Uncategorized

Strona główna Uncategorized

40000 i Kryminal Story odc. 2

0

 tysięcy kliknięć bloga minęło jak z bata strzelił ! Blog Ryzykonomia ma coraz więcej Czytelników, dla których, jak słyszymy, staje się ważnym źródłem wiedzy o zarządzaniu ryzykiem – i nie tylko. Otrzymujemy  też z całej Polski liczne dowody sympatii za które bardzo dziękujemy. Szczególne podziękowania  ślemy Pani
Fryderyce, naszej wiernej Czytelniczce z Małopola, która przesłała Redakcji jubileuszowy makowiec z fantazyjnym napisem lukrem
„100 TYS. DLA RYZYKONOMII !!!”. Prosimy już jednak nie przysyłać więcej słodkości. Utyjemy ! Póki co przedstawiamy  kolejny, obiecany odcinek  naszej  Kryminal Story. Przypominamy, że w poprzednim odcinku nasz bohater, Risk Manager Filip Borys prowadził Warsztaty   Identyfikacji Ryzyka dla firmy tajemniczego Prezesa Grzmotosława. Uczestnicy w trakcie warsztatów budują swoją Mapę Ryzyka ale WIR zostaje niespodziewanie przerwany. Nasz bohater wraca nocą zimowym pociągiem TLK z Wrocławia do Gdańska.

Teraz.
Kryminal story odc. 2 
„Strzały w TeeLKa”
    Risk Manager Filip Borys  z szeroko  otwartymi oczami spoglądał to na pistolet, to na Grzmotoslawa.
  -„Morderca z TLK” – tak to opiszą w „Superexpressie”  przemknęła mu przez glowę irracjonalna myśl.
   – Oszalał pan ? Czego pan chce ode mnie ? – zapytał odważnie.

   – Ma pan cos naszego –  rzekł  z naciskiem Grzmotosław i wskazał lufą pistoletu na teczkę Borysa leżąca na półce przedziału.
   – Proszę mi to oddać.
    Borys zmartwiał. W teczce były materaiały ze szkolenia, był też notebook, a w nim cała jego praca. I gigantyczny zasób wiedzy o Enterprise Risk Management, który gromadził latami. Setki opracowań, prezentacje. Ale nie będzie przecież ryzykował życia walcząc z facetem z bronią. Z drugiej strony, konkurencja nie śpi . Miał oczywiście w biurze kopie zapasowe, ale jeżeli straci kontrolę nad danymi i slajdy z jego unikatowymi szkoleniami wypłyną do sieci w chomiki, konkurencja zrobi kolosalnym skok jakościowy. Nie mógł na to pozwolić !
    – Chcę z powrotem Mapę Ryzyka ze szkolenia ! – zaznaczył groźnie Grzmotosław – Chyba nie warto ryzykować dla niej życia ?
    Przybliżył lufę pistoletu do twarzy Borysa. Ten uniósł się jak zahipnotyzowany. Wtedy właśnie wagon gwałtownie zachybotał na mijanym właśnie rozjeździe. Znana dobrze podróżującym koleją drżenie wytrącające papierowe kubki z kawą z rąk przeszło wagon i Borys bezwiednie oparł się o ścianę przedziału. Niespodziewanie jego ręką znalazła się obok dźwigni hamulca bezpieczeństwa . Borys nie namyślając się pociągnął za nią ! I….  
Nic się nie stało!  Dźwignia wyszła wraz z drutem cięgna i zwisała smętnie, podczas gdy pociąg podążał  wstrząsany drgawkami dalej.Grzmotosław obdarzył Risk Managera lodowatym spojrzeniem.
    – Myślałeś że działa? Jeszcze nie dojechaliśmy do EURO – uśmiechnął się – Nie chciałbyś się jeszcze upewnić, że nie ma wody w wucecie ? – dodał retorycznie i chyba złośliwie.
    Dopiero teraz Borys zanotował szczegóły wyglądu Grzmotosława. Elegancka czarna kurtka, marynarka, przystojna twarz lekko siwego agenta z wąsikiem.
    – „Agenta ?!”-  pomyślał zaskoczony celnym skojarzeniem .
    Grzmotosław wyglądał teraz na naprawdę rozbawionego .
    – Rączki do góry ! Odwróć się .
    Borys poczuł popchnięcie lufy na plecach i oparł się o zimnie okno. Czekał  na huk wystrzału. Nic się jednak nie stało. Usłyszał jedynie, że prześladowca zsuwa jego teczkę z półki i zamyka za sobą drzwi.    
    Kroki Grzmotosława  szybko oddalały się w korytarzu. Potem Borys usłyszała odsuwane gwałtownie drzwi w przedziale po drugiej stronie wagonu, jakby krzyk i potem huk.
    – „Strzela !” – pomyślał przerażony wystrzałem. – „zabił SOKistę albo konduktora rewizyjnego !
     -„Co robić ?” – rozejrzał się panicznie dookoła – „Zaraz wróci zlikwidować jedynego świadka!”
    Po chwili wyjrzał nieznacznie na słabo oświetlony korytarz. Nikogo nie było.
    Pociąg wciąż wlókł się przez budowę. Nie było czasu do stracenia. Napastnik mógł zaraz wrócić. Borys otworzył okno i jego twarz owiał chłód ciemności. Zawahał się przez chwilę, chwycił swoją walizkę podróżną z rzeczami i wyrzucił ją na zewnątrz. Potem wygramolił  się przez okno na zewnątrz ,przez moment wisiał na rękach, odepchnął się od ściany pociągu. Wylądował w hałdzie piasku. Chwilę leżał patrzą za oddalającym się pociągiem. Wstał i sam nie wiedząc dlaczego, jak partyzant, chyłkiem ruszył zgięty w pół w kierunki widocznej przy torach drogi….

