Varia

Strona główna Varia Strona 3

Ryzyko pokemona

7
ryzyko pokemona

Ryzyko pokemona to rodzaj zagrożenia, którego pojawienie się na łamach Ryzykonomii być może wywoła u niektórych naszych Czytelników myśl, ze Redakcja straciła rozum z powodu lipcopadowych upałów…. Ale, ale świat mamy taki dziwny, że pojawiają nam się coraz to nowe ryzyka, zrazu zupełnie egzotyczne i zabawne a po chwili całkiem realne i wymierne.

Otóż, jak z pewnością, co niektórzy Czytelnicy zauważyli przez świat przetacza się szaleństwo nowej realno- wirtualnej gry polegającej mniej więcej na tym, że uczestnicy za pomocą swoich smartfonów, a właściwie patrząc okiem ich kamerek w realnym świcie poszukują i „łapią” śmieszne (?) Stworki, różne Pokemony znane z dziecinnych zabawek.
Pokemony pochowane są podobno wszędzie, a o ich obecności informuje aplikacja, apka, którą na tę okazję sobie gracze instalują. Gra jest bezpłatna, zasadniczo wymyślona przez japońskie Nintendo a idzie podobno przez świat jak huragan, choć w Polsce jej jeszcze podobno nie ma.

Póki co, bo nie widzimy w Polsce  (jak donoszą media gdzie indziej) ludzi goniących ze smartfonami owych Pokemonów w najdziwniejszych miejsca, czatujących nań do rana po jakichś magazynach, skrzyżowaniach czy centrach handlowych.
I już, przy okazji pojawiają nam się ryzykowne efekty tego szaleństwa, o których odnoszą różne cyber źródła, ba mówi się już, że „Pokemon Go” (tak się nazywa ta zabawa) stanowi „huge security risk”, bo między innymi i w szczególności:

  • Wymaga od posiadaczy iphonów zatwierdzenia nieograniczonej dostępności (full access) google account dla aplikacji Niantec (pokemonowej) , w efekcie aplikacja uzyskuje dostęp do wszystkiego (!) w telefonie – od emaila do historii wyszukiwań.
  • (Niepotwierdzona) wieść niesie o różnych nieporozumieniach a nawet urazach czy wypadkach związanych z pogonią za pokemonami w niedostępne miejsca, w tym gwałtowne zawrotki aut na drodze po sygnale o pokemonie w pobliżu
  • Mowa jest o zagrożeniach dla dzieci szukających pokemonów w niedziecięcych lub niebezpiecznych miejscach…
  • Lub o zgrozo !!!na przykład w Oświęcimiu (tak, w obozie:-(( lub cmentarzach !
  • Kolejny multitasking, przypominamy o katastrofie kolejowej w Niemczech parę miesięcy temu, kiedy dróżnik… grał na komputerze
  • Możliwe są różne fizyczne zagrożenia bezpieczeństwa typu Pokemony na terenie… elektrowni jądrowej? Pokemony na pasach startowych lotnisk? (Mamy już przecież drony)
  • Podobno możliwe jest wykorzystanie pokemonów do zwabiania na przykład dzieci, czy innych osobów przez ludzi o nieczystych zamiarach

Ponadto…

No, tu trochę trudno nam się kończy lista zagrożeń znaleziona w źródłach i trochę nasza fantazja (chociaż, chociaż…), ale żebyśmy się nie zdziwili, co nam jeszcze przyszłość przyniesie, kto by jeszcze parę miesięcy temu (!) pomyślał o takim szaleństwie… ryzyko pokemona!

Podróże i ryzyko

0
podróże

Podróże kształcą…dla każdego biznesowego (i nie tylko) podróżnika (a któż dzisiaj nim nie jest) prędzej czy później przyjdzie ta chwila… Chwila, o której wielokrotnie słyszałaś. Ta właśnie, kiedy po lądowaniu taśma z bagażami zatoczy kolejne koło i….zatrzyma się. A ty zostaniesz z pustymi rękami myśląc: walizka, gdzie jest moja walizka?!

