie będzie

0
map ryzyka

Map ryzyka powodziowego nie będzie w gminach… póki co, a w każdym razie powszechnych i „poprawnych”, jak się dowiadujemy w źródłach zbliżonyych do Ryzykonomii.
Ciekawa sprawa, bo miało to być lekarstwo na trapiące, szczególnie południe kraju (ale ostatnio na przykład Gdańsk) regularne potopy. Takie mapy to rzecz ważna zarówno dla obywatela jak i biznesu, sprawa oczywista i roziwjane na całym, w każdym razie cywilizowanym świecie. Miało więc być pięknie a wyszło, jak zawsze…

Już w ubiegłym roku nowelizacja ustawy Prawo Wodne wprowadziła fakultatywność „brania pod uwagę” sporządzonych już map ryzyka powodziowego przy planach zagospodarowania przestrzennego. Miało to wynikać z ich możliwej niewiarygodności, które to stwierdzenie jest same w sobie jest ciekawe, bo Ryzykonomia na swoim ekranie radarowym odnotowała, że od jakiegoś czasu praca nad tym pożytycznm ćwiczeniem wreła zakulisowo i jak się domyślamy nie bez-pieniężnie.
A plan zagospodarowania to także kwestia kluczowa dla każdego inwestora, wiadomo.

Teraz czytamy, że Ministerstwo Środowiska nie ma (na razie) pieniędzy na sporządzenie „poprawnych” map ryzyka powodziowego….

Więc ze spokojem czytamy, że map ryzyka nie będzie i pozostaje nam czekać na kolejny wodny dopust boży. Polacy nic się nie stało, Polacy nic…. lalalala

Zabezpieczenie imprez masowych (video EOD Tech)

0

Uwaga: kliknij strzałkę odtwarzania w linku do filmu na obrazku powyżej.

Ryzykonomia wielokrotnie pisała na tym forum o kwestii bezpieczeństwa imprez masowych. Jeszcze w 2010 roku (link) u zarania naszego blogowania i niestety „przy okazji” kolejnych katastrof w trakcie imprez masowych.
Takich jak w czasie Love Parade w Duisburgu 24.10,2010 czy tragedii w efekcie paniki w trakcie bydgoskich juwenali w październiku 2015. 

To niezwykle ważny społecznie temat związany z zarządzaniem kryzysowym, terroryzmem i oczywiście z samym zarządzaniem ryzykiem. 

W załączonym niezwykle ciekawym clipie przygotowanym przez naszych przyjaciół, światowej klasy ekspertów z EOD Tech (link do strony) .

Film pokazuje zwykle dla nas niewidoczne kulisy przygotowania imprezy masowej, tak abyśmy wszyscy czuli się bezpiecznie. Polecamy.

Mamy już wstępną zgodę eksperta z EOD Tech, Pana Tomasza Goleniowskiego na wywiad „w temacie” w Podcastcie Ryzykonomia (już dostępne 3 odcinki na iTunes, Stritcher, Spreaker, Tunein, platformach Android i Windows).

Stay tuned ! Wkrótce.

ps. Jak donoszą dobrze poinformowane źrodła pies na filmie nazywa się Czabor. Brawo Czabor !

Noego marnotrawni synowie

0
noego

Na pewno nikt tak dobrze jak ubezpieczeniowcy nie rozumie, że świat jest dzisiaj pełen nowych „fikuśnych” ryzy, bo to i cyber i odpowiedzialność cywilna, i własność intelektualna i regulacje coraz bardziej udziwniane… Ale też zawsze pamiętają i z tą wiedzą dzielą się z klientami, że fundamentem ryzykonomii jest adresowanie ryzyk starych jak świat, których źródłem jest Matka Natura. Ot choćby pogoda, a w tym stare jak świat ryzyko powodzi, którym już Noe zarządzał z nienajgorszym przecież skutkiem.  Ale czy my, nad Wisłą czegokolwiek nie tylko z Potopu (haha, nie tylko tego) sie nauczyliśmy ?

3 500 000 000 i rośnie

Powodzi, prawie biblijnych nie brakuje nam również w Polsce; pamiętamy powódź tysiąclecia z 1997 roku, 56 ofiar i straty szacowane na 3,5 miliarda dolarów. Potem pomniejszych powodzi też wystarczyło ba, wydarzają się one w coraz mniej oczekiwanych miejscach. Tak, jak ostatnie zalanie centrum Gdańska, wielu domów i biznesów. I co mniej znane, przerwanie na kilka tygodni w efekcie tegoż nawalnego deszczu funkcjonowania odcinka Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, dopiero co szumnie otwartej miliardowej inwestycji współfinansowanej z funduszy unijnych.