c.d.n.

Ryzyko kredytowe – seminarium Johna Hulla

2
ryzyko kredytowe

 

Tyle tu spraw do opisania, ciągłych developmentów zarządzania
ryzykiem i w przedsiębiorstwach, i u publicznych i w ogóle, a tu nas  Naczelny
Bloga dręczy o obiecane P.T. Czytelnikom Bloga  sprawozdanie z seminarium Johna Hulla w Warszawie. 
Dobrze… No więc było
to tak….
Seminarium odbyło się w owianych pieniężna mgłą dostojnym gmachu Giełdy Papierów Wartościowych i to, żeby było ciekawiej , organizator ulokował je – dosłownie –  na centralnym giełdowym Parkiecie, co amatorskie zdjęcie, które załączamy potwierdza. (Event zorganizowała zaprzyjaźniona z Ryzykonomią i nieoceniona Agencja Personalities )
Ci , którzy znają prace Johna C.  Hulla (po polsku w 2011 wydano „Zarządzanie
ryzykiem instytucji

finansowych”), światowego top specjalisty z instrumentów
pochodnych potwierdzą, że ani temat letki nie jest ani sam John nie sili się na
różne psycho-socjo chocki-klocki (jak to na przykład nasi władcy i pretendenci  mają w zwyczajów czynić, czy to  składanie dłoni w piramidki, „machanie siekierką” czy szczere obnażanie
rącząt, które to słuchaczom ma dać sygnały podkorowe odnośnie kompetencji a solidne treści ułatwia pominąć).
Tu było merytorycznie i na temat i to zgrupowane w 4
zasadniczych blokach:
  • Przyczyny kryzysu
  • Szacowanie prawdopodobieństwa „difoltu” różnych walorów
  • Ryzyko kredytowe stron transakcji
  • Wycena derywatyw kredytowych

 

