Uncategorized

Strona główna Uncategorized

E-booki Ryzykonomii w sprzedaży !

0
e-booki
e-booki Ryzykonomii !!!

Śpieszymy poinformować naszych Czytelników i wszystkich zaglądających na nasz blog, że po 2 miesięcznej przerwie spowodowanej problemami technicznymi nasze e-booki są znowu dostępne w sprzedaży !!!

Przerwa była spowodowana wycofaniem się Virtualo, największego zdaje się polskie wydawnictwa self-publishingu, spółka córka empik.com z wspierania niezależnych wydawców (takich jak Ryzykonomia). Jest to skądinąd znak czasu, naszego rodzimego czasu, raczej słabo świadczący o rynku czytelniczo-wydawniczym, ale przecież nie bez powodu jesteśmy w czarnym czytelniczym ogonie Europy …
No ale, akurat na Czytelników Zarządzanie Ryzykiem Ryzykonomia, nie mamy co narzekać i schedę po Virtualo przejęło ambitne wydawnictwo e-bookowo, gdzie nasze e-booki są ponownie dostępne,  podbie dzięki umowom e-bookowo z empik. com można je znowu nabyć także w tej księgarni. Jednym słowem wszystko powróciło do poprzedniego stanu, może po drodze zginęły formaty ePub i Mobi (książki są dostępne w PDF), ale pracujemy nad tym.
Także, życzymy przyjemnej lektury i zachęcamy do nabywania e-booki Ryzykonomii.
Więcej informacji o naszych książkach znajdziesz na naszym blogu (link) 

Nasze atrakcyjne, ciekawe, zajmujące, unikatowe w treści książki, e-booki o zarządzaniu ryzykiem kupisz tutaj (linki poniżej). 
Ew. aby zobaczyć wszystkie pozycje, e-booki Ryzykonomii w wyszukiwarkach na stronach księgarni należy wpisać imię i nazwisko Autora):

 

Ważny Kontekst zarządzania ryzykiem

2
Jak już być może P.T. Czytelnicy dostrzegli Redakcja Bloga Ryzykonomia równą wagę do kwestii praktycznych jak i metodologicznych Tematu Przewodniego przykłada. Ów teoretyczno-praktyczny ying- yang naszym zdaniem  zapewnia największy sukces w skutecznym wdrażaniu zarządzania ryzykiem . O metodologii więc będzie jeszcze niejednokrotnie .  Dziś natomiast, w tym kontekście, garść uwag – o Kontekście.
Jak zapewne wiesz Czytelniku, co znańsze normy zarządzania ryzykiem przerobienie tematu „kontekstu”, „warunków” czy też „środowiska” na samym początku wdrażania procesu zarządzania ryzykiem postulują
Nam w Redakcji najbardziej się termin „Kontekst” i tego terminu zawartość przez międzynarodówkę isotrzydzieścijedentysięcy podany podoba.

Kontekstów przy aplikowaniu procesu zarządzania ryzykiem jest zwykle wiele: a to strategiczny, organizacyjny, społeczny, polityczny a nawet kontekst samego zarządzania ryzykiem. Jakby nie było , to zdaje się,  Kontekst – Kontekstu.  
Ciekawe, że ten krok procesu zarządzania ryzykiem twórcy co ważniejszych standardów podkreślają i – nie bez powodu !
Zadanie analizy kontekstu ma dla wdrażającej zarządzanie ryzykiem organizacji metodologicznie „miękki charakter” bo tu o jakiś twardych technikach czy narzędziach nie ma raczej mowy. Przez ową „miękkość”  jest,  zdaje się,  podatny na pominięcie, jako że na horyzoncie czeka już „konkretne” zadanie identyfikacji ryzyka. Po co więc tracić czas na jakieś „konteksty”…
„Twardą” naturę i znaczenie ujawnia Kontekst przy rzeczywistym przećwiczeniu tego punktu wdrażania zarządzania ryzykiem, co niejednokrotnie w odwiedzanych organizacjach empirycznie potwierdzić mogliśmy.
Na etapie „Kontekstu” jest też zresztą bdb czas i miejsce na przygotowanie fundamentów pod budowę procesu zarządzania ryzykiem w organizacji, wyznaczenie ścieżek komunikacji  i zasadzenie trawników porozumienia. Tak, żeby i sam proces jakąś mordęgą nieludzką nie był. 
Ciekawa nam się tu w Redakcji Bloga autorefleksja  pojawiała, że i samo  pisanie o Kontekście tak precyzyjne jakbyśmy chcieli niekoniecznie jest i być musi  stąd i z lekka filozoficzny wniosek  – kontynuując- – że metodologiczny yang w dzisiejszym tekście przeważać zaczął…
Żeby wiec postulowaną na wstępie dzisiejszego wystąpienia  równowagę utrzymać nasz praktyczny punkt widzenia na zakończenie dobitnie jedynie wyrazimy:  Praktykujmy Kontekst w Kontekście. O!