Klimat nadchodzi

Oczywiście zmiany klimatu to jedna sprawa, ta hipoteza ma swoich zwolenników i wiernych przeciwników, ale nie ma przy tym wątpliwości, że samych powodzi będzie coraz więcej. Choćby z tego powodu, że wszystko naokoło zabetonowujemy, woda nie wsiąka (ot, truizm) w ziemię, płynie gdzie chce, przelewając się z wciąż zbyt małych zbiorników retencyjnych i nieuregulowanych rzek. Więc powodzi będzie więcej, tak jak na nowo wykreowanych działalnością ludzką terenach zalewowych w Gdańsku. Koszty ekonomiczne powodzi też rosną, kraj się bogaci, powstają fabryki, sklepy i mieszkania, infrastruktura.
Oczywiście, ubezpieczenia majątku na wypadek powodzi to jedna sprawa, z tym jak zawsze u nas słabo. Ale inna sprawa, to podejmowanie działań, przede wszystkim zaradczych, budujących naszą narodową i lokalną odporność na wodne ryzyko. Tematu gospodarki wodno-kanalizacyjnej i wiekowych zaniedbań nie będziemy tutaj poruszać, przypomnijmy jednak, że doskonałym i przecież nie aż tak drogim pomysłem (w stosunku do potencjalnych strat) miało stać się zewidencjonowanie ryzyk powodziowych kraju za pomocą tak zwanych map zagrożenia powodziowego.

Imperatywy Noego odrzucone

Imperatyw mapowanie zagrożenia powodziowego pochodzi jeszcze z regulacji Unii Europejskiej z 2007 roku, a powtórzony w nowelizacji rodzimego Prawa Wodnego z roku 2011. Niezwykle pożyteczne ćwiczenie, które już do 2017 roku miało dać obywatelom i inwestorom wszelkiej maści i rodzaju, wiedzę na przykład o tym, z jakim ryzykiem powodzi musimy się liczyć na terenie, na którym żyjemy i pracujemy lub pracować i żyć planujemy. Co kluczowe, mapy takie miały być obowiązkowo brane pod uwagę przy sporządzaniu planów zagospodarowania przestrzennego. Wszystko łatwo dostępne i skomputeryzowane w ramach Informatycznego System Osłony Kraju przed nadzwyczajnymi zagrożeniami (ISOK).

Oczywista oczywistość, żeby nie budować tam, gdzie będzie wielka woda, choć są i tacy, co by woleli, bo taniej, bliżej lub wygodniej, co ma być to będzie, ale cena takiej lekkomyślności jest wysoka i w dłuższym okresie czasu nieuchronna.

Niestety miało być dobrze, ale wyszło jak zawsze, bo już w ubiegłym roku nowelizacja ustawy Prawo Wodne wprowadziła fakultatywność „brania pod uwagę” sporządzonych już map ryzyka powodziowego przy planach zagospodarowania przestrzennego. Miało to wynikać z możliwej ich niewiarygodności, które to podejrzenie samo w sobie jest ciekawe, bo jak można było zauważyć, od jakiegoś czasu praca nad pożytecznym ćwiczeniem mapowania powodzi wrzała powszechnie i jak się domyślamy nie bez kosztowo.

Jak zawsze

Niedawno zaś przypłynęła z kręgów około ministerialnych kolejna informacja, że nie ma (na razie) pieniędzy na sporządzenie „poprawnych” map ryzyka powodziowego, więc obecne mapy można, ale nie trzeba brać pod uwagę przy planowaniu rozwojów miast i wsi. Trzeba też zauważyć, że oprócz wyjaśnień kosztowych pojawiają się i takie, że to również efekt presji wywieranej na regulatora ze strony samorządów, którym owe mapy ograniczały możliwości rozbudowy i rozwoju. Ale czy obecni inwestorzy zalani przyszłą wodą, którą przewidywały owe „nieobligatoryjne” mapy ryzyka popowodziowego nie wytoczą w przyszłości samorządom procesów o odszkodowania, oto kolejne pojawiające się pytanie. Ciekawe też jak do kwestii mapowania podejdą ubezpieczyciele, mając świadomość, że inwestycja powstaje na terenie uznanym, choćby wstępnie, za teren zalewowy.

Jak by nie było, nie chce się wierzyć w aż taką narodową lekkomyślność i lekceważenie dla wielkiej wody. Argument antyrozwojowy i kosztowy zmyje zaś nieuchronnie gromadząca się w chmurach, czekająca na kolejną ulewę stu lub tysiąclecia, woda. Ani od Noego, ani nikogo innego nic się nie nauczyliśmy, niestety.

Cyberataki i pentesty, ogólny zarys.

0
cyberataki

Pentesty: bezpieczeństwo teleinformatyczne jest w dzisiejszych czasach bardzo ważne i nie może być lekceważone zarówno przez duże firmy, jak i zwyczajnych użytkowników internetu.

Nieodpowiedni poziom bezpieczeństwa w sieciach firm i innych organizacji może mieć fatalne konsekwencje, takie jak

Tragedia w Rytlu – lessons NOT learned

1
tragedia w rytlu

>>>Tragedia w Rytlu – lessons NOT learned
Trudno wciąż o jednoznaczną ocenę katastrofy, która zdarzyła się w Rytlu. Zastrzegam więc, że kilka myśli, które poniżej oparte są na różnych relacjach mass mediów i mediów społecznościowych. Więc coś-niecoś jadnak wiadomo.

Nie jest dobrze.

Oczywiście samemu huraganowi nikt nie jest w stanie zapobiec, ale…
Dziwi mnie na przykład, że harcerze, w końcu zorganizowana grupa nie mają, albo nie biorą pod uwagę żadnych systemów wczesnego ostrzegania. Dostępnych choćby darmowych aplikacja na smartfona. Dopiero co wróciłem z gór, tam każdy chyba z doświadczeńszych wędrowców i skromny ja korzysta z takich aplikacji, burze pioruny, nic przyjemnego , można choćby zwiększyć swoje prawdopodobieństwo uniknięcia. Tam też bywa bez zasięgu, ale na pewno harcerze nie siedzą w miejscu, wierzyć się nie chce, że to taka całkowita komórkowa pustynia.

