Varia

Home Varia

Ryzyko rakietowo sportowe

0
ryzyko rakietowo sportowe

Ryzyko rakietowo sportowe, bo…Ryzyko sportów rakietowych jest, jak się dowiadujemy wysokie i pozytywne…

Więc wybaczcie nam Drodzy Czytelnicy, że dziś nie będzie o standardach, strategiach i complajansach. Możecie zwalić na to, że Redakcja Ryzykonomii tęskni za popularnością lajfstylowych blogów ubraniowo-garmażeryjnych.  Ale raz, że zbliża się weekend a dwa, że słowo „ryzyko” pojawia nam się w innych kontekstach i stad pozwalamy sobie czasami zahaczyć ryzykonomię, szeroko. Nie tylko biznesowo, ale ogólnie, choćby lajfstalowo.

No więc rem, jak donosi nasz Departament Reserzcu senioralno-zdrowotnego, za „Rynkiem Seniora” aby zachować życie i zdrowie cenne dla was i waszych biznesów należy uprawiać sporty rakietowe. Nie jakieś biegi czy szarpanie złomu na siłce. Ale właśnie ping-pong czy badminton.

Jak się dowiadujemy w głosie seniora (tak, tak latka lecą) „w porównaniu z osobami, które nie uprawiały sportu, ryzyko zgonu u miłośników sportów rakietowych było mniejsze o 47 proc., wśród pływaków – o 28 proc., uczestników zajęć aerobiku – o 27 proc., a wśród cyklistów – o 15 proc.”

Cykliści są na końcu co ciekawe, no nam też wydaje się dość podejrzana kategoria… Wiadomo, ale z drugiej strony jak to w życiu, okazuje się, że wszystko jest w ryzykonomii na odwrót niż nam się by wydawało z początku. Tak to jest z paradygmatami, że się zmieniają. My w ogóle akurat w zarządzaniu paradygmatom nie chołdujemy. A jeżeli, to zadaniem menadżera, przede wszystkim ryzyka, jest kwestionowanie założeń. Oczywistych oczywistości i tym podobnych…paradygmatów.

Szerzej dodamy, że ryzyko w opiece zdrowotnej i w jej organizacji i to czysto medyczne to obiekt nieustannego zainteresowania ryzykonomii. Bo jak nic dotyczy nas wszystkich. I niezwykle jednak frapujące jest dla nas, że o ile „ryzyko” w medycynie odmienia się po tysiąckroć, to już w zarządzaniu medycyną tak jakby ono nie istniało, albo mialo zgoła marginalny charakter. Dziwne, czyż nie?

Tak, czy inaczej, młody czy stary….Za rakiety chwyć!
ryzyko rakietowo sportowe ryzyko rakietowo sportowe

 

Ryzyko rakietowo sportowe

Pacyficzne ryzyko zarządzone

0
pacyficzne ryzyko

Ryzyko w Afryce, ryzyko w Oceanii… kontynuujemy podrzucanie P.T. Czytelnikom Ryzykonomii przykładów wykorzystania zarządzania ryzykiem, tak się tym razem składa w zarządzaniu kryzysem i BCM-ie.

Tym razem do przejrzenia dokumentacja procesu z Nowej Zelandii, jak wiadomo NZ to świetny benchmark do dobrych praktyk zarządzania ryzykiem, tamże przecież sięgają korzenie standaryzacji risk managmentu począwszy od AS/NZS do dzisiejszego następcy ISO 31000 mającego też status polskiej normy (niepodlegającej certyfikacji, przypominamy 100x!!!). Zresztą bacze oko Czytelnika od razu dojrzy, że Proces w tej procedurze jest ISO-wski.

