Uncategorized

Strona główna Uncategorized Strona 3

Ważny Kontekst zarządzania ryzykiem

2
Jak już być może P.T. Czytelnicy dostrzegli Redakcja Bloga Ryzykonomia równą wagę do kwestii praktycznych jak i metodologicznych Tematu Przewodniego przykłada. Ów teoretyczno-praktyczny ying- yang naszym zdaniem  zapewnia największy sukces w skutecznym wdrażaniu zarządzania ryzykiem . O metodologii więc będzie jeszcze niejednokrotnie .  Dziś natomiast, w tym kontekście, garść uwag – o Kontekście.
Jak zapewne wiesz Czytelniku, co znańsze normy zarządzania ryzykiem przerobienie tematu „kontekstu”, „warunków” czy też „środowiska” na samym początku wdrażania procesu zarządzania ryzykiem postulują
Nam w Redakcji najbardziej się termin „Kontekst” i tego terminu zawartość przez międzynarodówkę isotrzydzieścijedentysięcy podany podoba.

Kontekstów przy aplikowaniu procesu zarządzania ryzykiem jest zwykle wiele: a to strategiczny, organizacyjny, społeczny, polityczny a nawet kontekst samego zarządzania ryzykiem. Jakby nie było , to zdaje się,  Kontekst – Kontekstu.  
Ciekawe, że ten krok procesu zarządzania ryzykiem twórcy co ważniejszych standardów podkreślają i – nie bez powodu !
Zadanie analizy kontekstu ma dla wdrażającej zarządzanie ryzykiem organizacji metodologicznie „miękki charakter” bo tu o jakiś twardych technikach czy narzędziach nie ma raczej mowy. Przez ową „miękkość”  jest,  zdaje się,  podatny na pominięcie, jako że na horyzoncie czeka już „konkretne” zadanie identyfikacji ryzyka. Po co więc tracić czas na jakieś „konteksty”…
„Twardą” naturę i znaczenie ujawnia Kontekst przy rzeczywistym przećwiczeniu tego punktu wdrażania zarządzania ryzykiem, co niejednokrotnie w odwiedzanych organizacjach empirycznie potwierdzić mogliśmy.
Na etapie „Kontekstu” jest też zresztą bdb czas i miejsce na przygotowanie fundamentów pod budowę procesu zarządzania ryzykiem w organizacji, wyznaczenie ścieżek komunikacji  i zasadzenie trawników porozumienia. Tak, żeby i sam proces jakąś mordęgą nieludzką nie był. 
Ciekawa nam się tu w Redakcji Bloga autorefleksja  pojawiała, że i samo  pisanie o Kontekście tak precyzyjne jakbyśmy chcieli niekoniecznie jest i być musi  stąd i z lekka filozoficzny wniosek  – kontynuując- – że metodologiczny yang w dzisiejszym tekście przeważać zaczął…
Żeby wiec postulowaną na wstępie dzisiejszego wystąpienia  równowagę utrzymać nasz praktyczny punkt widzenia na zakończenie dobitnie jedynie wyrazimy:  Praktykujmy Kontekst w Kontekście. O!

Lessons learned z zarządzania ryzykiem

0
Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Bydłowozy nad Europą. Rzecz o istocie zarządzania ryzykiem.

0


Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Katmandu – w poszukiwaniu black swana

0
katmandu

Katmandu, trzęsienie ziemi…

Katastrofy naturalne są… naturalne. To rzecz oczywista dla każdego, że na Matkę Naturę nie ma rady a stąd i często ryzyka katastroficzne są traktowane jako dopust z nieba więc i nie podlegające „de facto” zarządzaniu ryzykiem. Oczywiście nic bardziej błędnego, bo przecież wiatrem nie można zarządzać „przed” ale na pewno można „po”. A na pewno można budować odporność, czyli popularne na świecie resiliance.  Katastrofy naturalne mają jeszcze jedną tą paskudną cechę, że dotykają nie pojedynczych zakładów ale całych społeczności, ba nawet społeczeństw. Dlatego zarządzanie katastrofami nie jest sprawą prywatną ale publiczną, rządową, samorządową, sprawą wszystkich.

