Lifestyle

Strona główna Lifestyle

Linkedin 10000 lat później (sci-fi)

0
Linkedin 10000

***********

9 666 567 893….9 666 567 894….Karol Kserksos Von Toruns z rosnącą satysfakcją przewijał na ekranoxie IPadaxa CIz raport z ostatniego tygodnia Linkedinex Analytinks.
Tylko po pod-umieszczeniu ostatniej analizy upadku państwa samodzielnych maszyn rolniczych na Archeopteryks 12Y otrzymał 22 miliony lajków uprzywilejowanych. A jego lead #galaktikspolitikx znalazł się w pierwszej trzysetce leadów wiodących uczestnikówczek Linkedinex całego północnego ramienia Kolonii Zewnętrznych!!!

No, sama analiza przygotowawcza leadu nie była tania. Kosztowała Karol 22 megalajków na nielegalnym Margecie Analitycznym niekontrolowanym przez Radę.
Ale warto było. Był sławny. No, juz za chwilę będzie…Jego 20 letnia harówka, którą zapoczątkował zamieszczeniem leadu #rakietix nad którym pracował jeszcze na 5 roku Akademi Social Lead na Wydziale Leadotroniki wreszcie została dostrzeżona na Głównym Wallu Galaktycznym Linkedinexa.

Wejście na galaktycznego Walla Linkedinexa otwierało przed von Torunsem zupełnie nowe możliwości. Wywiady w Moderowizji, odznaka Coachturkus, Marka Uprzywilejowana (tysiące bonusolajków ze sprzedaży transferowalnych ofert od Hunterów Głów !!!) etc. Etc… Potem możliwość wysyłania inMaili do uczestników 1 kręgu z Kolonii Wewnętrznych. Może…
Wejście do elitarnego kręgu Liderów Walla Głównego. Rozmarzał się… Może nawet status Kształtownika Opinii !

Podniósł wzrok zmęczony wielogodzinną wizjoprojeksją nad emiter Ipadaxa. Niebieska poświata 6 księżyca Saturnixa B, wydobywczej planety w Gwiazdozbiorze Centaura padła na ścianę nad jego biurkiem i zawieszoną tam oldschoolową prehistoryczną ramkę z prymitywną wideokopią czarno – białego zdjęcia.
Doktoruks Yurex Dlwoskopux. Legendarny Leaderex Opinii Planet Wewnętrznych Linkedinexa z okresu brutalnego Cesarstwa Dwuksiężycy.
Doktorux jako pierwszy, swoim leadem #yespolitix przekroczył pojemność 1 lajkomiliona i doprowadził do pojawienia się Osobliwości Walla, która zdruzgotała na 24 milisek Algorytm Linkedinexa i nadała Yurexowi w kolejnej megasekundzie przyrost 10 do 5 kilopotęgi poleceń. Algorytm został potem przebudowany na zlecenie Rady, ale Doktorux zajął na trwałe miejsce w historii Lunkedinexa.

W ciagu kolejnych parsekolat Linkedinex przechodził kolejne eksplozje rozwoju. Lokowane nań leady ściągały rzesze korporexów do pracy przy zdobywaniu i zasiedlaniu Kolonii Zewnętrznych. Doktorux pozostał legendą. Co najdziwniejsze, jego profilex był ciągle dostępny na Lnkedinexie. Rada Leaderexów nie mogła nigdy zdecydować się na Kasację.
Co jeszcze bardziej niesamowite krążyły legendy jakoby kolejni pretendenci na Leaderexów Walla otrzymywali regularnie zaproszenia do kontaktów z profilexu Yurexa. Choć Rada wielokrotnie ogłaszała, że profilex Doktoruxa jest nieaktywny a jego licznik zatrzymał się na nieprawdopodobnej liczbie 11 do 4 teramegapotęgi poleceń. A sam Doktorux nie żył od 2 parapsrseków. I ciągle przybywało nowych poleceń na profilexie legendy…

Jego wzrok. Karol wrócił do ekranexu Ipadexa i 8 wymiarowego Walla Linkedinexa. Kliknął mentalnie w ekran Portlu.
Profil ze zdjęciem Legendy. Melancholijne, tajemnicze spojrzenie…von Toruns miał wrażenie, że te oczy wpatrują się w bacznie w niego….w niego w niego…Był naprawdę znużony, a to dopiero 6 księżyc, świt daleki…oparł głowę o biurko…

******************************
Tuiu, tuiu, tui u….
Karol zerwał się z płytkiego snu. Jak długo spał! Za oknem zrobiło się już zielono. To musiał być chyba 8 księżyc. Ale długo spał, ze 24 godziny księżyca wiodącego….
Poszedł do samokuchni, kiedy wracał ze szklanką Bullredexa który trzymał w lodowexie na specjalne okazje wzrok jego padł na pulsujący teraz na niebiesko ekran Ipadaxa. Na niebiesko! To był kolor tradycyjnego sygnału, o którym marzyły latami tysiące Zbieraczy Leadów na Linkedinexie.
Wzniósł toast.
– Gratulujemy sukcesu. Karol Ksekrksos von Toruns pierwszy Leaderex Opinii Walla Głównego z Kolonii Zewnętrznych. Brawo! – zaklaskał sobie po cichu i pociągnął solid łyk z puszkexa ekskluzywnego Bullredeksa, który kupił za 100 reurosów. No, fakt nie było go stać na oryginał, ale i ten był podobno importowany prosto z planety Matki. Ale teraz Karol mógł sobie pozwolić na luxus.
„Kujemy żelazo jako ciepło” powtórzył staroprzysłowie, które zapisał kiedyś na ndrajvie w czasie bezmyślnych włóczeg po Wallu. Inni hłopaxodziewczyny woleliły kajterxex na magnetoplażach czy sieciowe śpiewy. On wiedział swoje, miał swoj cel. I oto nadchodziła Nagroda….
Przysunął siedzisko i czekał na lawino – lajki, które Algorytm Linkedinexa powinien zacząć generować dla niego.
Kiedy…Zrobiło mu się zimno. Śmiertelnie!

