Lifestyle

Strona główna Lifestyle

Zarządzanie kryzysowe: Jeż uratowany !

0
Zarządzanie kryzysowe: Jeż uratowany !

Zarządzanie kryzysowe: Jeż uratowany !>>>

Ryzykonomia często pisze o sytuacjach kryzysowych i zawsze łatwo mówić, kiedy nas to nie dotyczy. Tym razem…Taka sytuacja

Jest 22, około.. Rozhibernowany Jeż czekał na naszym parkingu na woją Karmę -6 C . Albo na nas. Już wielokrotnie czytaliśmy na stronach ekologicznych, że jeże wybudzone przy zmiennej pogodzie, kiedy nastaną znowu mrozy nie mają szansy przetrwać. A jeż jak wiecie to zwierzę bardzo pożyteczne i jakoś nam się zawsze wydawało, bardzo miłe….
Więc działamy….
Złapaliśmy i ogrzewamy w domu w klarce. Dostał wody i gotowane jajko.

W nocy siedzi w klatce i nie rusza się. Nie je nie pije…

Rano ciąg dalszy Jeż yesterday’s story….Pędzimu do znajomej Pani weterynarz, która wcześniej leczyła nasze zwierzęta. Ale jak się sama śmieje „zbawia świat” w puszczach, różnych leśnych ostojach ratując orły, wiewiórki i jeże pewnie też.

Więc740 gram Pana Jeża (checked by wet 🙂 zostało o bladym poranku przeanalizowane profesjonalnie przez Panią wet. Wychłodzony, ale powinien dać radę. Potem pojedzie od CSRowych wetów do Ostoji dzikich zwierząt w Borach. Życzymy mu szczęścia i lasu na wiosnę. Uff.

Kryzys zażegnany, mamy nadzieję…

Jeżeli zobaczysz teraz jeża wybudzonego ze snu nie porzucaj go w potrzebie. Weź do domu, nie zje ciebie ani Twojej rodziny, mityczne pchły w zimie nie skaczą. Ogrzej go, daj mu pić i jeść (gotowane jajko, gotowany niesolony kurczak, lista w internecie) Potem skontaktuj się na jeden z adresów „o jeżach” albo weterynarzem w okolicy. Są w necie i na feacebooku.

Na przykład:

http://jezurkowo.primum.org.pl

http://www.jeze.org.pl/pomoc_jezom

http://ostoja.gda.pl

Edukacyjna klęska

0

Jeżeli są dziedziny, które Redakcja Ryzykonomii uważa, za szczególnie istotne nie tylko dla zarządzania ryzykiem, ale dla całego „dobra społecznego” to jest wśród nich na pewno edukacja.

Bo z edukacji my wszyscy. I organizacja, i gospodarka i polityka i zarządzanie i nauka i Państwo i bezpieczeństwo, i, i, i….

Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie, mówił kiedyś Kanclerz Jan Zamoyski. 

No więc jak jest z tym naszym chowaniem, systemem edukacyjnym przede wszystkim. Po owocach ich poznacie. Niska , dramatyczna innowacyjność naszej gospodarki nie bierze się znikąd. To gorzkie owoce naszego archaicznego systemu edukacyjnego, już i przede wszystkim na najniższych poziomach nastawionego na urawniłowkę, pamięciówkę, konformizm. Zdolnych dzieci nam nie brakuje, niestety nie dla zdolnych, nie dla wydobywania tego co najlepsze z naszych dzieci mamy system edukacji.

Nic więc dziwnego, że link i infografika do analizy Akademii Nauki (więcej w artykule) o ile rozumiemy stosunkowo jednak mało znanej organizacji wywołał wielkie zainteresowanie kiedy Ryzykonomia zamieściła go na swoim wallu na LinkedIn (link).
Oczywiście pojawiły się zarzuty o metodologię badania, źrodła, dobór grupy etc. etc. Ale w gruncie rzeczy wynikli badania grupy licealistów pokazują to co już wiemy o polskiej oświacie : zupełnie nie przystaje ona do wyzwań modernizacji, niestety nie widać światełka w tunelu….. :(((

A wygląda on tak: 

edukacyjna klęska

Strzelanina w Parkland

0

Strzelanina w Parkland. Active shooter. Masowy morderca. >>>
Kolejna masowa tragedia w USA. Active shooter w szkole. Przypominamy po raz kolejny artykuły Tomasza Goleniowskiego eksperta od bezpieczeństwa z Eod Tech, kóre ukazały się w ubiegłym roku na łamach Ryzykonomii.

Link do artykułu cz. 1 

Active shooter czyli człowiek z bronią (cz. 1)

Link do cz. 2 

Masowy morderca active shooter cz. 2

Na you tube można znaleźć również sporo pożytecznych instruktaży jak się zachować w przypadku niebezpieczeństwa typu active shooter / masowy morderca. Redakcja Ryzykonomii uważa, że to paręnaście dobrze spędzonych minut ze współpracownikami czy rodziną. Rzeczpospolita pisze właśnie, że w Polsce w prywatnych rękach, oficjalnie znajduje się około 209 000 jednostek broni palnej. A są przecież zagrożenia o naturze terrorystycznej. Więc warto.

https://www.youtube.com/watch?v=2jw8a6Auk-g

https://www.youtube.com/watch?v=cO5FJ0v_tuc

Be prepared !!!

Bądź przygotowany/a!!!