To co zdarzyło i dzieje się w napalskim Katmandu pokazuje, że zagrożenie nawet jeżeli nie można go przewidzieć co do godziny (choć wiadomo że będzie bo to już któreś trzęsienie z rzędu) to na pewno można się przygotować. I zresztą nie jest to żadne odkrycie koła, bo w necie pełno jest materiałów i opracowań gotowych przez trzęsieniem.
Próbka dla zainteresowanych poniżej:

katmandu

Także, znowu i w Katmandu nie było black swana (rzadki to zaiste zwierz), choć jak zwykle zabrakło pieniędzy na ubezpieczenia (średnia składka Nepalczyka na ubezpieczenia majątku to ca. 4 dolary rocznie, Amerykanina 2400). Ale też z drugiej strony przygotowanie na wypadek katastrofy na szczeblu narodowym należy do władz państwowych a z tym w krajach nisko rozwiniętych, słabo.  Inna sprawa, że mając okazję rozmawiać z osobą dobrze zorientowaną w omwianym regionie, łatwo potwierdzić że może kasa i była, ale problemem jest korupcja. (nawiasem mówiąc obiecujemy wrócić do tego arcyciekawego ryzyka bo sporo ciekawych raportów się w tym temacie też ukazało…)

Wreszcie Katmandu jest przykładem, że samo tworzenie planów nie wystarczy, ciekawe stąd jak to będzie z szeroko rozgłoszonym u na zarządzaniem ryzykiem powodziowym. Ostatnio, na przykład ktoś mi relacjonował, że znajomi kupują tanio działkę budowlaną około stolicy, bo to co prawda tereny zalewowe, ale inni kupują… No właśnie, w przymiotniku „zalewowe” (mam nadzieję, że to nie przydawka 😉 tkwi problem, a co do skuteczności narodowych planów antypowodziowych dowiemy sie za jakiś czas, wcześniej lub później, ale na pewno (ps. jakby ktoś ciągle nie pamiętał, że ryzyko a niepewność, to nie to samo)…

A imię jego 40 i 4 (cztery)

0

Zarządzanie ryzykiem jest dziedziną na wskroś interdyscyplinarną, ale nie aż na tyle, żeby do wątpliwych zdobyczy numerologii sięgnąć.  A numerologia przychodzi nam na myśl, kiedy (coraz częściej) słyszymy różne „magiczne” cyfry, a przede wszystkim dotyczące tego, ile właściwie tych ryzyk powinno w naszej firmie/jednostce być.

Oczywiście te rozterki różnych kierowników doskonale rozumiemy, bo ryzyk może być „dużo” albo „mało” ale najlepiej oczywiście, tyle ile trzeba .
Osobiście, to my się w Ryzykonomii „dużych” rejestrów ryzyka nie boimy a nawet je preferujemy, bo szeroki obraz dają i czarne łabędzie tropią,  a narzędzi oddzielania plew od ziaren przecież nie brakuje.

Ciekawe  natomiast , że szczególnie w sektorach publicznych słyszymy ostatnio o magicznych branżowych  liczbach ryzyka ( 60, 80 itd. ). Ważny to problem i niejednego kierownika konsternacja jak tu potem brakujące ryzyka „dorobić”.  
Inna ciekawa numerologia, z którą się spotkaliśmy i w przedsiębiorstwach  to liczba strategicznych ryzyka do zarządzania dla kierownictwa. Tu liczbę 6 chociażby się objawia. Nieraz się nad tą strategiczną numerologią zastanawialiśmy, a objawia się ją niejednokrotnie jako prawdę najwyższą i objawioną,  chociaż w różnych krajowych i zagranicznych case study widzieliśmy wielokrotnie, że różnie z tą liczbą w praktyce bywa.
Oczywiście sensowne jest aby liczba ryzyka strategicznych, dla uwagi kierownictwa, nie była zbyt duża i pewnie nie będzie ich więcej niż 10 – i to dużo. Ale dlaczego akurat 6 ? A nie 5 lub 7 ? 
A  4 lub osiem byłoby źle jakby kto chciał i lubił  ? Jakimi matematycznymi permutacjami owe magiczne 6 wysublimowano ?
Choć trzeba przyznać, że jak nasz wieszcz narodowy owe magiczne 40 i 4 zaserwował to się do dzisiaj o co chodziło na maturach zastanawiają. I może o to chodzi.  
A więc Piątka – do zobaczenia ….. mniam, mniam, mniam.

Zarządzanie ryzykiem w szpitalu, klinice, przychodni, ZOZ (c.d.)

