Uncategorized

Home Uncategorized

Awarie sieci – ryzyko, na które czekamy

0

Zarządzanie ryzykiem to sztuka przewidywania. Risk Manager myli się często, bo przewidującemu błądzić jest rzeczą ludzką. Risk Manager wieszczy Czynnikom mrozy i zamiecie gdy idzie zima, a padnięcia sieci energetycznych gdy idą upały.

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Ważny Kontekst zarządzania ryzykiem

2
Jak już być może P.T. Czytelnicy dostrzegli Redakcja Bloga Ryzykonomia równą wagę do kwestii praktycznych jak i metodologicznych Tematu Przewodniego przykłada. Ów teoretyczno-praktyczny ying- yang naszym zdaniem  zapewnia największy sukces w skutecznym wdrażaniu zarządzania ryzykiem . O metodologii więc będzie jeszcze niejednokrotnie .  Dziś natomiast, w tym kontekście, garść uwag – o Kontekście.
Jak zapewne wiesz Czytelniku, co znańsze normy zarządzania ryzykiem przerobienie tematu „kontekstu”, „warunków” czy też „środowiska” na samym początku wdrażania procesu zarządzania ryzykiem postulują
Nam w Redakcji najbardziej się termin „Kontekst” i tego terminu zawartość przez międzynarodówkę isotrzydzieścijedentysięcy podany podoba.

Kontekstów przy aplikowaniu procesu zarządzania ryzykiem jest zwykle wiele: a to strategiczny, organizacyjny, społeczny, polityczny a nawet kontekst samego zarządzania ryzykiem. Jakby nie było , to zdaje się,  Kontekst – Kontekstu.  
Ciekawe, że ten krok procesu zarządzania ryzykiem twórcy co ważniejszych standardów podkreślają i – nie bez powodu !
Zadanie analizy kontekstu ma dla wdrażającej zarządzanie ryzykiem organizacji metodologicznie „miękki charakter” bo tu o jakiś twardych technikach czy narzędziach nie ma raczej mowy. Przez ową “miękkość”  jest,  zdaje się,  podatny na pominięcie, jako że na horyzoncie czeka już „konkretne” zadanie identyfikacji ryzyka. Po co więc tracić czas na jakieś „konteksty”…
„Twardą” naturę i znaczenie ujawnia Kontekst przy rzeczywistym przećwiczeniu tego punktu wdrażania zarządzania ryzykiem, co niejednokrotnie w odwiedzanych organizacjach empirycznie potwierdzić mogliśmy.
Na etapie „Kontekstu” jest też zresztą bdb czas i miejsce na przygotowanie fundamentów pod budowę procesu zarządzania ryzykiem w organizacji, wyznaczenie ścieżek komunikacji  i zasadzenie trawników porozumienia. Tak, żeby i sam proces jakąś mordęgą nieludzką nie był. 
Ciekawa nam się tu w Redakcji Bloga autorefleksja  pojawiała, że i samo  pisanie o Kontekście tak precyzyjne jakbyśmy chcieli niekoniecznie jest i być musi  stąd i z lekka filozoficzny wniosek  – kontynuując- – że metodologiczny yang w dzisiejszym tekście przeważać zaczął…
Żeby wiec postulowaną na wstępie dzisiejszego wystąpienia  równowagę utrzymać nasz praktyczny punkt widzenia na zakończenie dobitnie jedynie wyrazimy:  Praktykujmy Kontekst w Kontekście. O!

Blog płot czyli ryzyko rezydualne

0

Dopierośmy wrócili z
kolejnej podróży po Kraju, gdzie podążając uruchomionymi, przejezdnymi bądź
dopiero planowanymi autostradami rozmyślaliśmy o tym i o owym – w tym o
zarządzaniu ryzykiem, naturalnie. Skoro już o naszym ulubionym temacie ruchu
drogowego mowa, od razu nasuwają nam się 3 drogowe paralele, które chcielibyśmy ku uciesze P.T. Czytelników Bloga
dzisiaj poruszyć.
Przyznajemy, że temat ruchu drogowego poruszamy często i z nijakim
zaangażowaniem, a to dlatego, że Klientów mamy w całej Polsce i jakoś musimy do
nich dojechać. I także dlatego, że w problematyce ruchu drogowego doskonale
ogniskują się narodowe problemy zarządzania ryzykiem, co podkreśla – o
zaskakujące  –  także motto bloga (po prawej na górze).

