Varia

Strona główna Varia

Ochrona danych osobowych zg. z Rozporządzeniem UE (RODO)

0
ochrona danych osobowych

Ochrona danych osobowych >>>
Jak się dowiadujemy z źródeł profesjonalnych zbliżonych do Ryzykonomii, na uczelni Vistula w Warszawie ruszają wkrótce niezwykle ciekawie zapowiadające się studia podyplomowe pod tytułem
”Ochrona danych osobowych zgodnie z Rozporządzeniem UE (RODO)”.

Więcej informacji znajdzie zainteresowany Czytelnik tutaj.

http://www.vistula.edu.pl/pl/page/o-uczelni/aktualnosci,zostan-specjalista-ds-rodo-najwiekszej-reformy-systemu-danych-osobowych-od-ponad-20-lat-341

Jak czytamy w opisie studiów:

Studium jest skierowane do pracowników wszystkich departamentów, którzy stosują, nadzorują i realizują przepisy o ochronie danych wewnętrznej, ryzyka, kadr czy obsługi klienta oraz osób zainteresowanych poszerzeniem wiedzy w tym obszarze.

Informacje na temat wprowadzanych zmian są niezbędne osobom, które pełnią lub zamierzają pełnić funkcję administratora danych osobowych, administratora bezpieczeństwa informacji czy rozwoju systemów IT.

Nie będziemy udawać, że to jakaś kryptoreklama, bo nie „krypto”, przecież sami wykładamy już kolejny rok na Vistuli zarządzanie ryzykiem w programie pod tytułem „Dyplomowany specjalista ds. ubezpieczeń”

http://www.vistula.edu.pl/pl/page/studia-podyplomowe/dyplomowany-specjalista-ds-ubezpieczen

W końcu trzeba się dzielić wiedzą z nowymi adeptami. Nawet jeżeli za pieniądze… a programy, o których piszemy mają profesjonalną kadrę i sensowne programy. I najwyraźniej, skoro są kontynuowane (akurat ten z RODO to zupełnie nowy program) znajdują uznanie u uczestników.

Skądinąd kwestia ochrony danych osobowych, to nowy niezwykle szybko rosnący problem i potencjalny non-compliance. Więc szczerze mówiąc, gdybyśmy tylko znaleźli siły i środki sami byśmy się w temacie podszkolili, bo warto. Także polecamy uwadze P.T> Czytelników Ryzykonomii i ich znajomych, pozdrawiając.

Wesołych Świąt ! Bez ryzyka…

0
Wesołych Świąt

Wesołych Świąt ! Wracamy po Świętach

Ryzyko rakietowo sportowe

0
ryzyko rakietowo sportowe

Ryzyko rakietowo sportowe, bo…Ryzyko sportów rakietowych jest, jak się dowiadujemy wysokie i pozytywne…

Więc wybaczcie nam Drodzy Czytelnicy, że dziś nie będzie o standardach, strategiach i complajansach. Możecie zwalić na to, że Redakcja Ryzykonomii tęskni za popularnością lajfstylowych blogów ubraniowo-garmażeryjnych.  Ale raz, że zbliża się weekend a dwa, że słowo „ryzyko” pojawia nam się w innych kontekstach i stad pozwalamy sobie czasami zahaczyć ryzykonomię, szeroko. Nie tylko biznesowo, ale ogólnie, choćby lajfstalowo.

No więc rem, jak donosi nasz Departament Reserzcu senioralno-zdrowotnego, za „Rynkiem Seniora” aby zachować życie i zdrowie cenne dla was i waszych biznesów należy uprawiać sporty rakietowe. Nie jakieś biegi czy szarpanie złomu na siłce. Ale właśnie ping-pong czy badminton.

Jak się dowiadujemy w głosie seniora (tak, tak latka lecą) „w porównaniu z osobami, które nie uprawiały sportu, ryzyko zgonu u miłośników sportów rakietowych było mniejsze o 47 proc., wśród pływaków – o 28 proc., uczestników zajęć aerobiku – o 27 proc., a wśród cyklistów – o 15 proc.”

Cykliści są na końcu co ciekawe, no nam też wydaje się dość podejrzana kategoria… Wiadomo, ale z drugiej strony jak to w życiu, okazuje się, że wszystko jest w ryzykonomii na odwrót niż nam się by wydawało z początku. Tak to jest z paradygmatami, że się zmieniają. My w ogóle akurat w zarządzaniu paradygmatom nie chołdujemy. A jeżeli, to zadaniem menadżera, przede wszystkim ryzyka, jest kwestionowanie założeń. Oczywistych oczywistości i tym podobnych…paradygmatów.

