Lifestyle

Strona główna Lifestyle

Majówkowa Masakra Drogowa 2.018

0
Majówkowa masakra

72 zabitych i 1081 rannych, 3852 na gazie. Cmentarna Majówka 2018!

Brawo Polacy! Nic się nie stało!

Po raz kolejny trupy mężczyzn, kobiet, dzieci, okaleczone ciała starych i młodych zasłały nowoczesne polskie drogi i najniebezpieczniejsze (sic) autostrady w Europie.
Pisaliśmy o tym na Ryzykonomii wielokrotnie…

50 miliardów straty w Polsce


Miliardy strat w PKB, morze nieszczęść. Tylko drakońskie kary pieniężne, wielokrotne zwiększenie wysokości mandatów może zatrzymać ten obłęd.

Na Słowacji mandaty do 1000 euro, policyjne polowania i spadek liczby śmierci o 1/3.
U nas mandaciki po 500 złotychdla drogowych bandytów, chamów, pokażę-ci-faka. Niekończąca się, głupawa zastępcza dyskusja, winni nietrzeźwi, JA jeżdżę szybko i pewnie, staruchy i baby blokują pasy, drogi nie takie, znaki nie takie, Takie nie Takie.

Kształcić, przekonywać? Wolne żarty! Drogowe chamstwo na cywilizowane argumenty jest ślepe, olewa ja! Trzeba Karać, Karać, Karać! Mandaty po 4000, 6000 złotych.
Trzeba walić bandytów drogowych państwową pałą po tępych łbach! Ale na to nie ma szans. Trupy oj tam oj tam.

Brawo Kostucha, brawo Polacy, z optymizmem ! 

Gazu, Gazu, Gazu. Zabij, Zabij, Zabij !

Majówkowa masakra

Edukacyjna klęska

0

Jeżeli są dziedziny, które Redakcja Ryzykonomii uważa, za szczególnie istotne nie tylko dla zarządzania ryzykiem, ale dla całego „dobra społecznego” to jest wśród nich na pewno edukacja.

Bo z edukacji my wszyscy. I organizacja, i gospodarka i polityka i zarządzanie i nauka i Państwo i bezpieczeństwo, i, i, i….

Takie będą Rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie, mówił kiedyś Kanclerz Jan Zamoyski. 

No więc jak jest z tym naszym chowaniem, systemem edukacyjnym przede wszystkim. Po owocach ich poznacie. Niska , dramatyczna innowacyjność naszej gospodarki nie bierze się znikąd. To gorzkie owoce naszego archaicznego systemu edukacyjnego, już i przede wszystkim na najniższych poziomach nastawionego na urawniłowkę, pamięciówkę, konformizm. Zdolnych dzieci nam nie brakuje, niestety nie dla zdolnych, nie dla wydobywania tego co najlepsze z naszych dzieci mamy system edukacji.

Nic więc dziwnego, że link i infografika do analizy Akademii Nauki (więcej w artykule) o ile rozumiemy stosunkowo jednak mało znanej organizacji wywołał wielkie zainteresowanie kiedy Ryzykonomia zamieściła go na swoim wallu na LinkedIn (link).
Oczywiście pojawiły się zarzuty o metodologię badania, źrodła, dobór grupy etc. etc. Ale w gruncie rzeczy wynikli badania grupy licealistów pokazują to co już wiemy o polskiej oświacie : zupełnie nie przystaje ona do wyzwań modernizacji, niestety nie widać światełka w tunelu….. :(((

A wygląda on tak: 

edukacyjna klęska

Poradnik influencera

0

Poradnik influencera. Dla początkujących i zaawansowanych.

Ja influencer…Krew zaleje niejednego zapewne na tę deklarację, ale co tu mówić, taka jest prawda. No bo jak się ma parę tysięcy tych kontaktów i czasami spore odzewy na Linkedinowym wallu to jakaś influencja jest, co tu się krygować. 

O influencji mas w Sieci, władaniu rzędem Dusz marzy (nie mamy wątpliwości) cała masa ludzi obecna na LinkedIn, bo to nie tylko prestiż, ale i „budowa marki”, sława, zaproszenia. Jest o co walczyć…? 

Konkret czyli monetyzacja

Co by kto nie twierdził dla influencera idealna byłaby monetyzacja tej wallowej popularności. Stąd mamy wysyp różnych mistrzów sprzedaży, uśmiechniętych kołczów mentorów i budowniczych marki. Czy ekspertów od zarządzania ryzykiem. Touche.  

poradnik influencera Linkedin

Idealistycznie jednak myślimy że prawdziwy infulencer wcale nie zabiega o sławę i monetyzację. Albo inaczej, to co pisze i robi nie jest robione „pod” te cele. Ważniejszy jest przekaz, obserwacja, analiza, idea ważna dla influencera. Wtedy może być wiarygodny w tym co pisze ( i robi ) i moze ludzie to docenią. Prawda was wyzwoli i ludzie ją docenią. I będziecie piękni , słani i bogaci. Może.  

Popularność

Jasno stawiamy sprawę że naszym skromnym zdaniem podniecanie się tysiącami liżących rowa pardą z każdym postem czy wystąpieniem gdzieś jest marnym influencerstwem choć monetyzacją pewnie nie najgorszą.

Po cichu nie wprost i między wierszami wymyka się to czasami różnym gwiazdom influencerstwa, że u nas ciągle zaścianek, ciemnogród i prostackie maniery. No ale oczywiście to się zmieni, zmieni….za 100 lat albo więcej.  A może powinni walnąc pięścią w stół zamiast rozdzielać piękne uśmiechy? Może wtedy byłaby realna Zmiana? Nie za 100 lat, ale Teraz, szybciej ? Naiwność?

