Varia

Strona główna Varia

W górach o ryzyku

2
W górach o ryzyku

W górach o ryzyku, trudno nie myśleć. Oczywiście nie wszyscy myślą w sposób tak uporządkowany i usystematyzowany idąc szlakiem jak Redakcja Ryzyko Manii. Ale my ryzykomaniacy zawsze bacznie obserwujemy, bo choć nasze wędrówki to nie jakieś Tybety czy Timbuktu i inne ekstrema, ale Beskidy czy Gorce, ale zawsze.

I w tym roku wybraliśmy się w samodwój z plecakami, choć plecak już po raz kolejny lżejszy (lessons learned !) . Tym razem po ostatnich błotno-deszczowych przygodach zabraliśmy solidne stuptuty, które…. Tym razem okazały się zupełnie niepotrzebne. I bądź tu mądry z ryzykiem… Bo, choć padało, a miejscami i waliło, prześlizgnęliśmy się miedzy gradobiciem rozwalającym szyby w autach na bielskiej Szyndzielni (tak, tak) i kolejnymi burzami. No, w tym roku po obejrzeniu migawek z Rytla, różne myśli się mogły pojawiać wędrowcowi, choćby takie, że pogoda to dzisiaj niezwykle ważne ryzyko i prywatnie i w biznesie. Dla odmiany w Italii będąc też wcześniej, dowiedzieliśmy się o 4 miesięcznej suszy i braku wody nawet dla mieszkańców w Rzymie. Nikt nie powie, że klimat się nie antagonizuje, cokolwiek jest tego przyczyną…

Z tym wyposażenie górskim to ciekawa sprawa, bo widać też jak na proste, a jakże dotkliwe ryzyka wpływ ma dzisiaj technologia. Choćby same górskie ubrania. Pamiętam jak za komuny wybrałem się z kolegą w Bieszczady w zdobytych z trudem wojskowych butach. Eh, kto pamięta te okropne kamasze. Nogi po kilku dniach miałem tak pochlastane, kurtki przemakalne, śpiwory wielkie, plecaki na aluminiowych, robiących dziury w swetrach stelażach z świętej pamięci, może i niestety, Polsportu….
A dzisiaj… Niebo i ziemia, membrany, wszystko lekkie, wytrzymałe, wygodne . I do tego ładne. No więc i tu ryzyko zmalało. Oczywiście jeżeli jesteśmy przygotowani. Z czym w Narodzie jak zawsze różnie. Zaiste uśmiech budzą pielgrzymki turystów w klapkach i sandałkach ciągnące dzieci po błotnistych i kamiennych szlakach.
Ale ta ludowa turystyka to w ogóle inny świat, od którego staramy się trzymać z daleka. Ramba – zamba, piwko, pizza, kiełbaska, baloniki na druciku i wielkie brzuchy opięte powstańczymi koszulkami. I oni mają być przygotowani? Wolne żarty!

A propos, polecamy nowe, a właściwie zrewitalizowne schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą. Nowoczesny duch, super obsługa widać górscy profi, mimo że nie góralska chata (co już działa nam na nerwy, bo te wszystkie haty i chałupy to jakieś perły nowej Narodowej architektury jak Polska długa i szeroka). Na Przysłopie polecamy „śniadanie małe” albo i „duże” !

Idziemy dalej, no wiadomo, zabłądzić w górach risicare est…Mapy oczywiście są, ale dzisiaj widzimy, prawie każdy korzysta z aplikacji. Tu chyba Mapa Turystyczna bije rekordy popularności. Fajna i prosta rzecz, naprawdę się sprawdza. Można i próbować udawać, że technologii nie ma, ale jak zabłądzicie w lesie, w deszczu w mroku…no wtedy pomyślicie, że można było jednak zminimalizowąć ryzyko wcześniej…

Urazy, obtarcia, zmęczenie, brak wody, niedostatek energetycznego jedzenia, stare pradawne ryzyka zawsze się pojawią podobnie jak konflikty międzyludzkie, które łatwo mogą wyjść, szczególnie że środowisko jest trochę inne niż w mieście. A z drugiej strony i jakaś mobilizacja, poczucie, ze trzeba sobie dać radę, pokonać trudności i czasami niebezpieczeństwa , żeby w końcu dotrzeć z sukcesem do celu.
No, sama esencja zarządzania ryzykiem. Lekko żartobliwie zakończymy…Kto nie maszeruje ten ginie, gdy nie ma się gdzie cofnąć trzeba iść dalej, przetrwanie nie jest obowiązkowe, nie musisz zarządzać ryzykiem. W górach o ryzyku ….

