Uncategorized

Home Uncategorized

Komitet Zarządzania Ryzykiem: pro i con

Komitet Zarządzania Ryzykiem

Komitet Zarządzania Ryzykiem>>>

merytorycznie, mała dygresja etymologiczna, językowa. Tak myślimy, że słowo „komitet” zostało w języku polskim z dawien nieźle skompromitowanie i jakie by zgromadzenie tym
terminem nie określać, już budzi nienajlepsze skojarzenia. Ale od jego stosowania
nie da się uciec bo skądinąd, wciąż brzmi poważnie i niemal urzędowo, a i w „international
business englisz”  różne committee powszechnie funkcjonują.

Dzisiaj jednak podejmiemy
się pokrótce odpowiedzi na niełatwe a często zadawane pytanie:

Czy my w naszej firmie w ogóle
jakiś Komitet Ryzyka musimy powoływać ???

Otóż, odpowiedź jest
prosta, jak zawsze: To zależy. Bo są i pro i kontra.

Oczywiście powoływanie kolejnego komitetu do spraw czegokolwiek nigdy nie spotyka się z entuzjazmem, brzmi
drętwo i jakoś dziwnie się kojarzy. I to jest zasadny argument antybiurokratyczny.

Tym bardziej, że w spółkach giełdowych czy innych „jednostkach zainteresowania publicznego” powoływany Komitet Audytu. Bo tak chce Ustawa o biegłych rewidentach (zawsze w głowę zachodzimy dlaczego
akurat tam KA wsadzono, ale mniejsza).  Tamże
wśród zadań ryzykonomicznych zapisano, że Komitet Audytu, jako część ciała
radonadzorczego „czuwa”  nad
funkcjonowaniem w spółce systemu kontroli wewnętrznej i zarządzania ryzykiem. „Czuwa”,
a więc nie „zarządza”.  A w ogóle ten akapit Ustawy o BR  przenika jakby, tak to
wyczuwamy, wola ustawodawcy, żeby wśród zadań KA  najważniejsze było pilnowanie wiarygodności sprawozdań finansowych.
Wagi zagadnienia nie umniejszając, to zarządzanie ryzykiem jakby się tam na doczepkę pojawia. Już o tym pisaliśmy zresztą, że jest w ustawie mowa o czuwaniu nad systemami, których nie ma obowiązku
stworzyć, ale nie o tym dzisiaj.

Średnio to czuwanie Komitetów Audytu najwyraźniej w praktyce działa a i jak choćby donosi ostatnio w raportach COSO, coraz
częściej „na zachodzie” mówi się o konieczności ewolucji KA właśnie w Komitety
Ryzyka czyli – jesteśmy „w domu”.

 

Tymczasem jednak na ochotnicze
powoływanie Komitetów Ryzyka w Radach Nadzorczych, szczególnie, że nie
zadekretowane żadną ustawą bym nie liczył.

 

Może więc inaczej należy
postawić pytanie: czy Komitet Ryzyka powoływać w firmie oprócz KA, jako ciało
poza RN . I tu Redakcja Bloga Ryzykonomia skłania się do odpowiedzi
pozytywnej…. ale z pewnymi zastrzeżeniami:

 

A są one następujące:

– Komitet Ryzyka powołuje
się w firmie, której kultura organizacyjna, stopień skomplikowania operacji i wielkość uzasadnia jego
powołanie,
– pełni realną funkcję
koordynacyjno – doradczą, decyduje ale nie kasuje ryzyk
– w jego składzie
przeważają menedżerowie z realnym „powerem” decyzyjny,
– idealnie jeżeli uczestniczy
w nim ktoś z zarządu i/ lub wysoki menedżer z realnym dostępem do zarządu,
– idealnie jeżeli raz na
jakiś czas uczestniczy w nim Prezes/CEO,
– efektywność i potrzeba
funkcjonowania takiego komitetu jest realnie oceniana,
– jeżeli miałby być izba
refleksji i wyżerania cząsteczek – kasujemy,
– pewnie powinien mu przewodniczyć risk manager (jeżeli jest) albo koordynator

Dobrze jest też wymyślić
dla komitetu inną, mniej historycznie obciążoną nazwę.
Może Grupa ds. Ryzyka (SGR) albo Zespół
Ryzykonomiczny, albo ….

