zarządzanie ryzykiem

Strona główna zarządzanie ryzykiem Strona 12

Po ryzykach 17 idą 18

0
po ryzykach 17

Po ryzykach 17 idą 18>>>
Mapa ryzyka to metafora bardzo popularna w zarządzaniu ryzykiem. Oczywiście, to także dobrze znane narzędzie wizualizowania analizy ryzyka w układzie współrzędnych. 

Narzędzie z licznymi wadami i chyba dlatego dość często odstawiane przez osoby zaznajomione z praktyką zarządzania ryzykiem na parking. Ale to inna kwestia i pisaliśmy o tym na Ryzykonomii jednokrotnie.

Ale to też, jak wspomnieliśmy doskonała metafora zebrania w jednym miejscu i czasie różnych ryzyk i próba opowiedzenia jednej historii. Przedstawienia wspólnej oceny ryzyka omawianej organizacji, przedsiębiorstwa, państwa, świata.
Redakcja Ryzykonomii od lat mapuje, korzystając dowolnie z różnych podejść i narzędzi Mapy ryzyka, a to zwykle w miesiącach przełomowych noworocznych, próbując przeanalizować co czeka nas w nadchodzących miesiącach.
Oczywiście, różnie to bywa z tym przewidywaniem, już poeta rzekł, że to zadanie niesłychanie trudne, szczególnie jeżeli dotyczy przyszłości. Ale, może tym właśnie różni się człowiek od małpy, że przewiduje. Ot właśnie wyszedł nam nowy paradygmat ewolucji ryzykonomicznej. Brawo my…

Wracając do ryzykonomicznych map ryzyka to nas tronie znajdziecie ich całą historię wystarczy w prawym górym rogu naszego portalu w pasku wyszukiwania wpisać „mapa ryzyka”. Tam znajdziecie również naszą Mapę ryzyka 2017. Czy się sprawdziła? To zależy.
Tematem naszych rozważań były trendy integracyjno – dezintegracyjne w już bywszym 2017 roku. Jak dwie ścieżki, którymi może podążyć baśniowy rycerz. Smok albo królewna, choć mówiąc cynicznie i z lekka złośliwie z tymi metaforami też różnie bywa…

Teraz z perspektywy czasu podtrzymujemy, ze scenariusz integracyjno-dezintegracyjny był niezwykle ważny w 2017 roku i był/jest/będzie brzemienny w skutkach w latach kolejnych.

Stany Zjednoczone wypowiedziały przez swojego dziwacznego Prezydenta światowe przywództwo. Wchodzi dynamicznie nowy „integrator” Chiny. Unia Europejska jest u progu poważnych przemian integrujących wokół „twardego jądra”. Podczas gdy peryferia dążą do dezintegracji.
Niestety te peryferia to kraj nad Wisłą, nie wróży to nam dobrze mimo przypływu ogólnoświatowej koniunktury. Są jeszcze przemiany technologiczne, społeczne, kolejne polityczne…ale o tym już za chwilę w kolejnej Mapie ryzyka Redakcji Ryzykonomii, na rok 2018. Czekajcie….

Po ryzykach 17 idą 18, po ryzykach 17…

Risk kindersztuba

0
risk kindersztuba

Budowa kultury zarządzania, w tym kultury zarządzania ryzykiem jest dzisiaj jednym z największych wyzwań, przed którym stoją organizacje wdrażające zintegrowane zarządzanie ryzykiem biznesowym. 

Pojęcie „kultury” zarządzania ryzykiem znalazło się w centrum zainteresowania zarządzających,  ustawodawców i innych regulatorów oraz opinii publicznej w związku z kolejnymi falami globalnego kryzysu finansowego spowodowanego nieprawidłowościami. Często zaś wręcz oszustami i innymi celowymi zaniedbaniami. 

Jak to możliwe było?

Pojawiło się, bowiem pytania: jak to możliwe, że organizacje, które posiadały już rozbudowane systemy zarządzania ryzykiem, okazały się zarzewiem kryzysu o światowym zasięgu? Czy koncepcja zarządzania ryzykiem w „regulowanej” i „standaryzowanej” formule jest w ogóle słuszna? Być może oparta jest na całkowicie błędnych przesłankach co powoduje, że zarządzanie ryzykiem to tylko „moda”. A a nie skuteczna metoda radzenia sobie organizacji z niepewnością.

Od pewnego czasu stało się jednak jasne, że w wiele organizacji, które popadły w różnego rodzaju tarapaty bądź nawet zakończyły swoją działalność, funkcjonowanie zarządzania ryzykiem przybrało formę biurokratycznego obowiązku, a informacje i ostrzeżenia o nadciągających problemach płynące z systemu zarządzania ryzykiem były lekceważone przez kierownictwo. Albo nawet utajniane.

Czy koncepcja zarządzania ryzykiem w „regulowanej” i „standaryzowanej” formule jest w ogóle słuszna? Być może oparta jest na całkowicie błędnych przesłankach co powoduje, że zarządzanie ryzykiem to tylko „moda”, a nie skuteczna metoda radzenia sobie organizacji z niepewnością.

Jak podkreślają komentatorzy w organizacjach tych zabrakło kultury organizacyjnej, która nadałaby zatwierdzanym regulaminom i politykom realny wymiar. 

Nie wchodząc głębiej w przyczyny kryzysu finansowego, który miał w istocie dużo głębsze korzenie polityczno-strukturalne niż to przedstawiają popularne media i populiści można zauważyć przewrotnie, że biznes bankowy jest tak opłacalny właśnie dlatego, że banki podcast Ryzykonomiaskutecznie zarządzają ryzykiem. Więcej jest w istocie przykładów instytucji finansowych, które poradziły sobie z kryzysem finansowym, tylko te przykłady nie są atrakcyjne dla współczesnych mediów.  

