Uncategorized

Home Uncategorized

FERMA Survey. J23 ciągle nadaje !

2
FERMA survey

Jak w mapie myśli (jak wie Czytelnik pisaliśmy o tej innowacji wielokrotnie na blogu) skojarzył  się nam tytuł kolejnej część relacji nt. raportu FERMA sprzedostatniego wpisu, choć nie jest to przecież część  relacji przynależna do jakiegoś “Druga” takiego na przykład z takich arydzieł feriowych jak “Samotny biały żagiel” czy “Kordzik”…. 
Ech, kto dzisiaj pamięta Teleranki, a przecież własnie odszedł odwtórca Superbohatera Wszechczasów, on Bonda by załatwił lewym palcem  u nogi i żadnego ryzyka w walce z obślizlym okupantem się nie bał podejmować… ten klasyczny uśmieszek zza pleców wyrolowanych po raz 88y-y szturmbanfirerów, stających (o jakże naiwni!) do kolejnego skazanego na porażkę pojedynku z…
….J23! Ciągle nadaje !!!  

FERMA survey…

…PT. Czytelnicy Ryzykonomii, pewnie sie przyzwyczaili trochę do tych luźnych skojarzeń Waszej Redakcji bloga i dowolną zabawą słowem , ale w końcu kto dzierży klawiaturę ten pisze….ot, co ! I jakąś zabawę z tego blogowania też mieć trzeba, gdy wszyscy się pytają ciągle “po co ?” “kiedy, tyto wszystko piszesz?…

Ale, ale, szybko wracając do zamknięcia omówienia raportu FERMA Risk and Insurance Report 2014, do ktorego calościowej lektury na stronie www.ferma.eu oczywiście gorąco namawiamy ( a przynajmniej tamże Executive Summary),  to oczywiście FERMA survey w 50 % jest tradycyjnie poświęcany kwestiom ubezpieczeniowym, co jest oczywiste, bo to fundament ryzykonomicznego biznesu. U nas, mam wrażenie ten związek zarządzanie ryzykiem – ubezpieczenia nie jest dostatecznie dostrzegany przez OBIE strony, co dziwi bo przecież interes jest dokładnie ten sam, jeden.

Oto, co o ubezpieczeniach “rzuciło” nam się w oczy w trakcie lektury raportu FERMA survey 2014:

  • Na najwyżysm poziomie “tematu” znajdziemy analizę zagrożeń regulacyjnych, zasadniczo tych samych dla wszystkich badanych, przy czym ich waga różni się w poszczególnych krajach respondentów. Zasadniczo prym wśród ryzyk non-compliance wiedzie nowa regulacja UE dotycząc ochrony danych (Dyrektyw NIS), która straszy  poważnymi konsekwencjami finansowymi za non -compliance już w 2015 roku,
  • Potem Solvency II,
  • Dalej przejrzyste raportowanie finansowe;
  • Nie zabrakło też obaw związanych z opodatkowaniem składkowych przychodów i straszącej już i polskich brokerów nowej dyrektywy o pośrednictwie ubezpieczeniowym IMD2.
  • W ubezpieczeniowej części badania intrygujące jest na przykład zestawienie przesłanek zakupowych ubezpieczanych firm…
  • Tu prym wiedzie strategia, naukowo nazwana przez autorów „heurystyczną” (77 % odpowiedzi), czyli „czuja” i próby-błędy,
  • potem 57%  przesłanek to efekty głosu doradztwa.
  • Tylko 15 % kieruje się przy zakupie polis big data, a więc wykorzystuje informację płynące z systemowego zarządzania ryzykiem. Niezbyt jasny to obrazek i chyba dla żadnej strony nie jest korzystny.
  • Wśród raportowanych w opracowaniu strategii ubezpieczeniowych prym wiedzie optymalizacja i renegocjacja już posiadanej ochrony i limitów ubezpieczeniowych, zrozumienie własnego apetytu na ryzyko i ocena kosztów ryzyk jeszcze nieubezpieczonych. Są też i captivy, wciąż mało widzialne w Polsce.
  • Bardziej szczegółowo raport rozpatruje również najszybciej ewoluujące obszary ochrony ubezpieczeniowej: cyber, D&O, odpowiedzialność cywilna produktowa i środowiskowa.
  • Nie mogło zabraknąć likwidacji szkód, kolejnego codziennego zajęcia europejskich menadżerów ryzyka i ubezpieczeń. Jak wynika z Raportu pożądają oni rosnącej pewności, co do efektywnej likwidacji szkód. Służyć temu powinny:
  • szybkie potwierdzanie przez ubezpieczycieli bieżącego poziomu ochrony badanych (43%),
  •  regularne testowanie adekwatności zapisów w polisach (39%),
  • koordynacja obustronnych działań  w fazie likwidacji szkody (37 %) i analiza po-szkodowa, lessons learned (36%).