O ryzyku na drodze

1

O ryzyku na drodze >>>
LinkedIn opublikowaliśmy przed Nowym Rokiem krótki i chyba dosadny tekścik, który zyskał dość duży oddźwięk. Dotyczy wielokrotnie poruszanej przez nas kwestii ruchu drogowego. A przede wszystkim rodzimych kierowców i dramatycznej sytuacji z tym związanej.

Poniżej zamieszczamy dla Czytelników Ryzykonomii Lifestyle zrzut ekranowy z tekstem.
Mamy nadzieję do polubienia i zgodzenia (?) się. Komenatrzy? Link do orygunalnego tekstu na LinkedIn tutaj https://www.linkedin.com/feed/update/urn:li:activity:6351763493917642752/

o ryzyku na drodze

6 powodów dlaczego nie lubię (słabych) konferencji

2

6 powodów konferencji >>>
Sezon konferencyjny w pełni i doświadczonym panelistą będąc i podobno nie najgorszym mówcom jestem i tu i tam zapraszane na coraz to kolejne konferencje… I chodzić mi się chce coraz mniej…. A powody są m.in. takie:

1. Bo konferencje są nudne merytorycznie

Dziwne to ale mam takie wrażenie, że wielka część konferencje (może juz jestem zblazowany) nie daje mi żadnych nowych „doznań”, nowych impulsów do poszukiwania wiedzy. Wiadomo mniej więcej o czym będzie mowa, formuła ciągle ta sama, mowa jest o tym o czym mniej więcej wszyscy już i tak wiedzą. A może to ja jestem za mądry? Tylko dlaczego wszyscy coś klepią w smartonach i tabletach, podczas….

2. Bo wszędzie tylko panele

Panele opanowały konferencje jak kraj długi i szeroki. Zwykle są jednak nieprzygotowane i mało kontrowersyjne. Siadają paneliści jeden z drugą, mówią co im język na ślinę przyniesie, wszyscy się ze wszystkimi zgadzają, uśmiech buźka, eh żeby ktoś kiedyś zaatakował, nie zgodził się, dramatycznie. Jak się zdarzy, od razy sala się budzi. BTW prowadzenie panelu to duża sztuka, nie każdy może choć każdy może…

3. Bo dyskutanci nie odrabiają zadań domowych przed. 


Rozumiem jesteście ekspertami, ale może dobrze by byłoby wcześniej uzgodnić tematy przemyśleć, ewentualne pytania, problemy. Zgromadzić jakieś dane, przeczytać artykuły. Mieć notatki. To od razu widać.

4. Bo prezentacje są słabo przygotowane a bycie mówcą to nie chleb z masłem.

Ogólnie wydaje mi się że poziom naszych biznesowych i nie tylko mówców jest średnio wysoki 🙂 Mówić każdy może, ale widać, że nie każdy powinien. A jak już mówi to powinien się solidnie przygotować. Ćwiczyć, powtarzać w domu. To od razu widać. Sam sobie jako-tako radzę. Ostatecznie: mów z zapałem !!! Publika to zawsze docenia

5. Bo mówcy są dobrani nieprawidłowo
Oczywiście nie zawsze i pewne często nie… Może szczególnie oprócz różnych konferencji nowych idei i trendów i innowacji. Śmiać mi się chce jak ciagle zaprasza się te same twarze, tłuste koty mruczące ględzące o innowacjach, bez serc bez ducha, to szkieletów ludy, młodości dodaj mi skrzydła! Gdzie te nowe idee, gdzie? Trendy to wyznacza się w Paryżu, tu sadzi się ziemniaki, jak mawiał poeta…

6. Bo za mówienie się u nas nie płaci.
Dobrzy zawodowi mówcy, eksperci, freelancerzy chcieliby Drodzy Organizatorzy żeby (o zgrozo zapłacić m co najmniej koszty podróży, skromne pole namiotowe i chleb z serem z plujką). Wiem, wiem że to „wielka promocja dla Pana/Pani marki”. Ale mi juz się promować nie chce, co mogłem to wypromowałem, a wyżej (…) kolegów i znajomych królika i tak już ….się nie wypromuje (patrz mój artykuł o Szkalanych sufitach kariery…)
Więc… jeżeli chcecie żeby Wasze konferencje były w fajne i tłoczne i płaćcie dobrym i niekoniecznie zawsze tym samym, bo i ci się co-nieco zużywają.

Powodzenia …lecę na konferencję, kolejną, eh te przyzwyczajenia….

A jakie jest Wasze zdanie? 6 powodów konferencji?… a może więcej? 

 

 

Profesjonalista czyli Nikt

0
profesjonalista

Profesjonalista czyli Nikt>>>
Mógłby się kto zastanawiać czy na forach profesjonalistów  ktokolwiek zauważa , że dzieją się rzeczy historyczne, fundamentalne i przełomowe dla naszego systemu społeczno – gospodarczego, państwa, gospodarki, ba, kultury.

