zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

Zarządzanie ryzykiem i Kontrola zarządcza

1
Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza

Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza.
Wiosna, nawet opóźniona jest zawsze dobrą okazją do podsumowań (tak jak każda inna okazja) Ale i tą wiosną, jak co roku jest okazja szczególna, bo właśnie  mamy klimax składania dorocznych Oświadczeń o stanie kontroli zarządczej w Jednostkach.

A więc wszystkie cele i zadania są strategicznie rychtowywane,
rejestry ryzyka glansowane, a mapy ryzyka kolorowane. Przynajmniej domniewywowujemy, że tak jest,  bo jak jest ? …(dyskretnie przypominamy o możliwości komentowania postów…)
Oto jest pytanie !… …A pytanie całkiem zasadne, bo puknął
już trzeci rok od wprowadzenia Kontroli zarządczej i

naszego ulubionego zarządzania ryzykiem do narodowego sektora publicznego i dorzeczne wydaje się właśnie zadanie pytanie: Jak jest z tym zarządzaniem ryzykiem w JSFP -ach AD
2013!

Dobrze, niedobrze czy może Nijak? Zanim uczciwie się przyznamy, że mamy różne  choć nienaukowe przemyślenia i podejrzenia oparte  na szerokiej wiedzy
empirycznej, zgromadzonej przez trzy lata wędrówek po dziesiątkach jednostek sektora publicznego, jak Polska długa i szeroka, jednostek wojskowych, szpitalnych edukacyjnych, wyższo (też), sądowniczych, prokuratorskich, samorządowych etc. etc. etc. to jeszcze nieustająco zareklamujemy, że na Golden
Line działa „od lat” otwarta (niedawno) grupa pt. „Zarządzanie ryzykiem w JSFP” licząca ca. 70 członków. Zapraszamy ! Nie ma spamu a nawet czasem jest dyskusja.
Do KZ-u i zarządzania ryzykiem u publicznych wracając, to
należy zauważyć, że próby pewnego podsumowania tematu pojawiły się na łamach NIK-u w roku 2011, które jedn akowoż nie były zbyt optymistyczne po czym, jak wyczytaliśmy, doszło do porozumienia i uzgodnienia stron oraz wyjaśnienia
stanowisk.
Dzisiaj chyba jednak wciąż nie przybliżyliśmy się do
odwiedzi na pytanie: co po 3 latach dało polskiemu sektorowi publicznemu nie mające odpowiednika w skali europejskiej, a nawet światowej (tak, tak !), masowe, obligatoryjne wprowadzeni obowiązku systematycznego zarządzania ryzykiem we wszystkich JSFP.
Wydaje się, że temat dojrzewa do solidnej analizy, bo sami
reprezentatywnej, 100 % empirycznej analizy problemu nie jesteśmy – oczywiście – tu w stanie dokonać i nawet nie zamierzamy…
…3 lata to jednak trochę czasu i jakieś efekty mrówczego
tworzenia tysięcy rejestrów ryzyk, mianowania tysięcy risk ownerów  powinny jednak być ocenione. Bo mroczenia, że
to całe zarządzanie ryzykiem “nie ma sensu”, to “zamorskie fanaberie” odrzucamy stanowczo nie tylko ze zwykłej subiektywnej ryzykonomiczności, ale z prostej (a nawet prymitywnej ) obserwacji wielu dramatycznych wydarzeń z jednostkami
sektora publicznego w roli głównej, które nie powinny mieć miejsca, gdyby zarządzanie ryzykiem i ład organizacyjny szerzej mówiąc akurat w tych jednostkach rzeczywiście, a nie tylko w Oświadczeniach o KZ realnie funkcjonowało.
A co do „Podręcznika” tajemniczego Bentleya Jennisona to wcale
się nie zgadzamy, z często spotykaną opinią, że… ale powoli, powoli nie wyprzedzajmy biegu wydarzeń…
Skoro więc o znanym każdemu kierownikowi dokumencie wspominamy, to akurat Oświadczenia idą na pewno dobrze, może nawet za dobrze, bo z tego co widać „oświadczeniowo” wszystko, także z risk manadżmentem, jest u Publicznych w najlepszym
porządku.
Chyba niewiele jest dzisiaj jednostek, które odważyłyby się zapisać, że „ w ograniczonym stopniu funkcjonowała …..KZ ” a potem nie kliknąć zarządzania ryzykiem, że Jest. O innych elementach nie wspominając, ale nie są one przedmiotem dzisiejszej dysertacji.
Ryzykujemy pozytywną ocenę zaradności i znajomości, nigdy nie spisanej, lecz potężnej wiedzy z zakresu „strategii zachowań pracowniczo-kierowniczych”, która to ocena sugeruje
niedwuznacznie (i potwierdzają to badania „face-to-face”), że  większość kierowników takie czy inne procedury (KZ oraz ) zarządzania ryzykiem już zakupiła/skopiowała/ zleciła –
niepotrzebne skreślić.
Tak więc Procedury i Polityki Zarządzania ryzykiem , wiele ich widzieliśmy, już SĄ. Ale jakie są ? Co zawierają? Czy da się je przeczytać, zrozumieć i efektywnie stosować?
I powracamy do pytania: gdzie jesteś dzisiaj Kontrolo
zarządczo i Zarządzaniu ryzykiem AD 2013  ? (i znowu dyskretnie zachęcamy do komentowania…)
O tym będziemy kontynuować w kolejnych odcinkach
ryzykonomicznego serialu, już za chwilę, zostańcie z nami, nie idźcie na blogakasi, może zarabia kokosy ale nie zna się na zarządzaniu ryzykiem tak jak My, wasza skromna i zawsze do usług Redakcja Ryzykonomii ! 
Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza
Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza

Ryzyko błędów medycznych rośnie?

