Publikacje

Home Publikacje

Autopromocja Leonardem i Ośmiorniczką

0
na żywo

Autopromocja jest ważna…
Parę dni temu pewna sympatyczna słuchaczka mojego wykładu na MBA-u (ech, nie lubię tej koncepcji “wykładania”, nigdy nie “wykładam”, i wogóle kojarzy mi się z pewnym dowcipem z brodą”  zadała mi pytanie po wsześniejszym przejrzeniu (jak rozumiem) listy naszych ryzykonomicznych e-booków: “A czy ta książka “Zombie” to jest bardzo skomplikowana, czy zwykła, o zarządzaniu ryzykiem dla każdego?”

Oczywiście, że dla każdego odpwiedzieliśmy uradowani, “dla takich zwykłych, prostych ludzi jak my” (Bo cenimy sobie prostotę).
Zresztą, jak zapisaliśmy jakiś czas temu na liście naszych ryzykonomicznych cytatów (powyżej !) “Prostota jest szczytem wyrafinowania” (L dV). Chcielibyśmy…

Autopromocja…A póki co na ten (albo inny weekend) polecamy naszą ryzykonomiczną biblioteczkę, kupujcie książki (ostatecznie nie muszą być nasze, pro publico bono), bo za cenę książki nie zjecie nawet nadziewanej stopki ośmiorniczki ! (A ma ich przecież wszystkich z osiem !)

 

autopromocja
8 Miejsce na liście empik.com 2015

 

So far so good – to reklama !

0
so far so good

so far so good … Zachęcamy do nabywania naszego lekkiego, łatwego i przyjemnego bestsellera o zarządzaniu ryzykiem “Zombie atakują! Zarządzanie ryzykiem po prostu” . Ciągle w TOP 10-ce  największej polskiej księgarni empik.com najlepiej sprzedających się e-booków w 2013, 2014 i 2015 roku w kategoriach “Biznes i ekonomia” oraz “Ekonomia”. W naszych tekstach przeczytacie Państwo o różnorodnych aspektacj zarządzania ryzykiem biznesowym, korporacyjym, gospodraczym w przedsiębiorstwach, sektorze publicznym, organizacjach trzeciego sektora i organizacjach każdego rodzaju…

so far so good !
Kliknij się do księgarni i sprawdź (klik, klik, klik…. :-) 

so far so good

Ubezpieczeniowe wyzwania cyber ryzyka

1
ubezpieczeniowe

O cyber ryzyku i zarządzaniu cyber ryzykiem w kontekście ubezpieczeniowym jest dzisiaj bardzo łatwo pisać, bo właśnie świat obiega informacja o wielkiej cyber wpadce amerykańskiego lidera ubezpieczeń „życiowych” i zdrowotnych firmie Anthem, któremu ukradziono dane 80 milionów obecnych i byłych klientów, zawierające wszelkie możliwe PII-e (Personally Identifiable Information): nazwiska, adresy, numery ubezpieczeń, wysokość wynagrodzeń. Smaczku tej cyber aferze dodaje „firma” prawdopodobnych sprawców, to chińska grupa hackerów „Deep Panda”, od jakiegoś czasu namierzająca biznes zdrowotny. Żeby tego było mało, Zakład właśnie zmienił nazwę z „WellPoint”, a nowy brand miał dać nowy impuls dla lepszej identyfikacji na rynku ubezpieczeniowym i promocji jego nowej strategii. To prawdziwy „koszmar prezesa”, gotowe case study na szkolenie.

Dyskusja na temat cyber ryzyka nabrała ostatnio tempa, to skądinąd klasyczny wyścig „armaty i pancerza”, a ubezpieczenia mają jak zawsze, kluczową rolę w zabezpieczeniu przed zagrożeniem. Jednak w porównaniu z innymi ryzykami biznesowymi wciąż stosunkowo niewielka liczba podmiotów korzysta z ubezpieczeniowej cyber ochrony. Dane Marsh’a i Willis’a dla USA i Europy z 2013 roku mówią o 6-10% firm, które wykupiły takie ubezpieczenia. Co gorsza nawet na rynkach
rozwiniętych do 25 % firm nie wie nawet o ich istnieniu cyber polis. W Polsce, choć badań brakuje, jest z pewnością o wiele gorzej.. Inna sprawa, że cyber ubezpieczenia na świecie to bardzo szybko rosnący rynek – nawet 10-25 % rocznie.