Ale czym właściwie jest „kultura zarządzania ryzykiem”. Jak można ją zdefiniować? 

Kindersztuba ex definitione

Według amerykańskiego Instytutu Zarządzania Ryzykiem (IRM), który jest jedną z najbardziej renomowanych organizacji zrzeszających profesjonalistów zarządzających ryzykiem w różnych branżach, w tym opieki zdrowotnej kultura zarządzania ryzykiem to: „pojęcie opisujące wartości, przekonania, wiedzę i sposób postrzegania ryzyka przez grupę ludzi pracujących we wspólnym celu, a w szczególności pracowników organizacji lub grup pracowników w ramach organizacji. Dotyczy w równym stopniu pracowników przedsiębiorstw, sektora publicznego i sektora pozarządowego”. 

Kultura zarządzania ryzykiem jest przeciwieństwem biurokratycznego systemu. Systemu, którego celem jest „wypełnianie tabelek”. Wreszcie, żeby użyć obrazowego porównania, jak przysłowiowa kindersztuba, choć niezdefiniowana oficjalnie, tak kultura ryzyka jest widoczna dla każdego, kto obserwuje sposób postępowania pracowników organizacji.

„pojęcie opisujące wartości, przekonania, wiedzę i sposób postrzegania ryzyka przez grupę ludzi pracujących we wspólnym celu, a w szczególności pracowników organizacji lub grup pracowników w ramach organizacji.

Oczywiście wypełnianie tabelek jest też potrzebne, ale prawdziwe zaangażowanie pracowników tej, czy innej spółki, w proces zarządzania ryzykiem oznacza, że rozumieją oni i są wewnętrznie przekonani, że zarządzanie ryzykiem jest integralną częścią wszystkich ich działań i procesów w których uczestniczą. Zbudowanie w organizacji kultury zarządzania ryzykiem nie jest procesem jednorazowym. Ale procesem rozciągniętym w czasie i nigdy się niekończącym. Oznacza to również, że proces zarządzania ryzykiem powinien dojrzewać wraz z rozwojem organizacji. 

Oczywiście jak zawsze istnieje ryzyko, że organizacja zatrzyma się na jakimś etapie swojego rozwoju, poprzestając na uzyskaniu kolejnej tabliczki z dyplomem do powieszenia na ścianie Prezesa . A pracownicy będą zawsze traktować procedury zarządzania ryzykiem jako zło konieczne. 

Przeciwieństwem kultury zarządzania ryzykiem jest kultura obwiniania, która powoduje, że pracownicy obawiają się informować kierownictwo o ryzyku. Organizacje, gdzie panuje przekonanie, że pracownicy przynoszący złe wieści zostaną ukarani albo będą traktowani jako „czarnowidze” próbujący swoim nieuzasadnionym pesymizmem zatruć dobre samopoczucie kierownictwa. 

Risk kindersztuba punkt, po punkcie

Jak więc rozpoznać, że w firmie mamy do czynienia z rozwiniętą kulturą zarządzania ryzykiem? Wspomniany już Instytut IRM wskazuję na następujące „objawy” funkcjonowania kultury ryzyka: 

  • zauważalny i konsekwentny ton płynący z góry, od kierownictwa zaangażowanego w zarządzanie ryzykiem
  • nacisk na najwyższe standardy etyczne i uznawanie roli szeroko rozumianych interesariuszy wewnętrznych i zewnętrznych przy podejmowaniu decyzji,
  • powszechna akceptacja w organizacji dla roli zarządzania ryzykiem, połączona z odpowiedzialnością za ryzyka na poszczególnych poziomach i obszarach funkcjonowania,
  • przejrzysty i terminowy przepływ informacji o ryzyku „z dołu do góry” i „z góry na dół”,
  • złe wiadomości komunikowane bez zwłoki i bez obwiniania za ich dostarczanie,
  • zachęcanie pracowników do informowania o wszystkich nieprawidłowościach, jeżeli to konieczne, także poza oficjalną ścieżką raportowania, 
  • uczenie się na błędach i sukcesach,
  • żaden proces nie jest zbyt skomplikowany albo mało znany, aby nie można było podjąć się analizy ryzyka,
  • nagradzanie pożądanych postaw w reakcji na ryzyko i sankcjonowanie niepożądanych,
  • nieustanne szkolenie w zakresie zarządzania ryzykiem, 
  • zapewnienie odpowiednich zasobów dla efektywnego zarządzania ryzykiem,
  • zakorzenienie zarządzania ryzykiem w procesie planowania strategicznego oraz zarządzania personelem.

Jak widać zarządy nie stają przed jakimś arcytrudnym wyzwaniem. Jednak organizacjom wciąż pozostaje wiele do zrobienia na tym „kulturalnym” polu.  

księgarnia rzyzykonomii

Manchester – United

0
Manchester

Straszny, nieprawdopodobnie barbarzyński zamach w Manchesterze. Trudno objąć rozumiem barbarzyństwo terrorystów i ludzi w ogóle opętanych szaleństwem zabijania. Dopiero  kiedy wojna puka do naszych drzwi zaczyna to do nas docierać. Choć wystarczy, że bombardowani są nasi sąsiedzi kilkaset kilometrów dalej, gdzie nie ma kamer, ludzie umierają z głodu kilkaset tysięcy kilometrów dalej są paleni, rżnięci maczetami, gwałceni. I już nas to nie interesuje. Show must go on, business as usual.

