Uncategorized

Home Uncategorized

Winning ! A gdzie Loosing ?!

0
Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Zarządzanie ryzykiem w NGO, czyli nie ma misji bez ryzyka

0

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Zarządzanie kryzysowe a Zarządzanie ryzykiem czyli o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad….

0


Zupełnie niedawno Redakcja Bloga miała okazję uczestniczyć w sympatycznej imprezie w trakcie której, wdałem się w niezbyt zobowiązującą dyskusję nt. zarządzania kryzysowego. Interlokutor Redakcji (dalej już, jak widzisz będzie, drogi Czytelniku naukowo i ad rem…)wyraził wówczas swobodny pogląd, że Zarządzanie Kryzysowe jest całkowicie oddzielną dziedziną w stosunku do Zarządzania Ryzykiem.
Ponieważ napotykam się co krok na skutki takiego widzenia sprawy, popiłem, zagryzłem i zamyśliłem się głęboko….

Sprawa jest o tyle istotna, że dziwnym i na skalę chyba międzynarodową specyficznym zbiegiem okoliczności w Polsce Zarządzanie Kryzysowe jest nieporównywalnie, więc miażdżąco bardziej znane i „rozpoznawalne” niż Zarządzanie Ryzykiem.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele.
Przede wszystkim w Polsce funkcjonuje Ustawa o Zarządzaniu Kryzysowym, i bardzo dobrze, która obliguje różne organy administracji publicznej do powoływania komórek zarządzania kryzysowego, zatrudniania pracowników, przygotowywania stosownych Planów no i oczywiście, zarządzania kryzysami – gdy się już pojawią. Dość powiedzieć, że Ustawa ma bite 35 paragrafów, podczas gdy o Zarządzaniu ryzykiem w Ustawie o finansach publicznych są zaledwie 2 – i to niecałe.

Stąd plany reagowania kryzysowego to już standardowy dokument w administracji publicznej, podczas gdy plany zarządzania ryzykiem wciąż są niezmierną rzadkością. Powie ktos, że plany reagowania kryzysowego zawierają analizę ryzyka. Jednakże jej celem jest zarządzanie kryzysem, a więc extremalną sytuacją zagrażającą przetrwaniu organizacji, a nie ryzykiem o różnym stopniu oddzialywania.
Jednym z efektów takiego podejscia do problemu jest niedostrzeganie całego instrumentarium zarządzania ryzykiem, niezwykle pomocnego, a nawet niezbędnego w skutecznym zarządzaniu kryzysem.

Wygląda więc na to, że pojawienie się kryzysu, a więc z definicji totalnej katastrofy jest uznawane za bardziej prawdopodobne niż pojawienie się „zwykłego” ryzyka, które póki co nie zasługuje na uwagę. Stąd już tylko krok do karkołomnej konstatacji, że brak zarządzania ryzykiem dostarcza w efekcie służbom zarządzania kryzysowego dodatkowe zajęcie w postaci znienacka materializujących się kryzysów.

Zarządzanie Kryzysowe dotyczy również sektora przedsiębiorstw. Tu, jak się wydaje o przewadze zarządzania kryzysem nad zarządzaniem ryzykiem decydują liczni specjaliści od PiaR-owania kryzysów, którzy słusznie spostrzegli możliwość wejścia do gry i aplikacji wszelkiego rodzaju wiedzy „miękkiej”, jak to: budowanie zespołów, negocjacje,prezentacje, komunikacje itp. Wszystko oczywiście z przydomkiem „kryzysowe”.

Skoro już się tak metodologicznie rozpędziłem wspomnę jeszcze o kontekście Audytu i Jakości.
O relacji Audyt-Ryzyko pisałem już na Blogu wcześniej.
Jeżeli chodzi o Zarządzanie jakością to niewątpliwe Zarządzanie ryzykiem ma z nim wiele wspólnego. O zarządzaniu ryzykiem jest mowa w normach ISO, HACCP (no przecież: Hazard analysis !)czy AQAP.
Wydaje mi się jednak, że postrzeganie zarządzania ryzykiem jedynie jako obszaru zarządzania jakością może spowodować przeoczenie znaczenia zarządania ryzykiem i jak widać, nawet ISO się poniewczasie zreflektowała i stosowną normę ISO 31000 poświęconą przecież w całości ERM opracowała.