Powódź. Zarządzanie ryzykiem bez Procesu?

0
Kiedy w poprzednim artykule deklarowałem, że w
kolejnym będzie o tym czego mi w zarządzaniu obecnym
kryzysem z punktu widzenia Risk Managera brakuje 
domyślałem się już, że jak to w Polszcze bywa dotykam
niezwykle delikatnej materii.
Czy coś o zarządzaniu ryzykiem powodzi wiem – czy nie wiem ?
A jeżeli nie wiem: to dlatego że, zarządzania ryzykiem  NIE MA
czy jego procedury są po prostu jest TAJNE w przepastnych szufladach Czynników schowane???

Wybacz mi  Drogi Czytelniku to hamletyzowanie…. gwoli usprawiedliwienia powiem, że jednym z kluczowych elementów zarządzania ryzykiem powodziowym jest powszechna i łatwo (bardzo łatwo) o nim dostępna informacja. Nie trzeba chyba tłumaczyć dlaczego….

Do meritum przechodząc:

w zarządzaniu obecnym ryzykiem powodzi brakuje mi: Początku, Środka i … Końca, niestety też.
Albo jeszcze łatwiej powiedzieć brakuje tu  PROCESU.

To znaczy pardon – PROCES jest. Tak ! Jest !!!

Tak zwana Dyrektywa Wodna UE wymaga, aby członkowie Unii  (my) wprowadzili do swoich przepisów krajowych elementy Zarządzania Ryzykiem Powodzi, na które składają się:

  • Wstępna ocena ryzyka powodzi
  • Mapy zagrożenia powodziowego
  • Mapy ryzyka powodzi
  • Plany zarządzania ryzykiem powodzi.

Czyli z grubsza Stare Dobre Zarządzanie ryzykiem …

Nie, niestety Drogi Czytelniku, nie są to owe Tajne Plany Zarządzania Powodzią, których istnienie podejrzewałem w ostatnim artykule.
Dyrektywa Wodna daje czas na wprowadzenie jej przepisów do prawa krajowego zgodnie z następującym harmonogramem:
No, przyznam się trochę to kalendarium o ryzyko powodzi zmodyfikowałem. Nikt nie powie, że tak  nie może być… Zauważ też Drogi Czytelniku, że na „Opracowanie planów zarządzania ryzykiem” mamy czas do 2015. Może by tak wystąpić do UE o odroczenie i zaczekać jeszcze do 3015 !?
A więc mamy czas ! Pewnie dlatego nasza  Ustawa Wodna czeka na nowelizację i wprowadzenie przepisów wymaganych przez Wodną Dyrektywę. A czas i woda płynie (a z nią wioski i miasta jak widać także).
Nie żebym to mówił z przekąsem. Chociaż przekąs może i jest, bo niektórzy zdaje się na dedlajny europejskie nie czekają tylko ryzykiem powodzi zarządzają.
Na dowód mały skanik z ojczyzny dzielnego Williama Wallesa alias Braveheart na potwierdzenie załączam:
Dziwne to, że info o risk managemencie powodzi łatwiej w górzystej Szkocji znaleźć …. choć właściwie może nie tak bardzo dziwne biorąc pod uwagę, że rodzima administracja z gruntu wstrzemięźliwa w informowaniu jest…
Wreszcie, niepatrzenie na unijne dedlajny na zarządzanie ryzykiem powodzi wydaje się sensowne, bo w końcu Operatorzy Chmur w Niebie na postępy procesu legislacyjnego na Wiejskiej nie mają poważania i wodę leją kiedy i ile chcą….
Po kwerendzie różnych dokumentów odnośnie wprowadzania zarządzania ryzykiem powodzi zastanawiam się również czy u nas w tym temacie jakiś  przechył hydrotechniczny nie nastąpi ?
No i Redakcja Bloga ma pewne obawy, co do realności PROCESU zarządzania ryzykiem powodzi, choćby na bazie doświadczeń z zarządzaniem ryzykiem w sektorze publicznym, które to, pomimo unijnych dyrektyw i ustawowego umocowania jakoś się strasznie niemrawo, mówiąc delikatnie, rozwija.