Licznik się zmieniał ale fala, to nie był przypływ. Odpływ, odpływ!
Patrzał z przerażeniem, jak po kolei traci parseki lajkow za parsekami. Najpierw najnowszych, potem grupowych, wreszcie bazowych.

Jak szalony klikał w metaklawiaturę umieszczając sprawdzone leady wiodące: #menagex, #optimostics #bogactex. I nic nic nic. Coś strasznego stało się. COŚ, KTOŚ potężny z Wewnętrznego Kręgu Linkedinexa umieścił na jego wallu jakiś powerefulny megalead, który zamiatał jego walla potęgą żelaznej miotły.
Niedoszły Leaderex patrzał bezradny jak spada do poziomu średniego, potem początkowego. Wreszcie jego ekran zatrzymał lajklicznix jego osobistego Linkedinexa na 1.
Jeden, jeden…JEDEN!!!
Był nikim.
„Jak to !?” jak szalone pytania przelatywały mu przez głowę. Ale …
Wszedł do ruta swojego profilu Lnkednexa. Mogą go ukarać za naruszenie Algorytmu. Ale musiał wiedzieć kto, dlaczego !?
Sięgnął do szuflady srebrnego ndrajva który kupił kiedyś na czarnym rynku jako fetysz, pamiątkę.

Nigdy nie sądził zw musie przyda, ale teraz?… Spocony wgrał antyalgorytm, który po chwili zaczął wyświetlać jego lajki spadające z walla. Od końca. To było nielegalne i jeżeli jakiś sygnalista dotrze do Rady, wymażą go na zawsze. Zostanie mu tylko lawirowanie na outpofesjonalych mega sieciach jak Rodox, albo jeszcze gorzej. Szemranych jak Fejsex. Trudno, trudno. Czekał zmartwiały i patrzył na ekrany spadających walli, które zapełniał leadami od 30 lat.. aż na końcu wyświetlił mu się lead wiodący…
Puszkex Bullredexa wypadł mu z zmartwiałej reki. Wpatrywał się jak zahipnotyzowany projekcję Ipadexa.
Na niebieskim tle, połyskiwał lead wiodący, który zapoczątkował lawinę, co uczyniła z niego żebraka.

**#tuniemiejscenaTO **
**Doktorux Yurex Delvoskopuks….**

 

ryzyko mania

 

Linedin 10000 Linkedin 10000

Profesjonalista czyli Nikt

0
profesjonalista

Profesjonalista czyli Nikt>>>
Mógłby się kto zastanawiać czy na forach profesjonalistów  ktokolwiek zauważa , że dzieją się rzeczy historyczne, fundamentalne i przełomowe dla naszego systemu społeczno – gospodarczego, państwa, gospodarki, ba, kultury.

Z lektury forów profesjonalistów wynika, że zasadniczo nie, bo jak zawsze króluje sprzedaż i sukcesy w budowaniu marki, pewnie w tle cicho trzepocą pracowite skrzydełka headhunterów. Myślałby kto , że jesteśmy w Kaliforni albo nad Menem. A tymczasem ….A tymczasem za oknem szalony wiatr historii….Najwyraźniej dla profesjonalistów to sprawy mało ważne, albo można się domyślać istnieją inne przyczyny tego milczenia, a są one według mnie następujące:

Strach. Pisze o tym już nawet jedna z dawnych apologetek profesorka socjolożka, teraz bywsza za , czuć w powietrzu ten specyficzny smrodek strachu przed  przeszpiclowaniem, zwolnieniem, prześladowania przez niedemokratyczne i omnipotentne siły. Deklarowane wartości etyka, sprawiedliwość uczciwość, rzekomy patriotyzm, poszanowanie prawa schodzą na n-ty plan. A w zasadzie już ich nie ma i chyba nigdy ich nie było.

Naiwna wiara, że wszystko jest odwracalne, że rzeczy płyną swoim torem a potem wrócą z nami, czy bez nas za sprawą tajemniczej karmy do mistycznego equilibrium. Oczywiście jest to niezgodne z podstawowym doświadczeniem historycznym. A jeżeli to, jak mawiał Lord Maynard w długim okresie wszyscy będziemy martwi. Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało, jakoś to będzie, polacy jakoś to będzie….

Apoteoza nijakości i przezroczystości i swoistej życiowej i zawodowej mimikry, która nie pozwala nam ujawniać swoich poglądów na żadne wartości, tak jakby ekonomia i sam biznes nie była oparta na wartościach zaufaniu, uczciwości, pracy dla wspólnego dobra, a brutalnej eksploatacji słabszych przez silniejszych. Świetnie o tm pisał George Gilder w Bogactwie i ubóstwie. Ale kto tu czyta takie książki ….

