Monitor Ryzykonomii

Home Monitor Ryzykonomii

Co wyłożyliśmy o zarządzeniu ryzykiem…

0
o zarządzaniu

Jak już wspominaliśmy na blogu, na którego możecie już głosować w Konkursie Blog Roku 2013 w kategorii “Profesjonale i firmowe”
(link
http://www.blogroku.pl/2013/kategorie/ryzykonomia,8f1,blog.html
Wasze poparcie kosztuje kosztuje małe PLN 1,23 za SMS, ale jak zagłosujecie Redakcja obiecuje Wam Radość, Szczęście, Masę Kiełbasy na Głowę i Wszystko Za Darmochę – już od wtorku. Dodatkowo wspomnimy, nie bez pewnego zażenowania, że dochód z konkursowych sms-ów idzie na hospicjum, od zawsze szokuje nas ta konieczność żebrania rodzimych hospicjów “na życie” ostatnio coś wrzucaliśmy do puszki na hopicjum dla dzieci (!), zgroza i wstyd narodowy, to a propos zarządzania ryzykiem medycznym, o którym sporo piszemy i zaraz napiszemy znowu, bo są jego nowe developmenty.

Przy okazji tego ludowego głosowania, zdajemy sobie co prawda sprawę, że środowiska zarządzania ryzykiem nie ma u nas takiej solidnej klaki jak dajmy na to marketingu, rozwiązywczy miękkim głosem życiowych problemów innych, czy wig-giełdowych guru. Ale spróbować, choćby dla dobra polskiej ryzykonomii, tej rachitycznej sierotki, zawsze trzeba.

Ale porzućmy tę wyborczą masarnię i jeszcze zamieśćmy ładne ifno ze streszczeniem dynamicznego i inspirującego  (cytaty opinii słuchaczy) wykładu Naczelnego Bloga dla rodzimego Biznesu zorganizowanego przez  Eso Audit i HK Finance.

Jeżli pdf za mały do czytania pełny tekst można znaleźć także tutaj.

o zarządzaniu 1

 o zarządzaniu o zarządzaniu

Zarządzanie ryzykiem, Zombie, Bestseller

0
zarządzanie ryzykiem zombie

Na pewno wybaczą Waszej Redakcji Nasi Wierni Czytelnicy, a Nowozajrzeli zaakceptują z wrodzonej życzliwości, że Redakcja bloga trochę pospoczywa na laurach wraz z przełomem roku i pospija śmietanę rosnącej popularności, uznania społeczeństwa i obietnicy sypnięcia się mamony i znowu się pochwalimy, a tym właśnie, że jak wynika z analizy dokonywanej samoczynnie na stronach empik.com nasz bestseller “Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” znalazł się w TOP 4 najpopularniejszych bestsellerów e-bookowych w kategorii “Biznes i ekonomia” tej największej zdaje się polskiej e-księgarni.

Niezmiernie nas cieszy to uznanie Czytelników, a jak wiadomo nie od dziś każdy Wielki, Sławny i Bogaty zawsze powtarza, że nie Wielkość, Bogactwo i Sława są dla nich/niej najważniejsze ale uznanie Publiczności.
Zachowamy tu pewną rezerwę w stosunku do takich deklaracji wiadomo, głodnemu (W,B i S) na myśli… Ale nie powiemy, żebyśmy nie byli zadowoleni z tego bestsellerowego wyniku w Redakcji Ryzykonomii. Bo jesteśmy.
Czekamy teraz na propozycje od głodnych bestsellerów Wydawnictw, jak już się Wam znudzi wydawanie nieczytanych, opasnych cegieł w pięknych okładkach – dzwońcie !
Póki co żebyście nie myśleli, że na zawsze zejdziemy z tematu autoreklamy, do tejże wrócimy za chwilę, ale też już z solidnym merytorycznym wsadem.

ps.1
Coś się chyba im “krzaczy” na empik.com bo pokazuje się także ranking gdzie “Zombie” są na miejscu…9-ym, ale ostatecznie, też nieźle w dość zacnym towarzystwie, choć ten Marx na miejscu 6-ym eh, ….dziadu…

ps. 2
Przy okazji, dla pytających nas “kiedy Redakcja ma czas na to pisanie” odpowiadamy:
jest godzina 23 03, noc czarna, a miasto za oknem nazywa się…

zarządzanie ryzykiem zombie

2013 Top 10 na Zarządzanie ryzykiem Ryzykonomia

Dużo pisaliśmy w 2013 o zarządzaniu ryzykiem na Ryzykonomii, nie przepadamy w Redakcji Bloga za ronieniem łezek za przeszłością, raczej interesują nas lessons leraned i uczenie się na błędach, choć – po prawdzie – to zastanawiamy się, czy czegoś się nauczyliśmy w Mijającym Roku… Póki co gwoli podsumowania, remanentu i przemyśleń merytorycznych zamieszczamy listę 

10 najbardziej popularnych tematów na blogu Ryzykonomia w 2013 roku….

