zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

Hronolky czyli podróże menadżera ryzyka

0
podróże menadżera ryzyka

 Podróże menadżera ryzyka
Właśnieśmy* powrócili z nie biznesowych choć i nie do końca
nie Ryzykonomicznych wojaży, a mianowicie z bratnich Czech, gdzie oprócz narciarskich umiarkowanych wyczynów dokonywaliśmy licznych obserwacji, o ryzyku też naturalnie. Pokonawszy południowe, słabo oznaczone przejścia graniczne, z
jednej i z drugiej strony, na wypadek wojny lub może zupełnie bez
przyczyny, jakby się oba kraje bratnie przed sobą nieledwie ukrywały od razu nas uderzyło nas przejście do krainy jakby Ordnungu większego i

 przede wszystkim bez gargameli, rozbuchanej archi-tektury i o zgrozo przyczepionych do każdej ściany i drogi bilbordów i reklam.
Tak to podróżowawszy  czeskimi drogami bezpieczniej, bo choćby nie musząc czytać na każdym skrzyżowaniu „koparkifrezarkitelfax”, „śniadania , obiady taniotaniotanio, faxnymertelefon eamil fax”  itpitpitpitp)  spędzaliśmy wolne dni pojadając bramborowe knedlikay, hranolki i ciasto se slechaczkou.
Po przybyciu sama organizacja około-narciarska zdała nam się
podobna do naszej własnej, ryzykonomiczna kultura na stokach w sumie dość podobna, w kaskach większość już też jeździ choć obowiązku dla dorosłych (?) nie ma a lokalna TV też uświadamia, że warto.
Podziwu godne jest natomiast jak, niezależnie od pogody, lokalne autobusy wyładowują wciąż nowych narciarzy biegowych, setki i tysiące – w każdym wieku. To jest prawdziwy sport masowy
wyssany z mlekiem przysłowiowej matki, a – jak sądzimy – wyuczony na poziomie edukacji szkolnej.
W ogóle to zima śnieżna i w górach łańcuchy na koła trzeba
mieć w pogotowiu i tu stara prawda się potwierdziła, że na ćwiczenia zawsze trzeba znaleźć czas wcześniej, bo w sytuacji kryzysowej ot, choćby na zaśnieżonej drodze wszystko się zacina i działa znacznie trudniej niż w instrukcji czy nawet 10 razy oglądanym instruktażowym filmiku na you tube.
Z łańcuchami czy bez, na ceską policję trzeba uważać bo
chyba turystów za bardzo nie lubią i chętnie mandaty wlepiają (choć nie nam na szczęście).
Takżeśmy wypoczywali, ze stoków umiarkowanie szusowali,
piwo czeskie, chyba najlepsze na świecie (tak, tak), choć już nie tak tanie jak onegdaj (niestety!) popijaliśmy po czym, bo wszystko płynie niestety wracamy i tu, już na rodzimej A4 w  megakryzys wpadliśmy. A co tam widzieliśmy, o tym opowiemy już za chwilę w kolejnym….
* Naczelny Bloga (tenże, patrz wyżej) wciąż nam wytyka, że dla
personalnej uciechy  dziwne słowotwórstwo i dadaizm lingwistyczny uprawiamy i w ten sposób nie tylko pod kolejne wytyki Czytelnicze ale może i nawet ustawę o Ochronie Języka możemy podpaść albo jakąś kolejne regulacjo-deregulację , które to mają przedsiębiorcom nieustannie życie
ułatwiać, a jak jest każdy koń, nawet ślepy, widzi…. 

podróże menadżera ryzyka

Global Risk Report 2017 pełen polityki

0
Global Risk Report 2017

Global Risk Report 2017 >>>
Takie mamy czasy, że co by nie powiedzieć czy zrobić, łatwo jest otrzymać etykietę „upolitycznienia”. Dajmy na to, dostaniemy w przysłowiowe zęby na ulicy, leżymy i jęczymy, a już nam oponent zapodaje, że to działania „polityczne” a może nawet cała „narracja” mająca suflować nasz subiektywny pogląd, co do własności naszego spornego portfela. A przecież w czasach „post prawdy” różnie można tę kwestię, jak wszystko przecież, zinterpretować.

