Monitor Ryzykonomii

Home Monitor Ryzykonomii

Wietnam wciąż niedoklikany

0
Wietnam
 Wietnam. Witamy wszystkich Czytelników Bloga po przerwie okołoświątecznej! Co prawda na blogu nas było mniej, ale nie znaczy to, żebyśmy o ryzyku tu i ówdzie nie pisali. Choćby w tradycyjnym już kaciku ryzykonomicznym na łamach naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej ukazał się nasz “Przegląd ryzyk okołoświątecznych”. Tamże dokonaliśmy frapującego i  nowatorskiego przeglądu tychże (a więc przedśw.- w świąt – i pośw.) które dzielimy procesowo na:

– ryzyka noworocznych dedlajnów
– ryzyka świąteczne księgowe
– ryzyka udziału w Kristmas party
– ryzyka łańcucha dostaw przy wieszaniu łańcuchów lampek na posesji
– ryzyko tropikalnych paskudztw przy wyjeździe na tropikalne święta (mają za swoje!)
– ryzyko bycia trafionym zimnym, chińskim ogniem w Chinach

Szerszego, paranaukowego, a miejscami dość pokrętnego uzasadnienia takiej typologii okołoświątecznych ryzyk nie będziemy tu przytaczać, zostawiamy ew. dyskusję uczonym panelistom, odsyłając zainteresowanych do wspomnianej publikacji GU, a póki co z radością zauważamy, że bazując na statystyce dostarczonej przez Google w 2012 roku blog Ryzykonomia:

  • Przekroczył ogólną liczbę wyświetleń ca. 75 000
  • Szybko zbliża się do magicznej liczby 100 000 co stanowi (0,00000000000001 liczby dziennych odsłon bloga znanej bloggerki, co z kolei uczy nas pokory, że nie samym rozumem człowiek żyje)
  • Zanotował 27 000 odsłon i odwiedziny ca. 10 000 osób, a…
  • Najwięcej osób odwiedziło nas 8 sierpnia  (co robiliście wtedy?)
  • 40 % czytelników to Czytelnicy powracający (Powróć i ty!)
  • Był czytany zgodnie z naszymi podejrzeniami w Polsce i po polsku, a także w różnych krajach Europy, ale także…
  • Kliknięto nas, wierzymy naiwnie nieprzypadkowo, na: Alasce (41 razy), w Indiach 5 razy i po 1 razie w Wietnamie i na Filipinach
  • Był wielokrotnie komentowany, ale dla nas wciąż za mało
  • Posiadł liczbę 69 zarejestrowanych fanów na Facebook (Dołącz, nie bądź niefanem!)

Powyższa statystyka, a w szczególności, jak zauważył sarkastycznie Redaktor Naczelny Bloga (tak ten),  niedostateczna klikalność Ryzykonomii w Wietnamie czyni nas jeszcze bardzie zdeterminowanym w niesieniu kagańca oświaty w zakresie zarządzania ryzykiem, Enterprajs Risk Manadżmentu i zwykłych refleksji nad modernizacją niemodernizowalnego i powoduje, że już niedługo, a właściwie zaraz powracamy na łamy Waszej Ryzykonomii Nasi Wierni i Ci 1-razowi Czytelnicy z kolejnym opisami developmentów tematu przewodniego Bloga w Polsce, na świecie a także tam i ówdzie.

Pozdrawiamy już Noworocznie i zapraszamy na Ryzykonomię !

Zostańcie z nami ! Stay tuned ! Restez avec nous ! Douliu !

 

Das grosste Risiko ryzykonomiii

0
grosste risiko

Grosste risiko bo Ryzykonomia przekracza granice czasu i przestrzeni i ostatni przykład to informacja, która nadeszła do nas z dalekich Niemiec od  Czytelnika Herr Dr D. z Okiwirtshaftshule. Który to do naszego Kącika Cytatów Ryzykonomicznych zaproponował cytat Reinharda Mohna. Który pieczołowicie zamieszczamy w wspomnianym zbiorze cytatów na górnym pasku dostępnym pod tytułem Bloga.