Zaczniesz wtedy nerwowo biegać po hali przylotów wypytując obsługę, która niechybnie skieruje cię do lotniskowego biura rzeczy zagubionych. Tak, tym razem w końcu padło na Ciebie. Ten moment musiał nadejść. I nadszedł ! W sumie sprawa może się wydawać prozaiczna, bo jest bardziej powszechna, niż może nam się wydawać, a jednocześnie to niemałe ryzyko dla każdego podróżnika. Dzisiaj, kiedy dosłownie co parę sekund gdzieś startuje lub ląduje samolot, a rocznie przewozi się ponad 6 miliardów pasażerów (dane z 2013 roku) i pewnie z kilkanaście miliardów sztuk bagażu, coś po prostu musi zginąć. Albo „na dobre” albo, co częściej bywa, zostanie wysłane nie tam, gdzie trzeba.

Jeżeli jeszcze nic wam nie zginęło, a macie jakieś wątpliwości, to po kolejnym locie zostańcie dłużej z waszą szczęśliwie odebraną walizką przy taśmociągu bagażowym, a kiedy wszyscy odejdą zobaczycie, że trochę „niczyjego” bagażu zawsze zostanie. To walizki tych nieszczęśników, które wysłano nie tam gdzie trzeba. A to przecież tylko część problemu. Problemu, o którym zarówno przewoźnicy, jak i porty lotnicze mówią niechętnie więc i statystyki są fragmentaryczne. Istniejące mówią na przykład, że każdego dnia na świecie w destynacjach nie pojawia się 90 tysięcy walizek, a przyczyny są w sumie dość niewyszukane. Współczesne, skomputeryzowane systemy automatycznego sortowania bagażu są tyle wyrafinowane, co niedoskonałe i to one są odpowiedzialne za ca. 50 % przypadków zgubień, a pozostałe… no pewnie różnie to bywa, bo doktoratów na temat specjalnie się nie pisze.

Chociażby klasycznym czynnikiem ryzyka są przesiadki, ale pewnie też nalepka z kodem niewłaściwie odczytana prze skaner sortownika, czy niedbalstwo niewysoko opłacanego pracownika. I tak dalej. Szukając „winnych” dowiemy się też na przykład z danych Europejskiego Stowarzyszenia Linii Lotniczych (AEA), że w gubieniu bagażu w Europie prym wiodą największe lnie lotnicze, w sumie logiczne, w pierwszej dziesiątce średnia zagubień wynosiła od 10 do aż 20 % u prowadzącego w rankingu.
Jedna piąta „trafienia” to istotne ryzyko w podróży, więc dobrze wiedzieć co dalej robić, choć doświadczeni podróżnicy „temat” mają na pewno „przećwiczony” i ryzykiem bagażowym zarządzają. Mówiąc najprościej, bez trudu zlokalizujemy na lotnisku odpowiednie okienko („lost luggage”) gdzie będziemy mogli zgłosić nasz problem, który zostanie szczegółowo opisany w stosowanym raporcie (Property Irregularity Report).

Jak donoszą źródła różne linie oferują również krótkotrwałe zapomogi (lub pokrywają koszty) na podstawowe zakupy podróżnych, zwykle do 100 dolarów, choć w popularnych dzisiaj tanich połączeniach europejskich raczej nie ma na to co liczyć. Nie mówiąc o tym, że coraz więcej pasażerów w podróże „upycha się” w bagaż podręczny, który z natury zawsze jest „pod ręką”. Jeżeli wasz bagaż jednak do was nigdy nie dotrze, to macie roszczenie do przewoźnika, na dzisiaj z górną granicą w Europie 1223 euro, ale musicie jeszcze udowodnić rachunkami tak cenną wartość waszych walizek.
No więc, póki co zdenerwowani na lotnisku (albo już doświadczeni, niezdenerwowani), podajecie dane swoje i swojej walizki i…czekacie aż się, miejmy nadzieję, szczęśliwie znajdzie. Według danych 85 % bagażu dociera do adresata w wciągu 48 godzin, dowieziona na podany przez was adres, gdzie czekajcie. Ale też niestety, 2 % nie dotrze do nas nigdy zniszczona lub zanonimizowana w czeluściach lotniczych magazynów. Dorzućmy jeszcze informację, że aż 16 % walizek nie zostaje najzwyczajniej w ogóle wysłana z lotniska startowego, zaprawdę zadziwiająca jest ta ryzykonomiczna walizkologia!