Terroryści sieją nienawiść. Może dziwnie zabrzmią te słowa dzisiaj, ale tak, o to im chodzi. Największą radością byłoby dla reżyserów tego szaleństwa gdyby już dzisiaj brytyjskie samoloty zbombardowały jakieś bliskowschodnie miasto. Gdyby słusznie rozśwcieczeni atakiem na ich dzieci mieszkańcy Manchesteru zaczęli wywlekać muzułmanów z domu palić ich mieszkania, gwałcić kobiety i zabijać dzieci.  To byłaby dla terrorystów i wszystkich bandytów świata najwspanialsza melodia.

Cywilizowany świat nie może jednak dać się wciągnąć w tę spiralę przemocy. Ale zemsta musi być też spełniona. Terroryści, ich pomocnicy i ich mocodawcy wdeptani w ziemię jak robaki, wystrzelani przez przychodzących w mroku operatorów sił specjalnych, spaleni pociskami spadającymi z wszechobecnych dronów i samolotów, zniszczeni, zgładzeni.

Dla Nas Polaków ten kolejny zamach powinien być wreszcie ostateczną nauczką. Trzeba być przygotowanym na ataki terrorystyczne, trzeba być przygotowanym na wojnę, trzeba być przygotowanym na klęski naturalne. Trzeba być przygotowanym na ryzyko. Nasze dzieci powinny się od małego uczyć jak zachować się w przypadku paniki, ataku terrorystycznego, pożaru.

I trzeba modlić się za ofiary tej strasznej tragedii. Manchester.

 

Nie ma ryzyka bez certyfikacji

0
Nie ma ryzyka

Nie ma ryzyka, bo…„Zombie atakują!”  i nich ( tu sobie)  atakują dalej, Czytelnicy spragnieni wiedzy o zarządzaniu ryzykiem walą do księgarni e-drzwiami i e-oknami po e-booki w empik.com szczególnie , a wiedza to u nas potęga i jak ma się wiedzę to można choćby  zostać jednym z 20 dyrektorów w kolejach śląskich z godną pensją albo, dajmy na to, wiadzieć od kogo pożyczać fajnego Rolexa zamiast kupować jak niewiedzący.

Ale i my oczywiście wiemy, że nie chcemy, żeby nasi Wierni P.T.
Czytelnicy Bloga musieli się nadmiernie kosztować na nasze e-booki dlatego pokontynuujemy dzisiaj pozaksięgarniano.
Otóż, właśnie dopieroco ukazał się nasz kolejny artykuł w
naszej ulubionej Gazecie Ubezpieczeniowej, gdzie poruszyliśmy gorący dziś w Europie temat certyfikowania Menadżerów Ryzyka.

No bo, mamy już tyle zawodów certyfikowanych, a z
certyfikacją menadżerowania ryzyka ciągle do tyłu, zauważyła to onegdaj nasz rodzina FERMA, europejskie stowarzyszenie zarządzania ryzykiem, które już niedługo, bo jesienią na Forum w Maastricht ma zaproponować pan europejski projekty certyfikacji.

Oczywiście wokół certyfikacji menadżerstwa ryzyka było w
Europie sporo dyskusji bo zawsze może się pojawić pytanie: dlaczego firma padła skoro miała certyfikowanych RM-ów?
To mocno pokrętne naszym zdaniem i niesprawiedliwe
traktowanie, bo nikt nie podważa sensowności certyfikowania lekarzy czy inżynierów, czy biegłych a przecież i oni się mylą.

Najwyraźniej jednak panuje już zgoda, że paneuropejska
certyfikacja się zbliża gdyż:

– powinno to pomóc w popularyzacji ERM-u
– określi benchmark kompetencji RM-ów
– ułatwi wybór pracodawcom
– i zarządom
– da, o ile da,  nowy
impuls rozwojowy zarządzaniu ryzykiem
– nie pozwoli wyprzedzić europejskiego certyfikatu przez
czająca się , agresywną konkurencję ze Stanów.
Także czekamy na certyfikację, i jak już wszystko się
wyjaśni, nie zwłoczymy i o wszystkim Niestrudzonym Czytelnikom Bloga i naszych, nie tak w końcu drogich e-booków w misyjnym zapale popularyzacji ryzykonomicznej doniesiemy.
nie ma ryzyka nie ma ryzyka

Oto Dowód !!! (2013 Risk Maturity Index Report)

0

 

Zawsze nas uderza, że wobec zarządzania ryzykiem stawia się
wymagania znacznie wyższe niż w stosunku do innych systemów czy „elementów” zarządzania, a przede wszystkim wymaga się nieustannego udowodniania, że „ma sens”, czy „coś daje” (i w ogóle, że nie jest wielbłądem) . No bo wiadomo: „banki
to miały i co z tego wyszło, hehe” (itede).
Dziwne to podejście, bo jakoś nikt się nie zauważa, że niejedna
bankrutująca firma miała i zarządzanie jakością, i karty wyników i modny CSR i extra księgowość i gromady prawników i audytorów, a naprawdę trudno jest znaleźć dyskusję pt. „Czy te funkcje są potrzebne w firmie i dobrze działają ?” Ta „pobłażliwość” w krytyce dotyczy nawet dziedzin będących w istocie formami czy przypadkami zarządzania ryzykiem, jak choćby obecne w każdej gminie i powiecie  zarządzania kryzysowe czy robiące w rodzimej edukacji zawrotną, a niedgadnioną dla nas (o ile chodzi o przesłanki) karierę zarządzanie różnymi „bezpieczeństwami”.
Pytanie „po co to ?” stawia natomiast prawie każdy, kto styka się z ideą risk
manadżmentu.

W ogóle to mamy wrażenie, oczekuje się, że zarządzanie ryzykiem
powinno (jeżeli jest w organizacji) zawsze funkcjonować„samo z siebie”  w 100 % i to niezależnie czy w ogóle dobrze je
wdrożono i prowadzono zgodnie z zasadami risk manadżmentowej sztuki.