W górach o ryzyku W górach o ryzyku W górach o ryzyku 

Podróże i ryzyko

0
podróże

Podróże kształcą…dla każdego biznesowego (i nie tylko) podróżnika (a któż dzisiaj nim nie jest) prędzej czy później przyjdzie ta chwila… Chwila, o której wielokrotnie słyszałaś. Ta właśnie, kiedy po lądowaniu taśma z bagażami zatoczy kolejne koło i….zatrzyma się. A ty zostaniesz z pustymi rękami myśląc: walizka, gdzie jest moja walizka?!

Zaczniesz wtedy nerwowo biegać po hali przylotów wypytując obsługę, która niechybnie skieruje cię do lotniskowego biura rzeczy zagubionych. Tak, tym razem w końcu padło na Ciebie. Ten moment musiał nadejść. I nadszedł ! W sumie sprawa może się wydawać prozaiczna, bo jest bardziej powszechna, niż może nam się wydawać, a jednocześnie to niemałe ryzyko dla każdego podróżnika. Dzisiaj, kiedy dosłownie co parę sekund gdzieś startuje lub ląduje samolot, a rocznie przewozi się ponad 6 miliardów pasażerów (dane z 2013 roku) i pewnie z kilkanaście miliardów sztuk bagażu, coś po prostu musi zginąć. Albo „na dobre” albo, co częściej bywa, zostanie wysłane nie tam, gdzie trzeba.

Jeżeli jeszcze nic wam nie zginęło, a macie jakieś wątpliwości, to po kolejnym locie zostańcie dłużej z waszą szczęśliwie odebraną walizką przy taśmociągu bagażowym, a kiedy wszyscy odejdą zobaczycie, że trochę „niczyjego” bagażu zawsze zostanie. To walizki tych nieszczęśników, które wysłano nie tam gdzie trzeba. A to przecież tylko część problemu. Problemu, o którym zarówno przewoźnicy, jak i porty lotnicze mówią niechętnie więc i statystyki są fragmentaryczne. Istniejące mówią na przykład, że każdego dnia na świecie w destynacjach nie pojawia się 90 tysięcy walizek, a przyczyny są w sumie dość niewyszukane. Współczesne, skomputeryzowane systemy automatycznego sortowania bagażu są tyle wyrafinowane, co niedoskonałe i to one są odpowiedzialne za ca. 50 % przypadków zgubień, a pozostałe… no pewnie różnie to bywa, bo doktoratów na temat specjalnie się nie pisze.

Chociażby klasycznym czynnikiem ryzyka są przesiadki, ale pewnie też nalepka z kodem niewłaściwie odczytana prze skaner sortownika, czy niedbalstwo niewysoko opłacanego pracownika. I tak dalej. Szukając „winnych” dowiemy się też na przykład z danych Europejskiego Stowarzyszenia Linii Lotniczych (AEA), że w gubieniu bagażu w Europie prym wiodą największe lnie lotnicze, w sumie logiczne, w pierwszej dziesiątce średnia zagubień wynosiła od 10 do aż 20 % u prowadzącego w rankingu.
Jedna piąta „trafienia” to istotne ryzyko w podróży, więc dobrze wiedzieć co dalej robić, choć doświadczeni podróżnicy „temat” mają na pewno „przećwiczony” i ryzykiem bagażowym zarządzają. Mówiąc najprościej, bez trudu zlokalizujemy na lotnisku odpowiednie okienko („lost luggage”) gdzie będziemy mogli zgłosić nasz problem, który zostanie szczegółowo opisany w stosowanym raporcie (Property Irregularity Report).