Brak wiedzy o współczesnym, globalnym świecie i wyzwaniach które przed nami stawia, które nie da się pokonać metodami z Gierka czy Mao Tse Tunga. Zamknięte na świat, antydemokratyczne społeczeństwa nie generują innowacji i postępu. Albo -albo. Świat nas nie będzie ratował, Europa nie skoczy z nami w niewiadome. Wasze małpy, wasz cyrk.

Brak szerokich i dalekosiężnych (dłuższych niż tydzień) horyzontów, przekonanie że jest ważne tu i teraz, ta praca, to zlecenie a nie mój biznes za 10 lat, nie mówiąc o biznesie naszych dzieci, przyszłych pokoleń który już teraz się buduje. Miał być Europejczyk, po 28 latach wyszedł Homo Sovieticus.

Profesjonalista to człowiek bez wiary, odwagi i poglądów i idei . Profesjonalista, czyli NIKT.

Niepamięć 44

3

Kolejna rocznica strasznych wydarzeń Powstania w Warszawie.

Powiem szczerze. Nie lubię tej rocznicy. Tego bezrefleksyjnego zachwytu nad masakrą setek tysięcy cywili, wymordowanych kobiet dzieci. Podziwu dla kwiatu młodzieży wysyłanej z gołymi rękami na uzbrojonych w szybkostrzelne karabiny maszynowe zaprawionych w bojach żołdaków. Żeby sobie zdobyli broń gołymi rękami.

Dzień czczenia szalonych dowódców, którzy choć byli zawodowymi żołnierzami nie przygotowali właściwie NIC.

Planów, łączności, taktyki, strategii. W ogóle od razu gdzieś się pochowali, patrzeli z dachów przez lornetki na agonię kolejnych dzielnic. Tak się składa wszyscy kapitanowie tego Titanica przeżyli. Wymowne…
W Powstaniu działy się rzeczy trudne do wyobrażenia i większość ludzi ma wyobraznię zbyt małą żeby wychwycić w powietrzu ten skowyt ten jęk gwałconych i mordowanych harcerek, palonych żywcem , matek niosącyh poszarpane zwłoki dzieci….
Gloria victis. To wszystko załatwia.

WY nie rozumiecie jak to jest pięknie umierać za Ojczyznę. Swoją drogą zaiste zabawne w kraju gdzie większość ma za nic obronę demokracji, Konstytucji, zarobiona jest na grilla jedziemy, mamy kredyt…Nie powiem ale nie mam wątpliwości kto dzisiaj stanąłby gdyby zabrzmiała trąbka. Dudy w miech jak mawiał Onufry Zagłoba…Wszystko przełajdaczone szepce Winrych przed śmiercią…

Cała ta dyskusja na NIC.

A chociaż moglibyśmy powiedzieć, za ileś lat, na grobach nieżyjących że ta Wasza śmierć coś jednak dała. Miała sens. Naród ZROZUMIAŁ. Już jesteśmy przygotowani, nie rzucimy znowu naszych dzieci na śmierć pewną. Mamy sojusze, plany, mądrych dowódców, odrobiliśmy lekcję.

NIC z tych rzeczy nie będzie.

Tak pięknie umieraliście z wypatroszonymi wnętrznościami spaloną twarzą w gównie kanałów…Weselnych chochołów taniec…

W ogóle mniej patetycznie, tak w punkcikach, przy tej kolejnej rocznicy to co najbardziej wścieka w ten dzień:

1. Nigdy albo cichutko, na 5 stronie obchodzi się dzień UPADKU (tak, tak był, a to niespodzianka !). W trakcie szybko zapomina się o jego trwaniu. Bo po piosnkach i kwiatach było już tylko gorzej, bardzo źle. Wegetacja i czekanie na śmierć. Już około końca sierpnia mało kto mówi. A wrzesień...ho, ho do szkoły kochani po zeszyty….

2. Na nikogo nie działają argumenty pisane, czarno na białym dokumenty książki. Nie znam NIKOGO kto w dyskusji ZA przytaczałby liczby, zeznania, dokumenty. Z tej strony zawsze jej WIARA, ZACHWYT. Nikt tego nie zrozumie, tylko Oni wiedzieli…To może w ogóle zamknąć akademie wojskowe, polityczne, uniwersytety. Nie ma historii, nie ma dokumentów z dowództwa, wspomnień jest tylko śliczny płacz i wzruszające piosenki. Odesłali broń przed powstaniem? Schowali ponad 600 Peemów na póżniej ? Na ul. Leszno 10 odkryte w 1947….ZDRADA? .A obłęd prostalinowskiej akcji Burza?  A któż to zrozumie mistyczna, tajemnica…Od konkretów to byli Brytyjczycy czy Niemcy my jesteśmy ponad, mistyczny mesjasz narodów..

3. Broń, logistyka, jedzenie, komunikacja. Te podstawowe twarde fundament każdej operacji wojskowej są zbywane jakimś surrealistycznym oj tam oj tam jakoś to będzie. Ale fakt, to już nasza narodowa tradycja ” Obok Orła znak Pogoni poszli nasi w bój bez broni „ 1863, 1944. Luzik, tak się chodzi już…Czad co nie ? Kto tak potrafi jak My ?