Z lektury forów profesjonalistów wynika, że zasadniczo nie, bo jak zawsze króluje sprzedaż i sukcesy w budowaniu marki, pewnie w tle cicho trzepocą pracowite skrzydełka headhunterów. Myślałby kto , że jesteśmy w Kaliforni albo nad Menem. A tymczasem ….A tymczasem za oknem szalony wiatr historii….Najwyraźniej dla profesjonalistów to sprawy mało ważne, albo można się domyślać istnieją inne przyczyny tego milczenia, a są one według mnie następujące:

Strach. Pisze o tym już nawet jedna z dawnych apologetek profesorka socjolożka, teraz bywsza za , czuć w powietrzu ten specyficzny smrodek strachu przed  przeszpiclowaniem, zwolnieniem, prześladowania przez niedemokratyczne i omnipotentne siły. Deklarowane wartości etyka, sprawiedliwość uczciwość, rzekomy patriotyzm, poszanowanie prawa schodzą na n-ty plan. A w zasadzie już ich nie ma i chyba nigdy ich nie było.

Naiwna wiara, że wszystko jest odwracalne, że rzeczy płyną swoim torem a potem wrócą z nami, czy bez nas za sprawą tajemniczej karmy do mistycznego equilibrium. Oczywiście jest to niezgodne z podstawowym doświadczeniem historycznym. A jeżeli to, jak mawiał Lord Maynard w długim okresie wszyscy będziemy martwi. Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało, jakoś to będzie, polacy jakoś to będzie….

Apoteoza nijakości i przezroczystości i swoistej życiowej i zawodowej mimikry, która nie pozwala nam ujawniać swoich poglądów na żadne wartości, tak jakby ekonomia i sam biznes nie była oparta na wartościach zaufaniu, uczciwości, pracy dla wspólnego dobra, a brutalnej eksploatacji słabszych przez silniejszych. Świetnie o tm pisał George Gilder w Bogactwie i ubóstwie. Ale kto tu czyta takie książki ….

Brak wiedzy o współczesnym, globalnym świecie i wyzwaniach które przed nami stawia, które nie da się pokonać metodami z Gierka czy Mao Tse Tunga. Zamknięte na świat, antydemokratyczne społeczeństwa nie generują innowacji i postępu. Albo -albo. Świat nas nie będzie ratował, Europa nie skoczy z nami w niewiadome. Wasze małpy, wasz cyrk.

Brak szerokich i dalekosiężnych (dłuższych niż tydzień) horyzontów, przekonanie że jest ważne tu i teraz, ta praca, to zlecenie a nie mój biznes za 10 lat, nie mówiąc o biznesie naszych dzieci, przyszłych pokoleń który już teraz się buduje. Miał być Europejczyk, po 28 latach wyszedł Homo Sovieticus.

Profesjonalista to człowiek bez wiary, odwagi i poglądów i idei . Profesjonalista, czyli NIKT.

8 kwestii w temacie emigrantów

0
8 kwestii

Po zainteresowaniu, jaki wzbudził na Linkedin artykuł „6 powodów dlaczego nie lubię polskiego Linkedin” poruszam kolejny temat tabu w społeczności, która udaje, że świat (i biznes) ogranicza się do sprzedaży, bilansów, marketingu i rekrutacji… Temat jest wręcz tabu, a przecież także dla biznesu ważny, i to w skali makro i mikro… A jako, że TABU budzi zwykle kontrowersje przygotowałem dwie wersje, dwie krótkie analizy. I każdy może odpowiedzieć sobie i skomentować, gorąco zachęcamy, którą woli… 

#1 Dla Ciebie

  1. Bo w pracy i po pracy jesteśmy ludźmi

Pomagamy. Jesteśmy dobrymi ludźmi. Bez względu co mamy na wizytówce. Ale nikt nam nie będzie narzucać, kiedy i komu będziemy pomagać. I tak jesteśmy chojni: WOŚP, Szlachetna Paczka, korporacyjne programy Społecznej Odpowiedzialności, Caritas…Rząd przeznacza jakieś pieniądze mają być dość duże, a potem jeszcze większe. Póki co musimy pomóc sami sobie, w Polsce wielu ludzi głoduje, żyje w biedzie, dzieci głodują. Ordo caritatis.

2. Bo jesteśmy prawdziwymi Europejczykami

My Europejczycy zawsze musieliśmy bronić się przed najazdami muzułmanów i innych obcych kultur. Niech każdy dba o dobro swoich rodzin, a świat będzie lepszy. Bieda i głód i wojny to sprawa i wina narodów azjatyckich i afrykańskich, które nie potrafią same sobą rządzić. My potrafimy. Niech imigranci wracają do swoich krajów i tam walczą. Świat jest brutalny, a nas wielokrotnie zdradzano i wystarczająco dużo zrobiliśmy. Nie mieliśmy kolonii jak Włochy i Francja, nie wywołaliśmy wojny na Bliskim Wschodzie. Niech Włosi, Francuzi, Grecy sami wypijają piwo, które nawarzyli politycy tych krajów, ich problem.

3. Bo biznes nie miesza się w politykę

Imigranci to problem czysto polityczny i powinien zostawać za bramami naszych biur i fabryk. Biznesmen, kierownik, pracownik przychodząc do pracy powinien koncentrować się na biznesie. Problem imigrantów nie ma nic wspólnego z biznesem i w żaden sposób na biznes nie wpłynie. No może oprócz bandytów z Afryki, którzy napadają na kierowców polskich ciężarówek w Calais.

4. Bo potrzebujemy zasobów siły roboczej

Polska dramatycznie potrzebuje zasobów siły roboczej. Ale ludzi białych, najlepiej chrześcijan, byle nie z Syrii, bliskich nam kulturowo, którzy rozumieją takie wartości jak uczciwość i pracowitość, którzy nie chcą całe życie żyć z zasiłku. Po to mamy programy plus zwiększania dzietności, witamy Ukraińców, czekamy na powrót naszych emigrantów z Brexitu.

