Polityczne

Home Polityczne

PRA, fopa i ankieta zarządzania ryzykiem politycznym

0
PRA

Najwyraźniej wojny póki co nie będzie a szkoda, bo przecież
jak zawsze jesteśmy przygotowani, sojusznicy wierni, nawet jeżeli przypadkowo wychodzą małe fopa al’a 39, chyba nasz hasło przewodnie bloga zdejmiemy z witryny, póki co właśnie Naczelny Bloga drapnął kolejny artykuł do naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej, gdzie ledwie co ukazała się poprzedni, o świecie compliance’u, tym razem Naczelny sporządził krótka historię zarządzania ryzykiem politycznym, PRA, Political Risk Assessment, długą i zawiłą ma historię ten phenomen i pięknie to Naczelny w 5000 znakach (ze spacją) uchwycił.  Nie jest tak łatwo z tym ryzykiem politycznym jak się naszym dyżurnym gadającym głowom wydaje, ale od czego Wasza Ryzykonomia więc czytajcie, śledźcie, artykuł o PRA ukaże się mamy nadzieję, niebawem.

Póki, co w atmosferze lekkiej demilitaryzacji, ale zawsze w
temacie zauważamy, że już niedługo  rozpocznie się kolejny europejski survey FERMy o najnowszych developmentach risk manadżmentu, więc i my pozwolimy sobie na mały quizik, lubią je Czytelnicy już zauważyliśmy wcześniej, więc tym razem zapytamy „w temacie” Ryzyka politycznego.
Prosimy o zaznaczanie odpowiedzi a opcje decyzyjne znajdziecie na prawym pasku bloga, (kiedy stoicie PRZED komputerem naturalnie).

Zapraszamy, a oficjalne wyniki za jakiś czas omówimy.

PRA
SZUKAJ W EMPIK.COM

PRA

Ryzyko polityczne w centrum zainteresowania

0
ryzyko polityczne w centrum

 “Ja was przepraszam, panowie. Ja was bardzo przepraszam, tak nie miało być” (do ukraińskich oficerów po traktacie ryskim 1921)

Ryzyko polityczne w centrum uwagi: jeżeli do tej pory ktokolwiek miał wątpliwości, co do wagi ryzyka politycznego to ostatnie wydarzenia u naszych wschodnich sąsiadów  powinny go z takich wątpliwości wyleczyć. W czysto gospodarczym wymiarze Ukraina jest naszym 8 rynkiem eksportowym wartości 5,7 miliardów dolarów w 2013 a import 2,2 miliarda jak podają źródła, więc nadwyżka warta Zachodu, z Ukrainą handluje kilkanaście tysięcy Polskich firm głownie z lekka zaniedbywanej przez Centralę Polski B, a czarny scenariusz V-ce Piechocińskiego mówi nawet o 30-40% spadku obrotów w razie pogłębienia kryzysu.  No trudno, tu nie mówić o ryzyku, ryzyku politycznym, gdyż jest ono ogromne.W ogóle to podobnie jak i w innych obszarach, zawsze i tu w swojej skromnej ryzykonomiczności zwracamy uwagę na konieczność analizy ryzyka na wszystkich także i gospodarczych poziomach.

Bo bez tego tylko płacz i zgrzytanie zębów jak zawsze wychodzi.
Mamy też wrażenie, że dość słaba jest u nas i znajomość Historii począwszy od zabiegów Jedynego, Co Się Niczego Nie  Dorobił PrzyOkazji Oprócz Kasztanki żeby nas buforować od Wschodu, ciągle nas się straszy bandami UPA, a zapytamy czy – z czysto biznesowego punktu widzenia – nie lepiej sobie siedzieć za cudzym okopem i zamiast wydać kilka miliardów pomocy Teraz wyrzucać  kilkadziesiąt czy kilkaset na wydatki zbrojeniowe Za Chwilę, to przecież efekt i gospodarczy i budżetowy dla wszystkich.