Nie tylko z punktu widzenia praktyki, ale również teorii ubezpieczeń cyber ryzyka to temat stosunkowo nowy, więc zaprojektowanie odpowiedniego produktu ubezpieczeniowego, zyskownego i zapewniającego klientowi pożądaną ochronę wciąż pozostaje wyzwaniem. Ostatnio, ciekawą analizę „adekwatności” ochrony ubezpieczeniowej opublikowali akademicy-praktycy ze szwajcarskiego Uniwersytetu St. Gallen, którzy już na wstępie opracowania pt. „Możliwość ubezpieczania cyber ryzyk: analiza empiryczna” zauważają, że projektowanie cyber ochrony odbywa się nieco po omacku, bo wciąż brakuje solidnych, podpartych obiektywnymi danymi kalkulacji. Dzieje się tak między innymi z powodu braku dobrze, naukowo udokumentowanych przypadków, dopiero niedawno w USA i Unii Europejskiej wprowadzone zostały regulacje nakazujące ujawnianie naruszeń bezpieczeństwa. Co więcej, niewiadoma ilość naruszeń pozostaje nieznana nie tylko dla ubezpieczeniowych analityków, ale nawet dla samych cyber ofiar. Nagłaśnianie przez media przypadki ataków hackerów, „bijące” po oczach publikacje dostawców cyber security budują co prawda pożyteczną atmosferę ogólnego zagrożenia, ich wartość badawcza często jest jednak ograniczona.

Inną przeszkodą utrudniająca systematyczną analizę efektywności cyber ubezpieczeń jest bardzo duża zmienność oferowanych warunków ochrony. Już tylko z powodu szybko ewoluującego rynku cyber ryzyk i jego otoczenia zawierane umowy są bardzo zróżnicowane, podobnie jak pobierane składki. Obiektywnie rzecz biorąc ma to swoje uzasadnienie, bo cyber ubezpieczenia muszą być zazwyczaj krojone ściśle na miarę, bywają unikatowe dla poszczególnych klientów w zależności od wielkości firmy, wielkości baz klientów, wykorzystywanej technologii, obecności w Internecie, rodzaju informacji wykorzystywanej i przetwarzanej itd. Nic więc dziwnego, że jeszcze w 2013 roku, wg. danych Willis’a nawet w sektorze finansowym cyber polisy miało tylko 20 % firm, podczas gdy w produkcji 2%, a najmniej w opiece zdrowotnej – 1%. To znowu nic dziwnego, bo ca. trzy czwarte cyber ataków dotyczy sektora finansowego.

No więc jednak jakieś szacunki są wcale nie tylo ubezpieczeniowe, jak zauważają ostatecznie badacze z St. Gallen, danych też aż tak nie brakuje jak dobrze poszukać, bo trochę już cyber złoczyńcy po świecie grasują. Jednak z punktu widzenia aktuarialnej wyceny cyber ryzyk, uzasadniającej ich „ubezpieczalność” podstawowymi wyzwaniem dla szwajcarskich analityków jest „modelowa” niezależność analizowanych cyber zdarzeń. Szczególnie, że niektórzy badacze przedmiotu właśnie w przypadku cyber ryzyk podważają tę niezależność wskazując, że systemy informatyczne są projektowane w ten sam sposób, czego efektem jest bardzo wysoka korelacja cyber incydentów. Przykładem niech będą popularne DDoS-y (Distributed Denial of Service), czyli masowe cyber ataki zatykające zasoby informatyczne ofiar/y. Na szczęście dla ubezpieczycieli badacze z St. Gallen ostatecznie zaprzeczają w swojej analizie jakiejś fundamentalnej cyber korelacji choć nie zaprzeczają, że w przypadku części incydentów ona istnieje.