0
ryzyko błędów

Ryzyko błędów medycznych wzrośnie? >>>
Jak czytamy w najnowszej GP w ostatnim czasie pojawiły się nowe developmenty w zakresie karania za błędy medyczne, czy mówiąc bardziej precyzyjnie, ustawowo “zdarzenia medyczne”.

Poszkodowani pacjenci, jak rozumiemy dochodzący odszkdowania przed nowymi (sic) komisjami orzeczniczymi przy NFZ, a po jego rychłej liwidacji gdzie indziej (sic) miałyby przydzielać nawet do 300 000 PLN za pojedynczą śmierć w szpitalu.

Obecnie mamy Wojewódzkie Komisje ds. Orzekania o zdarzeniach medycznych przypomnijmy i ryzyko błędów to póki co ich domena.

Oczywiście, być może i zapewne spowoduje to pewien wzrost profilu ryzyka szpitali, choć z drugiej strony właciwie dlaczego zarządy szpitali miałby sie przejmować, choć mowa jest o składaniu sie “placówek” na fundusz.

Wszystko to niezwykle interesujace. Choć mamy wrażenie niewiele to poruszy w temacie zarządzania ryzykiem szpitalnym, o którym Ryzykonomia pisze od lat z pewnym samozaparciem…

Źrodlo: link

Me ! A może Bee ?

0
me ryzykonomia

W najnowszym numerze Gazety Ubezpieczeniowej, którą czytajcie aż miło z dumą prezentujemy mały nasjterszczyk Naczelnego Redaktora Ryzykonomii (więcej) artykuł o dźwięcznym tytule “Meeczeniee owiec”. Nie jest to jednka rzecz o zarządzaniu ryzykiem w rolnictwie, a przecież i ten niezwykle ważny dla naszego rolniczego kraju podejmowaliśmy na łamach. Nie jest to rownież analiza metod porozumiewania się przedmiotowych ssaków choć, przyznajemy, przy lekturze artykułu może pojawić się pytanie: mee, czy może bee? Bowiem niektóre źródła sugerują, że to dźwięk paszczowy kozy, ewentualnie barana…Eeeee.

Ale, skoro o komunikacji jest mowa to już jesteśmy bliżej, bo Autor przedmiotowego artykułu sprytnie przemyca w tekście tematykę herdingu, owczego pędu, który ma zwykle niezwykle ważne
znaczenie dla procesu podejmowania decyzji w warunkach ryzyka, a więc zawsze (no może oprócz takich projektów jak nasze superprawie szybkie nonPendolino gdzie ryzyka nie ma a bilety będą po 49,50).
Otóż owczy pęd to zjawisko powszechne i niestety bardzo ryzykowne, choćby widoczne w klasycznym run-ie na banki czy jak w przypadku Grecji ostatnio, na bankomaty.
Owczy pęd jest bezpośrednio związany z problemem asymetrycznej informacji (bo taka tylko jest dzisiaj) i tak zwanymi kaskadami informacyjnymi, których klasycznym przykładem może być plotka oddolna (kaskada wstępująca) obemująca coraz większy obszar, jak ostatnio o wybuchu eletrowni, mamy nadzieję nie opiliście się jodyny, czy odgórna czyli kaskada zstepująca (żeśmy znieśli bariery zadłużenia, bo inni znieśli, ale oczywiście podatki żeśmy podnieśli).

Oczywiście, zasadniczo owczy pęd nikomu specjalnie nie przynosi korzyści chociaż są przesłanki i

Czytaj i Nie błądź !

na to, że w stadzie i tak lepiej, nawet błędnie.
Co ważne w artykule poruszony został temat herdingu w zarządzaniu ryzykiem ale niestety nie tym “pozytywnym” (zarządzajmy ryzykiem bo inni zarządzają).
Bo jest i herding “negatywny”, szkodliwe beeczenie widoczne choćby w reguacyjnym rozpasaniu, kiedy uważa się że kolejne regulacje zastąpią prawdziwą kulturę zarządzania ryzykiem, a już historia SOX-a dowiodzi przecież, że tak nie jest. U nas ten mit regulacyjny w zarządzaniu ryzykiem próbuje się challengować rodzimymy regulacjami w zakresie ryzyka powtykanymi to-tu, to-tam czy systemem Kontoli zarządczej.
Inna sprawa i co światlejsi eksperci od zarządzania ryzykiem (jak wspominany Autor artykułu zauważa celnie, że i w ERM-e mamy swoisty herding, który można zauważyć w:

  • komplikowaniu języka (inherentne, rezydualne, apetyt, tolerancja, istotność, czynniki itd.)
  • radosnym mapowaniu
  • mnożeniu bądź dziesiątkowaniu ryzyk
  • niezgłębianiu mocnych i słabych stron standardów
  • pompowaniu dokumentacji
  • zlepkach pojęciowych (zarządzanie ryzykiem i kontrola zarządcza, mechanizmy kontrolne…)
  • oczywistych czywistościach (model 3linii obrony, “najważniejsze” ryzyka)
  • i więcej …

O czym napiszemy jeszcze, doszcegółowiając, w kolejnych odcinkach Ryzykonomii.

 

FERMA Risk and Insurance Report 2014 cz. 1

FERMA risk

Na niedawno zakończonym brukselskim spotkaniu Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Zarządzania Ryzykiem FERMA zaprezentowano wyniki kolejnego już ogólnoeuropejskiego,
a więc jedynego takiego ze względu na swój zasięg i wagę badania zarządzania ryzykiem i ubezpieczeń. W bieżącej edycji przedsięwzięcia interesującej dla każdego, kto chciałby wyrobić sobie opinię, dokąd zmierza branża ryzyka, wzięła udział rekordowa liczba 850 menadżerów z 21 państwa, w tym Polski; partnerem badania było u nas Stowarzyszenie Zarządzania Ryzykiem POLRISK, w którego Zarządzie pracuję (społecznie).

Już na początku lektury Raportu rzuca się w oczy, że i FERMA idzie z duchem czasu, bo w streszczeniu kierowniczym, które podobnie jak szczegółowe wyniki, znajdzie Czytelnik na stronie www.ferma.eu, poruszono (o zgrozo) popularny i u nas temat „gender” – tym razem w strukturze badanych risk and insurance managerów.  Wskazano, że typowy respondent
był mężczyzną (65 %), a wśród kierowników niestety, było to już 80 %. Jednocześnie, co skądinąd nie jest zaskoczeniem, wśród osób „od ryzyka” poniżej lat 30, a więc i z natury rzeczy zajmujących niższe stanowiska, dominowały  kobiety.

Dalej z analizy dowiadujemy się, że w większości badanych firm (41 %) działy ubezpieczeń i ryzyka liczą od 1 do 3 osób i są zwykle scentralizowane. Dla porządku potwierdzimy, że w branży bankowo-ubezpieczeniowej komórki ryzyka są z natury większe i liczą ponad 20 osób. Idąc dalej „ludzkim”
tropem Raportu znajdujemy profil typowego europejskiego menadżera ryzyka. „I ubezpieczeń”, bo jak potwierdza FERMA-owe badanie ubezpieczenia pozostaję core biznesem tej profesji. Wskazują na to gremialnie badani menadżerowie ryzyka zaznaczając w odpowiedziach, że ich aktywnością nr 1 są właśnie obszary ubezpieczeń i likwidacji szkód.  Dopiero po nich, w kolejności wymienianie są takie funkcje jak mapowanie ryzyk, czy integracja różnych obszarów zarządzania ryzykiem w firmie.

Przy okazji, ciekawe jest, że wśród „zadań na przyszłość” tylko 1/3 badanych menadżerów wymienia rozwijanie metod kwantyfikacji i pomiaru ryzyka, co autorzy Raportu podsumowują jako oczywistą słabość profesjonalistów. Ważne natomiast miejsce wśród planowanej na kolejne lat aktywności risk menadżerów znajduje planowanie ciągłości BCM i dalsze zakorzenienie kultury zarządzania ryzykiem w organizacji.
Skoro o potencjalnych słabościach mowa, to Raport tradycyjnie już analizuje smakowity dla każdego zainteresowanego ryzykonomią temat aktualnego krajobrazu ryzyk biznesowych korporacyjnego świata. Jaka jest więc lista top 10 zagrożeń A.D. 2014 europejskiego biznesu?
I tu, co chyba specjalnie nie zaskakuje, na pierwszym miejscu menadżerowie ryzyka wymieniają ryzyka polityczne (trend rosnący), zarówno międzynarodowe jak i związane z politykami poszczególnych rządów.  Na drugim miejscu znalazły się, także już dobrze tam zakorzenione od poprzedniego surveya z 2012 roku (i rosnące) ryzyka reputacyjne.  Na trzecim miejscu, o dziwo z lekkim trendem spadku są ryzyka compliancowe, zgodnościowe. Dalej w kolejności idą: konkurencja, gospodarka, strategia rynkowa, planowanie strategiczne, HR, jakość i wreszcie płynność finansowa.

Równie ciekawa, choć zapoznana, jest lista ryzyk najlepiej zarządzanych przez europejskich risk menadżerów. O dziwo twierdzą oni, że bardzo dobrze radzą sobie z bezpieczeństwem, potem z BHP, CSR-em, FX-e, i jakością produkcji. Największym wyzwaniem dla mitygacji pozostają natomiast ryzyka podatkowe (ciekawe to w kontekście ostatniego zamieszania z rodzimym ustawodawstwem o optymalizacji podatkowej), potem demografia, która już puka, a raczej łomoce do drzwi. Następnie idą „topowa” na wspomnianej wcześniej liście polityka i wreszcie social media, tak bardzo popularne najwyraźniej, jak groźne.

