zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

Nie ma ryzyka bez certyfikacji

0
Nie ma ryzyka

Nie ma ryzyka, bo…„Zombie atakują!”  i nich ( tu sobie)  atakują dalej, Czytelnicy spragnieni wiedzy o zarządzaniu ryzykiem walą do księgarni e-drzwiami i e-oknami po e-booki w empik.com szczególnie , a wiedza to u nas potęga i jak ma się wiedzę to można choćby  zostać jednym z 20 dyrektorów w kolejach śląskich z godną pensją albo, dajmy na to, wiadzieć od kogo pożyczać fajnego Rolexa zamiast kupować jak niewiedzący.

Ale i my oczywiście wiemy, że nie chcemy, żeby nasi Wierni P.T.
Czytelnicy Bloga musieli się nadmiernie kosztować na nasze e-booki dlatego pokontynuujemy dzisiaj pozaksięgarniano.
Otóż, właśnie dopieroco ukazał się nasz kolejny artykuł w
naszej ulubionej Gazecie Ubezpieczeniowej, gdzie poruszyliśmy gorący dziś w Europie temat certyfikowania Menadżerów Ryzyka.

No bo, mamy już tyle zawodów certyfikowanych, a z
certyfikacją menadżerowania ryzyka ciągle do tyłu, zauważyła to onegdaj nasz rodzina FERMA, europejskie stowarzyszenie zarządzania ryzykiem, które już niedługo, bo jesienią na Forum w Maastricht ma zaproponować pan europejski projekty certyfikacji.

Oczywiście wokół certyfikacji menadżerstwa ryzyka było w
Europie sporo dyskusji bo zawsze może się pojawić pytanie: dlaczego firma padła skoro miała certyfikowanych RM-ów?
To mocno pokrętne naszym zdaniem i niesprawiedliwe
traktowanie, bo nikt nie podważa sensowności certyfikowania lekarzy czy inżynierów, czy biegłych a przecież i oni się mylą.

Najwyraźniej jednak panuje już zgoda, że paneuropejska
certyfikacja się zbliża gdyż:

– powinno to pomóc w popularyzacji ERM-u
– określi benchmark kompetencji RM-ów
– ułatwi wybór pracodawcom
– i zarządom
– da, o ile da,  nowy
impuls rozwojowy zarządzaniu ryzykiem
– nie pozwoli wyprzedzić europejskiego certyfikatu przez
czająca się , agresywną konkurencję ze Stanów.
Także czekamy na certyfikację, i jak już wszystko się
wyjaśni, nie zwłoczymy i o wszystkim Niestrudzonym Czytelnikom Bloga i naszych, nie tak w końcu drogich e-booków w misyjnym zapale popularyzacji ryzykonomicznej doniesiemy.
nie ma ryzyka nie ma ryzyka

Zarządzanie ryzykiem i Kontrola zarządcza

1
Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza

Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza.
Wiosna, nawet opóźniona jest zawsze dobrą okazją do podsumowań (tak jak każda inna okazja) Ale i tą wiosną, jak co roku jest okazja szczególna, bo właśnie  mamy klimax składania dorocznych Oświadczeń o stanie kontroli zarządczej w Jednostkach.

A więc wszystkie cele i zadania są strategicznie rychtowywane,
rejestry ryzyka glansowane, a mapy ryzyka kolorowane. Przynajmniej domniewywowujemy, że tak jest,  bo jak jest ? …(dyskretnie przypominamy o możliwości komentowania postów…)
Oto jest pytanie !… …A pytanie całkiem zasadne, bo puknął
już trzeci rok od wprowadzenia Kontroli zarządczej i

naszego ulubionego zarządzania ryzykiem do narodowego sektora publicznego i dorzeczne wydaje się właśnie zadanie pytanie: Jak jest z tym zarządzaniem ryzykiem w JSFP -ach AD
2013!