Jak zawsze rzucają się w oczy specyficzne i ciekawe ryzyka jak to ryzyko tsunami czy trzęsień ziemi.
Nawiasem mówiąc w temacie katastrof naturalnych źródła zwracają uwagę na sprawne działania włoskiego OC po ostatnim trzęsieniu w Apeninach. U nas ostatnio więcej o OC aczkolwiek zdaje się w specyficzną stronę tą podąża, temat będziemy komentować soon, bo to także kwestie bardzo ważne dla biznesu. No bo jak idzie woda, pożar czy trzęsienie to chyba najgorsza dla ocalałych jest utrata miejsc pracy. O tym mało kto mówi !

Także, czytajcie, kopiujcie, dziwujcie się, pacyficzne ryzyko pod linkiem poniżej:

https://www.parliament.nz/resource/en-nz/49SCGA_EVI_00DBSCH_FIN_8899_1_A23468/9b9c84f55b19064205902d742da2f62d5a94b9fa

Finisz ryzyk wakacyjnych z morałem

0
finisz ryzyk

Finisz ryzyk (onomii) wakacyjnej póki co się zbliża….wakacje są ex definitione poświęcone wypoczynkowi, nie można jednak nie wspomnieć, że to okres pełen różnego rodzaju ryzyk systematycznych i specyficznych. Ponad wszystko zaś, to idealny okres do czynienia obserwacji na temat kondycji powszechnej ryzykonomii, oczywiście przez tych, którzy tak szalone rozważania w czasie wakacji podejmują. No, bo przecież ma być sielsko i beztrosko, gdzie tu czas na zarządzanie ryzykiem?

Ryzyka kaszubskie zarządzone

Do takich przemyśleń zostaliśmy spowodowani przez pewnego znajomego w czasie kilkudniowego pobytu nad przepięknym kaszubskim jeziorem. No, więc znajomy Warszawiak z Lęborka udał się na naszych oczach pływać w jeziorze, przepasany linką połączoną z małym plastikowym pływakiem, takim pomarańczowym, jakich używali piękni ratownicy z serialu Baywatch. Na moje (pełne podziwu) milczenie kolega objaśnił, że „pływa dobrze, ale…”. „Więc tylko nie ja jestem szalony i myślę o ryzyku wszędzie” pomyślałem. Są jeszcze inni wariaci na świecie!

Obóz był „późno harcerski”, więc nikt się nie śmiał, ale pomyślcie ilu ludzi by nie utonęło, jak co roku, gdyby o ryzyku myślało? W czerwcu 83, w lipcu 76, w sierpniu…? I cóż z tego, że się ostrzega, i nawołuje, i straszy? Dam radę na drugi brzeg, jakie ryzyko, jaka asekuracja ha, ha! Gul, gul, gul….

Ryzyka wakacyjne są man-made

Od razu, więc trzeba przypomnieć, że większość ryzyk w ogóle, tak i tych wakacyjnych jest „man-made”, wykreowanych przez człowieka. No, bo nawet takie uderzenie pioruna latem zwykle jest efektem braku reakcji na standardowe ostrzeżenia meteo, a przecież postępy pogody można już obserwować na darmowych radarowych apkach na smartfonach.
Jest tu też dobra dla Pań i zła dla Panów wiadomość: według amerykańskiego Krajowego Laboratorium Burz “Demografia wypadków w wyniku rażenia piorunem w latach 1959-1994”, mężczyźni stanowią aż 84 proc. ofiar śmiertelnych piorunów. Jako przyczynę niektórzy naukowcy wskazują testosteron, który ma działać jak “magnes”…Mamy też i ryzyko krzyżowe, bo czynnikiem zagrożenia jest przebywanie w czasie burzy na otwartej przestrzeni, w tym pływanie w wodzie. A tak lubimy pławić się w czasie deszczu!