Paralela Pierwsza – czynniki ryzyka
W poniedziałek ruszyliśmy
wcześnie rano w o okropnej mgle, która unieruchomiła lotnictwo, w deszczu i
naturalnej ciemności. Później na pytanie zatroskanych znajomych odpowiadaliśmy,
że  mgła, ciemność i deszcz razem wzięte
nie stanowią ryzyka, a jedynie jego czynnik: jeżeli tylko dostosuje się prędkość i
uwagę do sytuacji na drodze. Chyba, że jak niemała grupa kierowców potrafimy
sokolim wzrokiem przebijać mgłę, mrok i deszcz. Ale nie nie każdy może być mistrzem kierownicy i nakleić sobie na zderzaku nalepkę, którą widzieliśmy w sprzedaży na stacji paliwowej “Jedziesz wolniej, zjedź na prawo”. I nie chodzi tu o notoryczną jazdę lewym pasem ale nawet o pojawienie się tam w celu wyprzedzenia ciężarówki. Jak się spodziewamy, wkrótce w sprzedaży pojawią się nowe np. “Nie zawalaj drogi kiedy łamię przepisy” lub też “Zjedź do rowu, jestem lepszy”. Bo o to przecież naprawdę chodzi  n’est-ce pas ?
Tak czy inaczej zapewne i w kryzysie jedźmy
firmą wolniej,  a na pewno wytężajmy uwagę.
Paralela Druga – środki zaradcze
Pobieżna obserwacja
zachowań na autostradach wykazuje, że w zakresie rozsądku, kultury i umiejętności
niewiele różnią się one od zachowań na drogach złych. Dochodzą do tego brak
znajomości podstawowych praw fizyki, jak to reguł ruchu jednostajnie opóźnionego. Ergo – odstęp między poruszającymi się samochodami
powinien wynosić ca. “pół tego co na liczniku” a nie np. metr pięćdziesiąt.  Najwyraźniej potrzebne są inne niż czysto
budowlane środki zaradcze na 5 tysięcy trupów na polskich drogach.
Paralele trzecia – ryzyko inherentne i rezydulane
Morze płotów, które
napotykamy pomykając Adwójką może być doskonałą ilustracją korzyści jakie daje
ocena ryzyka w wymiarze inherentnym i rezydualnym. Wyjaśniamy to na rys. 2 sporządzonym
pobieżnie dla graficznego zobrazowania problemu.
  
Jak widać na tym prostym
przykładzie zagrożenia ryzykiem ryku pomykających autostradami samochodów przy
właściwej analizie ryzyka inherentnego i rezydualnego oraz zastosowanych
środków zaradczych możnaby zredukować do pożądanego poziomu (apetytu na ryzyko)
niemal bezkosztowo (jeżeli nie liczyć znaków ograniczenia prędkości). Dałoby to
prostą oszczędność – jak donoszą źródła – ca. 250 000 000 złotych
wydanych na szkaradne opłoty. 

Zachomikowane i na zdrowie !

0
Właśnie wróciliśmy z kolejnego projektu, gdzie żeśmy naszych P.T. Klientów do zarządzania ryzykiem wdrażali, a tu Naczelny dla Redakcji Bloga już nowe strategiczne wyzwania szykuje (o czym już niedługo), a przecież i dalsze części podróży po COSO kontynuować trzeba i nowe wątki korporacyjne i publiczne rozwijać, kiedy to wszystko zrobić, „Jak żyć, Panie Naczelny?” chciałoby się zapytać….
Tymczasem lektura Źródeł nowe developmenty w temacie ryzyka (acz niekoniecznie zarządzania ryzykiem przynosi) choć metodycznie rzecz ujmując i nic nierobienie też zarządzaniem ryzykiem można nazwać.