Dobrze, niedobrze czy może Nijak? Zanim uczciwie się przyznamy, że mamy różne  choć nienaukowe przemyślenia i podejrzenia oparte  na szerokiej wiedzy
empirycznej, zgromadzonej przez trzy lata wędrówek po dziesiątkach jednostek sektora publicznego, jak Polska długa i szeroka, jednostek wojskowych, szpitalnych edukacyjnych, wyższo (też), sądowniczych, prokuratorskich, samorządowych etc. etc. etc. to jeszcze nieustająco zareklamujemy, że na Golden
Line działa „od lat” otwarta (niedawno) grupa pt. „Zarządzanie ryzykiem w JSFP” licząca ca. 70 członków. Zapraszamy ! Nie ma spamu a nawet czasem jest dyskusja.
Do KZ-u i zarządzania ryzykiem u publicznych wracając, to
należy zauważyć, że próby pewnego podsumowania tematu pojawiły się na łamach NIK-u w roku 2011, które jedn akowoż nie były zbyt optymistyczne po czym, jak wyczytaliśmy, doszło do porozumienia i uzgodnienia stron oraz wyjaśnienia
stanowisk.
Dzisiaj chyba jednak wciąż nie przybliżyliśmy się do
odwiedzi na pytanie: co po 3 latach dało polskiemu sektorowi publicznemu nie mające odpowiednika w skali europejskiej, a nawet światowej (tak, tak !), masowe, obligatoryjne wprowadzeni obowiązku systematycznego zarządzania ryzykiem we wszystkich JSFP.
Wydaje się, że temat dojrzewa do solidnej analizy, bo sami
reprezentatywnej, 100 % empirycznej analizy problemu nie jesteśmy – oczywiście – tu w stanie dokonać i nawet nie zamierzamy…
…3 lata to jednak trochę czasu i jakieś efekty mrówczego
tworzenia tysięcy rejestrów ryzyk, mianowania tysięcy risk ownerów  powinny jednak być ocenione. Bo mroczenia, że
to całe zarządzanie ryzykiem “nie ma sensu”, to “zamorskie fanaberie” odrzucamy stanowczo nie tylko ze zwykłej subiektywnej ryzykonomiczności, ale z prostej (a nawet prymitywnej ) obserwacji wielu dramatycznych wydarzeń z jednostkami
sektora publicznego w roli głównej, które nie powinny mieć miejsca, gdyby zarządzanie ryzykiem i ład organizacyjny szerzej mówiąc akurat w tych jednostkach rzeczywiście, a nie tylko w Oświadczeniach o KZ realnie funkcjonowało.
A co do „Podręcznika” tajemniczego Bentleya Jennisona to wcale
się nie zgadzamy, z często spotykaną opinią, że… ale powoli, powoli nie wyprzedzajmy biegu wydarzeń…
Skoro więc o znanym każdemu kierownikowi dokumencie wspominamy, to akurat Oświadczenia idą na pewno dobrze, może nawet za dobrze, bo z tego co widać „oświadczeniowo” wszystko, także z risk manadżmentem, jest u Publicznych w najlepszym
porządku.
Chyba niewiele jest dzisiaj jednostek, które odważyłyby się zapisać, że „ w ograniczonym stopniu funkcjonowała …..KZ ” a potem nie kliknąć zarządzania ryzykiem, że Jest. O innych elementach nie wspominając, ale nie są one przedmiotem dzisiejszej dysertacji.
Ryzykujemy pozytywną ocenę zaradności i znajomości, nigdy nie spisanej, lecz potężnej wiedzy z zakresu „strategii zachowań pracowniczo-kierowniczych”, która to ocena sugeruje
niedwuznacznie (i potwierdzają to badania „face-to-face”), że  większość kierowników takie czy inne procedury (KZ oraz ) zarządzania ryzykiem już zakupiła/skopiowała/ zleciła –
niepotrzebne skreślić.
Tak więc Procedury i Polityki Zarządzania ryzykiem , wiele ich widzieliśmy, już SĄ. Ale jakie są ? Co zawierają? Czy da się je przeczytać, zrozumieć i efektywnie stosować?
I powracamy do pytania: gdzie jesteś dzisiaj Kontrolo
zarządczo i Zarządzaniu ryzykiem AD 2013  ? (i znowu dyskretnie zachęcamy do komentowania…)
O tym będziemy kontynuować w kolejnych odcinkach
ryzykonomicznego serialu, już za chwilę, zostańcie z nami, nie idźcie na blogakasi, może zarabia kokosy ale nie zna się na zarządzaniu ryzykiem tak jak My, wasza skromna i zawsze do usług Redakcja Ryzykonomii ! 
Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza
Zarządzanie ryzykiem Kontrola zarządcza