Oczywiście, żeby doświadczyć ryzyka na wakacjach trzeba wpierw na te wakacje dotrzeć. I tu mamy cała masę pięknych ryzyk komunikacyjnych. Samochody wiadomo, to nasz narodowy środek mordu. Mając świadomość mega korków na bramkach na morską „jedynkę” polski kierowca (tu znacząco pomijamy przyrostek „–my”) grzeje z rodziną jak szalony najniebezpieczniejszymi (jak mówią statystki) w Europie autostradami, a potem dojazdówkami do Helu. Tu nie obwiązują nie tylko zasady kodeksu drogowego, czy wyśmiewanej kultury, tu nie działają nawet prawa dynamiki Newtona. Co z tego, że policja złośliwie ostrzega, że droga hamowania typowego pojazdu osobowego jadącego setką to ca. 40 metrów? Widzieliście kiedyś białka oczu kierowcy za wami na autostradzie przy znacznie większej prędkości? Ba, nam się zdawało nieraz, że ktoś siedzi na tylnym siedzeniu! No, więc już w czerwcu było 272 pogrzebów, właśnie zamyka się lipiec. Na pewno dogonimy….na finisz ryzyk wakacyjnych !

Ryzykowny kalejdoskop

Potem mamy samolot, w dzisiejszych czasach wciąż najbezpieczniejszy środek, być może „dzięki” zagrożeniu terrorystycznemu. Ale są jeszcze lotniska, więc pewnie miła, wakacyjna atmosfera ogólnie w lotnictwie nie jest. Oczywiście mogą wam też nie dolecieć bagaże, więc się nie zdziwcie, bo każdego dnia na świecie w destynacjach nie pojawia się 90 tysięcy walizek, europejskie linie lotnicze według danych Europejskiego Stowarzyszenia Linii Lotniczych (AEA) gubią 10-20 % bagażu. Dobra wiadomość jest dla was taka, że 85 % dociera po 48 godzinach. Wierzcie jednak, da się żyć bez bagażu, sprawdziliśmy!
Potem w wakacyjnej ryzykonomii idą pociągi, pewnie bardzo bezpieczne, o ile dróżnik nie gra w Pokemon Go czy inną gierkę na smartfonie, jak to okazało się po katastrofie kolejowej w Bad Aibling w Bawarii wiosną…

Są rowery, motorysąwszędzie, autostopy i może nawet hulajnogi, tu przyznajemy gorzej ze statystyką. Ale załóżmy, że jesteśmy już „na miejscu”. Na początek idą różne choroby i zatrucia, typu „zemsta faraona”. Nawet, jeżeli faraon jest tylko ze smażalni we Władysławowie, gdzie zawsze podają dorsza najświeższej świeżości. Trochę ta nieustająca świeżość dziwi, szczególnie, że dorsza nie łowi się cały rok, taka prawda, a na przykład w pewnej sławnej smażalni nad zatoką ryb się podobno wcale nie smaży tylko, z braku miejsca, podgrzewa. I tak w ogóle znajomy technolog z branży rybnej klaruje, że kupuje tylko ryby mrożone, bo są… najświeższe, ha, ha.

Morał płynie taki…

Urazy na wakacjach też mamy różne, bo można się wywalić na rowerze (kaski!), rolkach (ochraniacze!), czy pośliznąć na bananie wracając po biesiadzie z grillem (żona!). Dobrze jeszcze, gdy rękę złamiemy w kraju, gorzej będzie z poważną choroba w Hiszpanii a jeszcze gorzej jeszcze dalej. Media ku przestrodze donoszą o turystach, którzy utknęli z gigantycznymi rachunkami ze szpitali za granicą, czasami idącymi w setki tysięcy złotych.

Więc na koniec bo mamy już zaraz finisz ryzyk wakacyjnych na ten rok. Żeby nie straszyć wakacjami, idzie pozytywny przekaz: trzeba zarządzać wakacyjnymi ryzykami !

finisz ryzyk

Ryzyko pokemona

7
ryzyko pokemona

Ryzyko pokemona to rodzaj zagrożenia, którego pojawienie się na łamach Ryzykonomii być może wywoła u niektórych naszych Czytelników myśl, ze Redakcja straciła rozum z powodu lipcopadowych upałów…. Ale, ale świat mamy taki dziwny, że pojawiają nam się coraz to nowe ryzyka, zrazu zupełnie egzotyczne i zabawne a po chwili całkiem realne i wymierne.