Poniżej, na zakończenie, zamieszczam transkrypcje graficzną mojej “barowej” dyskusji.


Ps.
Śpieszę uspokoić zainteresowanych, że rysunek nie oddaje w żadnym stopniu skali i znaczenia poszczególnych obszarów dla organizacji, a jedynie rodzaj zależności.

Jak to się robi w US Armed Forces – czyli zarządzanie ryzykiem dla żołnierzy

1

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

O Stalingradzie 43, Trójkącie Bermudzkim i PKP na zimowo

0


17 stycznia 1943 feldmarszałek Erhard Milch, założyciel Lufthansy, budowniczy hitlerowskiej Luftwaffe, genialny organizator i kanalia przybył w środku szalejącej zimy (30 stopni mrozu, wiatr 80-100 m/s) na lotniska zaopatrujące oblężoną w Stalingradzie armię Fridricha Paulusa.

Stwierdził, że załogom udaje się w tak ekstremalnych warunkach uruchomić silniki tylko znikomemu odsetkowi samolotów transportowych Ju-52. Dokonana nawet pobieżnie analiza sytuacji wykazała, że na lotniskach panował chaos organizacyjny, nie zbudowano baraków dla załóg a ręce mechaników pracujących na mrozie przymarzały do narzędzi.

Nie stosowano przewidzianych w instrukcjach obslugi procedur uruchamiania silników na mrozie. Wspomniany Milch, wykorzystując swoje talenty organizacyjne i argumentację nie do odrzucenia szybko spowodował, że zaopatrzenie nawet w tych zimnorosyjskich warunkach wzbiło się w powietrze. Oczywiście, to nie mogło wystarczyć wobec naporu dzielnych czerwonoarmistów pod osobistym kierownictwem politycznym towarzysza Nikity Chruszczowa i dalszy ciąg jest powszechnie znany …

Historia ta przyszła mi na myśl, gdy brodząc w dzikich 30-centymetrowych zaspach i kąśliwych 4 stopniach mrozu rozważałem informacje o katastrofach, które spadły na naszych dzielnych Kolejarzy. Jak doniosły Media rekordzista, pociąg TLK relacji Katowice – Gdynia miał 1025 min spóźnienia (17 godzin,) a podobno przez pewien czas PKP nie wiedziały również, o ile zrozumiałem na skutek awarii komputera z danymi, gdzie niektóre pociągi się znajdują.

Składy wyjechały ale nie przyjechały, podobnie jak sławna eskadra bombowców Avanger z Fort Lauderdale na Florydzie, z która na zawsze utracono kontakt w 1945 w rejonie Trójkąta Bermudzkiego. Zdaje się jednak, że dzięki natarczywym telefonom przemarzniętych pasażerów udało się zlokalizować zaginione pociągi i nowy Trójkąt w rejonie Częstochowy nie został nakreślony…

Jak mówi rzecznik PKP „sztab kryzysowy PKP pracuje na okrągło” i „wczoraj odbyło się specjalne spotkanie kryzysowe pracowników spółki” oraz “PKP wydaje ciepłe posiłki i w ogóle w Przyszłości zamierza lepiej kontaktować się z pasażerami”.

Jako specjalistę od zarządzania ryzykiem zawsze cieszy mnie sprawny kryzysowy PR, sprawnie wdrażane plany awaryjne i zarządzania ciągłością działania.
Tu, nawet załoga spółki kryzysowe spotkanie urządziła.
Tylko strach lekki pozostał bo jutro -10 bezlitośnie nadchodzi…

Ryzyko projektów infrastrukturalnych. Niedoszacowanie kosztów: błąd czy kłamstwo ?

4

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

O 1001 wizycie, nieobecności ryzyka i szczepionce dla rzecznika

0

Z zadowoleniem odnotowałem, że w ciągu zaledwie 2 miesięcy funkcjonowania mój blog zanotował już ponad 1000 wizyt. Otrzymuję też sympatyczne maile potwierdzające przyjętą Linię Redakcyjną.