Kunta zarządzanie ryzykiem w łańcuchach dostaw

0
zarządzanie ryzykiem w łańcuchach dostaw

Zarządzanie ryzykiem w łańcuchach dostaw. Właśnie ukazał się tekst Naczelnego Ryzykonomii w gościnnej Gazecie Ubezpieczeniowej (link)  dotyczący ryzyka w łańcuchach dostaw o znamiennym tytule… „W łańcuchach”. Wychodząc podstępnie od skojarzenia  tytułowych łańcuchów Naczelny Bloga zanęca Czytelników skojarzeniem z pamiętnymi Korzeniami i pojawiającym się w nich (jak co bardziej doświadczony P.T. Czytelnik bloga pamięta) niejakim Kunta Kinte
(znany również jako Tobi) a dalej już sprawnie po uchwyceniu uwagi Czytelnika przechodzi do trudnego, ale niezmiernie ważnego problemu zarządzania ryzykiem w łańcuchach
dostaw.

Idąc dale tropem tematu SCRM (supply chain risk management) Nasz Redaktor porusza następujące kwestie:
  • Kluczowego  czynnikiem rozwoju łańcuchów – optymalizacji kosztów produkcji
  • Lean management, czyli szczupłego zarządzanie jako promotora łańcuchów Szerokiej gamy
    ryzyk w łańcuchach…
  • …Choćby ryzyk reputacyjnychi „gorących” przykładów Gapa, Lewisa, H&M czy ostatnio Zary.
  • Kwestii ryzyk katastroficznych i ich wpływu na łańcuchy (np. japoński przemysł elektroniczny po tsunami)
  • Cyber ryzyka łańcuchowe, szczególnie utrata danych osobowych; już w 2014 roku  Unia Europejska wprowadza obowiązek ujawniania takich przypadków, a proponowane kary mają sięgać nawet 2 % łącznych przychodów
    firmy macierzystej).
  • Rosnącego zagrożenia regulacjami umownymi w łańcuchach
  • Konieczności przeprowadzania stosownego due dilligence łańcucha ( skąd-dokąd, kto-gdzie, za co-za – ile etc.)
  • Dalej Naczelny Bloga deklaruje zajęcie się tematem strategii zarządzania ryzykiem w łańcuchach.

I my obiecujemy sekundować w tych przemyśleniach.

Śledźcie nas też na Facebooku-u ! zarządzanie ryzykiem w łańcuchach dostaw, zarządzanie ryzykiem w łańcuchach dostaw

Za mało, za późno za dużo ryzyka

0
za malo

Za mało ryzyka ?
Mało o tym było u nas, ale  w światowych mediach znowu było głośno o problemach żeglugi pasażerskiej,  a mianowicie luksusowca pasażerskiego firmy Carnival Triumph, należącego do linii żeglugowych, a jakże Carnival. Sami w Redakcji
Ryzykonomii bardzo lubimy morskie podróże, sporo o statkach wiemy i nawet onegdaj potrafiliśmy rozróżnić Stocznię Gdańską od Gdyńskiej, gdy takowe jeszcze były, ale teraz ich już nie potrzebujemy.Także ze smutkiem przyznamy że na żadnym
Carnivalu jeszcze nie pływaliśmy… ale zawsze mamy czas do emerytury, a to jak wiadomo ostatnio dużo czasu…