 

A jakie jest Twoje zdanie
?

Uciekaj ! Kryj się ! Atakuj !

0
Uciekaj ! Kryj się ! Atakuj !

Uciekaj ! Kryj się ! Atakuj !  >>>
Polską niebo wciąż niebieskie jak łza choć, jak donoszą coraz bardziej pesymistycznie Źródła, już po wakacjach czarne ryzyka się nad naszą wyspą zbiorą. Mógłby ktoś nawet rzec, że owe antyzielone czarne chmury zgoła niemeteorologicznie na powakacyjne obwieszczenie publiczności czekają, tak czy inaczej… póki co wakacje trwają i na dalszy rozwój wydarzeń musimy więc poczekać.
Co nie znaczy, że o różnych innych ryzykach nie myślimy i nie mieszkamy się tymi myślami z P.T. Czytelnikami Bloga dzielić.

Ot, choćby co się wydarzyć może, i jak się zachować kiedy jakieś indywiduuum do biura lub firmy się wedrze lub postanowi z szefem czy niekolegami wyrównać rachunki.
No, naprawdę to jest bardzo poważna sprawa, wręcz dramatyczna, choć rzadko się wydarza, u nas chyba bardzo rzadko. Niby tu nie Ameryka (oj, nie) gdzie o broń łatwo, ale i u nas zdarzały się dramatyczne sytuacje: groźby i napaści na pracowników z użyciem ostrych narzędzi, groźnych substancji; w jednym z sądów rzucono nawet kiedyś granat ręczny (sic) raniąc sędziego. Także ryzyko mało prawdopodobne, ale może się niestety, wydarzyć.
I co wtedy robić ?

Uciekaj ! Kryj się ! Atakuj !

Poniżej zamieszczamy warty obejrzenia amerykańskiej produkcji filmik z You tube, pt. “Active shooter”,  który zamieszcza zaznajomiona strona kryzysowo.pl

Ps.
Najwyraźniej z kowbojskiego punktu widzenia sprawa ma drugie dno, rzec by można z zakresu kontroli zarządczej, bo jak donoszą nasze niewyłączne źródła, wywołała pewną dyskusję co do zasadności wydania 200 tys. państwowych dolarów na 6 minutowy film zamówiony przez City of Houston.
Tamtejsi, co bardziej podejrzliwy obrońcy prawa do posiadania broni sugerują też, że w rzeczywistości chodzi o podkorowy komunikat, że broń do obrony nie jest potrzebna, wystarczą krzesła i zszywacze.

Kosmonauto Walentina Tiereszkowa

0
W czasie pewnych Warsztatów Identyfikacji Ryzyka, czyli popularnych WIR-ów w pewnej firmie, a były to już któreś warsztaty, bo projekt był duży, pewna miła uczestniczka ośmielona najwyraźniej umacniającą się atmosferą kultury zarządzania ryzykiem, którą z niemałym trudem udało nam się zbudować, co zawsze uznajemy za niemały sukces, zgłosiła nowe ryzyko.

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Przewodnik Ryzykonomii po COSO II cz. 6

0
Z samozapałem godnym może i lepszej sprawy kontynuujemy w 6-ym już odcinku Przewodnik Ryzykonomii po standardzie zarządzania ryzykiem COSO II. Dziś “Identyfikacja ryzyka”.  Zasadniczo to o identyfikacji ryzyka już nieraz pisaliśmy i mówiliśmy i tuTU i tuteż. Oczywiście identyfikacja ryzyk w firmie czy innej organizacji to jedno, ale oszacowanie ryzyka jako „dużego” czy „małego” (tu też trzeba odwagi czarnowidza) to dopiero wyzwanie a ….. przypisanie konkretnego właściciela (“nie lubicie mnie?”) to jeszcze inne, nie mniejsze wyzwanie. Także wyzwań na ścieżce zarządzania ryzykiem nie brakuje….
Zasadniczo – i tego należałoby po standardzie ERM-u oczekiwać – COSO II w omawianej części o intrygującym tytule „Identyfikacji zdarzeń”  (a dlaczego nie ryzyka ?)  zaczyna od definiowania „zdarzenia” jako „sytuacji wywołanej  przez czynniki zewnętrzne lub wewnętrzne, które wywiera wpływ na realizację strategii lub osiągnięcie celów” .
Po co ta kategoria „eventu” się pojawia nie dociekamy, ale jest. Może…

…z ubezpieczeń ? Dalej mowa o „czynnikach wywierających wpływ na zdarzenia” i właśnie te „czynniki” ryzyka w rejestrach ryzyka, tam gdzie są, często widzimy. Ale rozumiemy też że „czynniki” to są po prostu przyczyny (grupy) przyczyn ryzyka.