5. Bo Niemcy tak robią

I widać jaki terror zapanował na ulicach Berlina i innych miast. Ludzie boją się wychodzić z domu. To kolejne szaleństwo niemieckiego i francuskiego multikulti. My mamy swój rozum i nie popełnimy takiego samego błędu. Angela Merkel była naiwna, kiedy wpuszczała do kraju młodych mężczyzn, nie miała pojęcia co robi. Córka Pastora i doktor fizyki doprowadzi przez swoją bezmyślność do wprowadzenia kalifatu w Bawarii i innych landach a może i całej Europie. Gdyby Polska była krajem z granicą nad Morzem Śródziemnym, to wiedzielibyśmy co zrobić, żeby nikt do nas nie płynął, nigdy więcej…Bierzmy przykład z Trumpa a nie Merkel, on się nie boi mówić jak jest.

6. Bo nam się to opłaca 

Nie będziemy płacić ciężko zarobionych pieniędzy za uchodźców z Afryki, Syrii, Afganistanu. Unia udaje, że nam zrefunduje koszty ale jak zawsze zostaniemy zdradzeni. Musimy się bronić bo do kraju w ciągu kilku lat napłyną setki tysięcy obcych w ramach łączenia rodzin. A to ludzie leniwi, nie lubiący pracować, którzy chcą całe życie pozostawać na garnuszku polskiego podatnika. Nie będzie kosztów społecznych, wzrostu przestępczości, terroryzmu, gwałtów i chorób. Unia jest nam dużo jeszcze winna i dużo musi nam jeszcze spłacić za zdradę w drugiej wojnie, a dzisiaj za dogadywanie się z Rosją w sprawie Nordstream.

7. Bo są i będą 

Emigranci, a nawet uchodźcy, będą zawsze. My świata nie naprawimy. Wojna w Syrii, globalizacja, susze, globalne ocieplenie to problem, a już na pewno wina bogatych, którzy chcą wykorzystać sytuację aby spowolnić rozwój krajów na dorobku, takich jak Polska. Nasze granice są, całe szczęście daleko i emigranci tu nie dopłyną. Poza tym nieludzkie jest zmuszać ich do emigracji do Polski, niech wszyscy jadą do Niemiec, chcieli Niemcy to mają….Zachodnia Europa niech nam nie wypomina naszych emigrantów za komuny i później. Byli biali, nie byli z natury leniwi i nie byli terrorystami i muzułmanami. I zresztą Europa była nam to winna za swoje grzechy wobec nas. To honor i obowiązek przyjmować do siebie Polaków. Ordo caritatis.

8. Bo jesteśmy Polakami i nie boimy się byle kogo 

Trochę patosu na zakończenie, Nasi dziadowie ginęli w wojnach, powstaniach , składali ofiarę krwi za wolność Naszą i Waszą, przy których wojna w Syrii to małe bolo… My, Polacy nie boimy się byle kogo. Spójrzcie, o co wałczył Rotmistrz Pilecki, na pewno nie po to abyśmy pomagali obcym, nie-Polakom. Nie boimy się gróźb Niemców, czy Francuzów. Mamy swój honor i nikt nam nie będzie mówił co mamy robić. Nie boimy się, ale nie chcemy żeby nasze ulice spływały krwią niewinnie pomordowanych. Nie będziemy bali się wychodzić na ulice, tak jak przerażeni londyńczycy, czy berlińczycy, dzisiaj. Nie chcemy meczetów, terrorystów, kolorowych na ulicach. Śmierć wrogom ojczyzny! Polska jest krajem nowoczesnym, silnym, jednolitym narodowo, kulturowo i religijnie, krajem znającym swoją wartość. Bronimy kraju dla naszych dzieci, które będą nam dziękować że nasze kobiety nie chodzą w burkach, a na stacjach nie wybuchają bomby terrorystów.

======================================================

#2 Dla Ciebie

  1. Bo i w pracy i po pracy jesteśmy ludźmi

Pomagamy, bo wierzymy, że ziemia to planeta ludzi, że że nikt nie jest samoistną wyspą, ten dzwon bije też Tobie, że cokolwiek uczynimy najmniejszemu Mnie uczyniliście. Ziemią jest domem czarnych białych, biednych, bogatych, biznesmenów i bezrobotnych. Chrześcijan, Muzułmanów, buddystów, shintoistów, niewierzących. Że dobre uczynki są nagradzane a złe nie, że karma wraca. Ordo caritatis nie oznacza kiedyś potem, tylko teraz.

2. Bo jesteśmy prawdziwymi Europejczykami

I wierzymy w takie wartości jak równość, wolność, braterstwo, demokracja. Dla każdego człowieka, Biednego i bogatego, białego i czarnego. Żyjemy w kulturze zbudowanej na fundamentach chrześcijaństwa, Rzymu, Hellady. I tam, się zawsze pomagało potrzebującym. Historia Europy to dzieje emigrantów. Pomagamy bo Europa nam kiedyś pomogła i kiedy przyjdzie na nas czas, rozliczy nas z naszej pomocy teraz i później. Mamy szansę pokazać, że można na nas liczyć, raz zawiedzionego zaufania nie odzyskamy nigdy.