Szerzej dodamy, że ryzyko w opiece zdrowotnej i w jej organizacji i to czysto medyczne to obiekt nieustannego zainteresowania ryzykonomii. Bo jak nic dotyczy nas wszystkich. I niezwykle jednak frapujące jest dla nas, że o ile „ryzyko” w medycynie odmienia się po tysiąckroć, to już w zarządzaniu medycyną tak jakby ono nie istniało, albo mialo zgoła marginalny charakter. Dziwne, czyż nie?

Tak, czy inaczej, młody czy stary….Za rakiety chwyć!
ryzyko rakietowo sportowe ryzyko rakietowo sportowe

 

Ryzyko rakietowo sportowe

Pacyficzne ryzyko zarządzone

0
pacyficzne ryzyko

Ryzyko w Afryce, ryzyko w Oceanii… kontynuujemy podrzucanie P.T. Czytelnikom Ryzykonomii przykładów wykorzystania zarządzania ryzykiem, tak się tym razem składa w zarządzaniu kryzysem i BCM-ie.

Tym razem do przejrzenia dokumentacja procesu z Nowej Zelandii, jak wiadomo NZ to świetny benchmark do dobrych praktyk zarządzania ryzykiem, tamże przecież sięgają korzenie standaryzacji risk managmentu począwszy od AS/NZS do dzisiejszego następcy ISO 31000 mającego też status polskiej normy (niepodlegającej certyfikacji, przypominamy 100x!!!). Zresztą bacze oko Czytelnika od razu dojrzy, że Proces w tej procedurze jest ISO-wski.

Jak zawsze rzucają się w oczy specyficzne i ciekawe ryzyka jak to ryzyko tsunami czy trzęsień ziemi.
Nawiasem mówiąc w temacie katastrof naturalnych źródła zwracają uwagę na sprawne działania włoskiego OC po ostatnim trzęsieniu w Apeninach. U nas ostatnio więcej o OC aczkolwiek zdaje się w specyficzną stronę tą podąża, temat będziemy komentować soon, bo to także kwestie bardzo ważne dla biznesu. No bo jak idzie woda, pożar czy trzęsienie to chyba najgorsza dla ocalałych jest utrata miejsc pracy. O tym mało kto mówi !

Także, czytajcie, kopiujcie, dziwujcie się, pacyficzne ryzyko pod linkiem poniżej:

https://www.parliament.nz/resource/en-nz/49SCGA_EVI_00DBSCH_FIN_8899_1_A23468/9b9c84f55b19064205902d742da2f62d5a94b9fa

Finisz ryzyk wakacyjnych z morałem

0
finisz ryzyk

Finisz ryzyk (onomii) wakacyjnej póki co się zbliża….wakacje są ex definitione poświęcone wypoczynkowi, nie można jednak nie wspomnieć, że to okres pełen różnego rodzaju ryzyk systematycznych i specyficznych. Ponad wszystko zaś, to idealny okres do czynienia obserwacji na temat kondycji powszechnej ryzykonomii, oczywiście przez tych, którzy tak szalone rozważania w czasie wakacji podejmują. No, bo przecież ma być sielsko i beztrosko, gdzie tu czas na zarządzanie ryzykiem?

Ryzyka kaszubskie zarządzone

Do takich przemyśleń zostaliśmy spowodowani przez pewnego znajomego w czasie kilkudniowego pobytu nad przepięknym kaszubskim jeziorem. No, więc znajomy Warszawiak z Lęborka udał się na naszych oczach pływać w jeziorze, przepasany linką połączoną z małym plastikowym pływakiem, takim pomarańczowym, jakich używali piękni ratownicy z serialu Baywatch. Na moje (pełne podziwu) milczenie kolega objaśnił, że „pływa dobrze, ale…”. „Więc tylko nie ja jestem szalony i myślę o ryzyku wszędzie” pomyślałem. Są jeszcze inni wariaci na świecie!

Obóz był „późno harcerski”, więc nikt się nie śmiał, ale pomyślcie ilu ludzi by nie utonęło, jak co roku, gdyby o ryzyku myślało? W czerwcu 83, w lipcu 76, w sierpniu…? I cóż z tego, że się ostrzega, i nawołuje, i straszy? Dam radę na drugi brzeg, jakie ryzyko, jaka asekuracja ha, ha! Gul, gul, gul….