W dodatku do problemu z korelacją utrudniającą analizę aktuarialną problemem jest również cyber reasekuracja, trudna ze względu na wciąż ograniczony rozmiar rynku i obiektywnie małą dzisiaj możliwość pożądanej dywersyfikacji ryzyka przez reasekuratora. Choć w przypadku cyber ryzyka, parafrazując poetę, „dzisiaj” to prawie już „wczoraj”.

Kolejny problemem związanym z ubezpieczeniową wyceną tego ryzyka jest wspomniana już niedostateczna, a często także asymetryczna informacja o incydentach. Pozostają szacunki i estymacje, a jak wiadomo GIGO (Garbage In, Garbage Out) jest w stanie „położyć” najbardziej wyszukany model wyceny. Także, biorąc pod uwagę wysoką niepewność co do aktuarialnej adekwatności wyceny ryzyka, ubezpieczyciele uwzględniają w umowach ponadnormatywny udział klienta w szkodzie. To zaś czyni ochronę ubezpieczeniową o wiele mniej efektywną i oczywiście, mniej korzystną z punktu widzenia korporacyjnego menadżera ryzyka. Gdyby dodać do tego jeszcze pędzący postęp technologiczny, który powoduje, że dane dotyczące cyber ryzyk sprzed kilku zaledwie lat „nie pasują” do profilu aktualnych zagrożeń, rysuje nam się zaiste olbrzymie wyzwanie dla ubezpieczyli, od których przecież wszyscy oczekują wyjścia naprzeciw wyzwaniom związanym z cyber niebezpieczeństwami.

ps. 
Już wkrótce nasza relacja z Konferencji “Cyberryzyko w finansach” ! Ubezpieczeniowe wyzwania…

Ubezpieczeniowe, ubezpieczeniowe…

Zombie wciąż atakują !

0
zombie wciąż atakują

Zombie wciąż atakują….

Czytaj latem nasz lekki, łatwy i przyjemny bestseller empik.com 2013 i 2014 w kategorii “Biznes i ekonomia” pod tytułem “Zombie atakują! Zarządzanie ryzykiem po prostu”. 

Po prostu zbiór zrozumiałych dla każdego, napisanych z poczuciem humoru esejów o zarządzaniu ryzykiem. W przedsiębiorstwie, sektorze publicznym, w domu i na podwórku. Dowiesz się więcej o najwążniejszych koncepcjach zarządzania ryzykiem biznesowym, korporacyjnym, gospodarczym, Enterprise Risk Management, perzebiegu procesu zarządzania ryzykiem, standardach zarządzania ryzykiem takich jak ISO 31000 Zarządzanie ryzykiem zasady i wytyczne, COSOII zarządzanie ryzykiem korporacyjnym strutkura ramowa, apetyt na ryzyko, limity ryzyka.
Oprócz tego mnóstow ciekawych inforamcji ze świata zarządzania ryzykiem niezwykle istotnych dla menadżerów ryzyka, audytorów, pracowników działów comliance, wprowadzających kontrolę zarządczą a jednostkach sektora finansów publicznych a szczególnie zarządzanie ryzykiem, ktore zotało zadekretowane Ustawą o finansach publicznych z 2009 roku.
W książce Ryzyko gospodarcze, skierowaanym przede wszytskim do studiujących tematykę zarządzania ryzykiem niezwykle ciekawe studium przypadku ryzyka małych i średnich przedsiębiorstw z różnych branż, które podejmują wyzwania zarówno na rynkach krajowych, globalych jak i rynkach Unii Europejskiej.
Sprawdź opis na empik.com (LINK)
Chcesz więcej Ryzykonomii ?
Spotkaj się z nami w mediach społecznościowych ! My też je lubimy !

zombie wciąż atakują, zombie wciąż atakują

Nowość w Bibliotece Ryzykonomii !