Mało kto zauważa, że różni bankruci lekceważyli podstawowe kanony
zarządzania ryzykiem, i że jest wiele instytucji finansowych i nie tylko, które
sobie z kryzysem doskonale poradziło (vide banki kanadyjskie).  Kwitnących korporacji innego niż finansowe
typu również nie brakuje i tak się najwyraźniej składa, że wielka część z nich
docenia i angażuje się w korporacyjne zarządzanie
oto dowód
Kliknij i zobacz !

ryzykiem. Dlaczegoś…

My osobiście w redakcji Ryzykonomii nigdy nie mieliśmy
wątpliwości, że zarządzanie ryzykiem ma sens, podobnie jak założenie hełmu chroni rowerzystę przed walnięciem łbem o beton, czy gaśnica pomaga w ugaszeniu pożaru. A określenie ryzyka budowy nietypowego mostu, zmniejsza ryzyko, że jego
budowa, rozbiórka i budowa nowego potrwa 25 lat z kawałkiem.  Truizm.
Ale teraz mamy kolejny, twardy dowód na celowość zarządzania
ryzykiem. Trzymajcie się niedowiarkowie (i –wiarki) !
Otóż AoN  Global Risk Solution wspólnie z renomowanym Wharton Uni publikuje właśnie rezultaty swojego globalnego researchu pt. „ 2013 Gobal Risk Maturity Raport”. W badaniu tym
zeskrinowano coś 200 spółek giełdowych na całym świecie w zakresie tak zwanej dojrzałości systemów zarządzania ryzykiem.
Ocena dojrzałości zarządzania ryzykiem to frapujący i ważny
temat, wrócimy do niego jeszcze, bo różne są tu sposoby, AoN z Whartonem proponują swój model, którego założenia opisują w swoim Raporcie. Raport można znaleźć pod adresem podanym poniżej,  a dwa najważniejsze, statystyczno-korelacyjne dowody na korzyści z zarządzania ryzykiem, które z niego wynikają są następujące:
W analizowanym okresie grupa firm o najwyższym stopniu dojrzałości / zaawansowania zarządzania ryzykiem wykazała się o 50 % NIŻSZĄ zmiennością cen akcji niż pozostali
oto dowód

Druga ważna obserwa modelu oceny dojrzałości mowa jest o Maturity Risk Rating) tym WYŻSZY zwrot z walorów spółki.

oto dowód

Źródło: http://www.aon.com/rmi/

Oczywiście okres badania jest stosunkowo krótki (2010-2012)
ale badacze deklarują kontynuowanie analizy i walidowania modelu. Dodajmy, że projekt ma charakter otwarty i każda firma,
także polska może się przebadać pod podanym adresem, o ile oczywiście jakiekolwiek zarządzaniem ryzykiem ma, i określić swój stopień dojrzałości. A póki co: Mamy Dowód !

oto dowód oto dowód oto dowód

oto dowód

Nie ma zarządzania bez pisania

0
nie ma zarządzania

Nie ma zarządzania bez pisania>>>

Przygotowywanie raportów to wcale nie jest taka łatwa i prosta sprawa, jak się wydaje.
U nas w ogóle traktowana w firmach po macoszemu. O czytaniu nie wspominając.

Pisania w szkołach już się po prostu nie uczy. To znaczy uczy się „stawiania” znaków i ich porządkowania w miarę sensowne, zgodne z „kluczem” maturalnym ciągi. Już w podstawówce ginie sztuka eseju, czyli wypracowania. A nawet jeżeli pozornie istnieje to muzę epiki, Kaliope zastąpiła muza Google i jej boski brat Kopiuj – Wklej.

Witam, brrr

Nic więc dziwnego, że potem i raporty, i różne opracowania, i jak mi powtarza znajomy prawnik, pisma procesowe pisze się mało logicznie, nieciekawie. I w ogóle byle jak. 
O korespondencji biznesowej nie wspominając, które w epoce e-maila została zastąpiona zdawkową wymianą „kluczowych informacji” i coraz częściej nie ma w niej miejsca na wyrażenie podstawowych uczuć piszącego. Takich jak sympatia, szacunek czy uznanie. 
A najwyraźniej to niszczące tsunami widać w pismach od studentów uczelni biznesu, jeżeli ktoś ma okazję je czytać. Zaprawdę, powiadam Wam: idzie pokolenie pisarzy, po których zostanie nam już tylko język obrazkowy oraz nieśmiertelne słowo „witam” ! Brr.

No więc, pisanie raportów, sprawozdań w biznesie jest jednak bardzo ważne, taką stawiamy tezę. Choć, oczywiście wielu będzie kręcić nosem, że to biurokracja i papierologia. Tych spytamy: jak inaczej ma w organizacji przepływać rzecz najważniejsza, czyli informacja ? 

Weźmy na to: informacja o ryzyku. Jak ją przekazywać? Oczywiście w raportach, memach, pisemnie ! Mamy oczywiście rejestry i mapy ryzyk, są potrzebne. Ale problemy i ryzyka są dzisiaj wielowymiarowe, scenariuszowe. To trzeba opisać, wyjaśnić, zrozumieć.

Pisanie? Czytanie? Kto dzisiaj ma na to czas?

