Uncategorized

Home Uncategorized

2013 Top 10 na Zarządzanie ryzykiem Ryzykonomia

Dużo pisaliśmy w 2013 o zarządzaniu ryzykiem na Ryzykonomii, nie przepadamy w Redakcji Bloga za ronieniem łezek za przeszłością, raczej interesują nas lessons leraned i uczenie się na błędach, choć – po prawdzie – to zastanawiamy się, czy czegoś się nauczyliśmy w Mijającym Roku… Póki co gwoli podsumowania, remanentu i przemyśleń merytorycznych zamieszczamy listę 

10 najbardziej popularnych tematów na blogu Ryzykonomia w 2013 roku….

Top 10 Zarządzanie ryzykiem RYZYKONOMIA 2013

(linki w datach)
1. Zarobki w zarządzaniu ryzykiem w Polsce. Wyniki ankiety!  (30.04.2013)
2. Zarządzanie ryzykiem i Kontrola zarządcza AD 2013 cz. 1 (08.04.2013)
3. Zarządzanie ryzykiem w szpitalu (21.08.2013)
4. Wątpliwy paradygmat: trzy linie obrony przed ryzykiem (08.09.2013)
5. Wielka draka na A4 (08.02.2013)
6. Czy istnieje Kontrola wewnętrzna ? (25.05.2013)
7. Biała księga, białe ryzyko (20.06.2013)
8. Ryzyko wydobycia gazu łupkowego w Polsce (12.07.2013)
9. Dręczymy po łikendowo (06.05.2013)
10. Oto dowód !!! (16.05.2013)
Czytajcie, jeżeli przpadkowo pominęliście, polecajcie znajomym, uczcie się zarządzania ryzykiem na błędach 2013….
Zo bacz !

Paradygmat ryzyk urojonych

2

Zasadniczo to sprawa jest, być może, dziecinnie oczywista i po prawdzie Redakcja Ryzykonomii nie jest pierwszą, która  problem zauważa. Wspominamy o tej wtórności na wszelki wypadek, nauczeni doświadczeniem, bo choćby kiedy temat jakiś czas temu w szacownym gronie dyskutantów poruszyliśmy  mamy wrażenie potraktowano go życzliwie jako ryzykonomicznym bon-mocik i wyjaśniono cierpliwie jak się rzeczy zgodnie z paradygmatem naprawdę  mają…

W czym więc rzecz ?

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Gonimy chłopów i polecamy

1

Hi, hi ! Podstępny i na czasie tytuł dzisiaj mamy, ale nie o tym będzie co wszyscy wiedzą od dawna, ale parę nowości. Wogóle to rozumiemy, że zapał do czytania w narodzie wraz z kanikułą maleje i my się w lektury(niekoniecznie w risk manadżmentowe)  chętniej po leżakach zatapiamy, jak to Naczelny Bloga co znowu jakieś wojenne literatury studiuje, bo jak mówi dosyć się kiedyś “Pancernych” Szymanowskiego naczytał to “chciałby i inne punkty widzenia poznać”.  Zaraz znowu zacznie ględzić, że:  “to wcale nie prawda, że Niemce takie niezdarne były i Rudy jednym strzałem 4 tygrysy przeszywał”… Stary maruda… 3 czy 4 … co za różnica?  I tak nasze czołgi są najszybsze, najbardziej zielone, marynarze nawet bez floty najładniejsi a dziewczywny tak naj, że kibice z irlandzkich fabryk po 8 piwach aż z wrażenia, jak donosi z zachwytem prasa, przyklękali….

Ale nie o tym dzisiaj mięliśmy, bo z pewną radością i złośliwym zażenowaniem zauważyliśmy, że nasze właśnie opublikowane e-booki (patrz na prawo !:-) całkiem, całkiem zainteresowanie u P.T. Czytelników wywołały, że się aż w pewnym momencie “Apetyt na ryzyko” na Top 150 listę empiku wspiął (vide obrazek niżej) i w rankingu oprócz innych lekszych tytułów zaraz za e-Chłopami Reymonta brylował.
Po prawdzie to walorów “Apetytu” nie umniejszając zawszeć do “Chłopów” pewną rezerwę mięliśmy szczególnie kiedy czytaliśmy, jak Boryna Jagnę prześladował i do Korczyna wypędził. Zgroza !
A może to odwrotnie było, co za różnica ? ….