0
nowość
nowość

biegły rewident ryzyko

Już na empik.com !

nowość nowość nowość

 

Oscarowe podziękowania po czym zarządzanie zgodnością obnażone

1
oscarowe ryzyko

Zanim przejdziemy do dzisiejszej merytoryki czyli zarządzania ryzykiem zgodności, wszechobecnym compliance, z radością zauważamy, że eksplozywnie (bo jakże to inaczej nazwać) przyrosła Ryzykonomii lista fanów na Facebooku, co oczywiście bardzo nas cieszy i napędza całą Redakcję Ryzykonomii do jeszcze cięższej pracy na rzecz polskiej modernizacji, która w naszym skromnym rozumieniu, oprócz uniezależnienia (kiedyś) naszej przyszłości od wieprzowej i jabłkowej koniunktury, a uzależnienia od semikonduktorów przyniesie może i rozwój nowoczesnych form zarządzania.
Wreszcie wzorem przebiegłych laureatów Oscara szczególne nasze dzięki za przysparzanie lajków skierowane do Redakcji Gazety Ubezpieczeniowej, która Ryzykonomię promuje i wspiera, no w końcu kto jak kto, ale w GU rozumieją jak ważne jest dzisiaj zarządzanie ryzykiem, co jasno dowodzi jaką powinna być gazeta “pierwszego” wyboru dla każdego profesjonalisty od ryzyka i ubezpieczeń. No.

Wracając jednak do tematu compliance… 

Niedawne analizy badaczy z London School of Economics wyliczają, że od 2008 roku, czyli mniej
więcej od początku ostatniego kryzysu, 10 największych światowych banków zapłaciło kary związane z niezgodnymi z zasadami, nieetycznymi działaniami w wysokości 143 miliardów funtów; jak obrazowo skalkulowano jest to równowartość 5 letnich wypłat z dywidend dla akcjonariuszy.  Uzupełnieniem tych danych są szacunki, że wspomniane banki wciąż stoją przed perspektywą „karnych” wypłat ca. 40 miliardów funtów, związanych choćby z manipulacjami stopami LIBOR czy niezgodnym z prawem wpływaniem na światowe rynki foreign exchange. Śledztwa i procesy w wielu sprawach wciąż trwają, a można się tylko domyślać, że niejeden trup jeszcze z szafy wyskoczy.

W tym kontekście niedawno pewnym echem odbiło się wystąpienie Prezesa Bank of England Mr. Carneya w czasie spotkania z  Prezesami kilku najważniejszych banków, które miało miejsce w szwajcarskim Davos gdzie przestrzegał, że zarządy banków nie mogą dalej traktować kar nakładanych przez regulatorów, czy kosztów procesów sądowych i zasądzanych kar jako „naturalnych” kosztów prowadzenia biznesu.

Wreszcie Governor BoA zauważył, środki te można było przeznaczyć na dokapitalizowanie, a więc zwiększenie bezpieczeństwa systemu. A na koniec podkreślił, że tylko „wzorowe”, godne naśladowania zachowanie instytucji finansowych może przywrócić mocno nadszarpnięty image sektora bankowego wśród wszystkich zainteresowanych.
Może to być potwierdzeniem powszechnie zauważanej dziś na świecie elastycznej adaptacji sektora bankowego i szerzej finansowego do fali regulacji, których wprowadzenie miało zmienić oblicze rynków finansowych. Wydarzenie to wydaje się również o tle znaczące, że zdaje się także potwierdzać to, czego obawiali się zepchnięci w kąt przeciwnicy wprowadzania nowych, coraz większych i skomplikowanych regulacji: oto narodził się nowy wspaniały świat compliance-owości, w wielkiej mierze równoległy do realnego świata wielkiego finansowego biznesu. Biznesu, który wciąż wyznaje te same wartości, które miały odejść w zapomnienie w post-kryzysowym świecie.