Otóż, jak z pewnością, co niektórzy Czytelnicy zauważyli przez świat przetacza się szaleństwo nowej realno- wirtualnej gry polegającej mniej więcej na tym, że uczestnicy za pomocą swoich smartfonów, a właściwie patrząc okiem ich kamerek w realnym świcie poszukują i „łapią” śmieszne (?) Stworki, różne Pokemony znane z dziecinnych zabawek.
Pokemony pochowane są podobno wszędzie, a o ich obecności informuje aplikacja, apka, którą na tę okazję sobie gracze instalują. Gra jest bezpłatna, zasadniczo wymyślona przez japońskie Nintendo a idzie podobno przez świat jak huragan, choć w Polsce jej jeszcze podobno nie ma.

Póki co, bo nie widzimy w Polsce  (jak donoszą media gdzie indziej) ludzi goniących ze smartfonami owych Pokemonów w najdziwniejszych miejsca, czatujących nań do rana po jakichś magazynach, skrzyżowaniach czy centrach handlowych.
I już, przy okazji pojawiają nam się ryzykowne efekty tego szaleństwa, o których odnoszą różne cyber źródła, ba mówi się już, że „Pokemon Go” (tak się nazywa ta zabawa) stanowi „huge security risk”, bo między innymi i w szczególności:

  • Wymaga od posiadaczy iphonów zatwierdzenia nieograniczonej dostępności (full access) google account dla aplikacji Niantec (pokemonowej) , w efekcie aplikacja uzyskuje dostęp do wszystkiego (!) w telefonie – od emaila do historii wyszukiwań.
  • (Niepotwierdzona) wieść niesie o różnych nieporozumieniach a nawet urazach czy wypadkach związanych z pogonią za pokemonami w niedostępne miejsca, w tym gwałtowne zawrotki aut na drodze po sygnale o pokemonie w pobliżu
  • Mowa jest o zagrożeniach dla dzieci szukających pokemonów w niedziecięcych lub niebezpiecznych miejscach…
  • Lub o zgrozo !!!na przykład w Oświęcimiu (tak, w obozie:-(( lub cmentarzach !
  • Kolejny multitasking, przypominamy o katastrofie kolejowej w Niemczech parę miesięcy temu, kiedy dróżnik… grał na komputerze
  • Możliwe są różne fizyczne zagrożenia bezpieczeństwa typu Pokemony na terenie… elektrowni jądrowej? Pokemony na pasach startowych lotnisk? (Mamy już przecież drony)
  • Podobno możliwe jest wykorzystanie pokemonów do zwabiania na przykład dzieci, czy innych osobów przez ludzi o nieczystych zamiarach

Ponadto…

No, tu trochę trudno nam się kończy lista zagrożeń znaleziona w źródłach i trochę nasza fantazja (chociaż, chociaż…), ale żebyśmy się nie zdziwili, co nam jeszcze przyszłość przyniesie, kto by jeszcze parę miesięcy temu (!) pomyślał o takim szaleństwie… ryzyko pokemona!

Cytaty Ryzykonomiczne teraz

0
cytaty ryzykonomiczne teraz

Jak P.T. Czytelnicy Ryzykonomii na pewno zauważyli już od lat (tak, tak) gromadzimy różne cytaty i myśli o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem.
Nie jesteśmy jakimś strasznym zwolennikiem “mądrości narodów” (niektórzy twierdzą, że to “głupota narodów” typu “wyjątek potwierdza regułę” nielogiczne przecież…) ale lubimy też celne bon moty i trafne spostrzeżenia obrane w giętkie słowa.