Jakis czas temu ciekawą  wiadomość o zarządzaniu kryzysowym zachomikowaliśmy, zdaje się inkryminowana książka się do tej pory nie ukazała i nieodpowiedzialnie modelowej organizacji zarządzania kryzysowego w kraju nie podważa.
Oto, zupełnie niedawno o hoaxach pisaliśmy i proszę, kolejny przykład: na rocznicę 11.09 hakerzy wysłali z twitterowego konta NBC News fałszywą informację o kolejnym zamachu ala’ Al-kaida.
Gdzie indziej Źródła  donoszą że hakerzy bezkarnie po stronach internetowych samorządów harcują , bzdety wypisują, a ich ofiary nawet pisnąć o tym się obawiają (?).  
Więc hakerzy po tygodniu w celach edukacyjnych znowu wracają. Tamże informacje o 30 000 zanotowanych cyber-atakach na Publicznych znajdziemy, dalsze wzrosty tu wieszczymy bo obszar dla hakerów najwyraźniej bardzo „wdzięczny” jest .
Wreszcie NASA po raz kolejny nas słonecznymi magento-burzami Carringtona próbuje zastraszyć, o tym już skądinąd dawno wiadomo,  całe szczęście te sensacje ludzie radzieccy tradycyjnie jednak  podważają
Jak widać nowych ryzyk każdy dzień mnóstwo przynosi, a ktoby się nimi za bardzo przejmował już niedługo będzie mógł spokojnie na nowych eurostadionach usiąść i kilka browarków dla relaksu i zmniejszenia ogólnego profilu ryzyka łyknąć, które to udogodnienie  nasi dzielni ustawodawcy na zakończenie swej żmudnej służby dla narodu, nam i kibolom przemyślnie zaordynowali. Na zdrowie!

Ryzyko, którym należy zarządzać.

0

Ryzyko jest zjawiskiem o kluczowym znaczeniu dla powstawania, funkcjonowania i rozwoju przedsiębiorstw. Już podjęcie decyzji o samodzielnym prowadzeniu działalności jest zawsze efektem mniej lub bardziej świadomej analizy ryzyka, dokonanej przez przedsiębiorcę.
Podobnie dzieje się w trakcie rozwoju przedsiębiorstwa. Właściciel przedsiębiorstwa lub zatrudniony menedżer każdego dnia staje przed koniecznością podejmowania ważkich decyzji, które mogą przynieść rozkwit lub upadek kierowanej organizacji.
Coraz powszechniej wyrażana jest opinia, że w okresie ostatnich dwóch dekad różne rodzaje ryzyka w niespotykanym dotychczas stopniu zaczęły wpływać na gospodarkę. Jest to przede wszystkim skutkiem coraz bardziej skomplikowanego przebiegu procesów kształtujących globalny ruch okrężny dóbr i pieniędzy.
Przedsiębiorcy stoją obecnie nie tylko wobec znanych im „tradycyjnych” rodzajów ryzyka, jak chociażby związanych z wytrwałą i pomysłową konkurencją, ale również napotykają na zupełnie nowe i zaskakujące.
Takie zjawiska, jak gwałtowny rozwój technologiczny, procesy globalizacyjne, terroryzm, ruchy ekologiczne są źródłem zupełnie nowych rodzajów ryzyka w działalności przedsiębiorstw. Ryzyko tworzy sieć wzajemnych interakcji i wyzwaniem dla analizy ryzyka w przedsiębiorstwie staje się ich identyfikacja oraz oszacowanie wpływu na podmiot gospodarujący.
Należy również podkreślić, że ryzyko, które jest tradycyjnie kojarzone z ponoszeniem straty, we współczesnej gospodarce jest analizowane również z punktu widzenia pozytywnego wpływu na działalność przedsiębiorstwa. Praktycznie każde ryzyko można bowiem analizować zarówno z punktu widzenia negatywnych, jak i pozytywnych skutków jego oddziaływania.
Coraz częściej już nie tylko odebranie części rynku konkurentom, ale nawet zachowanie obecnej pozycji, wymaga odważnego podejmowania ryzyka przez zarządzających małym bądź średnim bądź dużym przedsiębiorstwem.
Ryzyko uzyskuje również zupełnie nowy wymiar w rzeczywistości gospodarki opartej na wiedzy (GOW), gdzie najistotniejsze staje się zdobycie przewagi informacyjnej, która może przesądzić o sukcesie lub porażce w walce z konkurencją.
Duże zainteresowanie ryzykiem, na które napotykają wszystkie współczesne organizacje, nie tylko przedsiębiorstwa, powoduje również gwałtowny rozwój metod analizy ryzyka, a w dalszej perspektywie również kontroli jego skutków. Dzięki temu można analizować coraz to nowe rodzaje ryzyka.
Z drugiej strony, najbardziej niebezpieczne i brzemienne w skutkach bywają te rodzaje ryzyka, które nie zostały lub nie mogły być z różnych przyczyn zidentyfikowane i przeanalizowane.