Mamy nadzieję, wybaczą mi Czytelnicy że wykładu nie
będziemy szczegółowo relacjonować szczególnie, że  częstokroć rozważania krążyły wokół równań typu
które to z
samozaparciem śledziliśmy aczkolwiek nie próbujemy twierdzić, że akurat risk
manager poza bankiem inwestycyjnym, czy osobą „robiąca”  transakcje OTC (over
the counter ) muszą codziennie frapować.
Wracając do pierwszej części wystąpienia to kol. John sporo
czasu poświęcił analizie przyczyn „mechanizmu spustowego” , który odpalił
obecny kryzys, czyli krachu na rynku subprime bonds.
Ciekawie było prześledzić śledztwo Johna  jak to banki upgradowały nisko ratingowane
CDOsy (Collateralized Debt Obligations) na przykład z ratingu BBB na rating AAA
.
Nic się kompletnie nie działo, żadne cudowne zjawiska
fizyczne nie zachodziły, wystarczyło „pyk i „cyk” w zaciszu gabinetów sprytnych konstruktorów tych
wybuchowych min zrobić. I już można było (cenzura) owinięte w sreberko drożej
sprzedawać.
Oczywiście, oczywiście ! Nigdy to się już ma nie powtórzyć i
choćby regulacyjne usiłowania Bazyleji III też na seminarium omawialiśmy.
Osobiście mało wierzymy, żeby regulacje na jakiegokolwiek
rozszalałego biznesmena pomogły. Wierzymy za to, że stare, dobre bankructwo, widmo skoku z mostu i
pieczątki komornika na fortepianie zawsze były najlepszym lekarstwem
leczącym wariacje kapitalizmu.  Ale dzisiaj inne cudowne lekarstwa dlaczegoś
się aplikuje, a jak nie wiadomo o co chodzi, to jak zawsze chodzi o…
Kończąc moje sprawozdanie na kwestiach około kryzysowych to
Prelegent  podkreślił takie oto lessons
learned z crisis-u na przyszłość:
  • znaczenie zarządzania ryzykiem !!!
  • większy nacisk na stress testing
  • większy nacisk na ryzyko płynności
  • rozważniejsze premiowanie managerów ( incentivnes)
  • re-sekurytyzacja (pakowanie w sreberka ) to nie była dobra
    idea…
  • unikajcie irracjonalnego entuzjazmu (dla  (cenzura) w sreberku)

 

 No, no, no….
Szczerze mówiąc, to jeszcze na koniec panel dyskusyjny się
odbył, strasznie żałujemy, ale musieliśmy na ostatni PKP dobiec i 7 godzin z prędkością  40km/h nas jeszcze czekało ale tego, tu się pocieszamy, nawet taki specjalista jak John C.
Hull, profesor of Rootman School of Management, University of Toronto, Kanada, pojąć by nie
potrafił….

Zarządzanie ryzykiem w energetyce

0

Redakcja Bloga Ryzykonomia uprzejmie donosi, że w kwartalniku sektora energetycznego Nowa Energia  ukazał się artykuł naszego Naczelnego dr Jerzego. 
Artykuł jest dostępny na stronie internetowej naszej macierzystej firmy Plansys.
Link P.T. Czytelnicy Bloga znajdą tutaj…

ps.
Na marginiesie: bardzo nam się podoba zdjęcie do artykułu.

Ryzyko imprez studenckich

0

Redakcja Bloga Ryzykonomia niejeden już przecież proces zarządzania ryzykiem widziała i ćwiczyła ale musimy przyznać, że przykład, z którym zetknęliśmy się niedawno, wprawił nas w lekki podziw, osłupieniem podszyty.

W ręce Redakcji wpadła bowiem niedawno „Procedura zarządzania ryzykiem imprezy studenckiej”. Brzmi lekko podejrzanie na pierwszy rzut oka, ale nie krzyw się Szanowny Czytelniku, wielce to poważny dokument wyprodukowany przez pewną Korporację Studencką zza Oceanu.

Wiadomo, studenci lubią się bawić i lubią imprezy. Pół biedy jeżeli to impreza u Wieśka i Jarka w segmencie 12 b. Często jednak imprezy studenckie to w istocie małe, a często i duże, imprezy masowe .

O ryzyku imprez masowych pisaliśmy zresztą niedawno.
A przecież niejedne otrzęsiny czy koncerty organizowane na uczelni, poważnymi kłopotami się skończyły, najwyraźniej w Stanach jest podobnie, student jaki jest każdy wie i widzi, o czym przywoływana Procedura z Ameryki we wstępie orzeka.
Stąd całkiem poważna konieczność zarządzania ryzykiem, tak aby Imprezowicze do własnych łóżek cało wrócili i nikt się w szpitalu, więzieniu czy jeszcze gorszym miejscu nie znalazł.

