Uncategorized

Home Uncategorized

Zarządzajmy ryzykiem !

0

Idzie wiosna i w zarządzaniu ryzykiem też robi się ruch…
19 maja, czyli wkrótce Krajowa Izba Biegłych Rewidentów organizuje w Gdańsku konferencję
“Zarządzajmy ryzykiem” w ramach cyklu  “Wyzwania współczesnej rachunkowości i audytu”. 

Bardzo się cieszymy, że biegli rewidenci podejmują temat zarządzania ryzykiem i to coraz bardziej całościowo, holistycznie i zintegrowanie – a więc i ERM-owo.

Będziemy tam reprezentować nasz rodzimy POLRISK  i może nawet się z jakimiś P.T. Czytelnikami Bloga spotkamy, tak czy inaczej z Wydarzenia na łamach Ryzykonomii nie omieszkamy zdać relację…
A tu zamieszczamy link dla zainteresowanych….

Narodowa Mapa Ryzyka 2012 ruszyła !!!

0
velocity

Drodzy Czytelnicy !

Mamy przyjemność powiadomić o nowym projekcie Ryzykonomii. Jest nim Mapa Ryzyka 2012.  

Od dziś każdy Czytelnik może wziąć udział w tworzeniu  Narodowej Mapy Ryzyka. Identyfikujmy ryzyka, bo ci co powinni, tego nie robią !

W tym celu stworzyliśmy specjalną stronę gdzie można zobaczyć aktualną Mapę Ryzyka 2012.
Znaleźć ją można na pasku (zakładka “Mapa Ryzyka 2012”) – zaraz pod tytułem Bloga Tamże opisujemy krótko zasady zgłaszania ryzyk i tworzenia Mapy Ryzyka.przez Czytelników.

Obiecujemy na bieżąco uaktualniać Mapę Ryzyka i omawiać na Blogu wprowadzane zmiany. 

Skandynawskie ryzyka

1

Pewien znajomy wrócił niedawno z samochodowej podróż po
Szwecji.
Po tym rzekł: “Nigdy więcej” ! To znaczy, nie żeby “nigdy więcej” do
Szwecji bo kraj ładny, cywilizowany. “Nigdy więcej” tam nie pojedzie samochodem, drogi dobre,
samochód dobry… tylko ten limit 110 na autostradzie, 90 dwupasmówka, wszyscy się wloką ani kilometr więcej, MA-SA-KRA !!!

No cóż, Szwecja i w ogóle kraje skandynawskie to
ucieleśnienie wielokrotnie przez nas podnoszonego problemu „kultury” ryzyka,
który objawia się chociażby w kulturalnym i dość wolnym ruchu drogowym, ale
choćby dlatego w Szwecji jest coś 550 śmierci rocznie nad drogach, podczas gdy u nas 5500 – choć
wcale ani ludzi ani samochodów nie ma tam 10 razy mniej.

Nawiasem mówiąc, wokół Sopotu toczy się teraz ogólnopolska
dyskusja, bowiem na tamtejszej nadmorskiej cyklo-promenadzie ograniczono chyżość rowerzystów do 10 km na-ha a nawet, o zgrozo,
przymierzają się do ograniczenia szybkości wszystkiego w całym mieście do 30 km! Jest to obecnie głośno i
powszechnie oprotestowane na różnych forach bo wiadomo: wolno
to zaczniemy jeździć dopiero jak drogi będą dobre i zdejmą wszystkie fotoradary
, ale wcześniej to ani trochę oj nie itepe itede. 

(Nawiasem mówiąc owa ścieżka rowerowa jest
nazywana przez znajomym rowerzystów drogą śmierci bo wypadków rowerowych jest
tam bez liku a biada dziecku czy innej ofierze, które wejdzie pod koła któremuś z trenujących tam do
olimpiady mistrzów kierownicy