Tak czy inaczej e-księgarnię Ryzykonomii uwadze waszej polecamy i już kolejny ciekawy i w zamyśle nowatorski e-book Ryzykonomii szykujemy, zaraz przy końcu wakacji.
Także, mamy nadzieję będzie, w EPubie i Mobi na różne czytniki jak nam to zasadnie Czytelnicy Ryzykonomii doradzają.

Przy okazji chcieliśmy jeszcze polecić lekturę newsletterów naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej, z którą się Ryzykonomia przyjaźni i współpracuje.

Darmowe newslettery GU różne newsy ubezpieczeniowe i około-ryzykonomiczne zawierają, (tudziez info o naszych tekstach kiedy się w Gazecie Ubezpieczeniowej pojawiają)  i zawsze je bacznie przeglądamy, nobo ubezpieczenia to przecież core risk manadżmentu jest. Tu link dla zainteresowanych newsletterem polecamy:

http://www.gu.com.pl/index.php?option=com_acymailing&view=user&layout=modify&Itemid=90

Na razie wakacyjnie pozdrawiamy i do tematów Naczelnych zaraz powracamy….

Ryzyko imprez studenckich

0

Redakcja Bloga Ryzykonomia niejeden już przecież proces zarządzania ryzykiem widziała i ćwiczyła ale musimy przyznać, że przykład, z którym zetknęliśmy się niedawno, wprawił nas w lekki podziw, osłupieniem podszyty.

W ręce Redakcji wpadła bowiem niedawno „Procedura zarządzania ryzykiem imprezy studenckiej”. Brzmi lekko podejrzanie na pierwszy rzut oka, ale nie krzyw się Szanowny Czytelniku, wielce to poważny dokument wyprodukowany przez pewną Korporację Studencką zza Oceanu.

Wiadomo, studenci lubią się bawić i lubią imprezy. Pół biedy jeżeli to impreza u Wieśka i Jarka w segmencie 12 b. Często jednak imprezy studenckie to w istocie małe, a często i duże, imprezy masowe .

O ryzyku imprez masowych pisaliśmy zresztą niedawno.
A przecież niejedne otrzęsiny czy koncerty organizowane na uczelni, poważnymi kłopotami się skończyły, najwyraźniej w Stanach jest podobnie, student jaki jest każdy wie i widzi, o czym przywoływana Procedura z Ameryki we wstępie orzeka.
Stąd całkiem poważna konieczność zarządzania ryzykiem, tak aby Imprezowicze do własnych łóżek cało wrócili i nikt się w szpitalu, więzieniu czy jeszcze gorszym miejscu nie znalazł.

Dalej Kontekst zarządzania ryzykiem Procedura profesjonalnie omawia i jak na porządny dokumenty do zarządzania ryzykiem podstawowe pojęcia definiuje: jak choćby „impreza korporacyjna” „ impreza alkoholowa” czy „impreza z płatnym wyszynkiem” .

Zresztą część przewodnikowa, które różne zagrożenia „imprezowe” opisuje, jako przewodnik dla organizujących imprezę studencką pomyślana, jest rozbudowana znacznie.
Ma to sens praktyczny, bo choć studenty różne twórcze figle na imprezach wyprawiają, aż tak odkrywczy nie są (jak im się zdaje) o czym Redakcja Bloga, co szafy i telewizory przez okna z akademików wyrzucane w swoim czasie obserwowała, również zaświadczyć może.

Dla przykładu w „imprezowej” Procedurze dyskutowane są kwestie niebezpieczeństw związanych z dystrybucją piwa w beczkach keg ( ci co nie piją są pod presją tych co piją), zakłócenia ciszy nocnej (wiadomo) czy jazdy po pijanemu (oczywista oczywistość).
To całkiem poważne tematy, każdy kto ma trochę oleju w głowie to przyzna, a ich zlekceważenie może wiele kosztować, włącznie z ceną najwyższą. Jest więc co planować.

Wreszcie Procedura zawiera stosowny formularz planistyczny, który po wypełnieniu  przez organizatorów, zatwierdzić muszą Czynniki Kierownicze rzeczonej korporacji studentów, tak aby impreza pod jej patronatem odbyć się mogła.