Flog czyli migawki z 8. Konferencji POLRISK “Zarządzanie ryzykiem – polskie studium przypadku”

0
flog

8. (niezwykle ciekawa) Konferencja POLRISK “Zarządzanie ryzykiem – polskie studium przypadku” przeszła do historii! Odbyła się 21 listopada 2014 w Warszawie. Przybyli na nią licznie polscy menadżerowie ryzyka, prelegenci z kraju i zagranicy, przedstawiciele partnerów i bratnich organizacji, medialnie patronowała Gazeta Ubezpieczeniowa, sponsorsko AIG i Marsh.
I my tam byliśmy i ….jeżeli byliście, jeszcze raz się cieszymy, jeżeli nie byliście – żałujcie. Było i ciekawie i merytorycznie i networkingowo. Jak na Konferencji ktoś słusznie zauważył ukrytym, a być może największym profitem z tego rodzaju spotkań jest właśnie możliwość spotkania z znajomymi i przyjaciółmi, poznanie nowych, dzielenie się formalnymi i nieformalnymi poglądami, “jak jest” i co w trawie piszczy i… dotyczy to oczywiście, nie tylko spotkań menadżerów ryzyka. Tak na świecie buduje się autorytet eksperta w “danej” dziedzinie – na spotkaniach, prelekcjach, przemówieniach w artykułach (i blogach jeżeli ktoś lubi). Zastanawiają różni eksperci od tego czy owego, nie za bardzo wiadomo gdzie i od kogo się uczyli i co wiedzą i mówią, ale… no, darujmy sobie, jak jest każdy koń widzi.

Bardziej szczegółową relację z Konferencji już wypukujemy na klawiaturze ukaże się w naszej ulubionej Gazecie Ubezpieczeniowej, którą czytajcie, więc wkrótce przedruk na naszych forach
(zapraszamy nieustająco do grupy “Zarządzanie ryzykiem” na LinkedIn już 60 członków i członkiń)

Dla porządku dodamy, że autor i redaktor Bloga (dr Jerzy Podlewski, menadżer ryzyka, menadżer, project manager, autor, blogger, bardzo lokalny celebryta, mówca gdzie-tylko-można etc. etc. ) był Konferencji głównym moderatorem i czasami czarnym ludem (z punktu widzenia prelegentów mających tak wiele, w tak krótkim czasie do powiedzenia) pilnującym timing-u, próbującym trzymać wszystko w ryzach, zapowiadając, komentując, podsumowując i zapraszając na przerwy, jak również wygłaszając treściwą i jak się wydaje dobrze przyjętą prezentację pt. “Zarządzanie ryzykiem w Polsce . Wczoraj, dzisiaj, jutro”.

Póki co zamieszczamy kilka migawek z Konferencji…

Program (niezwykle interesujący)…

flog

Keynote (very senior) George R. Stratts AIG, Global Property President…

flog

dr Jerzy Podlewski moderuje…

flog

To konferencja dla PRAKTYKÓW !

flog

Wymiana poglądów z p. Prezes Beatą Binek z  Polskiego Instytutu Dyrektorów ….

flog

Rekomendacja eventu…

flog

Autor…

flog

flog, flog, flog !

FERMA Risk and Insurance Report 2014 cz. 1

FERMA risk

Na niedawno zakończonym brukselskim spotkaniu Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Zarządzania Ryzykiem FERMA zaprezentowano wyniki kolejnego już ogólnoeuropejskiego,
a więc jedynego takiego ze względu na swój zasięg i wagę badania zarządzania ryzykiem i ubezpieczeń. W bieżącej edycji przedsięwzięcia interesującej dla każdego, kto chciałby wyrobić sobie opinię, dokąd zmierza branża ryzyka, wzięła udział rekordowa liczba 850 menadżerów z 21 państwa, w tym Polski; partnerem badania było u nas Stowarzyszenie Zarządzania Ryzykiem POLRISK, w którego Zarządzie pracuję (społecznie).