Prawda was wyzwoli i ludzie ją docenią. I będziecie piękni , słani i bogaci. Może. 

No ale zostawmy już to znęcanie się nad tą konkurencją do Waszego rządu dusz i podzielmy się kilkoma jeszcze obserwacjami na poletku influencerstwa.

O czym pisać 

Więc od razu. Czym influencować zasadniczo niespragnioną twojej influencji publiczność? 

Żeby nie było że tracicie czas na czytanie szybkie trzy typy wallowych bestsellerów. Ołówki gotowe? As follows:

1. Dlaczego jestem aktywny/nieaktywny na Linkedin? 

2. Dlaczego lubię / nie lubię Linkedin

3. Linkedin to doskonałe/beznadziejne narzędzie 

Jak widzicie w bonusie macie razem sześc murowanych tematów. Sam kiedyś taki napisałem z pewną popularnością tutaj… ale żeby się usprawiedliwić, że nie jestemryzyko podcast cynikiem wyjaśniam, że wtedy jeszcze nie byłem uświadomiony, jak Wy teraz…

Tematy auto-linkedinowe są bezpieczne, nikomu nie wadzą a pokazują też Twoje sieciowe, socjalne zaangażowanie. Influencja de facto żadna, ale taki artykuł da ci „aktywności” i może przysporzyć trochę popularności. 

Możesz oczywiście – tu uśmiechamy się sardonicznie – napisać co cię naprawdę boli i co chciałbyś zmienić. Ale uwaga, wchodzisz na grzęski grunt mówienia Prawdy i….. Prawdziwego influencerstwa. Ty decydujesz. Tu cię kwiatami witać nie będą ! Oczywiście są i inne możliwości, oczywiście że są. 

Jeżeli znacie się na marketingu i sprzedaży albo miękkościach to macie jednak lekko z górki. To w zasadzie tematy na Linkedin popularne bo w sumie każdy chce komuś coś sprzedać. Choćby wiedzę jak sprzedawać. Ale i tu konkurencja jest najciaśniejsza. 

Jednak najlepiej piszcie o tym na czym się znacie albo i co jest dla was ważne. Bo najważniejsza jest… 

….Your way czyli Twój styl

Bo nawet jeżeli jesteście geniuszem temacie albo nie macie dostatecznie szerokiego uśmiechu zastanówcie się z której strony ugryźć temat.

Tematy auto-linkedinowe są bezpieczne, nikomu nie wadzą a pokazują też Twoje sieciowe socjalne zaangażowanie.

Bo sposób ugryzienia tematu jest w gruncie rzeczy sprawą kluczową. Każdy kto wchodzi na krętą ścieżkę społecznościowej influencji powinien znaleźć swój własny art.

Publiczność co kochamy ja

Wielokrotnie czytałem tu niespecjalnie zawoalowane autoreklamy o wielotysięcznych zasięgach. Kilka razy wiedziony podziwem i skrywaną zazdrością poprosiłem o linki do publikacyjnych sukcesów. Niestety bez rezultatu . Samemu pare razy udało mi się osiągnąć pewna popularność, po kilka setek komentarzy i pewne zamieszanie. A mam pewne doświadczenie w tworzeniu treści. Ale, to NIGDY nie było tyle !

poradnik influencera 2

No więc nie wiem gdzie te zasięgi choć przecież nie wykluczone że są. I naprawdę chciałoby się widzieć takie treści do poczytania….Generalnie jednak zaryzykować można, że za wasz znojny trud dostaniecie pare lajkow i jakąś pochwalę. Niestety niechęć do czytania dotarła i tutaj. Ale jest i dobra wiadomość! Oni nigdy cię nie zawiodą…

Hejterzy

Każdy influencer spotkać się musi z hejtem bo naród mamy niezbyt przyjazny do podskakujących. O hejterach pisałem wcześniej i wiecie co ? Moja rada u mnie działa. Mniej ich jakoś wokół. Kasujcie , kasujcie, kasujcie.  Ja hejterów osoby atakujące ad personam, te które nie mają nic wspólnego z światem moich wartości blokuję z widoku (jest taka opcja). I Wam to sertdecznie radzę ! 

Po co macie nie spać po nocach i układać w myślach ogniste tyrady i repliki do idiotów. I tak odpiszą Ci, że się „nie nadajesz do dyskusji”, „że ziejesz jadem” i „jesteś poniżej ich poziomu” Oczywiście nic o argumentach, linkach, danych które wygrzebywałeś w pocie czoła. 

Ninja czyli milcząca większość

W istocie większość Twoich czytelników oprócz pary hejterów i zapewne zazdrośników to cicha masa. Ninja. Statystyki pokazują,  że to miażdżąca większość na Linkedin. Od czasu do czasu spotkacie ninja także realu, choć nie liczcie na oklaski. Ninja zwykle nie mają czasu, zarobieni, są zabiegani, na głupoty, owszem przeczytają, pokiwają głową, jest jak jest co tu zrobić. 

Pewnie tak musi być Ale jeszcze raz. Po co tu jesteście? Myślałyście kiedyś Panowie i Panie Czytelnicy? Lajk nic nie kosztuje a i pewnie mielibyście sporo do powiedzenia. W końcu głupi nie jesteście. Na pewno o wiele mądrzejsi niż ci wszyscy aspiranci do influencji zalewający z nudów walle swoimi wypocinami…spróbujcie, to nie jest takie trudne ! 