Jakie standardy zarządzania ryzykiem. Wyniki badania.

jakie standardy zarządzania

“Jakie standardy zarządzania ryzykiem wykorzystujemy?”
Tak brzmiało pytanie postawione Czytelnikom Ryzykonomii w pierwszym, z mamy nadzieję licznych badań branży zarządzania ryzykiem w Polsce prowadzonym przez IAR, Instytut Analiz Ryzykonomii. (No, dobrze niech będzie nie ma żadnego Instytutu, ale w sumie jak patrzymy w telewizję to mnożą u nas się różne samozwańcze think tanki, więc dlaczegoby nie ?).

W badaniu, które trwało około 2 tygodni wzięło udział 24 anonimowych respondentów. Może nie jest to bardzo dużo, ale mamy nadzieję w kolejnych edycjach będzie więcej. Oczywiście serdecznie dziękujęmy wszystkim, którzy kliknęli i wzięli udział.
To naprawdę dużo znaczy w kraju, gdzie wogóle ludzie, nawet powiązani “branżowo” są niechętni do jakiejkolwiek kooperacji, czy ujawniania swoich opinii. Niestety, i to mamy okazję obserwowawać w naszym akademickiem życiu (bo mamy kilka “żyć” jak w grze komp: konsultingowe, akademickie, trenerskie, blogowe, komentatorskie…) zasadniczo obowiązuje u nas staroradziecka zasada “tisze jediesz dalsze budiesz”, nikogo tu nie winię taka dygresja, taki mamy system kształcenia… Oczywiście dla zarządzaania ryzykiem, gdzię ujawnianie “niedobrych informacji” ma fundamentalne znaczenie, ba to istota risk menadżmentu, ta zasada jest zabójcza, i z pewnością każdy menadżer także menadżer ryzyka mam nieraz okazję tego doświadczać…

Ale, wracając: wyniki naszego quizu – badania obrazujemy na załączonych obrazkach.

jakie standardy zarządzania

 

 

Na pewno jesteśmy trochę zaskoczeni, że przynajmniej wśród ankiektujących równą w zasadzie popularnością, “zastosowalnością” cieszyły się obydwa “największe” pod względme popularności na świecie standardy, czyli COSO II Zarządzanie ryzkiem korporacyjnym. Struktura Ramowa oraz ISO 31000 Zarządzanie ryzykiem. Zasady i wytyczne.
Ciekawe, ciekawe…

Oprócz tego, ponieważ była również możliwość dodatkowych komentarzy, lista dopowiedzi na tytułowe pytanie poniżej:

“Własny”
“Żaden” 
“FERMA” (standard Federtion of European Risk Mgmt Associations)
“Korzystam z kilku i wybieram najlepsze rozwiązania”
“ISO 27005” (IT security przy. red. )

Jakie standardy zarządzania ryzykiem wykorzystujemy?
Różne i jak się wydaje, ma to sens.

A jaka jest Państwa opinia, jak oceniacie problem? Prosimy o komentarze, poniżej.