Postaram się nie zawieść zainteresowania aktualnych i przyszłych Czytelników szczególnie, że tematów na ciekawe artykuły czeka już na biurku ho-ho i jeszcze trochę! Wszyscy – wszędzie na świecie chcą ryzykiem zarządzać,tacy jacyś dziwni, inaczej niż u nas póki co, więc i pisać jest o czym.
Przygotowuję się też zmianę domeny Bloga na bardziej przyjazną Człowiekowi – ale o tym wkrótce.

Dzisiaj chciałbym jeszcze wrócić, z pewną ponurą satysfakcją do tematu Euro 2012, poruszonego w artykule niedawno. Niestety EGAP Wrocławiowi przy budowie stadionu nie wychodzi, ogłoszono właśnie zerwanie Umowy z główny wykonawcą, przy okazji okazało się spóźnionego z budową już o ponad 4 miesiące.
W radosne wręcz zdumienie wprawił mnie przy tym komentarz jednego z lokalnych eurodecydentów, który to stwierdził w TV że, „ ryzyka niewykonania stadionu na euro NIE MA (!!!)”.

Podoba mi się, nie ukrywam, taka bezkompromisowa ocena ryzyka, szkoda tylko, że z faktami gorzej, tym gorzej dla faktów oczywiście. Jak znam życie stary wykonawca schodząc z budowy niejedną dziurkę zasypie i karteczkę zgubi, o innych zagrożeniach,wydawałoby się oczywistych, przy przejmowaniu tak dużego i rozgrzebanego projektu, nie wspominając. Na innych stadionach podobno wszystko idzie też jak po maśle, czuję że jednak ten temat jeszcze kiedyś pociągnę, zobaczymy…

Musze tu uczciwie przyznać, że o nieobecności ryzyka już nie raz słyszałem…. Przypomina mi się pewien znany lokalny przedsiębiorca z branży budowlanej, który zapytany o udział w badaniach dotyczących ryzyka w przedsiębiorstwach, rzucił przez ramię swojej reprezentacyjnej asystentki: Ryzyko, jakie ryzyko ? Nie ma żadnego ryzyka ! A było to w 2007 roku, w przedsionku kryzysu.

Skoro takie reminiscencje mnie naszły trzeba przyznać, że Rząd ryzykiem w sprawie świńskiej grypy jednak dobrze zarządził, może teraz powiedzieć, że naukowo metodę akceptacji ryzyka wybrał, Szwedzi, Francuzi i Inni bojaźliwie z zakupami szczepionek przesadzili, teraz żałują. Myśmy nic nie robili i nie żałujemy, może trochę, że Rzecznika nie dane było zaszczepić, a już naprawdę solidną igłę w Ministerstwie znaleźli, miałby za swoje wyskoki.

Na razie kończę te krótkie dygresje o nieobecności ryzyka po „Tysięcznym Wydaniu ”. Lada dzień kolejny artykuł, Drogi Czytelniku Ci przedkładam, jeszcze pociągnę temat „inwestycyjny””, teraz o przeszacowywaniu kosztów wielkich inwestycji infrastrukturalnych jak Świat długi i szeroki, i kto za tym – według Duńczyków – stoi.
A więc cdn….

Małe i średnie firmy i ryzyko

3

Wśród zalewu informacji o kłopotach wielkich korporacji umyka fakt, że małe i średnie przedsiębiorstwa są coraz częściej narażone na oddziaływanie takich samych rodzajów ryzyka jak wielkie firmy. Przykładem są skutki nieudanych operacji na opcjach walutowych wielu polskich małych i średnich przedsiębiorstw. A przecież możliwość zakupu tak ryzykownych i skomplikowanych instrumentów finansowych była jeszcze niedawno niedostępna dla mniejszych przedsiębiorstw.

Wciąż jednak zakłada się że, metody kontroli ryzyka mogą być stosowane wyłącznie w dużych przedsiębiorstwach. Są bowiem skomplikowane, czasochłonne i kosztowne. Początkowo trudno jest wyobrazić sobie zabieganego właściciela małej firmy transportowej dokonującej analizy ryzyka, procedury kojarzonej przede wszystkim z bankowością? Jakie mu to przyniesie korzyści? Kolejne papiery ?