Uwaga końcowa

Kiedyś pewna miła osoba pochwaliła mnie, że mam „aktywności” pod pewnym wpisem. No tak. tak. Ale serio. Prawdziwemu influencerowi w gruncie rzeczy nie chodzi o aktywności. Influencer to lider zmiany. Pisze, działa, bo nie zgadza się na Reczywistość. „Aktywności” są fajne ale to tylko nagroda. Nie dajcie się wpędzić w „aktywności” i „konwersje”. To jest prosta droga na fejsbuka, gdzie ciekawe często są właśnie odsyłani prawdziwi influencerzy. Na FB od ręki robiłem tysiące lajków, tylko że ludzi, którzy za 5 minut zlajkują tańczące kuraczki.

Niewykluczone, że i ten tekst nikogo nie zainteresuje i dostanie w najlepszym wypadku 2 lajki. Na pewno Autora i może jakiejś zagubionej duszy. 

To kolejna prawda Linkedinowej influencji: nigdy nie wiadomo co wypali, łaska publiczności na pstrym koniu jeździ. 

Księgarnia Ryzykonomii zaprasza

Profesjonalista czyli Nikt

0
profesjonalista

Profesjonalista czyli Nikt>>>
Mógłby się kto zastanawiać czy na forach profesjonalistów  ktokolwiek zauważa , że dzieją się rzeczy historyczne, fundamentalne i przełomowe dla naszego systemu społeczno – gospodarczego, państwa, gospodarki, ba, kultury.

Z lektury forów profesjonalistów wynika, że zasadniczo nie, bo jak zawsze króluje sprzedaż i sukcesy w budowaniu marki, pewnie w tle cicho trzepocą pracowite skrzydełka headhunterów. Myślałby kto , że jesteśmy w Kaliforni albo nad Menem. A tymczasem ….A tymczasem za oknem szalony wiatr historii….Najwyraźniej dla profesjonalistów to sprawy mało ważne, albo można się domyślać istnieją inne przyczyny tego milczenia, a są one według mnie następujące:

Strach. Pisze o tym już nawet jedna z dawnych apologetek profesorka socjolożka, teraz bywsza za , czuć w powietrzu ten specyficzny smrodek strachu przed  przeszpiclowaniem, zwolnieniem, prześladowania przez niedemokratyczne i omnipotentne siły. Deklarowane wartości etyka, sprawiedliwość uczciwość, rzekomy patriotyzm, poszanowanie prawa schodzą na n-ty plan. A w zasadzie już ich nie ma i chyba nigdy ich nie było.

Naiwna wiara, że wszystko jest odwracalne, że rzeczy płyną swoim torem a potem wrócą z nami, czy bez nas za sprawą tajemniczej karmy do mistycznego equilibrium. Oczywiście jest to niezgodne z podstawowym doświadczeniem historycznym. A jeżeli to, jak mawiał Lord Maynard w długim okresie wszyscy będziemy martwi. Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało, jakoś to będzie, polacy jakoś to będzie….

Apoteoza nijakości i przezroczystości i swoistej życiowej i zawodowej mimikry, która nie pozwala nam ujawniać swoich poglądów na żadne wartości, tak jakby ekonomia i sam biznes nie była oparta na wartościach zaufaniu, uczciwości, pracy dla wspólnego dobra, a brutalnej eksploatacji słabszych przez silniejszych. Świetnie o tm pisał George Gilder w Bogactwie i ubóstwie. Ale kto tu czyta takie książki ….

Brak wiedzy o współczesnym, globalnym świecie i wyzwaniach które przed nami stawia, które nie da się pokonać metodami z Gierka czy Mao Tse Tunga. Zamknięte na świat, antydemokratyczne społeczeństwa nie generują innowacji i postępu. Albo -albo. Świat nas nie będzie ratował, Europa nie skoczy z nami w niewiadome. Wasze małpy, wasz cyrk.

Brak szerokich i dalekosiężnych (dłuższych niż tydzień) horyzontów, przekonanie że jest ważne tu i teraz, ta praca, to zlecenie a nie mój biznes za 10 lat, nie mówiąc o biznesie naszych dzieci, przyszłych pokoleń który już teraz się buduje. Miał być Europejczyk, po 28 latach wyszedł Homo Sovieticus.

Profesjonalista to człowiek bez wiary, odwagi i poglądów i idei . Profesjonalista, czyli NIKT.

Strzelanina w Parkland

0

Strzelanina w Parkland. Active shooter. Masowy morderca. >>>
Kolejna masowa tragedia w USA. Active shooter w szkole. Przypominamy po raz kolejny artykuły Tomasza Goleniowskiego eksperta od bezpieczeństwa z Eod Tech, kóre ukazały się w ubiegłym roku na łamach Ryzykonomii.

Link do artykułu cz. 1 

Active shooter czyli człowiek z bronią (cz. 1)

Link do cz. 2 

Masowy morderca active shooter cz. 2

Na you tube można znaleźć również sporo pożytecznych instruktaży jak się zachować w przypadku niebezpieczeństwa typu active shooter / masowy morderca. Redakcja Ryzykonomii uważa, że to paręnaście dobrze spędzonych minut ze współpracownikami czy rodziną. Rzeczpospolita pisze właśnie, że w Polsce w prywatnych rękach, oficjalnie znajduje się około 209 000 jednostek broni palnej. A są przecież zagrożenia o naturze terrorystycznej. Więc warto.

https://www.youtube.com/watch?v=2jw8a6Auk-g

https://www.youtube.com/watch?v=cO5FJ0v_tuc

Be prepared !!!

