Uncategorized

Home Uncategorized

Konsultacje Społeczne cz.1

0
Pomimo, że korporacyjna Polska obezwładniona słońcem z lekka zamarła w bezruchu, to nie znaczy, że konsultacje społeczne nie trwają. Trwają.
Jeszcze późną wiosną Europejska Komisja „wypuściła” wstępne opracowanie p.t.  “Green paper. The EU corporate governance framework ” czyli „Raport o corporate governance w Państwach członkowskich EU”. Corporate governance to temat bliski dla zarządzania ryzykiem, więc dokumentu tego nie możemy przeoczyć.  

Jednoczesnie Komisja otworzyła konsultacje społeczne przed ogłoszeniem oficjalnej i ostatecznej wersji dokumentu. Redakcja Bloga Ryzykonomia czując się również przez Komisję zahaczona, niniejszym tekstem w konsultacjach społecznych również pouczestniczy.
Najogólniej podsumowując to się Papier Konsultacyjny KE na  kilku problemach koncentruje:
  • Ład Korporacyjny w spółkach publicznych i niepublicznych, dużych i małych
  • Rola rad nadzorczych
  • Rola akcjonariuszy
  • Efektywność zasady „comply or explain”
Co więc z Green paper-a wynika ?
– Należy być ostrożnym z prze- regulowywaniem i najwyraźniej powinno się ono zatrzymać na spółkach publicznych. Z pewnością zasady CG również spółkom nielistowanym pomoże ale to już ich własna decyzja.
Ład Korporacyjny to idea ważna dla firm niezależnie od ich wielkości. Oczywiście należy dostosowywać narzędzia do potrzeb i rozmiarów organizacji.
– Zarządy i Rady nadzorcze powinny być odpowiedzialne, dobrze poinformowane, ogóle dość mądre i opłacane odpowiednio, na jasnych zasadach oczywiście. O Polskiej specyfice chciałoby sie tu wiele powiedzieć, ale aż tak szczegółowy raport nie jest. Raport porusza również gorący temat udziału kobiet w wladzach spółek, jest ich w Europie ca. 12 % najwyraźniej niezawiele choć badania wskazują, że udział kobiet może dawać określone korzyści,  choćby wynikające z dywersyfikacji podejścia do problemów.  Poza tym kobiety są bardziej sumienne w wypełnianiu swoich obowiązków i czesciej przychodzą na posiedzenia, taka prawda.
– Akcjonariusze, szczególnie ci mniejsi, według autorów opracownia niespecjalnie się corporate governance i w ogóle sposobem zarządznia spółkami interesują.
Ciekawy tu się jawi kontrast:  corporate governance cenią inwestorzy giełdowi, którzy są gotowi wyraźnie więcej płacić za akcje dobrze „poukładanych” spółek.  
Najwyraźniej „akcjonariusze” i „inwestorzy” to nie zawsze to samo.
Ostatecznie trudno  akcjonariuszy zmuszać żeby interesowali się jak zarządza się spółką.
– „Comply or explain”
Autor czyli Komisja przywołują badania, które  pokazują, że spółki dość luźno traktują człon „explain” powszechnej zasady różnych kodeksów corporate governance.  Nawet w 60 % przypadków, kiedy spółki zdecydowały się na „not to comply” owe „explain” było „niedostateczne” .
Niedostateczne, oznacza że spółki jedynie zamieszczają w raportach stwierdzenia, że nie wprowadzają rekomendacji kodeksów corporate governance albo te wyjaśnienia były bardzo (bardzo) ogólne.
Jak mogą być ogólne, sprawdzić można łatwo, choćby próbując wyczytać w raportach polskich spółek jak zarządzają one ryzykiem .
Ale, ale , skoro o zarządzaniu ryzykiem mowa to naturalnie , Green Paper ten temat adresuje… ale o tym już w kolejnej części naszych Konsultacji Społecznych,  niebawem.    

Rusza e-księgarnia Ryzykonomii

0

Mamy przyjemność poinformować, że po latach przygotowań rusza E-księgarnia Ryzykonomii. Będziemy umieszczać w niej  nasze książkowe publikacje i inne obszerniejsze, płatne opracowania. 

W celu zakupu, e-booki Ryzykonomii będą dostępne w znanych e-księgarniach jak:
– empik.com
– gandalf.com
– virtualo

Zaczynamy od naszej książki “Ryzyko gospodarcze”, która została już wcześniej wydana i rozeszła się szczęsliwie w realu, formie “papierowej”.
Link do empik.com znajdziesz tutaj

“Ryzyko gospodarcze” polecamy szczególnie studentom i wykładowcom szkół wyższych i szkół biznesu ze względu na swoje teoretyczno-praktyczne zalet.