Na tropie Yeti : zarządzanie ryzykiem w sektorze publicznym

0

Czy wiesz Drogi Czytelniku, że w naszym sektorze publicznym (administracji, samorządach, policji, wojsku, szkolach, uczelniach, szpitalach a nawet w teatrach) zarządza się ryzykiem ?!
Tak, tak istnienie Zarządzania ryzykiem potwierdza sama Ustawa o finansach publicznych i stosowne do niej rozporządzenia i komunikaty!
Występowanie zarządzanie ryzykiem w sektorze publicznym dowodzi również istnienie znakomitego skądinąd podręcznika zarządzania ryzykiem przetłumaczonego z angielskiego przez Ministerstwo Finansów. Znakomitego, bo wiernie przenoszącego sprawdzone rozwiązania w zakresie zarządzania ryzykiem rządu Jej Królewskiej Mości. (tu dygresja: spotkałem się z opinią, że podręcznik ten nie pasuje do naszych „uwarunkowań”. Mam wrażenie jednak, że nasze „uwarunkowania” w zakresie metodycznego zarządzania czymkolwiek zostały już dość dawno trafnie z-pointowane przez narodowego Wieszcza: patrz motto bloga)
Idea zarządzania ryzykiem w polskim sektorze publicznym została oparta na „Strukturze ramowej zarządzania ryzykiem” COSO II. (COSO to renomowana amerykańska organizacja non-profit, która od lat 90-tych określa standardy w zakresie kontroli wewnętrznej, a obecnie również całościowego zarządzania ryzykiem Enterprise Risk Management).
Skoro już istnienie stosownych Ustaw upewnia nas, że w sektorze publicznym JEST zarządzanie ryzykiem, kontynuując nasze poszukiwania można postawić kolejne pytanie:
Kto ryzykiem w polskim sektorze publicznym zarządza?
Analizując istniejąc regulacje w zakresie zarządzania ryzykiem w sektorze publicznym można zauważyć, że zarządzanie ryzykiem zostało silnie „przypisane” do znanego i w miarę zrozumiałego dla jednostek sektora publicznego obszaru audytu wewnętrznego. Widać to również wyraźnie w publikowanych na stronach WWW różnych jednostek dokumentach, gdzie o ryzyku mówi się najczęściej właśnie w kontekście audytu. Co więcej, z dostępnej na stronach internetowych dokumentacji można wywnioskować, że chociażby podstawowy dla zarządzania ryzykiem etap identyfikacji i oceny ryzyka jest inicjowany dopiero na potrzeby audytu wewnętrznego. Trudno natomiast znaleźć informację o samym procesie zarządzania ryzykiem, które temu audytowi powinien podlegać.
Można również zauważyć, że nawet funkcjonujące w ramach funkcji audytowych elementy procesu zarządzania ryzykiem mają specyficzny wymiar. Na przykład porównanie ocen typowych obszarów ryzyka dokonywanych na potrzeby audytu w przypadkowo wybranych jednostkach samorządu, ujawnia wiele mówiące podobieństwa tych ocen i jednoczenie zbieżność z przykładami zawartymi w podręczniku audytu wewnętrznego administracji publicznej.Nie trzeba chyba dodawać, że każda organizacja ma swoją specyfikę i działa w różnym otoczeniu, co zwykle powoduje, że oddziałuje na nie zróżnicowane ryzyko. W tym przypadku sugestie zawarte w podręczniku są chyba traktowane przy ocenie ryzyka zbyt dosłownie.
Nie można oczywiście nie wspomnieć, że elementy procesu zarządzaniu ryzykiem lub jemu pokrewne obszary można spotkać w rozproszeniu w innych „miejscach” struktury organizacyjnej jednostek sektora publicznego. Wystarczy tu chociażby wspomnieć o zarządzaniu kryzysowym, zarządzaniu informacją niejawną czy przeciwdziałaniu korupcji.
Z powyższych rozważań wynikałoby więc, że w praktyce funkcjonowania jednostek sektora publicznego to audytorzy stają się odpowiedzialni za proces zarządzania ryzykiem. Oczywiście udział audytorów jest niezmiernie istotny. Trzeba natomiast zauważyć, że jego „właścicielem” powinno być kierownictwo organizacji. Można by więc przypuszczać, że ryzykiem w w naszym sektorze publicznym zarządza się jednak w sposób przystosowany do naszych „uwarunkowań” ( patrz motto bloga), co po raz kolejny świadczyłoby o profetycznej przenikliwości Poety również na gruncie nauk o zarządzaniu.
Kto ma apetyt na ryzyko ???
Jednym z fundamentów procesu zarządzania ryzykiem w każdej organizacji jest określenie tak zwanego „apetytu” na ryzyko.
Z apetytem na ryzyko jest jak z apetytem na słodycze: chodzi o to, żeby podejmować ryzyko, ale tylko tyle, aby osiągać wyznaczone cele. Definiowanie apetytu na ryzyko staje się obecnie jednym z podstawowych elementów definiowania strategii działania każdej organizacji i jest zarezerwowane do decyzji jej najwyższego kierownictwa. W trakcie szkolenia każdego audytora podkreśla się wręcz, że określanie apetytu na ryzyko nie jest funkcją audytu.
Zdefiniowanie apetytu na ryzyko ma również o tyle kluczowe znacznie, że stanowi punkt odniesienia do oszacowania jak istotne jest określone ryzyko dla organizacji . To z kolei umożliwia wybór odpowiedniej opcji reagowanie na ryzyko.
Można się więc zastanowić: jeżeli to nie audytorzy definiują apetyt na ryzyko w jednostkach sektora publicznego, to kto?
Jeśli przyjąć, że apetyt na ryzyko nie jest w nich formalnie określany, to również jedna z najistotniejszych funkcji audytu wewnętrznego, a więc kontrola efektywności procesu zarządzania ryzykiem nie może spełniać właściwie swojej roli.