4. O zaopatrzeniu ludności cywilnej nikt nie pomyślał. Woda, jedzenie, zapasy. Radźcie sobie sami. Collateral damage.. 200 000 dwieście tysięcy….

5. Odpowiedzialność. Nikt nie może i nie powinien ponosić żadnej odpowiedzialności ani historycznej ani politycznej ani żadnej. Tak wyszło, jak nie wyszło, to trudno. Piękny przykład i to widać. Co by kto nie sp…lił zawsze może się odnieść do metafizycznej karmy.

6. Cui bono…. Na czyją korzyść. Wychodzi na to, że na naszą. Nie ma na to żadnych dowodów, ale jak już napisałem, to dowody nie są tu w ogóle mile widziane. Ba są wręcz niepożądane. To dzięki powstaniu był KOR i Wałęsa a ostatni czytamy, że nawet bitwa smoleńska. W sumie jak się uprzeć to nawet EURO 2012 dlaczego nie. A błagam za wybaczenie za tę kpinę bo….

7. To w ogóle rzecz święta. Nie można jej zrozumieć, a nawet nie wolno. Powstanie to wiara objawiona. Niestety czołg Tiger to 55 ton konkretnej stali. Wiara Pancerza nie przebije. Ani wtedy ani dzisiaj, to ci niespodzianka.

8. I jeszcze cytat bez komentarza. Ernest Hemingway który przejechał wszystkie wojny na wszystkich kontynentach, był ranny zauważył kiedyś: „zadziwiające jak wielu bohaterów wojny przeżywa, a nie bohaterów umiera” zinterpretujcie sobie to jak chcecie….

9. No dobrze. Jeszce jedno tego autora. Papa opisując wojnę w Abisynii zauważył, że kiedy włoskiego żołnierza (tak dobry jak i nasz kto zna historię ten wie) postrzelą w miękkie to krzyczy głośno „Duce, Italio !!! jak pięknie za ciebie umierać”. Kiedy jednak kula strzaska kość, wypruje flaki to jęczy ” Mamo, mamo , mamo’…. Podobno zresztą każdy umierający żołnierz wzywa matkę w sowim języku….A strzelone przez snajpera 9 letnie dziecko wysłane na wojnę przez jakiegoś bydlaka w mundurze oficera rodem z Afryki ciekawe co woła…wrrrr

9. „Nie trzeba głośno mówić” to tytuł jednej z książek wielkiego i systematyczni zapominanego pisarza Józefa Mackiewicza. Niech to będzie podsumowanie….Niepamięć 44. Do następnych zachwytów….za rok…

ps.

Rok temu…

http://www.ryzykonomia.pl/powstanie-44-anty-zarzadzania-ryzykiem/

6 powodów dlaczego nie lubię (słabych) konferencji

2

6 powodów konferencji >>>
Sezon konferencyjny w pełni i doświadczonym panelistą będąc i podobno nie najgorszym mówcom jestem i tu i tam zapraszane na coraz to kolejne konferencje… I chodzić mi się chce coraz mniej…. A powody są m.in. takie:

1. Bo konferencje są nudne merytorycznie

Dziwne to ale mam takie wrażenie, że wielka część konferencje (może juz jestem zblazowany) nie daje mi żadnych nowych „doznań”, nowych impulsów do poszukiwania wiedzy. Wiadomo mniej więcej o czym będzie mowa, formuła ciągle ta sama, mowa jest o tym o czym mniej więcej wszyscy już i tak wiedzą. A może to ja jestem za mądry? Tylko dlaczego wszyscy coś klepią w smartonach i tabletach, podczas….

2. Bo wszędzie tylko panele

Panele opanowały konferencje jak kraj długi i szeroki. Zwykle są jednak nieprzygotowane i mało kontrowersyjne. Siadają paneliści jeden z drugą, mówią co im język na ślinę przyniesie, wszyscy się ze wszystkimi zgadzają, uśmiech buźka, eh żeby ktoś kiedyś zaatakował, nie zgodził się, dramatycznie. Jak się zdarzy, od razy sala się budzi. BTW prowadzenie panelu to duża sztuka, nie każdy może choć każdy może…

3. Bo dyskutanci nie odrabiają zadań domowych przed. 


Rozumiem jesteście ekspertami, ale może dobrze by byłoby wcześniej uzgodnić tematy przemyśleć, ewentualne pytania, problemy. Zgromadzić jakieś dane, przeczytać artykuły. Mieć notatki. To od razu widać.

4. Bo prezentacje są słabo przygotowane a bycie mówcą to nie chleb z masłem.

Ogólnie wydaje mi się że poziom naszych biznesowych i nie tylko mówców jest średnio wysoki 🙂 Mówić każdy może, ale widać, że nie każdy powinien. A jak już mówi to powinien się solidnie przygotować. Ćwiczyć, powtarzać w domu. To od razu widać. Sam sobie jako-tako radzę. Ostatecznie: mów z zapałem !!! Publika to zawsze docenia

5. Bo mówcy są dobrani nieprawidłowo
Oczywiście nie zawsze i pewne często nie… Może szczególnie oprócz różnych konferencji nowych idei i trendów i innowacji. Śmiać mi się chce jak ciagle zaprasza się te same twarze, tłuste koty mruczące ględzące o innowacjach, bez serc bez ducha, to szkieletów ludy, młodości dodaj mi skrzydła! Gdzie te nowe idee, gdzie? Trendy to wyznacza się w Paryżu, tu sadzi się ziemniaki, jak mawiał poeta…