Do Skandynawii wracając to skłonność do reagowania na ryzyko
tamtejszych tubylców jest na świecie powszechnie znana. Tradycyjnie objawia się to w  bardzo wysoko
postawionej poprzeczce BHP. Np. w czasie wielkiej budowy
kolejo-drogowego mosto-tunelu przez morze Oresund łączącego Danię i Szwecję, kierownictwo projektu zadeklarowało „0” apetyt na
śmiertelne wypadki, co było związane choćby z szczegółowym przetrałowaniem
pewnych obszarów gdzie mogły się znajdować wojenne niewypały. Oczywiście deklarować łatwo- ale tu była zgoda na realne 
koszty !
Pewnie bogatym łatwo to czynić i wogóle specyficzny model gospodarczy tam panuje, który i u nas różni dobroczyńcy narodu chcieliby, wciąż bezskutecznie skopiować. Ale z drugiej strony stare prezysłowie mówi: “Dlaczegość biedny ? Boś głupi !”
 
ERM w Skandynawii jak potwierdzają różne źródła teoretyczne i nasze doświadczenia biznesowe, pada na
żyzną glebę. Mieliśmy w biznesie sporo do czynienia z skandynawskimi partnerami, a choćby na ostatniej FERMIE (tu pisaliśmy) reprezentacje skandynawskich risk manadżerów były bardzo silne.  Tamże choćby przy przysłowiowej kiełbasce rozmawiałem z managerem szwedzkiego captiva czyli “specjalnej” firmy ubezpieczającej swoich założycieli (jakby TUW w uproszczeniu) założonego przez lokalne samorządy w celu obniżenia kosztów ubezpieczenia. Captivy w naszym samorządzie, wyobraźcie sobie ! Ileż to nowych stanowisk… żartuję, żartuję….
 
Silna skandynawska kultura ryzyka wynika i stąd, że kraje nordyckie są znane z bardzo wysokiej kultury
technicznej, a tamtejsze przedsiębiorstwa mają często globalny zasięg: Nokia,
Stena, Ikea, Volvo, Lego, Carlsberg, Scania, Alfa Laval, Ericsson, Maersk. 
Również globalizacja jest już tradycyjna, od czasu kiedy Skandynawowie
przemierzali znany i nieznany świat na swoich drakkarach, choć tu akurat
wymiana bywała niehandlowa i mocno asymetryczna.

Z ostatniego pobytu w skandynawii przypomina mi się jeszcze, jak to  w
każdej kolejce dostawałem numerek z kolejką do stania, bo jak zauważył
ironicznie jeden z moich towarzyszy podróży: “oni tu na wszystko mają maszynkę do
wystawiania numerków”. Po kolei , nie śpiesząc się. 

Smyrfowane: niezatapialny Titanic

1

Dopieroco w piątek mięliśmy okazję, zaproszeni przez zaprzyjaźnionych przyjaciół uczestniczyć w ciekawej Konferencji poświęcienej bezpieczeństwu na morzu. Program dla zaciekawionych zamieszczamy dalej. Skądinad mało się u nas o morskich sprawach mówi, niektórzy obznajomieni z tematem twierdzą , że się od morza odwracamy, a zachwyty nad budową plastykowych jachtów tam, gdzie kiedyś powstawały 50 tysięczniki, nie są zbyt roztropne. Słyszeliśmy też taki koncept: jeżeli generał Haller zaślubił Polskę z morzem to na jakim etapie rozwodu dzisiaj jesteśmy ?   

http://www.wsaib.pl/images/files/marketing/Program_konferencji_Testament_RMS_Titanic._100_lat_po_tragedii.pdf

Do Konferencji wracając, to przyczynkiem było 100 lecie katastrofy Titanica, który zatonął w noc 14-15 kwietnia 1912 roku. Zresztą katastrofa ta, była przyczynkiem olbrzymiego postępu w zarządzaniu ryzykiem w żegludze, ale to oczywiście temat na oddzielną opowieść.

Poniżej zamieszczamy wysmyrowane na smyrfonie (jak podobno mawiają młodzieże) przez Naczelnego Bloga (tak, tego)  notatki z konferencji. Jakoś-tak się nam wydało, że telegraficzna z natury rzeczy forma smartfonowych notatek dobrze oddaje dramatyzm tamtych wydarzeń na północnym Atlantyku 100 lat temu….. 