Hmmm… Jako mi się dziwnie to zarządanie ryzykiem w sektorze
publicznym kojarzy… A przecież i jedno i drugie na pewno
gdzies jest “lecz nie wiadomo gdzie”

gdzie…

6KPVBQTXVVFB

Parę updejtów potem Szecherezada

0

Grupa “Zarządzanie ryzykiem w JSFP” na Golden Lajnie z uporem maniaka animowana przez Naczelnego osiagnęła już coś 54  glowy, nie jest źle, choć mogłoby być lepiej. Dziś rano nam Naczelny przy kawie relacjonuje, zrobił wrzutkę pt. “Czy publiczni nie powinni zrobić dodatkowego przeglądu ryzyka w związku z zbliżającym się EURO?” .

Twierdzi, ze tak i  dlatego, że Standardy KZ-u mówią wyraźnie: “W przypadku istotnej zmiany warunków, w których funkcjonuje jednostka należy dokonać ponownej identyfikacji ryzyka”.
Naczelny klaruje taka sytuacja najwyraźniej ma miejsce choć zdania na grupie są też najwyraźniej podzielone, istnieje u jednych pewność , u innych podejrzenie a u trzecich całkowita niepewność , że tu i ówdzie (a być może i częsciej niż się wydaje)  taki – mówiąc językiem korporacyjnym Interim Risk Review – się robi a może i  nie robi się go wcale.


Swoją drogą jak się nad konceptem Naczelnego zastanowić zastanowić to logicznie dyrektywa standardów kazetu, na którą się powołuje powinna brzmieć “W przypadku przewidywania istotnej zmiany…..” .
Bo inaczej to bardziej musztarda po obiedzie niż zarządzanie ryzykiem.
Jakby co chętnych z sektora publicznego zainteresowanych risk manadżementem i kazetem do rzeczonej grupy zapraszamy ! Link na lewym pasku bloga znajdziecie.