Dziwne, że na poziomie takich zorganizowanych imprez nie ma żadnych dobrych praktyk w zakresie katastrof i kryzysów. Nawet tak specyficznych, szczególnie, że drzewa już na wycieczki i młodzież spadały (tragedia w Ojcowie). Więc nie jest to nic dziwnego. Nikt nie słyszał o zmieniającym się klimacie?  „Polecam” grad wybijający szyby w autach, dopiero co w górach. Trąby powietrzne tu i ówdzie, białe szkwały etc. No, to już trzeba brać pod uwagę.

W końcu, może to lekceważenie ryzyk i nie jest dziwne, bo przecież zarządzania ryzykiem nikt u nas poważnie nie bierze. Ha, ha, znamienne przy tyn, że oficjele już pieją o kolejnych Ustawach. Nie tędy droga, nie tędy dyletanci. Był taki dowcip za komuny. „Na polu pada deszcz. Co się pierwsze zbiera? Ziemniaki cza kapustę? Odpowiedź: egzekutywa!”
Nie ustawami buduje się resiliance, odpornośc. Tu potrzebna jest praca od podstaw, eksperci a nie polityczni nominaci, z tej czy innej zwalczającej się także przy tej okazji opcji.
Oczywiście już najprostsza kwerenda w necie pokazuje , że są rozwiązania, punkty odniesienia, są przetarte ścieżki. Choćby tutaj przykład…

http://members.scouts.org.uk/factsheets/FS320008.pdf

No dobrze, zostawmy harcerzy. W końcu ofiary tego dramatu… Ale przeraża co działo się dalej. O ile rozumiem, służby pojawiły się na miejscu (podobno) około czwartej nad ranem. Czyli po 4-5 godzinach, drogi były nieprzejezdne rozumiemy, ale co z drogą lotniczą? Wiatr ciągle wiał? To jest środek Polski, a nie Amazonia!
Mamy supernowoczesne pogotowie lotnicze, a choćby morski SAR lata w każdej pogodzie, Rytel jest coś pól godziny lotu od wybrzeża. Oczywiście jeżeli SAR ma śmigłowce, inna sprawa, że mu się rozsypują, a nowych zamiast tych złych Caracali ani widu…
Najszybciej i chwała za to i szacunek, włączyły się służby na lokalnym poziomie, mieszkańcy, sąsiedzi. I to pokazuje najlepiej gdzie powinno się budować odporność – jak najniżej. W mieście, w gminie.

Inna sprawa na pewno nie były to oddziały leśnych ludzi, a straż pożarna, pogotowie. Wreszcie wolontariusze, czapki z głów dla Was. Obrona cywilna z prawdziwego zdarzenia też by się przydała, gdyby była. Ale nie ta, która ma obserwować współobywateli i walczyć ze specnazem. Tylko prawdziwa obrona cywila, jak w nowoczesnym państwie. Nawiasem mówiąc, kuzyn z Australii jest super przeszkolonym antykryzys- wolontariuszem w Australii, skoki ze spadochronem, walka z pożarami buszu itp. tam to honor i rzecz normalna. Ale też profesjonalnie zorganizowana. Gdzie takie organizacje u nas?

Natomiast z akcją władz centralnych to już zupełna porażka, dramat. Wojsko zostało włączone po 3 dniach (!!!) , żeby tylko bo… Potem następowały wydarzenia PR w stylu malowanie trawy na zielono, na przyjazd VIPów dla telewizji. Dramat, dramat, dramat… Wstyd ! Zero honoru, który umarł. Są na to liczne relacje w necie.
Ciekawe, że jak zawsze w sytuacjach kryzysowych, parafrazując poetę „ludzie wielcy stają na wysokości zadania, a trzęsą się portki pętakom”. Ale to już wielokrotne przerabialiśmy i zawsze płacimy za to wysoką cenę, lessons NOT learned.

Reasumując, te gorące myśli….
A! Oczywiście już pojawiły się zapewnienia, że Rząd za wszystko zapłaci, bo huragan zdemolował cały region, widzieliśmy ślady jadąc tam ostatnio pociągiem. No przecież! Wyborcy! Dobry Rząd pomoże, nie trzeba się ubezpieczać…A statystyki są nieubłagane, Rząd wyjeżdża, a obiecane pieniążki nie dochodzą, nie dochodzą…

No więc…będzie z tej tragedii, jakikolwiek straszne mówić, pożytek? Oczywiście, że nie. Albo ledwie co. Będzie kolejna Ustawa, może każdy harcerz będzie musiał zdobyć sprawność meteorologa, ale na pytanie o zarządzanie ryzykiem, rejestr ryzyk kolonii, obozu, wycieczki, najprostszą analizę zagrożeń dalej będą nam pukać z pobłażaniem w czoło. Co ma być to będzie, kto by to robił, Polacy nic się nie stało.
Nie musisz zarządzać ryzykiem, przetrwanie nie jest obowiązkowe…

tragedia w Rytlu, tragedia w Rytlu, tragedia w Rytlu

Masowy morderca active shooter cz. 2

0
masowy morderca

Masowy morderca active shooter… Jak się zachować co zrobić kiedy na naszej drodze stanie człowiek z bronią? Dzisiaj druga część (cz. 1) niezwykle ciekawego artykuły Tomasza Goleniowskiego z EOD Tech (notka bio na końcu tekstu)
—————————————————————————————————-

„RUN” (Uciekaj), „Hide” (Ukryj się)„Fight” (Walcz).
Rys. 1.Diagram przedstawiający strategię RUN/HIDE/FIGHT 

masowy morderca

Źródło: opracowanie własne autora masowy morderca

Strategię RUN/HIDE/FIGHT autor zwizualizował na rysunku powyżej. Stosując daną strategię postepowania należy przestrzegać kilku zasad, które autor opisał poniżej.