Nasze ryzyko-cytaty znajdziecie też w Newsletterze Ryzykonomii, który ma już ponad 245 abonentów i szybko rośnie ta liczba dziękujemy, dziękujemy, dołaczcie do subskrybentów teraz Wy, którzy byliście niedołeczeni wcześniej, bezpłatnie i jeżeli chcecie zupełnie anonimowo…

http://www.ryzykonomia.pl/newsletter-zarzadzania-ryzykiem/

cytaty ryzykonomiczne teraz

Mów nigdy nie

0
mów nigdy

Dopiero co za pośrednictwem naszego profilu na LinkedIn (zapraszamy Czytelników Ryzykonomii do kontaktu, będzie nam bardzo miło) otrzymaliśmy informację “techniczną” od jednego z naszych, jak myślimy stałych Czytelników (pozdrawiamy !).

Otóż Czytelnika nieznacznie (tak sobie mamy nadzieję) zirytowało okienko, które wyskakuje na otwieranych stronach naszego bloga z propozycją zapisu na nasz cotygodniowy, bezpłatny, jedyny taki w Polsce (poważnie) Newsletter.

No więc jest dobra wiadomość, jakby jej ktoś jeszcze nie znał. 

W wyskakującym okienku pop-upu znajdziecie Państwo na dole opcję “Never see this massage again”.  Wystarczy klinąć i…. okienko … zniknie mamy nadzieję na zawsze !!! I po kłopocie.

Mamy nadzieję, że aż tak bardzo naszych P.T. Czytelników jednak nie zirytują nasze małe kryptoreklamy, skromne przejawy  własnej czy zaprzyjażnionej autopromocji (zawsze wspieramy ciekawe inicjatywy, oczywiście niekonkurencyjne…) bo jak myślimy robimy to rzadko i bez intencji spamowania. mów nigdy

To samo zresztą dotyczy się opcji zasłaniania części niektórych tekstów z prośbą o bezpłatne odsłonienie przez udostępnieie nazych artykułów w sieci. O co zresztą zawsze i w każdym artykule upraszamy i jesteśmy wdzięczni.

Jak mamy nadzieję nasi Czytelnicy pamiętają, Ryzykonomia jest zupełnie za darmo a i wyszukiwanie informacji, pisanie wpisów kosztuje nas sporo czasu, pozostając w nadziei, że nasz blog jest wartościowym źródłem informacji i wiedzy o ryzyku i służy choć odrobinkę szerzeniu powzechnej Ryzykonomii.

Także klikajcie, odsłaniajcie, czytajcie. Pozdrawiamy ! Mów nigdy ale nie nigdy…  

Dziękujemy !

2
dziękujemy

Dziękujemy stałym i nowym P.T. Czytelnikom bloga Zarządzanie ryzykiem Ryzykonomia, bo jak widzimy po statystykach ilość odsłon naszej strony od początku roku wzrosła 30-40%. Bardzo nas to cieszy.

Nowa platforma, nowi Czytelnicy

Mamy nadzieję, że to także rezultat przejścią na nową platformę (WordPress) co dało nam wiele nowych możliwości (jak na przykład newsletter, na który od stycznia zapisało się już prawie 200 osób).

Jak mam nadzieję Czytelnicy zauważyli, wzmogliśmy też naszą aktywność publikując znacznie częściej, choćby w nowo powołanej rubryce Monitor Ryzykonomii, gdzie przyglądamy się najświeższym developmentom ryzykonomii w biznesie, w kraju, na świecie i nie tylko.

Wierzymy, że…

Wierzymy, że nasze teksty spotykają się z Państwa zainteresowaniem. Zawsze oczywiście zachęcamy do komentarzy, uwag, skarg i wniosków. Pod każdym tekstem można znaleźć właśnie włączony-ulepszony dziecinnie prosty system komentowania.

Mamy oczywiście nadzieję być coraz bardziej poczytni dla dobra powszechnej Ryzykonomii, choć oczywiście łatwo nie jest.

Choćby walczymy z wszechmocnym i niesłychanie roziwniętym nad Wisłą SEO, różnymi płatnymi szachu-machu świadczonymi przez cały przemysł pozycjonowania co powoduje, że strony ciekawe (jak mamy nadzieję Ryzyknomia, gdzie zamieszcza się unikatowe treści) są spychane przez sztucznie pompowane stragany usługowe.