Cena empik.com PLN 20,09 – czyli równowartość 6 kulek lodów u Grycana, 0,8 ceny biletu do Multikina lub 1 mały zestaw Hoshimaki Filadelfia set w Sushi barze za rogiem….    

Więcej o naszych publikacjach w zakładze E-booki ryzykonomii pod tytułem bloga.

Już wkrótce kolejne e-booki Ryzykonomii !

6,91 czyli społecznościowe updaty

1

Witajcie Niestrudzeni Czytelnicy ! Już nowe newsy ryzykonomiczne czekają, choćby co mówił James Hull w Warszawie, albo jak 8-latka rzuciła Urząd na kolana, ale póki co, kilka informacji o społecznościowej ekspansji Ryzykonomii.

Właśnieśmy otworzyli nową, otwartą grupę dyskusyjną na Golden Line, o swojsko brzmiącym tytule “Zarządzanie ryzykiem Ryzykonomia”. Dołącz już teraz !

http://www.goldenline.pl/forum/zarzadzanie-ryzykiem-ryzykonomia

Na GLu – kto czyta ten wie – mnóstwo jest reklamowego spamu.
Na nowym GL-forum będzie merytorycznie, już są pierwsi
członkowie i wypowiedzi warte przeczytania.

Pierwszy temat nie byle jaki ” Apetyt na ryzyko” .
Zapraszamy do uczestnictwa.
Nie przegap okazji aby być mądrzejszy od innych !

Cały czas w sprzedaży dostępny nasz e-book “Apetyt na ryzyko”,  i już w kilku e-księgarniach:
www.empik.com
www.gandalf.com.pl
www.naukowa.pl
www.nakanapie.pl
www.virtualo.pl
(należy używać słów-kluczy: apetyt na ryzyko, ryzyko gospodarcze, Jerzy Podlewski)

W tajemnicy dodamy, że w promocji nawet od PLN 6,91 – jak za darmo !
Inny i to bardzo obszerny e-book (273 strony) Ryzykonomii polecany początkującym ryzykonomistom a w szczególności dla różnych akademickich teoretycznych i praktycznych zastosowań w promocjach już od  PLN 16,94.

W kolejnej tajemnicy (eh ileż tych tajemnic!) wyznamy, że do końca roku ukaże się przełomowa na polskim


rynku nudnych książek biznesowych obszerna publikacja Ryzykonomii o roboczym tytule “Zombie atakują!”.
Także w formatach  epub i mobi.
Będzie o ryzyku ciekawie, śmiesznie i zupełnie nieteoretycznie !

Oczywiście od dawna na Facebooku działa fan -page RYZYKONOMII zamieszczamy tema różne informacje i ryzykonomiczne updejty.

FACEBOOK – fan page RYZYKONOMII

Polub nas i tam !

Zostańcie z nami !

Blog płot czyli ryzyko rezydualne

0

Dopierośmy wrócili z
kolejnej podróży po Kraju, gdzie podążając uruchomionymi, przejezdnymi bądź
dopiero planowanymi autostradami rozmyślaliśmy o tym i o owym – w tym o
zarządzaniu ryzykiem, naturalnie. Skoro już o naszym ulubionym temacie ruchu
drogowego mowa, od razu nasuwają nam się 3 drogowe paralele, które chcielibyśmy ku uciesze P.T. Czytelników Bloga
dzisiaj poruszyć.
Przyznajemy, że temat ruchu drogowego poruszamy często i z nijakim
zaangażowaniem, a to dlatego, że Klientów mamy w całej Polsce i jakoś musimy do
nich dojechać. I także dlatego, że w problematyce ruchu drogowego doskonale
ogniskują się narodowe problemy zarządzania ryzykiem, co podkreśla – o
zaskakujące  –  także motto bloga (po prawej na górze).