Top 10 Zarządzanie ryzykiem RYZYKONOMIA 2013

(linki w datach)
1. Zarobki w zarządzaniu ryzykiem w Polsce. Wyniki ankiety!  (30.04.2013)
2. Zarządzanie ryzykiem i Kontrola zarządcza AD 2013 cz. 1 (08.04.2013)
3. Zarządzanie ryzykiem w szpitalu (21.08.2013)
4. Wątpliwy paradygmat: trzy linie obrony przed ryzykiem (08.09.2013)
5. Wielka draka na A4 (08.02.2013)
6. Czy istnieje Kontrola wewnętrzna ? (25.05.2013)
7. Biała księga, białe ryzyko (20.06.2013)
8. Ryzyko wydobycia gazu łupkowego w Polsce (12.07.2013)
9. Dręczymy po łikendowo (06.05.2013)
10. Oto dowód !!! (16.05.2013)
Czytajcie, jeżeli przpadkowo pominęliście, polecajcie znajomym, uczcie się zarządzania ryzykiem na błędach 2013….
Zo bacz !

Wesołych Świąt ! Bez ryzyka !

0
bez ryzyka
Jakoś tak się składa, że w okresie około świątecznym media na całym świecie, i te zwykłe papierowe, i te elektroniczne pełne są odniesień do wyczynów wścibskiego typka w czerwonych gaciach nachodzącego domostwa, stukotu rąbania iglastego drzewostanu i porad „jak nie przytyć i unikać niestrawności”. Słowem dla każdego coś miłego, a najlepiej jeszcze, żeby było po linii gazety czy portalu i merytorycznie, i świątecznie, i śmiesznie.
Dlatego nie zdziwiła mnie delikatna wskazówka Redakcji GU, żeby kolejny artykuł „zahaczał” o tematy świąteczne, Mikołaja  i o ryzyko też naturalnie, bo to przecież rubryczka ryzykonomiczna.
I tu się trochę zasępiliśmy. „Ryzyko i święta”, „ryzyko i święta” , „ryzyko…” To  poguglajmy trochę…Hasło „ryzyko, boże narodzenie” już w 0,59 sekundy wyrzuca nam
15,700,000 trafień, wcale nieźle przyznacie, jak na Dobra Nowinę, choć biegli w Piśmie zauważą, że Główny Aktor Świąt deklarował także (co by nam nie imputowali specjaliści od puszczania listopadowych kolęd z hipermarketów), że „nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Mt 10,34). Nie wiem, czy wam nie pachnie to jakimś ryzykiem, bo mi bardzo.
Ale zostawmy te scholastyczne egzegezy, bo już kolejny odzew komputera na frazę kluczową: „ryzyko, gwiazdka” daje nam 6,590,000 trafień, przy czym podejrzewać należy, że zaplatały tu się jakieś ryzyka kosmiczne może kometa Majów zawróciła, choć to i prawda, że wynik ten pojawia się już w 0,20 sekundy, więc może i wychodzi na jedno. Od razu też zauważmy, że „zarządzanie ryzykiem, boże narodzenie” daje tylko marne 178 tysięcy trafień, co w porównaniu do wyniku dla „ryzyko, boże narodzenie” jaskrawo dowodzi, że przez parę kolejnych świąt o konieczności wpływania na ryzyko będzie można coś niecoś jeszcze napisać.
Porzućmy jednak te problemy kwantyfikacyjne, statystyczne i bez mała aktuarialne i przejdźmy do tak zwanej „jakościówki” i „opisówki” medialnych ryzyk świątecznych. Tu możemy powiedzieć, wszystko już chyba było. Tradycyjne jest okołoświąteczne znęcanie się mediów branżowych i samej branży ubezpieczeniowej nad Mikołajem, porównywanie do menadżera ryzyka (duży biznes w końcu), analizowanie ryzyk łańcucha dostaw gwiazdkowych, a nawet sięganie się po lekko już  nie fair naszym zdaniem sugestie, że coś może być nie w porządku z bezpieczeństw informacji (przy składaniu zamówień), albo poddawanie w wątpliwość stanu reniferów (czerwony nos).