“Die Ablehnung eines Risikos ist für ein Unternehmen das größte Risiko.“ 

Co w wolnym tłumaczeniu oznacza:

“Najpoważniejszym ryzykiem dla firmy jest zapomnienie o ryzyku”



Cytat bardzo dobry i w pełni zasłużony szczególnie, że wypowiedział go nie byle kto ale, jeżeli nasi P.T. Czytelnicy nie skojarzyli, sam Reinhard Mohn – nieżyjący już założyciel imperium medialnego Bartelsmanna.
Czasami nie tylko ważne CO się mówi, ale i KTO mówi i tak jest na pewno w tym przypadku, więc kilka słów o wypowiadającym…
Nieżyjący już Reinhard Mohn, co by o nim kto nie sądził, z małej prowincjonalnej gazetki stworzył po wojnie szósty na świcie konglomerat medialny Bartelsmann. Zatrudniający ponad 100 000 ludzi w 63 krajach, także w Polsce. Najwyraźniej więc na ryzyku się znał.
Czekamy na kolejne zgłoszenia do ryzykonomicznego kącika cytatów z Polski, Europy, Ameryki, Chile. I reszty świata.

grosste risiko grosste risiko grosste risiko

Shinkansen czyli łbem w kolejową szybę

0
Shinkansen

Shinkansen…
Zdarzyło się  nam się ostatnio jechać koleją z Gdańska do Warszawy jedyne 7,5 godziny, choć nie był to

TLK „Pojezierze”, który wspomniany dystans pokonuje w ca. godzin 11, co daje średnią… no właśnie.
Mieliśmy też przygody nowo dworcowe i to nie liche, bo następnego dnia rankiem na Centralnym, udało nam się przywalić czołowo w kilkumetrową szybę, od dołu do góry przezroczystą ścianę sklepową.  Zdarzenie to wprowadziło(by) nas nieledwie w zawstydzenie gdybyśmy nie usłyszeli zaraz od smutnej…

sprzedawczyni, że jesteśmy jednym z wielu walących w tę szybę, gorzej że często z kawę w ręce. Niestety, jak wyjaśniła Pani, “Projekt jest jaki-jest” i sami nic zmienić najemcy nie mogą,
choćby nakleić cień człowieka (z kawą) wzorem ptaków na osławionych ekranach drogowych .

Inne jeszcze kolejowe klimaty przeszliśmy, żadna pieśń ich
nie wyśpiewa ani wiersz nie wypowie, ale na koniec cało i zdrowo wróciliśmy do domu… a o to przecież w transporcie szynowym chodzi.
Skoro o  kolejach mowa to niewyłączny korespondent Ryzykonomii na kraje Azji i Japonii, nieoceniony  dr Paj-Hi-wo donosi telegraficznie, że japońskie koleje Shinkansen chwalą się ostatnio, że już prawie 50 lat podążają bez „incydentów” choć podążają często i z niezmierną, jak wiadomo, prędkością. Na konferencji, Shinkansen, w której uczestniczył Nasz Korespondent
przedstawiciel Japończyków zaprezentował
zadziwiające osiągnięcia superkolei poparte faktami, a mianowicie:
  • Start 1964 rok
  • Długość linii 1645 mil
  • Max speed 187 mil/h
  • Są różne Shinkanseny i szybsze i wolniejsze i piętrowe
  • Najszybsze intercity wyprzedza pod drodze 3 inne pociągi (też Shinkanseny)
  • Lokalne wolniejsze (150 mil/h) piętrusy dla tokijskich
    komuterów (zasięg 100 mil)
  • Tokyo Station ma dedykowane 4 (!) tory dla Shinkansen, gdzie obsługuje
    300 pociągów na dzień
  • Japońska uprzejmość i logistyka obsługi (ukłony dla
    pasażerów,  harakiri zarządów za
    opóźnienia i zaśnieżone tory itp.)
Przedstawiciele Shinkansen zawsze podkreślają, że kluczem
sukcesu jest dla nich „risk management” (nie jakieś enigmatyczne “safety”) a jego trzy fundamenty to:
  • Integracja i centralizacja zarządzania ryzykiem ( np. w
    przypadku możliwości zajścia wypadku wszystkie pociągi są zatrzymywane do czasu upewnienia się, że jest ok.)
  • Rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa są zaprojektowane
    specjalnie do dużych prędkości (np. przy podejrzeniu wypadku rusza pilot train z mała prędkością, za nim podąża reszta peletonu – do czasu potwierdzenia, że jest ok.)
  • Nieustanne doskonalenie zarządzania ryzykiem