Jak donoszą źródła różne linie oferują również krótkotrwałe zapomogi (lub pokrywają koszty) na podstawowe zakupy podróżnych, zwykle do 100 dolarów, choć w popularnych dzisiaj tanich połączeniach europejskich raczej nie ma na to co liczyć. Nie mówiąc o tym, że coraz więcej pasażerów w podróże „upycha się” w bagaż podręczny, który z natury zawsze jest „pod ręką”. Jeżeli wasz bagaż jednak do was nigdy nie dotrze, to macie roszczenie do przewoźnika, na dzisiaj z górną granicą w Europie 1223 euro, ale musicie jeszcze udowodnić rachunkami tak cenną wartość waszych walizek.
No więc, póki co zdenerwowani na lotnisku (albo już doświadczeni, niezdenerwowani), podajecie dane swoje i swojej walizki i…czekacie aż się, miejmy nadzieję, szczęśliwie znajdzie. Według danych 85 % bagażu dociera do adresata w wciągu 48 godzin, dowieziona na podany przez was adres, gdzie czekajcie. Ale też niestety, 2 % nie dotrze do nas nigdy zniszczona lub zanonimizowana w czeluściach lotniczych magazynów. Dorzućmy jeszcze informację, że aż 16 % walizek nie zostaje najzwyczajniej w ogóle wysłana z lotniska startowego, zaprawdę zadziwiająca jest ta ryzykonomiczna walizkologia!

Ryzyko grupa „podróże” jest do zarządzania i tyle dotkliwe, co pouczające dla naszego zarządzania ryzykiem wogóle. Z jednej strony przychodzi na myśl dodatkowe ubezpieczenie bagażu oferowane przez wszystkich chyba ubezpieczycieli, zarówno w pakietach jak i oddzielnie. Ale w sumie zgubienie bagażu to przede wszystkim przeżycie dość niemiłe, pewnie nie tyle z powodów finansowych, co z tytułu pozbawienia nas mówiąc trywialnie (ale szczerze) zapasowych majtek, i koszuli na zmianę. A wylądujcie z dość chłodnej Polski gdzieś, gdzie akurat grzeje 40 stopni, to będą dopiero podróże…

No, więc dobrze jest być przygotowanym, a z każdego zmaterializowanego ryzyka płynie cenna nauka;  „lessons learnt” jest istotą ryzykonomii i w biznesie i w prywatnym życiu. Na pewno dobrze jest mieć w bagażu podręcznym jakiś „zestaw przetrwania”. A już na pewno nie zapomnijcie o ładowarce do telefonu, bo inaczej nigdy się do was z odnalezionym bagażem nie dodzwonią! W ostateczności przekonacie się, że aż tak wiele garderoby wzorem pradziadów do życia nie potrzeba i to jest pewien wątek edukacyjny całej sytuacji, chwila filozoficznej refleksji nad zapędami naszej konsumpcyjnej rzeczywistości.

A przede wszystkim zachowajcie spokój (łatwo powiedzieć). To tylko kolejna przygoda podróżnika, którą opowiecie znajomym po powrocie, zerkając czule na znalezioną szczęśliwie i szybko dowiezioną walizką. Czego Czytelnikom i sobie nieustannie życzymy.

(Gazeta Ubezpieczeniowa z dnia 07.09.15)

Cytaty Ryzykonomiczne teraz

0
cytaty ryzykonomiczne teraz

Jak P.T. Czytelnicy Ryzykonomii na pewno zauważyli już od lat (tak, tak) gromadzimy różne cytaty i myśli o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem.
Nie jesteśmy jakimś strasznym zwolennikiem „mądrości narodów” (niektórzy twierdzą, że to „głupota narodów” typu „wyjątek potwierdza regułę” nielogiczne przecież…) ale lubimy też celne bon moty i trafne spostrzeżenia obrane w giętkie słowa.

Nasze ryzyko-cytaty znajdziecie też w Newsletterze Ryzykonomii, który ma już ponad 245 abonentów i szybko rośnie ta liczba dziękujemy, dziękujemy, dołaczcie do subskrybentów teraz Wy, którzy byliście niedołeczeni wcześniej, bezpłatnie i jeżeli chcecie zupełnie anonimowo…

http://www.ryzykonomia.pl/newsletter-zarzadzania-ryzykiem/

cytaty ryzykonomiczne teraz