Ryzyka wakacyjne są man-made

Od razu, więc trzeba przypomnieć, że większość ryzyk w ogóle, tak i tych wakacyjnych jest „man-made”, wykreowanych przez człowieka. No, bo nawet takie uderzenie pioruna latem zwykle jest efektem braku reakcji na standardowe ostrzeżenia meteo, a przecież postępy pogody można już obserwować na darmowych radarowych apkach na smartfonach.
Jest tu też dobra dla Pań i zła dla Panów wiadomość: według amerykańskiego Krajowego Laboratorium Burz „Demografia wypadków w wyniku rażenia piorunem w latach 1959-1994”, mężczyźni stanowią aż 84 proc. ofiar śmiertelnych piorunów. Jako przyczynę niektórzy naukowcy wskazują testosteron, który ma działać jak „magnes”…Mamy też i ryzyko krzyżowe, bo czynnikiem zagrożenia jest przebywanie w czasie burzy na otwartej przestrzeni, w tym pływanie w wodzie. A tak lubimy pławić się w czasie deszczu!

Oczywiście, żeby doświadczyć ryzyka na wakacjach trzeba wpierw na te wakacje dotrzeć. I tu mamy cała masę pięknych ryzyk komunikacyjnych. Samochody wiadomo, to nasz narodowy środek mordu. Mając świadomość mega korków na bramkach na morską „jedynkę” polski kierowca (tu znacząco pomijamy przyrostek „–my”) grzeje z rodziną jak szalony najniebezpieczniejszymi (jak mówią statystki) w Europie autostradami, a potem dojazdówkami do Helu. Tu nie obwiązują nie tylko zasady kodeksu drogowego, czy wyśmiewanej kultury, tu nie działają nawet prawa dynamiki Newtona. Co z tego, że policja złośliwie ostrzega, że droga hamowania typowego pojazdu osobowego jadącego setką to ca. 40 metrów? Widzieliście kiedyś białka oczu kierowcy za wami na autostradzie przy znacznie większej prędkości? Ba, nam się zdawało nieraz, że ktoś siedzi na tylnym siedzeniu! No, więc już w czerwcu było 272 pogrzebów, właśnie zamyka się lipiec. Na pewno dogonimy….na finisz ryzyk wakacyjnych !

Ryzykowny kalejdoskop

Potem mamy samolot, w dzisiejszych czasach wciąż najbezpieczniejszy środek, być może „dzięki” zagrożeniu terrorystycznemu. Ale są jeszcze lotniska, więc pewnie miła, wakacyjna atmosfera ogólnie w lotnictwie nie jest. Oczywiście mogą wam też nie dolecieć bagaże, więc się nie zdziwcie, bo każdego dnia na świecie w destynacjach nie pojawia się 90 tysięcy walizek, europejskie linie lotnicze według danych Europejskiego Stowarzyszenia Linii Lotniczych (AEA) gubią 10-20 % bagażu. Dobra wiadomość jest dla was taka, że 85 % dociera po 48 godzinach. Wierzcie jednak, da się żyć bez bagażu, sprawdziliśmy!
Potem w wakacyjnej ryzykonomii idą pociągi, pewnie bardzo bezpieczne, o ile dróżnik nie gra w Pokemon Go czy inną gierkę na smartfonie, jak to okazało się po katastrofie kolejowej w Bad Aibling w Bawarii wiosną…

Są rowery, motorysąwszędzie, autostopy i może nawet hulajnogi, tu przyznajemy gorzej ze statystyką. Ale załóżmy, że jesteśmy już „na miejscu”. Na początek idą różne choroby i zatrucia, typu „zemsta faraona”. Nawet, jeżeli faraon jest tylko ze smażalni we Władysławowie, gdzie zawsze podają dorsza najświeższej świeżości. Trochę ta nieustająca świeżość dziwi, szczególnie, że dorsza nie łowi się cały rok, taka prawda, a na przykład w pewnej sławnej smażalni nad zatoką ryb się podobno wcale nie smaży tylko, z braku miejsca, podgrzewa. I tak w ogóle znajomy technolog z branży rybnej klaruje, że kupuje tylko ryby mrożone, bo są… najświeższe, ha, ha.

Morał płynie taki…

Urazy na wakacjach też mamy różne, bo można się wywalić na rowerze (kaski!), rolkach (ochraniacze!), czy pośliznąć na bananie wracając po biesiadzie z grillem (żona!). Dobrze jeszcze, gdy rękę złamiemy w kraju, gorzej będzie z poważną choroba w Hiszpanii a jeszcze gorzej jeszcze dalej. Media ku przestrodze donoszą o turystach, którzy utknęli z gigantycznymi rachunkami ze szpitali za granicą, czasami idącymi w setki tysięcy złotych.