6. Bo za mówienie się u nas nie płaci.
Dobrzy zawodowi mówcy, eksperci, freelancerzy chcieliby Drodzy Organizatorzy żeby (o zgrozo zapłacić m co najmniej koszty podróży, skromne pole namiotowe i chleb z serem z plujką). Wiem, wiem że to „wielka promocja dla Pana/Pani marki”. Ale mi juz się promować nie chce, co mogłem to wypromowałem, a wyżej (…) kolegów i znajomych królika i tak już ….się nie wypromuje (patrz mój artykuł o Szkalanych sufitach kariery…)
Więc… jeżeli chcecie żeby Wasze konferencje były w fajne i tłoczne i płaćcie dobrym i niekoniecznie zawsze tym samym, bo i ci się co-nieco zużywają.

Powodzenia …lecę na konferencję, kolejną, eh te przyzwyczajenia….

A jakie jest Wasze zdanie? 6 powodów konferencji?… a może więcej? 

 

 

Poradnik influencera

0

Poradnik influencera. Dla początkujących i zaawansowanych.

Ja influencer…Krew zaleje niejednego zapewne na tę deklarację, ale co tu mówić, taka jest prawda. No bo jak się ma parę tysięcy tych kontaktów i czasami spore odzewy na Linkedinowym wallu to jakaś influencja jest, co tu się krygować. 

O influencji mas w Sieci, władaniu rzędem Dusz marzy (nie mamy wątpliwości) cała masa ludzi obecna na LinkedIn, bo to nie tylko prestiż, ale i „budowa marki”, sława, zaproszenia. Jest o co walczyć…? 

Konkret czyli monetyzacja

Co by kto nie twierdził dla influencera idealna byłaby monetyzacja tej wallowej popularności. Stąd mamy wysyp różnych mistrzów sprzedaży, uśmiechniętych kołczów mentorów i budowniczych marki. Czy ekspertów od zarządzania ryzykiem. Touche.  

poradnik influencera Linkedin

Idealistycznie jednak myślimy że prawdziwy infulencer wcale nie zabiega o sławę i monetyzację. Albo inaczej, to co pisze i robi nie jest robione „pod” te cele. Ważniejszy jest przekaz, obserwacja, analiza, idea ważna dla influencera. Wtedy może być wiarygodny w tym co pisze ( i robi ) i moze ludzie to docenią. Prawda was wyzwoli i ludzie ją docenią. I będziecie piękni , słani i bogaci. Może.  

Popularność

Jasno stawiamy sprawę że naszym skromnym zdaniem podniecanie się tysiącami liżących rowa pardą z każdym postem czy wystąpieniem gdzieś jest marnym influencerstwem choć monetyzacją pewnie nie najgorszą.

Po cichu nie wprost i między wierszami wymyka się to czasami różnym gwiazdom influencerstwa, że u nas ciągle zaścianek, ciemnogród i prostackie maniery. No ale oczywiście to się zmieni, zmieni….za 100 lat albo więcej.  A może powinni walnąc pięścią w stół zamiast rozdzielać piękne uśmiechy? Może wtedy byłaby realna Zmiana? Nie za 100 lat, ale Teraz, szybciej ? Naiwność?

Prawda was wyzwoli i ludzie ją docenią. I będziecie piękni , słani i bogaci. Może. 

No ale zostawmy już to znęcanie się nad tą konkurencją do Waszego rządu dusz i podzielmy się kilkoma jeszcze obserwacjami na poletku influencerstwa.

O czym pisać 

Więc od razu. Czym influencować zasadniczo niespragnioną twojej influencji publiczność? 

Żeby nie było że tracicie czas na czytanie szybkie trzy typy wallowych bestsellerów. Ołówki gotowe? As follows:

1. Dlaczego jestem aktywny/nieaktywny na Linkedin? 

2. Dlaczego lubię / nie lubię Linkedin

3. Linkedin to doskonałe/beznadziejne narzędzie 

Jak widzicie w bonusie macie razem sześc murowanych tematów. Sam kiedyś taki napisałem z pewną popularnością tutaj… ale żeby się usprawiedliwić, że nie jestemryzyko podcast cynikiem wyjaśniam, że wtedy jeszcze nie byłem uświadomiony, jak Wy teraz…

Tematy auto-linkedinowe są bezpieczne, nikomu nie wadzą a pokazują też Twoje sieciowe, socjalne zaangażowanie. Influencja de facto żadna, ale taki artykuł da ci „aktywności” i może przysporzyć trochę popularności. 

Możesz oczywiście – tu uśmiechamy się sardonicznie – napisać co cię naprawdę boli i co chciałbyś zmienić. Ale uwaga, wchodzisz na grzęski grunt mówienia Prawdy i….. Prawdziwego influencerstwa. Ty decydujesz. Tu cię kwiatami witać nie będą ! Oczywiście są i inne możliwości, oczywiście że są. 

Jeżeli znacie się na marketingu i sprzedaży albo miękkościach to macie jednak lekko z górki. To w zasadzie tematy na Linkedin popularne bo w sumie każdy chce komuś coś sprzedać. Choćby wiedzę jak sprzedawać. Ale i tu konkurencja jest najciaśniejsza. 