W Raporcie znajdziemy także obszerną analizę zagrożeń regulacyjnych, zasadniczo tych samych dla wszystkich badanych, przy czym ich waga różni się w poszczególnych krajach respondentów. Zasadniczo prym wśród ryzyk non-compliance wiedzie nowa regulacja UE dotycząc ochrony danych, strasząca poważnymi konsekwencjami finansowymi już w 2015 roku, potem Solvency II, dalej przejrzyste raportowanie finansowe; nie zabrakło też obaw związanych z opodatkowaniem składkowych przychodów i ….

…o “ubezpieczeniowej” części Raportu – już za chwilę na blogu…Czytajcie !

ps. 
Już za kilka dni, bo 21-ego w Warszawie odbędzie się kolejna 8. Konferencja POLRISK pt. “Zarządzanie ryzyzkiem – polskie studium przypadku”. Jednym z prelegentów będzie Wasz Redaktor Naczelny bloga RYZYKONOMIA, dr Jerzy Podlewski. 
Są jeszcze wolne miejsca !


Szczegóły pod linkiem na stronie POLRISK

FERMA risk, FERMA risk, FERMA risk

Nowe COSOII już jest

0
Nowe COSOII

Nowe COSOII Zarządzanie ryzykiem korporacyjnym, struktura ramowa już jest. Jak P.T. Czytelnicy naszego jedynego takiego, nie wahamy się powiedzieć, w Polsce portalu o zarządzaniu ryzykiem, pamiętają Redakcja Ryzykonomii już od lat (tak, tak) pisze, popularyzuje i mówi o standardach COSO. I na mównicach i katedrach i szkoleniach i przy wdrożeniach biznesowych…

Jeżeli też w Ryzykonomii pogrzebiecie, to znajdziecie nasze wcześniejsze artykuły dotyczące COSO, ale już tego COSOII starszego. Bo, jak też już donosiliśmy od jakiś ca. 2 lat trwały prace światowe nad modernizacją „starego” COSOII, przy czy zauważamy już wcześniej „uwspółcześnione” COSO I Kontrola wewnętrzna.
Przy okazji ośmielamy się postawić tezę, że zrozumienie dla Kontroli wewnętrznej jest w Polsce jeszcze mniejsze niż dla zarządzania ryzykiem. I wciąż zawęża się do kontroli finansowej. Oczywiście audytorzy gromko zakrzykną A PRZECIEŻ ! No, nie chcemy się tu znęcać jak sam audyt w wielu aspektach naszego życia wygląda. Historia zatacza koło, oj słabo, słabiutko, samo pisane raportów z audytu nie wystarcza, przydałoby się jeszcze jakieś ich wdrożenie realne. Ale zostawmy to…

No więc, pewnie zapytacie jaki jest ten nowy COSOII? Różnymi draftami i wersjami dysponowaliśmy już w Redakcji Zagranicznej Ryzykonomii już dawno. Przeglądaliśmy i czytaliśmy licząc że solidnie prześwietlimy, mając pewność CO tam się w końcu urodziło….
Tak czy inaczej od razu wam się rzuci, że zniknęła gdzieś sławna costka, sześcian COSO choć w zamian mamy całą masę innych piktogramów i schematów ideowych, hm. Ale to oczywiście sprawa mniej ważna. Być może jednak po latach doświadczeń z wdrażaniem zarządzania ryzykiem ważne naprawdę będą deklaracje autorów, którzy stwierdzają, że:

Zarządzanie ryzykiem to nie funkcja albo departament. To kultura organizacyjna, umiejętności i praktyki, które organizacja integruje w procesie tworzenia strategii i jej realizacji…”

Albo

„Zarządzania ryzykiem nie polega na tworzeniu list ryzyk…”

Albo (znowu hi, hi kochani audytorzy…)

„Zarządzanie ryzykiem adresuje więcej niż Internal control..”

Oczywiście jest jeszcze więcej o apetycie na ryzyko, czego akurat nigdy Ryzykonomia nie wspierała, jako rzecz niepraktyczną. I paru innych kwestiach do, których w zasadzie będziemy nawiązywać. W zasadzie, bo po latach mamy w Ryzykonomii takie dziwne przemyślenia, kogo to wszystko naprawdę obchodzi. Zgoda, są corpo jest wiele firm, ale my tego klimatu zarządzania ryzykiem, budowania całościowej kultury organizacyjnej jakoś nie widzimy, w każdym razie z przykładami pozytywnymi dość słabo, jednostkowo. A czas leci i jak widać świat odjeżdża…
A propos ciekawe, który teraz COSO stosować, jak ten nowy oczywiście przetłumaczony na polski nie jest. Chyba czytać Ryzykonomię, ha, ha. Dobrze, będziemy do tematu wracać bo mamy miękkie serce ze złota i szaleństwo w rozumie, prawie jak jakaś siłaczka, o zgrozo…

Dla porządku dodamy, że oficjalny komunikat o nowym relizie COSO II ujawniono 6 Septembra A.D. Obecnego, a więc sprawa jest, jako się rzekło, mosterdzieje świeża….
Stay tuned.