Dla lepszego zobrazowania intrygującości tego problemu poddamy pod rozwagę Czytelnika takie oto zdanie
“Czynnikiem złamania nogi u Jasia była dziura w chodniku”
Tak czy inaczej podstawowe czynniki/przyczyny zdarzeń dla eventów/ryzyk autorzy COSO II pomocnie wylistowują w 2 grupach: czynniki zewnętrzne i czynniki wewnętrzne.
Zewnętrzne to: gospodarcze, środowisko naturalne, polityczne, społeczne , technologiczne
Wewnętrzne to: infrastruktura, pracownicy, procesy, technologie
Dalej w kolejnym podrozdziale mowa jest mniej, lub bardziej konkretnie o technikach identyfikacji zdarzeń (czyli ryzyka!) . My po przeczytaniu rozumiemy, o co mniej więcej autorom chodziło ale na Zeusa !
Konia z rzędem temu kto tylko na podstawie zawartych tutaj opisów będzie potrafił seansowaną identyfikację ryzyka przeprowadzić. (Przyznajemy, co prawda że jest też i 2-ga część COSO „Techniki i zastosowania” ale o tym jeszcze…).
Wreszcie na zakończenie COSOwej części o identyfikacji znajdziemy typową typologię zdarzeń-ryzyk, choć zapewne Czytelnik napotka tutaj trudność w nałożeniu 9 podgrup zdarzeń-ryzyk wewnętrznych i zewnętrznych na 4 fundamentalne dla COSO II obszary analizy ryzyka opisane na kostce COSO: strategia, operacje, sprawozdawczość, zgodność.
Aha, na końcu jeszcze mini pod-rozdzialik o potrzebie analizy szans znajdziemy. Parę razy takie zarzuty czytaliśmy, że COSO  za mało o analizie szans mówi, ale z drugiej strony to chyba jedno z największych wyzwań dla ERMu i  nie tylko cosowego, o czym jeszcze….  
     

Chomiks na weekend

0

Poniżej w ramach poszerzania horyzontów i gwoli rozrywki prezentujemy Chomiks nt. zarządzania ryzykiem narysowany gościnnie i na zamówienie przez rysownika zaprzyjaźnionego z Redakcją Ryzykonomii.

Benchmark Hydro One

0
Każdy potrzebuje benchmark. Dla jednego jest to JPII dla innego obiecujący minister z determinacją wprowadzający kraj na drogę modernizacji.. Podobnie w ERM-ie poszukiwane są benchmarki skutecznych wdrożeń zarządzania ryzykiem w konkretnych firmach. Od ładnych paru lat wśród takich benchmarków wymienia się wdrożenie zarządzania ryzykiem w kanadyjskiej firmie energetycznej
Hydro One.
Sukces  (bo o nim tu mowa) wdrożenia zarządzania ryzykiem w Hydro One został dobrze i prosto opisany w artykule o nośny  tytule „ Historia rozwoju i ewolucji Managera Ryzyka”. Zrozumiały i nie-przenaukowiony tekst – oto co dla popularyzacji tej czy innej  idei jest niezbędne. ( i nam w Redakcji Ryzykonomii ta wskazówka przyświeca z pewnym sukcesem adresowana, jak tu i ówdzie słyszymy)
Historia hydroonowego benchmarku ukazała się w 2005 i od tego czasu jest na świecie uważnie analizowana.