Dalej Kontekst zarządzania ryzykiem Procedura profesjonalnie omawia i jak na porządny dokumenty do zarządzania ryzykiem podstawowe pojęcia definiuje: jak choćby „impreza korporacyjna” „ impreza alkoholowa” czy „impreza z płatnym wyszynkiem” .

Zresztą część przewodnikowa, które różne zagrożenia „imprezowe” opisuje, jako przewodnik dla organizujących imprezę studencką pomyślana, jest rozbudowana znacznie.
Ma to sens praktyczny, bo choć studenty różne twórcze figle na imprezach wyprawiają, aż tak odkrywczy nie są (jak im się zdaje) o czym Redakcja Bloga, co szafy i telewizory przez okna z akademików wyrzucane w swoim czasie obserwowała, również zaświadczyć może.

Dla przykładu w „imprezowej” Procedurze dyskutowane są kwestie niebezpieczeństw związanych z dystrybucją piwa w beczkach keg ( ci co nie piją są pod presją tych co piją), zakłócenia ciszy nocnej (wiadomo) czy jazdy po pijanemu (oczywista oczywistość).
To całkiem poważne tematy, każdy kto ma trochę oleju w głowie to przyzna, a ich zlekceważenie może wiele kosztować, włącznie z ceną najwyższą. Jest więc co planować.

Wreszcie Procedura zawiera stosowny formularz planistyczny, który po wypełnieniu  przez organizatorów, zatwierdzić muszą Czynniki Kierownicze rzeczonej korporacji studentów, tak aby impreza pod jej patronatem odbyć się mogła.

Chcielibyśmy u nas takie procedury na „poważnych” imprezach zobaczyć, szapo-ba przed przemyślnymi studentami zza oceanu co to zarządzanie ryzykiem wcześnie praktycznie poznają, a wiadomo przecież, że „czym skorupka za młodu nasiąknie….”

Przedsiębiorstwa , JSFP, NGO…. A co za różnica?

0

Ostatnio było o naszym ulubionym temacie zarządzania ryzykiem w sektorze publicznym i żeby o zbytni przechył „publiczny” nie być posądzony dzisiaj  o naszym ulubionym temacie zarządzania ryzykiem w przedsiębiorstwach. A właściwie – to w czym problem ?

 
Jakiś czas temu na seminarium nt. ISO 31 000 prowokacyjnie zapytałem prowadzącego wydarzenie kol. Kevina Knighta, skądinąd jednego z autorów normy ISO jak i  AS/NZS: Dlaczego omawiasz ERM dla przedsiębiorstw i sektora publicznego razem ? Czy nie ma różnicy ? 
  
Otrzymałem odpowiedź, której się po cichu spodziewałem: A CO ZA RÓŻNICA? 
W rzeczywistości zauważyć można że tam,  gdzie zarządzanie ryzykiem jest zawansowane,  ma miejsce przenikanie się dobrych praktyk zarządzania ryzykiem w korporacjach, sektorze publicznym a nawet NGO.  Co więcej, mam często wrażenie,  że w szczególności  samorząd i administracja  publiczna różnych szczebli  jest – choćby u Anglosasów – niejednokrotnie  wzorem dla świata korporacji w doskonaleniu zarządzania ryzykiem.
I nie tylko. Podobnie można przytoczyć przykład metodyki zarządzania projektami PRINCE2 , która została stworzona specjalnie dla sektora publicznego, w odróżnieniu od enterprajsowej metodyki PMI , która jest raczej zbiorem zasad i dobrych praktyk niż  metodyką sensu stricto.
  