Nowe COSOII Nowe COSOII  Nowe COSOII Nowe Nowe COSOII

Sztuka interview za 100 milionów

0
sztuka interview

Sztuka interview….bo każdy menadżer doskonale wie (albo się dowie), że jednym z największych wyzwań jest rozmowa z ludźmi, czy przy klasycznym, rekrutacyjnym interview („gdybyś był/a drzewem to”… albo „co jest dal Ciebie ważne w pracy” ps. podpowiadamy „samorozwój i satysfakcja”. O środkach na spłatę kredytu, jako mało ważnym czynniku, Redakcja Ryzykonomii sugeruje nie wspominać…)

Rekrutacyjne interview to oczywiście wielkie wyzwaniem i wielkie ryzyko, że…. Zatrudnimy niewłaściwą osobę!·Skoro o kosztach „ryzyka interview” mowa to chcielibyśmy polecić P.T. Czytelnikom bloga bardzo ciekawy podcast audio pt. „The art of the Interview”, który niedawno wysłuchaliśmy (nawiasem mówiąc kręcąc pedałami rowerku w lokalnej siłce, można i tak przecież, przyjemne z pożytecznym).

Podcast „Sztuka Interview” można znaleźć na portalu HBR IdeaCast (ja np. słucham w fonie za pośrednictwem Tunein, ale pewnie można różnie) link zamieszczam tutaj.

https://hbr.org/ideacast/2016/02/the-art-of-the-interview.html

Sztuka interview, podcast audio w języku angielskim to właściwie zapis wywiadu z dziennikarzem Esquire’a (zawsze przypomina mi się tu dobry stary Ernest, też o ile pamiętam dla nich pisał) Cal’em Fussmanem niezwykle doświadczonym i czytanym w Stanach dziennikarzem znanym z przeprowadzania wywiadów z dużymi postaciami tego świata, choćby w podcaście zabawna opowieść nt. wywiadu z Jeffem Bezosem, oczywiście szefem Amazona.

Cal Fussman daje naprawdę ważne rady, jak zrobić dobrą rozmowę, nie tylko przecież interview bo całe szczęście rozmowa to zaryzykuję tezę core business businessu i nie dziwota, że na spotkania z nim walą tłumy (dosłownie) biznesmenów chcących się dowiedzieć, co zrobić żeby rozmowa przybliżyła nas do osiągania naszych biznesowych, i nie tylko celów.

A jaka jest cena ryzyka niedobrych, nieefektywnych i niewłaściwych rozmów wspomina jeden z tuzów amerykańskiego biznesu przytoczonych w tym bardzo ciekawym wywiadzie. Swoje straty z „złych” interview szacuje on rocznie na 100 milionów dolarów!

Sztuka interview to przecież ryzyko interview, polecam.   

Ps.
No to jeszcze wyjawię, że sam w trakcie różnych, licznych interview, które prowadziłem, szefując tu i tam, nigdy pytań o drzewo, krzaki czy np. słabości rozmówców (i temu podobnych) nie zadawałem. Zawsze starałem się rozmawiać z ludźmi jak z człowiekiem. I mam wrażenie czasami z dobrym, także biznesowym skutkiem.
A potwierdzenie tej strategii znalazłem także w polecanym wywiadzie….

Dołącz do 512 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb niezbędnych do wysyłki Newslettera Ryzykonomii (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

 

 

Specjalista ds. kultury ryzyka

0
specjalista ds. kultury ryzyka

Monitor Ryzykonomii pozostaje nieustannie zaintrygowany kolejnymi developmentami ryzyka wyśledzonymi w Sieci przez nasz zające gończe. I tym razem wywęszyły one ciekawą Ryzykonomiczną informację a mianowicie: ofertę pracy.
Ciekawą, bo poszukiwany pracownik to:
SPECJALISTA DS. POLITYK I KULTURY RYZYKA dodatkowo Z JĘZYKIEM ANGIELSKIM i „Młodszy”, (więc pewnie jest i „Starszy”), ale sprawa wydaje nam się ciekawa, bo pierwszy raz o takim specjaliście słyszymy.

Analiza i aktualizacja kultury

W opisie czytamy między innymi, że ów młodszy specjalista ds. kutury ryzyka będzie: „aktualizował/a”, „Przygotowywał raporty „ i analizował”, ale też „wspierać będzie działania z zakresu promowania kultury oraz działań szkoleniowych z tematyki związanej z zarządzaniem ryzykiem”.

No ciekawe, dla wyjaśnienia dodamy, że to “pozycja” bankowa, znaczy praca w banku banku, stąd chyba jeszcze intrygujący wymóg: „wymagane kreatywne podejście do sposobu promocji wśród pracowników”. Ale też i godne uwagi dostrzeżenie przez ową instytucję wagi podkreślanej przez nas na Ryzykonomii wielokrotnie KULTURY ZARZĄDZANIA RYZYKIEM.