Już na początku lektury Raportu rzuca się w oczy, że i FERMA idzie z duchem czasu, bo w streszczeniu kierowniczym, które podobnie jak szczegółowe wyniki, znajdzie Czytelnik na stronie www.ferma.eu, poruszono (o zgrozo) popularny i u nas temat „gender” – tym razem w strukturze badanych risk and insurance managerów.  Wskazano, że typowy respondent
był mężczyzną (65 %), a wśród kierowników niestety, było to już 80 %. Jednocześnie, co skądinąd nie jest zaskoczeniem, wśród osób „od ryzyka” poniżej lat 30, a więc i z natury rzeczy zajmujących niższe stanowiska, dominowały  kobiety.

Dalej z analizy dowiadujemy się, że w większości badanych firm (41 %) działy ubezpieczeń i ryzyka liczą od 1 do 3 osób i są zwykle scentralizowane. Dla porządku potwierdzimy, że w branży bankowo-ubezpieczeniowej komórki ryzyka są z natury większe i liczą ponad 20 osób. Idąc dalej „ludzkim”
tropem Raportu znajdujemy profil typowego europejskiego menadżera ryzyka. „I ubezpieczeń”, bo jak potwierdza FERMA-owe badanie ubezpieczenia pozostaję core biznesem tej profesji. Wskazują na to gremialnie badani menadżerowie ryzyka zaznaczając w odpowiedziach, że ich aktywnością nr 1 są właśnie obszary ubezpieczeń i likwidacji szkód.  Dopiero po nich, w kolejności wymienianie są takie funkcje jak mapowanie ryzyk, czy integracja różnych obszarów zarządzania ryzykiem w firmie.

Przy okazji, ciekawe jest, że wśród „zadań na przyszłość” tylko 1/3 badanych menadżerów wymienia rozwijanie metod kwantyfikacji i pomiaru ryzyka, co autorzy Raportu podsumowują jako oczywistą słabość profesjonalistów. Ważne natomiast miejsce wśród planowanej na kolejne lat aktywności risk menadżerów znajduje planowanie ciągłości BCM i dalsze zakorzenienie kultury zarządzania ryzykiem w organizacji.
Skoro o potencjalnych słabościach mowa, to Raport tradycyjnie już analizuje smakowity dla każdego zainteresowanego ryzykonomią temat aktualnego krajobrazu ryzyk biznesowych korporacyjnego świata. Jaka jest więc lista top 10 zagrożeń A.D. 2014 europejskiego biznesu?
I tu, co chyba specjalnie nie zaskakuje, na pierwszym miejscu menadżerowie ryzyka wymieniają ryzyka polityczne (trend rosnący), zarówno międzynarodowe jak i związane z politykami poszczególnych rządów.  Na drugim miejscu znalazły się, także już dobrze tam zakorzenione od poprzedniego surveya z 2012 roku (i rosnące) ryzyka reputacyjne.  Na trzecim miejscu, o dziwo z lekkim trendem spadku są ryzyka compliancowe, zgodnościowe. Dalej w kolejności idą: konkurencja, gospodarka, strategia rynkowa, planowanie strategiczne, HR, jakość i wreszcie płynność finansowa.

Równie ciekawa, choć zapoznana, jest lista ryzyk najlepiej zarządzanych przez europejskich risk menadżerów. O dziwo twierdzą oni, że bardzo dobrze radzą sobie z bezpieczeństwem, potem z BHP, CSR-em, FX-e, i jakością produkcji. Największym wyzwaniem dla mitygacji pozostają natomiast ryzyka podatkowe (ciekawe to w kontekście ostatniego zamieszania z rodzimym ustawodawstwem o optymalizacji podatkowej), potem demografia, która już puka, a raczej łomoce do drzwi. Następnie idą „topowa” na wspomnianej wcześniej liście polityka i wreszcie social media, tak bardzo popularne najwyraźniej, jak groźne.

W Raporcie znajdziemy także obszerną analizę zagrożeń regulacyjnych, zasadniczo tych samych dla wszystkich badanych, przy czym ich waga różni się w poszczególnych krajach respondentów. Zasadniczo prym wśród ryzyk non-compliance wiedzie nowa regulacja UE dotycząc ochrony danych, strasząca poważnymi konsekwencjami finansowymi już w 2015 roku, potem Solvency II, dalej przejrzyste raportowanie finansowe; nie zabrakło też obaw związanych z opodatkowaniem składkowych przychodów i ….