Bądź przygotowany/a!!!

6 powodów dlaczego nie lubię (słabych) konferencji

2

6 powodów konferencji >>>
Sezon konferencyjny w pełni i doświadczonym panelistą będąc i podobno nie najgorszym mówcom jestem i tu i tam zapraszane na coraz to kolejne konferencje… I chodzić mi się chce coraz mniej…. A powody są m.in. takie:

1. Bo konferencje są nudne merytorycznie

Dziwne to ale mam takie wrażenie, że wielka część konferencje (może juz jestem zblazowany) nie daje mi żadnych nowych „doznań”, nowych impulsów do poszukiwania wiedzy. Wiadomo mniej więcej o czym będzie mowa, formuła ciągle ta sama, mowa jest o tym o czym mniej więcej wszyscy już i tak wiedzą. A może to ja jestem za mądry? Tylko dlaczego wszyscy coś klepią w smartonach i tabletach, podczas….

2. Bo wszędzie tylko panele

Panele opanowały konferencje jak kraj długi i szeroki. Zwykle są jednak nieprzygotowane i mało kontrowersyjne. Siadają paneliści jeden z drugą, mówią co im język na ślinę przyniesie, wszyscy się ze wszystkimi zgadzają, uśmiech buźka, eh żeby ktoś kiedyś zaatakował, nie zgodził się, dramatycznie. Jak się zdarzy, od razy sala się budzi. BTW prowadzenie panelu to duża sztuka, nie każdy może choć każdy może…

3. Bo dyskutanci nie odrabiają zadań domowych przed. 


Rozumiem jesteście ekspertami, ale może dobrze by byłoby wcześniej uzgodnić tematy przemyśleć, ewentualne pytania, problemy. Zgromadzić jakieś dane, przeczytać artykuły. Mieć notatki. To od razu widać.

4. Bo prezentacje są słabo przygotowane a bycie mówcą to nie chleb z masłem.

Ogólnie wydaje mi się że poziom naszych biznesowych i nie tylko mówców jest średnio wysoki 🙂 Mówić każdy może, ale widać, że nie każdy powinien. A jak już mówi to powinien się solidnie przygotować. Ćwiczyć, powtarzać w domu. To od razu widać. Sam sobie jako-tako radzę. Ostatecznie: mów z zapałem !!! Publika to zawsze docenia

5. Bo mówcy są dobrani nieprawidłowo
Oczywiście nie zawsze i pewne często nie… Może szczególnie oprócz różnych konferencji nowych idei i trendów i innowacji. Śmiać mi się chce jak ciagle zaprasza się te same twarze, tłuste koty mruczące ględzące o innowacjach, bez serc bez ducha, to szkieletów ludy, młodości dodaj mi skrzydła! Gdzie te nowe idee, gdzie? Trendy to wyznacza się w Paryżu, tu sadzi się ziemniaki, jak mawiał poeta…

6. Bo za mówienie się u nas nie płaci.
Dobrzy zawodowi mówcy, eksperci, freelancerzy chcieliby Drodzy Organizatorzy żeby (o zgrozo zapłacić m co najmniej koszty podróży, skromne pole namiotowe i chleb z serem z plujką). Wiem, wiem że to „wielka promocja dla Pana/Pani marki”. Ale mi juz się promować nie chce, co mogłem to wypromowałem, a wyżej (…) kolegów i znajomych królika i tak już ….się nie wypromuje (patrz mój artykuł o Szkalanych sufitach kariery…)
Więc… jeżeli chcecie żeby Wasze konferencje były w fajne i tłoczne i płaćcie dobrym i niekoniecznie zawsze tym samym, bo i ci się co-nieco zużywają.

Powodzenia …lecę na konferencję, kolejną, eh te przyzwyczajenia….

A jakie jest Wasze zdanie? 6 powodów konferencji?… a może więcej? 

 

 

Powstanie 44 jako anty apoteoza zarządzania (ryzykiem)

0
powstanie 44 jako

Już na wstępie, TO załatwmy. Proszę mi nie imputować, że nie doceniam ofiary Powstańców, że nie rozumiem „kontekstu”, „tamtych czasów” i że „pluję” we własne gniazdo” . I pewnie znacznie więcej tradycyjnych pomówień , które od lat spadają na tych którzy starają się dociec prawdy o Powstaniu. O Powstaniu wiem, myślę więcej niż 99% społeczeństwa. I to właśnie ta wiedza popycha mnie co roku do wołania, jak garstkę, a może więcej, innych. Ku przestrodze…. Więc, skoro to mamy załatwione, to…

Kolejna rocznica Powstania 44. Wielu zapewne mi po raz kolejny popuka w głowę, że podejmuję takie tematy na LinkedIn, portalu „profesjonalnym”, „tu-nie-fejsbuk”, „tu jest biznes i sprzedaż”.Korzystając więc z Prawa kaduka, własnego widzimisie i ciągle (jeszcze) wolności słowa parę słów w rocznicę Powstania napiszę.