Paralela Pierwsza – czynniki ryzyka
W poniedziałek ruszyliśmy
wcześnie rano w o okropnej mgle, która unieruchomiła lotnictwo, w deszczu i
naturalnej ciemności. Później na pytanie zatroskanych znajomych odpowiadaliśmy,
że  mgła, ciemność i deszcz razem wzięte
nie stanowią ryzyka, a jedynie jego czynnik: jeżeli tylko dostosuje się prędkość i
uwagę do sytuacji na drodze. Chyba, że jak niemała grupa kierowców potrafimy
sokolim wzrokiem przebijać mgłę, mrok i deszcz. Ale nie nie każdy może być mistrzem kierownicy i nakleić sobie na zderzaku nalepkę, którą widzieliśmy w sprzedaży na stacji paliwowej “Jedziesz wolniej, zjedź na prawo”. I nie chodzi tu o notoryczną jazdę lewym pasem ale nawet o pojawienie się tam w celu wyprzedzenia ciężarówki. Jak się spodziewamy, wkrótce w sprzedaży pojawią się nowe np. “Nie zawalaj drogi kiedy łamię przepisy” lub też “Zjedź do rowu, jestem lepszy”. Bo o to przecież naprawdę chodzi  n’est-ce pas ?
Tak czy inaczej zapewne i w kryzysie jedźmy
firmą wolniej,  a na pewno wytężajmy uwagę.
Paralela Druga – środki zaradcze
Pobieżna obserwacja
zachowań na autostradach wykazuje, że w zakresie rozsądku, kultury i umiejętności
niewiele różnią się one od zachowań na drogach złych. Dochodzą do tego brak
znajomości podstawowych praw fizyki, jak to reguł ruchu jednostajnie opóźnionego. Ergo – odstęp między poruszającymi się samochodami
powinien wynosić ca. “pół tego co na liczniku” a nie np. metr pięćdziesiąt.  Najwyraźniej potrzebne są inne niż czysto
budowlane środki zaradcze na 5 tysięcy trupów na polskich drogach.
Paralele trzecia – ryzyko inherentne i rezydulane
Morze płotów, które
napotykamy pomykając Adwójką może być doskonałą ilustracją korzyści jakie daje
ocena ryzyka w wymiarze inherentnym i rezydualnym. Wyjaśniamy to na rys. 2 sporządzonym
pobieżnie dla graficznego zobrazowania problemu.
  
Jak widać na tym prostym
przykładzie zagrożenia ryzykiem ryku pomykających autostradami samochodów przy
właściwej analizie ryzyka inherentnego i rezydualnego oraz zastosowanych
środków zaradczych możnaby zredukować do pożądanego poziomu (apetytu na ryzyko)
niemal bezkosztowo (jeżeli nie liczyć znaków ograniczenia prędkości). Dałoby to
prostą oszczędność – jak donoszą źródła – ca. 250 000 000 złotych
wydanych na szkaradne opłoty. 

Komitet Zarządzania Ryzykiem: pro i con

0

Zanim merytorycznie, mała
dygresja etymologiczna, językowa. Tak myślimy, że słowo „komitet” zostało w
języku polskim z dawien nieźle skompromitowanie i jakie by zgromadzenie tym
terminem nie określać, już budzi nienajlepsze skojarzenia. Ale od jego stosowania
nie da się uciec bo skądinąd, wciąż brzmi poważnie i niemal urzędowo, a i w „international
business englisz”  różne committee
powszechnie funkcjonują.

Dzisiaj jednak podejmiemy
się pokrótce odpowiedzi na niełatwe a często zadawane pytanie:

Czy my w naszej firmie w ogóle
jakiś Komitet Ryzyka musimy powoływać ???

Otóż, odpowiedź jest
prosta, jak zawsze: To zależy. Bo są i pro i kontra.

Oczywiście powoływanie
kolejnego komitetu do spraw czegokolwiek nigdy nie spotyka się z entuzjazmem, brzmi
drętwo i jakoś dziwnie się kojarzy. I to jest zasadny argument antybiurokratyczny.

Tym bardziej, że w spółkach
giełdowych czy innych „jednostkach zainteresowania publicznego” powoływany Komitet
Audytu. Bo tak chce Ustawa o biegłych rewidentach (zawsze w głowę zachodzimy dlaczego
akurat tam KA wsadzono, ale mniejsza).  Tamże
wśród zadań ryzykonomicznych zapisano, że Komitet Audytu, jako część ciała
radonadzorczego „czuwa”  nad
funkcjonowaniem w spółce systemu kontroli wewnętrznej i zarządzania ryzykiem. „Czuwa”,
a więc nie „zarządza”.  A w ogóle ten
akapit Ustawy o BR  przenika jakby, tak to
wyczuwamy, wola ustawodawcy, żeby wśród zadań KA  najważniejsze było pilnowanie wiarygodności sprawozdań finansowych.
Wagi zagadnienia nie umniejszając, to zarządzanie ryzykiem jakby się tam na doczepkę pojawia. Już o tym pisaliśmy
zresztą, że jest w ustawie mowa o czuwaniu nad systemami, których nie ma obowiązku
stworzyć, ale nie o tym dzisiaj.