Oczywiście do tego zaraz dochodzą porady, jakie to polisy Mikołaj powinien w swoim worze mieć. Czasami, aż trudno jest dociec czy to kolejny świąteczny skecz, czy dramatyczny wyraz presji coraz trudniejszego rynku i ledwie skrywanej żałości, że tylu nam się klientów wymyka nieubezpieczonych, bo to i niespełnione oczekiwania milusińskich (product recall insurance) i odpowiedzialność cywilna żon za ościstego karpia i przesolone pierogi (business interruption)  i  Directors (Mikołaj) and Officers (Rudolf, Gnomes and Co.). Kto pierwszy złapie ten rynek jest ustawiony na 1000 lat, a może i dłużej, więc pół żartem, pół serio drążmy temat, nigdy nie wiadomo, konkurencja nie śpi i też z ryzykami świątecznym żartuje, więc…
Nie, nie można oczywiście powiedzieć, że około świąt nie znajdziemy informacji, o nie-mikołajowych ryzykach, bo ich nie brakuje. Do klasyki należy straszenie podwyższonym prawdopodobieństwem śmiertelnego zejścia w trakcie Świąt, nazywanych nawet o zgrozo, Najniebezpieczniejszym Okresem w Roku. A to w związku z nasileniem się przeróżnych ryzyk, co według poważnych analiz amerykańskich reaserczerów powoduje nawet 10 % wzrost możliwości zejścia z tego świata. W szczegóły nie wchodząc, można tylko wierzyć, że i prawdopodobieństwo wejścia do Nieba, biorąc pod uwagę świąteczne terminy rośnie proporcjonalnie w podobnych przedziałach.
Uspokoimy Czytelników jednak, że i prawdopodobieństwo narodzin rośnie „w związku” z Świętami też podobno niemało, bo po raz kolejny dociekliwi amerykańscy jajogłowi dowodzą, że koncepcja Świąt sprzyja regularnie zapominaniu o antykoncepcji. Stąd i liczne empiryczne dowody potem, że bożonarodzeniowa Magia również na polu przysparzania kolejnych klientów Mikołajowi działa całkiem skutecznie.
Jak widać więc z tropieniem ryzyka i w te Święta nie będziemy mieli problemu, ale trochę przez przekorę marzy nam się Gwiazdka, gdzie żadnego ryzyka nie ma i nie będzie.
Wyobraźmy sobie, że…dostajemy tylko piękne prezenty, jakbyśmy sami je sobie kupili, kładzione pod najprostszą i najzieleńszą choinkę, jaką kiedykolwiek udało nam się przytargać (i w dobrej cenie). Objadamy się bigosem i ciastami bez obawy o bóle brzucha i przytycie w pasie, choćby o milimetr. Może nawet zajść nieznajomy do pustego miejsca, byle czysty i schludny, może jakiś zubożały absolwent politologii, a choćby i zamaskowany redaktor piszący tradycyjny felieton (to zdaje się modny trik ostatnio, uważajcie), o poszanowaniu świętej tradycji w Narodzie. Wszystko idzie jak z opłatka, kolędy w TV grają, anioły śpiewają, cuda, cuda ogłaszają.
Wszystkiego Najlepszego !
Bez ryzyka.

Przedświąteczne reminiscencje (ala’ zarządzanie ryzykiem, naturalnie)

0
reminescencje
Idą święta, idą święta, wszystkim już chyba tę nowinę świąteczne
przyśpiewki sączące się zewsząd ze sklepowych sufitów wypaliły w korze mózgowej, czy co tam kto ma, neuromarketing, neuroekonomia i prawie już ryzykonomia, już się ryzyka pojawiają…. Stop, stop w tym momencie wołamy! Tak
sobie podejrzewamy, że i P.T. Czytelnicy Bloga podobnie jak Wasza Oddana Redakcja chcieliby sobie trochę identyfikacji, analizy ryzyka i zarządzania ryzykiem w ogóle w tej choinkowej atmosferze odpuścić, choć oczywiście nie zapominamy, że ryzyko jest zawsze i wszędzie i… Nawiasem mówiąc już popełniliśmy
i wysłaliśmy stosowny tekst na ryzykonomiczno-świąteczny temat na zamówienie Redakcji Naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej i może i na blogu go potem puścimy, no bo i tytuł i treść dotyczy świąt całkowicie bez ryzyka.
 