Więc na koniec bo mamy już zaraz finisz ryzyk wakacyjnych na ten rok. Żeby nie straszyć wakacjami, idzie pozytywny przekaz: trzeba zarządzać wakacyjnymi ryzykami !

finisz ryzyk

Ryzyko pokemona

7
ryzyko pokemona

Ryzyko pokemona to rodzaj zagrożenia, którego pojawienie się na łamach Ryzykonomii być może wywoła u niektórych naszych Czytelników myśl, ze Redakcja straciła rozum z powodu lipcopadowych upałów…. Ale, ale świat mamy taki dziwny, że pojawiają nam się coraz to nowe ryzyka, zrazu zupełnie egzotyczne i zabawne a po chwili całkiem realne i wymierne.

Otóż, jak z pewnością, co niektórzy Czytelnicy zauważyli przez świat przetacza się szaleństwo nowej realno- wirtualnej gry polegającej mniej więcej na tym, że uczestnicy za pomocą swoich smartfonów, a właściwie patrząc okiem ich kamerek w realnym świcie poszukują i „łapią” śmieszne (?) Stworki, różne Pokemony znane z dziecinnych zabawek.
Pokemony pochowane są podobno wszędzie, a o ich obecności informuje aplikacja, apka, którą na tę okazję sobie gracze instalują. Gra jest bezpłatna, zasadniczo wymyślona przez japońskie Nintendo a idzie podobno przez świat jak huragan, choć w Polsce jej jeszcze podobno nie ma.

Póki co, bo nie widzimy w Polsce  (jak donoszą media gdzie indziej) ludzi goniących ze smartfonami owych Pokemonów w najdziwniejszych miejsca, czatujących nań do rana po jakichś magazynach, skrzyżowaniach czy centrach handlowych.
I już, przy okazji pojawiają nam się ryzykowne efekty tego szaleństwa, o których odnoszą różne cyber źródła, ba mówi się już, że „Pokemon Go” (tak się nazywa ta zabawa) stanowi „huge security risk”, bo między innymi i w szczególności:

  • Wymaga od posiadaczy iphonów zatwierdzenia nieograniczonej dostępności (full access) google account dla aplikacji Niantec (pokemonowej) , w efekcie aplikacja uzyskuje dostęp do wszystkiego (!) w telefonie – od emaila do historii wyszukiwań.
  • (Niepotwierdzona) wieść niesie o różnych nieporozumieniach a nawet urazach czy wypadkach związanych z pogonią za pokemonami w niedostępne miejsca, w tym gwałtowne zawrotki aut na drodze po sygnale o pokemonie w pobliżu
  • Mowa jest o zagrożeniach dla dzieci szukających pokemonów w niedziecięcych lub niebezpiecznych miejscach…
  • Lub o zgrozo !!!na przykład w Oświęcimiu (tak, w obozie:-(( lub cmentarzach !
  • Kolejny multitasking, przypominamy o katastrofie kolejowej w Niemczech parę miesięcy temu, kiedy dróżnik… grał na komputerze
  • Możliwe są różne fizyczne zagrożenia bezpieczeństwa typu Pokemony na terenie… elektrowni jądrowej? Pokemony na pasach startowych lotnisk? (Mamy już przecież drony)
  • Podobno możliwe jest wykorzystanie pokemonów do zwabiania na przykład dzieci, czy innych osobów przez ludzi o nieczystych zamiarach

Ponadto…

No, tu trochę trudno nam się kończy lista zagrożeń znaleziona w źródłach i trochę nasza fantazja (chociaż, chociaż…), ale żebyśmy się nie zdziwili, co nam jeszcze przyszłość przyniesie, kto by jeszcze parę miesięcy temu (!) pomyślał o takim szaleństwie… ryzyko pokemona!

Cytaty Ryzykonomiczne teraz

0
cytaty ryzykonomiczne teraz

Jak P.T. Czytelnicy Ryzykonomii na pewno zauważyli już od lat (tak, tak) gromadzimy różne cytaty i myśli o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem.
Nie jesteśmy jakimś strasznym zwolennikiem „mądrości narodów” (niektórzy twierdzą, że to „głupota narodów” typu „wyjątek potwierdza regułę” nielogiczne przecież…) ale lubimy też celne bon moty i trafne spostrzeżenia obrane w giętkie słowa.

Nasze ryzyko-cytaty znajdziecie też w Newsletterze Ryzykonomii, który ma już ponad 245 abonentów i szybko rośnie ta liczba dziękujemy, dziękujemy, dołaczcie do subskrybentów teraz Wy, którzy byliście niedołeczeni wcześniej, bezpłatnie i jeżeli chcecie zupełnie anonimowo…

http://www.ryzykonomia.pl/newsletter-zarzadzania-ryzykiem/

cytaty ryzykonomiczne teraz

Mów nigdy nie

0
mów nigdy

Dopiero co za pośrednictwem naszego profilu na LinkedIn (zapraszamy Czytelników Ryzykonomii do kontaktu, będzie nam bardzo miło) otrzymaliśmy informację „techniczną” od jednego z naszych, jak myślimy stałych Czytelników (pozdrawiamy !).