Z zarządzania ryzykiem podobnie może być i u nas. Choć zarządzanie ryzykiem w ogóle u nas raczkuje, to właśnie w sektorze publicznym pojawił się impuls ustawowy w postaci KaZetu  do zarządzania ryzykiem popychający. Nie mają wieć co publiczni w jakieś kompleksy wpadać i „specyfikę” działania urzędu czy innej jednostki podkreślać.
Przyszłością usług publicznych staje się  ich „ uprzedsiębiorstwowienie”.  Choćby w zakresie efektywności działania – całą ideologię „dobroczynienia” ględzącym politykom  pozostawiając.
W istocie, Obywatel oczekuje tanich i efektywnych usług, sektor publiczny chcąc-niechcąc rachunek zysków i strat musi ważyć (choć nie zawsze w PLN wyrażony) …
A ryzyka są dla publicznych i przedsiębiorstw praktycznie takie same, a nawet większe (patrz choćby: infrastruktura, edukacja, bezpieczeństwo etc. etc. ) 
Konsekwetnie, sama istota zarządzania ryzykiem nie powinna istotnie się różnić.  Przykładem choćby idea ISO 31000, które wszystkim uniwersalnie:  firmom, publicznym i NGO-som ma służyć.   
Z pewnym żalem w tym kontekście zauważyć należy, że przedsiębiorstwa rodzime w temacie zarządzania ryzykiem  pozostają w tyle. Zresztą, z innowacjami w zarządzaniu w naszych firmach, jak donoszę badania różne, w ogóle bieda.
Lepiej z zarządzaniem ryzykiem teoretycznie być powinno w spółkach giełdowych,  a to dzięki idei Komitetów Audytu.  Rzeczywistość funkcjonowania owych Komitetów (tam gdzie są), jak potwierdzają empirycznie rożne raporty,  pozostaje jednak mocno komplajansowa .
Dziwować się tej niefrasobliwości naszych przedsiębiorców należy, bo  w Czasach Ryzyka żyjemy, ostatnio nawet Egipcjanie swoją cegiełkę dołożyli do mieszania krajobrazu.
Jakie tu jeszcze ryzyka mogą na naszej bywszej Zielonej Wyspie nowe  niezdrowe piętna odcisnąć – czasami już trudno sobie wyobrazić możemy….
My oczywiście wszystkie developmenty zarządzania ryzykiem czujnie skanujemy i  o nich w kolejnych artykułach  naszym P.T. Czytelnikom donieść nie omieszkamy.

Naczelnego 7 ryzyk IT

0

Naczelny Bloga od rana lata jak szalony pod siedzibie Redakcji i „pożycza” od wszystkich pendrajwy i inne dyski. „Czas na poważne zarządzanie ryzykiem IT! ” – woła dramatycznie. Wszystko dlatego, że nowe wiadomości o ryzykach związanych z utratą elektronicznych dat-ów powziął …

Ryzyk utraty danych jest wiele. 7 co najmniej z licznymi i bardzo dramatycznymi konsekwencjami.
A fakty są następujące:
93 % firm , które utraciły swoje data center na 10 lub więcej dni w wyniku różnych kryzysów i katastrof zbankrutowało w ciągu roku od ww. wydarzeń. A 50 % ogłosiło natychmiastową upadłość.
(Źródło: National Archives & Record Administration in Washington).

I dalej…

94 % firm , które utraciły swoje dane nie przetrwało tego. 43 % nigdy nie wznowiło działalności a 51 % zamknęło ją w ciągu 2 lat ( University of Texas)
30 % z firm , które ucierpiało na skutek znacznego w skutkach pożaru wypadło z biznesu w ciągu roku a 70 % w ciągu 2 lat. ( Home Office Computing Magazine)
77 % z firm , które testują dane zgromadzone na zapasowych back-upach taśmowych znajdują na nich błędy zapisu ( Boston Computing Network, Data Loss Statistics)
7 na 10 z małych firm MSP, które utraciły swoje dane kończy działalność w ciągu 12 miesięcy
( DTI/ PWC)

96 % z wszystkich stacji roboczych w firmach nie jest back-upowana. (CPSRP)

50 % z wszystkich back –upów taśmowych zawiera błędy (Gartner)
25 % z wszystkich użytkowników PC traci dane każdego roku (Gartner)
Więcej wyczytać można w ciekawym artykule „7 sposobów na utratę danych”. Link do artykułu nasi PT Czytelnicy znajdą na profilu Facebookowym Ryzykonomii.
Brzmi dramatycznie, prawdaż ? Gdzie ten Naczelny mój dysk zapodział…?

Kryminal story na 30 000 kliknięć Ryzykonomii

0

„O ! Jak burza przekroczyliśmy 30 000 wejść na Bloga, pomyślał Naczelny Ryzykonomii.
„Jak to zainteresowanie zarządzaniem ryzykiem szybko rośnie! ” 
Naczelny siedział wieczorem sam w Redakcji.
„Trzeba napisać coś specjalnego z tej okazji.
A gdyby tak….”