No właśnie. 
Ale skoro tak sobie siedzimy i pukamy w klawiaturę li to z
maniakalnej grafomalności (ładniej 
pasuje czyż nie ?)  li to z nawyku dręczenia P.T. Czytelników swoim ryzykomaniactwem, to przychodzą nam na myśl poprzednie grudnie przedświąteczne,
kiedy to wzorem milionów blogerów jakoś temat świąt zahaczaliśmy zawsze. 
Dawno, dawno temu w grudniu 2009 pisaliśmy… o zgrozo ! o  ryzyku małych i średnich przedsiębiorstw!
 
No dobrze, mała skucha, co nas naszło tego 28 grudnia ???
więc szybko skaczemy do 2010 i tam znajdujemy link do strony Lloydsa znęcającego się nad świątecznym CRO, tak, tak, o nim mowa…
 
Fiu, fiuuuu, fiu maszyna czasu się przesuwa, jacy młodzi i
piękni wtedy byliśmy w Redakcji bloga, ryzyka lekkie a zarządzanie ryzykiem przyjemne, wita Was 2011 i tam tajemniczy „Karp i śledź” 
co temu Naczelnemu  (temu właśnie) przyszło do łepetyny, aha to przecież o śledzeniu Świętego przez amerykański NORAD, system wczesnego ostrzegania przez ruskim atakiem w celu dosolenia atomówką w zamian bardzo to słodkie i świąteczne niemaco, zresztą śledzą do dzisiaj, co niniejszy filmik zaświadcza a więcej o radarowym i aktualnym trackingu możecie znaleźć tutaj
 
No, ale skaczmy od amerykańskich militarystów żabim skokiem do 2012 i tam o małym adresie świąt też coś jest:
a jak nie za dużo, to nieopodal zawsze jakiś pościk się do poczytania czai. 
…grudzień 2013….
 
tak, tak, Drodzy Czytelnicy czas czytania bez ryzyka upłynął
wam właśnie jak z płatka, kto nie doczytał niech żałuje a jakby co to ryzykonomicznie i bezryzykonomicznie w tym roku pojawimy się na blogu jeszcze…

reminescencje reminescencje

 
 
 

 

Zarządzanie ryzykiem RYZYKONOMIA think-tank

0
think-tank

Jakoś nam się tak wydaje, że jest u nas ostatnio pewna moda na tworzenie różnych think-tanków, które jak głosi Wikipedia są “z założenia niezależnymi komitetami doradczymi o charakterze organizacji non-profit, zajmującymi się badaniami i analizami dotyczącymi spraw publicznych.” Przy okazji ujawnimy swoją zasadniczo pozytywną opinię o Wikipedii, która to nie wiedzieć, czemu jest szczególnie, jak nam się wydaje szczególnie w rodzimych placówkach edukacyjnych dlaczegoś antyreklamową, jako niewiarygodna. W zupełności się z tym nie zgadzamy, to zdaje się rodzaj “urban legend”,  bo choć błędy są, to wszędzie są i w encyklopediach “zwykłych” także, o różnych dziełkach naukowych nie wspominając, a że może i więcej, bo i Wikipedia jest zdaje się większa. Czyli, jak zawsze trzeba czytać i szukać rozumnie, nihil novi.

No, ale wracając do kwestii tankowania (think) o zarządzaniu ryzykiem, to tak sobie myślimy, że i
Wasza Ulubiona Ryzykonomia (trochę podkorowego warunkowania nie zaszkodzi, wybaczcie) jest takim “tankiem myślowym” . Z zarządzania ryzykiem, i nie tylko. I doradza, choć nieproszona i analizuje i non – profit, niestety. Co prawda nasz tank jest zasadniczo jednoosobowy, choć jak P.T. Czytelnicy zauważyli piszemy w osobach 1,2,3 i czwartej, kiedy tylko można i mamy z tego uciechę.

Musimy się też pochwalić, że ostatnio spotkaliśmy kilka osób, które poważamy i dowiedzieliśmy się, że „czytają, podoba im się i robimy dużo dobrego dla popularyzowania tematu zarządzania ryzykiem”. Inni nas tu-i-tam polecili, także biznesowo i to też bardzo miłe. Czujemy, że jak tak dalej pójdzie to posypie się na nas góra pieniądzy, medali i intratnych synekur, choć będąc z natury lekko cynicznymi w Redakcji Bloga rozumiemy, że nie tak od razu, a za jakieś 30-40 lat.