Skoro o temacie EURO mowa to niewiele już do godziny zero zostało, coraz więcej się o tym pisze, różne gnioty wychodzą ale oficjalny pogląd najwyraźniej dominuje, że jak jest, a jest w sumie nieźle, tak być musiało.
Tu wypada nam jednak do naszej Mapy Ryzyka 2012 wrócić  (która jest i żyje i na pasku pod tytułem Bloga na updejty naszych P.T. Czytelników czeka).  Niniejszym wagę ryzyka związanego z EURO podwyższamy i mamy nadzieję nikt się na nas o to nie obrazi bo to rzecz naturalna gdy się jakikolwiek big-event zbliża, że ryzyko rośnie. Ale i to przecież mądre głowy w różnych Risk Management planach już dawno przewidziały.

To tyle updejtów, a już kolejnego wieczoru opowiemy, dlaczego nam się tak pokolorowana Mapa Ryzyka jak to zwykle bywa , już tak (jak kiedyś) nie podoba i nowy punkt widzenia na czerwone zaproponujemy….

Wejście smoka – czas na zarządzanie ryzykiem pandemii

0
Szykowaliśmy się właśnie aby na łamach bloga  wypowiedzieć się conieco o zarządzaniu ryzykiem w szpitalu ale jako, że nam ostatnio z nosa cieknie, dzisiaj nam „temat z brodą” wypada pociągnąć … o grypie więc słów kilka.
 Ciekawa to sprawa, że temat pandemii grypowych ma wyraźnie ogórkowy charakter….
Jednocześnie rożne badania wśród menadżerów przeprowadzane regularnie wskazują na wysoką pozycję w rankingu ryzyk właśnie pandemicznego “czynnika”.
I my uważamy, że coś jest na rzeczy, bo: albo a) pandemia prawdziwa kiedyś (?) będzie albo b) media ją od czasu do czasu wywołają, więc i tak będzie. 

Po ubiegłorocznych grypowych aferach wszyscy głowę w piasek wsadzili: jedni wolą tematu nie poruszać bo nie kupili i wygrali, inni kupili i przegrali po prawdzie zaś najwyraźniej i jedni i drudzy często wolną amerykankę uskuteczniali i takie czy inne działania – nie działania niewiele ze świadomym, metodycznym zarządzaniem ryzykiem miały wspólnego. 

Przy okazji “cieknięcia z nosa” w Redakcji bloga ad hoc kwerendę Źródeł wykonaliśmy, ciekawe,  że – przynajmniej na rodzimym gruncie –  zdaje się firmy farmaceutyczne głownie wiedzę dostarczają, choć Czynnik Rządowe też o sprawie nie zapominają nawet broszurę dla pacjentów o lekko strasznym tytule „Grypa ostatnią plagą ludzkości” na stronie MinZdrowu znaleźliśmy, tamże na drugiej stronie na rycinie śmierć kosi lud poniżej kolan, ciekawe, choć lekko straszne to naszym zdaniem, jest.  
Jako ciekawostkę łopatologiczną (co lubimy) ulotkę o grypie znaleźliśmy, którą  brytyjski rząd  swego czasu dla naszych hydraulików gromadnie w UK pozostających wyporodukował …
Ultymatywnie to byśmy jednak sobie i Czytelnikom takiej strony jak u naszych  amerykańskich aliantów  życzyli. Dużo tu i prosto można przeczytać: nie tylko się tu praktyczne porady dla pacjentów ale i dla administracji, samorządów czy biznesu…  w tym  różne strategie, BCM i tym podobne kapitalistycznodyrdymalistyczne wymysły….

Generalnie i zasadniczo stwierdzić należy, że właśnie teraz w “między-pandemicznym” okresie jest właściwy czas na Wejście Smoka czyli aplikację zasad zarządzania ryzykiem do radzenia sobie z prawdzimymi czy napompowanymi pandemiami. 