Chyba, że uwierzymy w “koniec historii”, ale nawet w TV nie znajdziemy potwierdzenia tej marnej jak się okazało koncepcji. Moglibyśmy też za Kisielem powiedzięć , że nie mamy poglądów politycznych a jedynie gospodarcze ale i w tym i w naszym przypadku byłby to lekko nieszczery cynizm.

No więc znowu przydałaby się solidna analiza ryzyka, korzeni, skutków, kosztów i korzyści i trochę dłuższy niż do kolejnych wyborów horyzont czasowy. Oczywiście, o ile opcją naszej reakcji na ten Kryzys, to Ryzyko nie pozostaje emigracja reszty Narodu, do tej części już zasiedziałej za granicą (o tym mega ryzyku demograficznym, mega tsunami gospodarczo-ubezpieczeniowym powinno się pisać codziennie wielkimi zgłoskami, ale się…  nie pisze).
A zresztą jak donoszą Źródła emigrowanie staje się powszechnie modne wśród przedsiębiorców, którzy już nawet nie dla zmniejszenia ryzyka biurokracji, ale dla świętego spokoju masowo przenoszą swoje firmy za granicą.

Nie będziemy się tu oczywiście bawili w żałosne politykowanie, bo rzeczywiście ma ono u nas zwykle bardzo żałosny wymiar, bo najwyraźniej, kiedy inni szacują, kalkują i zarządzają swoimi politycznym ryzykami u nas jak zawsze pełna partyzantka i najwyraźniej w partyzantce wciąż z  naszymi ukraińskimi sąsiadami siedzimy w jeden ławce na historii.

ryzyko polityczne w centrum
Wreszcie, żeby Redakcji ktoś o zupełne jarzenia w temacie wschodnim jednak nie posądzał dodamy, że w 1/8 pochodzimy Stamtąd, więc klimaty historyczne są nam nieobce a i parę książek się w życiu przeczytało i jakieś, nietelewizyjne pojęcie o
temacie mamy. (No może to i nie najlepiej w końcu bo zmniejsza to nasze szane zostania Sławnym Bloggerem z 100 tysiącem przyjaciół jak Piecyk, Ciotka Kaczka czy Ubranelka.)
Ale też i przecież Waszej Redakcji nie chodzi o ot żeby swoje poglądy polityczne suflować, ale zachęcać do zarządzania ryzykiem, także politycznym. Dla biznesu i profitu, wspólnego, naturalnie. Ryzyko polityczne w centrum zainteresowania być po prostu musi…

Jak zresztą pewnie Czytelnicy wiedzą, więc tylko z skromne go obowiązku podpowiadamy, jest trochę źródłem oceniających polityczne ryzyka, które między innymi tworzą Mapy Ryzyka politycznego jak AoN czy Maplecroft.
Na pewno takie źródła informacje mogą się przydać, pytanie na ile warto za nie płacić, bo  choćby przyglądając się podejściu Zachodu do tematu Ukrainy i Wschodu w ogóle zawsze mamy wrażenie, że w gruncie rzeczy, co by nie mówić, aż tak wiele rzeczy się od dawna nie zmieniło….

ryzyko polityczne w centrum

 

Ryzyko francuskie i francusko-polskie

0
ryzyko francuskie

Ryzyko francuskie >>>

Kiedy piszemy te słowa jeszcze nie ważą się wybory prezydenckie we Francji, to będzie jutro. Oczywiście to dopiero pierwsza tura ale i tak najprawdopodobniej wygrana przez kandydatkę Frontu Narodowego Marine Le Pen. Co będzie w drugiej turze, zobaczymy. Są jeszcze inni kandydaci prowadzący (wg. oficjalnych niepewnych sondaży) Macron, Fillon jeszcze Melenchon (ten od podatków dla bogatych). Naszym zdaniem istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, może nawet 80% , że wygra Le Pen. Po Brexitcie i Trumpie wszystko jest możliwe.