…….
” WIR czyli mroczny początek”

Od początku czuł, że coś jest nie tak. I powinien był to przewidzieć – w końcu był Risk Managerem.

Zlecenie było bardzo intrygujące i – co tu dużo mówić – dobrze płacili.
Zadzwonili do niego tydzień temu z Wrocławia i zaproponowali przeprowadzenie Warsztatów Identyfikacji Ryzyka dla „Top manadżmentu wiodącego przedsięwzięcia”.  Czyli to co tygrysy lubią najbardziej.
Rozmawiał z Pani Janiną, CFO. Mówiła, że ich CEO Pan Grzmotosław, słyszał o nim jako wysokiej klasy ekspercie od ERM-u, prawdopodobnie najlepszym w Polsce. Wybrali go wśród  konkurencji  dzięki entuzjastycznym  referencjom z biznesu i sektora publicznego – m.in Prezesa Korporacji W. z L. i Prezydenta N. z  Sz.  I naturalnie „czytają Ryzykonomię”. „Cały Zarząd”. „Tak, fantastyczna, każdy powinien ją czytać”. Normalka, pomyślał . Business as usuall.
Powinno go zastanowić, że nie znalazł ich profili wśród „lubiących to” na Fan Page-u Ryzykonomii na Fejsie. Ale przecież co chwilę ktoś się dopisuje. Nikt  nie jest doskonały….
I tak to poszło.
Na miejsce przeprowadzenia WIR-u wybrali luksusową, kameralną salkę konferencyjną w Hotelu w Wrocławiu. Na warsztaty identyfikacji ryzyka przyszło 5 członków Zarządu. CFO Pani Janina, CEO Pan Grzmotosław i jeszcze 3 Dyrektorów. ……..

Wprowadzenie, fundamenty ERM-u, forma zapisu rejestru ryzyka i … dalej praca nad ich Kejs Study.

Wszystko szło gładko, jak zwykle….Ale gdzieś po lunchu, przy szacowaniu kolejnych ryzyk, nagle Pani Janina nagle zerwała się z krzesła i pukając długopisem w formularz rejestru ryzyka wyszeptała kilkakrotnie

   – Nie, nie. to niemożliwe!

CEO, Pan Grzmotosław zgromił ją wzrokiem „Janina przestań !” . Pochylił się nad Rejestrem i uderzył pięścią w stół.
   – To nie może być AŻ takie duże ryzyko!”
Janina spojrzała przerażona na Risk Managera.
  – To znacznie poza naszym Apetytem na Mapie Ryzyka!  
Wszyscy otoczyli Janinę i pochylili się na  jej Rejestrem. Ktoś oświadczył.
  – No tak. Ishikawa i 3 rundy Delfickiej TO przecież wcześniej potwierdzają !  
Po chwili milczenia Grzmotosław, dziwnie zamyślony, zwrócił się do Risk Managera:
  – Muszę zadzwonić do firmy. Proszę wszystkich na przerwę.
Potem zgarnęli wszystkie materiały szkoleniowe i wyszli.
Już się nie pojawili . Po godzinie oczekiwania dostał SMS z przeprosinami od Janiny i obietnicą kontynuowania warsztatów „w przyszłym tygodniu”. Fakturę uregulują niezwłocznie.   
Wtedy Risk Manager zauważył Coś pod stołem gdzie siedzili uczestnicy warsztatów.
W pośpiechu, pod biurko zsunął się Rejestr Ryzyka wypełniony przez Panią Janinę. Risk Manager podniósł go i bez czytania zapakował wraz z innymi materiałami. Potem zamówił taksówkę.  
Jadąc na tymczasowy Dworzec we Wrocławiu czuł, że coś jest nie tak. Nie, nie chodziło o to, że dworca nie było. To dziś normalne, że nie było. Wydawało mu się jednak, że, ktoś go obserwuje. I ten taksówkarz. „Przyjemnej podróży. Bez ryzyka” podkreślił . Dziwne życzenia….