0
Choć  model ryzyka w szpitalu zaprezentowany w poprzedni artykule jest umowny i  może być dyskutowany, to bezdyskusyjne wydaje się stwierdzenie, że dla medycznego zarządzania ryzykiem centralnym punktem są ryzyka związane z zawinionymi bądź nie błędami w sztuce medycznej.

Więcej na te temat
przeczytasz w „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu” .  Strona bloga  
http://www.ryzykonomia.pl/p/e-booki.html

Racjonalna niepewność franka

0
„W długim okresie wszyscy będziemy martwi” zauważył kiedyś Lord Maynard Keynes. Te i inne kwaśne skojarzenia nam na myśl przychodzą gdy oglądamy na szklanym ekranie gadające głowy przyszłość od ręki przepowiadające.
Nie żebyśmy się specjalnie zarządzaniem ryzykiem walutowym emocjonowali, choć wiemy to i owo na temat, ale trudno żeby głosu nie zabrać, gdy rynki finansowe szaleją i frank szaleje.
A o ryzyku związanych z kredytami w CHF-ach już na początku tego roku pisaliśmy przy okazji (polskiej) Mapy Ryzyka Ryzykonomii (tutaj).
I to wcale nie dlatego żebyśmy specjalnie genialni byli o tym przypominamy, ale taka jest dola risk managera, żeby stare prawdy powtarzać i wysłuchiwać w odpowiedzi do znudzenia, że „nam się to przydarzyć nie może”.

Podobnież bańka spekulacyjna cen nieruchomości już na naszym rynku drży napompowana, a przecież wiele już  podobnych było w historii  i schemat się zawsze podobny powtarzał.
Wracając do tematu szaleństw franka, to szczególnie nas irytują opinie, że obecny kurs jest nieracjonalny i na pewno się „racjonalnie” w krótszym lub dłuższym okresie ustabilizuje (zmieni).
W meandry analiz fundamentalnych czy fraktalowych nie próbując się zagłębiać zauważamy Drodzy Frankomentatorzy, że ekonomia już dawno mitologiczny paradygmat o racjonalności zachowań rynków porzuciła.  
Decyzje podejmują ludzie, a ci w warunkach niepewności (czyli zawsze) wcale racjonalnie się zachowywać nie muszą i nie zachowują. Takie efekty jak framing czyli perspektywa decydenta, asymetria informacji, kaskady informacyjne czy „zwykły” herding, stadność zachowań, już dawno to zauważono,  racjonalność pod znakiem zapytania postawiają. Nieznaczy to, że racjonalności ekonomii  w ogóle nie ma.
Jest , tylko często inna dla Pana Władka, Pani Zosi czy Pana Mietka.  
Szarlatanerią jest dla nas,  choć rozumiemy , że jak mikrofon podtykają, to coś powiedzieć trzeba twierdzenie, że kurs dajmy na 3,33 jest racjonalny a 4,12 nie. Kto empirycznie racjonalności takich a nie innych kursów dowieść  może. Pomogą długie okresy?  A jakie to są długie okresy bardziej dla dłużników bankowych przyjazne ?  Kto wie co się na świecie z 2,5,10 lat wydarzyć może?
I dlatego zarządzanie ryzykiem  się wróżeniem z fusów nie zajmuje. I łopatologicze ale recepty  daje. 
Na przykład:  nie traktuj hedgingu pozycji walutowych firmy jak gry w kości.  
Albo: zadłużaj się w walucie, w której zarabiasz.
I nie kop się z koniem niepewności. Chyba że lubisz hazard.  Ale tą popularną skądinąd dziedziną ludzkiej aktywności  już risk management innym specjalistom pozostawia.  
Bo to niepewność jest racjonalna, a racjonalnośc niepewna…

Ryzyko kredytowe – seminarium Johna Hulla

2
ryzyko kredytowe

 

Tyle tu spraw do opisania, ciągłych developmentów zarządzania
ryzykiem i w przedsiębiorstwach, i u publicznych i w ogóle, a tu nas  Naczelny
Bloga dręczy o obiecane P.T. Czytelnikom Bloga  sprawozdanie z seminarium Johna Hulla w Warszawie. 
Dobrze… No więc było
to tak….
Seminarium odbyło się w owianych pieniężna mgłą dostojnym gmachu Giełdy Papierów Wartościowych i to, żeby było ciekawiej , organizator ulokował je – dosłownie –  na centralnym giełdowym Parkiecie, co amatorskie zdjęcie, które załączamy potwierdza. (Event zorganizowała zaprzyjaźniona z Ryzykonomią i nieoceniona Agencja Personalities )
Ci , którzy znają prace Johna C.  Hulla (po polsku w 2011 wydano „Zarządzanie
ryzykiem instytucji