POLECAJCIE NAS ! DZIĘKUJEMY !

Dlatego będzie nam zawsze strasznie miło jeżeli polecicie Państwo RYZYKONOMIĘ swoim partnerom biznesowym, kolegom, przyjaciołom, dzieciom a może nawet kotu jezeli tylko potrafi czytać, a jak wiadomo dzisiaj koty są bardzo inteligentne.

Zatem klikajcie lajki i udostępniajcie Ryykonomię, o co nieustannie uprasza Was

Wasz Wydawca Ryzykonomii
Jerzy Podlewski

ps. Więcej Ryzykonomii, już za chwilę, za momencik, teraz….

dziękujemy, dziękujemy

Reputacja pozycjonowana

0
reputacja pozycjonowana
reputacja

Reputacja pozycjonowana być może, bo takie mamy czasy, że dzisiaj niejeden dyrektor międzynarodowej korporacji bardziej się zamartwia „czarnym piarem” w necie , niż dajmy na to spadkiem sprzedaży, czy odejściem 10 kluczowych pracowników. A propos mała zasłyszana złośliwość: „nie ma takiego eksperta, którego zarząd nie byłby w stanie zastąpić dowolną liczbą pracowników czasowych”.

Wieje grozą…

No więc, o ile ryzyka reputacyjne budzą powszechną grozę u menadżerów dużych i małych, to praktyka uczy, że zrozumienie natury tego rodzaju zagrożeń jest wciąż w biurach zarządów niedostateczne. Na przykład, jak się wydaje menadżerom trudno zrozumieć, że materializacja zagrożeń reputacyjnych wcale nie musi być obiektywnie uzasadniona, bo wystarczy, że jest uzasadniona subiektywnie. Czyli komuś-gdzieś tylko się wydaje, że sprawy mają się nie tak, jak powinny, związek zaś takiego osądu z rzeczywistością może być luźny, a nawet dowolny.

Tym oceniającym są dziś zwykle media i różni „liderzy opinii”; bloggerzy, vlogerzy, fora internetowe i inne dziwadła, które mogą bardzo skutecznie zatruć życie naszej firmy i o najwyższa zgrozo, wpływać nawet na nasz rachunek wyników. Żeby zrozumieć, że związek „prawdy materialnej” (używając języka prawniczego), z „prawdą medialną” może być dowolny trzeba wiedzieć, że współczesne media prowadzą dzisiaj najbardziej brutalną walkę o przetrwanie „ever”, rządzi widownia, jednym kliknięciem zmieniający w sekundę swoje preferencje. Widownią zaś rządzi google i pozycjonowanie, wszechmocne SEO (search engine optimization), czyli optymalizacje tekstów pod kątem jak najwyższej pozycji w wyszukiwarkach internetowych. To dzisiaj cała nauka, zakryta dla nieświadomych szaraczków, w której trenowani są internetowi dziennikarze i bloggerzy. W olbrzymim skrócie, w SEO rządzą tak zwane słowa kluczowe, najlepiej o jak największej sile rażenia, powtarzane z odpowiednią częstotliwością i w odpowiedni, pożądany przez wyszukiwarki sposób.

Wielki jest Google

Nagrodą jest wysoka pozycja w wyszukiwarce, co daje upragnioną odpowiednią czytalność i przekłada się na odpowiednie wpływy z reklam czy w płatne subskrypcje. Nie dziwmy się więc, że są i profesjonalne programy, które sprawdzają teksty pod względem ich „pozycjonowalności”, potencjalnej dostrzegalności przez kilkusekundowego czytelnika, który (mamy nadzieję) wróci do nas zwabiony stosownym słowem kluczowym i odpowiednio wielkimi nagłówkami, reputacja pozycjonowana być może.