…o “ubezpieczeniowej” części Raportu – już za chwilę na blogu…Czytajcie !

ps. 
Już za kilka dni, bo 21-ego w Warszawie odbędzie się kolejna 8. Konferencja POLRISK pt. “Zarządzanie ryzyzkiem – polskie studium przypadku”. Jednym z prelegentów będzie Wasz Redaktor Naczelny bloga RYZYKONOMIA, dr Jerzy Podlewski. 
Są jeszcze wolne miejsca !


Szczegóły pod linkiem na stronie POLRISK

FERMA risk, FERMA risk, FERMA risk

Donne: ryzyko jest zintegrowane

0
ryzyko jest zintegrowane

Dyskusja w grupie “Zarządzanie ryzykiem” na LinkedIn rozwija sie w najlepsze (dołącz i Ty) i wcale nie tylko o eboli, właśnie – ralacjonuję na gorąco – pojawiła się w którymś wątku wspomnianego forum opinia, że menadżer ryzyka to “pusty etat” od klepania excella, ciekawe, prawda, zachęcam , zachęcam  ale z innej beczki pomyślałem sobie właśnie,  że dobrze byłoby trochę odkurzyć nasz Redakcyjny koncik cytatów ryzykonomicznych szczególnie, że na myśl przyszedł mi pewien klasyk.
(W archaicznym chyba już dzisiaj, niestety, rozumieniu tego słowa przyznaję)
No wiec cytat na dzisiaj byłby bardzo klasyczny; John Donne:

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą:każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. (….) Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Może trochę z gubej rury, ale celnie… dlatego…
….powiem wam dalej, że (pomyśli ktoś) dziwacznie, jak na bloga o biznesowej tematyce wydał nam sie ten stary cytat ala’ Ernest moczymorda (z całym szacunkiem) być dobrym jako metafora idei całościowego, zintegrowanego podejścia do zarządzania ryzykiem.

A te dziwne porównania (idę dalej) naszły mnie po przeczytaniu, tej oto wiadomości na temat
domniemanych ryzyk naszego narodowego drogowożelaznego przewoźnika.

O czym pisze właśnie prasa:

http://www.biztok.pl/biznes/niedlugo-startuje-pendolino-czy-spowoduje-zapasc-kolejowego-transportu-towarow_a18173

To skądinąd piękny case study dla risk czy project managera (o ile oczywiście prawdziwe, bo my tu analiz ryzyka  nie robiliśmy dodamy dla porządku) i przykład jak współczesny świat jest ze sobą spleciony i połączony. Przykład jak analiza ryzyka wymaga bardzo szerokiego, można by rzec twórczego spojrzenia na projekty tak dużego wymiaru i stopnia skomplikowania.
Z poważeniem.

Ryzyko jest zintegrowane, ryzyko jest zintegrowwane, ryzyko jest zintegrowane

2013 Top 10 na Zarządzanie ryzykiem Ryzykonomia

Dużo pisaliśmy w 2013 o zarządzaniu ryzykiem na Ryzykonomii, nie przepadamy w Redakcji Bloga za ronieniem łezek za przeszłością, raczej interesują nas lessons leraned i uczenie się na błędach, choć – po prawdzie – to zastanawiamy się, czy czegoś się nauczyliśmy w Mijającym Roku… Póki co gwoli podsumowania, remanentu i przemyśleń merytorycznych zamieszczamy listę 

10 najbardziej popularnych tematów na blogu Ryzykonomia w 2013 roku….

Top 10 Zarządzanie ryzykiem RYZYKONOMIA 2013

(linki w datach)
1. Zarobki w zarządzaniu ryzykiem w Polsce. Wyniki ankiety!  (30.04.2013)
2. Zarządzanie ryzykiem i Kontrola zarządcza AD 2013 cz. 1 (08.04.2013)
3. Zarządzanie ryzykiem w szpitalu (21.08.2013)
4. Wątpliwy paradygmat: trzy linie obrony przed ryzykiem (08.09.2013)
5. Wielka draka na A4 (08.02.2013)
6. Czy istnieje Kontrola wewnętrzna ? (25.05.2013)
7. Biała księga, białe ryzyko (20.06.2013)
8. Ryzyko wydobycia gazu łupkowego w Polsce (12.07.2013)
9. Dręczymy po łikendowo (06.05.2013)
10. Oto dowód !!! (16.05.2013)
Czytajcie, jeżeli przpadkowo pominęliście, polecajcie znajomym, uczcie się zarządzania ryzykiem na błędach 2013….
Zo bacz !

