Polityczne

Strona główna Polityczne

Falconetti: ryzyko demograficzne was (…) !

0
ryzyko demograficzne

Pewnie niewielu spośród co młodszych P.T. Czytelników Bloga pamięta bijący onegdaj rekordy popularności serial „Pogoda dla bogaczy” . Tamże padło owo słynne , powtarzane wówczas na podwórkach i szkolnych placach całego Kraju zdanie, które parafrazujemy w tytule (celem podstępnego przyciągnięcia czytelników do lektury) . Groźba i najwyraźniej nie na wiatr wypowiedziana przez niejakiego Falconettie’go wobec jednego z głównych i potem poległego w walce z mafią bohatera serialu, chyba Tom mu było ?…..

No ale my tu przecież nie o serialu chcemy, ale o innym ryzyku, co do którego użycie mocnego określenia  kol. Falconettie’go wydaje się całkiem uzasadnione. Już zgadliście ? Tak, chodzi o ryzyko
ludzkie, demograficzne.
Tu przy okazji od razu pojawia się to stare pytanie: jaki ma być horyzont czasowy naszej korporacyjnej analizy ryzyka? Czy tylko „teraz” czy rok najbliższy, a może 2, 3, 5 lat? Co nas w firmie obchodzą ryzyka które wydarzą się kiedy nas w firmie już nie będzie, będziemy na emeryturze…ach kiedyż to będzie, kiedyż….
Oczywiście, wątpliwość ta jest najbardziej zasadna ale wydaje się, że odpowiedź nie jest aż tak skomplikowana bo:
Po pierwsze – czym innym jest (a przynajmniej powinien być) horyzont czasowy nasz , a czym innym naszej organizacji. Nie jest to może Watykan, ale korporacja, organizacja powinna spoglądać dalej i bardziej perspektywicznie;
Po drugie – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednym słowem (to banalne) zarządy powinny mieć dłuższe i strategiczniejsze spojrzenie na ryzyko;
Po trzecie – ryzyko może po bliższym przyjrzeniu, okazać się wcale nie aż tak odległe.
I tu, hyc, od razu powracamy do tytułowego demograficznego tsunami, bo taką już, całkiem zgrabną nazwę ukuto dla nadchodzącego szybkimi krokami GIGANTYCZNEGO problemu  kadrowego w Polsce. Temat jest, co ciekawe bardzo dobrze znany, każdy wie, że w Polsce od lat rodzi się dramatycznie mało małych Polaków i co gorsza – kontynuując – tych, którzy się już NIE urodzili w czasie trwającego już 20 lat demograficznego kryzysu na rynku pracy, bo o HR tu przecież nam chodzi, na waszych interview, już za chwilę NIE będzie.
O dziwo, z tego determinizmu mało jakby kto zdaje sobie sprawę, albo panuje jakieś milczące lekceważenie problemu. Pomijam już wyzwania polityki społecznej i gospodarczej, nas interesują problemy czysto ryzykonomiczne i biznesowe.
Ale i w tym obszarze nie można zapominać o horyzoncie makro: starzenie się społeczeństwa, deficyt budżetowy na poziomie „naście” procent, upadek systemu ubezpieczeń społecznych, rosnące nierówności, reperkusje podatkowe, wreszcie nieuchronne niepokoje społeczne. No, to wszystko są mega ryzyka, także w skutkach arcy-biznesowe, a…..może nawet i nie ryzyka, bo choćby ISO 31000 mówi wyraźnie, że zarządzanie ryzykiem zajmuje się niepewnością , a tu mamy 100 procentową pewność, niestety.
Co ciekawe już pierwsze fale demografii dobijają do brzegu, widać to już teraz na uczelniach wyższych, a firmy badające nadwiślański rynek pracy pokazują, że czas pracodawcy stanowczo się kończy i to tuż, tuż za rok, dwa .
Nie jest to więc jakaś „kosmiczna” perspektywa do analizy. Pewnie to i niezła wiadomość dla pracujących, jednak jeżeli dodamy do tego rynkowe niedopasowania systemu kształcenia do wymagań rynku jako-takiego wzrostu gospodarczego , a pewnie i stagflacji, to jawi nam się naprawdę już „tu i teraz” olbrzymie ryzyko strategiczne do analizowania i zarządzania – na pewno na poziomie grup czy zarządów. A co z tym ryzykiem można zrobić, jak się do niego przygotowywać, to już oczywiście inna historia.