Jak już Czytelnik zgaduje, kwestie merytoryczne schodzą na coraz dalszy plan i już nie tylko forma ale i treść zaczyna być podporządkowana tajemniczemu SEO, o którym jeszcze XX wieczny dziennikarza nie miał zapewne, i na szczęście, najmniejszego pojęcia. Reputacja pozycjonowna? Kto by wpadł na taki pomysł!
Oczywiście, nie oczekujemy od kilku-sekundowych mediów specjalnego artyzmu, ale staje się też rzeczą oczywistą, że w pogoni za wysoką pozycją newsów, prawda ekranu staje się prawda czasu, przynajmniej zanim nie zastąpi jej prawda kolejna.

To zapewne dość pesymistyczny obraz, nie wspominamy tu nawet o mediach społecznościowych, bo są tu ostatnio arcyciekawe badania, które pokazują, jakie ogłupienie niosą one Czytelnikom, o tym jeszcze mamy nadzieję wspomnieć na blogu.

Nie są to wcale jakieś filozoficzne rozważania nad marnością świata, bo każdy zdaje sobie sprawę, jaki wpływ mają dzisiaj media na świat biznesu biznes. Choćby ubezpieczeniowych mogą się tylko cieszyć, że podobnie jak bracia w finansach bankowcy nie są wzywani póki co na dywaniki, to na przykład ciekawe jest, jaki rozgłos uzyskał ostatnio „żarcik” na temat twardych serc bankowych prezesów. I ta informacja zdaje się osiągnęła wysokie wyniki pozycjonowania, choć wciąż niepotwierdzona co najmniej z medycznego punktu widzenia; na pewno nie przysporzyła dobrej prasy niezbyt chyba lubianemu przez media sektorowi finansowemu.

Oczywiście nie występujemy tu w obronie tych, czy innych bankowych posunięć, ale też od razu zauważamy, w nawiązaniu do tematu, że już kiedyś prezesi EIOPA skarżyli się publicznie, że są nagminnie kojarzeni z problemami sektora bankowego, choć pomijając pewne wyjątki, trudno byłoby wskazać ubezpieczycieli, jako winnych głośnych finansowych skandali.

Przykład ubezpieczeń 

To oczywiście tylko ogólniejsza konstatacja, bo przechodząc już na stricte ubezpieczeniowe podwórko, to i tu reputacja chadza swoimi ścieżkami i każdy menadżer musi być wiadomy, bardzo dowolnymi. Klasycznym przykładem wielowarstwowych „triggerów” zagrożeń dla reputacji są cyberryzyka, bo jak wiadomo w finansach, także ubezpieczeniowych, najważniejsza jest informacja, i kiedy zostaje zniszczona lub skradziona, mało kto wie, co się z nią dalej dzieje, wielu jest niezadowolonych, a pole dla spekulacji medialnych olbrzymie.

Oczywiście nie jest tak, że ryzyko reputacyjne wymyka się jakiejkolwiek analizie. Analizować i zarządzać reputacją można i trzeba. Choćby renomowany brytyjski AIRMIC, powszechnie słuchane stowarzyszenie zarządzania ryzykiem proponuje w swoim niezwykle ciekawym przewodniku „Definiowanie ryzyka reputacyjnego 2015. Przewodnik dla menadżerów ryzyka” analizę zagrożeń w siedmiu kategoriach. Pierwsza to ryzyko reputacyjne w obszarze produktów i usług, kolejna to innowacje, następne środowiska pracy, governance, otoczenie społeczne, przywództwo, i wreszcie efektywności.

Reputacja pozycjonowana

 

Nie wchodząc w szczegóły tej propozycji analizy lektury której zachęcamy trzeba wierzyć, że każdy pogłębiona ocena pozwoli nam lepiej zrozumieć, jakie są źródła zagrożeń reputacji, prawdziwe czy zmyślone, a co za tym idzie będziemy w stanie odpowiednio na nie zareagować.