Mówiąc o procesie zarządzania ryzykiem trzeba podkreślać, że jest on zasadniczo uniwersalny i tylko aplikacje są różne. Zresztą przytoczone elementy Wodnej Wytycznej, o tym również świadczą.
Hydrotechniczne podejście jest bez wątpienia niezbędne i fundamentalne w zarządzaniu ryzykiem powodzi, ale określenie „Zarządzanie” przy „ryzyku” wskazuje, że jest to proces niekoniecznie sensu stricte związany z hydrologią .
O tym jednak Dyrektywa Wodna nie mówi. Co może być zrozumiałe dla bardziej w zarządzaniu ryzykiem zaawansowanych europejskich przyjaciół, niekoniecznie takie samo dla naszych Czynników być musi.  
Powodziowy risk assessment chociażby, to nie tylko mapy terenów zalewowych, ale i oszacowanie prawdopodobieństwa i skutków powodzi, i koszt-benefit analiza  i scenariusze i crash testy różne. Można by tu wykorzystać najlepsze standardy zarządzania ryzykiem sprawdzone w przedsiębiorstwach i innych organizacjach (np. w wojsku)  oraz proponowane przez nie techniki i metody .
Jak choćby metoda Delficka przy analizie skutków ruskich nalotów na USA wymyślona , o czym jeszcze na Blogu napiszę …)

Pielgrzymka Radia Maryja

0

Bracia i Siostry ! 

Pax, pax ! Nie kasujcie  pochopnie linków do Bloga Ryzykonomia !
To nie skutki upału przywiodły nas do dzisiejszego tematu, ale nasza Misja szerzenia Zarządzania ryzykiem wśród bliźnich.
W temacie „okołoduchowym” pisaliśmy już kiedyś, dzisiaj i jako, że sezon wakacyjnych pielgrzymek w pełni, nie możemy nie wspomnieć o ryzykach związanych z jakże prastarą działalnością człowieka, czyli pielgrzymowaniem.
Niektórzy mówią nawet, że całe życie człowiecze to pielgrzymka… my jednak w filozofii mniej biegłymi będąc, na blogu się na organizacyjnej stronie zagadnienia koncentrujemy.
Jak donosi GW (jak widzisz Czytelniku źródła starannie dobieramy i o żadne ultrakonserwatywne czy kryptonarodowe odchylenie nas z lekka posądzać się nie da ), pierwsza duża Pielgrzymka do Częstochowy w tym roku, właśnie Pielgrzymka Radia Maryja,  stała się „próbą generalną przygotowania służb zarządzania kryzysowego w Częstochowie do szczytu pielgrzymkowego w tym roku”.