Risk Manager wsiadł do pierwszej klasy pośpiesznego TLK .  „9,5 godziny jak z  bicza strzeli i o 3 30 albo coś koło tego będę w domu” pomyślał. Wagon był prawie pusty. Był w przedziale sam.

Pociąg niestrudzenie toczył się na północ dopiero 4 godzinę, kiedy gdzieś za Gnieznem światła w wagonie zamigotały i zgasły. Trochę go to zdziwiło, ale przypomniał sobie, że na dworcu we Wrocławiu ogłosili, że TLK między Gnieznem a Piłą „kursuje jak Regio”, więc pewnie jeszcze nie uzgodnili przełączenia prądu między Spółkami.
I wtedy, po kilku minutach, Risk Manager usłyszał w ciemności szybkie kroki w korytarzu pociągu. 
Drzwi do przedziału otworzyły się gwałtownie. Ktoś zasunął zdecydowanie drzwi i usiadł naprzeciwko .
   – Ma Pan coś naszego- oświadczył nowoprzybyły zaskoczonemu Risk Managerowi –
   – Proszę oddać nasz Rejestr Ryzyka !
Błysk lamp za oknem wagonu oświetlił pistolet Sig-Sauer P225 trzymany w ręku Grzmotosława…..
c.d.m.n.
Ciąg dalszy (może) nastąpi…..

Dniało, Naczelny Bloga Ryzykonomia podniósł głowę znad biura w Redakcji Bloga. Zasnął.

Aha, przecież miał napisać wstępniaka z okazji 30 000 nowych kliknięć Bloga…..
I jeszcze musi napisać kolejny, czwarty już na Blogu odcinek  podróży po COSO II….

Compliance czyli ryzyko niezgodności

2
Ostatnimi czasy Redakcja Bloga Ryzykonomia sporo peregrynowała po Kraju co, biorąc pod uwagę dostępność i efektywność środków komunikacji, łatwe nie było. Szczególnie, że zima …. no właśnie…. Nadmieniamy jednakże czym prędzej, że podróże nasze  w całości były poświęcone praktykowaniu zarządzania ryzykiem. W związku z tym   liczne, nowe i niezmiernie ciekawe obserwacje dotyczące Tematu Przewodniego Bloga planujemy wkrótce przelać na łamy Bloga. 
W międzyczasie też,  podjęliśmy brzemienną decyzję przejścia do epoki e-booków i  e-readerów i w tym temacie również kilka uwag praktyczno –technicznych dla zainteresowanych,  choćby Amazon Kindlem, jego zakupem i przydatnością dla Risk Managera ( i nie tylko ), w ktorymś z kolejnych artykułów będzie….