GRRRR…

To upolitycznienie nie omija również ryzykonomii, a przekonuje nas o tym lektura najnowszego The Global Risk Report 2017 (GR2017) opublikowanego świeżo przez World Economic Forum. GR2017 to raport, który cyklicznie opisuje ryzyka w nadchodzącym roku. Już 12 edycja, czytany na całym świecie, z Davos, wiadomo… Raport liczący ponad 78 stron jest do ściągnięcia z sieci, a szczegółową lekturę zostawimy z pewnością zainteresowanym Czytelnikom. Tutaj chcielibyśmy zwrócić uwagę na „generalny” przekaz, który naszym zdaniem z niego płynie.

No więc, jak się już Czytelniku domyślasz GR2017 jest mocno „upolityczniony”, gdyby trzymać się tytułowej konwencji. Co prawda z tradycyjnego już dla Raportu rankingu ryzyk będącego, przypomnijmy, efektem pracy kilkudziesięciu ekspertów z całego świata, niekoniecznie taki wniosek wynika. Jednak już z całej treści, wielostronicowych rozważań – z pewnością.
Ale, skoro o rankingu mowa to jeszcze go przytoczmy. Ryzyka GR2017 od największego prawdopodobieństwa wystąpienia, to w kolejności: klimat, migracja, NatCat, terroryści, cyber, nieuczciwy handel, szkody w środowisku, wojny, kryzys wewnętrzne. Z kolei według prawdopodobieństwa wystąpienia to: broń ABC, pogoda, brak wody, katastrofy naturalne, klimat, imigracja, głód, terroryzm, wojny, bezrobocie.

Głód i chłód i…

Mamy więc, jak zawsze w przypadku WEF, bardzo wielowątkowy obraz z tradycyjną pogodą (moglibyśmy powiedzieć lekko złośliwe), brakiem wody i głodem na czele. Dziwne to trochę, bo jak by nie nie doceniać głodu i chłodu, to nie takimi ryzykami żyje dzisiaj świat.
Żyje on polityką i wiejącym już na dobre wiatrem historii, który jakby co i głód, i chłód jest nam, jak uczy historia też w stanie zapewnić. Również cyberataki to rzecz ciekawa i ważna, ale i one jak wszyscy wiemy są dzisiaj upolitycznione. Co złośliwsi mówią wręcz, że to Rosjanie wybrali sobie nowego Prezydenta USA. A i w kontekście świeżych ceber włamań do naszego systemu finansowego także sugerowany jest wątek narodowo-polityczny.

Ostrze naszej krytyki GR2017 od razu jednak stępiamy, kiedy zagłębiamy się w szczegółowe rozważania ekspertów z Davos na tematy nurtujących świat ryzyk. Tu już upolitycznienie „hula’ na całego. I tak, autorzy GR2017 w całych akapitach zajmują się przedstawianiem swoich poglądów na temat niestabilności politycznych będących wynikiem populistycznych trendów wyborczych. Oczywiście, co kto uważa za populizm, to inna (polityczna) sprawa i zapewne populiści nigdy by siebie tak nie nazwali.

Global Risk Report 2017 o kapitaliźmie

GR2017 pochyla się nad przyczynami tego stanu rzeczy, a w tym nad rosnącymi nierównościami społecznymi, narodowymi, klasowymi. Źródła widzi między innymi w kryzysie obecnego systemu polityczno-gospodarczego w tym oczywiście kapitalizmu rynkowego. Przy krytyce kapitalizmu przez upolityczniony GR2017 ponownie ostrze krytyki nam się wyostrza. Bo czy eksperci z luksusowego Davos uważają, że korporacyjno-państwowa sieć ucieleśniona w sloganie „too big to fail”, raje podatkowe, kreowanie czegoś z niczego i różnego rodzaju finansowych fiki-miki mają coś wspólnego z kapitalizmem?
Global Risk Report 2017
Choć na pewno z kapitalizmem wiele wspólnego ma globalizacja. I jak to dzisiaj bywa jest w Raporcie zrozumienie, że globalizacja to nie tylko szanse, ale i coraz większe zagrożenia. Tutaj eksperci GR2017 postulują (pozytywizm witamy z radością) zacieśnienie współpracy, a nie jej rozluźnianie. Bo jak ktoś słusznie zauważył „united we stand, divided we fail”. Choć z pewnością nie była to nowa nadzieja białych, znany showman i artysta twittera, który króluje obecnie, ku osłupieniu części świata przy 600 Pensylwania Avenue.