Bracia Koala pomagają w zarządzaniu ryzykiem

0

Zawsze z radością
otrzymujemy sygnały zwrotne od naszych nieocenionych  P.T. Czytelników, juści dlatego, że lubimy
wszelką dyskusję a juści też, bo jak deklarowali bohaterowie sympatycznego
serialu o uczynnych braciach  Koala:
Jesteśmy tu – aby pomagać !
No ! Może, nie zawsze zdołamy
pomóc; jak to przydarzyło się pewnej naszej koleżance, do której zadzwonił
student z pytaniem czy „mogłaby mu udostępnić materiały do pracy” jakiejś tam. Otóż, koleżanka po
wstępnej deklaracji udzielenia pomocy usłyszała prośbę, aby przyrzeczone materiały
nie mieszkając sxerowała i wysłała dzielnemu studentowi pocztą, gdyż „nie ma on
czasu by po nie przybyć”. Od tego zdarzenia koleżanka ma rezerwę do pomocy, i zabieganej
braci studenckiej w szczególności, ale my wciąż pozostajemy po wpływem
australijskiego serialu.
Choćby, pyta nas ostatnio
w liście do Redakcji Pan Józef ze Żnina:

„Droga Redakcjo! Nasza firma rok już temu wdrożyła system
zarządzania ryzykiem: mamy i rejestr ryzyka słuszny i przeglądy kwartalne grzeczne
robimy i KRI ustanowiliśmy i śledzimy. Co prawda Zarząd, choć ryzyka przegląda,
jakby niespecjalnie się do rejestrów ryzyka stosuje. Ale mówi, że są ważne i że
będzie, niedługo. Co począć ?
Odpowiadamy: 
(Jesteśmy tu, aby pomagać!)
Panie Józefie! Ponieważ,
jak wiadomo jeden obrazek potrafi więcej wyjaśnić niż tysiąc słów narysowaliśmy
dla Pana dwa. Na pierwszym znajdzie Pan klasyczne odwzorowanie działającego
systemu ERM, który działa. Na drugim obrazku – schemat systemu, który nie
działa i działać, poza wypełnianiem tabelek, nie będzie.
Pozdrawiamy !

Rysunek Pierwszy 
Rysunek Drugi

Dodamy tylko, że
systemów, które opisuje ostatni rysunek jest, mamy empiryczne wrażenie,
zdecydowanie więcej. A dlaczego i jak temu przeciwdziałać – już w kolejnych
artykułach na Blogu, już za chwilę.
Jesteśmy tu – aby pomagać

Blog płot czyli ryzyko rezydualne

0

Dopierośmy wrócili z
kolejnej podróży po Kraju, gdzie podążając uruchomionymi, przejezdnymi bądź
dopiero planowanymi autostradami rozmyślaliśmy o tym i o owym – w tym o
zarządzaniu ryzykiem, naturalnie. Skoro już o naszym ulubionym temacie ruchu
drogowego mowa, od razu nasuwają nam się 3 drogowe paralele, które chcielibyśmy ku uciesze P.T. Czytelników Bloga
dzisiaj poruszyć.
Przyznajemy, że temat ruchu drogowego poruszamy często i z nijakim
zaangażowaniem, a to dlatego, że Klientów mamy w całej Polsce i jakoś musimy do
nich dojechać. I także dlatego, że w problematyce ruchu drogowego doskonale
ogniskują się narodowe problemy zarządzania ryzykiem, co podkreśla – o
zaskakujące  –  także motto bloga (po prawej na górze).