finansowych”), światowego top specjalisty z instrumentów
pochodnych potwierdzą, że ani temat letki nie jest ani sam John nie sili się na
różne psycho-socjo chocki-klocki (jak to na przykład nasi władcy i pretendenci  mają w zwyczajów czynić, czy to  składanie dłoni w piramidki, „machanie siekierką” czy szczere obnażanie
rącząt, które to słuchaczom ma dać sygnały podkorowe odnośnie kompetencji a solidne treści ułatwia pominąć).
Tu było merytorycznie i na temat i to zgrupowane w 4
zasadniczych blokach:
  • Przyczyny kryzysu
  • Szacowanie prawdopodobieństwa „difoltu” różnych walorów
  • Ryzyko kredytowe stron transakcji
  • Wycena derywatyw kredytowych

 

Mamy nadzieję, wybaczą mi Czytelnicy że wykładu nie
będziemy szczegółowo relacjonować szczególnie, że  częstokroć rozważania krążyły wokół równań typu
które to z
samozaparciem śledziliśmy aczkolwiek nie próbujemy twierdzić, że akurat risk
manager poza bankiem inwestycyjnym, czy osobą „robiąca”  transakcje OTC (over
the counter ) muszą codziennie frapować.
Wracając do pierwszej części wystąpienia to kol. John sporo
czasu poświęcił analizie przyczyn „mechanizmu spustowego” , który odpalił
obecny kryzys, czyli krachu na rynku subprime bonds.
Ciekawie było prześledzić śledztwo Johna  jak to banki upgradowały nisko ratingowane
CDOsy (Collateralized Debt Obligations) na przykład z ratingu BBB na rating AAA
.
Nic się kompletnie nie działo, żadne cudowne zjawiska
fizyczne nie zachodziły, wystarczyło „pyk i „cyk” w zaciszu gabinetów sprytnych konstruktorów tych
wybuchowych min zrobić. I już można było (cenzura) owinięte w sreberko drożej
sprzedawać.
Oczywiście, oczywiście ! Nigdy to się już ma nie powtórzyć i
choćby regulacyjne usiłowania Bazyleji III też na seminarium omawialiśmy.
Osobiście mało wierzymy, żeby regulacje na jakiegokolwiek
rozszalałego biznesmena pomogły. Wierzymy za to, że stare, dobre bankructwo, widmo skoku z mostu i
pieczątki komornika na fortepianie zawsze były najlepszym lekarstwem
leczącym wariacje kapitalizmu.  Ale dzisiaj inne cudowne lekarstwa dlaczegoś
się aplikuje, a jak nie wiadomo o co chodzi, to jak zawsze chodzi o…
Kończąc moje sprawozdanie na kwestiach około kryzysowych to
Prelegent  podkreślił takie oto lessons
learned z crisis-u na przyszłość:
  • znaczenie zarządzania ryzykiem !!!
  • większy nacisk na stress testing
  • większy nacisk na ryzyko płynności
  • rozważniejsze premiowanie managerów ( incentivnes)
  • re-sekurytyzacja (pakowanie w sreberka ) to nie była dobra
    idea…
  • unikajcie irracjonalnego entuzjazmu (dla  (cenzura) w sreberku)

 

 No, no, no….
Szczerze mówiąc, to jeszcze na koniec panel dyskusyjny się
odbył, strasznie żałujemy, ale musieliśmy na ostatni PKP dobiec i 7 godzin z prędkością  40km/h nas jeszcze czekało ale tego, tu się pocieszamy, nawet taki specjalista jak John C.
Hull, profesor of Rootman School of Management, University of Toronto, Kanada, pojąć by nie
potrafił….

Pielgrzymka Radia Maryja

0

Bracia i Siostry ! 