Tak sobie coraz częścij, z płynącymi latami myślimy, czytając o coraz to nowych niedoskonałościach wysublimowanych i prze-matematyzowanych systemów zarządzania ryzykiem, że bez owej mitycznej kultury wszystko to na nic.
Problem z kultura wogóle jest zawsze ten sam, że jej trudno ją opisać w podręcznikach, wykuć na blachę, ale za to ją zawsze widać, słychać ci czuć. Dlatego jest niedoceniana bardzo często, ale do czasu, kiedy nie pojawią się jak najbardziej widoczne finansowo efekty jej braku.

Kultura wyspecjalizowana

Z drugiej strony wprowadzani „kultury” wymaga kulturalnego podejścia, wiedzy i doświadczenia, mądrości, rozsądku, skromności, empatii, humanizmu, nieustannego samodoskonalenia. No, więc tych wszystkich umiejętności, które noszą uwłaczającą nazw „miękkich” i które nieudolnie próbuje się wyćwiczyć na różnych korporacyjnych szkoleniach. Choć coraz częściej mamy wrażenie, że wynosi się je po prostu z domu (Dzień matki !) z podstawowej edukacji, kultury rozumianej wszechogarniająco.

Ciekawe podejście oferenta do tematu i problemu. Ważne, że dostrzeganego. Nas jednak zastanawia, czy powoływanie specjalnych funkcji ds. ryzyka będzie/jest rzeczywiście efektywne, raczje stawialibyśmy na prawdziwe zaangażowanie menadżerów liniowych, zarządu, wzystkich pracowników. Wiemy z doświadczenia, że powoływanie oddzielnych funkcji jest często sposobem na łatwe zaadresowanie problemu. No, trudno nam się tu wypowiadać, bo nie mamy danych jak naprawdę taki specjalista ds. kultury ryzyka będzie efektywny…

A swoją drogą ciekawe byłoby zobaczyć opis stanowiska „starszego specjalista ds. kultury ryzyka” ….

A. Link tutaj…

specjalista ds. kultury ryzyka

COSO czyli ISO – Zarządzanie ryzykiem a KZ

COSO czyli ISO

COSO czyli ISO? Wiemy, że niejednemu się narazimy, ale uważamy, że być może najbardziej wartościową publikacją (pominąwszy publikacje Ryzykonomii) jaki ukazał się w związku z Kontrolą zarządczą w sektorze publicznym jest „Zarządzanie ryzykiem w sektorze publicznym”  zwany też czasami “Polskim Podręcznikiem” autorstwa tajemniczego Bentleya Jennisona.