Jest jeszcze polski wątek. Wygrana Le Pen będzie oznaczała najwyraźniej całkowite odwrócenie się Francji od Unii Europejskiej i może Frexit. Dla Polski będzie to już nie ryzyko, ale katastrofa. Zostaniemy sami bez Europy, bez funduszy unijnych (i tak już zaraz będzie ich znacznie mniej i to wcale nie w 2020, ale wcześniej), wyautowani politycznie na peryferiach Unii. O ile coś jeszcze w ogóle z niej zostanie. Na pewno wielu się to i u nas spodoba. Oj, naiwni cena będzie wielka…

A geopolitycznie staniemy się zdani na łaskę i niełaskę zbrojących się jak szaleni braci Słowian wyzwolicieli. Bo Ameryka daleko, daleko i z zupełnie innymi preferencjami dzisiaj.

Więc, zobaczmy, ryzyko NIE DO PRZECENIENIA, choć jak zwykle większość Polaków nie zdaje sobie z tego sprawy….

Ryzykonomii cały czas się wydaje, że ludziom w Europie znudził się pokój i ciepła woda w kranie. Oby nie nadszedł czas na bicie w werble i powiewanie sztandarów…

ryzyko francuskie

Ryzyko francuskie

W oparach postprawdy

0
w oparach postprawdy

W oparach postprawdy >>>
Make America great again, kiedy jak pokazują analizy o których mówi między innymi notorycznie słuchany przez Ryzykonomię Fareed Zakaria w swoim programie Global Public Square… Kiedy hrabstwa, które głosowały na Hillary produkują 64% PKB USA, a te które poparły kandydata Grand Old Party raptem 34%. Pozamiatać Europę, która przyniosła nam bezprecedensowe kilkadziesiąt lat pokoju. A Polsce nieprawdopodobny skok cywilizacyjny. Prawda, nieprawda, who cares? Bezdobre, bezprawda jak mówili do Johna Smitha w pamiętnej nabierającym teraz jeszcze bardziej proroczy wyraz powieści.

Coś dziwnego dzieje się z światem czego ucieleśnieniem jest nieprawdopodobna kariera nowego pojęcia.

W oparach postprawdy

Definicja post prawdy, o której mówi anglojęzyczna Wikipedia brzmi mniej więcej tak:

Post-polityka prawdy (zwane również polityką postfaktyczną) jest kulturą (..), w którym debata jest w dużej mierze odwołaniem do emocji. Jest w znacznej mierze odłączona od faktów, a przez nieustanne powtarzane stwierdzeń prowadzi do ustaleń, których okoliczności faktyczne są ignorowane. Post-prawda różni się od tradycyjnego kwestionowania jak i falsyfikowania prawdy nadając jej “wtórne” znaczenie.

Post prawda jest w wielkiej mierze kontestacją opinii różnego rodzaju ekspertów i profesjonalistów. I to w olbrzymiej liczbie dziedzin. Prawie, medycynie, socjologii, przyrodzie. I oczywiście także w ekonomii, i już jesteśmy w Ryzykonomii.

Jak identyfikować i analizować ryzyka, skoro zobaczymy, kto to wie, jeden myśli tak a drugi siak. Ne ma nic stałego pożyjemy zobaczymy. Co za wielka, antyoświeceniowa niewiara w osiągnięciom Nauki i Postępu.

W oparach postprawdy

Coś dziwnego dzieje się z całym światem i kto słucha różnego rodzaju mediów, także tych zagranicznych znajduje zadziwiające podobieństwa procesów, które dzieją się równolegle w różnych krajach i na różnych kontynentach. A przede wszystkim w naszym Starym Zachodnim świecie. Czyżby to był jego zmierzch?

Proponenci prawdy jak zawsze nie zdają sobie sprawy, gdzie nas zaprowadzi ich nowa wiara, niestety, jak ktoś już kiedyś zauważył, kto nie zna historii jest skazany na jej powtórzenie.

