Uncategorized

Strona główna Uncategorized Strona 3

Zarządzanie ryzykiem w NGO, czyli nie ma misji bez ryzyka

0

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Sztuka wojny ryzykonomiczna

0
sztuka wojny o ryzyku

Wielokrotnie już na tym forum poruszaliśmy tematykę ryzyka w kontekście „wojennym” i „armijnym”. Już w naszym bestsellerze „Zombie atakują” (zobacz tutaj) zamieściliśmy słynny tu i ówdzie wywiad z amerykańskim generałem, z którym rozmawiał jeden z wysłanników Działu Obronności redakcji naszego Portalu.

Nasze teksty znalazły się również w bibliografii przyszłych adeptów szkoły oficerskiej wojsk lądowych. A i nie zdziwiłoby nas zupełnie, gdyby były również w cichości i tajności studiowane były w najtajniejszych kazamatach West Point czy Gosudarstwiennej Szkoły Pancernych Tankistow im. tow. GG Kanareinki.

Bo przecież, jeżeli jest obszar ludzkiej aktywności, gdzie ryzyko jest w centrum zainteresowania, to na pewno ten związany z niechlubną, wojowniczą przywarą naszego gatunku. 

Uczmy się od najlepszych !

Dość wąski poza „profesją” obronną i „bezpiecznikową” krąg osób zdaje sobie sprawę, że „armia” jako organizacja jest doskonałym przykładem dobrych i złych praktyk w zarządzaniu. Nie tylko ryzykiem. Każdy ciura obozowy na przykład wie, że wojny wygrywa się przez pełne żołądki i suche buty żołnierzy.  Natomiast ta cała strzelanina i bohaterstwo jest w zasadzie na pokaz, dobra do oglądania w kinie pogryzając popcorn w zestawie kinomana.

Podobnie, jeżeli szukamy jakiś praktycznych wzorów przywództwa, „leadarshipu” to najlepiej poczytać biografie wodzów: Aleksandra, Napoleona, Rommla, Pattona.

sztuka wojny patton

 

Zamiast snuć teorie na LinkedIn, czy warsztatach coachingowych lepiej pochylić się nad żywotami wielkich mężów; tam znajdziemy odpowiedzi, co czyni z dowódcy i kierownika leadera i jakie umiejętności i cechy przydają się ludziom w obliczu ryzyka podejmowania decyzji. 

A ponad wszystko,  to w sytuacjach ekstremalnych, a to codzienność wojny, potwierdza się, że „jedynym sposobem na zrozumienie przywództwa, jest bycie przywódcą”.

 

Podobnie, jeżeli szukamy jakiś praktycznych wzorów przywództwa, „leadarshipu” to najlepiej poczytać biografie wodzów: Aleksandra, Napoleona, Rommla, Pattona.

Nie powtarzajcie jednak tej mądrości zbyt głośno, bo mógłby to być śmiertelny cios dla co znacznej części przemysłu coachingowego, bo zdaje się ta prosta reguła ogólnowojskowa pasuje doskonale także do rzeczywistości biznesowej. 

Sztuka wojny wspólna

W ogóle pomiędzy biznesem, a prowadzeniem dział zbrojnych jest wiele ciekawych paraleli, choć niekoniecznie chcemy zniszczyć przeciwnika na rynku, ale pokonać na pewno już tak.
W biznesie, tak jak na wojnie, kluczowe znaczenie odgrywa człowiek i najogólniej mówiąc to, co ma w głowie. A analiza tego zagadnienia przeżywa poważny renesans. 

Przekonuje nas o tym lektura książki „Psychologa wojny, strach i odwaga na polu bitwy” (Leo Murray, wyd. RM) , którą zresztą polecił nam znajomy były wojak, saper i ekspert od zabezpieczeń imprez masowych i terroryzmu, Tomasz Goleniowski z EoD Tech. Tomasz gościł jakiś czas temu na tych łamach artykułem poświęconym arcyważnej problematyce Active Shooter (cz. 1 i 2). 

Nawiasem mówiąc oboje jesteśmy zdania, że temat bezpieczeństwa (mimo oficjalnych deklaracji) jest u nas traktowany lekce. Biznes słabo rozumie wpływ ekstremalnych zdarzeń na organizację i swoją pozycję rynkową, temat na kolejną ryzykonomię…

W rozważaniach o psychologii wojny uderzają  podobieństwa zachowań żołnierzy w obliczu ekstremalnych, wojennych sytuacji i tych spotykanych w „walce” rynkowej.  