Średnio to czuwanie Komitetów Audytu najwyraźniej w praktyce działa a i jak choćby donosi ostatnio w raportach COSO, coraz
częściej „na zachodzie” mówi się o konieczności ewolucji KA właśnie w Komitety
Ryzyka czyli – jesteśmy „w domu”.

Tymczasem jednak na ochotnicze
powoływanie Komitetów Ryzyka w Radach Nadzorczych, szczególnie, że nie
zadekretowane żadną ustawą bym nie liczył.

Może więc inaczej należy
postawić pytanie: czy Komitet Ryzyka powoływać w firmie oprócz KA, jako ciało
poza RN . I tu Redakcja Bloga Ryzykonomia skłania się do odpowiedzi
pozytywnej…. ale z pewnymi zastrzeżeniami:

A są one następujące:

– Komitet Ryzyka powołuje
się w firmie, której kultura organizacyjna, stopień skomplikowania operacji i wielkość uzasadnia jego
powołanie,
– pełni realną funkcję
koordynacyjno – doradczą, decyduje ale nie kasuje ryzyk 
– w jego składzie
przeważają menedżerowie z realnym „powerem” decyzyjny,
– idealnie jeżeli uczestniczy
w nim ktoś z zarządu i/ lub wysoki menedżer z realnym dostępem do zarządu,
– idealnie jeżeli raz na
jakiś czas uczestniczy w nim Prezes/CEO,
– efektywność i potrzeba
funkcjonowania takiego komitetu jest realnie oceniana,
– jeżeli miałby być izba
refleksji i wyżerania cząsteczek – kasujemy,
– pewnie powinien mu przewodniczyć risk manager (jeżeli jest) albo koordynator

Dobrze jest też wymyślić
dla komitetu inną, mniej historycznie obciążoną nazwę.
Może Grupa ds. Ryzyka (SGR) albo Zespół
Ryzykonomiczny, albo ….

A jakie jest Twoje zdanie
?

Lessons learned z zarządzania ryzykiem

0
Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Rizk Management 2099

0
Odcinek IV

(wcześniejsze odcinki na pasku, na górze)

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

FERMA Survey. J23 ciągle nadaje !

2
FERMA survey

Jak w mapie myśli (jak wie Czytelnik pisaliśmy o tej innowacji wielokrotnie na blogu) skojarzył  się nam tytuł kolejnej część relacji nt. raportu FERMA sprzedostatniego wpisu, choć nie jest to przecież część  relacji przynależna do jakiegoś “Druga” takiego na przykład z takich arydzieł feriowych jak “Samotny biały żagiel” czy “Kordzik”…. 
Ech, kto dzisiaj pamięta Teleranki, a przecież własnie odszedł odwtórca Superbohatera Wszechczasów, on Bonda by załatwił lewym palcem  u nogi i żadnego ryzyka w walce z obślizlym okupantem się nie bał podejmować… ten klasyczny uśmieszek zza pleców wyrolowanych po raz 88y-y szturmbanfirerów, stających (o jakże naiwni!) do kolejnego skazanego na porażkę pojedynku z…
….J23! Ciągle nadaje !!!  

FERMA survey…

…PT. Czytelnicy Ryzykonomii, pewnie sie przyzwyczaili trochę do tych luźnych skojarzeń Waszej Redakcji bloga i dowolną zabawą słowem , ale w końcu kto dzierży klawiaturę ten pisze….ot, co ! I jakąś zabawę z tego blogowania też mieć trzeba, gdy wszyscy się pytają ciągle “po co ?” “kiedy, tyto wszystko piszesz?…

Ale, ale, szybko wracając do zamknięcia omówienia raportu FERMA Risk and Insurance Report 2014, do ktorego calościowej lektury na stronie www.ferma.eu oczywiście gorąco namawiamy ( a przynajmniej tamże Executive Summary),  to oczywiście FERMA survey w 50 % jest tradycyjnie poświęcany kwestiom ubezpieczeniowym, co jest oczywiste, bo to fundament ryzykonomicznego biznesu. U nas, mam wrażenie ten związek zarządzanie ryzykiem – ubezpieczenia nie jest dostatecznie dostrzegany przez OBIE strony, co dziwi bo przecież interes jest dokładnie ten sam, jeden.