W oparach postprawdy

O postprawdzie i strasznym Wietrze Historii, który już wieje piszą już nawet w najnowszym Global Risk Report 2017, publikowanym przez światowe forum ekonomiczne. Niedługo zreferujemy ten szczególny w tym roku dokument mapujący ryzyka naszego świata.

A zainteresowany, którzy wątpiliby że to temat mało ekonomiczny podrzucamy link do bardzo ciekawego podcastu z London School of Economics poświęcony karierze postprawdy:

W oparach postprawdy
W oparach postprawdy
W oparach postprawdy
W oparach postprawdy

prawdy

prawdy

pr

p

Trump, Trump, Trump, Trump…

0
trump

Trump wygrywa wybory! Zazwyczaj nie komentujemy bieżących developmentów politycznych, szczególnie loklanych, ale tym razem nie powstrzymamy się, bo tak nam się wydaje, że czeka nas wiele nowych, wielkich, nas osobiscie przerażających zmian.

Wieje coraz mocniej wiatr historii i ciarki nas przechodzą kiedy to piszemy. Ludziom na świecie całym, a na pewno w naszym znudziła się najwyraźniej stabilność, pokój i ta niedobra demokracja. Świat wchodzi na ścieżkę, na którą wchodził już setki razy, zawsze z tym samym skutkiem, choć jak powiedział Einstein “szaleństwem jest robić wciąż to sami i oczekiwać różnych rezultatów”.

I nic tu mówić o roli nowych mediów, fajsbukach i twitterach, na pewno ważne są, ale poczytajcie sobie choćby Szeakspirea’a na początek takiego Koriolana. 

Skorumpowana Clinton, waszyngtońska biurokratka, która zjadła zęby na polityce, została zastąpiona przez nie mającego żadnego doświadczenia politycznego  anty establishmentowego, ludowego miliardera i wielokrotnego bankruta pełnego emaptii dla biendych ludzi w amerykańskiej ruinie, klepiącego spragnione babki po pupach, bez zdoświadczenia w polityce i z podstawową znajomością mapy świata, gdzie my jesteśmy na jej szarym końcu. Pomyślcie kogo wybralibyście na Prezesa waszej firmy gdybyście mieli analogiczny wybór…

No więc ryzyk będzie coraz więcej, nie ukrywamy że bardzo się boimy co będzie dalej z tym światem. Oczywiście nie altruistycznie wcale, ale z naszym, moim światem… Bo, jesteśmy gotowi się założyć, idą kolejne wybory, choćby Francja, czy Unia, ten nasz zly brat wogole to przetrwa?
I to jest najwytaźniej globalny trend. Trump, trump, trump….Wy też się zastanawiacie zapewne nad ryzykiem, ale dobra wiadomośc jest taka, że o ryzyku możecie zawsze poczytać na Ryzykonomii.

I jeszcze jedno przysłowie:
Ci, którzy nie znają historii są skazani na jej powtórzenie. Ci, który znają są skzani na patrzenie jak historia się nieuchronnie powtarza.

Polityczne ryzyko cdn

0
polityczne

 

Ryzyko polityczne, podgrupa terroryzm i jego idntyfikacja rozumiana jak działania „mające na celu poznanie charakteru ryzyka” jest skądinąd zaawansowany i prowadzony przez coraz liczniejsze bezpiecznościowych think tanki, które ze swadą wyjaśniają całą nierozwiązywalną złożoność sytuacji geopolitycznej. Tej nie łudźmy się, rozgrywanej na zimno partii szachów, gdzie ofiarami staje się przygodny mieszkaniec Paryża, który umówił się na lampkę wina, a wraca w czarnej torbie na zwłoki.

Społeczeństwa Zachodu, choć z wielkim trudem i niechętnie zaczynają przyswajać sobie świadomość, że to może spotkać każdego, w czasie wyjazdu na wakacje, na spotkanie biznesowe, wszędzie, tutaj. Przykładem tego wypierania ryzyka jest wołanie na puszczy ostrzegających, że i w Polsce bomba w końcu wybuchnie. I może nie aż tak długo będziemy czekać, bo nadchodzący big event w Krakowie jest idealnym celem dla żądnych rozgłosu terrorystów. Jak to zresztą u nas bywa, jesteśmy „zwarci i gotowi” i już same takie deklaracje powinny jeżyć włos na głowie przywołując historyczne reminiscencje.