Samo wdrożenie ERM-u w Hydro One jest także wzorem dla firm przeróżnych branż, nie tylko energetycznych. Choćby szpitali. Dziwne ?  Sami naszym P.T. Klientom czy Słuchaczom zawsze wyjaśniamy, że proces zarządzania ryzykiem i główne jego przewagi i słabości są dla wszystkich organizacji jeżeli nie takie same to – na pewno – podobne. Stąd i doświadczenia w budowie zarządzania ryzykiem w zakładzie energetycznym także szpital czy lotnisko wykorzystać może i powinien.
Całej historii wdrożenia ERM w Hydro One tu oczywiście nie opiszemy przytoczymy jednak co najmniej listę głównych korzyści jakie firma odniosła z wdrożenia. Doskonale zresztą to wiemy choć nie do końca wyznamy szczerze rozumiemy, że firmy zadają pytanie „ Jakie korzyści będziemy mieli z wdrożenia ERMu?
Mamy już blu ołszan, SWOT i wszystkie ISO od 12004 do 132556. Więc co firmie może dać zarządzanie ryzykiem??” .
Oto co z ERMu (m.in.) wyciągnęło Hydro One:
·    Niższe koszty kredytu (ca. 1 mln dolarów), dzięki wyższemu ratingowi kredytowemu, co potwierdzają oficjalnie „zewnętrzni” analityc
·    Powiązanie procesu alokacji kapitałów firmy z alokacją ryzyka (wydany dolar / zmitygowane ryzyko)
·    Uniknięcie konkretnych wcześniej zidentyfikowanych ryzyk ( np. awarii technicznej transformatorów, następstw niespodziewanych zmian w zarządzie)
·    Upewnienie interesariuszy ( akcjonariuszy, menadżerów, agencje ratingowe),  że firma jest dobrze zarządzana  – dowód: feedback z IPO
·    Ulepszenie ładu korporacyjnego ( dziś Rada Nadzorcza oczekuje i pożąda info o ryzyku, kiedyś się dziwiła coto ?!)
·    Wykorzystanie ERM-u w procesie poszukiwania szans ( outsorcowanie niektórych funkcji, reorganizacja bądź sprzedaż spółek zależnych)
Z historii Hydro One  płynie jeszcze jedna nauka, można ją wyśledzić w samym tytule opowieści. Oto, jak piszą autorzy, proces wdrożenia zarządzania ryzykiem zatoczył koło i  Obecnie osiągnięto fazę  zakorzenienie ERMu w Hydro One („embedded risk management”) a liczbę osób zajmujących się na pełnym etacie zarządzanie ryzykiem można było po prostu ograniczyć, w stosunku do fazy wdrożenia i przesunąć do innych zadań.  Dodać też należy, że w całym procesie Risk Team był także wspierany przez zewnętrznych doradców, choćby przy warsztatach identyfikujących ryzyko.
Wspomniane „zakorzenienie” procesu  oznacza, że zbudowano silną kulturę zarządzania ryzykiem, która głęboko wpisała proces zarządzania ryzykiem we wszystkie kluczowe funkcje zarządcze w firmie . Czyli, co-by managerowie firmy robili (lub nie robili) zawsze sięgają po narzędzia ERM-u. I o to przecież w tym chodzi.

40000 i Kryminal Story odc. 2

0

 tysięcy kliknięć bloga minęło jak z bata strzelił ! Blog Ryzykonomia ma coraz więcej Czytelników, dla których, jak słyszymy, staje się ważnym źródłem wiedzy o zarządzaniu ryzykiem – i nie tylko. Otrzymujemy  też z całej Polski liczne dowody sympatii za które bardzo dziękujemy. Szczególne podziękowania  ślemy Pani
Fryderyce, naszej wiernej Czytelniczce z Małopola, która przesłała Redakcji jubileuszowy makowiec z fantazyjnym napisem lukrem
“100 TYS. DLA RYZYKONOMII !!!”. Prosimy już jednak nie przysyłać więcej słodkości. Utyjemy ! Póki co przedstawiamy  kolejny, obiecany odcinek  naszej  Kryminal Story. Przypominamy, że w poprzednim odcinku nasz bohater, Risk Manager Filip Borys prowadził Warsztaty   Identyfikacji Ryzyka dla firmy tajemniczego Prezesa Grzmotosława. Uczestnicy w trakcie warsztatów budują swoją Mapę Ryzyka ale WIR zostaje niespodziewanie przerwany. Nasz bohater wraca nocą zimowym pociągiem TLK z Wrocławia do Gdańska.