Do awarii statku wracając, to zapaliła się w nim maszynownia
, jednakże szybko została zgaszona gorzej, że wszystko wysiadło, i coś 3100 pasażerów plus ponad 1000 załogantów zostało bez prądu, wody, jedzenia (lodówki !), i w ogóle w totalnym haosie ….
Za mało technicznie przygotowana do podjęcia działań antykryzysowych, pożar ugaszono, załatwiono holowniki, awaryjne kanapki, generatory etc. ale wiadomo, taki „pasażer”
to miasto na wodzie i jak pasażerowie masowo donosili  z pokładu (podczas i już po)  do rodzin i mediów (rzecz działa się u
wybrzeży Zatoki Meksykańskiej)  nie działały kibelki,  kanalizacja,
wentylatory, brakowało jedzenia, picia, a chyba przede wszystkim słabo było z informacją, bo nawet zanotowano telefony przerażonych pasażerów deklarujących swój koniec.
Źródła specjalistyczne sugerują, że firma Carnival dała
plamę na polu zarządzania kryzysowego nie informując odpowiednio i wykorzystaniem różnych dostępnych mediów. Co się naprawdę dzieje , jaka jest skala problemy, co
przedsięwzięto.
Ujawniło się więc mega ryzyko reputacyjne. W Carnivalu przygotowali się do awarii statku sensu stricto (!) , ale
umknęło im najwyraźniej, że ich statek to mega hotel i awaria techniczna powoduje łańcuch różnych nieoczekiwanych zdarzeń.
Najwyraźniej firma miała też pecha bo żadne inne newsy się w
feralnych dniach nie pojawiły stąd media poużywały sobie dodatkowo, żeby wyeksploatować temat, tak dziś niestety jest.
Niby fajnie, że CEO Carnivala obiecał pełne rekompensaty plus
500 dolców na głowę. Szkoda tylko, że dał się w trakcie trwania kryzysu przyłapać przez media  na meczu basketbolowym
z radosną miną (podobnie jak CEO British Petroleum w kryzysie ropowyciekowym w Gulf of Mexico), co jest z tymi CEO, że są tak naiwni !?; nawet my w Ryzykonomii wiemy, że w podobnych sytuacjach trzeba jak opisywał to Sienkiewicz „buzię w skromne ciup i ręce w małdrzyk….” Ale na pewno nie na mecz!!!
Nic więc dziwnego, że pasażerowie podsumowali wszystko, a
media to podchwyciły: „ too little too late”….
za mało za mało za mało

Hronolky czyli podróże menadżera ryzyka

0
podróże menadżera ryzyka

 Podróże menadżera ryzyka
Właśnieśmy* powrócili z nie biznesowych choć i nie do końca
nie Ryzykonomicznych wojaży, a mianowicie z bratnich Czech, gdzie oprócz narciarskich umiarkowanych wyczynów dokonywaliśmy licznych obserwacji, o ryzyku też naturalnie. Pokonawszy południowe, słabo oznaczone przejścia graniczne, z
jednej i z drugiej strony, na wypadek wojny lub może zupełnie bez
przyczyny, jakby się oba kraje bratnie przed sobą nieledwie ukrywały od razu nas uderzyło nas przejście do krainy jakby Ordnungu większego i

 przede wszystkim bez gargameli, rozbuchanej archi-tektury i o zgrozo przyczepionych do każdej ściany i drogi bilbordów i reklam.
Tak to podróżowawszy  czeskimi drogami bezpieczniej, bo choćby nie musząc czytać na każdym skrzyżowaniu „koparkifrezarkitelfax”, „śniadania , obiady taniotaniotanio, faxnymertelefon eamil fax”  itpitpitpitp)  spędzaliśmy wolne dni pojadając bramborowe knedlikay, hranolki i ciasto se slechaczkou.
Po przybyciu sama organizacja około-narciarska zdała nam się
podobna do naszej własnej, ryzykonomiczna kultura na stokach w sumie dość podobna, w kaskach większość już też jeździ choć obowiązku dla dorosłych (?) nie ma a lokalna TV też uświadamia, że warto.
Podziwu godne jest natomiast jak, niezależnie od pogody, lokalne autobusy wyładowują wciąż nowych narciarzy biegowych, setki i tysiące – w każdym wieku. To jest prawdziwy sport masowy
wyssany z mlekiem przysłowiowej matki, a – jak sądzimy – wyuczony na poziomie edukacji szkolnej.
W ogóle to zima śnieżna i w górach łańcuchy na koła trzeba
mieć w pogotowiu i tu stara prawda się potwierdziła, że na ćwiczenia zawsze trzeba znaleźć czas wcześniej, bo w sytuacji kryzysowej ot, choćby na zaśnieżonej drodze wszystko się zacina i działa znacznie trudniej niż w instrukcji czy nawet 10 razy oglądanym instruktażowym filmiku na you tube.
Z łańcuchami czy bez, na ceską policję trzeba uważać bo
chyba turystów za bardzo nie lubią i chętnie mandaty wlepiają (choć nie nam na szczęście).
Takżeśmy wypoczywali, ze stoków umiarkowanie szusowali,
piwo czeskie, chyba najlepsze na świecie (tak, tak), choć już nie tak tanie jak onegdaj (niestety!) popijaliśmy po czym, bo wszystko płynie niestety wracamy i tu, już na rodzimej A4 w  megakryzys wpadliśmy. A co tam widzieliśmy, o tym opowiemy już za chwilę w kolejnym….
* Naczelny Bloga (tenże, patrz wyżej) wciąż nam wytyka, że dla
personalnej uciechy  dziwne słowotwórstwo i dadaizm lingwistyczny uprawiamy i w ten sposób nie tylko pod kolejne wytyki Czytelnicze ale może i nawet ustawę o Ochronie Języka możemy podpaść albo jakąś kolejne regulacjo-deregulację , które to mają przedsiębiorcom nieustannie życie
ułatwiać, a jak jest każdy koń, nawet ślepy, widzi…. 