Paralela Pierwsza – czynniki ryzyka
W poniedziałek ruszyliśmy
wcześnie rano w o okropnej mgle, która unieruchomiła lotnictwo, w deszczu i
naturalnej ciemności. Później na pytanie zatroskanych znajomych odpowiadaliśmy,
że  mgła, ciemność i deszcz razem wzięte
nie stanowią ryzyka, a jedynie jego czynnik: jeżeli tylko dostosuje się prędkość i
uwagę do sytuacji na drodze. Chyba, że jak niemała grupa kierowców potrafimy
sokolim wzrokiem przebijać mgłę, mrok i deszcz. Ale nie nie każdy może być mistrzem kierownicy i nakleić sobie na zderzaku nalepkę, którą widzieliśmy w sprzedaży na stacji paliwowej “Jedziesz wolniej, zjedź na prawo”. I nie chodzi tu o notoryczną jazdę lewym pasem ale nawet o pojawienie się tam w celu wyprzedzenia ciężarówki. Jak się spodziewamy, wkrótce w sprzedaży pojawią się nowe np. “Nie zawalaj drogi kiedy łamię przepisy” lub też “Zjedź do rowu, jestem lepszy”. Bo o to przecież naprawdę chodzi  n’est-ce pas ?
Tak czy inaczej zapewne i w kryzysie jedźmy
firmą wolniej,  a na pewno wytężajmy uwagę.
Paralela Druga – środki zaradcze
Pobieżna obserwacja
zachowań na autostradach wykazuje, że w zakresie rozsądku, kultury i umiejętności
niewiele różnią się one od zachowań na drogach złych. Dochodzą do tego brak
znajomości podstawowych praw fizyki, jak to reguł ruchu jednostajnie opóźnionego. Ergo – odstęp między poruszającymi się samochodami
powinien wynosić ca. “pół tego co na liczniku” a nie np. metr pięćdziesiąt.  Najwyraźniej potrzebne są inne niż czysto
budowlane środki zaradcze na 5 tysięcy trupów na polskich drogach.
Paralele trzecia – ryzyko inherentne i rezydulane
Morze płotów, które
napotykamy pomykając Adwójką może być doskonałą ilustracją korzyści jakie daje
ocena ryzyka w wymiarze inherentnym i rezydualnym. Wyjaśniamy to na rys. 2 sporządzonym
pobieżnie dla graficznego zobrazowania problemu.
  
Jak widać na tym prostym
przykładzie zagrożenia ryzykiem ryku pomykających autostradami samochodów przy
właściwej analizie ryzyka inherentnego i rezydualnego oraz zastosowanych
środków zaradczych możnaby zredukować do pożądanego poziomu (apetytu na ryzyko)
niemal bezkosztowo (jeżeli nie liczyć znaków ograniczenia prędkości). Dałoby to
prostą oszczędność – jak donoszą źródła – ca. 250 000 000 złotych
wydanych na szkaradne opłoty. 

Po trzecie komunikacja

4

Całkiem niedawno pisaliśmy o konieczności po-Eurowego zarządzania stadionowymi ryzykami, a
tu patrzcie Państwo, co się na Narodowym wydarza. Wiele się w tym
nieoczekiwanym zalaniu trawy wodą problemów zarządzania ryzykiem ogniskuje. Jak
choćby narodowe „jakoś to będzie” czy systemowa trudność ze znalezieniem
właściciela ryzyka, szczególnie tak niemożliwego do przewidzenia.

Ciekawe przy
tym, że na negatywnych bohaterów paru sędziów (niefutbolowych) wyrasta, którzy potrzeby wesołego
rozładowania atmosfery nie zrozumieli. Jakie ryzyka by się ujawniły gdyby parę
tysięcy luda na murawę wybiegło niespecjalnie się komentujące ochoczo sprawę Czynniki nie zastanawiają, a ci
którzy prawo łamią wyrastają na bohaterów. Dura lex nie lex.

Ciekawe przy tym,
że – sami słyszeliśmy – jak jeden z rozbawiaczy wcale na wyrok nie narzekał, bo
na stałe w Anglii mieszka, a tam podobno za taką rozrywkę nieźle trzeba „beknąć”.
   
W ogóle to nie chcemy być niedobrym
wieszczem ale tak czujemy, że jeszcze inne hece nas czekają na tym i na innych
stadionach.   
Wracając do Narodowego eventu, to jakiś czas temu, ktoś mnie zapewniał, że przy okazji Euro gigantyczny rejestr imprezowych-euro-ryzyk widział ca. 1000 ryzyk opisanych,
aż przysiadłem z zachwytu, choć najwyraźniej o deszczu i kanalizacji
zapomnieli. Choć i innych przyczyn nie wykluczamy bo identyfikować ryzyka to jedno a reagować na ryzyko to drugie i o tym na Blogi napiszemy niebawem. 
Nie będziemy tu z litości licznych
case study i teorii zarządzania ryzykiem w sportowych mega-eventach przytaczać,
o tym pisaliśmy już na blogu wielokrotnie, jednakowoż nie oprzemy się, żeby
trzy klasyczne, główne ryzyka w tego typu projektach nazwać.
A są to:
  1. Komunikacja
  2. Komunikacja
  3. Komunikacja
No, ale przecież nie jest to jeszcze
mecz o chonor i na następne ciekawe ryzyka, które się przy okazji wysiłków bohaterów
narodowych naszych czasów, dzielnych, wytatuowanych chłopców kopiących skórzaną
kulę,  z nijaką cierpliwością oczekujemy.