Teraz.
Kryminal story odc. 2 
“Strzały w TeeLKa”
    Risk Manager Filip Borys  z szeroko  otwartymi oczami spoglądał to na pistolet, to na Grzmotoslawa.
  -„Morderca z TLK” – tak to opiszą w „Superexpressie”  przemknęła mu przez glowę irracjonalna myśl.
   – Oszalał pan ? Czego pan chce ode mnie ? – zapytał odważnie.

   – Ma pan cos naszego –  rzekł  z naciskiem Grzmotosław i wskazał lufą pistoletu na teczkę Borysa leżąca na półce przedziału.
   – Proszę mi to oddać.
    Borys zmartwiał. W teczce były materaiały ze szkolenia, był też notebook, a w nim cała jego praca. I gigantyczny zasób wiedzy o Enterprise Risk Management, który gromadził latami. Setki opracowań, prezentacje. Ale nie będzie przecież ryzykował życia walcząc z facetem z bronią. Z drugiej strony, konkurencja nie śpi . Miał oczywiście w biurze kopie zapasowe, ale jeżeli straci kontrolę nad danymi i slajdy z jego unikatowymi szkoleniami wypłyną do sieci w chomiki, konkurencja zrobi kolosalnym skok jakościowy. Nie mógł na to pozwolić !
    – Chcę z powrotem Mapę Ryzyka ze szkolenia ! – zaznaczył groźnie Grzmotosław – Chyba nie warto ryzykować dla niej życia ?
    Przybliżył lufę pistoletu do twarzy Borysa. Ten uniósł się jak zahipnotyzowany. Wtedy właśnie wagon gwałtownie zachybotał na mijanym właśnie rozjeździe. Znana dobrze podróżującym koleją drżenie wytrącające papierowe kubki z kawą z rąk przeszło wagon i Borys bezwiednie oparł się o ścianę przedziału. Niespodziewanie jego ręką znalazła się obok dźwigni hamulca bezpieczeństwa . Borys nie namyślając się pociągnął za nią ! I….  
Nic się nie stało!  Dźwignia wyszła wraz z drutem cięgna i zwisała smętnie, podczas gdy pociąg podążał  wstrząsany drgawkami dalej.Grzmotosław obdarzył Risk Managera lodowatym spojrzeniem.
    – Myślałeś że działa? Jeszcze nie dojechaliśmy do EURO – uśmiechnął się – Nie chciałbyś się jeszcze upewnić, że nie ma wody w wucecie ? – dodał retorycznie i chyba złośliwie.
    Dopiero teraz Borys zanotował szczegóły wyglądu Grzmotosława. Elegancka czarna kurtka, marynarka, przystojna twarz lekko siwego agenta z wąsikiem.
    – „Agenta ?!”-  pomyślał zaskoczony celnym skojarzeniem .
    Grzmotosław wyglądał teraz na naprawdę rozbawionego .
    – Rączki do góry ! Odwróć się .
    Borys poczuł popchnięcie lufy na plecach i oparł się o zimnie okno. Czekał  na huk wystrzału. Nic się jednak nie stało. Usłyszał jedynie, że prześladowca zsuwa jego teczkę z półki i zamyka za sobą drzwi.    
    Kroki Grzmotosława  szybko oddalały się w korytarzu. Potem Borys usłyszała odsuwane gwałtownie drzwi w przedziale po drugiej stronie wagonu, jakby krzyk i potem huk.
    – „Strzela !” – pomyślał przerażony wystrzałem. – “zabił SOKistę albo konduktora rewizyjnego !
     -„Co robić ?” – rozejrzał się panicznie dookoła – „Zaraz wróci zlikwidować jedynego świadka!”
    Po chwili wyjrzał nieznacznie na słabo oświetlony korytarz. Nikogo nie było.
    Pociąg wciąż wlókł się przez budowę. Nie było czasu do stracenia. Napastnik mógł zaraz wrócić. Borys otworzył okno i jego twarz owiał chłód ciemności. Zawahał się przez chwilę, chwycił swoją walizkę podróżną z rzeczami i wyrzucił ją na zewnątrz. Potem wygramolił  się przez okno na zewnątrz ,przez moment wisiał na rękach, odepchnął się od ściany pociągu. Wylądował w hałdzie piasku. Chwilę leżał patrzą za oddalającym się pociągiem. Wstał i sam nie wiedząc dlaczego, jak partyzant, chyłkiem ruszył zgięty w pół w kierunki widocznej przy torach drogi….

c.d.n.