Pax, pax ! Nie kasujcie  pochopnie linków do Bloga Ryzykonomia !
To nie skutki upału przywiodły nas do dzisiejszego tematu, ale nasza Misja szerzenia Zarządzania ryzykiem wśród bliźnich.
W temacie „okołoduchowym” pisaliśmy już kiedyś, dzisiaj i jako, że sezon wakacyjnych pielgrzymek w pełni, nie możemy nie wspomnieć o ryzykach związanych z jakże prastarą działalnością człowieka, czyli pielgrzymowaniem.
Niektórzy mówią nawet, że całe życie człowiecze to pielgrzymka… my jednak w filozofii mniej biegłymi będąc, na blogu się na organizacyjnej stronie zagadnienia koncentrujemy.
Jak donosi GW (jak widzisz Czytelniku źródła starannie dobieramy i o żadne ultrakonserwatywne czy kryptonarodowe odchylenie nas z lekka posądzać się nie da ), pierwsza duża Pielgrzymka do Częstochowy w tym roku, właśnie Pielgrzymka Radia Maryja,  stała się „próbą generalną przygotowania służb zarządzania kryzysowego w Częstochowie do szczytu pielgrzymkowego w tym roku”.

Ciekawe to lessons learned dla każdego managera-organizatora, łącznie z empirycznymi danymi co do częstości zdarzeń , choćby ilość zasłabnięć na parafię czy zagubień/godzinę. Zupełnie serio, takie dane są w zarządzaniu niezmiernie cenne, choć któż je gromadzi ?
Nadnmienić należy, że informacja GW jest pozytywna bo służby kryzysowe z Bożą Pomocą sobie poradziły i kryzys się nie zdarzył choć masa ludzi się zjechała ( a raczej zeszła).
Nie po raz pierwszy nas to dziwi jak dużo się U Nas mówi  o zarządzaniu kryzysowym. A przecież  trudno w Częstochowie pielgrzymki nazywać „kryzysem”. Kryzys to sytuacja ekstremalna. A co z ryzykami ? 
I znowu od  nazewnictwa i przyjętej metody wiele bardzo zależeć może…
Skoro o pielgrzymkach mowa to niebezpieczeństwa z nimi związane, choć nie duchowe oczywiście, od dawna spędzają sen z oczu wielu – i to nie tylko w Częstochowie .
Przykładem ekstremalnym jest muzułmański حج, hadżdż , czyli pielgrzymka do Mekki w Arabii Saudyjskiej Tam na terenie niespełna 8 km kwadratowych gromadzi się nawet 2,5 miliona pielgrzymów.
Kilkukrotnie doszło zresztą do tragedii:  w 1990 zatratowano 1426 osób w tunelu Al-Ma’aisim,   a na moście Jamarat podczas rytuału kamieniowania w 2004 roku zginęło 250 osób, a w 2006 osób 346. Po tych wydarzeniach  odpowiednie środki zaradcze zostały w końcu podjęte.
Tu zauważyć musimy, że tunele, mosty i inne przewężenia to naturalne punkty krytyczne na każdym dużym zgromadzeniu, pisaliśmy już o tym w przypadku Duisburga i takie lekcje pilnie przerabiać trzeba.
Domyślasz się zapewne Drogi Czytelniku, że nam tu nasze ulubione EURO na myśl przychodzi , trudno takich paraleli nie dostrzegać (my dostrzegamy wiele) choć oczywiście, cel imprez nie zawsze tak zbożny jak omawiany dzisiaj bywa.
Krótko jeszcze temat uzupełniając to nasze Źródła około-pielgrzymkowe następujące ryzyka jako kluczowe dla pielgrzymek podkreślają:
  • Bardzo duża  liczba osób w bardzo ograniczonej przestrzeni
  • Wjazd i wyjazd
  • Problemy z kontrolą ruchu tłumu
  • Panika, deptanie, tratowanie
  • Kongestie komunikacyjne
  • Problemy z komunikacją wogóle
  • Zagrożenie epidemiologiczne ( takie choćby właśnie w Mekce w związku z chorobami tropikalnymi w zanotowano, co zaowocowało podjęciem przez saudyjskie władze odpowiednich sił i środków)
  • Ataki terrorystyczne
  • Problemy z akomodacją czyli zakwaterowaniem
  • Dostarczenie wody, pożywienia, prądu, energii  
  • Zapewnienie higieny
  • Itp.itd
Po to jednak, przecież Pan Bóg człowiekowi dał rozum , żeby i pielgrzymki do Niego w sposób przemyślny organizował i ryzykiem zarządzał, czego ani małpa ani pingwin ani inny stwór lądowy, wodny czy podziemny nie potrafi. ( tu nam się nieopatrznie kolejny argument pro-wdrożeniowy pojawił …..)
Na koniec jeszcze dodamy, że organizatorzy z Mekki kierują do pielgrzymów ustawicznie przesłanie:
„Bądźcie przyjaźnie nastawieni, zachowujcie się rozważnie i uprzejmie. Nie pchajcie się” .
Proste i sensowne, prawda ?