Ciekawe to lessons learned dla każdego managera-organizatora, łącznie z empirycznymi danymi co do częstości zdarzeń , choćby ilość zasłabnięć na parafię czy zagubień/godzinę. Zupełnie serio, takie dane są w zarządzaniu niezmiernie cenne, choć któż je gromadzi ?
Nadnmienić należy, że informacja GW jest pozytywna bo służby kryzysowe z Bożą Pomocą sobie poradziły i kryzys się nie zdarzył choć masa ludzi się zjechała ( a raczej zeszła).
Nie po raz pierwszy nas to dziwi jak dużo się U Nas mówi  o zarządzaniu kryzysowym. A przecież  trudno w Częstochowie pielgrzymki nazywać „kryzysem”. Kryzys to sytuacja ekstremalna. A co z ryzykami ? 
I znowu od  nazewnictwa i przyjętej metody wiele bardzo zależeć może…
Skoro o pielgrzymkach mowa to niebezpieczeństwa z nimi związane, choć nie duchowe oczywiście, od dawna spędzają sen z oczu wielu – i to nie tylko w Częstochowie .
Przykładem ekstremalnym jest muzułmański حج, hadżdż , czyli pielgrzymka do Mekki w Arabii Saudyjskiej Tam na terenie niespełna 8 km kwadratowych gromadzi się nawet 2,5 miliona pielgrzymów.
Kilkukrotnie doszło zresztą do tragedii:  w 1990 zatratowano 1426 osób w tunelu Al-Ma’aisim,   a na moście Jamarat podczas rytuału kamieniowania w 2004 roku zginęło 250 osób, a w 2006 osób 346. Po tych wydarzeniach  odpowiednie środki zaradcze zostały w końcu podjęte.
Tu zauważyć musimy, że tunele, mosty i inne przewężenia to naturalne punkty krytyczne na każdym dużym zgromadzeniu, pisaliśmy już o tym w przypadku Duisburga i takie lekcje pilnie przerabiać trzeba.
Domyślasz się zapewne Drogi Czytelniku, że nam tu nasze ulubione EURO na myśl przychodzi , trudno takich paraleli nie dostrzegać (my dostrzegamy wiele) choć oczywiście, cel imprez nie zawsze tak zbożny jak omawiany dzisiaj bywa.
Krótko jeszcze temat uzupełniając to nasze Źródła około-pielgrzymkowe następujące ryzyka jako kluczowe dla pielgrzymek podkreślają:
  • Bardzo duża  liczba osób w bardzo ograniczonej przestrzeni
  • Wjazd i wyjazd
  • Problemy z kontrolą ruchu tłumu
  • Panika, deptanie, tratowanie
  • Kongestie komunikacyjne
  • Problemy z komunikacją wogóle
  • Zagrożenie epidemiologiczne ( takie choćby właśnie w Mekce w związku z chorobami tropikalnymi w zanotowano, co zaowocowało podjęciem przez saudyjskie władze odpowiednich sił i środków)
  • Ataki terrorystyczne
  • Problemy z akomodacją czyli zakwaterowaniem
  • Dostarczenie wody, pożywienia, prądu, energii  
  • Zapewnienie higieny
  • Itp.itd
Po to jednak, przecież Pan Bóg człowiekowi dał rozum , żeby i pielgrzymki do Niego w sposób przemyślny organizował i ryzykiem zarządzał, czego ani małpa ani pingwin ani inny stwór lądowy, wodny czy podziemny nie potrafi. ( tu nam się nieopatrznie kolejny argument pro-wdrożeniowy pojawił …..)
Na koniec jeszcze dodamy, że organizatorzy z Mekki kierują do pielgrzymów ustawicznie przesłanie:
„Bądźcie przyjaźnie nastawieni, zachowujcie się rozważnie i uprzejmie. Nie pchajcie się” .
Proste i sensowne, prawda ?

CFO, CRO, ERM

0
Naczelny Bloga Ryzykonomia właśnie wrócił z Kongresu Finansowego, gdzie na temat zintegrowanego zarządzania ryzykiem prezentował –  tym razem dla CFO czyli Dyrektorów Finansowych. Zanim jednak Stary jakiś tekst sensowny na temat wypoci, my szybko naszym P.T. Czytelnikom kilka impresji z wydarzenia przekażemy.
Przewodnim tematem Kongresu były kwestie związane z odpowiedzią na pytanie (choć nam zdało się bardziej re- niż mery- toryczne)  czy Dyrektor Finansowy powinien być dzisiaj bardziej księgowym czy bardziej strategiem ?  
Nas szczególnie ten temat z punktu widzenia zarządzania ryzykiem oczywiście interesuje.