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

Titanic statek niezatapialny
51 milionerow  300 czlonkow elity

juz w 20 minut wiedziano ze statku nie da sie uratowac
cqd   come quick danger
sos byl nieznany dla czesci statkow
015 rozpoczeto koncert majacy zapobiec panice
025 spuszczenie lodzi wszystkie lodzie nie byly zapelnione czesc nawet w polowie
jedyny operator na pokladzie kaliforniana odpoczywl kilka mil dalej
045 Tit wystrzelil pierwsze@rakiet ale kalifornian nie byl pewien co oznaczaja bo brak pzrepisow
1 30 zapanowala panika
2  woda siega pokladu
210 kapitan wraca na mostek
orkiestra konczy grac 210
220 przelamanie@
410 karpatia ratuje 700
530  wlacza sie kalifornian powiadomiony przez inne statki
rola procedur regulaminow dobrych praktyk
po co kapitan plynal az 22 wezly
jakie swiatla naprawde widziala zaloga Californiania
raport wreck commisioner i komisji senatu stanow zjednocczonych
podobno 4 komin byl makieta koncentrowano sie na wygodzie a nie szlupach ktore mogly psuc linie pokladu 1 klasy.
06 07 1912  raport to the court “excessive speed” !!!!    wreck commisioner
raporty usa i uk zawieraja rekomendacje dotyczace bezpieczenstwa
jedna z propozycji utworzenie mnarodowgo patrolu lodowego titanic byl ostatnim ktory zatonal
nowa regulacja o koniecznosci zapewnienia kazdemu miejsca w szalupaxh
brak opisu miejsc na lodziach
brak cwiczen
International ice patrol, titanic ostatni zatonał od icebergu 
1178 z  2201 szlupy
uratowano 711 osob

@@@@@@@@@@@@@@@@@

ERM w Afryce (bez puenty)

0
Redakcja Blog Ryzykonomia nie ustaje w wysiłkach śledzenia postępów zintegrowanego zarządzania ryzykiem ERM nie tylko nad Wisłą, ale i na wszystkich kontynentach. Ostatnio wstrząsnęły nami wieści z Nigerii, którymi z naszymi P.T. Czytelnikami  śpieszymy się podzielić.
Tu dygresując musimy zaznaczyć, że Nigeria jest dla nas nieobojętna i skądinąd zapoznana, a to za sprawą znajomości z sympatycznym kolegą, z którym onegdaj, na pewnym międzynarodowym szkoleniu przez równie międzynarodową i szacowną korporację zorganizowanym, studiowaliśmy. Emeka, pozdrowienia!  
Wspomnienia na bok odłożywszy i  do tematu zarządzania ryzykiem przechodząc, to jak nam sekcja afrykańska Redakcji Bloga donosi….

…tamtejszy urząd nadzoru nad instytucjami finansowymi (zdaje się ichniejszy UKNF)   wprowadził wymóg aby wszystkie nigeryjskie towarzystwa ubezpieczeniowe obligatoryjnie wdrażały systemy Enterprise Risk Management.
Ciekawym i za najnowszymi trendami nadążającym jest również  zapis w tamtejszym Kodeksie Ładu Korporacyjngo dla instytucji finansowych, aby nie tylko Komitety Audytu ale i Komitety Enterprise Risk Management również obligatoryjnie tworzyć.  
Jak widać w Afryce nie zasypują gruszek w popiele i do zarządzania ryzykiem bardzo poważnie podchodzą.
Puentując, komentarza do postępów ERM w Afryce (jak i tradycyjnych porównań) jednak nie rozwijamy, choć trzeba przyznać wielką na to mamy ochotę….  

Dżejms w Warszawie cz.1

0
Redakcja Bloga Ryzykonomia tajniki zarządzania ryzykiem poznaje wyłącznie u najlepszych i stąd w ubiegły poniedziałek wzięliśmy udział w warsztacie Jamesa Lama zwanego pierwszym CRO czyli Chief Risk Officerem.
Warsztat  odbył się w przededniu V Konferencji Stowarzyszenia POLRISK, w którego Zarządzie „zasiada” nasz Naczelny, a o samej Konferencji POLRISK napiszemy na blogu, już za chwilę.
Już tradycją Polriskowych konferencji się staje, że światowego formatu risk manadżerowie przyjeżdząją i o ERM opowiadają w ubiegłym roku był to Kevin Knight  z Australii,  jeden z twórców ISO 31000, o czym zresztą pisaliśmy naonczas.  
 