Bo, albo można znowu, za jakiś czas panicznie czy reaktywnie reagować na problem pandemii reagować  albo,  w czasach spokoju również o tym ryzyku  nie zapominając  i odpowiednio je szacując stosowne plany reagowania tudzież Zapewnienia Kontynuacji czujnie obstalowywać.  
A przede wszystkim chodzi o to, żeby ryzykiem pandemii maksymalnie efektywnie kosztowo zarządzać  i żeby, broń Panie,  kiedyś jednak Prawdziwej pandemii z Medialną nie pomylić. Ot, i mamy nowe ryzyko zidentyfikowane… 

…to tyle na dzisiaj a propos kichania i smarkania, a o szpitalnym zarządzaniu ryzykiem jako takim , nie pandemicznie, już wkrótce…

1 000 000 ryzyk dla Kontroli zarządczej

0

Spory czas już nie pisaliśmy o kontroli zarządczej i
zarządzaniu ryzykiem w sektorze publicznym, ale nie z bezczynności, wręcz
przeciwnie z czynności bo siła żeśmy na tym polu zdziałali doradzając jednostkom
wszelkiej maści jak Polska długa i szeroka. A to ochronie zdrowia, a to wymiarowi sprawiedliwości, a to
szkołom, uczelniom, i urzędom różnego rodzaju i nie tylko.
Wakacje się dawno skończyły i kontrola zarządcza i
zarządzanie ryzykiem, którego przecież bez kontroli zarządczej być u
publicznych nie może uzyskują rozpędu w celu uzyskania dorocznego zapewnienia,
że wszystko  idzie zgodnie z  prawem, efektywnie, oszczędnie i… terminowo naturalnie, a ponad wszystko zgodnie ze Standardami.
Cieszymy się niezmiernie z dorocznej pewności osiągania celów kontroli zarządczej, a to przecież walnie za sprawą powszechnego rozprzestrzeniania się
procesu zarządzania ryzykiem w rodzimym sektorze publicznym.
Któż jeszcze kilka lat temu przypuszczałby, że 

w szkołach,
remizach, jednostkach wojsk rakietowych, 
gminach i województwach, żłobkach i urzędach pracy będą identyfikowane i analizowane ryzyka ? Że pracownicy w
skupieniu na niezliczonych warsztatach kontroli zarządczej pochylą się nad
najlepszym środkiem reakcji na ryzyko jak to: unikanie, dzielenie się czy nawet
“działanie” jak w którymś regulaminie, który nam wpadł w ręce onegdaj,
ktoś intrygująco zapisał.
I kontrola zarządcza i zarządzanie ryzykiem się niesłychanie
rozkręca szczególnie że specjalistów od obydwu i każdego z osobna gwałtownie
przybywa, choćby w postępie geometrycznym, nieledwie każda firma szkoleniowa ma już swojego.
Serce rośnie, bo któż by się jeszcze niedawno spodziewał, że
takie zastępy menadżerów ryzyka zdałoby się tak mało popularną u nas dziedzinę
od wielu lat w cichości praktykowało, a nawet jeśli nie praktykowało to stosowną wiedzę nie mieszkając
zdobędzie?
A jednak ! Ah ! Niezmierne pokłady wiedzy w narodzie drzemią; wystarczy je tylko stosowną ustawą obudzić .
Do identyfikacji ryzyka wracając to tak sobie pi x razy
drzwi
kalkulujemy, że jeżeli przyjąć
w Polsce np. 30 000 różnego rodzaju jednostek
Każda z nich zidentyfikowała ca. 30 i coś ryzyk
To zebrane otrzymujemy :
jakieś 1 000 000  zarządzanych ryzyk w skali kraju !
Liczba to potężna choć być może hipotetyczna, ale czujemy,
że gdzieś tu się masa krytyczna gotuje, gdzieś się reakcja łańcuchowa
modernizacji zaczyna.
Są oczywiście i w zarządzaniu ryzykiem i kontroli
zarządczej pewne niedociągnięcia,  ale przecież nie od razu Kraków zbudowano. Trzeba
dobre praktyki i otwartą, szczerą dyskusję popularyzować jak choćby Redakcja
Bloga to pro publico bono czyni.
Także prace w terenie nad 
kontrolą zarządczą i zarządzaniem ryzykiem trwają i my w nich
uczestniczymy i nieskromnie nasze usługi zainteresowanym P.T. Czytelnikom z
sektora polecamy