ryzyko demograficzne, ryzyko demograficzne, ryzyko demograficzne

Konferencyjny maj cz.II

0
konferencyjny maj ryzyko

Maj konferencyjnym miesiącem jest i kiedy możemy bierzemy udział, dlaczego nie. Ze dwa tygodnie temu, widzicie nawet nie ma czasu siąść i coś skrobnąć na bieżąco wzięliśmy udział proszeni w spotkaniu z okazji kolejnej edycji konkursu Dyrektor Finansowy Roku magazynu Forbes. Zapraszani jesteśmy regularnie, kiedyś występowaliśmy tam, z pewnym sukcesem jako prelegent i panelista, mówiąc o… zarządzaniu ryzykiem, naturalnie.
Nie będziemy się rozwodzić o czym było spotkanie, jakoś nami  nie wstrząsnęło, choć networking był niezły,  tylko wspomnimy o jego części, która nas zainteresowała z ryzykonomicznego punktu widzenia.

Otóż, w trakcie jednego z paneli (szczerze mówiąc strasznie się te panele rozpleniły, każdy może siąść i poględzić, a do prezentacji czy przemówienia trzeba się jednak przygotować i tu chyba tkwi tajemnica ich popularności) w fotelach zasiadło kilku menadżerów, którzy, tak się składa mieli jakieś biznesy na Wschodzie, w tym na Ukrainie. Jak to zwykle u nas bywa i w tym kontekście o ryzyku sporo się mówiło, wszyscy też deklarowali pełne zarządzanie ryzykiem.
W trakcie sesji pytań z sali, jak to u nas bywa nie ma ich zwykle zbyt wiele, tak nas przecież już uczą od przedszkola, żeby się „nie wychylać”, z sali jednak padło pytanie: jak to  zarządzanie ryzykiem w firmach panelistów przebiega, czy ma jakiś systemowy wyraz? 
Odpowiedź brzmiała….
Tu przypomniał mi sie podobny panel 3 lata wcześniej, na tej samej imprezie, jak wspomniałem brałem udział. I tam o ryzyku mówiono nie mało, i tam i tu, jednak okazało się, że zarządzanie ryzykiem ma co najwyżej formę „omawiania”, „spotkania zarządu” i „różnych regulaminów”. 
Niestety, mało najwyraźniej u nas się w tym temacie zmienia…a kończąc tę krótką konferencyjną relacyjkę dodam, że padło jeszcze jedno pytanie „o ryzyku”. A zadał je z sali zdaje się ktoś z branży ubezpieczeniowej, zaraz po nieśmiałym wynurzeniu panelisty, że niestety! Został naciągnięty niezadawno przez „partnera ze wschodu”, który nie ma najwyraźniej ochoty spłacać swojego długu.
No więc pytanie dotyczyło ochrony ubepieczeniowej, z której firma korzysta robiąc interesy na Wschodzie, w tym ewentualnie ochrony ubezpieczniowej ryzyka politycznego.
Odpowiedź brzmiała ” my z polityką nie chcemy mieć nic wspólnego”. I to chyba dość dobrze charakteryzuje na jakim etapie wiedzy z zarządzania ryzykiem jesteśmy.
To tyle o konferencjach majowych, póki co, na dziś.

konferencyjny maj ryzyko, konferencyjny maj ryzyko, konferencyjny maj ryzyko

Ryzyko polityczne w centrum zainteresowania

0
ryzyko polityczne w centrum

 „Ja was przepraszam, panowie. Ja was bardzo przepraszam, tak nie miało być” (do ukraińskich oficerów po traktacie ryskim 1921)