Ciekawe, że wojskowi o wiele wcześniej zainteresowali się psychologią walki niż biznes ekonomią behawioralną. Już antyczni wodzowie zdawali sobie sprawę jak ważne jest osobiste przywództwo, ton płynący z góry w obliczu ryzyka – własny przykład.

Podobnie rozumują analitycy psychologii wojskowej, bo jak czytamy w lekturze na wojnie z wrogiem aktywnie walczy może 10-15 % żołnierzy.

Podobnie jak w biznesowej rekrutacji, w analizowaniu kwestii psychologicznych na wojnie chodzi o uchwycenie cech idealnego żołnierza. Ah, gdybyż nasze zespoły zaludnić wyselekcjonowanymi sprzedawcami z tej części Pareto, która naprawdę sprzedaje i robi nam wynik! Marzenie. Sztuka wojny rynkowej !

ryzyko wojsko

Podobnie rozumują analitycy psychologii wojskowej, bo jak czytamy w lekturze na wojnie z wrogiem aktywnie walczy może 10-15 % żołnierzy. Co robią inni? Generalnie boją się i chowają się, uciekają gdy da się. Albo po prostu udają, że walczą. 

Menadżer oficer

Pewnie niejeden sfrustrowany menadżer sprzedaży ma podobne wrażenie. Oczywiście, na wojnie kluczowe znaczenie odgrywa strach, ale i takie typowe dla ekonomii behawioralnej kwestie jak stadność, owczy pęd, awersja do ryzyka, osobiste kalkulacje. 

I tu kluczowa rola leadera- przywódcy, który w książce jest nawet gdzieś nazywany społecznym „dewiantem”. No bo w sumie bycie przywódcą, tak jak innowatorem jest dewiacją, czasami bardzo poważną. Nikt przecież normalny nie próbowałby wmówić normalnym ludziom, że da się latać na metalowych maszynach czy mieć bibliotekę w metalowym pudełku, albo obalić komunę.

I tu kluczowa rola leadera- przywódcy, który w książce jest nawet gdzieś nazywany społecznym „dewiantem”.

Przy okazji psychologiczno-wojennych analiz pojawia się również szokujący wątek kosztowy, a nikt nie powie, że koszty to nie jest kwestia biznesowa. 

Na przykład z analiz z wojny w Afganistanie wynika, że do zabicia jednego taliba amerykańscy chłopcy wystrzeliwali średnio nawet 300 000 pocisków. Nie mówiąc o naszpikowanych elektroniką bombach wartości nowego Porsche za szt.  zrzucanych na glinianie lepianki bronione przez porzuconą kozę. 

Szaleństwa kosztowe nie są w końcu czymś wyjątkowym, bo i w biznesie się zdarzają, podobnie jak pyrrusowe zwycięstwa. Jak widzimy podobieństw ryzyk wojenno-biznesowych nigdy nie brakuje…Bo sztuka wojny i biznesu często wspólna jest…

 

Księgarnia Ryzykonomii

Cyber-horror

0
Cyber-horror

Jak już wcześniej donosiliśmy wiernym i wciąż nowym Czytelnikom, prawdopodobnie jednego z najważniejszych w Polsce forum wiedzy o zarządzaniu ryzykiem, całkiem niedawno, bo 17 lutego wzięliśmy udział w konferencji pt. „Cyberryzyko w finansach” – jako jeden z prelegentów dodamy dla przypomnienia. Konferencja uważamy, arcyciekawa, bo i temat niezwykle na czasie, poruszany zresztą wielokrotnie na łamach Ryzykonomii. Od razu się też zastrzegamy, że relacja będzie skompresowana, bo tematów było wiele i wciąż mamy niedosyt, bo cyberryzyko wali, łomocze do drzwi i jeżeli tego łomotu w swojej firmie nie słyszycie, tym gorzej, bo może już do was łomotać nie musi….
Ale dość tych wstępów i przejdźmy do cyber ryzyk ad rem czyli cyber-horror objaśniony:

Konferencję otworzyła Teresa Grabowska, organizator wielu ubezpieczeniowych eventów, konsultant i ekspert od ubezpieczeń, compliance i doświadczony finansista, która wprowadziła już czekających niecierpliwie na cyber wiedzę uczestników. Potem…
Karnoprawne aspekty cyberprzestępczości przedstawiła dr Agnieszka Gryszczyńska, naukowiec, prawnik, prokurator w jednej osobie, więc solidny wykład jak sobie radzi z problemem nasze rodzime prawo, a radzi sobie chyba póki co średnio. Organy ścigania odnotowują (nic nowego) gwałtowny wzrost naruszeń jednak ściganie ich jest na gruncie istniejącej organizacji organów ( brak specjalizacji) mocno trudne. A co najważniejsze polska doktryna prawna wciąż pozostaje w tyle za rozwojem technologicznym, brak jest definicji podstawowych pojęć poczynając od „cyberprzestępczości”. Kary oczywiście są i to do lat kilku, ale na przykład nie wiadomo czy i jak w ogóle ścigać taki phishing  dla pierwszego z brzegu przykładu, więc mnóstwo powinno być zrobione w temacie „regulacji” prawnych i to szybko, na przedwczoraj. Cyber-horror…

Trendy w cybercrime w nadchodzących latach przedstawił Grzegorz Idzikowski z EY, mocne podsumowanie wyników badań wielkoczwórkowców na temat, szczegółowe raporty publikowane też w Internecie must-read, lessen sollen,  charakterystyka hakerów, crakerów i różnych cyber armii (już są takie!) tych z poczuciem humoru i tych bez  i za ile można wynająć n was cyberhakerów a dla zainteresowanych ciekawa interaktywna mapka od Kasperskiego, co się dzieje TERAZ w cybercrime
https://cybermap.kaspersky.com/

Fajne, prawda ?!

Wymogi regulacyjne w bankach i ubezpieczeniach (Beata Morozowska- Bartkiewicz DLA Piper), czyli solidny wykład o rekomendacji D rodzimego naszego regulatora pierwotne wymogi w zakresie bezpieczeństwa tylko dla banków, ale już rozszerzane na sektor ubezpieczeniowy, i dobrze. Inna sprawa, że regulacje to bardzo ogólne jak to regulacje KNF-u i sektor finansowy jest w temacie już znacznie bardziej zaawansowany takie mamy wrażenie i informacje. Na marginesie – Julia Graham, prezydent FERMA to risk manager w DLA Piper, prawnicy coraz mocniej zarządzają ryzykiem
Jerzy Podlewski, entuzjasta i menadżer ryzyka i jego dynamiczna (recenzja z Sali), prezentacja jak wykorzystać proste i skuteczne dobre praktyki ERM-u do zarządzania skomplikowanymi ryzykami. Bo „prostota jest szczytem wyrafinowania” (cyt. Leonardo DV.)

Potem nieoczekiwane zalety bezpiecznej tożsamości w necie, a właściwie supportu jaki można uzyskać w przypadku jej utracenia pokazywał Kamil Parzuchowski ekspert bancassurance z Europa Assistance

Potem jeszcze Wiktor Stanisławski z STBU pokazywał jak i dlaczego należy się cyberubezpieczać od razu przypomnijmy, że jest z tym u nas bardzo źle, choć klienci edukowani na własnej skórze coraz częściej o takich polisach myślą. Niestety i stety wciąż, szczególnie dla dużych firm lepiej jest szukać underwritera za granicą, bo to i zakres i capacity inne.

Z kolei, po ubezpieczeniowym przecież przerywniku cyber audytor z EY-a Michał Kurek wtajemniczał słuchaczy „ludzkim językiem” w niebezpieczeństwa wstrzykiwania złośliwych kodów, wyjaśniał co robią polscy cyber audytorzy w Londynie i dlaczego musimy poprawiać programistów z Indii. Na koniec było stanowcze podsumowanie z wnioskiem, że wszystkiemu winny jest brak świadomości u zarządzających, skąd my to znamy….

A na mocne zakończenie horror-ystyczna (przynajmniej dla nas) opowieść kolejnego praktyka Sławomira Brzezińskiego (tym razem bankowego) o codziennej walce z cyberwłamywaczami, systemach IPS i IDS, wszystko okraszone mnóstwem przykładów „z życia”, strzeżcie się, bo nie jesteście już bezpieczni ani kłódeczki ani normalnie wyglądające strony bankowe nie muszą być normalne, sprawdźcie też wasze domowe routery, i…..