Strategia Run/Hide/Fight
Gdy strzelec jest w Twojej okolicy – UCIEKAJ!
RUN:
– jeżeli masz drogę ucieczki, próbuj się ewakuować.
– wykorzystaj wyjścia ewakuacyjne.
– ewakuuj siebie i innych (niezależnie od tego czy chcą tego czy nie).
– pozostaw swoje rzeczy osobiste. Twoje życie jest ważniejsze.
– pomóż innym uciec, jeśli to możliwe. masowy morderca
– uniemożliwiaj innym wchodzenie do strefy zagrożonej.
– kiedy będziesz bezpieczny zadzwoń pod numer alarmowy.

Jeżeli ewakuacja jest niemożliwa – UKRYJ SIĘ!
HIDE:
– zamknij i/lub zablokuj drzwi.
– wyłącz oświetlenie.
– wycisz dzwonki i wibrację w telefonie.
– ukrywaj się za masywnymi obiektami.
– zachowuj się bardzo cicho.
– być poza zasięgiem wzroku napastnika.
– zapewniJ sobie ochronę, gdyby napastnik prowadził ogień w Twoim kierunku.
– ukrycie nie może być pułapką – w razie potrzeby powinno dawać szansę na jego opuszczenie.

W ostateczności i tylko jeśli Twoje życie jest w niebezpieczeństwie – WALCZ!
FIGHT:
– próbuj obezwładnić i rozbroić napastnika,
– działaj wykorzystując agresję fizyczną,
– wykorzystuj przedmioty z otoczenia, jako improwizowaną broń,
– bądź odpowiedzialny za swoje działanie.

W ostateczności i tylko jeśli Twoje życie jest w niebezpieczeństwie – walcz. MASZ PRAWO DO OBRONY!

Pamiętaj że:
obrona konieczna – okoliczność wyłączająca bezprawność czynu zabronionego,
dokonanie czynu w sytuacji obrony koniecznej oznacza, że sprawca nie będzie za niego ścigany – czyn nie był bowiem bezprawny,prawo to jest jednym z podstawowych praw podmiotowych człowieka.

Należy pamiętać że z każdej opisanej powyżej sytuacji można przejść
do następnej. Osoba która się ukryła może w odpowiedniej sytuacji uciec,
lub zmuszona do obrony życia walczyć. Bardzo ważne jest by wiedzieć,
jak zachowywać się, gdy do obiektu, w którym wystąpiła sytuacja „active shooter”, przybędą służby porządkowe. Zachowanie się w takiej sytuacji również jest istotne.

W sytuacji „active shooter” tak, jak w sytuacji zakładniczej, trudno szybko
 rozróżnić kto jest kim. Sprawca (np. po porzuceniu broni) na pierwszy rzut oka może zostać zidentyfikowany jako ofiara lub odwrotnie, ofiara zachowująca się niejednoznacznie może zostać mylnie wzięta za sprawcę. Całe zdarzenie często jest dynamiczne. Krzyki, dym powstały w wyniku używania broni palnej i ułamki sekund na decyzję – sytuacja w której interweniujący funkcjonariusz musi prawidłowo zinterpretować sytuację. Dlatego w sytuacji „activ shooter” lub też
w sytuacji zakładniczej, gdy do rozwiązania sytuacji zostaje skierowany zespół interwencyjny lub też gdy opuszczamy zagrożony obiekt powinniśmy:
zachować spokój,wykonywać polecenia interweniujących funkcjonariuszy, podnieść ręce do góry i trzymać dłonie szeroko otwarte w kierunku funkcjonariuszy, staraj się unikać gwałtownych ruchów,nie proś napotkanych funkcjonariuszy o pomoc – jak najszybciej kieruj się do wyjścia ewakuacyjnego.

Po ataku masowego zabójcy, gdy masz możliwość poinformowania służb, zapamiętaj że najważniejsze dla służb informacje, które powinieneś zapamiętać to:
– lokalizację „shootera”,
– ilość strzelców (jeżeli jest więcej niż jeden),
– cechy fizyczne strzelca (strzelców),
– rodzaj oraz ilość broni używanej przez sprawców,
– ilość potencjalnych ofiar.Spodziewaj się interwencji funkcjonariuszy Policji.