Bez wypadków od 1964 roku ! A przecież są i trzęsienia
ziemi, i tsunami, i Godzilla , eh….

Słodycze, niusy i apdejty

0
słodycze ryzykonomii

Merytorycznych tematów nam póki co nie zbywa, tym nie mniej kila newsów i apdejtów organizacyjnych się P.T. Czytelnikom Bloga należy:

Primo: e-booki
Nieustająco, z sukcesem i sukcesywnie można nabywać e-booka “Apetyt na ryzyko”. Już od PLN 6,91 !!!
Więcej informacji tutaj (link)
Secudno: Nowy e-book Ryzykonomii wkrótce !!!
Finalizujemy prace pisarskie nad naszym kolejnym ca. 150 stron liczącym e-bookiem.  Będzie o zarządzaniu
ryzykiem i śmiesznie i praktycznie i teoretycznie. Mamy nadzieję rzucić na rynek wersję e-booka we wszystkich popularnych formatach, jak już to można było wypróbować w przypadku “Apetytu”. Przygotowujcie już zaskórniaki, można chociażby oszczędzać na słodyczach, “in advance” realizując noworoczne postanowienia.
ps. Nie jedzcie też – prosimy – za Redakcję Bloga, bo jej w tym stresującym świecie wciąż to słabo niestety, wychodzi mniam, mniam, mniam…
Tertio: społeczności Ryzykonomii
Trwa dobrowolny nabór chętnych dyskutantów i obserwatorów do Ryzykonomicznych społeczności na
Golden Line
LinkedIn
Facebook.
No i Twitter-że też.
Na nich ryzykonomiczne updejty, newsy i wiele więcej.
Quatro: prasujemy
W Gazecie Ubzpieczeniowej ukazał się kolejny artykuł z cyklu Ryzykonomia autorstwa Naczelnego Bloga pt. “Obiadki bez dokładki”. Nie spodziewajcie się jednak recenzji zupy z zająca ani musu z rzepaku. Artykuł zawiera niezwykle interesujące studium przypadku społecznościowych ryzyk. Naczelnemu Bloga za artykuł w imieniu załogi Ryzykonomii składamy serdecznie gratulacje! Tak trzymaj Stary Wygo!

 

To tyle, wracamy za chwilę.
Zostańcie z nami, stay tuned !
słodycze ryzykonomii słodycze ryzykonomii słodycze ryzykonomii

słodycze ryzykonomii

Gazetowe

0
gazetowe ryzyko

Od dawna uważamy, że media mogą być dzisiaj wielkim zagrożeniem
dla biznesu i wszelkiej organizacji, bo najpierw strzelają, a potem (ewentualnie )
pytają o winę. A i to coraz rzadziej. Co więcej, szczególnie w obszarze prasy wielkonakładowej czy w popularnych internetowych portalach informacyjnych “News is the king” i trzeba zdążyć
dowalić ofierze zanim dowalić zdążą inni. To co potem stanie się z ofiarą jest
rzeczą drugorzędną, tym bardziej, że kolejnych wchodzących na celownik nie
brakuje. 