Powstanie 44 jako…dezorganizacja

Otóż, Powstanie jest dla mnie zawsze, tak powiem otwarcie przed szczytem heroizmu, wielkim i strasznym symbolem polskiej dezorganizacji, braku planowania, przewidywania, mitomanii i braku realizmu. Anty apoteozą zarządzania i zarządzania ryzykiem w szczególności. W życiu społecznym, politycznym, gospodarczym. Podobnie jak zachowanie się ludzi na drogach, brak szacunku dla przepisów, przecenianie własnych możliwości i umiejętności, lekceważenie innych. Narodowe SWOT-y i odzwierciedlają się, moim zdaniem, zadziwiająco wyraźnie właśnie w drobnych i wielkich wydarzeniach. Kiedy widzę jak słabe jest w Polsce zarządzanie (ryzykiem), jak nie szanuje się zimnej, profesjonalnej analizy zysków i strat, nie ocenia zasobów i możliwości, jak nie przygotowuje się na najgorsze a zawsze zakłada „jakoś to będzie”, to zawsze przychodzi mi na myśl Powstanie.

I tam, w Powstaniu 44, na podstawie kompletnie fałszywych założeń, niewłaściwi i nieodpowiedzialni ludzie, pchnęli kwiat narodu i wielkie miasto zapełnione kobietami i dziećmi na Rzeź. Od razu straszliwy epizod, o którym zawsze myślę, choćby przejeżdżając tramwajem nieopodal: Plac Narutowicza. Młodzi ludzie z gołymi rękami zostali rzuceni przez szalone dowództwo na niemieckie super szybkostrzelne karabiny maszynowe, maschinengewehr 900 pocisków na minutę, maszyna do szycia ludzi…Tam zdobędziecie broń! Odbierzcie zaprawionym w boju żołnierzom, mówią zawodowi wojskowi. I chłopcy nie przebiegli 20 metrów. Rzeź, masakra, flaki, głowy, nogi, mózgi, potoki krwi. Widzieliście kiedyś jak to strzela? ooooooo…..Reź Woli, powstanie w biały dzień, na przygotowanego (tak!) groźnego przeciwnika w centrum wielkiego miasta, morze o tym napisano.

Powstanie 44 jako…błędne decyzje 

Decyzja o Powstaniu, porażające dokumenty jak to się działo zwalają z nóg, wystarczy (między innymi, proszę mi nie wciskać, że tylko tam!) sięgnąć po książkę „Obłęd 44” , opluwaną stronę powstanie.pl, liczne wspomnienia świadków, wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki. Dokumenty, dokumenty ! Straszliwa masakra ludności, gwałty kobiet, dziewczynek, harcerek, palenie żywcem, mordy, które naiwniacy, dla mnie obrazoburcy, ubierający się w dresy i T-shirty z znakami Polski Walczącej nie potrafią sobie nawet wyobrazić. Tak, Niemcy winni! Wejdź na wieżowiec i skocz na łeb! Kto winny?

Jaki bandyta, jakie bydlę pozwalało walczyć dzieciom na froncie. To zwyczaje obserwowane w najgorszych, afrykańskich wojnach. Czy myślicie, że dziecko rozumie, czym jest wojna? Pozwolilibyście iść Waszej Julce, Waszemu Kubie z butelką benzyny na zaprawionych w bojach, brutalnych żołdaków? Naprawdę ? Świetnie, dam Wam medal potem i uścisnę rękę na ich grobach, o ile jakieś będą. Jaki szaleniec mógł do tego dopuścić, dlaczego nie poniósł kary, tak jak to na początku wołali najwyżsi dowódcy w Londynie Anders, Sosnkowski. Zresztą których rady i rozkazy zlekceważono. W wojsku! Za to na wojnie – kula w łeb ! A tu – Virituti! Jaka stąd nauka dla teraźniejszych Wodzów?

Ale to wszystko mało. Bez broni… której wielką część odesłano przed Powstaniem, żeby wspomagać postępy Stalina akcją Burza, Na Boga ! Ale nawet – Powstanie bez planu. Nawet zapasów jedzenia, bandaży, wody nie przygotowali. Dla milionowego miasta! A przecież o to było znacznie łatwiej niż o broń, a skądinąd wiadomo, że wojny wygrywa się logistyką. I łączności też nie było. „Dowódcy” wychodzili na dachy obserwować, chyba dymy, nawet linii telefonicznych nie pociągnęli, ot organizatorzy dzielni, Niemcy winni, nie słali im map z pozycjami Powstańców…

Tak, ci dziwni, szaleni przywódcy, tu nawet pojawia się straszny, a jakże prawdopodobny wątek sowieckiej prowokacji. Straszne, udokumentowane zapisy podejmowania decyzji o tym Obłędzie…Wszystko układa się bardzo logicznie, Sherlocka tu nie potrzeba ani Panny Marple. Znowu…

Straszna, niewyobrażalna, kosmiczna tragedia. I po co ? Bez wpływu na wojnę, wydarzenie o lokalnym (tak, tak), taktycznym znaczeniu. Mit o dzielnym trwaniu, choć każdy, kto ma minimalne pojęcie wie, że gdyby Niemcy chcieli, mogliby wszystkich tych dzielnych młodych amatorów, terytorialsów (jakże powabna idea) ze Stenami i Filipinkami rozjechać w kilka dni czołgami. Tylko po co? Trwała cicha sztama ze Stalinem. My się nie ruszamy, wy stoicie, palcie miasto powoli, bierzcie głodem…

Więc może Gloria victis? Sami sobie – Gloria victis ! Sami zdychajcie w kanałach, dajcie się spalić i zgwałcić, patrzcie na umierające dzieci. Skąd taka pogarda dla tych ludzi, że daliby się wepchnąć w szaleństwo, gdyby nie zostali…oszukani? Kto pytał się cywili, co mieli do powiedzenia? Jest i na to zresztą niemało świadectw, ukrywanych, bądź lekceważonych.