Ryzyko polityczne w centrum uwagi: jeżeli do tej pory ktokolwiek miał wątpliwości, co do wagi ryzyka politycznego to ostatnie wydarzenia u naszych wschodnich sąsiadów  powinny go z takich wątpliwości wyleczyć. W czysto gospodarczym wymiarze Ukraina jest naszym 8 rynkiem eksportowym wartości 5,7 miliardów dolarów w 2013 a import 2,2 miliarda jak podają źródła, więc nadwyżka warta Zachodu, z Ukrainą handluje kilkanaście tysięcy Polskich firm głownie z lekka zaniedbywanej przez Centralę Polski B, a czarny scenariusz V-ce Piechocińskiego mówi nawet o 30-40% spadku obrotów w razie pogłębienia kryzysu.  No trudno, tu nie mówić o ryzyku, ryzyku politycznym, gdyż jest ono ogromne.W ogóle to podobnie jak i w innych obszarach, zawsze i tu w swojej skromnej ryzykonomiczności zwracamy uwagę na konieczność analizy ryzyka na wszystkich także i gospodarczych poziomach.

Bo bez tego tylko płacz i zgrzytanie zębów jak zawsze wychodzi.
Mamy też wrażenie, że dość słaba jest u nas i znajomość Historii począwszy od zabiegów Jedynego, Co Się Niczego Nie  Dorobił PrzyOkazji Oprócz Kasztanki żeby nas buforować od Wschodu, ciągle nas się straszy bandami UPA, a zapytamy czy – z czysto biznesowego punktu widzenia – nie lepiej sobie siedzieć za cudzym okopem i zamiast wydać kilka miliardów pomocy Teraz wyrzucać  kilkadziesiąt czy kilkaset na wydatki zbrojeniowe Za Chwilę, to przecież efekt i gospodarczy i budżetowy dla wszystkich.

Chyba, że uwierzymy w „koniec historii”, ale nawet w TV nie znajdziemy potwierdzenia tej marnej jak się okazało koncepcji. Moglibyśmy też za Kisielem powiedzięć , że nie mamy poglądów politycznych a jedynie gospodarcze ale i w tym i w naszym przypadku byłby to lekko nieszczery cynizm.

No więc znowu przydałaby się solidna analiza ryzyka, korzeni, skutków, kosztów i korzyści i trochę dłuższy niż do kolejnych wyborów horyzont czasowy. Oczywiście, o ile opcją naszej reakcji na ten Kryzys, to Ryzyko nie pozostaje emigracja reszty Narodu, do tej części już zasiedziałej za granicą (o tym mega ryzyku demograficznym, mega tsunami gospodarczo-ubezpieczeniowym powinno się pisać codziennie wielkimi zgłoskami, ale się…  nie pisze).
A zresztą jak donoszą Źródła emigrowanie staje się powszechnie modne wśród przedsiębiorców, którzy już nawet nie dla zmniejszenia ryzyka biurokracji, ale dla świętego spokoju masowo przenoszą swoje firmy za granicą.

Nie będziemy się tu oczywiście bawili w żałosne politykowanie, bo rzeczywiście ma ono u nas zwykle bardzo żałosny wymiar, bo najwyraźniej, kiedy inni szacują, kalkują i zarządzają swoimi politycznym ryzykami u nas jak zawsze pełna partyzantka i najwyraźniej w partyzantce wciąż z  naszymi ukraińskimi sąsiadami siedzimy w jeden ławce na historii.