Jednak najlepiej piszcie o tym na czym się znacie albo i co jest dla was ważne. Bo najważniejsza jest… 

….Your way czyli Twój styl

Bo nawet jeżeli jesteście geniuszem temacie albo nie macie dostatecznie szerokiego uśmiechu zastanówcie się z której strony ugryźć temat.

Tematy auto-linkedinowe są bezpieczne, nikomu nie wadzą a pokazują też Twoje sieciowe socjalne zaangażowanie.

Bo sposób ugryzienia tematu jest w gruncie rzeczy sprawą kluczową. Każdy kto wchodzi na krętą ścieżkę społecznościowej influencji powinien znaleźć swój własny art.

Publiczność co kochamy ja

Wielokrotnie czytałem tu niespecjalnie zawoalowane autoreklamy o wielotysięcznych zasięgach. Kilka razy wiedziony podziwem i skrywaną zazdrością poprosiłem o linki do publikacyjnych sukcesów. Niestety bez rezultatu . Samemu pare razy udało mi się osiągnąć pewna popularność, po kilka setek komentarzy i pewne zamieszanie. A mam pewne doświadczenie w tworzeniu treści. Ale, to NIGDY nie było tyle !

poradnik influencera 2

No więc nie wiem gdzie te zasięgi choć przecież nie wykluczone że są. I naprawdę chciałoby się widzieć takie treści do poczytania….Generalnie jednak zaryzykować można, że za wasz znojny trud dostaniecie pare lajkow i jakąś pochwalę. Niestety niechęć do czytania dotarła i tutaj. Ale jest i dobra wiadomość! Oni nigdy cię nie zawiodą…

Hejterzy

Każdy influencer spotkać się musi z hejtem bo naród mamy niezbyt przyjazny do podskakujących. O hejterach pisałem wcześniej i wiecie co ? Moja rada u mnie działa. Mniej ich jakoś wokół. Kasujcie , kasujcie, kasujcie.  Ja hejterów osoby atakujące ad personam, te które nie mają nic wspólnego z światem moich wartości blokuję z widoku (jest taka opcja). I Wam to sertdecznie radzę ! 

Po co macie nie spać po nocach i układać w myślach ogniste tyrady i repliki do idiotów. I tak odpiszą Ci, że się „nie nadajesz do dyskusji”, „że ziejesz jadem” i „jesteś poniżej ich poziomu” Oczywiście nic o argumentach, linkach, danych które wygrzebywałeś w pocie czoła. 

Ninja czyli milcząca większość

W istocie większość Twoich czytelników oprócz pary hejterów i zapewne zazdrośników to cicha masa. Ninja. Statystyki pokazują,  że to miażdżąca większość na Linkedin. Od czasu do czasu spotkacie ninja także realu, choć nie liczcie na oklaski. Ninja zwykle nie mają czasu, zarobieni, są zabiegani, na głupoty, owszem przeczytają, pokiwają głową, jest jak jest co tu zrobić. 

Pewnie tak musi być Ale jeszcze raz. Po co tu jesteście? Myślałyście kiedyś Panowie i Panie Czytelnicy? Lajk nic nie kosztuje a i pewnie mielibyście sporo do powiedzenia. W końcu głupi nie jesteście. Na pewno o wiele mądrzejsi niż ci wszyscy aspiranci do influencji zalewający z nudów walle swoimi wypocinami…spróbujcie, to nie jest takie trudne ! 

Uwaga końcowa

Kiedyś pewna miła osoba pochwaliła mnie, że mam „aktywności” pod pewnym wpisem. No tak. tak. Ale serio. Prawdziwemu influencerowi w gruncie rzeczy nie chodzi o aktywności. Influencer to lider zmiany. Pisze, działa, bo nie zgadza się na Reczywistość. „Aktywności” są fajne ale to tylko nagroda. Nie dajcie się wpędzić w „aktywności” i „konwersje”. To jest prosta droga na fejsbuka, gdzie ciekawe często są właśnie odsyłani prawdziwi influencerzy. Na FB od ręki robiłem tysiące lajków, tylko że ludzi, którzy za 5 minut zlajkują tańczące kuraczki.

Niewykluczone, że i ten tekst nikogo nie zainteresuje i dostanie w najlepszym wypadku 2 lajki. Na pewno Autora i może jakiejś zagubionej duszy. 

To kolejna prawda Linkedinowej influencji: nigdy nie wiadomo co wypali, łaska publiczności na pstrym koniu jeździ. 

Księgarnia Ryzykonomii zaprasza

O ryzyku na drodze

1

O ryzyku na drodze >>>
LinkedIn opublikowaliśmy przed Nowym Rokiem krótki i chyba dosadny tekścik, który zyskał dość duży oddźwięk. Dotyczy wielokrotnie poruszanej przez nas kwestii ruchu drogowego. A przede wszystkim rodzimych kierowców i dramatycznej sytuacji z tym związanej.