Tak więc, pomimo olbrzymiej dyskusji na temat etyki biznesu, choćby dotyczącej konieczności zmiany systemów wynagradzania zarządów, dla których krótkoterminowe zyski pozostają dobrem najwyższym, koszty naciągania akcjonariuszy i klientów, najwyraźniej są sprowadzane do kolejnej pozycji w bilansie.  Inną, nie mniej ważną sprawą są gigantyczne wydatki na uzyskanie zgodności z nie mniej gigantycznymi regulacjami numer I, II , III i kolejne, które jak można się domyśleć już kiełkują w zaciszu regulacyjnych gabinetów. Żeby nie ograniczać się tylko do sektora finansowego można przypomnieć, że koszty zgodności z pra-ojcem wszystkich megaregulacji, amerykańskim SOX-em były dla przedsiębiorstwa z listy Fortune 500 szacowane w 2004 roku na średnio ca. 5 mln USD rocznie. Więc miliardy do tej pory.
Było też naiwne pytanie, na które wszyscy chyba znają już dziś odpowiedź: kto za to zapłaci?

Ja zapłacę, Pan zapłaci, Pani zapłaci. Bo jak zauważono w Davos koszty zgodności z regulacjami, które miały nas chronić przed nieuczciwością ponosimy my sami, klienci Pełnej Zgodności.

Podkreślić tu trzeba owo nawoływanie Banku Anglii do wzorowego zachowania, które jak wszyscy dziś rozumieją, jest kluczem do naprawy światowego systemu finansowego. Jest to o tyle trudne, że biznesowej etyki nie da się zadekretować regulacjami. A jeżeli nawet próbować, to pozostanie ona z nimi w pełni zgodna jedynie w równoległym, wirtualnych świecie zgodności. I nie chodzi tu o krytykę idei zgodności w ogóle, ważne jest jednak pytanie czy dotychczasowe, administracyjne metody jej uzyskiwania przynoszą oczekiwane efekty. Niestety, przywołane wynurzenia liderów finansowego biznesu pokazują, że najwyraźniej nie, niestety.
Problem „równoległej” zgodności to również, szerzej problem zmiany kultury zarządzania, w tym ważnej dla tej rubryczki ryzykonomicznej kultury zarządzania ryzykiem i wielu uważa, że tak należałoby zdefiniować problem. To problem ludzkich zachowań, słabo podatnych na administracyjne bodźce. Co prawda o kulturze zarządzania nawet w regulacjach coraz częściej się wspomina, a zupełnie naszym zdaniem niepotrzebnie, bo jest to formuła z innego niż zgodnościowe, przynajmniej w obecnych rozumieniu, Uniwersum.

oscarowe ryzyko
CZYTAJ W EMPIKU (link) !

Atak z kosmosu ! i inne ryzyka

0
atak z kosmosu

Kosmiczne zarządzanie ryzykiem w najnowszej Gazecie Ubepieczeniowej.

 
Atak z kosmosu…
Czytaj, nie daj się zaskoczyć Obcym ! (link)

atak z kosmosu

Łaskun Muzang. Czy zarządza ryzykiem ?

2
łaskun

Jak zapewne P.T. Czytelnicy Bloga zauważyli przeprowadzamy od czasu do czasu na łamach ankiety, jak choćby jakiś czas temu o zarobkach menadżerów ryzyka co mając kompletnie nienaukowy i niestatystyczny charakter, coś jednak mówi o miejscu tematu nad Wisłą (no, są jeszcze w Polsce inne rzeki podobnie jak, zapewne niejednego to zdziwi, są inne miasta niż Warszawa).
Zaraz więc o kolejnej ankiecie a właściwie konkursie, bez cienia losowania i loterii, a mówimy  o tym dlatego, że pewien znajomy naszego znajomego z jury krakowsko-częstochowskiej, którego nazwisko już zapomnieliśmy i nawet nie wiemy czy to prawda,  urządził klientom konkursik z maciupkimi nagródkami, niestety losowanymi i niebawem doczekał się poważnej wizyty z zarzutem jaskini hazardu, poddał się jednak zbrodzień stosownej karze, no więc żadnej loterii nie będzie, choć jak ktoś zauważył i Pan Bóg grywa w kości, więc może jednak wystarczająco długie będą i tu wkrótce karzące ręce urzędu.
No więc po tym Oświadczeniu wyjaśnimy, że Konkurs polega na dowolnie kreatywnej odpowiedzi na dwa pytania:

Łaskun muzang to …..