Kompetencje związane z rozwiązywaniem sytuacji typu active shooter, masowy morderca

Incydenty związane z aktywnym strzelcem, zwykle rozpoczynają się błyskawicznie, trwają od kilkunastu sekund do kilkudziesięciu minut, zwykle jest to jednak czas nie dłuższy niż 15 minut. Jednostki Policji przeznaczone
do fizycznego zwalczania terroryzmu, począwszy od Biura Operacji Antyterrorystycznych KGP (BOA), poprzez Wydział Realizacji Komendy Stołecznej Policji (WR KSP), Samodzielne Pododdziały Antyterrorystyczne Policji (SPAP) oraz Sekcje Antyterrorystyczne (SAT) w Komendach Wojewódzkich Policji są mobilne, ale w sposób niewystarczający do skutecznego reagowania na incydent „active shooter”.

lokalizacja jednostek
Rys. 2.Lokalizacja jednostek policji przeznaczonych do fizycznego zwalczania terroryzmu.Źródło: autor na podstawie „Współczesny wymiar terroryzmu” Kuba Jałoszyński, wydawnictwo TRIO, Warszawa 2008,

Nie oznacza to że w przypadku jego wystąpienia nie są uruchamiane, jednak zwykle incydent ulega rozwiązaniu przed ich przybyciem. Jednostka taka jest
w stanie wejść do akcji tylko wtedy gdy sytuacja się przedłuża oraz przekształca się w „sytuację zakładniczą” lub „oblężenie”. Pierwsi interweniujący policjanci zwykle są to funkcjonariusze jednostek terenowych (powiatowych, miejskich, lub komisariatów). Sytuacja, którą zastają skierowani do takiego zdarzenia policjanci wymaga szybkiej i pewnej reakcji, często związanej z użyciem broni palnej.

W Stanach Zjednoczonych do obowiązkowego szkolenia policjantów „pierwszoliniowych” wprowadzono cykl programów szkoleniowych o różnym stopniu zaawansowania:
Responding to an Active Shooter (podstawowy),
The Law Enforcement First Responder Training Program (LEFRTP),
The Active Shooter Threat Instructor Training Program (ASTITP),
The Active Shooter Threat Training Program (ASTTP).

Oprócz odpowiedniego wyszkolenia policjanci patrolowi są wyposażeni
w broń wsparcia (karabinki) oraz kamizelki kuloodporne typu ciężkiego. Wprowadzenie ciężkiego uzbrojenia dla „policjantów terenowych” w USA nastąpiło po strzelaninie w North Hollywood (Kalifornia) która miała miejsce 28 lutego 1997 roku pomiędzy dwoma bankowymi złodziejami Larrym Eugenem Phillipsem Juniorem i Emilem Dechebalem Matasareanu, a funkcjonariuszami Policji i FBI, (historia doczekała się ekranizacji – 44 Minutes: The North Hollywood Shoot-Out w reżyserii; Yves’a Simoneau).
Idea „Law Enforcement First Responder” w USA polega na tym, że w chwili wysłania kilku patroli do miejsca takiego zdarzenia tworzą one zespół (lub zespoły), które w jak najszybszy sposób dostępnymi metodami (taktyka) likwidują zagrożenie, lub odizolowują sprawcę od potencjalnych ofiar. masowy morderca
Na gruncie polskim podjęto próbę stworzenia takich zespołów w Komendach Miejskich i Powiatowych (w strukturach Prewencji) pod nazwą „Grupa Szybkiego Reagowania”. Jednak szybko okazało się, że funkcjonowanie tych grup zbyt mocno obciąża zasoby finansowe i personalne jednostek. Ze względu na to, że w skali powiatu lub miasta zdarzenia były używane jedynie do interwencji wobec wieloosobowych bójek, wiele komend zrezygnowało z ich utrzymania. 
Obecnie w Polsce nie istnieje żadne systemowe rozwiązanie podobne do „Law Enforcement First Responder” w USA. masowy morderca

==================================================

O autorze
Tomasz Goleniowski – Pirotechnik oraz Ekspert Ochrony w Biurze Ochrony Rządu. Tomasz GoleniowskiWykonywał obowiązki związane z ochroną osób objętych ustawową ochroną Biura Ochrony Rządu, zarówno w Polsce jaki poza jej granicami, także w strefie działań wojennych (Irak, Bagdad) – weteran działań poza granicami kraju. Technik bombowy w Zespole Minersko – Pirotechnicznym Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji Katowicach. Wchodził w skład Zespołu do Spraw Zwalczania Aktów Terroru Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.
Specjalizuje się w zagrożeniach związanych z materiałami i urządzeniami wybuchowymi oraz bronią palną, śledztwach po wybuchu materiałów i urządzeń wybuchowych oraz czynnościach operacyjnych i procesowych związanych z przestępstwami z użyciem materiałów wybuchowych i broni palnej.
EOD TechNauczyciel Stowarzyszony w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Instruktor inspektorów 
ds. broni chemicznej Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej OPCW. Referent w Polsce międzynarodowej bazy danych materiałów i urządzeń wybuchowych EOD TURPIN projektu prowadzonego przez Sécurité Civile France.
Powoływany wielokrotnie przez prokuratury oraz Instytut Pamięci Narodowej jako biegły 
w sprawach związanych z przestępstwami z użyciem materiałów wybuchowych, w tym w sprawach dotyczących zbrodni ludobójstwa lub zbrodni wojennych.
Obecnie właściciel, instruktor oraz wykładowca w firmie EOD TECH firmie oferującej szkolenia 
z zakresu bezpieczeństwa osobistego, obiektów i obszarów, a także poszukiwanie materiałów wybuchowych na obszarach lądowych, morskich oraz wodach śródlądowych.