Chcielibyśmy u nas takie procedury na „poważnych” imprezach zobaczyć, szapo-ba przed przemyślnymi studentami zza oceanu co to zarządzanie ryzykiem wcześnie praktycznie poznają, a wiadomo przecież, że „czym skorupka za młodu nasiąknie….”

Tajemnica 44 gaśnic

4
W najświeższym numerze Gazety Ubezpieczeniowej ukazał się kolejny artykuł z cyklu “Ryzykonomia”, o tajemniczo brzmiącym tytule “44 gaśnice” autorstwa Naczelnego Bloga (tak, tego) naturalnie. 
Nie piszemy tam o obsłudze gaśnic proszkowo-pianowych (choć temat zahaczamy, bo gaśnica to bardzo pożyteczny i warty posiadania w domu przedmiot) ani o numerologii ale, jak zwykle o zarządzaniu ryzykiem. Czytajcie nas regularnie w Gazecie Ubezpieczeniowej ! 
Zapowiedź tekstu można przeczytać na on-linowej wersji Gazety Ubezpieczeniowej www.gu.com.pl .

Z radością i nieskromnie dumni z rosnącego zaawansowania technologicznego donosimy, że nasz e-book “Apetyt na ryzyko” jest już dostępny w formatach “czytnikowych” EPUB i MOBI na  www.virtualo.pl
a wkrótce w także w innych e-księgarniach, póki co oferujących PDF.
Jak pisaliśmy poprzednio chcielibyśmy, aby kolejne, już przygotowywane w oficynie “Ryzykonomii” e-booki ukazywały się równolegle we wszystkich popularnych formatach PDF, EPUB i MOBI.

COSO II do piersi Tuhaj-beja

0
Kontynuujemy dzisiaj w cz. 2 rozpoczęty niedawno nasz cykl o “bibli” (choć nie dla wszystkich), zarządzania ryzykiem, czyli COSO II Zintegrowana struktura ramowa – bez tajemnic…
COSO II to “objętościowo” całkiem spora księga ca. 227 stron licząca, coś jak „Pan Wołodyjowski” do strony, kiedy Tuhaj-bej  dumnie obnaża rybie tatuaże na piersiach (PIW, 1980), tylko co tu dużo gadać, emocji podobnych jak Sienkiewicz przedmiot naszych dziesiejszych rozważań w Czytelniku na pewno nie wzbudzi…
Właściwie to COSOII się od Streszczenia Kierowniczego zaczyna, ciekawe, być może już od początku autorzy podejrzewali , że z Kierownictwo z zasady tak długich dokumentów nie przeczyta…
Oprócz owego executive summary, cały raport w dwóch blokach jest zgrupowany: jeden to omawiany framework, „Struktura ramowa” ( trzeba przyznać dziwacznie to na polski przetłumaczono, ale tak już w pamięć zapadło), drugi to„Techniki zastosowania”, o których jeszcze oddzielenie napiszemy.
W omawianym streszczeniu kierowniczym już na początku z magiczną kostka COSO się stykamy, dalej to