Rekonsiliacynie

Wśród wszystkich nieszczęść wymienianych przez upolityczniony GR2017 znajdziemy również kryzys naszej (waszej?) demokracji, ustroju jak wiadomo nie najlepszego, więc dlaczego by nie warto spróbować po raz kolejny czegoś innego? Oczywiście „syci eksperci” z bogatego Davos, (taka mała „polityczna” złośliwość) do demokracji są przywiązani i wśród reakcji na ryzyko proponują równiejszy podział owoców wzrostu. I dalej, a jednak, zachowanie ciągłości systemów politycznych pamiętając o przyśpieszaniu zmian. Wreszcie proponują „rekonsiliację” (tłumaczenie wprost) nacjonalizmu i multikulturowości. Szczególnie ta ostatnia rada brzmi fantastycznie, bo naszym zdaniem niełatwo jest pogodzić ogień i wodę. GR 2017 zauważa, że emigranci są konieczni starzejącym się europejskim społeczeństwom. Ale dobrze, gdyby jednak za dużo ich do nas nie przyjeżdżało. Szczególnie takich którzy nie są informatykami i/lub od małego marzyli o najnowszym modelu pasu szachida. Skromnie jednak zauważają, że sprawa jest wielowątkowa i na pewno potrzebna jest „debata”. Prosimy tylko szybko, bo nowe łodzie wraz z nadejściem wiosny już grzeją silniki na wybrzeżach Mare Nostrum…

W tegorocznym GR2017 znajdziemy również cały rozdział poświęcony zagrożeniom podstawowych praw i wolności. Tak tu sobie żartujemy, ale niestety bardzo to jest smutne, że i w ryzykonomii omawia się ten brunatny trend. Implikacje będą nie tylko społeczne, ale i dla biznesu. Co wie każdy, kto historię gospodarczą kiedykolwiek czytał.

Będzie weselej

Żeby dobić ćwieka do trumny tego upolitycznionego i naszym zdaniem mocno ponurego krajobrazu ryzyk, GR2017 porusza kwestie zabezpieczeń socjalnych i ryzyk związanych z załamywaniem się obecnych systemów. Co skądinąd nie powinni nas zbyt martwić w świetle ostatnich legislacji, mających przedłużyć nam radosne zbieranie owoców zasłużonego trudu na przedłużonej emeryturze.

I tak nam upłynęła ta krótka relacja z upolitycznionego GR2017. Pozostał jeszcze rozdział poświęcony zagrożeniom ze strony mądrzejących terminatorów, o czym mamy nadzieję wkrótce jeszcze politycznie napiszemy.

Link do Global Risk Report 2017:

https://www.weforum.org/reports/the-global-risks-report-2017  Global Risk Report 2017  

 

Risk velocity, szybkie ryzyko

0
velocity

Czasy mamy takie, że ryzyk do zarządzania nam nie brakuje, ale często albo nimi nikt nie zarządza, albo próbuję zarządzać, tylko jest to przysłowiowa musztarda, już po obiedzie. Już dość dawno menadżerowie ryzyka zauważyli, że choć ryzyko (tu mała powtórka z podstawówki) oceniamy w dwóch wymiarach, to jest prawdopodobieństwa wystąpienia „ryzykownego” wydarzenia i jego skutków, pomnożonych przez siebie (nie dodawanych do siebie, bo i takie pomysły się zdarzają!) są i ryzyka inne wymiary. My zajmiemy się dzisiaj prędkością materializowania się ryzyka, Czyli jak Czytelnik się domyśla, czasem szacowanym przez zarządzającego ryzykiem, który upłynie od zidentyfikowania ryzyka do momentu jego zaistnienia.

Z prędkością ryzyka są związane różne terminy, głównie angielskie takie jak: risk velocity (prędkość, szybkość ryzyka), risk clock speed (prędkość zegara dla ryzyka), time to impact (TTI, czas do uderzenia). W polskie ryzykonomii temat jest dość słabo dostrzegany, choć empirycznie na pewno przez każdego menadżera przeczuwany choćby, kiedy przychodzimy w poniedziałek rano wypoczęci i radośni do pracy, czytamy komputer i….bum!

No właśnie. Nie ma bowiem dzisiaj wątpliwości, że świat bardzo przyśpieszył i codziennie oprócz ryzyk starych, typowych, pojawiają się nam zupełnie nowe, polityczne, cyber, fraudy. Niech nas jednak nie zwiedzie świat nowinek technologicznych: czas w jakim potrafią się zmaterializować najbardziej masywne „tradycyjne” ryzyka wcale nie musi wynikać z nowych odkryć jajogłowych. Wystarczy na przykład, że nieocenieni prawodawcy wpadną na nowy pomysł regulacyjny i już, jak grom z jasnego nieba mamy kłopot.