3. Bo biznesmen też człowiek

Jacy jesteśmy w pracy tacy jesteśmy po pracy i vice versa. Jak będziemy traktować ludzi z Afryki, tak będziemy traktować ludzi w pracy w Chorzowie i Kartuzach. Naszych podwładnych, klientów, partnerów biznesowych. Po co nam te wszystkie kodeksy etyczne (etyczne , etyczne, etyczne!!!) , kody postępowania, compliance, antyfraudy…Jeżeli nie respektujemy fundamentów naszego kodeksu etycznego to i wszystkie inne jego szczególne przypadki będą udawane, a w końcu ułomne i nieskuteczne.

4. Bo potrzebujemy zasobów siły roboczej

Nadciąga, już jest, demograficzne tsunami. Plany zwiększania dzietności prze pomoc socjalną mają ograniczony zasięg, a jeżeli efekty zobaczymy, to może za 20 lat. Mamy coraz więcej ludzi starszych, dodatkowo obniżyliśmy wiek emerytalny, Polska siła robocza jest drenowana przez kraje rozwinięte. Konkurujemy tanią siłą roboczą, która jest coraz droższa i rzadsza. Cudów nie ma, albo otwieramy się na świat, albo się cofamy. Swoją drogą, nawet Ukraińcom nie potrafimy zaoferować zachęt do pozostania w Polsce, a Polaków ściągnąć z emigracji.

5. Bo Niemcy tak robią

Takie dziwne zaryzykować może ktoś podejrzenie, że jak Niemcy coś robią, to robią to po przemyśleniu i mają swoje powody. Na pewno dokładnie analizują dramatyczne trendy demograficzne. Potrzebują miliony nowych pracowników, w tym tych do wykonywania prac gdzie nie wymagane są wysokie kwalifikacje. Kanclerz Merkel to polityk myślący i dalekowzroczny. Będą też przesiewać najzdolniejszych, a wszystkich włączać dzięki sprawnemu systemowi szkolnictwa do niemieckiej gospodarki. Poza tym, o zgrozo i mało kto w Polsce uwierzy: Niemcy zmieniły się od czasów Czterech Pancernych (i psa) są krajem demokratycznym i wierzą w wartości. Może i nie marzą po nocach o osiedlaniu emigrantów (bo kto marzy?) ale wierzą w swoje państwo i to widać.

6. Bo nam się to opłaca

Rachunek zysków – strat jest wyraźny. Chcemy się kopać z koniem? Jesteśmy niezbyt silnym gospodarczo i słabym militarnie krajem na rozdrożu Europy. W życiu trzeba znać swoje miejsce. Zarządzanie ryzykiem to wybór pomiędzy ilomaś niekorzystnymi opcjami w celu wyboru najbardziej optymalnej, choć niedoskonałej. Jeżeli chcemy być w Unii Europejskiej (chcemy?) i korzystać z jej dobrodziejstw i solidarności w czasach kryzysu, a nie tylko prosperity musimy uchodźców przyjmować.Jeżeli nie – będą sankcje (już są zapowiadane), utrudnienia w dostępie do rynków, obstrukcje, wyautowanie, cicha nienawiść. Nie opłaca się to nam, nie opłaca. Co wolimy: sojusz z malutkimi Węgrami, czy… a Orban sprzeda nas przy pierwszej okazji, cwany lis.

7. Bo są i będą 

Czy nam się to podoba , czy nie. Mamy globalną wioskę (dosłownie) i tak jak maszyn parowych i wędrówki ludów NIC i NIKT tego nie zatrzyma. Granica Mare Nostrum mierzy kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. Po drugiej stronie jest kraj biedaków i często po prostu głodu. Głodu…pomyślcie ? W Jemenie co kilkanaście minut z głodu i chorób umiera dziecko. Gdybyście byli czarni, a wasze dzieci umierałyby z głodu. Nie szukalibyście dla nich chleba? Nie płynęlibyście? Ja bym płynął jak sto diabłów. I kiedyś moja rodzina płynęła, tylko w odwrotną stronę. I wtedy dobrzy ludzie ich przyjęli i wystawili mi rachunek do spłacenia.

8. Bo jesteśmy Polakami i nie boimy się byle kogo 

Trochę patosu na zakończenie, Nasi dziadowie ginęli w wojnach, powstaniach , składali ofiarę krwi za wolność Naszą i Waszą przy których wojna w Syrii to małe bolo.. Spójrzcie, o co walczył Rotmistrz Pilecki i kogo chciał ratować. Polaków, tylko…? Jeżeli Londyńczycy po zamachach potrafią powiedzieć za Churchillem w czasie wojny: business as usuall… To co powinni powiedzieć tacy mieszkańcy Warszawy? Gdzie chłopcy szli z gołymi rękami na cekaemy na Placu Narutowicza… A my umieramy ze strachu przez bandą tchórzliwych morderców i dajemy kopa potrzebującym pomocy? My, Polacy nie boimy się byle kogo i dlatego szanujemy nasze wartości i nasze dziedzictwo. Dziedzictwo kraju, gdzie uchodźcy i emigranci zawsze w historii znajdywali schronienie. Chcielibyśmy, aby nasze dzieci żyły w kraju nowoczesnym i bogatym, tolerancyjnym i otwartym na ludzi, niezależnie od koloru skóry, religii i pochodzenia.

A jakie jest Twoje zdanie…?