Bezos ma czas

Ma na przykład… Jeff Bezos, założyciel i właściciel Amazona. Otóż ten kolos biznesu, każde spotkanie swoich dyrektorów wykonawczych rozpoczyna od wspólnej, cichej 30 minutowej lektury przygotowanych na okoliczność spotkania raportu(ów). Oczywiście raportów napisanych przez swoich dyrektorów, jak się domyślamy menadżerów niemałego „kalibru”. Bezos uważa, że własnoręczne (!) pisanie raportów jest dla każdego menadżera niezwykle ważne, umożliwia mu „przerobienie”, przemyślenie i przeanalizowanie problemu. 
Te 30 minut jest też uczciwym „daniem” czasu na przeczytanie raportu kolegi lub koleżanki, bo znowu: kto ma czas na czytanie? Piszemy do kosza i nie czytamy innych, jeżeli nie musimy. Przychodzimy na zebranie z raportem w ręku, udając, że znamy szczegóły. I jak tu ma w organizacji przepływać informacja? Jakie ryzyka rodzi brak jej przepływu? Wszystkie!
I znowu wymowny przykład. Badania Verizon pokazują porażającą prawdę, że w 82% przypadków cyber zaatakowanych firm w organizacji była (!) wcześniej dostępna informacja o zagrożeniu, lecz nie została ona wykorzystana lub nie dotarła „tam gdzie trzeba”. Ile miliardów wydane na wyszukane systemy i procedury wcześniej?
I tu zapewne ujawnia się jeszcze jedna, niezwykła zaleta pisania pisemnych raportów. Są one napisane, zapisane, są na papierze. Fizycznie istnieją i ci, którzy je zlekceważą lub w ogóle nie przeczytają, być może będą się musieli się w przyszłości z tego zaniechania wytłumaczyć. I ponieść, powiedzmy wprost, czasami dramatyczne konsekwencje, organizacyjne, prawne, finansowe. A może i karne też. Bez straszenia natomiast, to czytający bedą przede wszystkim wiedzieć, a wiedza jak każdy chyba wie to „potęgi klucz”.
Z drugiej strony, piszący raport odnoszą z tej żmudnej i mało popularnej czynności niemałe korzyści. Po pierwsze pokazują, że są profesjonalistami, myślą i w ogóle nie biorą pieniędzy „za nic”.
Po drugie i to na przykład podkreśla inny legendarny CEO Andy Grove, tym razem z Intela, pisanie jest (być może) dla menadżera nawet ważniejsze, niż samo czytanie! Jest to bowiem proces analizowania i „układania” w myślach problemu. Moment autorefleksji, introspekcji. Dlaczego to robię/robimy? Po co?

Nie ma zarządzania, jest zarządzanie

„Przemyśliwanie” przez pisanie często w naturalny sposób podsuwa nam także opcje rozwiązywania problemu, choćby postępowania z ryzykiem. Przy czym pamiętajmy: nierozwiązywanie, unikanie, akceptowanie jest także działaniem. O ile przemyślanym i świadomym.
Grove w wywiadach wspomina również, że pisanie jest narzędziem samodyscypliny. Bo raport wymaga wypowiedzenia swoich myśli, obaw, podejrzeń, przeczuć. Nadaniu im logicznej struktury, formy i treści. To dla wielu, powiedzmy szczerze, wielkie wyzwanie i nie tylko z powodu luk w edukacji. 
Zapisane myśli, jakkolwiek genialne muszą być również zrozumiałe dla naszych szefów, pracowników, partnerów biznesowych. Pisząc w biznesie, możemy i powinniśmy także starać się „wczuć” w sposób myślenia drugiej strony. Wiele dzięki temu można zyskać.
A jakby komu było mało, to jeszcze dodamy, że pisemny raport to także, brutalnie mówiąc ważna „pupo-krytka”. A dlaczego nie ? Mówiliśmy, pisaliśmy, ostrzegaliśmy. Proszę bardzo oto pisemny raport droga rado nadzorcza, wysoki sądzie….

nie ma zarządzania , nie ma zarządzania, nie ma zarządzania

Omikron czyli ryzyko operacyjne ujawnione

0
ryzyko operacyjne

Zupełnie niedawno miałem okazję obserwować dyskusję: o tym czym jest, a czym nie jest ryzyko operacyjne w funkcjonowaniu przedsiębiorstwia nie-finansowego. Z wyjasnieniami niezwłocznie pośpieszyli specjaliści od ryzyka operacyjnego w bankach, dla których tzw. Komitet Bazylejski określił że jest to „Ryzyko strat wynikające z nieodpowiednich lub zawodnych procesów wewnętrznych, ludzi i systemów lub ze zdarzeń zewnętrznych.
Definicja zgrabna i odpowiednio w załącznikach Basle II uszczegółowiona jednak w dyskusji nie znikła wątpliwość dyskutantów czy „bankowa” typologia ryzyka również w fabryce (mówiąc wprost) by się sprawdziła.
O tym myśląc zasiadłem do tego Bloga 🙂
Nie wchodząc na niebezpieczne pole minowej trochę jałowych typologicznych dyskusji, chciałbym pokazać jak sam, jakiś czas temu przeanalizowałem ryzyka operacyjne w pewnym przedsiębiorstwie… nazwijmy je OMIKRON.