Więc może dla przyszłych pokoleń? Lessons learned? Ale na pewno nie dla walki z Komuną, która z wymordowania swoich przeciwników mogła się tylko cieszyć, a sama padła z zupełnie innych powodów. Dla podtrzymywania jakiegoś „ducha”? Lepszy żywy duch kwiatu młodzieży, czy martwy w ziemi?  Co za absurdy, brednie.

Powstanie 44 jako…no lessons learned

I TO najgorsze z najgorszych w zarządzaniu ryzykiem. Brak umiejętności uczenia się na błędach. W imię szaleńczej dumy, jeszcze zrozumiałej za czasów komuny, ciągle i dzisiaj jeszcze bardziej NIE WOLNO głośno mówić. Jak pisał wielki pisarz Józef Mackiewicz, skądinąd krytyk szalonego Planu Burza, zapomniany na uchodźstwie. Więc każdy, kto szanuje ofiarę tych ludzi, ale chciałby żebyśmy my i nasze dzieci nie ponosiły ofiary samopalenia jest odsądzany od czci i wiary. Że NIE wie, że NIE Polak, że NIE rozumie tamtych czasów, że TAK trzeba było.

Nie trzeba było, nie trzeba, a dzielni żołnierze nie byli baranami na rzeź i tu skrzętnie skrywany dowód powstania na Pradze. Ppłk „Andrzej” po ocenie, że nie zostały osiągnięte żadne z założonych celów już po 4 dniach podjął mądrą decyzję o zakończeniu i powrocie do konspiry. Efekty widać.

Nic się nie nauczyliśmy, znowu powtarzamy te same błędy, znowu prowadzeni przez fałszywych proroków gotowych posłać nasze dzieci do walki ze stukrotnym przeciwnikiem, choć sami zaprawdę powiadam Wam oddadzą pierwsi tyły, tacy ludzie to są. Znowu ledwie od dna się odbiliśmy pędzimy w czarną otchłań, bez planu i składu, znowu uważamy, że jakoś to będzie, Polacy, nic się nie stało, znowu ufamy że nam pomogą, tylko zawsze nie ci co trzeba.

Znowu nie potrafimy realnie, na zimno zważyć nasze siły i siły innych graczy, zarządzać ryzykiem, znowu, znowu, znowu….

Powstanie 44 jako…

 

Ekonomika pomocy niepełnosprawnym

0
Ekonomika pomocy

Niepełnosprawni w Sejmie…Ktoś kiedyś flekował mnie na Linkedin dlaczego poruszać na „biznesowym forum” ten temat. Ekonomika pomocy…

Otóż… nie chodzi już nawet o to, że jest narodową hańbą, że najbardziej poszkodowani przez los muszą walczyć o godne traktowanie. Spójrzmy merkantylnie, ekonomicznie. To jak traktujemy słabszych znajduje odbicie w (niskim) zaufaniu społecznym, atmosferze na ulicy, w pociągu, tramwaju. Tak traktujemy siebie, nas nasi szefowie, my podwładnych, Ekonomika pomocypartnerów biznesowych, klientów. Dalej….te tysiące osób jest wyłączonych z życia społecznego.

Wiele/u z nich mogłoby w różnym zakresie wykonywać prace na rzecz gospodarki i społeczeństwa. Może i PKB by wzrosło?

Albo…ci rodzice oszczędzają Państwu (czyli nam) gigantycznych wydatków, które musielibyśmy ponieść, gdyby oni oddali swoje dzieci na państwowy garnuszek. Tego oczywiście nie uczynią, ale NIE zapominajmy że przejmując ciężar opieki, wykonują wymierną, przeliczaną na PLN pracę, przyczyniają się do bogactwa całego narodu. Jeszcze jedno.

Wokół SYSTEMU pomocy dla osób niepełnosprawnych powstałoby wiele miejsc pracy, nowych biznesów, co zwróciłyby we wzroście dobrobytu opiekę, którymi  społeczeństwo powinno otaczać słabszych. Osoby niepełnosprawne, którymi prędzej czy póżniej się staniemy. Więc, nie bądźmy ślepi.

Ekonomia, głupcze!

Ekonomika pomocy

9 hejterów z LinkedIn

2
9 hejterów z LinkedIn

9 hejterów z LinkedIn>>>

(ps. Wpis te sprzed jakiegoś czasu na LinkedIn nabiera nowego kontekstu w świetle świeżego skandalu z sterowaniem opinią publiczną na łamach największego Social Network na świecie…Na fesjbuka !!!)

Jako osoba produkująca się w mediach społecznościowych, najczęściej na portalu profesjonalistów LinkedIn, ku uciesze jednych i zapewne utrapieniu drugich, zastanowiła mnie ostatnio pewna kwestia… Czy polski LinkedIn, jako przecież medium profesjonalistów, jest wolne od wszechobecnego w naszym życiu hejtu? Moim zdaniem NIE, nie, nie, nie…

Poniżej, parafrazując biblijnie, próba opisania problemu na bazie własnej i empirycznej. Przedstawiamy Wam 9 hejterów polskiego LinkedIn:

Hejter 1: Nudzą/denerwują/męczą mnie Autora wpisy

Hejter 2: Autor się nie zna

Hejter 3: Autor nie ma co robić (ja mam, BTW ha, ha…hejtuję!)