Wychodziliśmy po konferencji mocno douczeni bo wiemy jak wiele nie wiemy (a to klucz do sukcesu) i wciąż głodni dodatkowej wiedzy.
Także Czytelnikom możemy tylko dodać tytułowe, parafrazując stary film „ Żałuj…., że nie byłeś z nami”…….

Ps. 1 
No, skojarzenie tytułu może być całkowicie chybione, a dotyczy w rzeczywistości sławnej frazy ze starego filmu Janusza Nasfetera „Małe dramaty”, a właściwie jednego z epizodów i wizycie na oldskulowej karuzeli, choć pewnie co młodsi risk menadżerowie już nie pamięta…. 


Ps. 2. Dobra jest też wiadomość, że Organizator zachęcony opiniami uczestników planuje kolejne edycje, więc śledźcie i czytajcie Ryzykonomię o cyberryzyku i nie tylko… Cyber-horror…

Karty kredytowe dla podróżujących

0
karty kredytowe
karty kredytowe

Tekst gościnny.
Karty kredytowe dla podróżujących – tanio, wygodnie. Spróbuj!
Karty kredytowe dla podróżujących – udogodnienia, rabaty i gwarancja bezpieczeństwa podczas wyjazdu. Zajrzyj i przekonaj się, że warto! Dużo podróżujesz? Ciekawi cię świat i nie potrafisz usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu? A może nie przepadasz za zbyt częstym przemieszczaniem się, ale zmusza cię do tego twój zawód? W takim razie na pewno nie jest ci łatwo zapanować nad swoimi finansami, zwłaszcza jeśli wyjeżdżasz również za granicę. Wymiana walut, wysokie prowizje przy transakcjach gotówkowych i bezgotówkowych – to bywa męczące. Z pewnością przydałaby ci się więc specjalna karta kredytowa dla podróżujących.


Czego oczekuje od karty kredytowej osoba, która dużo się przemieszcza, w krótkim czasie przebywa w wielu różnych miejscach? Na pewno bardzo ważne jest dla niej ubezpieczenie. W końcu nigdy nie wiemy, co nam się przydarzy, a w podróży ryzyko nieprzyjemnych zdarzeń, wypadków niestety
wzrasta. Ponadto w cenie są wszelkie udogodnienia oferowane przez bank, dzięki którym załatwienie różnych spraw związanych z podróżowaniem stanie się prostsze. Instytucje finansowe wychodzą naprzeciw potrzebom swoich klientów i  proponują im rozmaite programy partnerskie, w ramach których ci mogą otrzymać zniżki na ceny biletów lotniczych lub taniej przenocować w pokoju hotelowym. Przydatny bywa na pewno również serwis Concierge (bezpłatny dla posiadaczy kart prestiżowych), który może być pomocny w wielu sytuacjach, takich jak konieczność znalezienia najbliższego szpitala czy też rezerwacji miejsca w restauracji lub hotelu. Przemieszczając się z miejsca na miejsce, przecież zazwyczaj i tak mamy sporo zajęć, dobrze więc jeśli przynajmniej niektórymi sprawami ktoś się zajmie w naszym imieniu. Natomiast w razie kłopotów możemy skorzystać z możliwości wydania karty zastępczej lub awaryjnego dostarczenia gotówki za granicą.

Co by się więc nie wydarzyło – nasz bank zawsze nam pomoże.

Karty kredytowe dla podróżnych posiadają też oczywiście wszystkie zalety ich klasycznych odpowiedników. Dają więc możliwość zaciągnięcia debetu – i to często z dość wysokim limitem, dzięki czemu przebywając poza Polską nie będziesz musiał martwić się, że nagle zabraknie ci pieniędzy. Zadłużenie możemy spłacać – jak zwykle – w ratach, korzystając z długiego okresu bezodsetkowego. Ponadto coraz częściej działają one zbliżeniowo, płatności bezgotówkowe nie są obciążone prowizją, a w razie jakichkolwiek zastrzeżeń co do prawidłowej realizacji usługi za jaką zapłaciliśmy możemy skorzystać z usługi chargeback. Sporą zaletą jest również możliwość sprawdzenia stanu rachunku zarówno za pośrednictwem Internetu, jak i telefonu – dzięki temu będąc w podróży, mamy szansę, by na bieżąco kontrolować swoje finanse.
Tak liczne udogodnienia wiążą się jednak z pewnymi minusami, takimi jak spore opłaty zarówno za korzystanie z karty, jak i za wydanie jej ewentualnych duplikatów. Również transakcje gotówkowe obciążone są dość znacznymi prowizjami.