Póki co inwastygowaliśmy ostatnio trochę po necie śladów na hasła „Ryzykonomia”, „zarządzanie ryzykiem” i znaleźliśmy kolejne ślady naszej popularności.

Tutaj na przykład cytują nasze artykuły doktorzy i inżynierowie energetycznie – i ciepłowniczo:
Link o nas

I tu też…. nasze blogowe znęcanie się nad mapą ryzyka (nawiasem, mówiąc, jak Czytelnik może wyśledził, zmienia się w naszym tanku punkt widzenia na to modne skądinąd narzędzie zarządzania ryzykiem)

A tu znowu o zarządzaniu ryzykiem w sektorze publicznym,

na którym jak wie Czytelnik też świetnie się znamy a kontakty do zapytań ofertowych na pasjonujące szkolenia, podobnie jak korporacyjne podajemy na górze bloga.

Tu zauważają nasz artykuł z 1 października w przeglądzie prasowym Krajowej Izbie Biegłych Rewidentów
http://kibr.org.pl/pl/przeglad_prasy

Ostatnio też ukazała się na papierze kolejna recenzja naszego „zombiowego” bestsellera w poważnym źródle, jak dostaniemy się zaraz pochwalimy.

A w ogóle, jak wiecie mamy stałą rubryczkę Ryzykonomiczną w naszej ulubionej Gazecie Ubezpieczeniowej, ostatnio pisząc na przykład o wdrażaniu zarządzania ryzykiem i stosownych zachętach
http://gu.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=41635&Itemid=131

Mamy jeszcze parę cytowań, ale na dzisiaj poprzestaniemy, dodamy tylko, że i liczba polubień naszego Facebooka na fan pagu za chwilę przekroczy sto, czyli tyle prawie, co kasite, no, jak przesłonicie ręką sześć zer, ale zawsze, zważywszy na merytorykę, choć i tu się dziwimy, bo jak donosi Polityka, już
80 % pracowników hipermarketów ma wyższe wykształcenie, albo jest w drodze, więc i ogólny pęd do wiedzy, także ryzykonomicznej jakoś powinien wzrosnąć.

Także jakoś na czołg myślowy jedzie do przodu choć nie jak tygrys czy pantera, ale zawsze, a i często różni Zapracowani nas pytają z powątpiewaniem, „kiedy znajdujemy na to czas”, sami by chętnie też coś drapnęli w wolnej chwili, widzimy jest pewne zainteresowanie sprawami internalnymi Redakcji Bloga, więc niedługo napiszemy więcej, już od dawna umawiamy się z Naczelnym na wywiad fundamentalny.
Póki co Niezapracowani kończymy, pozdrawiając wszystkich Zapracowanych. (Zieeew…)

 think-tank think-tank

Mapa ryzyka uskośniona

0
mapa ryzyka uskośniona

Jedną, a może i jedyną z korzyści z podróżowania po Polsce dzisiaj, o ile nad nią nie przelatujecie albo nie pędzicie siecią tanich autostrad jest to, że zawsze jest aż za dużo czasu żeby coś poczytać albo drapnąć na przygodnej klawiaturze. Na przykład można pociągnąć zawsze oczekiwany przez P.T. Stałych i Nowych Czytelników temat łamania risk manadżmentowych paradygmatów.
Weźmy wielokrotnie przez nas poruszany temat mapy ryzyka, mapowania ryzyka, heat mapy (tłumaczonej nawet dość dziwacznie w którymś z ostatnich artykułów polskiego habeeru na “mapę termiczną”, dlaczego nie grzewczą ? Nawiasem mówiąc koncepcja mapowania fraudów tam zaprezentowana i fraudów w ogóle, to jak mawiał Hrabia „przesądy światło ćmiące”.
Ale, wracając  do tematu mapowania “wogóle” i tego, co z tej dość popularnej czynności wynika….
Wiadomo, że pierwszym paradygmatem mapowania jest… samo mapowanie!
I tu uważamy, że być ono w firmie może, czemu nie, jednak najlepiej sprawdza się na szczeblu zarządczym. Przy mapowaniu „masowym” setek ryzyk, które mogliście niebacznie sobie wyprodukować rozsianie ich na mapie da wam coś na kształt rysunku wielkiej niedźwiedzicy na pochmurnym niebie. Owszem, ładne, ale…
Czy taki rysunek co daje i można na jego podstawie budować jakąś strategie zarządzania? Oto jest pytanie?
Można więc spokojnie nie mapować, i choćby słyszeliśmy zarzuty, że za popularność paradygmatycznego mapowania jest odpowiedzialne COSO i to wcale nie w charakterze komplementu. Na pewno zaś idea Mapy jest samą radością dla twórców oprogramowania, risk dashboardów i programów robiących-wszystko-same.