podróże menadżera ryzyka

Wejście NIK Kontrola zarządcza zarządzanie ryzyk

0
Wejście NIK

Wejście NIK. Trochę nas nie było Wytrwali Czytelnicy, ale przemierzamy kraj wzdłuż i w szeż, szerząc zarządzanie ryzykiem, kontrolę zarządczą i ERM w szczególności. Nieutrudzenie i z niepodważalnym zaangażowaniem.
Ale znów przysiadamy do klawiatury żeby żmudnie żąć niezżęte, nieprzebyte łany niewiedzy o zarządzaniu. Wiadomo nam oczywiście,  że okres okołoświąteczny nie sprzyja myśleniu o ryzyku. Ale i około-świąt ryzyka nie brakuje. O czym zresztą piszemy w kolejnym, jeszcze nieukazanym numerze naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej. 
Do poruszonych w ostatnim artykule Euroryzyk FERMy jeszcze zaraz wrócimy, tymczasem obowiązek nas woła. Żeby zaadresować temat statusu bliskiego nam zarządzania ryzykiem w sektorach publicznych. O którego to stanie wypowiedział się znowóż, całkiem niedawno NIK (link).
Materiał filmowy warty jest obejrzenia i….

…nie będziemy go specjalnie komentować, bo i tak myślimy, że Czytelnicy sami go ocenią. Nie jesteśmy też  przekonani, mówiąc oględnie (a jak Czytelnik zauważył z natury nie jesteśmy oględni), czy jest tu namacalna analiza wymagana każdym standardem zarządzania ryzykiem.

 Ciekawe też i widzimy pierwsze jaskółki, że co  poniektórzy audytorzy rozsądnie zaczynają rozumieć że audyt to jedno a zarządzanie to inna funkcja i choć ich łączenie może budzić pokusy to taki mariarz nie wiadomo dokąd prowadzi.

Szczególnie, że choć wielu się tak wydaje, aż tak proste to całe zarządzanie ryzykiem nie jest.
Pisaliśmy też na Blogu wielokrotnie, że Czarnych Łabędzi wcale tak wiele nie ma i wielką ilość ryzyk, przy stosownej analizie da się łatwo przewidzieć i zarządzić nimiż.
Oglądajcie więc i analizujcie, a na dzisiaj – tyle.
Zostańcie z podtrzymanymi przekaźnikami. Nie odbieżajcie od przyłączeń ! 
Za chwilę więcej Ryzykonomii!

Wejście NIK Wejście NIK Wejście NIK

FERMA European Risk Benchmarking

0
FERMA European Risk Benchmarking

Nasza rodzima FERMA, czyli Europejskie Stowarzyszenie Zarządzania Ryzykiem, do którego mamy przyjemność należeć, co roku przeprowadza pan – europejskie analizy developmentów zarządzania ryzykiem czyli European Risk Benchmarking Survey. Sami wypełnialiśmy

stosowne kwestionariusze, podobnie jak prawie tysiąc naszych kol. i kolż. z całej Europy z firm małych i gigantycznych, lokalnych i globalnych.  Survey FERMy jest największym badaniem
zarządzania ryzykiem na Kontynencie i można z niego wyczytać różne interesujące i brzemienne w skutkach spostrzeżenia, takie jak:

Top 5 ryzyk wg. europejskich risk manadżerów:

 