Ale,  żeby chrono-logicznie opisywany czas nieobecności Redakcji opowieścią wypełnić, z  dumą donosimy,  że 25 listopada uczestniczyliśmy w zaszczytnej roli panelisty  w Konferencji pt. „Compliance” zwołanej w warszawskim Hotelu Mariott przez szacowny i  renomowany Polski Instytut Dyrektorów .
Compliance….
Ryzyko compliance, czyli zgodności to oczywiście dla zarządzania ryzykiem temat niezmiernie istotny, wątpić nie potrzeba . Wystarczy spojrzeć na magiczną kostkę COSO II,  która wymienia Compliance, jako jeden z głównych obszarów ryzyka . To oczywiście pokłosie przeróżnych wpadek i skandali amerykańskich korporacji, dla których Niezgodność się bardzo źle skończyła.  
Niestety w kryzysowym świecie jest Regulacji coraz więcej i więcej. Z lotu ptaka zauważyć należy, że Regulacje to nic innego jak w istocie Zarządzanie ryzykiem na szczeblu Państw i Społeczeństw.
Przeróżnych, prawdziwych i wyimaginowanych niebezpieczeństw pojawia się coraz więcej i w odpowiedzi Społeczeństwa żądają większego zarządzania ryzykiem, czyli właśnie Regulacji.
Więcej Regulacji – to większe niebezpieczeństwo niezgodności z nimi- itd. itd…… Koło się zamyka i kręci coraz szybciej .
Na wspomnianej Konferencji PID-a Naczelnemu Bloga przypadła w panelu dyskusyjnym ambitna rola zaprezentowania zadań i relacji Zarządzania Ryzykiem w stosunku do Compliance.
Z początku, szczerze wyznam przygotowując się do „panelowania” założyłem, że relacje Compliance i ERM są w zasadzie proste i oczywiste.
Zarządzanie ryzykiem Compliance jest przecież risk – based,  oparte na analizie ryzyka: więc w czym problem? Wystarczy kostkę COSO II lub inne metody ERM uruchomić i proces ten sam co do ryzyka finansowego czy operacyjnego do ryzyka (nie)zgodności aplikować.
Po co więc te wszystkie działy Compliance,  skoro są i tak  biura prawne i stada prawników pilnujące przestrzegania zgodności ?  
Po głębszym przemyśleniu problemu popartym kwerendą opinii kilku szacownych kolegów risk managerów Ze Świata już się mi problem relacji ERM – Compliance tak prosty nie wydaje.
Przede wszystkim ryzyka compliance mają wiele specyfiki. Od interdyscyplinarności poczynając i ścisłym związku z ryzykiem reputacyjnym, które jak już się „uruchomi” ,  to prawnicy za wiele nie mogą zdziałać .
Idąc dalej, z samą identyfikacją ryzyka zgodności mniej może jest problemu.
Ale jak tu oceniać „tradycyjne” wymiary ryzyka:  a przede wszystkim Prawdopodobieństwo ?
Dla zidentyfikowanych ryzyk typu compliance Prawdopodobieństwo w istocie Zero – Jedynkowe często być może.  
Albo firma / organizacja jest zgodna – albo nie. No, może się tu lekko się zapędzamy,  bo domyśleć się  np. czy się jest zgodnym z efektami twórczości naszych rodzimych Regulatorów – to po prostu często Czarna Magia jest. Choć, gwoli prawdy,  jakby posłuchać głosów zagranicznych,  to podobne problemy ze zrozumieniem intencji regulatorów występują Wszędzie .
Jednocześnie jednak przyznać uczciwie należy,  że do zarządzania ryzykiem się świadomie gdzieniegdzie w Europie podchodzi i odpowiednie procesy odprawuje, choćby oceny ryzyka regulowanych nieboraków (w formie np. Compliance Cost Assesement ) .
I u nas się też różne konsultacje społeczne uruchamia, choć jak praktyka wskazuje, proces to częstokroć jedynie zabawowy jest.
Do specyfiki ryzyka compliance wracając, kolejny problem to świadoma niezgodność z Regulacjami. Rzecz to jak świat długi i szeroki gruntownie zapoznana: teoretycznie i empirycznie .
Jakie tu prawdopodobieństwa szacować ?  A jak taki Compliance Officer (to funkcja w organizacjach coraz bardziej znana i ważna ) zidentyfikuje i zarządzi tym,  co się jego Prezesowi w głowie tli -pomiędzy jednym a drugim biznes lunchem, w kwestii realizowania profitów z Niezgodności  ? Aspekt to ciekawy, ale w tym artykule zgłębiać go nie będziemy….,
Żeby nasze wystąpienie na Konferencji podsumować, to  z wymienionych powyżej przyczym ( i paru jeszcze innych, do  których analizy wrócimy niebawem) odpowiadamy się za jasnym oddzieleniem funkcji Compliance Risk Managament  i  ERM . Choć współpraca jest tu konieczna i być  musi z samej istoty podejmowania tego samego, „ryzykowanego”  tematu .
Bo przecież chodzi o to,  żeby w ostatecznym rozrachunku organizacji Odporności  na ryzyko czyli resiliance dostarczyć.
A nasze uczestnicwo w dyskusji,  certyfikat z duma powyżej prezentowany,  czarno na beżowym poświadcza.

Trochę teorii ryzyka…

0
Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Kosmonauto Walentina Tiereszkowa

0
W czasie pewnych Warsztatów Identyfikacji Ryzyka, czyli popularnych WIR-ów w pewnej firmie, a były to już któreś warsztaty, bo projekt był duży, pewna miła uczestniczka ośmielona najwyraźniej umacniającą się atmosferą kultury zarządzania ryzykiem, którą z niemałym trudem udało nam się zbudować, co zawsze uznajemy za niemały sukces, zgłosiła nowe ryzyko.

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html