Oto, co o ubezpieczeniach “rzuciło” nam się w oczy w trakcie lektury raportu FERMA survey 2014:

  • Na najwyżysm poziomie “tematu” znajdziemy analizę zagrożeń regulacyjnych, zasadniczo tych samych dla wszystkich badanych, przy czym ich waga różni się w poszczególnych krajach respondentów. Zasadniczo prym wśród ryzyk non-compliance wiedzie nowa regulacja UE dotycząc ochrony danych (Dyrektyw NIS), która straszy  poważnymi konsekwencjami finansowymi za non -compliance już w 2015 roku,
  • Potem Solvency II,
  • Dalej przejrzyste raportowanie finansowe;
  • Nie zabrakło też obaw związanych z opodatkowaniem składkowych przychodów i straszącej już i polskich brokerów nowej dyrektywy o pośrednictwie ubezpieczeniowym IMD2.
  • W ubezpieczeniowej części badania intrygujące jest na przykład zestawienie przesłanek zakupowych ubezpieczanych firm…
  • Tu prym wiedzie strategia, naukowo nazwana przez autorów „heurystyczną” (77 % odpowiedzi), czyli „czuja” i próby-błędy,
  • potem 57%  przesłanek to efekty głosu doradztwa.
  • Tylko 15 % kieruje się przy zakupie polis big data, a więc wykorzystuje informację płynące z systemowego zarządzania ryzykiem. Niezbyt jasny to obrazek i chyba dla żadnej strony nie jest korzystny.
  • Wśród raportowanych w opracowaniu strategii ubezpieczeniowych prym wiedzie optymalizacja i renegocjacja już posiadanej ochrony i limitów ubezpieczeniowych, zrozumienie własnego apetytu na ryzyko i ocena kosztów ryzyk jeszcze nieubezpieczonych. Są też i captivy, wciąż mało widzialne w Polsce.
  • Bardziej szczegółowo raport rozpatruje również najszybciej ewoluujące obszary ochrony ubezpieczeniowej: cyber, D&O, odpowiedzialność cywilna produktowa i środowiskowa.
  • Nie mogło zabraknąć likwidacji szkód, kolejnego codziennego zajęcia europejskich menadżerów ryzyka i ubezpieczeń. Jak wynika z Raportu pożądają oni rosnącej pewności, co do efektywnej likwidacji szkód. Służyć temu powinny:
  • szybkie potwierdzanie przez ubezpieczycieli bieżącego poziomu ochrony badanych (43%),
  •  regularne testowanie adekwatności zapisów w polisach (39%),
  • koordynacja obustronnych działań  w fazie likwidacji szkody (37 %) i analiza po-szkodowa, lessons learned (36%).

Ryzyko, którym nikt nie zarządza.

3
Jakiś czas temu analizując z pewnym przedsiębiorcą stworzony przez nas rejestr ryzyka, zadałem pytanie na temat jego wiedzy o świadomych działaniach pracowników na niekorzyść firmy. Facet się zamyślił , podrapał po głowie i powiedział „ Kradną jak cholera ….z 10 %  produkcji jest wynoszone w częściach, składane i sprzedawane. Muszę bramki magnetyczne wszędzie założyć…”
Nie wchodząc dalej w analizę tego case study, domyślisz się na pewno Czytelniku, że dziś poruszymy jakże delikatny temat niekorzystnych (a zamierzonych) dla firmy działań pracowniczych, defraudacji, korupcji i po prostu zwykłych przewałek. Inaczej fraudów jak  to risk menadżerowie zwykli między sobą w uproszczeniu mówić ….