OMIKRON CV (wszelkie podobieństwa są przypadkowe)
Podstawową dziedziną działalności przedsiębiorstwa jest produkcja wodomierzy domowych i przemysłowych, części do wodomierzy i gazomierzy. Uboczną działalnością jest produkcja armatury oraz mebli łazienkowych wysokiej jakości. Omikron zatrudnia ok. 130 pracowników. Łączna powierzchnia produkcyjna wynosi 12 tysięcy m2. Od 2006 roku przedsiębiorstwo spełnia wymagania normy ISO 9001: 2000 w zakresie produkcji wodomierzy, ciepłomierzy i armatury sanitarnej. Dzięki bogatemu i uniwersalnemu parkowi maszynowemu przedsiębiorstwo wykonuje we własnym zakresie oprzyrządowanie technologiczne niezbędne w produkcji wodomierzy, łącznie z formami wtryskowymi.
Przedsiębiorstwo posiada punkt legalizacji wodomierzy ze stołami wodomierzowymi pracującymi w trybie automatycznym, które spełniają wymagania Unii Europejskiej. Ponadto specjaliści Omikron zbudowali samodzielnie wysokiej klasy stanowiska do trwałościowych prób eksploatacyjnych wodomierzy i przetworników przepływu. Badania na tych stanowiskach stanowią podstawę do zatwierdzenia do użytku poszczególnych typów produktów w Głównym Urzędzie Miar.
Przedsiębiorstwo posiada również stanowisko własnej konstrukcji wykonane pod nadzorem Głównego Urzędu Miar, przeznaczone do badania obszaru zrywania sprzęgła magnetycznego w wodomierzach suchych i wpływu magnesu zewnętrznego na metrologię wodomierza.

Typologia ryzyka operacyjnego, która została przyjęta w analizie wyróżnia następujące źródła ryzyka:

OMIKRON: Opis ryzyka operacyjnego

Ryzyko pozytywne
Najistotniejsze, duże ryzyko pozytywne jest związane z wysoką jakością produktów przedsiębiorstwa. Znacznie przewyższają one pod względem jakości i parametrów technicznych tańsze produkty z Chin, a ich charakterystyka może być dostosowywana do specyficznych wymagań lokalnych odbiorców (na przykład wodomierze z czujnikiem nielegalnego zakłócania odczytu za pomocą magnesu).
Produkcja najlepszych na rynku wodomierzy jest możliwa dzięki wdrożeniu polityki jakości, której filarami są wymogi zawarte w posiadanych certyfikatach ISO oraz regulacje ustawowe w zakresie urządzeń pomiarowych. Dlatego polityka jakości jest źródłem dużego ryzyka pozytywnego.
Innowacyjność kierownictwa w zakresie organizacji działalności operacyjnej jest oparta na kilkudziesięciu latach doświadczenia w branży, podobnie jak umiejętność planowania i przewidywania. Ryzyko związane z każdym z tych czynników jest określane przez kierownictwo Omikronu jako umiarkowane.
Ryzyko pozytywne związane ze stosowaną technologią produkcji pozostaje również na niewysokim poziomie, ale jest to świadoma decyzja, wynikająca z rachunku ekonomicznego i obserwacji poziomu technologicznego konkurentów.
Przedsiębiorstwo nie buduje własnej sieci handlowej ani nie ma praktycznie żadnych służb marketingowych. Promocja wyrobów jest efektem bezpośrednich kontaktów handlowych właściciela przedsiębiorstwa z potencjalnymi odbiorcami instytucjonalnymi. Ryzyko związane z relacjami utrzymywanymi z odbiorcami, jak również z dostawcami, właściciel Omikronu określa jako średnie.

Ryzyko negatywne
Wysokie parametry techniczne produktów stanowią również niewielkie, ale nie bez znaczenia ryzyko negatywne dla przedsiębiorstwa. Zakup „zbyt dobrych” innowacyjnych wodomierzy jest często nie na rękę decydentom w spółdzielniach mieszkaniowych. Zmusza bowiem do kompleksowych modernizacji i znacznego wysiłku organizacyjnego.
Choć przedsiębiorstwo ma wysoce innowacyjny charakter, obecnie co najmniej średnie ryzyko jest efektem całkowitej koncentracji najważniejszych funkcji zarządczych w rękach właściciela (tak zwane „przedstawienie jednego aktora”). Dodatkowo, w późniejszym okresie może się pojawić duże ryzyko sukcesji, wynikające z braku odpowiednich osób do kierowania Omikronem w przypadku wycofania się z życia zawodowego obecnego właściciela i zarazem menedżera.

Mapy Ryzyka
Zidentyfikowane ryzyko operacyjne przedstawiają owale z numeracją źródła ryzyka (O1, O2, O3 etc. patrz: tabela powyżej). Oczywiście, w trakcie badania zidentyfikowno również wiele innych rodzajów ryzyka, które zostały umieszczone na Mapie ryzyka. Ale o tym, może już innym razem….

Wesołych ryzyka precz !

0
wesołych ryzyka

Ach, jakie Wesołe Święta się nam zrobiły! Radosne tłumy przechadzają się po setkach Galerii, jak Polska długa i szeroka. Kupujemy jedzonko, prezenty, pucujemy parkiety i czekamy śnieżnej pogody, żeby jak najradośniej przeżyć te rodzinne i wyjątkowo radosne święta. 

Niech zamilkną już kolędy w supermarketach jak donoszą źrodła takie Dźwięczące Dzwoneczki są średnio powtarzane „w okresie”, nawet do 300 razy. Sporo… a my tu znowu o ryzyku, ech ta mania, ryzyko…

Potem, wrócimy po świątecznych spotkaniach i dyskusjach w gronie ukochanej rodziny, jeszcze radośniejsi. Pełni nowych postanowień, a za chwilę już i postanowień Noworocznych, których niedotrzymywanie stało się nawet przedmiotem rozważań ostatniego noblisty z ekonomii, behavioralnej, który…stop, stop, stop…

Odkładamy już pióro, czas na Święta!

Wesołych, Pogodnych, Rodzinnych!
I pełnych Nadziei, która jest w Nas…

życzy Wszystkim Czytelnikom
Redakcja Portalu Ryzykonomia.

Mapa ryzyka 2016

0
mapa ryzyka 2016

Mapa ryzyka 2016, kontynuujemy naszą doroczną analizę.