No, może nie tak tajemniczego, bo o ile słyszeliśmy, to brytyjska
firma współpracująca onegdaj z ojcami i matkami KZ-u w Polsce z samego Ministerstwa oczywiście w ramach stosownego EUprojektu. Anglosaskie pochodzenie Podręcznika używane jest jako jeden z argumentów sugerujących jego „niedostosowanie” do „polskich realiów”, co jest zupełnie bezpodstawne, bo ów „Podręcznik” to zbiór dobrych praktyk i porad,
a nie opracowanie nakazowo-rozdzielcze. Nie mowiąc o tym, że anglosasi to akurat bardzo dobre źródło w temacie.
Jego słabością jest być może to, że trzeba go dokładnie
przeczytać (co zdaje się niewielu uczyniło) i ZROZUMIEĆ. A to zrozumienie jest niestety bardzo trudne bez pomocy wykwalifikowanego risk managera albo specjalisty jak kto woli, choć nie takiego kto pracował tu i ówdzie zna się i na audycie i na kopycie, a w ogóle to zarządzaniem ryzykiem zajmuje się od 32 lat.
Niestety, „tłumacze” i „wdrażacze” zarządzania ryzykiem nie
poprzestają na dezawuowaniu porad płynących z Podręcznika ale postanowili tworzyć sami swoje objaśnienia kontroli zarządczej i zarządzania ryzykiem też, które choć zawierają całą masę tabelek do wypełnienia (widzieliśmy nawet książkę składająca się z samych chyba tabelek, bagatela ponad stówę kosztowało to cudeńko, przy tym ostatni nasz e-book bestseller, dla prostych ludzi, przez prostego człowieka napisany, jest jak za darmo ), no więc takie “wdroż-pomocniki”,  przynajmniej w kwestii  zarządzania ryzykiem nie dają kompletnie NIC oprócz instrukcji… wypełnienia tabelki.
Ale przez zapełnianie tabelki zarządzanie ryzykiem nie działa – i  niech się nikt nie zdziwi, że nie zadziała.
Polski podręcznik nie jest oczywiście doskonały, szczególnie
mamy pretensje o wprowadzające w błąd i NIELOGICZNE skale ryzyka, ale to o zgrozo ! jest jednym z elementów najczęściej kopiowanych do różnych procedur .
Wartościowe są za to na pewno różnorodne wskazówki dotyczące
organizacji struktury ramowej zarządzania ryzykiem i samego procesu, przykłady opisów ryzyka i sekwencje działań, ankietowe metody identyfikacji ryzyka (mocno niedoskonałe ale całkiem do wykorzystania – jak na pierwszy ogień). I podkreślanie roli leadershipu, komunikacji, monitoringu i ewaluacji ale to
znowu niezrozumiałe przez tabelkowiczów umyka, a to kolejny klucz do zadziałania systemu. I nie działa.
Zobacz Teraz !
Inny ciekawy element to przykład rejestru ryzyka, znowu
traktowany wybiorczo przez wdrażaczy jak Polska długa i szeroka (dlaczego ? – dlaczegoś !) choćby sekwencja opisu ryzyk root –cause jest pomijana na rzecz jakiś „czynników” czy „źródeł” ryzyka i innych ubezpieczeniowych hazardów. COSO czyli ISO?
Wreszcie, o dziwo, i na szczęście mało kto robi w rejestrze
analizę ryzyka inherentnego i rezydualnego i przez przypadek najwyraźniej nie jest to najgorsze bo jak donoszą najnowsze jaskółki ze świata i sama IIA  w najnowszym opracowaniu (do tematu powrócimy jeszcze) ma to ograniczony sens.
Nie ma już zresztą ryzyka inherentnego w ISO 31000 Zarządzanie
ryzykiem i tu dochodzimy do kolejnego odkrycia, a tego mianowicie, że Podręcznik mający pomagać we wdrożeniu Kontroli zarządczej opartej na COSO wcale nie jest z COSO tylko z ISO, a dokładniej z jego poprzednika i ojca – matki bardzo dobrego skądinąd standardu australijsko nowozelandzkiego AS/NZS 4360 co każdy, kto te standardy zna, zaraz z ducha i litery wyczuje. Nie mówiąc o schemacie procesu na jednej z pierwszych stron właśnie z AS/NZS i jak byk definicji procesu zarządzania ryzykiem.
Także mamy Kontrolę według COSO a podręcznik z ISO, per qui
pas, a póki co kończymy ten odcinek objaśnień  KZ-u, bo jesteśmy na kolejnym projekcie, siedzimy w hotelu lekko wyczerpani, to i „literowki” mamy nadzieję nam P.T. Czytelnicy wybaczą ….
 COSO czyli ISO?

Optymizm forever and ever

2
optymizm forever

Optymizm forever.
Redakcja Ryzykonomii była niedawno, jak już pisaliśmy, na wykładzie pewnego znanego i cenionego przez nas ekonomisty na temat sytuacji gospodarczej kraju i perspektyw makroekonomicznych na 2017 rok. Waluty, PKB, deficytów, inwestycji, konsumpcji. Pokazywane cyfry specjalnie nie napawały optymizmem, mówiąc delikatnie. Już po spotkaniu przy kawce i ciasteczku rozmawialiśmy sobie z różnymi przedsiębiorcami na tematy około gospodarcze. Jak to w biznesy bywa. Ceny, podatki, VAT-y, paliwo, regulacje.

Wiśta wio!

Sporo tam było rożnego rodzaju (w końcu jak my) konsultantów, choć pewnie od ryzyka tylko Wasza Redakcja Ryzykonomii. A propos, podobno w czasach niepewnych rośnie popyt na zarządzanie ryzykiem, dzwońcie. I po raz enty, któryś, milionowy raz w rozmowie wyszło, że Nasze ryzykonomiczne myślenie o ryzykownym otoczeniu to „pesymizm” i „czarnowidztwo”. Będzie lepiej, choć za bardzo nie wiadomo jak czy i kiedy. Skąd i dlaczego, uszy do góry, wiśta wio i do przodu.

My, menadżerowie ryzyka oczywiście jesteśmy przyzwyczajeni do takiego „flekowania” wszelakiej ryzykonomii, nie bez powodu przekręcanej na ryzyko-manię. Ryzyko jest wszędzie, podobnie jak motocykle, tylko niektórzy nie patrzą co mają za plecami, bo… no właśnie, no właśnie.

Grejt Egejn…

Właśnie czytam znowu, że w chińskich, przecież centralnie sterowanych mediach, jest reakcja na ostatnie dywagacje nieocenionego prezydenta elekta, miliardera, obrońcy biednych, który uczyni Amerykę Grejt Egejn. Tym razem, myśliciel ten wypowiadał się na odnośnie Tajwanu i relacji Tajwan-USA. Sprawa ma zresztą szerszy kontekst i dotyczy ekspansji militarnej Chin na Morzu Południowochińskim.

http://www.bbc.com/news/world-asia-china-38313839

Temat u nas traktowana jak baśń z 1001 i jednej nocy i poza wąskim kręgiem ekspertów w ogóle nie dostrzegana. (jak wiadomo u nas nie ma specjalnie wiele think-tanków. Choćby takich jak Wasza Ryzykonomia. Nie tak się nad Wisłą zostaje ekspertem od czegoś). A region to niezwykle zapalny, kluczowy dla świata. O możliwości konfrontacji dwóch atomowych mocarstw nie wspominając. Bo i takie zawoalowane dygresje się pojawiają. A handlowo-gospodarcze są oczywiste.