Deklarowanie bezpieczeństwa jest zresztą samo w sobie po prostu szkodliwe. Sam paradygmat bezpieczeństwa jest dzisiaj skompromitowany, jest czas zarządzania ryzykiem, optymalizacji niemożliwego do wyeliminowania ryzyka, gdzie postępowanie ważone jest kosztami – korzyściami wyboru dalekich od ideału opcji. Globalne społeczeństwa są coraz bardziej narażone na polityczne i ekonomiczne szoki wywołane aktami terroru, choć zapewne akurat nasza tragiczna historia daje nam pewien mentalny handicap do potencjalnych zdarzeń z ofiarami liczonymi nawet setkami i całe szczęście nasz chata z kraja.

Ale już nadchodzące utrudnienia w transferach ludzkich, a więc i w handlu, fragmentacja niby zjednoczonej Europy musi wpłynąć na naszą gospodarkę jako ryzyko polityczne, jeżeli nie wprost, to drogą ekonomicznego zarażania w sieci międzynarodowych łańcuchów dostaw. I znowu, wielkość ryzyk ewokowanych przez obklejonych semtexem szahidów jest trudna do oszacowania, bo ta naprawdę nikt nie wie, w jakim przebraniu się do nas przedzierają, choć są tacy, którzy mówią, że już tu są.

W końcu jednak to i owo wiemy choćby, co nas może czekać. Będą nowe, niespodziewane formy ataku, a ich ultymatywnym celem będzie antagonizacja społeczeństw, choć oczywiście spadki kursów akcji też są pożądane, ale to raczej efekt uboczny, podobnie jak ofiary.

Skoro o ofiarach mowa, to dobrze byłoby rozważyć jaki jest akceptowalny poziom ryzyka, ile to wyniesie w jednostkach pieniężnych. Póki co, możemy na pewno powiedzieć, że koszty finansowe są te bezpośrednie i te, które ujawnią się w dłuższym okresie. Amerykańskie źródła twierdzą na przykład że, przy tamtejszych regulacjach, (niedawno przedłużyli Terrorism Risk Insurance Act) są w stanie ubezpieczeniowo rozproszyć ryzyko związane z aktami terroru do kwoty 27 miliardów dolarów, powyżej koszty będzie musiało wziąć na siebie państwo. Na tą kwotę potrzebny byłby jakiś big event, typu brudna bomba w centrum miasta, czy inne zdarzenia z charakteru masowego ataku ABC.

My w Polsce nie mamy ani tej świadomości, ani szacunków, o zarządzaniu ryzykiem wciąż mówi się, że jest modne i… tylko się mówi. Ustawy mamy na papierze, ale to nie ustawy zarządzają ryzykiem, nie ustawami buduje się świadomość społeczną i resiliance na kryzysy, także terrorystyczne.

Zresztą, zostawiając ryzyki polityczne i schodząc na przyziemny poziom, to zarządzanie ryzykiem w czasach terroru powinno się budować od dołu, choć ton powinien być nadawany z góry. Zwiększenie naszych szans przetrwania o kilka, a może i więcej procent, kiedy się już „to” wydarzy jest możliwe . Eksperci od terroryzmu wskazują na kształcenie w sobie świadomości potencjalnego zagrożenia, zrozumienia gdzie jesteśmy, w jakim otoczeniu, jakie mogą być tego reperkusje. Jeszcze niedawno ludzie, którzy zastanawiali się na imprezie gdzie są wyjścia awaryjne (które regularnie bywają zamknięte), jakie są potencjalne drogi ucieczki mogli być traktowani jako niespełna rozumu. Dzisiaj takie „sytuacyjne” zarządzanie ryzykiem może być potrzebne każdemu z nas. I szczerze mówiąc, wybaczcie Czytelnicy tę osobistą dygresję na koniec, choć zdarza mi się „bywać”, nigdy nie lubiłem ciasnych sal, tysięcy ludzi stłoczonych, z dala od bezpiecznego wyjścia.