Związek Łaskuna muznaga z zarządzaniem ryzykiem ….   

Odpowiedzi należy – po prostu – zamieścić w polach komentarza pod spodem posta.
Każdemu kto wysili mózgownicę prześlemy tekst (więc przydałby się jakiś mail, może być “spamowa” skrzynka dla chcących pozostać incognito)  naszego artykułu pt. „Łaskun muzang” z ostatniej Gazety Ubezpieczeniowej gdzie wyjaśniamy tą frapująca zagadkę.

 

KLIKNIJ !

 

Autopromocja cudzych cytatów

0
autopromocja ryzyko

Na pewno Wierni ale niekoniecznie Nowi P.T. Czytelnicy Ryzykonomii zauważyli, że na pasku pod tytułem naszych ryzykonomicznych bajań, co pewien czas uzupełniamy znalezione – tu i ówdzie – cytaty mniej lub bardziej, ale zawsze związane z naszym Tematem Przewodnim. Zachęcamy do zajrzenia w cytaty, a nawet jako, że Wasza Redakcja jest zupełnie interaktywna o zamieszczanie propozycji Waszych ulubionych Ryzyko Cytatów, ktorymi chcilibyście się podzielić z wybuchowo rosnącą populacją Polaków zainteresowanych zarządzaniem ryzykiem w pracy i na codzień podobnie jak to dzieje się na zachodnim świecie, a nawet w Paragwaju, gdzie jak ostatnio dowiedzieliśmy się nieprzypadkowo ichnie władze powołują stosowne programy edukujące w zarządzaniu ryzykiem. Robi to, wierzcie, wrażenie i chciałoby się zainteresować pomysłem jakąś grupę naszych legislatorów od edukacji i innowacji a i na pewno to skądinąd fajna turystyczna destynacja, więc…

Tak czy inaczej, przy okazji, parę updejtów i ńjusów okołoblogowych….

Nie próżnowaliśmy w wakacje i popełniliśmy dwa poważniejsze teksty o uczonych tytułach “Problematytka zarządzania ryzykie gospodarczym w rewizji finansowej” oraz drugi “Ryzyko, dobrobyt, zarządzanie ryzykiem”.
Oba tematy bardzo ciekawe (przynajmniej dla nas) jeden węższy drugi bardzej makro “welferowy”, o tym napiszemy jeszcze wkrótce, a oba teksty miejmy nadzieję ukażą się drukowanym drukiem w ramach konferencyjnych publikacji, dlatego zaczekamy z planowanym ich wydaniem w formie e-mini-ebooków, ku uciesze zainteresowanych. Ale, mamy nadzieję tej jesienio-zimy.

Przypominamy oczywiście przy okazji, że w taniej sprzedaży zanjdują się nieustannie nasze e-booki
dostępne w zadziwiająco niskich cenach na empik.com  (link)

http://www.empik.com/ebooki,35,s?q=podlewski+jerzy&ac=true&qtype=basicForm

 

Zapraszamy też do dołączania do facebookowych przyjaciół na Facebooku gdzie Ryzykonomia osiąga już dramatyczną liczbę 90 “lajków”.

A do Ryzyko Cytatów wracając i dzisiejsze updejty zgrabnie i parabolicznie (nie próżnowało się przed maturą….) podsumowując, to proponujemy taki, podobno pewnej znanej australijskiej kucharki:

“Należy znać zasady, a potem je odrzucić” 

Cytat na różne okazje całkiem niezły szczególnie, że zaraz, jak obiecaliśmy opiszemy, co nam się nie podoba w uważanym za oczywisty, zdaje się przez Większość paradygmacie “Trzech linii Obrony”.
Więc zostańcie z nami, czytajcie i lajkujcie, laj, laj, laj…..