Jabłko psy jedzą

0

Jeszcze nie minęła euforia podziwu po dla dzieła Steva Jobsa, a tu nad znanym i pożądanym przez wielu nadgryzionym jabłkiem zebrała się gradowa burza ryzyka reputacyjnego.

Gdy  rozmawiamy dziś z Prezesami i Dyrektorami to mamy wrażenie, że  menadżerowie bardziej się obawiają się dzisiaj, że ich w gazecie obsmarują niż tego, że się im jakieś biuro czy magazyn spali. W sumie nie ma się co dziwić: magazyn można odbudować, odszkodowanie z polisy pociągnąć, a reputację jak przysłowiowe psy zjedzą… to zjedzą. Zresztą przeróżne  surveye wśród risk managerów prowadzone potwierdzają, choćby zaprzyjaźnionej FERMy, że reputacja to jedno z  5 topowych ryzyk dla wszelkiej organizacji. 

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Zarządzanie ryzykiem i kontrola zarządcza A.D. 2012

0

Różne podsumowania od początku roku serwujemy, narodowa Mapa Ryzyka ruszyła, nasze strony na Facebooku i Goldenli rosną w Czytelników i mamy nadzieję komentatorów, niedługo do
40 000 kliknięć dobijemy i ciągle się też zbieramy żeby stosowne podsumowanko developmentów Zarządzania ryzykiem w sektorze publicznym skrobnąć. Bo i w ubiegłym roku mocno się tam działo, bez względy na ocenę. Szkoda, że przedsiębiorstwa tak z zarządzaniem ryzykiem nie ruszyły, w sumie to dziwne, a nawet dziwaczne, kolejny nasz ewenement na skalę światową ale do tych już przywykliśmy skądinąd…  

Siła żeśmy i my sami w temacie zarządzania ryzykiem w JSFP-ach zdziałali zainteresowanym chętnie referencje zaprezentujemy, ale, ale, przecież kryptoreklamy nie będziemy nadmiernie uprawiać bo przecież nie wątpimy, że Czytelnicy Bloga przede wszystkim na merytoryczne konkrety oczekują.
Żeby było bardziej profesjonalnie i z duchem KaZetu nasze spostrzeżenia ubierzmy profesjonalnie w standardy – Kontroli zarządczej naturalnie.