Ryzyko kredytowe – seminarium Johna Hulla

2
ryzyko kredytowe

 

Tyle tu spraw do opisania, ciągłych developmentów zarządzania
ryzykiem i w przedsiębiorstwach, i u publicznych i w ogóle, a tu nas  Naczelny
Bloga dręczy o obiecane P.T. Czytelnikom Bloga  sprawozdanie z seminarium Johna Hulla w Warszawie. 
Dobrze… No więc było
to tak….
Seminarium odbyło się w owianych pieniężna mgłą dostojnym gmachu Giełdy Papierów Wartościowych i to, żeby było ciekawiej , organizator ulokował je – dosłownie –  na centralnym giełdowym Parkiecie, co amatorskie zdjęcie, które załączamy potwierdza. (Event zorganizowała zaprzyjaźniona z Ryzykonomią i nieoceniona Agencja Personalities )
Ci , którzy znają prace Johna C.  Hulla (po polsku w 2011 wydano „Zarządzanie
ryzykiem instytucji

finansowych”), światowego top specjalisty z instrumentów
pochodnych potwierdzą, że ani temat letki nie jest ani sam John nie sili się na
różne psycho-socjo chocki-klocki (jak to na przykład nasi władcy i pretendenci  mają w zwyczajów czynić, czy to  składanie dłoni w piramidki, „machanie siekierką” czy szczere obnażanie
rącząt, które to słuchaczom ma dać sygnały podkorowe odnośnie kompetencji a solidne treści ułatwia pominąć).
Tu było merytorycznie i na temat i to zgrupowane w 4
zasadniczych blokach:
  • Przyczyny kryzysu
  • Szacowanie prawdopodobieństwa „difoltu” różnych walorów
  • Ryzyko kredytowe stron transakcji
  • Wycena derywatyw kredytowych

 

Mamy nadzieję, wybaczą mi Czytelnicy że wykładu nie
będziemy szczegółowo relacjonować szczególnie, że  częstokroć rozważania krążyły wokół równań typu
które to z
samozaparciem śledziliśmy aczkolwiek nie próbujemy twierdzić, że akurat risk
manager poza bankiem inwestycyjnym, czy osobą “robiąca”  transakcje OTC (over
the counter ) muszą codziennie frapować.
Wracając do pierwszej części wystąpienia to kol. John sporo
czasu poświęcił analizie przyczyn “mechanizmu spustowego” , który odpalił
obecny kryzys, czyli krachu na rynku subprime bonds.
Ciekawie było prześledzić śledztwo Johna  jak to banki upgradowały nisko ratingowane
CDOsy (Collateralized Debt Obligations) na przykład z ratingu BBB na rating AAA
.
Nic się kompletnie nie działo, żadne cudowne zjawiska
fizyczne nie zachodziły, wystarczyło „pyk i „cyk” w zaciszu gabinetów sprytnych konstruktorów tych
wybuchowych min zrobić. I już można było (cenzura) owinięte w sreberko drożej
sprzedawać.
Oczywiście, oczywiście ! Nigdy to się już ma nie powtórzyć i
choćby regulacyjne usiłowania Bazyleji III też na seminarium omawialiśmy.
Osobiście mało wierzymy, żeby regulacje na jakiegokolwiek
rozszalałego biznesmena pomogły. Wierzymy za to, że stare, dobre bankructwo, widmo skoku z mostu i
pieczątki komornika na fortepianie zawsze były najlepszym lekarstwem
leczącym wariacje kapitalizmu.  Ale dzisiaj inne cudowne lekarstwa dlaczegoś
się aplikuje, a jak nie wiadomo o co chodzi, to jak zawsze chodzi o…
Kończąc moje sprawozdanie na kwestiach około kryzysowych to
Prelegent  podkreślił takie oto lessons
learned z crisis-u na przyszłość:
  • znaczenie zarządzania ryzykiem !!!
  • większy nacisk na stress testing
  • większy nacisk na ryzyko płynności
  • rozważniejsze premiowanie managerów ( incentivnes)
  • re-sekurytyzacja (pakowanie w sreberka ) to nie była dobra
    idea…
  • unikajcie irracjonalnego entuzjazmu (dla  (cenzura) w sreberku)