James Lam to nowojorczyk z chińskimi korzeniami, risk management ćwiczy już 20 lat w najbardziej renomowanych korporacjach, jak to GE Capital,  obecnie jako konsultant doradza na całym świecie. ERM-owi od samego początku adwokatuje, stąd tytuł I-ego CRO ,  również za te zasługi propagatorskie cieszy się powszechnym uznaniem, nasz człowiek,  nie wahamy się powiedzieć.
James pióro ma sprawne, na Amazon.com jego książka „ Enterprise Risk Management  from Incentives to Controls” jest w  temacie zarządzania ryzykiem No. 1  bestsellerem, co jak wiadomo w Ameryce łatwe nie jest. Na Harvard Business School i gdzie indziej ERM wykłada,  choć jak nam w kuluarach wyjawił studiów nawet, o zgrozo, nie skończył,  czy to możliwe żeby  bez papierka i stempelka ludzi uczyć i książki pisać zgniła ta Ameryka oj zgniła jest.
Warsztat Jamesa nosił tytuł „ Praktyczne i przynoszące wartość dodaną strategie w ERM”
(„Practical and value-added strategies in ERM) stąd i praktycznie było i – co tu dużo gadać – na bardziej niż rzeźbienie tabelek rejestrów ryzyka  zaawansowanym poziomie.    
Opowieść Jamesa koncentrowała się na  perspektywie „menadżerskiej” i „zarządowej” ERM  w firmie. Sam zresztą potwierdził, że obecnie głównie z zarządami firm gada choć wcześniej inna proporcja była i dyskusja na bardziej operacyjnym poziomie się odbywała. Ale to efekty dużo wyższej niż u nas „ogólnej” świadomości i potrzeby zarządzania ryzykiem.
Konsekwentnie dalsza opowieść Jamesa  się wokół tematów zarządzania ryzykami strategicznymi toczyła bo jak wszystkie znaki na niebie i ziemi i różne menadżerskie surveye wskazują właśnie ryzyka strategiczne dla zarządów i rad nadzorczych najważniejsze obecnie są.
Ryzykami strategicznymi oczywiście  nie dla zabawy  ale dla zwiększenie wartości firmy należy zarządzać i skądinąd właśnie „added value” czyli wartość dodana ERM   to klucz do przekonywania zarządów i rad nadzorczych, że ERM jest im w niepewnym świcie  jak rybie woda i kani dżdż potrzebny.
Z tym przekonywaniem do zarządzania ryzykiem jest wogóle dość dla nas tajemnicza sprawa, temat to jakby ważniejszy niż sama istota zarządzania ryzykiem, nikt się choćby dla prowadzenia księgowości innych niż ustawowe uzasadnień nie domaga (o rożnych ISO i OSO nie wspominając)  a przytomnie tu nasz kolega z New Yorku zauważył, że sprawozdania finansowe, które wszyscy kochają i analizują to w istocie dokumenty historyczne a domeną dobrego menadżera przyszłość jest.
Zresztą łatwo różne dowody empiryczne na korzyści z zarządzania ryzykiem przytoczyć, o ratingach S&P nawet nie wspominając  jeżeli jednak ktoś w zarządzanie ryzykiem wciąż  nie wierzy proponujemy dobrze się rowerem rozpędzić i bez kasku w słup walnąć, prosty to crash test, ale do zarządzania ryzykiem przekonywujący chyba skutecznie. 
Trochę tu w poboczne przemyślenia odpływamy,  a przecież warsztat dalej się toczył i jeszcze nam dalsza część  relacji do zdania pozostała,  dziś jednak jak Szecherezada temat przymykamy i na dalszą część opowieści o wizycie kol. Jamesa Lama w Warszawie, na następną noc zapraszamy….       