jeszcze omówimy, dzisiaj jeszcze na jeden element chcielibyśmy zwrócić uwagę. A ten mianowicie, że  executive summary się od ważnego statementu  autorów zaczyna a mianowicie, że „ zarządzanie ryzykiem obejmuje uzgodnienie apetytu na ryzyko ze strategią”
Ciekawe, że znaczenie określania apetytu na ryzyko przy określaniu strategii się bardzo często pomija, a to może najważniejszy element całego ERM-u.
No właśnie, jeszcze niedawno choćby konsultanci z KPMG donosili , że wśród badanych przez nich firm tylko 25 % posiadało formalnie określony apetyt na ryzyko….
Zostawmy streszczenie dla leniwym kierowników i idźmy śmiało dalej…
Już na początku czytania pierwszego rozdziału COSO II  pt. „Definicje” właśnie definicjom poświeconemu rozwlekłość opisu nas uderza, charakterystyczny dla całego standardu,  różne przykłady i przykładziki między wiersze powtykano, ma to swoje zalety, ale cały tekst nadmiernie „kawa-na-ławowym” czyni. Jednocześnie kluczowe definicje niepotrzebnie się komplikuje. Wystarczy choćby najważniejsze przytoczyć.
Ryzyko to możliwość , że zdarzenie będzie miało miejsce i negatywnie wpłynie na osiąganie celów .
Słusznie tu krytycy COSO wytykają, że ta definicja utrwala negatywne rozumienie ryzyka, choć co prawda, klika wierszy dalej definicje szansy znajdziemy :
Szansa to możliwość na wystąpienie zdarzenia, które efektywnie wpłynie na osiąganie celów.
No ale wrażenie “negatywu”  zostaje…
W słowie „możliwość” też się zasadzki metodologiczne kryją, ta formuła od black swanów może odwracać uwagę, a te ryzyka, jak już kiedyś pisaliśmy, najbardziej niebezpieczne są .
Wreszcie definicja zarządzania ryzykiem:
Zarządzanie ryzykiem korporacyjnym jest realizowanym przez zarząd , kierownictwo lub inny personel przedsiębiorstwa uwzględnianym w strategii i w całym przedsiębiorstwie procesem, którego celem jest identyfikacja potencjalnych zdarzeń mogących wywrzeć wpływ na przedsiębiorstwo, utrzymanie ryzyka w ustalonych granicach oraz rozsądne zapewnienie realizacji celów przedsiębiorstwa.
Wszyscy przeczytali? Teraz proszę szybko z pamięci powtórzyć ? Nie wyszło ? Tegośmy się spodziewali, wiec nie stresuj się Czytelniku, nie ty jeden/na nie potrafisz tej definicji bez wkucia na blachę powtórzyć….
A i potem łatwo z głowy ulatuje…
W rozdziale definicyjnym COSODWA wiele jeszcze definicji znajdziemy, w tym bardzo fajną definicje apetytu na ryyzko odnosząca się do wartości przedsiębiorstwa. Choć z drugiej strony, w przypadku sektorów publicznych czy non-profitów trudniej nam będzie taką definicję apetytu praktycznie ugryźć.
W kontekście apetytu na ryzyko COSO podaje również koncepcje limitów ryzyka, które są, ciekawe
„akceptowanym poziomami odchylenia w realizacji poszczególnych celów” i swego rodzaju składowymi pod-apetytami głównego apetytu ryzyka, które powinny być „uzgodnione” z tymże naczelnym apetytem na ryzyko.
Osobiście ta kombinacja apetytów i limitów słabo sie nam podoba, bo apetyt na składowe limity rozbija.
Można by też z tego sądzić , że ów “naczelny” apetyt na ryzyko to jakaś jedna zagregowana wartość/wielkość, która apetyty na ryzyko ze wszystkich obszarach działania organizacji sumuje.
A przecież inna koncepcji wielu apetytów na ryzyko całkiem sensowna jest…. tylko po co wtedy te limity ?
Jednak  rozumiemy, że pojęcie limity ryzyka mają silne konotacje bankowo-finansowe, a przecież właśnie ta branża bardzo była twórcom COSO bliska…

…Tak wyrozumiale dla autorów COSO omawianie I-ego rozdziału kończymy, a do sekowania dalszych części COSO-wego frejmworku wracamy już niebawem….

Killed in Action

3
Redakcja Bloga podąża z dobrą nowiną zarządzania ryzykiem wzdłuż i w poprzek Polski i stąd wie doskonale, że ryzyko podróżowania po polskich drogach znacznie przewyższa ryzyko przejazdu między bazami NATO w afgańskiej prowincji Ghazni.
Choćby z raportów policyjnych wynika , że w jeden dobry, suchy weekend,  na naszych drogach więcej jest trupów niż Killed -in Action w czasie całej misji naszego kontyngentu.
Żeby tego było mało właśnie media obiegła przerażająca ( dla Redakcji ) wiadomość, że pomimo trwającej drogowej jatki dodatkowo po  raz pierwszy od kilku lat liczba za bitych na drogach wzrosła do 4114 nieszczęśników/czek (o 11 % w stosunku do 2010). Dodatkowo 130 osób zmarło w szpitalach w ciągu 30 dni. Łączna liczba wypadków wzrosła natomiast o 2, 5 %  – do 39,4 tys.
Czy tym rosnącym ryzykiem wyjechania czy wyjścia z domu i bycia zabitym przez tego czy innego super-kierowcy, który jeździ szybko i bezpiecznie ( bo umie) , widzi przez przeszkody terenowe i zakręty ( sokole oko) i spycha zawalidrogów do rowu jadąc za nimi w odległości 30 cm z prędkością 120 km/h ( reakcja hamowania w 0,0000003 s jak u robota )  MOŻNA w ogóle zarządzać ?
Odpowiadamy zdecydowanie : NIE MOŻNA.