Żyjemy w globalnej wiosce i jak, na przykład sprzedawca góralskich ciupag na Krupówkach myśli, że spraw jego nie dotyczy, a każde dziecko w gimnazjum wie, że dobra góralska ciupaga pochodzi dzisiaj zwykle z Chin, to się myli. Dotyczy.

No ale miało być o przewagach optymizmu i martwi i wkurza nas naprawdę, że spotkani optymiści zwykle nie silą się na podawanie konkretnych argumentów, liczb, wykresów, dowodów, na swój optymizm. Radosna optymizm, to najwyraźniej stan ducha i umysłu, coś co wymyka się ludzkiemu poznaniu. Pisał o tym choćby ciekawie Roger Scruton w, o zgrozo „Pożytkach z pesymizmu i niebezpieczeństwach fałszywej nadziei”. Ciekawe, że takie irracjonalne często stanowisko jest najwyraźniej wyżej cenione społecznie niż to oparte na faktach i empirii. A osoba poszukująca sedna sprawy jest wytykana jako mająca wręcz problemy osobowościowe.
Oczywiście to gigantyczny hamulec w zarządzaniu ryzykiem na każdym poziome społecznym, biznesowy, domowym. No bo jak tu słuchać ludzi niespełna rozumu, ryzyko maniaków. Optymizm forever

Murem w głowę

Żebyście jednak nie dzwonili po lekarza psychiatrę dla waszej Redakcji, jeszcze doszczegółowimy. Czym innym jest, jak sadzimy optymizm, a czym innym niestrudzone, twarde dążenie o celu, który wybierzemy po dogłębnej analizie przesłanek. W końcu zawsze podobało nam się powiedzenie Marszałka, a niezły był przecież z niego ryzykant, że „głową muru nie przebijesz, ale jeżeli zawiodły inne metody, trzeba spróbować i tej”.
Mamy tu i realizm, i ukryty pesymizm, ale i żelazną wolę w dążeniu do celu, pełna ryzykonomia. Optymizm forever…

Ryzyka muzeum w Luwrze

4
ryzyka muzeum

Zarządzanie ryzykiem ma wiele twarzy, co jest oczywiste, bo znajduje zastosowanie wszędzie. Dzisiaj mały przykład wygrzebany w Internecie przez departament R&R Ryzykonomii (research and research) a pokazujący jak do zarządzania ryzykiem podchodzi nikt inny a… sławne muzeum w Luwrze. Byliśmy i podziwialiśmy, jak donoszą źródła to niemały proces i projekt, bo na 60 600 metrów kwadratowych znajdują się zbiory liczące około 300 000 dzieł sztuki. Wartych ? Oj ! Jeszcze jakieś pytania o konieczność zarządzania ryzykiem może?

Jak czytamy w artykule, papierze o znamiennym tytule „Globalne zarządzanie ryzykiem w muzeum Luwr” zarządzanie muzealnym ryzykiem odbywa się na wielu poziomach.

1100 agentów

To oczywiście bezpieczeństwo drogocennych zbiorów, nad którym czuwa coś 1100 agentów (ci, o których mówią jak się domyślamy).

Potem są kwestie ochrony przeciwpożarowej i powodzi, które oczywiście odgrywają kluczową rolę, o zagrożeniu wodą zresztą przekonaliśmy się dopiero, co czytając o powodzi w Paryżu, to zresztą o ile wiemy nieustanne naprawdę katastrofalne zagrożenie dla Paryża, bo jakby nie było leży on nad sporą rzeką.

60 in-house strażaków

O ogniu i co mógłby on zrobić ze zbiorami nie wspominamy i tu muzealne zarządzanie jest silnie pokreślone muzeum ma własną straż pożarną liczącą 60 osób, do tego jak myślimy dochodzi współpraca z zewnętrzną strażą pożarną.

Nad koordynacją zarządzania ryzykiem czuwa stały personel 4 osób stanowiący siły główne biura Security and Safety, które jak czytamy koordynuje również zarządzanie ryzykami operacyjnymi typu dajmy na to kłótnia Mony Lisy z Wenus z Samotraki (pomysł nasz).

Oczywiście cały system i proces podlega regularnemu audytowi oceniającymi uzyskiwany stopień zapewnienia. Na marginesie też dodamy, że jak rozumiemu Luwr to sektor publiczny, więc to i niezkłe case study a’la kontrola zarządcza a i u nas przecież muzeuów nie brakuje, choć nie mamy wiedzy zupełnie jak się tam całościowo zarządza ryzykiem…

1 (link)

Więc w Luwrze zarządzanie ryzykiem muzeum jest, bo musi być a link do tego ciekawego źródła znajdą P.T. Czytelnicy bloga poniżej wystarczy tylko udostępnić skromny link do tego artykuły przyczyniając się do upowszechniania powszechnej Ryzykonomii w Polsce i we Wszechświecie.

 

 

ryzyka muzeum ryzyka muzeum