ryzyko polityczne w centrum
Wreszcie, żeby Redakcji ktoś o zupełne jarzenia w temacie wschodnim jednak nie posądzał dodamy, że w 1/8 pochodzimy Stamtąd, więc klimaty historyczne są nam nieobce a i parę książek się w życiu przeczytało i jakieś, nietelewizyjne pojęcie o
temacie mamy. (No może to i nie najlepiej w końcu bo zmniejsza to nasze szane zostania Sławnym Bloggerem z 100 tysiącem przyjaciół jak Piecyk, Ciotka Kaczka czy Ubranelka.)
Ale też i przecież Waszej Redakcji nie chodzi o ot żeby swoje poglądy polityczne suflować, ale zachęcać do zarządzania ryzykiem, także politycznym. Dla biznesu i profitu, wspólnego, naturalnie. Ryzyko polityczne w centrum zainteresowania być po prostu musi…

Jak zresztą pewnie Czytelnicy wiedzą, więc tylko z skromne go obowiązku podpowiadamy, jest trochę źródłem oceniających polityczne ryzyka, które między innymi tworzą Mapy Ryzyka politycznego jak AoN czy Maplecroft.
Na pewno takie źródła informacje mogą się przydać, pytanie na ile warto za nie płacić, bo  choćby przyglądając się podejściu Zachodu do tematu Ukrainy i Wschodu w ogóle zawsze mamy wrażenie, że w gruncie rzeczy, co by nie mówić, aż tak wiele rzeczy się od dawna nie zmieniło….

ryzyko polityczne w centrum

 

Trump, Trump, Trump, Trump…

0
trump

Trump wygrywa wybory! Zazwyczaj nie komentujemy bieżących developmentów politycznych, szczególnie loklanych, ale tym razem nie powstrzymamy się, bo tak nam się wydaje, że czeka nas wiele nowych, wielkich, nas osobiscie przerażających zmian.

Wieje coraz mocniej wiatr historii i ciarki nas przechodzą kiedy to piszemy. Ludziom na świecie całym, a na pewno w naszym znudziła się najwyraźniej stabilność, pokój i ta niedobra demokracja. Świat wchodzi na ścieżkę, na którą wchodził już setki razy, zawsze z tym samym skutkiem, choć jak powiedział Einstein „szaleństwem jest robić wciąż to sami i oczekiwać różnych rezultatów”.

I nic tu mówić o roli nowych mediów, fajsbukach i twitterach, na pewno ważne są, ale poczytajcie sobie choćby Szeakspirea’a na początek takiego Koriolana. 

Skorumpowana Clinton, waszyngtońska biurokratka, która zjadła zęby na polityce, została zastąpiona przez nie mającego żadnego doświadczenia politycznego  anty establishmentowego, ludowego miliardera i wielokrotnego bankruta pełnego emaptii dla biendych ludzi w amerykańskiej ruinie, klepiącego spragnione babki po pupach, bez zdoświadczenia w polityce i z podstawową znajomością mapy świata, gdzie my jesteśmy na jej szarym końcu. Pomyślcie kogo wybralibyście na Prezesa waszej firmy gdybyście mieli analogiczny wybór…

No więc ryzyk będzie coraz więcej, nie ukrywamy że bardzo się boimy co będzie dalej z tym światem. Oczywiście nie altruistycznie wcale, ale z naszym, moim światem… Bo, jesteśmy gotowi się założyć, idą kolejne wybory, choćby Francja, czy Unia, ten nasz zly brat wogole to przetrwa?
I to jest najwytaźniej globalny trend. Trump, trump, trump….Wy też się zastanawiacie zapewne nad ryzykiem, ale dobra wiadomośc jest taka, że o ryzyku możecie zawsze poczytać na Ryzykonomii.

I jeszcze jedno przysłowie:
Ci, którzy nie znają historii są skazani na jej powtórzenie. Ci, który znają są skzani na patrzenie jak historia się nieuchronnie powtarza.

Irański deal a sprawa polska

0
Irański deal

Irański deal, a właściwie jego wypowiedzenie wczoraj przez Donalda-Twitter-Trumpa to zdaje się fakt geopolityczny słabo dostrzegany przez krajową opinię publiczną. Redakcja Monitora Ryzykonomii obawia się, że również przez rodzimą opinię biznesową.

Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA), bo tak oficjalnie nazywa się to porozumienie, to wydarzenie o bardzo doniosłym znaczeniu dla świata. Podpisane 14 lipca 2015 przez Iran z jednej strony i USA, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Chiny i Rosję z drugiej strony.
Jego celem miało być zastopowanie programu nuklearnego Iranu, którego oczywistym celem było dołączenie do klubu posiadaczy broni jądrowej.

Irański deal
W ramach porozumienia Iran miał zaprzestać militarnej części swojego programu nuklearnego, a przede wszystkim wzbogacania Uranu 235. Działalność irańskich zakładów produkcyjnych i badawczych został poddana ścisłej kontroli i nieustannemu monitoringowi Międzynarodowych Agencji Energi Atomowej (IAEA).
To znaczące naszym zdaniem osiągnięcie wpływające na stabilizację w od zawsze niestabilny region Bliskiego Wschodu, było już w kampanii wyborczej kwestionowane przez Donalda Trumpa.

Po zawarciu Porozumienia, takie kraje jak Niemcy czy Francja błyskawicznie wykorzystały możliwość wznowienia pełno skalowego handlu z Iranem. To potężny rynek, jak na dzisiejsze czasy wręcz rynkowa tabula rasa z ludnością ponad 80 000 000, łakomy kąsek.
Deal JCPOA na pewno wzbudził wysokie podniecenie w światowych korporacjach. Czy Polski biznes takie szanse dostrzega… przecież mieliśmy zdaje się sporo kontaktów onegdaj z Iranem. Faktem jest, że po podpisaniu dealu obroty Polska – Iran wzrosły nawet 5 krotnie, ale jeszcze w całym 2015 był to poziom raptem około 50 milionów dolarów (podobna kwota „do” i „z”). Niewiele…

„W ramach porozumienia z 14.07.2015 Iran miał zaprzestać militarnej części swojego programu nuklearnego…” 

Porozumienie z 14 lipca 2015 było od samego początku kontestowane przez Izrael, który tradycyjnie nie jest przyjazny (i vice versa) Iranowi. Ten drugi zresztą trzeba przyznać, wielokrotnie zapowiadał pozbycie się Izraela z mapy świata, co oczywiście wśród zamieszkujących Izrael żydów musi budzić naturalny sprzeciw.

Co będzie dalej i jaki może być wpływ sytuacji na Polskę? 

Prognozy są bardzo różne od „złamania się” Iranu pod presją USA i przystanie na dodatkowe bardziej restrykcyjne warunki kontroli. I zaprzestanie rzekomych, ukrytych i tajnych działań pro – nuklearnych, o co oskarża Iran Trump i Izrael.
Dodajmy, że pozostali sygnatariusze JCPOA już  wyrazili swoje zdania odrębne w stosunku do posunięcia Trumpa. I tu robi się ciekawie, bo zdaje się Francja i Niemcy nie mają zamiary rezygnować z handlowych zdobyczy. O Chinach i Rosji ie wspominając. Stargana Brexitem Wielka Brytania to inny temat, niby tradycyjny przyjaciel Stanów Zjednoczonych, ale…

Już dzisiaj obserwujmy jak zareagują rynki, a na pewno nie zareagują dobrze. Pytanie będzie o skalę tej reakcji i co będzie dalej. Nie musimy oczywiście dodawać, że sprawa dotyczy i handlu międzynarodowego i cen najważniejszych surowców i kursów walut. I światowej koniunktury. A pojawiają się  już sygnały, że może wejść w fazę spadku. Czy sprawa Iranu przyśpieszy tę nieuchronną zmianę?
Czy na Bliskim Wschodzie wybuchnie konflikt? Wojna?
Trudno sobie wyobrazić następstwa biorąc pod uwagę siłę ewentualnych adwersarzy.

A i Izrael lubi się nie pytać i robić swoje.