Standard A
Środowisko wewnętrzne
Z pewnością dla budowy świadomości zarządzania ryzykiem jako elementu KZ-u wiele w ubiegłym roku zrobiono, a działo się to bardzo dynamicznie żeby  nie rzec-  w pośpiechu.
Co nagle to po diable mógłby niejeden powiedzieć i czasami można odnieść wrażenie że rejestry ryzyka już powszechnie stworzono, w segregatory zamknięto i są. Co dalej z tym „segregatorowym” środowiskiem zarządzania ryzykiem będzie się działo, czy to przysłowiowe trawniki wymalowane będą jedynie na okoliczność składania dorocznych oświadczeń – mocne to wątpliwości budzić może.
Środowisko zarządzania ryzykiem  to także liczne rzesze  ujawniających się specjalistów od zarządzania ryzykiem, właściwie to się już nie dziwimy, że tylu się do tej pory zarządczej przytaiło i dopiero z publikacją ustawy na świat wychynęło. Żeby jeszcze coś od siebie o ERM-e skrobnęli czy powiedzieli przynajmniej ciekawie by było – a tak tylko klepanie formułek z standardów słychać.
Standard B
Cele i zarządzanie ryzykiem
O specyfice tego sklejenia procesu zarządzania ryzykiem i zarządzania strategicznego
już pisaliśmy. Co by o tym systemie nie mówić – tak już zapewne zostanie.
Naszym zdaniem, jeżeli już, to dużo sensowniej byłoby rozdzielić te dwa procesy i do ustalania celów realnie zaangażować najwyższe kierownictwo. I może by ktoś wreszcie uspokoił kierowników żłobków, przedszkoli, szkół czy szpitali, że nie muszą na siłę swoich Misji wymyślać. Bo i tak wiadomo do przedszkole, szkoła czy straż pożarna ma robić i zwykle jest to w stosownych ustawach zapisane.   
Standard C
Mechanizmy kontroli
Procedury powstają w jednostkach, choć tak naprawdę przy zarządzaniu ryzykiem najważniejsze jest budowanie kultury zarządzania ryzykiem, a tej nie da się prosto zadekretować.
Co do procedur, to jeszcze można zauważyć, że sporo do życzenia metodologia pisania zarządzeń pozostawia.  Często po ich przeczytaniu dalej nie za bardzo wiadomo co i kto ma zrobić.
Trudno również, póki co jakiekolwiek sprzężenia zarządzania ryzykiem z innymi procedurami kontrolnymi dostrzec, choć też uczciwie mówiąc, nie było na to jeszcze czasu. Pytanie jaka jest świadomość tej konieczności.
Jeszcze o naszym ulubionym zarządzaniem ciągłością działania nie możemy nie wspomnieć bo – litości – standardowo tu zapisywany system zastępstw to przedszkole BCM jest jedynie. I co to na przykład w przypadku kryzysu typu duży pożar pomoże. Będą zastępstwa przy gaśnicach ?
Standard D
Informacja i komunikacja
Informacja i komunikacja pozostaje naszym zdaniem bardzo oficjalna, praktycznie dobrych praktyk się nie rozpowszechnia, a jednostki to co zrobiły, to chowają dla siebie. Wreszcie, ogólniejszej dyskusji na temat zarządzania ryzykiem i całego KZ-u niewiele widzimy, wszystko się przyjmuje jak boskie słowo płynące z góry, a i ci z góry jakby niespecjalnie oczekują jakiejkolwiek dyskusji.
Co okropne coraz częściej swoistą nowomowę KZ-u słyszymy, cytowanie formułek ustawowych, o tym że ma być „w  sposób zgodny i terminowy itepe, itede”,  a kto tej nowomowy nie rozumie lub się o coś spyta to kiep i głąb niedouczony.  
Standard E
Monitorowanie i ocena
Ciekawie jak z tym monitorowanie będzie, oczywiście w oświadczeniach wszystko lepiej niż w rzeczywistości z natury rzeczy wygląda, podobnie po samoocenach samobójczych odkryć ameryki byśmy nie oczekiwali. Zresztą mocno to naszym zdanie przecenione jest narzędzie.
Audyt chyba póki co z całym tym kramem nie może się połapać, szczególnie że zawsze był słabosilny, a tu mu wciąż nowe zadania doładowują.
Oczywiście nie można tu nie wspomnieć o niedawnym raporcie NIKu, mało tam softowo wdrażanie Systemu potraktowali o tym napiszemy już niebawem , bo warto….

Nartami po Mapie ryzyka

0
Trochę nas nie było, ale już jesteśmy. Dopierocośmy odprawili obowiązkową podróż na narty, którą każdy predestynujący do naszej rachitycznej i nie-hołubionej klasy średnio-średniej wykonać dorocznie musi…. No może aż tak z obowiązku narciarskie wojaże Redakcji Bloga nie wynikają, ale też.
Jak tylko z szoku kulturowego, który nas zawsze ogarnia po powrocie z krain autostrad, tuneli, nie obsranych chodników i nieobklejonych bilbordami ulic ochłonęliśmy, zaraz żeśmy się rozejrzeli, co się wokoło zmieniło i upewniliśmy się, że jest jak było – czyli wiadomo jak. O tym mówić nie zamierzamy, bo zdaje się nam, coraz bardziej ryzykowne to się staje, ale przecież rysowania Mapy ryzyka z obywatelsko-profesjonalnego obowiązku, razem z naszymi P.T. Czytelnikami Bloga poprzestać nie zamierzamy.
Dlatego cieszymy się bardzo, że proces Mapowania się powoli, acz nieuchronnie toczy i bardzo dziękujemy Panu Wojciechowi Kowalczewskiemu za zgłoszenie do Mapy ryzyka pt. „Rosnące koszty działalności”, (2,3) które nie mieszkając niniejszym na Mapie Ryzyka zamieszczamy.
(Wersja uaktualniona “na pasku” pod tytułem Bloga).

Prosimy o kolejne ryzyka !

(Oczywiście gdy ich więcej będzie naszą Mapę będziemy “technicznie” udoskonalali)
Już też kolejne artykuły ryzykonomiczne szykujemy i zaraz na Blogu zamieścimy. Zostańcie z nami !!!