Dlatego właśnie zarządzający ryzykiem postulują, aby przy analizie ryzyka dodawać do wielkości ryzyka ów trzeci wymiar, szybkość materializowania się, risk velocity. Oczywiście jak to w zarządzaniu ryzkiem bywa, dobrze byłoby ten wymiar skwantyfikować. Najlepiej w dniach, bo już pewnie za późno żeby w godzinach (choć zauważamy, przy analizie ciągłości działania to czynią). Mamy więc ryzyka szybko materializujące się (fast clock speed risk) i te, które mogą poczekać, bo przecież zawsze musimy jak najbardziej sensownie alokować nasze zasoby na mechanizmy kontrolne. I co gorsza, zupełnie poza skalą czekają jeszcze ryzyka typu „bum”, jednym słowem klasyczne czarne łabędzie, spadające niczym jastrząb na pasące się spokojnie korporacyjne kuropatwy.

Porzuciwszy te ornitologiczne porównania trzeba wspomnieć, że koncepcja „szybkości”, velocity ryzyka budzi jednak pewne kontrowersje. Niektórzy uważają nawet, że pomysł ten podważa samą istotę pojęcia ryzyka, które „definicyjnie” związane jest z niepewnością. Jeżeli bowiem mielibyśmy możliwość oszacowania, kiedy zdarzenie nastąpi w dniach, godzinach, latach (dla ryzyk strategicznych) to jaka tu niepewność? Inni twierdzą, że „szybkość” ryzyka jest już „zaszyta” w szacunku prawdopodobieństwa zajścia zdarzenia, innymi słowy, jeżeli prawdopodobieństwo jest większe to także dlatego, że w naszych ryzykonomicznych rachunkach uwzględniamy już czas, kiedy może się ono zmaterializować.
Sprawa pozostaje dyskusyjna i na przykład w standardach zarządzania ryzykiem jednoznacznych wytycznych nie znajdziemy, choć COSO (gdzie indziej) proponuje ocenę „risk onset” („speed onset”) czyli czasu nadejścia ryzyka. Wydaje się jednak, że co najmniej na poziomie sporządzania korporacyjnego profilu ryzyka, tego klasycznego dokumentu dla zarządów, szkoda byłoby rezygnować z informacji, jak szacujemy nasz „time to impact”. Technicznie rzecz biorąc niektórzy proponują, aby ów TTI mnożyć przez prawdopodobieństwa i skutki, co da nam nowe uszeregowanie ryzyk, właśnie uwzgledniające „zegarowy” wymiar, velocity. Wcześniej oczywiście powinniśmy ustalić nasze kryteria oceny ryzyka, a więc skalę, w jakiej będziemy mierzyć ryzyka. Podobnie jak w przypadku skutków i prawdopodobieństwa dla każdej firmy „mały” lub „duży” TTI będzie oznaczał coś zupełnie innego. Pewnie w świecie producentów gier komputerowych strategiczne zmiany mierzy się w miesiącach, a w przypadku stalowego, ciężkiego przemysłu w latach, ale… czy aby na pewno? Już nawet poeci piszą „śpieszmy się kochać zarządy, tak szybko odchodzą…”.

Jak zawsze więc trzeba dobrze przemyśleć, według jakich kryteriów cokolwiek mierzymy, szczególnie skalę prawdopodobieństwa, to zresztą typowy błąd popełniany przy mapowaniu ryzyka powtarzany z dziwny, rzeklibyśmy małpim uporem.
Kwestia szybkości ryzyka nabiera też szczególnego znaczenia, biorąc pod uwagę rosnące wymogi regulacyjne w zakresie zarządzania ryzykiem. Regulacje wymuszają budowanie ciężkich, nieruchawych, ogromnych systemów zarządzania ryzykiem, pisania długaśnych ujawnień na tematy, które już stały się (pre) historią. Dziś drastycznie zmienia się horyzont wydarzeń przynosząc nowe ryzyka, potrzebne są systemy lekkie, zwinne, szybko reagujące na nadchodzące szanse i zagrożenia, agile risk management, jak mówi się coraz częściej.
Śpieszmy się zarządzać ryzykiem, tak szybko nadchodzi!