W sieci spisków, w sieci ryzyka

0
w sieci spisków

Taka historyjka na weekend, nie wiadomo czy straszna, czy śmieszna, ale piszą o niej najważniejsze amerykańskie media. Pod pizzerię Comet Ping Pong, w stołecznym Waszyngtonie DC, specjalizującą się w obsłudze milusińskich wpada człowiek z automatycznym karabinem i zaczyna strzelać w powietrze. Nikomu się nic nie stało, policja łapie szaleńca. Jak się tłumaczy?

Pizzeria szaleńca

Otóż od pewnego czasu po Ameryce krąży spiskowa teoria jakoby niedoszły prezydent z ramienia Demokratów i jej doradca John Podesta są członkami spisku pedofili działającego wokół sieci pizzerii w Waszyngtonie. Szaleniec ów śledzący informacje o spisku na Facebooku i twitterze (łatwo znaleźć w sieci) przejechał bite 350 mil, żeby, w swoim mniemaniu ratować dzieci, zagrożone wpadnięciem w szpony mafii Clintonowej i Podesty. Pizzagate jak cały ten trudny do uwierzenia bałagan nazywają amerykańskie media, ma swój dziwaczny początek w ujawnieniach Wikileaks. Portal ten posądzany zresztą o podejrzane sympatie polityczne, wspominał w kontekście fundraisingu na kampanię wyborczą o pizzeri Comet Ping Pong, która stala się czarną wołgą kampanii spiskowej.

Wszystko to byłoby równie straszne jak i śmieszne, gdyby jeszcze nie sama Hillary Clinton, która wydała oświadczeni i zwróciła uwagę na potężniejące zagrożenie różnego rodzaju teoriami spiskowymi, dezinformacja czy zwykłymi kłamstwami, które jak huragan ogarniają świat. Jak słyszeliśmy Ruch Pięciu Gwiazd na czele z komikiem, który właśnie święci triumfy we Włoszech, bardzo choćby lubi różne ruchy antyszczepionkowe. Jego zwolennicy gromadzą na liczących miliony like-ów portalach rozprzestrzeniających masowo, jak donoszą „tradycyjne” media, po różne spiskowe teorie i po prostu zwykłe kłamstwa.

No więc Clinton apeluje, że to już przekracza ludzkie pojęcie i jak przypadku gunmana w Waszyngtonie realnie zagraża bezpieczeństwu fizycznemu. Pewnie przemawia przez nią też gorycz po przegranej z Donaldem Trumpem, notorycznym konfabulatorem. Miliarder pełen współczucia dla biedaków, jak słyszymy wycofuje się wlaśnie rakiem z kolejnych swoich absurdalnych koncepcji, które sprzedał spragnionemu ludowi nawijając mu tonami makaron na uszy w czasie wyborów. Po prostu i wyłącznie w celu zdobycia głosów. Przykład: ratujmy miejsca pracy w górnictwie, total coś 75000 w calym US… vs. ponad stworzonych 500 000 miejsc pracy w energii odnawialnej w samej tylko Kaliforni….

W sieci spisków – zza kurtyny

Ryzykonomii osobiście ten huragan dezinformacji na świecie na kilometry pachnie ruską dezinformacją i szerzeniem zamętu kierowanym przez służby specjalne z Kremla, to w stylu prowokacji carskiej Ochrany i jej kolejnych imperialnych następców i założe się, że tacy glupi w Ameryce i Europie nie są żeby tego nie widzieli. Zresztą coraz głośniej o tym mowa… Szczególnie że wszystkie te działania mają ewidentnie ukryty cel.
I jak, choćby w przypadku Włoch mogą się przyczynić do dalszego osłabienia Unii Europejskie, o przegranej Clinton nie wspominając. Gra idzie o dużą stawkę na geopolitycznej scenie. Oczywiście ryzyka biznesowe z tym związane są gigantyczne, żyjemy w świecie ryzyka niestety. Także tego kreowanego przez tak zwaną, robiącą dziś wielką karierę postprawdę. Inna sprawa nie jest to nic nowego, wystarczy sięgnąć po 1984, Orwella….

Zainteresowanym szczegółową tą nieprawdopodobną (sic) historią podrzucamy linki poniżej:

w sieci spisków w sieci spisków w sieci spisków 

Ryzyko Carringtona atakuje w Ubezpieczeniowej

0
ryzyko carringtona

Ryzyko Carringtona to tekst Redakcji Naczelnej RYZYKONOMII opublikowany w ostatnim numerze Gazety Ubezpieczeniowej nr 48(920) z dnia 29.11.16 

Jest rzeczą całkiem nie do pomyślenia, jak bardzo ludzie przeceniają prawdopodobieństwa niektórych zdarzeń, a nie doceniają innych. To skądinąd obiekt zdziwień ekonomii behawioralnej i odwiecznej praktyki ubezpieczeń, które zaprzęgają ludzkie niedoskonałości kognitywne w służbie idei ubezpieczenia się.

Ziemia obiecana? Nie!

Skoro o tym mowa, to gdzie znajdziecie taką usługę, gdzie obie strony, i kupujący, i sprzedający są najszczęśliwsi, jeżeli nigdy nie dojdzie do jej realizacji. No, chyba że wyłączymy biznesmenów z „Ziemi obiecanej”, którzy palili swoje fabryki dla zamieniania polis na gotówkę.