Otóż Czytelnika nieznacznie (tak sobie mamy nadzieję) zirytowało okienko, które wyskakuje na otwieranych stronach naszego bloga z propozycją zapisu na nasz cotygodniowy, bezpłatny, jedyny taki w Polsce (poważnie) Newsletter.

No więc jest dobra wiadomość, jakby jej ktoś jeszcze nie znał. 

W wyskakującym okienku pop-upu znajdziecie Państwo na dole opcję „Never see this massage again”.  Wystarczy klinąć i…. okienko … zniknie mamy nadzieję na zawsze !!! I po kłopocie.

Mamy nadzieję, że aż tak bardzo naszych P.T. Czytelników jednak nie zirytują nasze małe kryptoreklamy, skromne przejawy  własnej czy zaprzyjażnionej autopromocji (zawsze wspieramy ciekawe inicjatywy, oczywiście niekonkurencyjne…) bo jak myślimy robimy to rzadko i bez intencji spamowania. mów nigdy

To samo zresztą dotyczy się opcji zasłaniania części niektórych tekstów z prośbą o bezpłatne odsłonienie przez udostępnieie nazych artykułów w sieci. O co zresztą zawsze i w każdym artykule upraszamy i jesteśmy wdzięczni.

Jak mamy nadzieję nasi Czytelnicy pamiętają, Ryzykonomia jest zupełnie za darmo a i wyszukiwanie informacji, pisanie wpisów kosztuje nas sporo czasu, pozostając w nadziei, że nasz blog jest wartościowym źródłem informacji i wiedzy o ryzyku i służy choć odrobinkę szerzeniu powzechnej Ryzykonomii.

Także klikajcie, odsłaniajcie, czytajcie. Pozdrawiamy ! Mów nigdy ale nie nigdy…  

Dziękujemy !

2
dziękujemy

Dziękujemy stałym i nowym P.T. Czytelnikom bloga Zarządzanie ryzykiem Ryzykonomia, bo jak widzimy po statystykach ilość odsłon naszej strony od początku roku wzrosła 30-40%. Bardzo nas to cieszy.

Nowa platforma, nowi Czytelnicy

Mamy nadzieję, że to także rezultat przejścią na nową platformę (WordPress) co dało nam wiele nowych możliwości (jak na przykład newsletter, na który od stycznia zapisało się już prawie 200 osób).

Jak mam nadzieję Czytelnicy zauważyli, wzmogliśmy też naszą aktywność publikując znacznie częściej, choćby w nowo powołanej rubryce Monitor Ryzykonomii, gdzie przyglądamy się najświeższym developmentom ryzykonomii w biznesie, w kraju, na świecie i nie tylko.

Wierzymy, że…

Wierzymy, że nasze teksty spotykają się z Państwa zainteresowaniem. Zawsze oczywiście zachęcamy do komentarzy, uwag, skarg i wniosków. Pod każdym tekstem można znaleźć właśnie włączony-ulepszony dziecinnie prosty system komentowania.

Mamy oczywiście nadzieję być coraz bardziej poczytni dla dobra powszechnej Ryzykonomii, choć oczywiście łatwo nie jest.

Choćby walczymy z wszechmocnym i niesłychanie roziwniętym nad Wisłą SEO, różnymi płatnymi szachu-machu świadczonymi przez cały przemysł pozycjonowania co powoduje, że strony ciekawe (jak mamy nadzieję Ryzyknomia, gdzie zamieszcza się unikatowe treści) są spychane przez sztucznie pompowane stragany usługowe.

POLECAJCIE NAS ! DZIĘKUJEMY !

Dlatego będzie nam zawsze strasznie miło jeżeli polecicie Państwo RYZYKONOMIĘ swoim partnerom biznesowym, kolegom, przyjaciołom, dzieciom a może nawet kotu jezeli tylko potrafi czytać, a jak wiadomo dzisiaj koty są bardzo inteligentne.

Zatem klikajcie lajki i udostępniajcie Ryykonomię, o co nieustannie uprasza Was

Wasz Wydawca Ryzykonomii
Jerzy Podlewski

ps. Więcej Ryzykonomii, już za chwilę, za momencik, teraz….

dziękujemy, dziękujemy