Zabijani na drogach współ-obywateli, jak choćby panoszących się pod szkołami dzieci to narodowa konieczność powodowana całkowicie obiektywnymi czynnikami, które można podsumować  popularnym hasłem „JA jeżdże szybko ale bezpiecznie, gdyż jestem b.dobrym kierowcom” .
O przecenianiu własnych możliwości i tradycyjnych błędach przy podejmowaniu decyzji jak choćby wynikających z tzw. “efektu framingu“, o głupocie nie wspominając, napiszemy jeszcze przy innej okazji.
Tymczasem zauważamy, że  rozpłaszczenie na asfalcie na osiedlowej drodze dziecka, babci czy innej łazęgi trzeba zaklasyfikować jako zdarzenie z gatunku czarnych łabędzi, a te jak wiadomo przewidzieć nie można. Trudno,  muszą zginać. Inaczej trzeba by było zwolnić, a na to jak wiadomo nie ma czasu.  
Frajera, gorszego od nas kierowcę ( ajakżebyinaczej ?)  który stosuje się do przepisów ustanawianych przez nasze własne, opłacane z własnych podatków państwo należy ośmieszyć, zadymić z rury wydechowej i zostawić daleko w tyle. Jeżeli przypadkiem  wpadł/a do rowu lub walnęła w drzewo, trudno, bo życie na drogach polskich jest brutalne.
A przecież przepisy, regulacje to nieodłączny element systemowego zarządzania ryzykiem.
Obserwacje Redakcji Bloga choćby z Szwecji , gdzie kierowcy suną karnie po autostradzie z prędkością 100 km muszą budzić narodowe politowanie . U nas to się nie sprawdzi bo w Polsce trzeba jeździć szybciej aby zdążyć. Gdzie, tego wciąż nie za bardzo wiadomo. Do kostnicy na pewno.
Biorąc pod uwagę tak nieodparte argumenty i dziejową konieczność, koszty gospodarcze związane z zakopywania co roku do ziemi tysięcy pociętych, zmiażdżonych i roztrzaskanych , dzieci, kobiet pieszych, staruszków , kierowców i innych współobywateli zdają się zupełnie nieważne. Nawet gdybyśmy skutecznie zarządzili tym ryzykiem masakry na drogach, to oszczędności z tego tytułu wyniosłyby raptem co najwyżej , jak szacują źródła 1,5 do 2, 5 % PKB , inni mówią o rocznych stratach z nie wytworzonego PKB i kosztach “pobocznych” do ca. 10 mld Euro rocznie .  
Tym ryzykiem nie da się zarządzać.

Ech !

2

Gdziekolwiek byśmy temat whistleblowingu czyli kapowania nie poruszali zawsze czyni on poruszenie wśród naszych słuchaczy. Niedawno o tym zjawisku pisaliśmy powodując prowokacyjnie pewną dezorientację u P.T. Czytelników Bloga, a tu znowu kolejne ciekawe materiały przy studiowaniu standardów risk manadżmentu i internal controli o klikonach vel sygnalistach nam się napatoczyły.

Nic dziwnego bo przecież sam standard COSO II mówi że: „istnieją kanały komunikacyjne poza zwykłą hierarchią służbową i pracownicy rozumieją, że nie spotkają ich żadne represje za zgłoszenie istotnych informacji”.
Pracownicy to najwyraźniej choćby w Stanach rozumieją i efektywnie kapują bo jak szokuje w najnowszym raporcie  Asocjacja Certyfikowanych Wyszukiwaczy Fraudów ACFA właśnie dawanie tzw. tipów jest naj, naj, naj skuteczniejszym sposobem na wykrywanie oszustw i jakby łatwo wyliczyć bardzo efektywny kosztowo. Dlaczegóżby więc szerzej tego procederu nie wykorzystywać – pytamy się ?
Weźmy takie amerykańskie Office of the Whistleblower czyli Biuro Donosu,

który do dawania tzw. „tipów” zachęca i promuje i ma nawet Whistleblower Award. Donosiciel Miesiąca? To jest coś ! Bez serca ! A co jakby potem taki frauder nam przed kamerą zapłakał, nie byłoby głupio i nieetycznie nagrodę wręczać i odbierać ?  