Poniżej zamieszczamy dla Czytelników Ryzykonomii Lifestyle zrzut ekranowy z tekstem.
Mamy nadzieję do polubienia i zgodzenia (?) się. Komenatrzy? Link do orygunalnego tekstu na LinkedIn tutaj https://www.linkedin.com/feed/update/urn:li:activity:6351763493917642752/

o ryzyku na drodze

Strzelanina w Parkland

0

Strzelanina w Parkland. Active shooter. Masowy morderca. >>>
Kolejna masowa tragedia w USA. Active shooter w szkole. Przypominamy po raz kolejny artykuły Tomasza Goleniowskiego eksperta od bezpieczeństwa z Eod Tech, kóre ukazały się w ubiegłym roku na łamach Ryzykonomii.

Link do artykułu cz. 1 

Active shooter czyli człowiek z bronią (cz. 1)

Link do cz. 2 

Masowy morderca active shooter cz. 2

Na you tube można znaleźć również sporo pożytecznych instruktaży jak się zachować w przypadku niebezpieczeństwa typu active shooter / masowy morderca. Redakcja Ryzykonomii uważa, że to paręnaście dobrze spędzonych minut ze współpracownikami czy rodziną. Rzeczpospolita pisze właśnie, że w Polsce w prywatnych rękach, oficjalnie znajduje się około 209 000 jednostek broni palnej. A są przecież zagrożenia o naturze terrorystycznej. Więc warto.

https://www.youtube.com/watch?v=2jw8a6Auk-g

https://www.youtube.com/watch?v=cO5FJ0v_tuc

Be prepared !!!

Bądź przygotowany/a!!!

Edukacyjna klęska

0

Jeżeli są dziedziny, które Redakcja Ryzykonomii uważa, za szczególnie istotne nie tylko dla zarządzania ryzykiem, ale dla całego „dobra społecznego” to jest wśród nich na pewno edukacja.

Bo z edukacji my wszyscy. I organizacja, i gospodarka i polityka i zarządzanie i nauka i Państwo i bezpieczeństwo, i, i, i….

Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie, mówił kiedyś Kanclerz Jan Zamoyski. 

No więc jak jest z tym naszym chowaniem, systemem edukacyjnym przede wszystkim. Po owocach ich poznacie. Niska , dramatyczna innowacyjność naszej gospodarki nie bierze się znikąd. To gorzkie owoce naszego archaicznego systemu edukacyjnego, już i przede wszystkim na najniższych poziomach nastawionego na urawniłowkę, pamięciówkę, konformizm. Zdolnych dzieci nam nie brakuje, niestety nie dla zdolnych, nie dla wydobywania tego co najlepsze z naszych dzieci mamy system edukacji.

Nic więc dziwnego, że link i infografika do analizy Akademii Nauki (więcej w artykule) o ile rozumiemy stosunkowo jednak mało znanej organizacji wywołał wielkie zainteresowanie kiedy Ryzykonomia zamieściła go na swoim wallu na LinkedIn (link).
Oczywiście pojawiły się zarzuty o metodologię badania, źrodła, dobór grupy etc. etc. Ale w gruncie rzeczy wynikli badania grupy licealistów pokazują to co już wiemy o polskiej oświacie : zupełnie nie przystaje ona do wyzwań modernizacji, niestety nie widać światełka w tunelu….. :(((

A wygląda on tak: 

edukacyjna klęska

Zarządzanie kryzysowe: Jeż uratowany !

0
Zarządzanie kryzysowe: Jeż uratowany !

Zarządzanie kryzysowe: Jeż uratowany !>>>

Ryzykonomia często pisze o sytuacjach kryzysowych i zawsze łatwo mówić, kiedy nas to nie dotyczy. Tym razem…Taka sytuacja

Jest 22, około.. Rozhibernowany Jeż czekał na naszym parkingu na woją Karmę -6 C . Albo na nas. Już wielokrotnie czytaliśmy na stronach ekologicznych, że jeże wybudzone przy zmiennej pogodzie, kiedy nastaną znowu mrozy nie mają szansy przetrwać. A jeż jak wiecie to zwierzę bardzo pożyteczne i jakoś nam się zawsze wydawało, bardzo miłe….
Więc działamy….
Złapaliśmy i ogrzewamy w domu w klarce. Dostał wody i gotowane jajko.

W nocy siedzi w klatce i nie rusza się. Nie je nie pije…

Rano ciąg dalszy Jeż yesterday’s story….Pędzimu do znajomej Pani weterynarz, która wcześniej leczyła nasze zwierzęta. Ale jak się sama śmieje „zbawia świat” w puszczach, różnych leśnych ostojach ratując orły, wiewiórki i jeże pewnie też.

Więc740 gram Pana Jeża (checked by wet 🙂 zostało o bladym poranku przeanalizowane profesjonalnie przez Panią wet. Wychłodzony, ale powinien dać radę. Potem pojedzie od CSRowych wetów do Ostoji dzikich zwierząt w Borach. Życzymy mu szczęścia i lasu na wiosnę. Uff.

Kryzys zażegnany, mamy nadzieję…

Jeżeli zobaczysz teraz jeża wybudzonego ze snu nie porzucaj go w potrzebie. Weź do domu, nie zje ciebie ani Twojej rodziny, mityczne pchły w zimie nie skaczą. Ogrzej go, daj mu pić i jeść (gotowane jajko, gotowany niesolony kurczak, lista w internecie) Potem skontaktuj się na jeden z adresów „o jeżach” albo weterynarzem w okolicy. Są w necie i na feacebooku.