 

 No, no, no….
Szczerze mówiąc, to jeszcze na koniec panel dyskusyjny się
odbył, strasznie żałujemy, ale musieliśmy na ostatni PKP dobiec i 7 godzin z prędkością  40km/h nas jeszcze czekało ale tego, tu się pocieszamy, nawet taki specjalista jak John C.
Hull, profesor of Rootman School of Management, University of Toronto, Kanada, pojąć by nie
potrafił….

1 000 000 ryzyk dla Kontroli zarządczej

0

Spory czas już nie pisaliśmy o kontroli zarządczej i
zarządzaniu ryzykiem w sektorze publicznym, ale nie z bezczynności, wręcz
przeciwnie z czynności bo siła żeśmy na tym polu zdziałali doradzając jednostkom
wszelkiej maści jak Polska długa i szeroka. A to ochronie zdrowia, a to wymiarowi sprawiedliwości, a to
szkołom, uczelniom, i urzędom różnego rodzaju i nie tylko.
Wakacje się dawno skończyły i kontrola zarządcza i
zarządzanie ryzykiem, którego przecież bez kontroli zarządczej być u
publicznych nie może uzyskują rozpędu w celu uzyskania dorocznego zapewnienia,
że wszystko  idzie zgodnie z  prawem, efektywnie, oszczędnie i… terminowo naturalnie, a ponad wszystko zgodnie ze Standardami.
Cieszymy się niezmiernie z dorocznej pewności osiągania celów kontroli zarządczej, a to przecież walnie za sprawą powszechnego rozprzestrzeniania się
procesu zarządzania ryzykiem w rodzimym sektorze publicznym.
Któż jeszcze kilka lat temu przypuszczałby, że 

w szkołach,
remizach, jednostkach wojsk rakietowych, 
gminach i województwach, żłobkach i urzędach pracy będą identyfikowane i analizowane ryzyka ? Że pracownicy w
skupieniu na niezliczonych warsztatach kontroli zarządczej pochylą się nad
najlepszym środkiem reakcji na ryzyko jak to: unikanie, dzielenie się czy nawet
“działanie” jak w którymś regulaminie, który nam wpadł w ręce onegdaj,
ktoś intrygująco zapisał.
I kontrola zarządcza i zarządzanie ryzykiem się niesłychanie
rozkręca szczególnie że specjalistów od obydwu i każdego z osobna gwałtownie
przybywa, choćby w postępie geometrycznym, nieledwie każda firma szkoleniowa ma już swojego.
Serce rośnie, bo któż by się jeszcze niedawno spodziewał, że
takie zastępy menadżerów ryzyka zdałoby się tak mało popularną u nas dziedzinę
od wielu lat w cichości praktykowało, a nawet jeśli nie praktykowało to stosowną wiedzę nie mieszkając
zdobędzie?
A jednak ! Ah ! Niezmierne pokłady wiedzy w narodzie drzemią; wystarczy je tylko stosowną ustawą obudzić .
Do identyfikacji ryzyka wracając to tak sobie pi x razy
drzwi
kalkulujemy, że jeżeli przyjąć
w Polsce np. 30 000 różnego rodzaju jednostek
Każda z nich zidentyfikowała ca. 30 i coś ryzyk
To zebrane otrzymujemy :
jakieś 1 000 000  zarządzanych ryzyk w skali kraju !
Liczba to potężna choć być może hipotetyczna, ale czujemy,
że gdzieś tu się masa krytyczna gotuje, gdzieś się reakcja łańcuchowa
modernizacji zaczyna.
Są oczywiście i w zarządzaniu ryzykiem i kontroli
zarządczej pewne niedociągnięcia,  ale przecież nie od razu Kraków zbudowano. Trzeba
dobre praktyki i otwartą, szczerą dyskusję popularyzować jak choćby Redakcja
Bloga to pro publico bono czyni.
Także prace w terenie nad 
kontrolą zarządczą i zarządzaniem ryzykiem trwają i my w nich
uczestniczymy i nieskromnie nasze usługi zainteresowanym P.T. Czytelnikom z
sektora polecamy