W końcu zaś, wzrost zagrożeń reputacyjnych, to doskonałe pole do innowacji w ochronie ubezpieczeniowej, możliwość sprzedaży nowych produktów i nowe przychody. I to jest ta dobra wiadomość na dzisiaj, mamy nadzieję wysoko wypozycjonowana.

reputacja pozycjonowana

 

Narciarska Ryzyko Mania

0
narciarska ryzyko

Narciarska Ryzyko Mania czyli lessons learned.

Białe szaleństwo ryzykowne jest…no, to chyba oczywiste, co oczywiście żadnego z wielbicieli od stoku nie odciąga, i dobrze….

Taka historia….

Na chopokowym stoku pomagamy Bratu-Słowakowi, chyba uszkodzona kość podudzia, paskudna sprawa. Stajemy obok innego pomocnika z Polski (Słowacy przejeżdżają!). Chwilę walczymy z dodzwonieniem się na ichnich ratowników. Od razu wychodzi, że numery zamieszczone na mapce stoku, które wozimy w plecaku to niekoniecznie te właściwe, zapamiętany się nie sprawdza chyba czeski nomen omen błąd, nie zapisaliśmy, kurczę błąd! Wreszcie dodzwaniamy się, rozmawia poszkodowany, bo może, uff, podobno już wysyłają ratowników, w końcu nie jest daleko….

Robimy, co możemy, gość próbuje się poruszać z pozycji bocznej, chyba nie za dobrze, ale podtrzymujemy jak możemy, gadamy, wiadomo ważne jak w filmach wojennych, żeby był kontakt, nie idź w tę stronę, dalej czekamy, gość mówi żeby jechać zostajemy, szkoda go chyba doświadczony narciarz jakiś młodziak zajechał drogę i pojechał, stok cały czas pełen pędzących narciarzy, jadą na pałę wiadomo niebieski stok, najgorzej, oczywiście narty, kijki postawiliśmy skrzyżowane, na grupę zawsze trudniej najechać. Czekamy.

Zimno, znowu plujemy sobie w brodę, mieliśmy wziąć koc-folię ratowniczą, wozimy w aucie. Koniecznie polecamy. Także młotek do rozbijania szyby, nóż do przecinania pasów, maniak prawdziwy. Folii nie mogliśmy znaleźć w pośpiechu wyjazdu, pewnie się nie narciarska ryzykoprzyda i tak uważają szalony Ryzyko Maniak a teraz bardzo by się właśnie przydała, srebrną stroną do ciała, cholernie musi ten śnieg wyziębiać, cholera dowód Ryzykonomii, lessons learned again…No młotka nie żałujemy oczywiście w góry nie bierzemy choć niektórym narciarzom chciałoby się puknąć w pusty łeb.

Teraz pojawia się jakiś lokalny narciarz, znowu dzwonimy z nim, no podobno już na pewno jadą, o co kurde chodzi, jednak decydujemy zostawić się gościa pod opieką już trzech osób, jest bezpieczny nic więcej nie zrobimy, my musimy gonić naszych nieletnich, odpowiadamy na pytanie leżącego Słowaka: Jerzy, odjeżdżamy, za chwilę zamkną wyciągi.

Cholera teraz wychodzi oddaliśmy telefon, one-hundred-years-storm, kolejna godzina nerwówki i gonienia się po zamykanych stokach, ciemnieje pod górę znowu jakieś skutery na sygnale jadą, stoki oblodzone w tym roku jak cholera. W końcu z pożyczonego telefonu dodzwaniamy się, czekają na przystanku skibusa na zupełnie innej stacji. Uff…..

Lessons learned… znowu cholera wychodzi igła z worka, bądź przygotowany, na stoku, na ulicy, w biznesie, w domu, ryzyko nie śpi, nie przejmuj się, że uważają cię za lekko szalonego Ryzyko Maniaka…

Taka historia….

Dołącz do 489 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb niezbędnych do wysyłki Newslettera Ryzykonomii (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

Narciarska Ryzyko Mania…