A do podjęcia ulubionego naszego tematu „ryzyka , którym nikt nie zarządza” zachęciła nas ostatnia lektura artykułów o poziomie fraudów w polskich przedsiębiorstwach, które opłynęły błyskawicznie polskie, jak zawsze żądne sensacji media, jako jednodniowy i trzecio-stronnicowy nius . Nius ten był spowodowany publikacją raportu Euler Hermesa we współpracy z Uni Szczecińskim , który sytuację z-fraudowanych polskich firm – i to jak sobie z tym radzą – zmonitorował.
Raport na wstępie mówi, że w ciągu 2 ostatnich lat 77% procent padło ofiarą oszustw, choć jeszcze wcześniej było to 90 %.
Zasadniczo, to w raporcie jakiegoś specjalnego odkrycia ameryki nie ma : podobnie jak na całym świecie na czele pracowniczych nieprawości są zwykłe kradzieże (43%) , potem są przewłaszczenia 23 % (ciekawe skąd takie prawnobankowe rozróżnienie, znaczy: Pan Wiesław wziął, ale póki co nie oddał ? ), dalej oszustwa (16%), oszustwa komputerowe i kradzież danych osobowych 5 % ex equo, 3 % fałszerstw oraz “inne” 5 %.
Przy czym mowa tylko o działaniach wykrytych…
Nie dziwota to bo właśnie szary charakter tego ryzyka jest największym wyzwaniem…
Firmy: albo nie wiedzą o problemie – i  o nim  nie mówią … albo wiedzą i … też nie mówią (co skądinąd zrozumieć nie jest trudno).
Oczywiście, zarządzanie ryzykiem defraudacji  to bardzo specyficzna dziedzina z zarządzaniem ryzyka bezpośrednio i blisko spokrewniona, również Compliance jej najbliższą siostrą pozostaje.
Identyfikowanie fraudowych ryzyk jest kluczowe dla powodzenia każdej organizacji, tym bardziej, że jak specjaliści Banku Światowego empirycznie dowodzą średnio 5 % przychodów KAŻDEJ firmy jest po cichu podżeranych przez jej pracowników. 
Jeżeli ktoś sądzi , że to niewiele, to proponuję na klasyczną wyliczankę poniżej spojrzeć….
Ile się trzeba napracować żeby tę niegodną twórczość pracowników nadrobić !!! 
Naturalnie  termin “pracownik” w kontekście fraudów to nie tylko biurowy szarak, ale także i kierownik czy prezes, bo przecież tam , w wysokich gabinetach prawdziwy miód jest.
A kto skontroluje kontrolujących ? 
Fraudy kierownicze, to zresztą jedno z największych wyzwań dla walki z problemem. Ciekawe dlaczego strach czasami pomyśleć….
Inny, nieraz obserwowany, problem to wstydliwe milczenie wokół tematu. Jak się bowiem o ryzyko nadużyć pracowników wprost zapytać,  to odpowiedź “U-nas-gdzieżby?”  usłyszymy .
Stąd też pytania  przy okazji identyfikacji fraudowego ryzyka należy odmiennie niż w innych przypadakach zadawać.
I przede wszystkim zapobiegać, zapobiegać i jeszcze raz zapobiegać. Półkownikowe, niezrozumiałe kodeksy etyczne tu nie wystarczą . Najlepszym sposobem zaś jest uodpornianie organizacji na ryzyko nadużyć – o czym jeszcze napiszemy kiedyś.
Z tych i innych przyczyn mówi się często, że defraudacja to ryzyko, którym nikt nie zarządza. I w naszych przedsiębiorstwach pomijając internacjonalne korporacje tak jest, niestety. A z drugiej strony, żeby sprawiedliwość oddać, to przecież światowi gracze z nieuczciwością mają największe problemy ….
Wreszcie raport na początku przywoływany głosi,  że nad Wisłą liczba fraudów spada, a to między innymi dzięki „posiadaniu przez 27 % badanych działu zarządzania ryzykiem lub osoby zarządzającej ryzykiem”. Ciekawe, ciekawe chyba przecinek im się przestawił …
Jednocześnie 25 %  badanych określa poziom swojej wiedzy o zarządzaniu ryzykiem  jako niski,  13 % jako wysoki,  ale  aż 62 % jako “średni” .
My, szczerze mówiąc w wyniki ankiet typu  “co przedsiębiorca myśli”  średnio wierzymy,  temat defraudacji wciąż istotny pozostaje i pewnie za jakieś dwa lata , przy kolejnym raporcie jako
trzecio– stronnicowy nius kiedyś przez media przemknie…  

Paradygmat ryzyk urojonych

2

Zasadniczo to sprawa jest, być może, dziecinnie oczywista i po prawdzie Redakcja Ryzykonomii nie jest pierwszą, która  problem zauważa. Wspominamy o tej wtórności na wszelki wypadek, nauczeni doświadczeniem, bo choćby kiedy temat jakiś czas temu w szacownym gronie dyskutantów poruszyliśmy  mamy wrażenie potraktowano go życzliwie jako ryzykonomicznym bon-mocik i wyjaśniono cierpliwie jak się rzeczy zgodnie z paradygmatem naprawdę  mają…

W czym więc rzecz ?

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html