Osoby aktywne, sporo podróżujące to szczególny rodzaj klienta, z czego banki coraz częściej zdają sobie sprawę, wychodząc oczekiwaniom globtroterów naprzeciw. Karty kredytowe dla nich przygotowane są nie tylko stosunkowo niedrogie w użytkowaniu, ale również wyposażone w liczne udogodnienia, pakiety ubezpieczeniowe i usługowe, programy rabatowe. Każdy może wybrać ofertę, która będzie dla niego najwygodniejsza i najkorzystniejsza, a pomoże mu w tym zawarta na stronie internetowej www.karta-kredytowa24.pl porównywarka.

Dzięki niej poznamy plusy i minusy najlepszych na rynku kart kredytowych dla podróżujących i nie tylko. Jest ona prosta w obsłudze i co najważniejsze bezpłatna.

FERMA Survey. J23 ciągle nadaje !

2
FERMA survey

Jak w mapie myśli (jak wie Czytelnik pisaliśmy o tej innowacji wielokrotnie na blogu) skojarzył  się nam tytuł kolejnej część relacji nt. raportu FERMA sprzedostatniego wpisu, choć nie jest to przecież część  relacji przynależna do jakiegoś „Druga” takiego na przykład z takich arydzieł feriowych jak „Samotny biały żagiel” czy „Kordzik”…. 
Ech, kto dzisiaj pamięta Teleranki, a przecież własnie odszedł odwtórca Superbohatera Wszechczasów, on Bonda by załatwił lewym palcem  u nogi i żadnego ryzyka w walce z obślizlym okupantem się nie bał podejmować… ten klasyczny uśmieszek zza pleców wyrolowanych po raz 88y-y szturmbanfirerów, stających (o jakże naiwni!) do kolejnego skazanego na porażkę pojedynku z…
….J23! Ciągle nadaje !!!  

FERMA survey…

…PT. Czytelnicy Ryzykonomii, pewnie sie przyzwyczaili trochę do tych luźnych skojarzeń Waszej Redakcji bloga i dowolną zabawą słowem , ale w końcu kto dzierży klawiaturę ten pisze….ot, co ! I jakąś zabawę z tego blogowania też mieć trzeba, gdy wszyscy się pytają ciągle „po co ?” „kiedy, tyto wszystko piszesz?…

Ale, ale, szybko wracając do zamknięcia omówienia raportu FERMA Risk and Insurance Report 2014, do ktorego calościowej lektury na stronie www.ferma.eu oczywiście gorąco namawiamy ( a przynajmniej tamże Executive Summary),  to oczywiście FERMA survey w 50 % jest tradycyjnie poświęcany kwestiom ubezpieczeniowym, co jest oczywiste, bo to fundament ryzykonomicznego biznesu. U nas, mam wrażenie ten związek zarządzanie ryzykiem – ubezpieczenia nie jest dostatecznie dostrzegany przez OBIE strony, co dziwi bo przecież interes jest dokładnie ten sam, jeden.

Oto, co o ubezpieczeniach „rzuciło” nam się w oczy w trakcie lektury raportu FERMA survey 2014:

  • Na najwyżysm poziomie „tematu” znajdziemy analizę zagrożeń regulacyjnych, zasadniczo tych samych dla wszystkich badanych, przy czym ich waga różni się w poszczególnych krajach respondentów. Zasadniczo prym wśród ryzyk non-compliance wiedzie nowa regulacja UE dotycząc ochrony danych (Dyrektyw NIS), która straszy  poważnymi konsekwencjami finansowymi za non -compliance już w 2015 roku,
  • Potem Solvency II,
  • Dalej przejrzyste raportowanie finansowe;
  • Nie zabrakło też obaw związanych z opodatkowaniem składkowych przychodów i straszącej już i polskich brokerów nowej dyrektywy o pośrednictwie ubezpieczeniowym IMD2.
  • W ubezpieczeniowej części badania intrygujące jest na przykład zestawienie przesłanek zakupowych ubezpieczanych firm…
  • Tu prym wiedzie strategia, naukowo nazwana przez autorów „heurystyczną” (77 % odpowiedzi), czyli „czuja” i próby-błędy,
  • potem 57%  przesłanek to efekty głosu doradztwa.
  • Tylko 15 % kieruje się przy zakupie polis big data, a więc wykorzystuje informację płynące z systemowego zarządzania ryzykiem. Niezbyt jasny to obrazek i chyba dla żadnej strony nie jest korzystny.
  • Wśród raportowanych w opracowaniu strategii ubezpieczeniowych prym wiedzie optymalizacja i renegocjacja już posiadanej ochrony i limitów ubezpieczeniowych, zrozumienie własnego apetytu na ryzyko i ocena kosztów ryzyk jeszcze nieubezpieczonych. Są też i captivy, wciąż mało widzialne w Polsce.
  • Bardziej szczegółowo raport rozpatruje również najszybciej ewoluujące obszary ochrony ubezpieczeniowej: cyber, D&O, odpowiedzialność cywilna produktowa i środowiskowa.
  • Nie mogło zabraknąć likwidacji szkód, kolejnego codziennego zajęcia europejskich menadżerów ryzyka i ubezpieczeń. Jak wynika z Raportu pożądają oni rosnącej pewności, co do efektywnej likwidacji szkód. Służyć temu powinny:
  • szybkie potwierdzanie przez ubezpieczycieli bieżącego poziomu ochrony badanych (43%),
  •  regularne testowanie adekwatności zapisów w polisach (39%),
  • koordynacja obustronnych działań  w fazie likwidacji szkody (37 %) i analiza po-szkodowa, lessons learned (36%).

Networking or not working

0

Będąc niedawno na europejskim zjeździe menadżerów ryzyka FERMA Forum w Sztokholmie z zainteresowaniem przysłuchiwaliśmy się dyskusji dotyczącej ryzyka
(a wiec i szans i zagrożeń) związanych z uczestnictwem w nowym, sieciowo-społecznościowym świecie…

O FERMA Forum będą mogli Czytelnicy Ryzykonomii przeczytać na Blogu juz za chwilę, a ukaże się ona równolegle z wersją „gazetową” relacji w zaprzyjaźnionej  z Ryzykonomią „Gazecie Ubezpieczeniowej”.
Networking or not working…
Redakcja Bloga na tak postawiony problem odpowiada jak najbardziej pozytywnie.
Zapraszamy do kliknięcia „Lubię to” w lewym górnym rogu Bloga (właśnie tam 🙂 i jeszcze łatwiejsze śledzenie developmentów Ryzykonomii na fan page na Facebooku.  
Facebook ułatwia śledzenie nowych wpisów na Blogu, na Fejsie zamieszczamy również linki do ciekawych artykułów i materiałów niezamieszczanych na Blogu, można podyskutować, skomentować i podzielić się wiedzą. 
Networking or not working
Na Golden Line  Dział Spraw Sektora Publicznego Ryzykonomii od miesięcy prowadzi grupę dyskusyjną „Zarządzanie ryzykiem w sektorze publicznym JSFP”  dedykowaną pracownikom sektora publicznego.

Grupa na GL sukcesywnie rośnie i co najważniejsze jest forum nowych merytorycznych dyskusji, a nie wieszakiem na reklamowy spam – jak to zwykle na forach GL bywa. Staramy się aby grupa była żywa, dodajemy nowe wątki.

Marzą się nam takie same gorące, sieciowe dyskusje jakie obserwujemy na międzynarodowych forach zarządzania ryzykiem, ech….
Networking or not working !

FERMA Forum Sztokholm – cz. II

0

Kontynnujemy naszą relację z europejskiego zjazdu risk menadżerów ryzyka FERMA Forum w dniach 2-5 października, którą zaczęliśmy w poprzednim numerze bloga….

Nie tylko z merytorycznego, ale i „dramatycznego” punktu widzenia, na relacjonującym dla Czytelników GU sztokholmskie Forum duże wrażenie zrobił również panel dyskusyjny dotyczący perspektyw rozwojowych zarządzania ryzykiem. Oprócz panelistów wzięli w nim udział  na żywo jego słuchacze, którzy za pomocą maili wysyłanych z tabletów i smartfonów dosłownie on-line komentowali dyskusję. Wyświetlane przez organizatorów na ekranach sali konferencyjnej „społecznościowe” komentarze uczestników nadały spotkaniu niezwykle żywy i pełny zaskakujących zwrotów akcji przebieg.