Trzeba przy tym pamiętać że termin „małe i średnie” obejmuje firmy zatrudniające 1-250 osób o maksymalnych przychodach 40 mln euro. Jak na Polskie warunki mogą to być już naprawdę „duże” firmy, często największe w regionie. Jednocześnie nawet te mniejsze firny mają coraz bardziej skomplikowane operacje, prowadzą handel międzynarodowy, sięgają po skomplikowane instrumenty finansowe.
Podstawowy katalog ryzyka, które należy Zidentyfikować, Oszacować i nim Kierować mógłby zawierać następujące kategorie.


Oczywiście, to jedynie propozycja i każdy może ją zmodyfikować zależnie od swoich potrzeb.

Przed ambitnym przedsiębiorcą planującym zarządzać ryzykiem pojawiają się oczywiście Wyzwania. Jednym z nich jest przekonanie (siebie, wspólnika, pracowników), że czas i koszty poświęcone na zarządzanie ryzykiem mają sens. Najlepsze jest oczywiście przekonanie się na przykładzie, zdobycie „dowodu” (tzw. business case) słuszności prowadzonych działań. Można przekornie zauważyć, że brak takiego „dowodu” sam w sobie powinno świadczyć o skuteczności wprowadzonego zarządzania ryzykiem.

Niestety dzisiejsze, burzliwe czasy dostarczają dostatecznie dużo przykładów firm, dla których business case z powodu braku odpowiedniej kontroli ryzyka zamienił się w przysłowiowy gwóźdź do trumny.

Kolejną wyzwaniem przy wprowadzaniu zarządzania ryzykiem jest fakt, że choć menadżerowie małych i średnich przedsiębiorstw są z natury rzeczy specjalistami od podejmowania ryzyka, to o samym ryzyku wiedzą niewiele. A częściej je „czują”, (niejednokrotnie zresztą doskonale), niż rozumieją. Przykład opcji walutowych wskazuje jednak, że dzisiaj popularny „czuj” już niestety, nie wystarczy.

Coraz częściej również, rozwiązania w zakresie zarządzania ryzykiem gospodarczym są projektowane w ten sposób, aby po odpowiednim dostosowaniu mogłyby być łatwo wykorzystane zarówno przez duże, jak i małe przedsiębiorstwa. Tak jest w przypadku standardu zarządzania ryzykiem COSO II, który jest łatwo „skalowalny” do wielkości firmy. Podobnie elementy innych norm zarządzania ryzykiem jak AS NZS, czy IRM łatwo dostosować do potrzeb średniej, a nawet małej firmy.

Na przykład skandynawscy przedsiębiorcy mają natomiast do dyspozycji portal stworzony specjalnie dla wspomagania zarządzania ryzykiem oferujący zautomatyzowanie podstawowych czynności w tym zakresie.

Niestety! Śpieszę donieść, że źródeł internetowych zawierających know-how z zarządzania ryzykiem dla MSP w polskim necie prawie nie ma… jeśli nie liczyć streszczeń różnych badań typu „Olaboga!-jak-to-zła-jest-nasza-biurokracja-odpowiedziało-na kolanie 1234,5-respondentów

Sam będąc małym przedsiębiorcą nie próbuję przekonywać do tworzenia stanowisk Menadżera ds Ryzyka w małych a nawet średnich firmach. Bez wątpienia natomiast menadżerowie i wlasciciele firm poinni – co najmniej – podstawową wiedzę o ryzyku posiadać. Większe MSP mogłyby się oczywiscie pokusić o skorzystanie z usług konsultantów, o zgrozo.
Bo na inicjatywy choćby naszych szkół biznesu, czy stowarzyszeń przedsiębiorców w celu popularyzacji idei Zarządzania Ryzykiem w MSP przyjdzie nam jeszcze poczekać..

Tymczasem wszystkim Przedsiębiorcom życzę Trafnego Przewidywania Wszystkich możliwych Szans i Zagrożeń w 2010 roku…

Apetyt na ryzyko i ALARP czyli Czerwony Kapturek vs. Wilk

4
Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Mapa ryzyka

3

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html