Weźmy takie katastrofy naturalne; tak bardzo naturalne, że aż się nie chce wierzyć, że w ogóle mogą nastąpić, albo jak zmiany klimatu są efektem spisku mającego na celu przejęcie przez Chińczyków władzy nad Ameryką, jak sądzi nieoceniony nowy Prezydent USA. A przecież nie ma bardziej oczywistych ryzyk pod słońcem jak powódź, wiatr, deszcz, śnieżyca. No, właśnie pod słońcem. A co ze słońcem?!

Oczywiście dość odległa jest chwila, aż słońce się wypali i zapadając się w czarną dziurę wciągnie Ziemię. Macie więc jeszcze trochę czasu, żeby zaprenumerować Ubezpieczeniową na kolejny rok… Ale są i inne oddziaływania, a wśród nich stosukowo „nowe”, ale o rosnącym znaczeniu dla ziemskiej energetyki, oddziaływanie elektromagnetyczne burze słonecznych, czyli tak zwany efekt Carringtona.

Ryzyko Carringtona dla niewtajemniczonych

Nie wtajemniczonym, a nie interesującym się ryzykami kosmicznymi sprawa może się wydawać z gatunku science-fiction, ale jest jak najbardziej realna i opisana przez naukę ścisłą. Wcześniej problem zasadniczo nie istniał lub miał małe znaczenie, a to z tej prostej przyczyny, że taki Bolesław Chrobry, a nawet Gomułka nie mieli gospodarek tak uzależnionych od wytwarzania i przesyłania energii elektrycznej jak dzisiaj. Dziś nawet szczoteczka do zębów jest na prąd, nie mówiąc o sieciach komputerowych i całym Internecie. Samych obywateli z rozrusznikiem serca mamy w Polsce 100 tys.! Więc, choć wzmaganie się aktywności słonecznej jest cykliczne i prehistoryczne, to wpływ na świat elektryczności mamy zupełnie od niedawna.

Tego rodzaju burze magnetyczne, o których mowa noszą miano efektu Carringtona (Richarda, nie mylić z Blakiem). Od nazwiska brytyjskiego obserwatora, który zapoznał je w 1859 roku. Od tego czasu mamy już zewidencjonowany potencjalnie katastroficzny, a często zupełnie rzeczywisty wpływ „Carringtonów” na sieci. Jak na przykład 9 godzinna przerwa w dostawie prądu w kanadyjskiej prowincji Quebec w 1989. Czy 1 godzinne wydarzenie obejmujące zakłóceniami w dostawie energii i działaniu telekomunikacji całą Szwecję w roku 2003 (tak zwany Halloween Storm).

Problem jest całkiem poważny, ba Megapoważny, bo sztormy słoneczne występują regularnie, a scenariusze, które można znaleźć w źródłach szacują potencjalne straty gospodarcze Ziemi, przy worst case, najgorszym ryzyku nawet na 3,9 % GDP, ca. 2,693 mld dolarów globalnie. Więc jak coś się wydarzy, a naukowcy nie tyle przewidują, co są pewni, że się wydarzy, dobrze nie będzie. Polecamy tu ciekawy raport Lloydsa „w temacie” gdzie zwraca się uwagę na łańcuch zdarzeń które „efekt” może wywołać. Co może spowodować konieczność wypłaty gigantycznych odszkodowań przez ubezpieczycieli, na przykład związanych z przerwaniem globalnych łańcuchów dostaw. ryzyko carringtona

Jest i Obama

 

Oczywiście zaraz się ktoś zapyta, jak tu zarządzać takim ryzykiem, a „słoneczko tak wysoko” i mnie bez polisy źle. Jak się wydaje, ze względu na masywność i strategiczny charakter tego ryzyka konieczne są działania na szczeblu państwowym, a nawet globalnym. Bo, jak tu dowodzimy nawet ze świadomością zagrożenia jest bardzo źle. I od razu możemy dać przykład z najwyższej półki, bo dopiero co przed wyborami w USA Barack Obama podpisał specjalne rozporządzenie prezydenckie dotyczące właśnie podjęcia zorganizowanych działań antysłonecznych. Mają one na celu przygotowanie się na szczeblu państwowym do ataku Carringtona. Taki administracyjny impuls dla administracji rządowej byłby bez wątpienia bardzo ważny również w naszym kraju, zasadniczo równie bliskim słońcu jak Ameryka. Szczególnie że jak wiadomo i tak Amerykanie mają znacznie lepiej rozwinięte służby antykryzysowe „na zaś” czegokolwiek. U nas trudno znaleźć zainteresowanie Carringtonem zarówno na szczeblu rządowym jak i biznesowym, choć nie wykluczamy, że jakieś przygotowania są; choć, jak to u nas bywa tak głęboko utajnione, że nikt o nich nie wie. Ostatecznie można sobie wyobrazić, że „ogólne” plany zarządzania ryzykiem, ciągłością działania i zarządzania kryzysowego w waszej fabryce czy biurze. To byłoby już coś, o ile w ogóle takie macie.

Jakby nie było mamy nadzieję, że skromnie zwróciliśmy uwagę Czytelnika na problem i nawet jak prąd w końcu wysiądzie będzie mógł pomyśleć, że nie było nic bardziej jasnego jak zaistnienie ryzyka Carringtona pod słońcem.  ryzyko carringtona

 

 

 

Piraci !