Powstanie 44 jako anty apoteoza zarządzania (ryzykiem)

0
powstanie 44 jako

Już na wstępie, TO załatwmy. Proszę mi nie imputować, że nie doceniam ofiary Powstańców, że nie rozumiem „kontekstu”, „tamtych czasów” i że „pluję” we własne gniazdo” . I pewnie znacznie więcej tradycyjnych pomówień , które od lat spadają na tych którzy starają się dociec prawdy o Powstaniu. O Powstaniu wiem, myślę więcej niż 99% społeczeństwa. I to właśnie ta wiedza popycha mnie co roku do wołania, jak garstkę, a może więcej, innych. Ku przestrodze…. Więc, skoro to mamy załatwione, to…

Kolejna rocznica Powstania 44. Wielu zapewne mi po raz kolejny popuka w głowę, że podejmuję takie tematy na LinkedIn, portalu „profesjonalnym”, „tu-nie-fejsbuk”, „tu jest biznes i sprzedaż”.Korzystając więc z Prawa kaduka, własnego widzimisie i ciągle (jeszcze) wolności słowa parę słów w rocznicę Powstania napiszę.

Powstanie 44 jako…dezorganizacja

Otóż, Powstanie jest dla mnie zawsze, tak powiem otwarcie przed szczytem heroizmu, wielkim i strasznym symbolem polskiej dezorganizacji, braku planowania, przewidywania, mitomanii i braku realizmu. Anty apoteozą zarządzania i zarządzania ryzykiem w szczególności. W życiu społecznym, politycznym, gospodarczym. Podobnie jak zachowanie się ludzi na drogach, brak szacunku dla przepisów, przecenianie własnych możliwości i umiejętności, lekceważenie innych. Narodowe SWOT-y i odzwierciedlają się, moim zdaniem, zadziwiająco wyraźnie właśnie w drobnych i wielkich wydarzeniach. Kiedy widzę jak słabe jest w Polsce zarządzanie (ryzykiem), jak nie szanuje się zimnej, profesjonalnej analizy zysków i strat, nie ocenia zasobów i możliwości, jak nie przygotowuje się na najgorsze a zawsze zakłada „jakoś to będzie”, to zawsze przychodzi mi na myśl Powstanie.

I tam, w Powstaniu 44, na podstawie kompletnie fałszywych założeń, niewłaściwi i nieodpowiedzialni ludzie, pchnęli kwiat narodu i wielkie miasto zapełnione kobietami i dziećmi na Rzeź. Od razu straszliwy epizod, o którym zawsze myślę, choćby przejeżdżając tramwajem nieopodal: Plac Narutowicza. Młodzi ludzie z gołymi rękami zostali rzuceni przez szalone dowództwo na niemieckie super szybkostrzelne karabiny maszynowe, maschinengewehr 900 pocisków na minutę, maszyna do szycia ludzi…Tam zdobędziecie broń! Odbierzcie zaprawionym w boju żołnierzom, mówią zawodowi wojskowi. I chłopcy nie przebiegli 20 metrów. Rzeź, masakra, flaki, głowy, nogi, mózgi, potoki krwi. Widzieliście kiedyś jak to strzela? ooooooo…..Reź Woli, powstanie w biały dzień, na przygotowanego (tak!) groźnego przeciwnika w centrum wielkiego miasta, morze o tym napisano.

Powstanie 44 jako…błędne decyzje 

Decyzja o Powstaniu, porażające dokumenty jak to się działo zwalają z nóg, wystarczy (między innymi, proszę mi nie wciskać, że tylko tam!) sięgnąć po książkę „Obłęd 44” , opluwaną stronę powstanie.pl, liczne wspomnienia świadków, wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki. Dokumenty, dokumenty ! Straszliwa masakra ludności, gwałty kobiet, dziewczynek, harcerek, palenie żywcem, mordy, które naiwniacy, dla mnie obrazoburcy, ubierający się w dresy i T-shirty z znakami Polski Walczącej nie potrafią sobie nawet wyobrazić. Tak, Niemcy winni! Wejdź na wieżowiec i skocz na łeb! Kto winny?

Jaki bandyta, jakie bydlę pozwalało walczyć dzieciom na froncie. To zwyczaje obserwowane w najgorszych, afrykańskich wojnach. Czy myślicie, że dziecko rozumie, czym jest wojna? Pozwolilibyście iść Waszej Julce, Waszemu Kubie z butelką benzyny na zaprawionych w bojach, brutalnych żołdaków? Naprawdę ? Świetnie, dam Wam medal potem i uścisnę rękę na ich grobach, o ile jakieś będą. Jaki szaleniec mógł do tego dopuścić, dlaczego nie poniósł kary, tak jak to na początku wołali najwyżsi dowódcy w Londynie Anders, Sosnkowski. Zresztą których rady i rozkazy zlekceważono. W wojsku! Za to na wojnie – kula w łeb ! A tu – Virituti! Jaka stąd nauka dla teraźniejszych Wodzów?