  1. Konkurencja, klienci, strategia rynkowa, rynek
  2. Compliance, regulacje krajowe i zagraniczne
  3. Finanse (stopy, FX, dług, płynność, ryzyka suwerenów)
  4. Reputacja (media społecznościowe, komunikacja) – zepchnęło produkcję, jakość  i koszt kating !!!
  5.  Planowanie i wykonanie
Kolejne wnioski:
  • Najważniejszy czynnik zewnętrzny popychający do ERM-owania to wymogi prawne, regulacyjne i w ogóle compliance (61% respondentów), potem wymogi shareholderów (37 %) ale rośnie
  • Kryzys wpływa na wzrost raportowania ryzyka do Rad
    nadzorczych (46%) 39 % komórek zarządzania ryzykiem łączy funkcje zarządzania ryzykiem, ubezpieczeniami (Risk nad Insurance Management)  a audyt i kontrola wewnętrzna są oddzielone. Wszystkie funkcje są  połączone wyłącznie w 9%
  • Rośnie synergia IA i RM ale wciąż dużo do zrobienia, bo
    tylko w 41 % jest advanced
  • 37 % wykorzystuje własne rozwiązania ERM, skrojone na miarę, 29 % deklaruje COSO2, 25 % ISO 31000
  • 42 % ma zawansowany dialog zarządzania ryzykiem z Zarządem (rok wcześniej 40%)
  • U 53 % wzrasta raportowanie ryzyka do top managementu (poprzednio 45%)
  • 62 % mapuje ryzyko zaawansowanie
  • Stanowcza większość bazuje na WIR-ach (62%),  stochastyka to wciąż tylko 11%
  • Analiza synergii zarządzania ryzykiem i procesu podejmowania decyzji (tzw. embedded RM) wciąż
    pozostawia wiele do życzenia, zaawansowana tylko u 38 % respondentów (ale rośnie)
  • W raportowaniu i komunikacji ryzyka przodują, jak deklarują Niemcy (naturlich !)

A już za chwilę c.d. wniosków z Reportu….

FERMA European Risk Benchmarking FERMA European Risk Benchmarking FERMA European Risk Benchmarking

I Rolnik zarządza ryzykiem

0
Rolnik zarządza ryzykiem

Rolnik zarządza ryzykiem. Przepraszamy ! Właśnie wybieramy się na kolejna konferencję Polrisk zęby zgłębiać dalsze tajniki zarządzania ryzykiem (relacja na Blogu wkrótce) a tu szklany ekran ku rozpaczy nas i rolników pokazuje dramatyczną zmianę w forpoczcie modernizacji polskiego rolnictwa. W sekrecie jedynie P.T. Czytelnikom Bloga wyjawimy, że tematy rolnicze są nam od małości niezmiernie bliskie, niejedno lato na wsi spędziliśmy, eh to były czasy upałów i swobody…