Zarządzanie ryzykiem w NGO, czyli nie ma misji bez ryzyka

0

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

W dryfie – bez Mapy ryzyka

0
Ostatnio do naszej kanciapy wpadł Naczelny Bloga machając jakimś papierem wołając „ Nooo. I proszę ! To lubią Czytelnicy! Mapa ryzyka, to jest to co chcą oglądać. Dawać więcej Map ryzyka na Blogu !!!” Dawać!  I wybiegł !
Stary szajby w pogoni za tą klikalnością dostaje, raportami analityków macha, pono ostatnio o sukcesach KasiTe przeczytał, tego wdzięczny naród oczekuje (prawi),  (cynicznie). A wie, że za wysokie to progi dla Jacka Pod-czaszyca nogi…..
Także do adremu wracając bardzo nas to zainteresowanie mapowaniem ryzyka cieszy  i intryguje, i że artykuł o Mapie ryzyka się na topie Czytalności wciąż lokuje, chociaż przyznajemy my wśród ulubionych umieszcamy nasz wywiad dotyczący wojskowego ERM – którzyśmy onegdaj z pewnym  narażeniem w terenie przeprowadzili. No, bo wogółe lubimy pracę w terenie.
Także, obiecujemy, do uaktualniania naszej Mapy Ryzyka 2012 , której aktualny stan na pasku pod tytułem bloga znajdziecie wrócimy,  już w kolejny poście. Równiez kolejne odcinki naszego Kryminal Story cz. 3  z mroku podświadomości Naczelnego już wychynęły a i nowości wydawnicze na Blogu przygotowujemy ale o tym cichoszanarazie….
Póki co jako, że się ostatnio mocno makro-ryzykonomicznie rozwijamy chcieliśmy polecić Czytelnikom lekturę ciekawego i (co u nas nieczęsto) dobrze napisanego raportu przesławnego kiedyś Hausnera  a dzisiaj profesora , którego pod wodzą Zespół wydał opracowanie pod znamiennym tytułem, „Kurs na innowacje. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu ? ” .
Link poniżej…..

 

Warto to przeczytać,  bo choć o ryzyku się tam explicite nie mówi ( choćbyśmy chcieli oj chcieli….wszystko jasne by było gdyby Kraj ERM–em potraktować) Raport właśnie masywną analizę makro-ryzyka obecnej naszej strategii  rozwojowej ( a raczej dryfowej ) zawiera.
Po cichu również taką zachętę do czytania tegoż dorzucamy, że w dokumencie autorzy zamieścili sprytnie liczne kwadraciki , zawierające najważniejsze i bardzo celne podsumowanka i jak się te kwadraciki przeczyta to główną esencję z dokumentu każdy Czytelników wyciągnąć może.
Oto niektóre wybrane myśli z kwadracików :
  • W Europie przez kilka dekad konsumpcji rosła szybciej niż produktywnoś
  • Przed światem dekada niskiego wzrostu
  • Każde ograniczenie handlu światowego , które odczuje gospodarka niemiecka rykoszetem uderzy w dynamikę polskiej gospodarki
  • W porównaniu z Europą poziom innowacyjności jest w Polsce relatywnie niski
  • Masowe, ale słabe jakościowo kształcenie na poziomie wyższym
  • Twarde instytucjonalne bariery dla przedsiębiorczości
  • Pomaga nam napływ kapitału zagranicznego, ale może się to okazać rozwojową pułapką
  • Świat jest iglicowaty. Świat obok iglic jest płaski
  • Dyslokacji nie podlega ” wysoki” segment gospodarki
  • Pasywne przywództwo polityczne
  • Władza dla władzy marketing polityczny w miejsce rządzenia
  • Zanik strategicznej suwerennej myśli rozwojowej
  • Utożsamianie wydatkowania środków finansowych z polityką rozwoju
  • Schematyczna i bezrefleksyjna polityka rozwoju
  • Zmarginalizowanie debaty publicznej
  • Represyjna i nieustanna kontrola zamiast audytu
  • Środki są wydawane a innowacji nie ma
….. i wiele wiele innych
Także – warto przeczytać. Tylko nie widomo, czy śmiać się, czy płakać. Wszystko o tych ryzykach z grubsza od dawna wiadomo, oczywista oczywistośc, tylko kto chce i odważy się nimi zarządzić ?   