Na przykład:

http://jezurkowo.primum.org.pl

http://www.jeze.org.pl/pomoc_jezom

http://ostoja.gda.pl

9 hejterów z LinkedIn

2
9 hejterów z LinkedIn

9 hejterów z LinkedIn>>>

(ps. Wpis te sprzed jakiegoś czasu na LinkedIn nabiera nowego kontekstu w świetle świeżego skandalu z sterowaniem opinią publiczną na łamach największego Social Network na świecie…Na fesjbuka !!!)

Jako osoba produkująca się w mediach społecznościowych, najczęściej na portalu profesjonalistów LinkedIn, ku uciesze jednych i zapewne utrapieniu drugich, zastanowiła mnie ostatnio pewna kwestia… Czy polski LinkedIn, jako przecież medium profesjonalistów, jest wolne od wszechobecnego w naszym życiu hejtu? Moim zdaniem NIE, nie, nie, nie…

Poniżej, parafrazując biblijnie, próba opisania problemu na bazie własnej i empirycznej. Przedstawiamy Wam 9 hejterów polskiego LinkedIn:

Hejter 1: Nudzą/denerwują/męczą mnie Autora wpisy

Hejter 2: Autor się nie zna

Hejter 3: Autor nie ma co robić (ja mam, BTW ha, ha…hejtuję!)

Hejter 4: Autor jest pesymistą i czarnowidzem (to się nazywa: identyfikacja ryzyka, krytyczna analiza)

Hejter 5: To nie fejsbuk (serio, serio?) 

Hejter 6: Biznesu to nie obchodzi (Biznes, to Ja!)

Hejter 7: Nikogo to nie obchodzi (uf!)

Hejter 8: Tu nie miejsce na to 

Hejter 9: Tu nie miejsce na: 

  • politykę (patrz: ochrona środowiska)

  • politykę (patrz: prawo, wymiar sprawiedliwości)

  • politykę (patrz: ochrona zdrowia)

  • politykę (patrz: XIX wieczne stosunki pracy)

  • politykę (patrz: dyskryminacja, rasizm, prawa kobiet, gejów, ciapatych i innych podludzi)

  • politykę (patrz: krytyczna analiza Czegokolwiek)

Dodajmy jeszcze, że hejterzy w mniej lub bardziej zawoalowany sposób nawet grożą (tak, tak) autorom publikacji i komentarzy. „Będę/ziemy cię obserwowali” (sic) to przykład, a ostrzeżenie zapewne nawiązuje do zbliżającej się wielkimi krokami ery „sygnalistów”.

Czujne oko dostrzeże sytuacje, kiedy osoby sprowokowane, podpuszczone bezczelnością hejterów są zmuszone ich przepraszać pod groźbą pozwów czy innych konsekwencji. Niestety, Kodeks Boziewicza już nie obowiązuje, choć osobiście uważamy, że chamowi najlepiej byłoby dać w ….. (buzię), honor i kultura są mu po prostu obce.

Temat hejtu poruszam także dlatego, że w wypowiedziach moich kontaktów publicznie i na priv pojawiają się sygnały, że wielu innych uczestników tego forum doświadcza mniej lub bardziej zawoalowanego hejtu, często bardzo wyrafinowanego.

Tematyka jest tu dowolna. Hejterzy targetują „niewłaściwie, źle napisane CV”, wytykają problemy z znalezieniem pracy (za co obarczają swoje ofiary), podważają publicznie kompetencje zawodowe, co osobiście uważam za rzecz podłą. Zakładają, w dowolnym temacie że dyskutant „nie zna się”. I to bez jakiejkolwiek znajomości wiedzy i doświadczenia interlekutora w „temacie”. Ba! Skromnemu autorowi niniejszego nawet wytykano nazwisko. Jakie jest, takie jest, Są gorsze 🙂 O koligacjach „ubeckich” i sterowaniu wiadomo przez kogo nie wspominamy nawet..

A rebours przypomina mi się fajny wpis na LinkedIn w temacie jakiegoś sportowego wyjazdu Kogoś. Ów wpis zdobył poklask publiczności, przy czym na samym początku, najwyraźniej na wszelki wypadek publikująca osoba PRZEPRASZAŁA potencjalnych czytelników, że zamieszcza taki „niebiznesowy” wpis… ZGROZA. Szczęśliwie komentujący, do rzeczy przekonywali, że wykazywane cechy są ważne dla biznesu, przywództwa etc.

A przecież każdemu znudzonemu, niechętnemu publikacjom moim i czyimkolwiek radzimy: wystarczy nie obserwować (jest taka opcja LinkedIn). Kontakty nie są obowiązkowe i mogą się nawet znudzić. Po prostu je odłączcie, to proste. Klik, klik…

Ale jeżeli już dyskutujemy, mówmy o problemach, które nas łączą lub dzielą. Nie atakujmy ludzi i ich wyobrażeń co jest, lub nie jest ważne. Ważne dla nich i dla innych.

Budujmy kapitał społeczny a nie depczmy jego rachitycznych resztek. To jest ważne, może najważniejsze dla biznesu!

I wreszcie. Nie bójmy się hejterów, małych, zakompleksionych ludzików ogarniętych nienawiścią, z niskim poczuciem własnej wartości. Nie zasługują na naszą uwagę. Howgh!

A czy WY doświadczyliście na LinkedIn hejtu?