Ale to wszystko mało. Bez broni… której wielką część odesłano przed Powstaniem, żeby wspomagać postępy Stalina akcją Burza, Na Boga ! Ale nawet – Powstanie bez planu. Nawet zapasów jedzenia, bandaży, wody nie przygotowali. Dla milionowego miasta! A przecież o to było znacznie łatwiej niż o broń, a skądinąd wiadomo, że wojny wygrywa się logistyką. I łączności też nie było. „Dowódcy” wychodzili na dachy obserwować, chyba dymy, nawet linii telefonicznych nie pociągnęli, ot organizatorzy dzielni, Niemcy winni, nie słali im map z pozycjami Powstańców…

Tak, ci dziwni, szaleni przywódcy, tu nawet pojawia się straszny, a jakże prawdopodobny wątek sowieckiej prowokacji. Straszne, udokumentowane zapisy podejmowania decyzji o tym Obłędzie…Wszystko układa się bardzo logicznie, Sherlocka tu nie potrzeba ani Panny Marple. Znowu…

Straszna, niewyobrażalna, kosmiczna tragedia. I po co ? Bez wpływu na wojnę, wydarzenie o lokalnym (tak, tak), taktycznym znaczeniu. Mit o dzielnym trwaniu, choć każdy, kto ma minimalne pojęcie wie, że gdyby Niemcy chcieli, mogliby wszystkich tych dzielnych młodych amatorów, terytorialsów (jakże powabna idea) ze Stenami i Filipinkami rozjechać w kilka dni czołgami. Tylko po co? Trwała cicha sztama ze Stalinem. My się nie ruszamy, wy stoicie, palcie miasto powoli, bierzcie głodem…

Więc może Gloria victis? Sami sobie – Gloria victis ! Sami zdychajcie w kanałach, dajcie się spalić i zgwałcić, patrzcie na umierające dzieci. Skąd taka pogarda dla tych ludzi, że daliby się wepchnąć w szaleństwo, gdyby nie zostali…oszukani? Kto pytał się cywili, co mieli do powiedzenia? Jest i na to zresztą niemało świadectw, ukrywanych, bądź lekceważonych.

Więc może dla przyszłych pokoleń? Lessons learned? Ale na pewno nie dla walki z Komuną, która z wymordowania swoich przeciwników mogła się tylko cieszyć, a sama padła z zupełnie innych powodów. Dla podtrzymywania jakiegoś „ducha”? Lepszy żywy duch kwiatu młodzieży, czy martwy w ziemi?  Co za absurdy, brednie.

Powstanie 44 jako…no lessons learned

I TO najgorsze z najgorszych w zarządzaniu ryzykiem. Brak umiejętności uczenia się na błędach. W imię szaleńczej dumy, jeszcze zrozumiałej za czasów komuny, ciągle i dzisiaj jeszcze bardziej NIE WOLNO głośno mówić. Jak pisał wielki pisarz Józef Mackiewicz, skądinąd krytyk szalonego Planu Burza, zapomniany na uchodźstwie. Więc każdy, kto szanuje ofiarę tych ludzi, ale chciałby żebyśmy my i nasze dzieci nie ponosiły ofiary samopalenia jest odsądzany od czci i wiary. Że NIE wie, że NIE Polak, że NIE rozumie tamtych czasów, że TAK trzeba było.

Nie trzeba było, nie trzeba, a dzielni żołnierze nie byli baranami na rzeź i tu skrzętnie skrywany dowód powstania na Pradze. Ppłk „Andrzej” po ocenie, że nie zostały osiągnięte żadne z założonych celów już po 4 dniach podjął mądrą decyzję o zakończeniu i powrocie do konspiry. Efekty widać.

Nic się nie nauczyliśmy, znowu powtarzamy te same błędy, znowu prowadzeni przez fałszywych proroków gotowych posłać nasze dzieci do walki ze stukrotnym przeciwnikiem, choć sami zaprawdę powiadam Wam oddadzą pierwsi tyły, tacy ludzie to są. Znowu ledwie od dna się odbiliśmy pędzimy w czarną otchłań, bez planu i składu, znowu uważamy, że jakoś to będzie, Polacy, nic się nie stało, znowu ufamy że nam pomogą, tylko zawsze nie ci co trzeba.

Znowu nie potrafimy realnie, na zimno zważyć nasze siły i siły innych graczy, zarządzać ryzykiem, znowu, znowu, znowu….

Powstanie 44 jako…

 

6 powodów dlaczego NIE lubię polskiego Linkedin

4
6 powodów

6 powodów dlaczego NIE lubię polskiego Linkedin>>>
(artykuł uzyskał do tej pory ponad 9800 wyświetleń na LinkedIn)

Z napisaniem tego tekstu nosiłem się od pewnego czasu choć na Linkedin jestem od kilku lat i w ogóle lubię różne internetowe społeczności, mimo że jestem już „stary” jak mi wyjaśnił pewien dynamiczny dwudziestolatek. 

Linkedin to fajna możliwość spotkania znajomych i nieznajomych w sieci, ale od pewnego czasu mocno gra mi na nerwach, szczególnie jego polska wersja, bo uczestniczę też w paru zagranicznych forach…Co mnie najbardziej wkurza?

1. Na Linkedin nie mówi się prawdy

Świat Linkedin często sprawia wrażenie, JEST w wielkiej mierze rzeczywistością równoległą do tej, którą poznać można empirycznie na korytarzach polskich korporacji, wielkiego i małego biznesu, a i czasami urzędu ( no właśnie dlaczego tak mało pracowników z sektora publicznego tutaj ?)