Hejter 4: Autor jest pesymistą i czarnowidzem (to się nazywa: identyfikacja ryzyka, krytyczna analiza)

Hejter 5: To nie fejsbuk (serio, serio?) 

Hejter 6: Biznesu to nie obchodzi (Biznes, to Ja!)

Hejter 7: Nikogo to nie obchodzi (uf!)

Hejter 8: Tu nie miejsce na to 

Hejter 9: Tu nie miejsce na: 

  • politykę (patrz: ochrona środowiska)

  • politykę (patrz: prawo, wymiar sprawiedliwości)

  • politykę (patrz: ochrona zdrowia)

  • politykę (patrz: XIX wieczne stosunki pracy)

  • politykę (patrz: dyskryminacja, rasizm, prawa kobiet, gejów, ciapatych i innych podludzi)

  • politykę (patrz: krytyczna analiza Czegokolwiek)

Dodajmy jeszcze, że hejterzy w mniej lub bardziej zawoalowany sposób nawet grożą (tak, tak) autorom publikacji i komentarzy. „Będę/ziemy cię obserwowali” (sic) to przykład, a ostrzeżenie zapewne nawiązuje do zbliżającej się wielkimi krokami ery „sygnalistów”.

Czujne oko dostrzeże sytuacje, kiedy osoby sprowokowane, podpuszczone bezczelnością hejterów są zmuszone ich przepraszać pod groźbą pozwów czy innych konsekwencji. Niestety, Kodeks Boziewicza już nie obowiązuje, choć osobiście uważamy, że chamowi najlepiej byłoby dać w ….. (buzię), honor i kultura są mu po prostu obce.

Temat hejtu poruszam także dlatego, że w wypowiedziach moich kontaktów publicznie i na priv pojawiają się sygnały, że wielu innych uczestników tego forum doświadcza mniej lub bardziej zawoalowanego hejtu, często bardzo wyrafinowanego.

Tematyka jest tu dowolna. Hejterzy targetują „niewłaściwie, źle napisane CV”, wytykają problemy z znalezieniem pracy (za co obarczają swoje ofiary), podważają publicznie kompetencje zawodowe, co osobiście uważam za rzecz podłą. Zakładają, w dowolnym temacie że dyskutant „nie zna się”. I to bez jakiejkolwiek znajomości wiedzy i doświadczenia interlekutora w „temacie”. Ba! Skromnemu autorowi niniejszego nawet wytykano nazwisko. Jakie jest, takie jest, Są gorsze 🙂 O koligacjach „ubeckich” i sterowaniu wiadomo przez kogo nie wspominamy nawet..

A rebours przypomina mi się fajny wpis na LinkedIn w temacie jakiegoś sportowego wyjazdu Kogoś. Ów wpis zdobył poklask publiczności, przy czym na samym początku, najwyraźniej na wszelki wypadek publikująca osoba PRZEPRASZAŁA potencjalnych czytelników, że zamieszcza taki „niebiznesowy” wpis… ZGROZA. Szczęśliwie komentujący, do rzeczy przekonywali, że wykazywane cechy są ważne dla biznesu, przywództwa etc.

A przecież każdemu znudzonemu, niechętnemu publikacjom moim i czyimkolwiek radzimy: wystarczy nie obserwować (jest taka opcja LinkedIn). Kontakty nie są obowiązkowe i mogą się nawet znudzić. Po prostu je odłączcie, to proste. Klik, klik…

Ale jeżeli już dyskutujemy, mówmy o problemach, które nas łączą lub dzielą. Nie atakujmy ludzi i ich wyobrażeń co jest, lub nie jest ważne. Ważne dla nich i dla innych.

Budujmy kapitał społeczny a nie depczmy jego rachitycznych resztek. To jest ważne, może najważniejsze dla biznesu!

I wreszcie. Nie bójmy się hejterów, małych, zakompleksionych ludzików ogarniętych nienawiścią, z niskim poczuciem własnej wartości. Nie zasługują na naszą uwagę. Howgh!

A czy WY doświadczyliście na LinkedIn hejtu?

6 powodów dlaczego NIE lubię polskiego Linkedin

4
6 powodów

6 powodów dlaczego NIE lubię polskiego Linkedin>>>
(artykuł uzyskał do tej pory ponad 9800 wyświetleń na LinkedIn)

Z napisaniem tego tekstu nosiłem się od pewnego czasu choć na Linkedin jestem od kilku lat i w ogóle lubię różne internetowe społeczności, mimo że jestem już „stary” jak mi wyjaśnił pewien dynamiczny dwudziestolatek. 

Linkedin to fajna możliwość spotkania znajomych i nieznajomych w sieci, ale od pewnego czasu mocno gra mi na nerwach, szczególnie jego polska wersja, bo uczestniczę też w paru zagranicznych forach…Co mnie najbardziej wkurza?

1. Na Linkedin nie mówi się prawdy

Świat Linkedin często sprawia wrażenie, JEST w wielkiej mierze rzeczywistością równoległą do tej, którą poznać można empirycznie na korytarzach polskich korporacji, wielkiego i małego biznesu, a i czasami urzędu ( no właśnie dlaczego tak mało pracowników z sektora publicznego tutaj ?)