N






Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Komitet Zarządzania Ryzykiem: pro i con

Komitet Zarządzania Ryzykiem

Komitet Zarządzania Ryzykiem>>>

merytorycznie, mała dygresja etymologiczna, językowa. Tak myślimy, że słowo „komitet” zostało w języku polskim z dawien nieźle skompromitowanie i jakie by zgromadzenie tym
terminem nie określać, już budzi nienajlepsze skojarzenia. Ale od jego stosowania
nie da się uciec bo skądinąd, wciąż brzmi poważnie i niemal urzędowo, a i w „international
business englisz”  różne committee powszechnie funkcjonują.

Dzisiaj jednak podejmiemy
się pokrótce odpowiedzi na niełatwe a często zadawane pytanie:

Czy my w naszej firmie w ogóle
jakiś Komitet Ryzyka musimy powoływać ???

Otóż, odpowiedź jest
prosta, jak zawsze: To zależy. Bo są i pro i kontra.

Oczywiście powoływanie kolejnego komitetu do spraw czegokolwiek nigdy nie spotyka się z entuzjazmem, brzmi
drętwo i jakoś dziwnie się kojarzy. I to jest zasadny argument antybiurokratyczny.

Tym bardziej, że w spółkach giełdowych czy innych „jednostkach zainteresowania publicznego” powoływany Komitet Audytu. Bo tak chce Ustawa o biegłych rewidentach (zawsze w głowę zachodzimy dlaczego
akurat tam KA wsadzono, ale mniejsza).  Tamże
wśród zadań ryzykonomicznych zapisano, że Komitet Audytu, jako część ciała
radonadzorczego „czuwa”  nad
funkcjonowaniem w spółce systemu kontroli wewnętrznej i zarządzania ryzykiem. „Czuwa”,
a więc nie „zarządza”.  A w ogóle ten akapit Ustawy o BR  przenika jakby, tak to
wyczuwamy, wola ustawodawcy, żeby wśród zadań KA  najważniejsze było pilnowanie wiarygodności sprawozdań finansowych.
Wagi zagadnienia nie umniejszając, to zarządzanie ryzykiem jakby się tam na doczepkę pojawia. Już o tym pisaliśmy zresztą, że jest w ustawie mowa o czuwaniu nad systemami, których nie ma obowiązku
stworzyć, ale nie o tym dzisiaj.

Średnio to czuwanie Komitetów Audytu najwyraźniej w praktyce działa a i jak choćby donosi ostatnio w raportach COSO, coraz
częściej „na zachodzie” mówi się o konieczności ewolucji KA właśnie w Komitety
Ryzyka czyli – jesteśmy „w domu”.

 

Tymczasem jednak na ochotnicze
powoływanie Komitetów Ryzyka w Radach Nadzorczych, szczególnie, że nie
zadekretowane żadną ustawą bym nie liczył.

 

Może więc inaczej należy
postawić pytanie: czy Komitet Ryzyka powoływać w firmie oprócz KA, jako ciało
poza RN . I tu Redakcja Bloga Ryzykonomia skłania się do odpowiedzi
pozytywnej…. ale z pewnymi zastrzeżeniami:

 

A są one następujące:

– Komitet Ryzyka powołuje
się w firmie, której kultura organizacyjna, stopień skomplikowania operacji i wielkość uzasadnia jego
powołanie,
– pełni realną funkcję
koordynacyjno – doradczą, decyduje ale nie kasuje ryzyk
– w jego składzie
przeważają menedżerowie z realnym „powerem” decyzyjny,
– idealnie jeżeli uczestniczy
w nim ktoś z zarządu i/ lub wysoki menedżer z realnym dostępem do zarządu,
– idealnie jeżeli raz na
jakiś czas uczestniczy w nim Prezes/CEO,
– efektywność i potrzeba
funkcjonowania takiego komitetu jest realnie oceniana,
– jeżeli miałby być izba
refleksji i wyżerania cząsteczek – kasujemy,
– pewnie powinien mu przewodniczyć risk manager (jeżeli jest) albo koordynator

Dobrze jest też wymyślić
dla komitetu inną, mniej historycznie obciążoną nazwę.
Może Grupa ds. Ryzyka (SGR) albo Zespół
Ryzykonomiczny, albo ….

 

A jakie jest Twoje zdanie
?

Nieznane ryzyko: wszystko co chcielibyście o nim wiedzieć – tylko boicie się zapytać .