Jak już mówiliśmy w praktycznym UeSA nagrody, które przysługują osobom ujawniającym oszustwa są niebagatelne i wynoszą od 10 do 30% wartości nałożonych kar finansowych, co może być, łatwo policzyć, dosyć niemało.   
Jako wisienkę na torcie dodamy, że aktualnie na web-stronach wspomnianego Biura Kapowania przeczytać można info amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych SEC, która ostrzega o fałszywych, rozsyłanych niby przez tenże SEC do firm mailach, zwierających informację,  że adresaci zostali zatipowani przez whistleblowera i wszczyna się przeciw nim dochodzenie. SEC ostrzega, że inkryminowany hoax kończy się zdaniem: “Aby dowiedzieć się wiecej kliknij link”. I dalej następuje  link do złośliwego oprogramowania czy to wirusa, czy to trojana.

Zaraz przypominają się średniowieczni kieszonkowcy szczególnie aktywni zawodowo w czasie publicznych egzekucji schwytanych koleżków. Ech !

6 uwag o zarządzaniu kryzysem (świńskim)

0

„Skąd się to cholerstwo wzięło ??? Słyszał Pan o kolejnych ciężko chorych Panie Janku ? Co będzie dalej ??? ……”Tej treści rozmowy można coraz częściej usłyszeć w środkach komunikacji, w firmach, przy rodzinnych stołach. O mediach nie wspominając. Świńska grypa staje się jednym z najaktualniejszych tematów naszego życia prywatnego i służbowego. Jedni mówią: to afera „kręcona” przez koncerny farmaceutyczne, drudzy mówią: to histeria mediów, trzeci: wirus jest groźny…
Nie mam najmniejszego zamiaru opowiadać się po którejś ze stron bo na epidemiologii się nie znam, pozwolę sobie jednak skomentować problem grypy jako kryzys w organizacji.
Po pierwsze
Obecna sytuacja ma bez wątpienia cechy typowego kryzysu (crisis), choć jeszcze niedawno być może była jedynie problemem (issue). Główni aktorzy kryzysu bezwiednie powtarzają schematy zachowań, które różne organizacje „przećwiczyły” – z opłakanym zresztą skutkiem już wiele razy w przyszłości. Dość wymienić prawie 10 letnia nieskuteczną i nieefektywną walkę brytyjskiego rządu z tzw. chorobą szalonych krów czy przegraną walka o drogę przez Rospudę.
Po drugie
Decydenci nie zdają sobie najwyraźniej wciąż sprawy z podstawowego faktu,że dla wagi kryzysu nie jest tak naprawdę istotne czy jego przyczyna (w tym przypadku „świński wirus”) jest rzeczywisty i stanowi zagrożenie. Takie “mechanistyczne” pojmowanie kryzysu (realna przyczyna – realny skutek)jest już PRZESTARZAŁE i nie sprawdza się w
demokracji medialnego spektaklu. Istotne jest to że, ludzie WIERZĄ, iż wirus jest groźny.
Po trzecie
Równie daremna jest wiara decydentów, że społeczeństwo można przekonać,
że “rząd panuje nad sytuacją ponieważ nad nią panuje” – a resztą niech pozostanie tajna „dla dobra sprawy”.
Pustka informacyjna w kryzysie jest zawsze wypełniana przez spekulacje mediów.
Po czwarte
Metoda odwoływania się do opinii autorytetów kojarzonych w ten czy inny sposób,
chociażby z racji pełnionych funkcji, z rządem jest mało efektywna.
Doświadczenia wielu kryzysów firmowych i rządowych pokazują że, opinia publiczna w bardzo ograniczonym stopniu wierzy komunikatom wygłaszanym z szklanego okienka przez urzędników i wspierające ich gadające glowy. Wiara w autorytety spada sukcesywnie wraz z rozwijaniem się kryzysu.
Źródła z zakresu crisis management przytaczają np. takie warte przemyslenia wyniki badań:

Oczywiście, może ktoś powiedzieć że, ludzie nie wierzą również firmom farmaceutycznym … Ale czy one kiedykolwiek kogokolwiek wprost przekonywały o konieczności zakupu swoich szczepionek ?
Po piąte
Gdy 1994 roku Intel zaproponował klientom wymianę wadliwie działających chipów tylko 1-3 % skorzystało z tej możliwości.
Ludzie niekoniecznie chcą się zaszczepić, ale CHCĄ mieć pewność, że taka możliwość będzie istniała, jeżeli tego zechcą lub sytuacja to wymusi.
Po szóste
Wiele wskazuje na to że przebieg wielu kryzysów ma istotne cechy wspólne i obrazuje to taki oto rysunek:

Myślę, że z kalendarzem w ręku można by spróbować zaznaczyć gdzie na wykresie nasi decydenci znajdowali się jeszcze tydzień temu, a gdzie znajdują się dzisiaj. Brak znamion zorganizowanego i planowanego zarządzania obecną sytuacją kryzysową wskazuje,że problem jest pod iluzoryczną kontrolą decydentów i może łatwo się spod niej „wyrwać”. Miejmy na nadzieję, że do tego nie dojdzie, choć życzyłbym sobie aby tajne rządowe komitety kryzysowe, o ile takie w sekretnych podziemiach mrówczo dzialają pochyliły się nad tą krzywą i uważnie ją przestudiowały….

10 powodów, aby zabronić Olimpiad

0

Pozostajemy dzisiaj jeszcze w kręgu naszych ulubionych tematów zarządzania ryzykiem w sporcie i sportowych Mega – Imprezach…

Oczywiście analiza ryzyka – choćby EURO2012 – na najwyższym poziomie powinna się odnosić do zdefiniowanej wcześniej Wizji-Misji i Strategii tego wydarzenia. 

Tu musimy zauważyć, że nie jest oczywiście rolą Zarządzania ryzykiem definiowanie Misji, Strategii czy celów tego ani innego wydarzenia, organizacji czy procesu, jak się to niektórym wydaje.  

Łatwo tę prawdę, taka oto absurdalna historyjka obrazuje :

” Przychodzi Risk Manager do Zarządu PL.2012 i mówi:
– Dzień Dobry Panom Prezesom. Nasze dzisiejszą analizę ryzyka rozpoczniemy od zdefiniowania Misji, Celów i Strategii waszego przedsiewzięcia”

Dziwna to byłoby sytuacja, i gdyby zaistniała profesjonalny Zarząd powinien honorowo takiego absztyfikanta za drzwi wyprosić… Choć, oczywiście przyznajemy, w rzeczywistości różne odmiany tej historyjki można sobie wyobrazić, ale zasady to nie zmnienia.

Ale do ad remu wracając, to Wizja, Misja i Strategia oczywiście definiują a wręcz “kreują”  ryzyka dla przedsięwzięć i co najmniej na najwyższym poziomie różne Mega i Długofalowe ryzyka trzeba umieć dostrzegać.
Tu ciekawy pogląd na “misyjne” zagrożenia dla ideji OLimpijskiej (i nie tylko) przytaczamy.
Znaleźliśmy je w tekście pod znamiennym tytułem: “10 powodów przeciwko Igrzyskom Olimpijskim”
A są one w skrócie następujące:

  1. Nacjonalizm i wogóle “miód” dla polityków
  2. Dzika komercjalizacja
  3. Konkurencja zamiast współpracy
  4. Dominacja mężczyzn
  5. Rasizm (dominacje “zachodu”)
  6. Przemoc
  7. Kult celebrytów
  8. Kult technologii (doping, ludzie – maszyny)
  9. “Życie – jak -sport” (tylko zwycięzcy i przegrani)
  10. Zawieszanie praw obywatelskich, cel dla terrorystów

Może ktoś rzec, że argumenty są do absurdu sprowadzone, ale niektóre naszym zdaniem frapujące na tyle, że warto je przytoczyć. Tekstu całego na bloga nie dajemy,  pod tym linkiem go znaleźć można i angielski poćwiczyć.