A przepraszamy za to, że pomimo wyznanych właśnie bliskich związków sentymentalnych ze wsią jak też i imiennych (wiadomo:
Jerzy – Rolnik !) temat zarządzania ryzykiem w rolnictwie dotychczas zaniedbaliśmy. A przecież rolnicze zarządzanie ryzykiem to temat bardzo na czasie, pomijając fundamentalną obserwację, że jakakolwiek uprawa czy hodowla z
dawien była narażona na wszelkie możliwie ryzyka już to katastroficzne i atmosferyczne już to w obszarze popytowosprzedażowym.
Oczywiście każdy rolnik inaczej ryzykiem zarządza i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wymagał ERM-u od 5 hektarowca
siejącego przysłowiową trawę w kooperacji z unijnymi urzędnikami. Ale coraz więcej już u nas gospodarstw jak fabryki, nawet 1000 i więcej hektarowe i tam różne bardziej zaawansowane zarządzania można by wdrażać. Oczywiście wszystkich bez mała rolników dotyczy klasyczny element zarządzania ryzykiem czyli ubezpieczenia jak z tym  jest (niedobrze) można się łatwo przekonać po obejrzeniu kolejnych po-tornadowych czy po-powodziowych relacji.
Są już jednak pewne jutrzenki, że co światlejsi nasi farmerzy zaczynają temat zauważać a i na makro-rol-poziomie
samo Ministerstwo Rolnictwa na całego już ryzykiem zarządzania, bo Kontrola zarządcza, no przecież!
Nawet nam się kiedyś w TV wydało dostrzec, że Waldemar
jakieś mapy ryzyka na swoim ajpadzie wyświetlał i mamy nadzieje, że stosowne info Januszowi prze-emailuje.
Temat  zarządzania ryzykiem dla farmerów dziś tylko zaczepiamy i inaugurujemy, jeszcze do niego wrócimy, dziś tylko pozwolimy sobie jeszcze przytoczyć makro-rady dla organizacji zarządzania ryzykiem rolniczym na narodowym poziomie jakie daje OECD, Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju:
  •   Rząd powinien przyjąć holistyczne podejście do zarządzania ryzykiem, unikając koncentracji
  • na pojedynczych ryzykach, takich jak ceny (żywności). Rząd może pomagać rolnikom w oszacowaniu i zarządzaniu ich ryzykami prze dostarczanie informacji i szkoleń
  • Polityka (rządu) zarządzanie ryzykiem agrykulturalnym powinno się koncentrować na ryzykach katastroficznych, rzadkich ale mających jednoczesny wpływ na wiele gospodarstw. Powinno się przygotować odpowiednie plany awaryjne
  • Subsydiowanie ubezpieczeń katastroficznych może pomóc, ale z drugiej strony hamuje wykorzystanie  ubezpieczeń komercyjnych, których nie jest w stanie zastąpić
  • Rząd nie powinien wspierać zarządzania „zwykłymi”  ryzykami rolniczymi, o które powinni zadbać
    sami farmerzy.

Oczywiście z tą samodzielnością zarządzania ryzykiem słusznie nasi rolnicy mogą dyskutować, w końcu mamy Unię Europejską, która o rolnicze ryzyko w szczególny sposób i często mocno nierówny się  troszczy. Ale do czasu, Moi Drodzy do czasu – co widać już nawet w telewizji…

Rolnik zarządza ryzykiem Rolnik zarządza ryzykiem Rolnik zarządza ryzykiem

Bracia Koala pomagają w zarządzaniu ryzykiem

0
bracia koala pomagają
Zawsze z radością otrzymujemy sygnały zwrotne od naszych nieocenionych  P.T. Czytelników, juści dlatego, że lubimy
wszelką dyskusję a juści też, bo jak deklarowali bohaterowie sympatycznego serialu o uczynnych braciach  Koala:
Jesteśmy tu – aby pomagać !
No ! Może, nie zawsze zdołamy pomóc; jak to przydarzyło się pewnej naszej koleżance, do której zadzwonił student z pytaniem czy „mogłaby mu udostępnić materiały do pracy” jakiejś tam. Otóż, koleżanka po wstępnej deklaracji udzielenia pomocy usłyszała prośbę, aby przyrzeczone materiały nie mieszkając sxerowała i wysłała dzielnemu studentowi pocztą, gdyż „nie ma on czasu by po nie przybyć”. Od tego zdarzenia koleżanka ma rezerwę do pomocy, i zabieganej braci studenckiej w szczególności, ale my wciąż pozostajemy po wpływem
australijskiego serialu.
Choćby, pyta nas ostatnio w liście do Redakcji Pan Józef ze Żnina:
 „Droga Redakcjo! Nasza firma rok już temu wdrożyła system
zarządzania ryzykiem: mamy i rejestr ryzyka słuszny i przeglądy kwartalne grzeczne robimy i KRI ustanowiliśmy i śledzimy. Co prawda Zarząd, choć ryzyka przegląda, jakby niespecjalnie się do rejestrów ryzyka stosuje. Ale mówi, że są ważne i że
będzie, niedługo. Co począć ?

Odpowiadamy:
(Jesteśmy tu, aby pomagać!)
Panie Józefie! Ponieważ,
jak wiadomo jeden obrazek potrafi więcej wyjaśnić niż tysiąc słów narysowaliśmy dla Pana dwa. Na pierwszym znajdzie Pan klasyczne odwzorowanie działającego systemu ERM, który działa. Na drugim obrazku – schemat systemu, który nie działa i działać, poza wypełnianiem tabelek, nie będzie.
Pozdrawiamy !
 