W najlepszym tonie jest więc prezentowanie swoich kolejnych sukcesów, najlepiej zdjeć z wręczania i otrzymywania, oraz przemawiania. W sumie, dlaczego nie? Świetnie ! Ale nie ma tu miejsca na problemy. Że kultura organizacyjne w polskich firmach delikatnie mówiąc nie jest za wysoka albo, że broń boże, jakże często rządzą układy, kolesiostwo, nepotyzm. Że macie minimalną szansę na duża karierę, bo pewne drzwi są dla was po prostu zamknięte. Jak w Indiach, nie należycie do kasty menadżerów zarabiających krocie za „wielką odpowiedzialność”. Nawet kobiety udają, że nie ma problemów ze szklanym sufitem czy nierównym traktowaniem, null, no problem, smile !

2. Na Linekdin nie dyskutuje się problemów biznesu

Szczerze mówiąc, na Linkedin w ogóle niewiele się DYSKUTUJE tu się KOMUNIKUJE i zdaje RELACJE. Tu buduje się markę (jakby się w Polsce liczyła – patrz pkt. 1), zbiera kliknięcia i eksponuje headhunterom swoje zawsze jasne oblicze (patrz pkt. 3).

Chcesz podyskutować o czymkolwiek, a odpowie ci kilka, stale tych samych (pozdrawiam!) osób. Najjaskrawiej widać ten problem w tak zwanych „grupach dyskusyjnych”. Tak zwanych, bo mało kto w nich dyskutuje. Sam prowadzę taką, która ma ponad 500 uczestników i zwykle odzywają się te same osoby. Nie rozumiem, po co się więc zapisywać do grupy dyskusyjnej ? Żeby siedzieć cicho? Mieć logo przy profilu, co potwierdza naszą gotowość do bycia head-huntowanym?

3. Na Linkedin każdy jest optymistą po trzykroć

Przypomina mi się jak kiedyś, lata temu, siedzieliśmy z kolegą salesem w dobrej knajpie, odprężeni przy koniaczku i cygarku , bo klient nie przyszedł na spotkanie (eh piękniejszy moment niż domknięcie sprzedaży) i opowiedział mi taką historyjkę. Że, jak Amerykanowi odetnie nogi i spali się dom, to on rano staje na kikutach, odsłania okno i mówi: jakie piękne możliwości się przede mnę odsłaniają…

Na Linkedin jest, w zasadzie, chyba jeszcze gorzej. Tu zawsze generalnie wszytko jest gites , open 4new challenges forever, znaczy wylali mnie, nie mam na spłatę kredytu, żona mnie rzuciła, a córka wyjechała z Don Juanem de Kalibabka. No, nie chodzi o spowiedzi, ale ten wszechobecny optymizm jest… niehumanitarny?

4. Na Linkedin są tematy tabu ( i to całe mnóstwo)

I nie chodzi tu o sex, czy palenie trawy, ale rzeczy niezwykle ważne dla biznesu. Jako osoba, która zajmuje się zarządzaniem ryzykiem nie mogę się nadziwić, że na Linkedin nie pisze się o dyskryminacji, wszechobecnym nepotyzmie, kolesiostwie, nieuczciwych praktykach i oczywiście nigdy, przenigdy nie można wspominać o tak zwanej „polityce”. Ja rozumiem, że część (większość?) Linkedin-owców w Polsce po prostu obawia się retorsji w pracy, szczególnie jeżeli są związani z szeroko rozumianym budżetem, choćby przez klientów. Ale, skoro tak, to po co udawać, ze jest git i nie ma problemów (patrz pkt, 1,2 i 3) i w ogóle jest fair, wolnie i równo. A co do polityki, to przecież chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że nie ma ona dzisiaj wpływu na biznes i karierę. Oj, ma, ma, to widać, słychać i czuć. I będzie dopiero zabawa…

5. Na Linkedin nie można dyskutować o sprawach błahych, czyli ludzkich

Aż strach by było wrzucić zdjęcie swojego kotka czy pieska, bo zaraz będzie 1000 uwag „to nie facebook”. Ba, nawet są na to gotowe obrazki. Siedzi cicho jedna mądrala z drugim i co mu/jej przeszkadzałby jakiś miły/śmieszny memik, czy fotka from time – to – time (foto powyżej: poznajcie mysz komputerową, na imię jej Lula). Albo jakiś bliski sercu sukces typu: „wyrosła mi piękna paprotka na oknie w biurze”. Albo o zgrozo, dajmy na to „jaką fajną książkę przeczytałem, tak mnie ubogaciła , że przestałem prześladować swoich podwładnych”. Byłoby miło i bardziej po ludzku prawda ?

6. Na polskim Linkedin się nie lajkuje i nie udostępnia informacji innych

To nasza rodzina specyfika, nie żeby w ogóle, ale jak na tę liczby kontaktów, to pod dowolnymi postami może pojawi się parę poleceń, jeszcze udostępnień, jeszcze mniej wypowiedzi. Mam takie podejrzenie, że chodzi tu także o to, żeby nie wspierać Konkurencji (headhunterzy patrzą!) ale pewnie i dlatego, że niby DLACZEGO mam kogokolwiek popierać? No i generalnie, lepiej się nie wychylać, przecież uczą nas tego w polskiej szkole od małego. Komentowanie mogłoby również sugerować, że NIE jesteśmy nieustannie zajęci nowymi klientami, sukcesami, projektami, robieniem nieustającej kariery. Headhunterzy patrzą !

Ale oczywiście WY, którzy to czytacie, tacy nie jesteście, czyż nie? I klikniecie i udostępnicie ten tekst nawet jeżeli się z nim trochę nie zgadzacie? Klik, klik, klik… A może, eh, skomentujecie w wolnej sekundeczce, od robienia kariery ?