6 uwag o zarządzaniu kryzysem (świńskim)

0
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

„Skąd się to cholerstwo wzięło ??? Słyszał Pan o kolejnych ciężko chorych Panie Janku ? Co będzie dalej ??? ……”Tej treści rozmowy można coraz częściej usłyszeć w środkach komunikacji, w firmach, przy rodzinnych stołach. O mediach nie wspominając. Świńska grypa staje się jednym z najaktualniejszych tematów naszego życia prywatnego i służbowego. Jedni mówią: to afera „kręcona” przez koncerny farmaceutyczne, drudzy mówią: to histeria mediów, trzeci: wirus jest groźny…

Po pierwsze
Obecna sytuacja ma bez wątpienia cechy typowego kryzysu (crisis), choć jeszcze niedawno być może była jedynie problemem (issue). Główni aktorzy kryzysu bezwiednie powtarzają schematy zachowań, które różne organizacje „przećwiczyły” – z opłakanym zresztą skutkiem już wiele razy w przyszłości. Dość wymienić prawie 10 letnia nieskuteczną i nieefektywną walkę brytyjskiego rządu z tzw. chorobą szalonych krów czy przegraną walka o drogę przez Rospudę.
Po drugie
Decydenci nie zdają sobie najwyraźniej wciąż sprawy z podstawowego faktu,że dla wagi kryzysu nie jest tak naprawdę istotne czy jego przyczyna (w tym przypadku „świński wirus”) jest rzeczywisty i stanowi zagrożenie. Takie „mechanistyczne” pojmowanie kryzysu (realna przyczyna – realny skutek)jest już PRZESTARZAŁE i nie sprawdza się w
demokracji medialnego spektaklu. Istotne jest to że, ludzie WIERZĄ, iż wirus jest groźny.
Po trzecie
Równie daremna jest wiara decydentów, że społeczeństwo można przekonać,
że „rząd panuje nad sytuacją ponieważ nad nią panuje” – a resztą niech pozostanie tajna „dla dobra sprawy”.
Pustka informacyjna w kryzysie jest zawsze wypełniana przez spekulacje mediów.
Po czwarte
Metoda odwoływania się do opinii autorytetów kojarzonych w ten czy inny sposób,
chociażby z racji pełnionych funkcji, z rządem jest mało efektywna.
Doświadczenia wielu kryzysów firmowych i rządowych pokazują że, opinia publiczna w bardzo ograniczonym stopniu wierzy komunikatom wygłaszanym z szklanego okienka przez urzędników i wspierające ich gadające glowy. Wiara w autorytety spada sukcesywnie wraz z rozwijaniem się kryzysu.
Źródła z zakresu crisis management przytaczają np. takie warte przemyslenia wyniki badań:
6 uwag o zarządzaniu kryzysem
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

Oczywiście, może ktoś powiedzieć że, ludzie nie wierzą również firmom farmaceutycznym … Ale czy one kiedykolwiek kogokolwiek wprost przekonywały o konieczności zakupu swoich szczepionek ?
Po piąte
Gdy 1994 roku Intel zaproponował klientom wymianę wadliwie działających chipów tylko 1-3 % skorzystało z tej możliwości.
Ludzie niekoniecznie chcą się zaszczepić, ale CHCĄ mieć pewność, że taka możliwość będzie istniała, jeżeli tego zechcą lub sytuacja to wymusi.
Po szóste
Wiele wskazuje na to że przebieg wielu kryzysów ma istotne cechy wspólne i obrazuje to taki oto rysunek:
6 uwag o zarządzaniu kryzysem

Myślę, że z kalendarzem w ręku można by spróbować zaznaczyć gdzie na wykresie nasi decydenci znajdowali się jeszcze tydzień temu, a gdzie znajdują się dzisiaj. Brak znamion zorganizowanego i planowanego zarządzania obecną sytuacją kryzysową wskazuje,że problem jest pod iluzoryczną kontrolą decydentów i może łatwo się spod niej „wyrwać”. Miejmy na nadzieję, że do tego nie dojdzie, choć życzyłbym sobie aby tajne rządowe komitety kryzysowe, o ile takie w sekretnych podziemiach mrówczo dzialają pochyliły się nad tą krzywą i uważnie ją przestudiowały….