Zarządzanie ryzykiem w energetyce

0

Redakcja Bloga Ryzykonomia uprzejmie donosi, że w kwartalniku sektora energetycznego Nowa Energia  ukazał się artykuł naszego Naczelnego dr Jerzego. 
Artykuł jest dostępny na stronie internetowej naszej macierzystej firmy Plansys.
Link P.T. Czytelnicy Bloga znajdą tutaj…

ps.
Na marginiesie: bardzo nam się podoba zdjęcie do artykułu.

O 1001 wizycie, nieobecności ryzyka i szczepionce dla rzecznika

0

Z zadowoleniem odnotowałem, że w ciągu zaledwie 2 miesięcy funkcjonowania mój blog zanotował już ponad 1000 wizyt. Otrzymuję też sympatyczne maile potwierdzające przyjętą Linię Redakcyjną.

Postaram się nie zawieść zainteresowania aktualnych i przyszłych Czytelników szczególnie, że tematów na ciekawe artykuły czeka już na biurku ho-ho i jeszcze trochę! Wszyscy – wszędzie na świecie chcą ryzykiem zarządzać,tacy jacyś dziwni, inaczej niż u nas póki co, więc i pisać jest o czym.
Przygotowuję się też zmianę domeny Bloga na bardziej przyjazną Człowiekowi – ale o tym wkrótce.

Dzisiaj chciałbym jeszcze wrócić, z pewną ponurą satysfakcją do tematu Euro 2012, poruszonego w artykule niedawno. Niestety EGAP Wrocławiowi przy budowie stadionu nie wychodzi, ogłoszono właśnie zerwanie Umowy z główny wykonawcą, przy okazji okazało się spóźnionego z budową już o ponad 4 miesiące.
W radosne wręcz zdumienie wprawił mnie przy tym komentarz jednego z lokalnych eurodecydentów, który to stwierdził w TV że, „ ryzyka niewykonania stadionu na euro NIE MA (!!!)”.

Podoba mi się, nie ukrywam, taka bezkompromisowa ocena ryzyka, szkoda tylko, że z faktami gorzej, tym gorzej dla faktów oczywiście. Jak znam życie stary wykonawca schodząc z budowy niejedną dziurkę zasypie i karteczkę zgubi, o innych zagrożeniach,wydawałoby się oczywistych, przy przejmowaniu tak dużego i rozgrzebanego projektu, nie wspominając. Na innych stadionach podobno wszystko idzie też jak po maśle, czuję że jednak ten temat jeszcze kiedyś pociągnę, zobaczymy…

Musze tu uczciwie przyznać, że o nieobecności ryzyka już nie raz słyszałem…. Przypomina mi się pewien znany lokalny przedsiębiorca z branży budowlanej, który zapytany o udział w badaniach dotyczących ryzyka w przedsiębiorstwach, rzucił przez ramię swojej reprezentacyjnej asystentki: Ryzyko, jakie ryzyko ? Nie ma żadnego ryzyka ! A było to w 2007 roku, w przedsionku kryzysu.

Skoro takie reminiscencje mnie naszły trzeba przyznać, że Rząd ryzykiem w sprawie świńskiej grypy jednak dobrze zarządził, może teraz powiedzieć, że naukowo metodę akceptacji ryzyka wybrał, Szwedzi, Francuzi i Inni bojaźliwie z zakupami szczepionek przesadzili, teraz żałują. Myśmy nic nie robili i nie żałujemy, może trochę, że Rzecznika nie dane było zaszczepić, a już naprawdę solidną igłę w Ministerstwie znaleźli, miałby za swoje wyskoki.

Na razie kończę te krótkie dygresje o nieobecności ryzyka po „Tysięcznym Wydaniu ”. Lada dzień kolejny artykuł, Drogi Czytelniku Ci przedkładam, jeszcze pociągnę temat „inwestycyjny””, teraz o przeszacowywaniu kosztów wielkich inwestycji infrastrukturalnych jak Świat długi i szeroki, i kto za tym – według Duńczyków – stoi.
A więc cdn….