Nasz Naczelny przedstawił w swojej prezentacji – skądinąd wydarzenie rozpoczynającej –  szeroki krajobraz ryzyka widoczny ( lub nie) zza biurka CFO. Potem miary ryzyka pokrótce uczestnikom opisał , a to miary takie jak kapitał ekonomiczny (Economic capital) , CFaRy, EaRy – jak też porównując miększe metody szacowania ryzyka . 
Następnie na pytanie o strategię zarządzania ryzykiem , sobie samemu postawione,  bez kozery i zgodnie z  linią ideową Bloga odpowiedział . ERM , oczywiście ! 
Na koniec wystąpienia nasz Stary przytomnie skonkludował , że o ryzyku wszyscy mówią tylko zarządzać nim nie mają czasu , co w krótszej  perspektywie dla wartości firmy opłakane skutki mieć może, a w dłuższej musi.  
Zdaje się temat ryzyka poruszony wywarł duży wpływ na pozostałych mówców tudzież panelistów ,  bo wszyscy zaczęli o ryzyku mówić, że aż Naczelnego zaczął podziw rozpierać, że spośród tych 1 czy 2  procentów menadżerów polskich przedsiębiorstw, którzy według badań systematycznie i zintegrowanie ryzykiem zarządzają,  wszystkich zgromadzono właśnie w jednej Sali .
Niestety, całe Wydarzenie jak rączy koń dynamicznie podążało , wypowiedzi panelowe krótkie jedynie być mogły i  Naczelny łyżki dziegciu do ogólnego optymizmu na temat stanu zarządzania ryzykiem dołożyć nie mógł i do teraz w niemałym dysonansie poznawczym odnośnie deklaratywnego i rzeczywistego zarządzania ryzykiem pozostaje.
W szczególności Naczelny Bloga na obwieszczenie jednego z później występujących szacownych panelistów nie mógł odpowiedzieć, a mianowicie takie, że CFO nie powinien ERM- emem w firmie kierować, bo zarządzanie ryzykiem  musi być na pozio mie zarządu umiejscowione, ewentualnie CRO trzeba powołać (i to wysoko postawionego, a jakże)  bo inaczej wdrażanie zarządzania ryzykiem bezsensem jest totalnym, nieporozumieniem i udać się nie może.
Z braku możliwości na Kongresie  tu odpowiadamy:
Tak się  najwyraźniej praktyka wdrażania ERMu u nas – póki co – kształtuje,  co zresztą empiryczne analizy potwierdzają, że właśnie to CFO otrzymują zadanie organizacji i nadzoru ERM-em w 99%  polskich firmach.
Nie jest to być może model idealny, ale rzeczywisty na pewno. Z drugiej strony, wcale to nierzadkie na świecie rozwiązanie i Tam działa, więc może i u nas powierzenie ERMu właśnie CFOom niekoniecznie
„z zasady” musi być przeciwskuteczne  .
Dodać tu należy, i tak wynikało również z  prezentacji „CFO Barometer”  na Kongresie przez jedną z firm konsultingowych wyświetlonej, że u nas CFO z zasady więcej muszą robić i wiedzieć niż ich zachodni koledzy .
Więc , jeżeli czas znajdą i odpowiednie know-how im dostarczyć,  z ERM-em mogą sobie dać radę. Zauważyć też należy, że  CFO niejednokrotnie zasiadają w zarządach  i mają naprawdę silną pozycję w firmie,  co osiąganiu celów zarządzanu ryzykiem dobrze robi.
Oczywiście, prawdziwe i uczciwe zaangażowanie Zarządu zawsze jest kluczem do sukcesu i stanem idealnym. Jednakże zarządy na różnym poziomie światłości w zarządzaniu pozostają i dedykowany sponsor jak CFO dużo dobrego dla szerzenia ERM-ów w firmie może zdziałać.
 Źrodło: Deloitte

Wreszcie skoro powołanie Chief Risk Officera wspomniano jak sytuację idealną  to i tu można mieć obiekcje – szczególnie wielkość firmy rozważając. Zauważyć też należy, że  ostatnio uwidacznia się silny kurs „zakorzeniania” ERMu w struktury przedsiębiorstw (choćby Kevin Knight to doradza)  i tu niekoniecznie, aż Chiefa „od ryzyka”  trzeba powoływać.