Ryzyko grupa „podróże” jest do zarządzania i tyle dotkliwe, co pouczające dla naszego zarządzania ryzykiem wogóle. Z jednej strony przychodzi na myśl dodatkowe ubezpieczenie bagażu oferowane przez wszystkich chyba ubezpieczycieli, zarówno w pakietach jak i oddzielnie. Ale w sumie zgubienie bagażu to przede wszystkim przeżycie dość niemiłe, pewnie nie tyle z powodów finansowych, co z tytułu pozbawienia nas mówiąc trywialnie (ale szczerze) zapasowych majtek, i koszuli na zmianę. A wylądujcie z dość chłodnej Polski gdzieś, gdzie akurat grzeje 40 stopni, to będą dopiero podróże…

No, więc dobrze jest być przygotowanym, a z każdego zmaterializowanego ryzyka płynie cenna nauka;  „lessons learnt” jest istotą ryzykonomii i w biznesie i w prywatnym życiu. Na pewno dobrze jest mieć w bagażu podręcznym jakiś „zestaw przetrwania”. A już na pewno nie zapomnijcie o ładowarce do telefonu, bo inaczej nigdy się do was z odnalezionym bagażem nie dodzwonią! W ostateczności przekonacie się, że aż tak wiele garderoby wzorem pradziadów do życia nie potrzeba i to jest pewien wątek edukacyjny całej sytuacji, chwila filozoficznej refleksji nad zapędami naszej konsumpcyjnej rzeczywistości.

A przede wszystkim zachowajcie spokój (łatwo powiedzieć). To tylko kolejna przygoda podróżnika, którą opowiecie znajomym po powrocie, zerkając czule na znalezioną szczęśliwie i szybko dowiezioną walizką. Czego Czytelnikom i sobie nieustannie życzymy.

(Gazeta Ubezpieczeniowa z dnia 07.09.15)

Benchmark futbolowy

0
Benchmark
Benchmark

Rośnie liczba fanów obserwujących postępy Ryzykonomii na Fejsbuku i ty możesz do nas dołączyć, zupełnie za darmo (mały marketing;-) już teraz, więc nie zwlekaj ! Rośnie też meczowa adrenalina i gdzienigdzie, jak się zdaje  rezygnacja przez zbliżającym się starciem z naszymi odwiecznymi przyjaciółmi i wyzwolicielami. I tu chwila futbolowo-benchmarkowej refleksji nas nachodzi.

A konkretnie refleksja naszła nas niedawno gdy przez las naszą tradycyjną biegotrasą samotnie drałowaliśmy, a deszcz z lekka kropił i tylko jaskółcze śpiewy i ciche rzężenie jenotów w knieji nam towarzyszyło. Fakt, że sport się u nas rozwija jak w gazetach obwieszczają, bo jeszcze 10 lat temu jednego biegacza na rok spotykaliśmy a ostanio i jednego dziennie, robi wrażenie jeszcze 10 lat i drugiego spotkamy….
Pewnie dlatego nasz biedny kołcz smudzi, że on całą drużynę ma na trawiem kiedy u innych na ławkach cała gromada równie sprawnych zmienników siedzi…
Wogóle to już z dawna zauważyliśmy, że nasza narodowa lubość w kierunku uprawiania kolarstwa,  tudzież innych outdoor sportów jest wyraźnie w korelacji do warunków atmosferycznych, a …


temperatury w szczególności i tak się mniej więcej wykreśla.

Benchmark

Tu do benchamarkowania dochodzimy, które to jest sprawdzonym narzędziem risk menadżmentu, bo jakże łatwo nasze pozytywne ryzyka czyli szanse ocenić, kiedy się w stosunku do konkurentów zbenczmarkujemy.  I tak, poniżej nam się właściwa optyka problemu prezentuje.

 

Hmm…..
Jakby nie było,  cud nad Wisła ciągle nam pozostaje, który to naonczas wcale cudem  nie był, bo i graczy i działaczy mieliśmy wtedy przednich o coachu nie wspominając. Inne cuda wcześniej i  potem słabo nam wychodziły, może jednak, jak pewien nas znajomy kwaśno zauważył, lepiej było drogi asfaltować do osiedlowych boisk i stadioników, jakteż nowych bibliotek i mediatek zamiast aren i po odrobieniu tej pracy organicznej, u podstaw, do konkursów moglibyśmy stawać – choć – pewnie bez całej euro-wielko-dzwonowej przynęty i  te drogi  nierychło by powstały.