Konferencyjny maj cz.II

0
konferencyjny maj ryzyko

Maj konferencyjnym miesiącem jest i kiedy możemy bierzemy udział, dlaczego nie. Ze dwa tygodnie temu, widzicie nawet nie ma czasu siąść i coś skrobnąć na bieżąco wzięliśmy udział proszeni w spotkaniu z okazji kolejnej edycji konkursu Dyrektor Finansowy Roku magazynu Forbes. Zapraszani jesteśmy regularnie, kiedyś występowaliśmy tam, z pewnym sukcesem jako prelegent i panelista, mówiąc o… zarządzaniu ryzykiem, naturalnie.
Nie będziemy się rozwodzić o czym było spotkanie, jakoś nami  nie wstrząsnęło, choć networking był niezły,  tylko wspomnimy o jego części, która nas zainteresowała z ryzykonomicznego punktu widzenia.

Otóż, w trakcie jednego z paneli (szczerze mówiąc strasznie się te panele rozpleniły, każdy może siąść i poględzić, a do prezentacji czy przemówienia trzeba się jednak przygotować i tu chyba tkwi tajemnica ich popularności) w fotelach zasiadło kilku menadżerów, którzy, tak się składa mieli jakieś biznesy na Wschodzie, w tym na Ukrainie. Jak to zwykle u nas bywa i w tym kontekście o ryzyku sporo się mówiło, wszyscy też deklarowali pełne zarządzanie ryzykiem.
W trakcie sesji pytań z sali, jak to u nas bywa nie ma ich zwykle zbyt wiele, tak nas przecież już uczą od przedszkola, żeby się “nie wychylać”, z sali jednak padło pytanie: jak to  zarządzanie ryzykiem w firmach panelistów przebiega, czy ma jakiś systemowy wyraz? 
Odpowiedź brzmiała….
Tu przypomniał mi sie podobny panel 3 lata wcześniej, na tej samej imprezie, jak wspomniałem brałem udział. I tam o ryzyku mówiono nie mało, i tam i tu, jednak okazało się, że zarządzanie ryzykiem ma co najwyżej formę “omawiania”, “spotkania zarządu” i “różnych regulaminów”. 
Niestety, mało najwyraźniej u nas się w tym temacie zmienia…a kończąc tę krótką konferencyjną relacyjkę dodam, że padło jeszcze jedno pytanie “o ryzyku”. A zadał je z sali zdaje się ktoś z branży ubezpieczeniowej, zaraz po nieśmiałym wynurzeniu panelisty, że niestety! Został naciągnięty niezadawno przez “partnera ze wschodu”, który nie ma najwyraźniej ochoty spłacać swojego długu.
No więc pytanie dotyczyło ochrony ubepieczeniowej, z której firma korzysta robiąc interesy na Wschodzie, w tym ewentualnie ochrony ubezpieczniowej ryzyka politycznego.
Odpowiedź brzmiała ” my z polityką nie chcemy mieć nic wspólnego”. I to chyba dość dobrze charakteryzuje na jakim etapie wiedzy z zarządzania ryzykiem jesteśmy.
To tyle o konferencjach majowych, póki co, na dziś.

konferencyjny maj ryzyko, konferencyjny maj ryzyko, konferencyjny maj ryzyko

Falconetti: ryzyko demograficzne was (…) !

0
ryzyko demograficzne

Pewnie niewielu spośród co młodszych P.T. Czytelników Bloga pamięta bijący onegdaj rekordy popularności serial “Pogoda dla bogaczy” . Tamże padło owo słynne , powtarzane wówczas na podwórkach i szkolnych placach całego Kraju zdanie, które parafrazujemy w tytule (celem podstępnego przyciągnięcia czytelników do lektury) . Groźba i najwyraźniej nie na wiatr wypowiedziana przez niejakiego Falconettie’go wobec jednego z głównych i potem poległego w walce z mafią bohatera serialu, chyba Tom mu było ?…..