Choćby dobry Risk Officer czy też sprawny, miły i przyjazny konsultant ERM , jak  niżej podpisany i inteligentny i… (Marian przestaań dopisywać bo się Czytelnik wkurzy ) może sprawdzić się równie doskonale .
Także,  wszystko, również w zarządzaniu ryzykiem, Drodzy Paneliści,  zależy od wiedzy organizacji i determinacji i na tym nasze impresje Kongresowe kończymy, bo się już nowe tematy, artykuły nasze i obce i Konferencje odbywane do opisania szykują.

Co nas uczą MegaSkuchy?

0

Porzuciwszy dość jałowe rozważania na temat „właściwego” kursu franka powracamy do najnowszych developmentów na polu korporacyjnego zarządzania ryzykiem. Dziś na tapetę weźmiemy wnioski z raportu wydanego przez bratni brytyjski AIRMIC, a noszącemu znamienny tytuł „Droga do ruiny”. No bo ruiny były…

Autorzy analizują 18 wielkich MegaSkuch.  Ofiary opisane w raporcie to: AIG, Arthur Andersen, BP, Cadbury Schweppes, Coca-Cola, EADS Airbus, Enron, Firestone, Maclaren, Northern Rock, Shell and Société Générale. Łaczne straty to – bagatela-  co najmniej 6 miliardów zielonych.
MegaSkuchy warte były: w 11 przypadkach głowy 11 chairmanów, CEO lub członków. W 16 przypadkach białokołnierzaści otrzymali kary finansowe, a w 4 poszli za kraty.
Wszystkie opisane kompanie do tej pory z trudem liża rany  – oczywiście z wyjątkiem tych , których już , jak Enron-u czy AA-a nie ma wśród nas.

Przyczyny owych korporacyjnych tragedii, które mogą spotkać każdego z nas ( i to jest ten wątek edukacyjny Drogi Czytelniku, bo przecież nie straszymy dla samego straszenia) są krótkie i łatwe do zapamiętania:
  1. Niedostateczne umiejętności monitorująco-kontrolno-nadzorcze executywnych  i non-executywnych z boardów
  2. Ślepota ( oooo, nazywanie rzeczy po imieniu się nam zawsze podoba przyp. red) na negatywne ryzyka inherentne, a w szcególności związane z obranym modelem biznesowym i dotyczące reputacji. I dodatkowo ślepota niesymetryczna w stosunku do ostrości widzenia szans zwiażanych z tymi samymi czynnikami. Innymi słowy : jesteśmy najlepsi , jesteśmy wspaniali, jesteśmy po prostu ze stali, la,la,laaaa,….
  3. Niedostateczny (brak ?) przywództwa w zakresie etosu i kultury organizacyjno-biznesowej (ciagle się nam ta „kultura” pojawia, sami się zaczynamy czuć nieswojo, u nas w biznesie się podobnymi dyrdymałami specjalnie nie zajmujemy, nieprawdaż? przyp. red – znowu…)
  4. Wadliwa komunikacja wewnętrzna i nieefektywny przepływ informacji
  5. Wysoki stopień skomplikowania organizacji i nieustanne zmiany (w tym ryzyka M&A-ów)
  6. Niewłaściwy system motywacyjny (ten formalny i ten nieformalny)
  7. „Szklany sufit” powodujący że risk management i internal audyt nie mają możliwości raportować i analizować ryzyk związanych z działalnością najwyższego kierownictwa
Raport podsumowuje krótko, że wymienione ryzyka były niebezpieczne na 4 sposoby:
  1. Stanowiły potencjalne śmiertelne niebezpieczeństwo dla wymienionych
  2. Gdy się materializowały wywoływały katastrofalne, nieubezpieczalne straty i wprost zagrażały posadom top-menadżmentu
  3. Czasami stanowiły czynnik transformujący znaczne, ale „zarządzalne ryzyka” w katastrofy, które niszczyły  reputację i misję firmy
  4. Większość z w/w ryzyk jest poza „zasięgiem” obecnych technik analizy ryzyka i wykraczają poza kompetencje i wiedzę typowych risk manadżerów. Jednak nieidentyfikowane i nie zarządzane pozostaję nieporzebnie śmiertelne niebezpieczne
 Co nas uczą MegaSkuchy? A uczą ?