W najlepszym tonie jest więc prezentowanie swoich kolejnych sukcesów, najlepiej zdjeć z wręczania i otrzymywania, oraz przemawiania. W sumie, dlaczego nie? Świetnie ! Ale nie ma tu miejsca na problemy. Że kultura organizacyjne w polskich firmach delikatnie mówiąc nie jest za wysoka albo, że broń boże, jakże często rządzą układy, kolesiostwo, nepotyzm. Że macie minimalną szansę na duża karierę, bo pewne drzwi są dla was po prostu zamknięte. Jak w Indiach, nie należycie do kasty menadżerów zarabiających krocie za „wielką odpowiedzialność”. Nawet kobiety udają, że nie ma problemów ze szklanym sufitem czy nierównym traktowaniem, null, no problem, smile !

2. Na Linekdin nie dyskutuje się problemów biznesu

Szczerze mówiąc, na Linkedin w ogóle niewiele się DYSKUTUJE tu się KOMUNIKUJE i zdaje RELACJE. Tu buduje się markę (jakby się w Polsce liczyła – patrz pkt. 1), zbiera kliknięcia i eksponuje headhunterom swoje zawsze jasne oblicze (patrz pkt. 3).

Chcesz podyskutować o czymkolwiek, a odpowie ci kilka, stale tych samych (pozdrawiam!) osób. Najjaskrawiej widać ten problem w tak zwanych „grupach dyskusyjnych”. Tak zwanych, bo mało kto w nich dyskutuje. Sam prowadzę taką, która ma ponad 500 uczestników i zwykle odzywają się te same osoby. Nie rozumiem, po co się więc zapisywać do grupy dyskusyjnej ? Żeby siedzieć cicho? Mieć logo przy profilu, co potwierdza naszą gotowość do bycia head-huntowanym?

3. Na Linkedin każdy jest optymistą po trzykroć

Przypomina mi się jak kiedyś, lata temu, siedzieliśmy z kolegą salesem w dobrej knajpie, odprężeni przy koniaczku i cygarku , bo klient nie przyszedł na spotkanie (eh piękniejszy moment niż domknięcie sprzedaży) i opowiedział mi taką historyjkę. Że, jak Amerykanowi odetnie nogi i spali się dom, to on rano staje na kikutach, odsłania okno i mówi: jakie piękne możliwości się przede mnę odsłaniają…

Na Linkedin jest, w zasadzie, chyba jeszcze gorzej. Tu zawsze generalnie wszytko jest gites , open 4new challenges forever, znaczy wylali mnie, nie mam na spłatę kredytu, żona mnie rzuciła, a córka wyjechała z Don Juanem de Kalibabka. No, nie chodzi o spowiedzi, ale ten wszechobecny optymizm jest… niehumanitarny?

4. Na Linkedin są tematy tabu ( i to całe mnóstwo)

I nie chodzi tu o sex, czy palenie trawy, ale rzeczy niezwykle ważne dla biznesu. Jako osoba, która zajmuje się zarządzaniem ryzykiem nie mogę się nadziwić, że na Linkedin nie pisze się o dyskryminacji, wszechobecnym nepotyzmie, kolesiostwie, nieuczciwych praktykach i oczywiście nigdy, przenigdy nie można wspominać o tak zwanej „polityce”. Ja rozumiem, że część (większość?) Linkedin-owców w Polsce po prostu obawia się retorsji w pracy, szczególnie jeżeli są związani z szeroko rozumianym budżetem, choćby przez klientów. Ale, skoro tak, to po co udawać, ze jest git i nie ma problemów (patrz pkt, 1,2 i 3) i w ogóle jest fair, wolnie i równo. A co do polityki, to przecież chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że nie ma ona dzisiaj wpływu na biznes i karierę. Oj, ma, ma, to widać, słychać i czuć. I będzie dopiero zabawa…

5. Na Linkedin nie można dyskutować o sprawach błahych, czyli ludzkich

Aż strach by było wrzucić zdjęcie swojego kotka czy pieska, bo zaraz będzie 1000 uwag „to nie facebook”. Ba, nawet są na to gotowe obrazki. Siedzi cicho jedna mądrala z drugim i co mu/jej przeszkadzałby jakiś miły/śmieszny memik, czy fotka from time – to – time (foto powyżej: poznajcie mysz komputerową, na imię jej Lula). Albo jakiś bliski sercu sukces typu: „wyrosła mi piękna paprotka na oknie w biurze”. Albo o zgrozo, dajmy na to „jaką fajną książkę przeczytałem, tak mnie ubogaciła , że przestałem prześladować swoich podwładnych”. Byłoby miło i bardziej po ludzku prawda ?

6. Na polskim Linkedin się nie lajkuje i nie udostępnia informacji innych

To nasza rodzina specyfika, nie żeby w ogóle, ale jak na tę liczby kontaktów, to pod dowolnymi postami może pojawi się parę poleceń, jeszcze udostępnień, jeszcze mniej wypowiedzi. Mam takie podejrzenie, że chodzi tu także o to, żeby nie wspierać Konkurencji (headhunterzy patrzą!) ale pewnie i dlatego, że niby DLACZEGO mam kogokolwiek popierać? No i generalnie, lepiej się nie wychylać, przecież uczą nas tego w polskiej szkole od małego. Komentowanie mogłoby również sugerować, że NIE jesteśmy nieustannie zajęci nowymi klientami, sukcesami, projektami, robieniem nieustającej kariery. Headhunterzy patrzą !

Ale oczywiście WY, którzy to czytacie, tacy nie jesteście, czyż nie? I klikniecie i udostępnicie ten tekst nawet jeżeli się z nim trochę nie zgadzacie? Klik, klik, klik… A może, eh, skomentujecie w wolnej sekundeczce, od robienia kariery ?