Tak się składa, że od paru rocznic, trochę samozwańczo, ale i z pewną zachętą Redakcji Gazety Ubezpieczeniowej pochylaliśmy się nad naszą prywatną szklaną kulą próbując zgłębić ryzyka tylko czekające już na wygaśnięcie sylwestrowych lampionów. A, że tworzenie map ryzyka pozostaje nieustająco en vogue, więc jeszcze raz pokusimy się o zarysowanie naszej autorskiej Mapy ryzyka 2016. Nic innego zresztą nam nie pozostaje, bo od jakiegoś czasu nawołujemy bezskutecznie na Ryzykonomii, że bardzo by się takie mapy ryzyka wszystkim przydały. Rządom i ich agendom, biznesom i „zwykłym człowiekom” też.

Przechodząc do szkicowania Mapy 2016 w natury rzeczy okrojonej przez wielkość tej kolumny formie, pomni tak zmiennego roku 2015 zauważamy, że precyzyjne oszacowanie wielkości ryzyk staje się coraz większym wyzwaniem. Bo konia z rzędem temu, kto przewidział chociażby rozmiar masakry w cieniu Wieży Eiffla, czy nasze rodzime konstytucyjne zamieszania. Nie porzucając wysiłku oceny wielkości ryzyk spróbujmy tutaj przede wszystkim skoncentrować się na interrelacjach, powiązaniach, które naszym zdaniem zdominują profil ryzyka roku 2016. Roku jeszcze bardzie ryzykownego i pełnego coraz bardziej splątanych ryzyk niż lata poprzednie.

Mapa ryzyka 2016 ma w tym roku trochę inną formułę niż w latach ubiegłych i zdradzimy zresztą już w tym miejscu, że to jest główne przesłanie, które płynie z naszej analizy: rośnie niepewność, scenariusze stają się coraz bardziej zamazane, wielowątkowe i wielopoziomowe. Jednocześnie dalej tkwimy w prostych, mechanistycznych ekstrapolacjach dochodów narodowych i deficytów budżetowych, pięknie to wygląda i matematycznie, tylko czy idzie z duchem czasu 2016?  Dziś bowiem duch ponownie zaczyna coraz wyraźniej dominować nad materią (nie mówiąc o prawach), mapa ryzyka 2016 faluje, zawiewa wiatr historii, chcą tak nawet klimatolodzy.

Oczywiście, wszystkie analizy potwierdzają, że ryzyko polityczne będzie grało w 2016 na najwyższym rejestrach, równie globalnych jak i lokalnych. Rozpychające się Chiny, grasujący po świecie Rosyjski Niedźwiedź, poszukujący przywództwa Wielki Szeryf, pozbawiona Idei Europa, trudno wskazać jakiś stabilny punkt na globalnej szachownicy. I tu na przykład wydaje się, że w kręgach naszych rodzimych właścicieli ryzyk wciąż niska jest świadomość, że nasz skromny kraik również ma swoje miejsce na globalnej mapie ryzyk politycznych i to być może nie tak aż poślednie. Ba, już wcześniej, co niektórzy pisarze zwracali uwagę, że między Odrą, a Wisłą toczą się boże igrzyska. Więc nie ma co się dziwić, że nasz rodzima mapa ryzyk politycznych będzie baczniej obserwowana z zewnątrz i kto myśli dzisiaj, że jego chata z kraja, wolnoć tomku w swoim domku, po prostu nie dostrzega sieci powiązań, które oplatają naszą globalną wioskę. Z tego punktu widzenia gmeranie w systemie ma swój geopolityczny i geogospodarczy wymiar, bo polityka zawsze była spłatana z gospodarką i w nadchodzącym roku będzie to widoczne jeszcze jaskrawiej.

Z europejskiej perspektywy możemy sobie wyobrazić scenariusz Brexitu, połączony ze zwrotem Francji w prawo po wyborach i wzrost nacjonalizmów spowodowanych kryzysem emigracyjnym. Czarna wizja, gdyby tylko ten pęczniejący milion uchodźców czekających na plażach Morza Śródziemnego nie był tak realny. Taka wędrówka ludów będzie miała wielki wpływ na gospodarkę, jeżeli ktoś wątpi niech zajrzy do podręczników historii. Choć w krótkim okresie 2016 roku systemowe zabezpieczenia wspólnego rynku wciąż pozostaną niepodważone, ale już ograniczenie strefy Schengen wydaje się nieodwracalne. Jak sobie będzie w tym galimatiasie radzić polska gospodarka? Jeszcze w październiku ankietowani dyrektorzy finansowi przewidywali, że nasz PKB będzie na poziomie ca. trochę poniżej lub ponad 3%. Trudno powiedzieć jak dzisiaj do ryzyka nastawieni są zapytywani, dużo naobiecywano ze wspólnej kasy, a gdyby kto nie pamiętał przypominamy, że żaden rząd własnych pieniędzy nie ma, tylko żeby było dowcipniej, ma nasze.

mapa ryzyka 2016

Schodząc na poziom „mikro mapa ryzyka 2016″, to opiewany od zawsze przez polityków przedsiębiorca, ciągnący wózek gospodarczego rozwoju kraju będzie musiał jeszcze bardziej kluczyć w gąszczu globalnych i lokalnych zasadzek. Z jednej strony przedsiębiorcy ma być lepiej i łatwiej, a gospodarka „ma” się rozwijać, przy czym mógłby ktoś argumentować, że biznes lubi spokój, a z tym w najbliższej perspektywie może być słabo. W bliskości majaczy powabna idea reindustrializacji i repolonizacji także sektora bankowego i ubezpieczeniowego, dlaczego nie, tylko nie za bardzo wiadomo, jak wpłynie na rynki i jak będzie to robione. W tej całej niepewności i zawierusze jak się wydaje, co najmniej sektor ubezpieczeniowy powinien mieć się lepiej, bo w końcu ubezpieczyciel zarabia na ryzyku. Oczywiście nie na tym ryzyku, któremu sam podlega, splątanemu ryzyku roku 2016, jak wszyscy.