Top 7 Ryzykonomii 2014

0
Top 7 Ryzykonomii

Dopieroco Nowy Rok Ryzyk się zaczął i  jak nasi P.T. Czytelnicy Bloga już mogą zauważyć materiałów na zupełnie nowy Profil Ryzyka 2015 już teraz nie brakuje. Nie brakuje więc i tematów do ryzyko-nomii (trzeba przyznać od czasu do czasu myloną z „ryzyko m a n i ą”) ale jaka to „mania” dzisiejszy świat chyba codziennie udowadnia…n’est-ce pas?
Nie będzie dziś więc ani o cuberryzyku, ani kolejnych odcinków o standardach COSO, ani o apetycie na ryzyko czy kz-cie u publicznych. „To” wszystko  będzie i jeszcze więcej n i e d ł u g o,  a póki co nasza mała lista top 7 bestsellerów Ryzykonomii 2014 :

Top 7 Ryzykonomii:

Miejsce 1
O potędze  kontekstu w zarządzaniu ryzykiem, co nas bardzo cieszy bo to temat bardzo ważny, a na ogół przemilczany i… nieslusznie! (i wciąż można skońmetować jeszcze „konia”…)
http://www.ryzykonomia.pl/2014/09/potega-kontekstu-zarzadzania-ryzykiem.html

Miejsce 2
Gdzie ujawniliśmy społeczną odpowiedzialność w całej, a co najmniej częsciowej krasie…
http://www.ryzykonomia.pl/2014/07/spoeczna-odpowiedzialnosc-ujawniona.html

Miejsce 3
Gdzie burzyliśmy wątpliwy (zdaniem Redakcji bloga) paradygmat „3 linii obrony” przed ryzykiem…
http://www.ryzykonomia.pl/2013/09/watpliwy-paradygmat-trzy-linie-obrony.html

Miejsce 4
O, jak zawsze elektryzujących P.T. Czytelników mapach ryzyka i myśli też…
http://www.ryzykonomia.pl/2014/09/mapa-mysli-mapa-ryzyka.html

Miejsce 5
Gdzie na Giełdzie Warszawskiej na zaproszenie Polskiego Instytutu Dyrektorów dyskutowaliśmy o…
http://www.ryzykonomia.pl/2014/08/dyskutujemy-o-zarzadzaniu-ryzykiem-w.html

Miejsce 6
Gdzie w części II zahaczyliśmy tematy polityczne (i ryzykonomiczne)
http://www.ryzykonomia.pl/2014/05/konferencyjny-maj-czii-polityczna.html

Miejsce 7
Gdzie po raz trzeci (!) prowokacyjnie wieściliśmy koniec kontroli zarządczej (i zarządzania ryzykiem) u publicznych…
http://www.ryzykonomia.pl/2014/04/koniec-kontroli-zarzadczej-i.html

 

Top 7 Ryzykonomii
Czytaj z empik.com

 Top 7 Ryzykonomii, Top 7 Ryzykonomii…Top 7 Ryzykonomii…

Jak to się robi w US Armed Forces – czyli zarządzanie ryzykiem dla żołnierzy

1

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

ESRB czyli ryzyko systematyczne na celowniku

0
W pamiętnym serialu „Dom” jeden z bohaterów, przodownik pracy socjalistycznej  złamany w kolejnych odcinkach przez wyśrubowane normy murarki i spożywanie nadmiernych ilości spirytusu, opowiada taki dowcip:
„Na polu leżą buraki i ziemniaki . Pada deszcz. Co się pierwsze zbiera?
Odpowiedź: Egzekutywa”
Kryzys rozkręca się na dobre i wciąz pojawiają się nowe pomysły jak ryzykiem kryzysu zarządzać. Różne są na to pomysły, króluje niestety,  idea  nowych, ściślejszych regulacji. Regulacje, to jak wiadomo nic innego jak zarządzanie ryzykiem na szczeblu państwowym, czy unijnym. Oczywiście, aby zarządzać ryzykiem trzeba je identyfikować i analizować. A, że za głównego winowajcę kryzysu uważa się instytucje finansowe, najważniejszym podejrzanym wśród rozlicznych zagrożeń, staje się ryzyko systematyczne, związane właśnie z funkcjonowaniem rynków finansowych.
Tu nieco teoretycznie należy zauważyć, że nasz podejrzany jest ryzykiem niedostatecznie do tej pory zrozumianym. Na przykład: dlaczego rynki zachowują się tak, a nie inaczej, dlaczego zarażają się kryzysami jedne od drugich – oto tajemnice wciąż mało zgłębione.