Dobrze zrobiony profil ryzyka, napiszemy o tym jeszcz kiedyś,  da nam tą samą, na pewno nie gorszą informację.
No dobrze, mamy już Mapę ryzyka i czas ją przekształcić we wspomnianą heat mapę, a więc poletka zielone, żółte i czerwone pokazujące, gdzie ryzyka są najgorętsze, a gdzie najzimniejsze i stąd – logicznie – za które zabierać się najpierw.
W ten sposób przechodzimy zgrabnie do tematu strategii zarządzania ryzykiem biznesowym w ogóle,  a nawet nieledwie apetytu na ryzyko, bo zdaje się wielu sądzi, że jak coś jest w „czerwonym rogu” to należy się tego z zasady wystrzegać. Czyli w domyślę taki murowany, poza-apetytowy ryzyka zakątek mocno to dla nas, bez sensu. Tych ryzyk w ogóle nie bierzemy? A jeżeli właśnie tam kryje się Szansa. Co z analizą koszty-korzyści? W domyśle CBA nie bierzemy pod uwagę w tym obszarze ?
Ale zostawmy kwestie apetytu i przypatrzmy się jeszcze heat mapie, nie lubimy koncepcji tego czerwonego zakątka z innego powodu także, a mianowicie bo tam ryzyka już „się dzieją” i z uncertainty nam się robi pewność, a przecież zarządzanie ryzykiem powinno się koncentrować na niepewnościach, a nawet tropić trzepot czarnego łabędzia.
No, ale że spolegliwi jesteśmy i doceniamy jednak siłę paradygmatu sugerujemy “uskośnienie” Mapy, która mogłaby wyglądać tak…

mapa ryzyka

I wilk syty (mamy pokryty tradycyjny czerwony zakątek) i owca cała (pokazujemy, że zarządowi zależy mocno na prawdziwej niepewności.)
(…)
Ot, dojeżdżamy… Póki, co, Czytelnicy !

mapa ryzyka uskośniona mapa ryzyka uskośniona

Garść pozytywnej szajby

0
garść pozytywnej

Trochę nas nie było ale już jesteśmy nie myślcie, że zasypywaliśmy gruszki w popiele albo paliliśmy tęczę, oba brzmią przeciw pożarowo a więc trochę ryzykonomicznie, ale podróżowaliśmy, dyskutowaliśmy,  integrowaliśmy (się),  identyfikowaliśmy ryzyka, wdrażaliśmy ERM też. I “w ogóle”. W zeszłym tygodniu, na przykład, z ramienia rodzimego POLRISKU, w którego Zarządzie staramy się realizować swoje chore pro społeczne ambicje uczestniczyliśmy w spotkaniu Zarządu wspomnianego Stowarzyszenia menadżerów ryzyka z  przedstawicielami Członków Wspierających czyli organizacji, które widzą
potrzebę wspierania idej zarządzania ryzykiem w Polsce. Ergo: widzą oni swój interes biznesowy w promowaniu ERM-u i market mejkingu zarządzania ryzykiem , taką mamy nadzieję i bardzo dobrze. Nie wszyscy byli ale listę znajdziecie tutaj, pozdrawiamy.

Bardzo nam się podoba taka pozytywna szajba, jak mawiał jeden bywszy już znany minister, a oprócz tego to, przedstawiciele wspomnianych  wspierających” Stowarzyszenie to “osobiście” bardzo sympatyczni ludzie, pozdrawiamy !, impreza była świetna, tequila, i towarzysko i merytorycznie i obfitująca w nowe pomysły organizacyjne, mamy nadzieję na kolejne. Śledźcie  i wspierajcie Polrisk bo jest ciekawie i będzie jeszcze ciekawiej.