0
To jest arcytrudny felieton z zarządania ryzykiem . Ten felieton to Wyzwanie.
Bo to jest felieton o Niczym .
Jakiś czas temu na jednym z warsztatów z zarządzania ryzykiem w pewnej szacownej Organizacji  zadano mi znienacka pytanie:  No dobra ale które ryzyko jest Najważniejsze?
Nie zastanawiając się, śmiało odpowiedziałem:  Najważniejsze jest to ryzyko, którego jeszcze nie znacie. Nie potraficie go zidentyfikować i opisać i dlatego jest ono potencjalnie  najbardziej niebezpieczne.

(Prawie żeśmy tu Grechutę sparafrazowali, przyznasz Czytelniku zarządzanie ryzykiem zaiste szeroką dziedziną jest…)
No tak skoro Nieznane Nic jest najważniejsze, to po co to całe zarządzanie ryzykiem ?!  
Jak już jednak kiedyś napisaliśmy, zarządzanie ryzykiem , które istotą jest przewidywanie i planowanie, dzięki metodycznemu podejściu pozwala w ogromnej większości przypadków przewidzieć i przygotowywać się odpowiednio na wyzwania, które  przyszłość niesie.
Zazwyczaj to przewidywanie, wbrew pozorom, nie jest specjalnie trudne, to żadna Czarna Magia!  
Weźmy ostatnią straszną katastrofę  ekologiczną u naszych węgierskich braci. Okazuje się, że zbiorniki w których przechowywano toksyczne i żrące substancje były stare, zardzewiałe i przepełnione. Zaiste to czarna magia była przewidzieć że coś się w końcu wydarzy. Sprawiedliwość oddać należy, że zarządzać ryzykiem też troszkę próbowano. Wykupiono więc stosowną polisę ubezpieczeniową na 10 mln forintów. Trochę małą, jak się wydaje, gdyż szacowane straty są tysiące razy większe….
Podobnie, regularnie w naszym TV występują różni uczeni mężowie energetycy przekonując, że jak coć JUŻ nie zrobimy, to za parę lat nasz przestarzałe sieci energetyczne padną. Można to „przewidzieć” z 100 % prawdopodobieństwem. I co ? I  nic.
Nie-przewidywaniu ryzyka sprzyja też oczywiście tradycyjny  EGAP. Nie brakuje też starego, dobrego NIMTOF-u. Z zainteresowaniem odnotowujemy, że w temacie EURO wszystko idzie zgodnie z planem. Jak tak dalej pójdzie okaże się , że to całe straszenie że większość projektów rozjeżdża się planowo i kosztowo przy tej okazji zostanie empirycznie obalone.
Wracając do tematu, bez wątpienia jest szereg zdarzeń, których prawdopodobieństwa nie da się nie tylko oszacować, ale zaiste,  nawet nie domyślamy się ich istnienia.
Naukowo, dzielimy w Redakcji Bloga takie wydarzenia na dwie grupy:
Zdarzenia, których nie przewidujemy bo W OGÓLE nie  próbujemy ich  przewidywać
Zdarzenia, których nie przewidujemy POMIMO, że  próbujemy je przewidywać.
Postawimy tu hipotezę, że w grupie pierwszej mieści się 99, 99 % wszystkich nieznanych  ryzyk .
Wiesz wszystko Czytelniku,  co chciałbyś o nich wiedzieć,  tylko boisz się o to zapytać .

Zakaz deficytu budżetowego w UK

4
zakaz

Śpieszymy podać w „Monitorze” tę szokującą i arcyważną wiadomość. Parlament Wielkiej Brytanii wprowadza zakaz deficytu budżetowego, Szokujące !!! Kolejne budżety Zjednoczonego Królestwa powinny zakładać, że koszty = przychody.

Co ciekawe ma to również dać efekt w postaci wzmocnienia welfre state co w sumie da się dość łatwo argumentować. Bo jak wiadomo obecny system biurokratyczno-klientelowski udający kapitalizm działa m.in. na korzyść rozwarstwiania dochodów i wzrostu nierowności na co już zresztą dawno zwracali uwagę choćby neoliberałowie (nie ci gazetowi oczywiście).

Ewentualne nadwyżki z nowej polityki budżetowej UK mają być konserowane na czarną godzinę. Co prawda zachowano możliwość odstępstw i mowa jest o „normalnych” warunkach, w których zakaz miałby obowiązywać (więc jest pewne pole do manipulacji), ale… Aż strach pomyśleć gdyby inne Rządy, w tym Polski poszły tą prymitywną ale jakże skuteczną drogą zarządzania ryzykiem…

[wysija_form id=”1″]