0
Piraci
Piraci i ryzyko.

Jakiś czas temu znajomy Kapitan Żeglugi Wielkiej zamieścił na swoim fejsie zdjęcie „na żywo” (ta technika!) załogi zajętej rozwijaniem dosłownie zasieków z drutu kolczastego wokół burt statku wyjaśniając, że zbliżają się do wybrzeży Nigerii. Można się było również dowiedzieć, że to przeszkody tylko dla tych mniejszych i gorzej wyposażonych piratów, bo na większych działają tylko wystrzałowe argumenty.

Zasadniczo problem piractwa morskiego odkąd uznaliśmy, że flota handlowa i rybacka niespecjalnie jest nam potrzebna właściwie nas bezpośrednio nie dotyczy, choć zostało nam jeszcze parę staków w Szczecinie oraz tu i ówdzie. Inna sprawa, że mostki statków handlowych i „offshore-ów” zaludniają tysiące wyszkolonych w rodzimych szkołach morskich (ot zagadka, floty prawie nie ma, a szkoły są) znakomitych polskich nawigatorów i mechaników. Nie można też zapomnieć, że statki przewożą towary, również polskie towary i tu już atak piratów na wodach Somalii, czy Nigerii może nas bezpośrednio dotyczyć. No więc piractwo morskie to dzisiaj światowy problem, może nie tak romantyczny jak pokazano w „Piratach z Karaibów”, ale równie ważny i znacznie, znacznie bardziej kosztowny.

International Maritime Bureau, wyspecjalizowana agenda Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) podaje, że częstotliwość pirackich wybryków osiągnęła właśnie na świecie najniższy poziom od 8 lat, spadek 44%, co oznaczało w 2014 roku 245 różnych incydentów. Tak duży spadek pirackiego ryzyka wynika przede wszystkim ze zmniejszenia się zagrożenia atakami u wybrzeży Somalii, przybliżonych szczurom lądowym na całym świecie przez zajmujący thriller „Kapitan Phillips” z Tomem Hanksem. Nawiasem mówiąc opartym na prawdziwej historii kontenerowca Maersk Alabama. Już samo skojarzenie z Somalią wyjaśnia skąd się we współczesnym świecie tak licznie odrodzili piraci, już nie tylko z pałaszami, ale kałasznikowami, GPSami i napędzanymi potężnymi silnikami łodziami motorowymi, czyhający na najbardziej zatłoczonych szlakach handlowych świata. Piractwo morskie to w dużej mirze pochodna pogłębiającej się przepaści między bogatymi a biednymi, upadku władz państwowej targanej politycznym i religijnym separatyzmem. Jak problemy w światowej wiosce przekładają się na nasze kłopoty można właśnie obserwować w przypadku zalewu nielegalnych emigrantów z Afryki; nikt dziś nie jest samotną wyspą.

Natężenie Somalijskich ataków oczywiście nie zmalało samo z siebie. Jest to przede wszystkim efekt globalnej współpracy i wysłania na tamtejsze wody marynarek największych mocarstw. Przykładem jest NATO-wska operacja wojskowo-morska Atalanta i aż dziw, że naszych tam nie ma, choć po prawdzie niespecjalnie mieliby czym tam popłynąć. Sami armatorzy zakupili zresztą nie tylko drut kolczasty, ale także wynajmują uzbrojonych ochroniarzy i dramatyczne przykłady ich skuteczności może każdy podejrzeć na you tube.

Niestety natura nie znosi próżni i ostatnio notuje się wzmożoną aktywność piratów w cieśninie Malakka, w południowo-wschodniej Azji, na drugim najważniejszym szklaku transportu ropy naftowej świata, gdzie obiektem ataków stały się mniejsze tankowce. Tankowce czy kontenerowce, piratom chodzi o przewożony towar i same statki z załogą, a raczej ich wartość idącą w milionach, a to wszystko starają się spieniężyć drogą okupu. Współcześni piraci to brutale i rabusie, okradają załogi, mordują marynarzy, podpalają zajęte statki, ale najważniejsze są zawsze finanse. Według danych Banku Światowego koszty okupów zapłaconych piratom wyniosły w latach 2005-2013 od 315 do 380 milionów dolarów, a same tylko piractwo somalijskie kosztowało światową gospodarkę od 5 do 9 miliardów dolarów.

Oczywiście kluczową rolę w zabezpieczaniu pirackich ryzyk odgrywają ubezpieczenia: „zwykłe” H&M (hull and machinery) i „specjalne” K&R (kidnap and ransom) i ubezpieczenia ryzyk wojennych (war risk). Ubezpieczeniowy underwriting to w przypadku pirackich ryzyk skomplikowana sprawa, dość powiedzieć, że regulacje wielu krajów uniemożliwiają płacenie czegokolwiek terrorystom, którzy często są mocodawcami piratów.

Piraci prosperują stąd i sami ubezpieczyciele nie mogą być szczęśliwi ze wzrostu problemu, dlatego można się domyśleć, że i od nich pochodziły naciski na rządy, żeby przegonić piratów. Jest przecież tyle „prostszych” ryzyk do ubezpieczenia, na przykład rosnący (jak donoszą ubezpieczeniowe źródła) równie globalny problem z okradaniem trucków z towarami przywiezionymi szczęśliwie do portów…