Ale ryzyko systematyczne najwyraźniej trzeba jakoś okiełznać, taki się kształtuje wyraźny, ogólnoświatowy trend. Stąd pomysły, aby odpowiednie Ciała powoływać, które ryzyku temu mają patrzeć na ręce .
W Europie ryzykiem systematycznym ma się zajmować niedawno powołana Europejska Rada ds. Ryzyka Systemowego (ESRB),  której zadania wytyczyły rozporządzenia Parlamentu i Radu Europy, w sprawie nadzoru makroostrożnościowego nad systemem finansowym.
O celach działania ESRB czytamy, że  ma nie tylko identyfikować i analizować ryzyka systemowe, ale również publikować stosowne ostrzeżenia, a nawet wydawać zalecenia w sprawie środków zaradczych.  
Podobnie, i w koordynacji z unijnymi regulatorami, po drugiej stronie Oceanu dyskutuje się utworzenie Systematic Risk Authority, jako dalszy ciąg porządkowania rynków finansowych zapoczątkowanych pakietem regulacji Dodd-Frank podpisanym w ubiegłym roku przez Obamę.
Zasadniczo to wszystkie pomysły zarządzania ryzykiem, w tym systematycznym, należy witać z radością, ale diabeł tkwi w szczegółach, jak zawsze, niestety.
Zwraca się choćby uwagę na formułę organizacyjną ESRB  w której, już teraz objawia się biurokratyczne „zesłonienie”. Nie chodzi tu nawet o koszty, bo nie takie sekretariaty w Unii funkcjonują, a o efektywność nowej instytucji.
Jak na komitet zarządzania ryzykiem, bo tak można zrozumieć jego rolę, ESRB to niezmiernie szacowne Ciało ca. 61 vip-owych głów liczące. Przewodzi  mu szef Europejskiego Banku Centralnego, za nim idą szefowie i vice- banków centralnych oraz różnych organów nadzorczych rynków finansowych.  Doradzać im mają dwa Komitety, w tym Naukowy, tamże spośród wielu chętnych Leszek Balcerowicz został również nominowany.
Wygląda imponująco, ale niejeden z obserwatorów pyta się już teraz: jak skuteczne i otwarte na nowe pomysły będzie tak duże i szacowne Ciało?  I czy rzeczywiście zebrano specjalistów od ryzyka?
Ale, wracając do zgłębiania ryzyka systematycznego, rodzą się pytania, jak je analizować bez kolejnych „ujawnień” ala’  Basel II i Solvency II i prześwietlania ksiąg i innych tajemnic instytucji finansowych?  I skoro o publikowaniu ostrzeżeń i „proponowaniu” środków zaradczych jest mowa, czy nie jest to za głęboka ingerencja w rynki i przede wszystkim przeciw-skuteczna? Czy makroostrożnościowi menadżerowie ryzyka z ustawowego powołania, od korporacyjnych będą lepiej zarządzać ryzykiem?
Dlatego i w Europie i Ameryce nie brak zwątpienia w sens tworzenia kolejnych ciał  nadzorczych rynków finansowych. Choćby, jeżeli potrzeba ryzyko systematyczne zapoznać, a potrzeba, to mądrych głów, think-tanków i uniwersytetów nie brakuje. A konkurencja i zbiorowe myślenie, niekoniecznie dekretowane przy vip- owskim stole konferencyjnym może wiele dobrego zdziałać.
Pytań rodzi się wiele i to również zauważmy, że koncentracja na ryzykach systemowych nie powinna odsuwać uwagi od pracy nad przejrzystością Systemu czy upowszechnianiem zasad Ładu Organizacyjnego – w tym  korporacyjnego zarządzania ryzykiem. Bo tu się rodzą fundamentalne problemy i później skumulowane, w postaci  kryzysów straszących świat, się objawiają.
A już za chwilę do o(b)mawiania naszego stary dobrego COSO  II  powracamy….

Winning ! A gdzie Loosing ?!

0
Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html