Co dalej ? Oto jest wielkie pytanie, bo nie wiadomo co Trump zamierza. Wysoce prawdopodobne, ze sam jeszcze tego nie wie…Faktem też, że w Porozumienie wpisano dodatkowe okresy przejściowe jego wypowiedzenia, więc sprawa nie jest taka „automatyczna”, że układ przestaje od razu działać.
Czy Irański deal jest już jednak historią? Unia, Francja, Niemcy zaprzeczają.

Stratfor o Polsce 2017 po argentyńsku

0
Stratfor o Polsce 2017

Stratfor o Polsce 2017 i sytuacji na świecie.
Przełom roku to idealny czas na kolejne analizy ryzyka i….możecie być pewni , że Wasza Redakcja Ryzykonomii nie oprze się tej pokusie. Ale też będziemy przyglądali się co „w temacie” przewidywania przyszłości (która to szczytna aktywność jest jak wiadomo niesłychanie karkołomną) piszą i mówią inni.

Skoro „inni”, to nie możemy wspomnieć o czytanym na całym świecie think-tanku Stratfor, specjalizującym się między innymi w ocenie ryzyk politycznych. Jest to, jak ledwie szepczą w tajemnicy wikipedyści, zespól analityków nazywany „cieniem CIA”. Stąd najwyraźniej, z samej tylko tej „służbowej” konotacji darzony, jak nam się zdaje dość nabożną uwagą.
Choćby przez rynki finansowe, no bo powiedzcie: jak by tu nie wierzyć byłym agentom i analitykom CIA?
No, nie ukrywamy trochę nas to bawi, bo trudno pewnie znaleźć organizację, która by tak często się myliła w swoich prognozach jak CIA. I nie będziemy się tu powoływać na bogatą filmografię Hollywood, bo to nieprofesjonalne. Ale przecież można spojrzeć na różne sukcesy amerykańskich służb, od zamierzchłej Iran – Contras, niezauważenia alkejdy czy państwa islamskiego. To wszystko chyba była działka CIA? Czyż nie?

Oczywiście my specjalistami od specsłużb bynajmniej nie jesteśmy i nie udajemy, że jesteśmy. Ale jak się domyśla już Czytelnik nie bez powodu nam się zebrało dzisiaj na złośliwości wobec analityków Stratfora. Bo to przecież think-tank wręcz globalny, jasne, że tak, szanujemy.

Na złośliwości nam się zebrało po lekturze powszechnie dostępnych analiz Stratfora na 2017 rok, w każdym razie tych nietajnych, jeżeli takowe istnieją. Stratfor o Polsce 2017

Link do analizy Stratfora znajdzie Czytelnik tutaj:

No więc co tam w noworocznych przewidywaniach Stratfora znajdziemy?

Naszym zdaniem nic specjalnie odkrywczego. To znaczy nic, o czym media, te trochę bardziej poważne niż prasa i media ludowe by nie trąbiły, a więc:

– że, już niedługo wybory we Francji, Niemczech, Holandii i może Włoszech i bój się boga co z tego może wyniknąć. Może być naprawdę nieciekawie
– że będzie Brexit iii nikt nie wie co z tego wyniknie, raczej nieciekawie
– że nie wiadomo co dalej z Unia, albo tak, albo tak, albo jeszcze gorzej
– że Donald Trump…nikt nie wie co i on sam pewnie też
– że Rosja czuje swoje „momentum” do uszczęśliwiania ludzkości, czyli jak zawsze, niestety.

Nam się w Ryzykonomii po prostu wydaje, mówiąc wprost że ludziom, szczególnie w Europie znudził się spokój i dobrobyt i znowu mają sobie ochotę pomaszerować i pomachać fłagami z wielokrotnie już wypróbowanym wcześniej skutkiem (przyp. red)

Nie powiemy, wszystkie te przewidywania tak przez nas streszczone (i więcej) u Stratfora są fajnie napisane, naprawdę polecamy. Ale może my w Redakcji Ryzykonomii jesteśmy zbyt złośliwi, że wszystko to – już wiemy.