Wspomnimy też, że nasza Ryzykonomia TV cieszy się pewną popularnością już ponad 100 oglądnięć Łaskuna Muzanga zanotowaliśmy, wkrótce będą kolejne spoty, na frapujące tematy. Czekajcie.

Inna sprawa. Na 100 % pasażerów polskiego busa Wasza Redakcja i ktoś jeszcze, ca. 2 % zapinamy pasy. Zapinajcie ! Pozytywna szajba !
Nasza kolejna publikacja o…. zarządzaniu ryzykiem, nie ma takiej jeszcze na rynku, dużo pracy póki co, musi poczekać jeszcze na spisanie kolejnych rozdziałów. Ostatni ma tytuł “Przerwany lot sokoła”. Podoba się ?  Pozytywna szajba…

Póki co “Zombie” bestellerem miesiąca no. 1 , a total 2013 no. 5, walczymy. Pozytywna….!
Dodajemy kolejny cytat do naszego koncika cytatów Ryzykonomicznych:


The optimist says: We do our very best. 
Risk manager is afraid this might be true.

Właśnie po dżoggingu bo zalanych jesienną ciemnością lampy sodowe (?) ulicach, znowu biegaczki samotne. Dziewczyny, zarządzajcie ryzykiem ! Pozytywna…

garść pozytywnej garść pozytywnej

Brawo !

0
brawo

Zupełnie niedawno poruszyliśmy na Ryzykonomii temat ryzyka reputacyjnego, dość znany już w Polsce case study znanej firmy z branży odzieżowej, skądinąd odłamka sprawy znacznie szerszej o międzynarodowym zasięgu. Sprawy związanej z “słabymi” warunkami pracy u podwykonawców z 3-ego świata, a z katastrofą w fabryce w Bangladeszu w szczególności.  Obiecaliśmy też śledzenie sprawy. Więc śledzimy. I dzisiaj z autentyczną radością czytamy, że:

Zarząd LPP SA informuje, że w dniu dzisiejszym, jako pierwsza firma odzieżowa w Polsce, staliśmy się sygnatariuszem porozumienia mającego na celu poprawę bezpieczeństwa w fabrykach produkujących odzież w Bangladeszu (Accord on Fire and Building Safety in Bangladesh). Jest to pionierska umowa firm odzieżowych, a także międzynarodowych i lokalnych organizacji pozarządowych, na rzecz zapewnienia trwałej poprawy bezpieczeństwa oraz warunków pracy

a dalej, że:

Niezależnie od przystąpienia do Porozumienia, LPP SA zmieni w najbliższym roku swój model zlecania produkcji dostawcom z Bangladeszu, zwiększając konsolidację i ograniczając pośrednictwo niezależnych agentów. Ma to na celu sprawowanie bardziej efektywnej kontroli nad przestrzeganiem zasad współpracy dostawców z LPP SA określonych w ramach zapisów Code of Conduct.

Mamy szczerą nadzieję, że przystąpienie do porozumienia oraz szereg alternatywnie podjętych działań wpłynie na poprawę bezpieczeństwa i warunków pracy, a tym samym na uniknięcie tragedii podobnych do tej, która miała miejsce w budynku Rana Plaza.(link do całego tekstu tutaj)
Tak sobie myślimy, jakiekowliek złośliwości by internauci, co do przyczyn takiego rozwoju sytuacji nie zamieszczali, że bardzo dobrze się stało, choć jak już wcześniej zauważaliśmy mogło, także dla dobra wizerunku bohatera tego reputacyjnego business case, stać się wcześniej. Ale, lepiej późno niż później. Podkreślamy bowiem, że takie lessons learned ćwiczono już na świecie wielokrotnie i tylko zależy, kto z tych lessons się czego nauczył.
Pospekulujemy, że być może nawet firma, pójdzie “za ciosem” i doda ekologiczny proreputacyjny

rys do swojego image, skoro chcąc nie chcąc weszła w takie buty, a który przecież może być całkiem istotnym elementem strategii sprzedażowej, szczególnie że target market jest chyba młodzieżowy i z natury rzeczy, choć trochę jeszcze zainteresowany zmienianiem świata.

I my więc trochę idealistycznie zauważamy, a być może i Czytelnicy bloga zauważyli w Waszej Redakcji pewien idealistyczny a naiwny rys, że czynienie ziemi lepszą czyni ją także lepszym miejscem dla robienia biznesu. I  niech tak będzie. Howgh!

brawo brawo brawo

Znajdź nas na empik.com