Znamienny jest tu przykład Toyoty, którą onegdaj, nie tak dawno
media osądziły na podstawie dętych jak się okazało oskarżeń. Kto jednak o tym
dzisiaj pamięta ? (Toyota: the media owe you apology).

Pół biedy jeżeli kończy się tak jak w przypadku Toyoty, która
szybko powróciła na wyżyny. Czy Appla, o którym pisaliśmy niedawno (link) i który
jest najwyraźniej lubiany przez media.
Media mogą dziś zniszczyć każdego, firmę czy człowieka.
Mediom chętnie sekundują politycy, którzy zawsze szybko wietrzą osłabioną
ofiarę, bo ta wiadomo jest łatwym łupem. Wystarczy wspomnieć o „aferze” z
Opola, kiedy to Pani jawnie lekceważąca obowiązujące prawo stała się pupilkiem
mediów, a sąd i policja wykonujące swoje obowiązki zostały zmieszane z błotem. Oddzielna sprawa, co pisano na ten temat w różnych internetowych “forowych” komentarzach. Poziom niekontrolowanej nienawiści i braku
odpowiedzialności za słowo sięga już u nas rynsztoka niespotykanego w
cywilizowanych krajach.
Jak wielokrotnie pisaliśmy istotą prawa jako regulacji jest zarządzanie
ryzykiem. Jeżeli będziemy karać pracownika egzekwującego system zarządzania
ryzykiem, to ten system nigdy dobrze nie zadziała.
Przykład: Grecja.
Ale szkoda już się stała i tylko czekać jak  niejedna firma będzie miała teraz rosnące problemy z
odzyskaniem długów, których przecież już dziś nie brakuje. Zresztą osoby zajmujące się windykacją należności w firmach potwierdzają, że mają całe segregatory dłużników, którzy mają ważne powody żeby nie płacić: chorą babcię, głodne dzieci, czy po prostu kot im uciekł i muszą go szukać.
Klasyczne jest też, że media “zapomniały” dodać, że jak donosi PAP ściągalność grzywien z dłużników w Opolu wzrosła właśnie kilkukrotnie (link) To chyba dobrze?
Pocieszeniem być może to, że i media w swojej szaleńczej
pogoni są karane za swoje wpadki, tak jak choćby ostatnio znany dziennik, który – nie wchodząc w polityczne spory – wyraźnie strzelił sobie gola publikując bombowy
headline nie mając w ręku zasadniczych dowodów. Trwa tam teraz najwyraźniej
kryzys korporacyjny i właściciel ustami Rady Nadzorczej na pierwszej stronie dziennika deklaruje dogłębne zbadanie sprawy.
Zagranicznym przykładem wpadki w  szaleńczym pęd do niusów jest choćby głośny skandal
w imperium Ruperta Murdocha w UK związany z kradzieżą informacji, zakończony zamknięciem
tabloidu News of the World (link)
Wcześniej głośny był był czytelniczy bojkot brtytyjskiego dzienniak The
Sun po nie sprawdzonych doniesieniach o tragedii po meczu piłkarskim w
Hillsborough w 1989 roku.
Ciekawe, że klasyczny rodzaj wpadek dziennikarskich, choć już dziś już rzadziej spotykany, to ogłaszanie przedwczesnych śmierci różnych
znanych osób, upamiętnione przez sławne powiedzenie Marka Twaina
(“Pogłoski o
mojej śmierci były mocno przesadzone”) czy wielokrotne pogrzebanie Hemingwaya,
który pisał że czytanie swoich nekrologów staje się jego obsesją. Skądinąd sami
zapamiętaliśmy podskakującego bez mała z radością sprawozdawcę ogłaszającego
śmierć JPII przed czasem – już, już, my pierwsi, jak osiłek w Shreku, nius goni nius.
No, ale na szczęście na Ryzykonomii dobrze
się zastanawiamy zanim coś napiszemy, choć i tą mamy świadomość, że ryzyko i dla
nas nie śpi, istnieje.