Jest też, co szczególnie ciekawe i cały wątek dotyczący Polski, które Czytelnik może sobie łatwo ścignąć ze strony Stratfora. (link można znaleźć w omawianym artykule, Stratfor wysyła artykuł na podany email) I to pewnie ten artykuł nas dzisiaj tak krytycznie nastawił do 2017-owych analiz tak szacownego think-tanku.

Nie będziemy z premedytacją wyjawiać naszych opinii na temat tej „polskiej” części analizy. Tyle powiemy, że nazym zdaniem daleko jest ojczyzna autora stratforowych wynurzeń, słodka Argentyna, jak czytamy w jego biogramie, od Polski. Daleko…

Stratfor o Polsce 2017

W oparach postprawdy

0
w oparach postprawdy

W oparach postprawdy >>>
Make America great again, kiedy jak pokazują analizy o których mówi między innymi notorycznie słuchany przez Ryzykonomię Fareed Zakaria w swoim programie Global Public Square… Kiedy hrabstwa, które głosowały na Hillary produkują 64% PKB USA, a te które poparły kandydata Grand Old Party raptem 34%. Pozamiatać Europę, która przyniosła nam bezprecedensowe kilkadziesiąt lat pokoju. A Polsce nieprawdopodobny skok cywilizacyjny. Prawda, nieprawda, who cares? Bezdobre, bezprawda jak mówili do Johna Smitha w pamiętnej nabierającym teraz jeszcze bardziej proroczy wyraz powieści.

Coś dziwnego dzieje się z światem czego ucieleśnieniem jest nieprawdopodobna kariera nowego pojęcia.

W oparach postprawdy

Definicja post prawdy, o której mówi anglojęzyczna Wikipedia brzmi mniej więcej tak:

Post-polityka prawdy (zwane również polityką postfaktyczną) jest kulturą (..), w którym debata jest w dużej mierze odwołaniem do emocji. Jest w znacznej mierze odłączona od faktów, a przez nieustanne powtarzane stwierdzeń prowadzi do ustaleń, których okoliczności faktyczne są ignorowane. Post-prawda różni się od tradycyjnego kwestionowania jak i falsyfikowania prawdy nadając jej „wtórne” znaczenie.

Post prawda jest w wielkiej mierze kontestacją opinii różnego rodzaju ekspertów i profesjonalistów. I to w olbrzymiej liczbie dziedzin. Prawie, medycynie, socjologii, przyrodzie. I oczywiście także w ekonomii, i już jesteśmy w Ryzykonomii.

Jak identyfikować i analizować ryzyka, skoro zobaczymy, kto to wie, jeden myśli tak a drugi siak. Ne ma nic stałego pożyjemy zobaczymy. Co za wielka, antyoświeceniowa niewiara w osiągnięciom Nauki i Postępu.

W oparach postprawdy

Coś dziwnego dzieje się z całym światem i kto słucha różnego rodzaju mediów, także tych zagranicznych znajduje zadziwiające podobieństwa procesów, które dzieją się równolegle w różnych krajach i na różnych kontynentach. A przede wszystkim w naszym Starym Zachodnim świecie. Czyżby to był jego zmierzch?

Proponenci prawdy jak zawsze nie zdają sobie sprawy, gdzie nas zaprowadzi ich nowa wiara, niestety, jak ktoś już kiedyś zauważył, kto nie zna historii jest skazany na jej powtórzenie.

W oparach postprawdy

O postprawdzie i strasznym Wietrze Historii, który już wieje piszą już nawet w najnowszym Global Risk Report 2017, publikowanym przez światowe forum ekonomiczne. Niedługo zreferujemy ten szczególny w tym roku dokument mapujący ryzyka naszego świata.

A zainteresowany, którzy wątpiliby że to temat mało ekonomiczny podrzucamy link do bardzo ciekawego podcastu z London School of Economics poświęcony karierze postprawdy:

W oparach postprawdy
W oparach postprawdy
W oparach postprawdy
W oparach postprawdy

prawdy

prawdy

pr

p