Rysunek Pierwszy 
ISO31000
Rysunek Drugi
 
ISO310001
Dodamy tylko, że
systemów, które opisuje ostatni rysunek jest, mamy empiryczne wrażenie,
zdecydowanie więcej. A dlaczego i jak temu przeciwdziałać – już w kolejnych
artykułach na Blogu, już za chwilę.
Jesteśmy tu – aby pomagać !

Blog płot czyli ryzyko rezydualne

0
Blog płot czyli ryzyko

Blog płot czyli ryzyko>>>

 Dopierośmy wrócili z kolejnej podróży po Kraju, gdzie podążając uruchomionymi, przejezdnymi bądź dopiero planowanymi autostradami rozmyślaliśmy o tym i o owym – w tym o zarządzaniu ryzykiem, naturalnie. Skoro już o naszym ulubionym temacie ruchu
drogowego mowa, od razu nasuwają nam się 3 drogowe paralele, które chcielibyśmy ku uciesze P.T. Czytelników Bloga dzisiaj poruszyć.
Przyznajemy, że temat ruchu drogowego poruszamy często i z nijakim
zaangażowaniem, a to dlatego, że Klientów mamy w całej Polsce i jakoś musimy do
nich dojechać. I także dlatego, że w problematyce ruchu drogowego doskonale
ogniskują się narodowe problemy zarządzania ryzykiem, co podkreśla – o
zaskakujące  –  także motto bloga (po prawej na górze).

Paralela Pierwsza – czynniki ryzyka
W poniedziałek ruszyliśmy
wcześnie rano w o okropnej mgle, która unieruchomiła lotnictwo, w deszczu i
naturalnej ciemności. Później na pytanie zatroskanych znajomych odpowiadaliśmy,
że  mgła, ciemność i deszcz razem wzięte
nie stanowią ryzyka, a jedynie jego czynnik: jeżeli tylko dostosuje się prędkość i
uwagę do sytuacji na drodze. Chyba, że jak niemała grupa kierowców potrafimy
sokolim wzrokiem przebijać mgłę, mrok i deszcz. Ale nie nie każdy może być mistrzem kierownicy i nakleić sobie na zderzaku nalepkę, którą widzieliśmy w sprzedaży na stacji paliwowej “Jedziesz wolniej, zjedź na prawo”. I nie chodzi tu o notoryczną jazdę lewym pasem ale nawet o pojawienie się tam w celu wyprzedzenia ciężarówki. Jak się spodziewamy, wkrótce w sprzedaży pojawią się nowe np. “Nie zawalaj drogi kiedy łamię przepisy” lub też “Zjedź do rowu, jestem lepszy”. Bo o to przecież naprawdę chodzi  n’est-ce pas ?
Tak czy inaczej zapewne i w kryzysie jedźmy
firmą wolniej,  a na pewno wytężajmy uwagę.
Paralela Druga – środki zaradcze
Pobieżna obserwacja
zachowań na autostradach wykazuje, że w zakresie rozsądku, kultury i umiejętności
niewiele różnią się one od zachowań na drogach złych. Dochodzą do tego brak
znajomości podstawowych praw fizyki, jak to reguł ruchu jednostajnie opóźnionego. Ergo – odstęp między poruszającymi się samochodami
powinien wynosić ca. “pół tego co na liczniku” a nie np. metr pięćdziesiąt.  Najwyraźniej potrzebne są inne niż czysto
budowlane środki zaradcze na 5 tysięcy trupów na polskich drogach.
Paralele trzecia – ryzyko inherentne i rezydulane
Morze płotów, które
napotykamy pomykając Adwójką może być doskonałą ilustracją korzyści jakie daje
ocena ryzyka w wymiarze inherentnym i rezydualnym. Wyjaśniamy to na rys. 2 sporządzonym
pobieżnie dla graficznego zobrazowania problemu.
Blog płot czyli ryzyko
Jak widać na tym prostym
przykładzie zagrożenia ryzykiem ryku pomykających autostradami samochodów przy
właściwej analizie ryzyka inherentnego i rezydualnego oraz zastosowanych
środków zaradczych możnaby zredukować do pożądanego poziomu (apetytu na ryzyko)
niemal bezkosztowo (jeżeli nie liczyć znaków ograniczenia prędkości). Dałoby to
prostą oszczędność – jak donoszą źródła – ca. 250 000 000 złotych
wydanych na szkaradne opłoty.