No ale my tu przecież nie o serialu chcemy, ale o innym ryzyku, co do którego użycie mocnego określenia  kol. Falconettie’go wydaje się całkiem uzasadnione. Już zgadliście ? Tak, chodzi o ryzyko
ludzkie, demograficzne.
Tu przy okazji od razu pojawia się to stare pytanie: jaki ma być horyzont czasowy naszej korporacyjnej analizy ryzyka? Czy tylko “teraz” czy rok najbliższy, a może 2, 3, 5 lat? Co nas w firmie obchodzą ryzyka które wydarzą się kiedy nas w firmie już nie będzie, będziemy na emeryturze…ach kiedyż to będzie, kiedyż….
Oczywiście, wątpliwość ta jest najbardziej zasadna ale wydaje się, że odpowiedź nie jest aż tak skomplikowana bo:
Po pierwsze – czym innym jest (a przynajmniej powinien być) horyzont czasowy nasz , a czym innym naszej organizacji. Nie jest to może Watykan, ale korporacja, organizacja powinna spoglądać dalej i bardziej perspektywicznie;
Po drugie – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednym słowem (to banalne) zarządy powinny mieć dłuższe i strategiczniejsze spojrzenie na ryzyko;
Po trzecie – ryzyko może po bliższym przyjrzeniu, okazać się wcale nie aż tak odległe.
I tu, hyc, od razu powracamy do tytułowego demograficznego tsunami, bo taką już, całkiem zgrabną nazwę ukuto dla nadchodzącego szybkimi krokami GIGANTYCZNEGO problemu  kadrowego w Polsce. Temat jest, co ciekawe bardzo dobrze znany, każdy wie, że w Polsce od lat rodzi się dramatycznie mało małych Polaków i co gorsza – kontynuując – tych, którzy się już NIE urodzili w czasie trwającego już 20 lat demograficznego kryzysu na rynku pracy, bo o HR tu przecież nam chodzi, na waszych interview, już za chwilę NIE będzie.
O dziwo, z tego determinizmu mało jakby kto zdaje sobie sprawę, albo panuje jakieś milczące lekceważenie problemu. Pomijam już wyzwania polityki społecznej i gospodarczej, nas interesują problemy czysto ryzykonomiczne i biznesowe.
Ale i w tym obszarze nie można zapominać o horyzoncie makro: starzenie się społeczeństwa, deficyt budżetowy na poziomie “naście” procent, upadek systemu ubezpieczeń społecznych, rosnące nierówności, reperkusje podatkowe, wreszcie nieuchronne niepokoje społeczne. No, to wszystko są mega ryzyka, także w skutkach arcy-biznesowe, a…..może nawet i nie ryzyka, bo choćby ISO 31000 mówi wyraźnie, że zarządzanie ryzykiem zajmuje się niepewnością , a tu mamy 100 procentową pewność, niestety.
Co ciekawe już pierwsze fale demografii dobijają do brzegu, widać to już teraz na uczelniach wyższych, a firmy badające nadwiślański rynek pracy pokazują, że czas pracodawcy stanowczo się kończy i to tuż, tuż za rok, dwa .
Nie jest to więc jakaś “kosmiczna” perspektywa do analizy. Pewnie to i niezła wiadomość dla pracujących, jednak jeżeli dodamy do tego rynkowe niedopasowania systemu kształcenia do wymagań rynku jako-takiego wzrostu gospodarczego , a pewnie i stagflacji, to jawi nam się naprawdę już “tu i teraz” olbrzymie ryzyko strategiczne do analizowania i zarządzania – na pewno na poziomie grup czy zarządów. A co z tym ryzykiem można zrobić, jak się do niego przygotowywać, to już oczywiście inna historia.

ryzyko demograficzne, ryzyko demograficzne, ryzyko demograficzne