[wysija_form id=”1”]

Czy będzie wojna ? Ważne pytania, trudne odpowiedzi.

0
czy będzie wojna

Czy będzie wojna ? >>>
Ryzykonomia to portal o zarządzaniu ryzykiem, a zarządzanie ryzykiem to również stawianie pytań niewygodnych, czasami niewypowiedzianych, a może nawet niechcianych.

Tym razem stawiamy pytanie już zupełnie wypowiedziane, bo w świeżym wywiadzie z Wicepremierem Morawieckim w money.pl (link) pada między innymi takie pytanie i odpowiedź:

Boi się pan wojny?
Mam pewne obawy. Jest niespokojnie na naszej wschodniej granicy, niespokojnie jest na Dalekim Wschodzie. O obronności powinniśmy myśleć wspólnie z opozycją. Musimy unowocześnić armię, żeby miała zdolność odstraszania. Wielkie wydatki na uzbrojenie powinny służyć reindustrializacji. Musimy pracować nad spójnością NATO. Dla mnie jest to absolutny aksjomat polityki międzynarodowej Polski, że NATO jest naszym głównym spoiwem.

Zatrzymajmy się na chwilę nad tą wypowiedzią, ważna przecież bo autorem jej jest nasz Wicepremier.

Od ponad 65 lat w Europie nie było konfliktu zbrojnego na miarę strasznej II wojny. Oczywiście nie zapominamy o tragicznym konflikcie na Bałkanach w latach 90-tych. Obecnie mamy zaś tlący się, a przecież niezwykle groźny konflikt na Ukrainie, w którym zginęło już blisko 10 000 osób.

Ryzykonomia oczywiście nie wie czy będzie wojna czy jej nie będzie, jednak całkiem na poważnie podziela obawy Wicepremiera Morawieckiego. To co dzieje się ostatnio w Europie przywodzi na myśl wydarzenia historyczne z dobrze nam znajomej wojennej historii naszego kontynentu. Szczególnie należy zwrócić uwagę na pogłębiający się kryzys Unii Europejskiej.
Przypomnijmy, że prawdziwym fundamentalnym celem budowy tej organizacji było właśnie zapobieżenie kolejnym krwawym konfliktom w Europie. Udawało się to przez wiele lat.
Dziś, jak twierdzą niektórzy kasandrycznie narodom Europy znudził się pokój.
Brexit, kolejne wybory w tym roku we Francji i Niemczech mogą przynieść całkowitą destrukcję Unijnego projektu. Na co przecież wielu obywatelu Unii jak się wydaje czeka z utęsknieniem. Kiedy powstaną nowe mury znowu odżyją skrywane animozje i antagonizmy, a kraj nad Wisła jak zawsze ma stuprocentową szanse stać się główną areną wydarzeń, o których dotychczas czytaliśmy tylko na łamach historii.

Oczywiście i to zauważa Wicepremier, niebezpieczeństwo wybuchu wojny to także szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego. Produkcja czołgów, uzbrojenia, samolotów i śmigłowców bojowych, dronów, karabinów i okrętów, to wielka szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego na nowe miejsca pracy i zwiększenie produkcji. Szansa dla firm budowlanych na budowę schronów, infrastruktury wojskowej, lotnisk, koszar. Jak zawsze każde ryzyko także związane z wojną ma i swoje pozytywne strony, i o tym mówi Wicepremier w tym niezwykle znamiennym wywiadzie.

Oczywiście, gdyby w Europie doszło do wybuchu konfliktów zbrojnych powstają kolejne pytania. Jak się do nich przygotować na różnych poziomach życia społeczno – gospodarczego. Oczywiście Ryzykonomia nie jest specjalistycznym portalem militarnym więc nie będziemy tu rozważać kwestii zakupu uzbrojenia, dyslokacji wojsk czy roli Obrony Terytorialnej w planie obrony RP przed najeźdźcami.

Ale już na poziomie biznesowym możemy zadawać ryzykonomiczne pytania. Jak polskie firmy są przygotowane na ewentualny konflikt zbrojny, gdyby do niego doszło, o którym mówi Premier Morawiecki. Czy zarządy przygotowały odpowiednie plany awaryjne ewakuacji sowich zakładów, ochrony przeciwpożarowej, przeciwlotniczej?

W ilu zakładach znajdują się schrony przeciwlotnicze, opracowano plany ewakuacji, kontynuowania działaności na wypadek znalezienia się w obszarze konfliktu zbrojnego. Co w przypadku powołania Waszych pracowników pod broń, kto zastąpi ich przy liniach produkcyjnych, w biurach, call center. Kto Was zastąpi gdy zostaniecie powołani na front? Czy odpowiednio przygotowaliście Swój plan zastępstw, przyjmowania obowiązków, kiedy będziecie uczestniczyli w działaniach frontowych?

Oczywiście te pytania są szczególnie ważne z punktu zarządzania ryzykiem w przypadku infrastruktury krytycznej. Tu w szczególności nie można zapominać o współczesnych sposobach prowadzenia działań. Takich jak cyberataki, sabotaż, akty militarnego terroru, ataki dywersantów.

To są wszystko bardzo niewygodne pytania, ale muszą być one dzisiaj coraz częściej stawiane i dobrze, ze Wicepremier Morawicki wspomina o takiej możliwości. Nawet jeżeli ich prawdopodobieństwo wydaje się nieduże (?). Konflikty zbrojne potrafią wybuchać z najbardziej błahych przyczyn (patrz I wojna Światowa) a nie można oprzeć się wrażeniu że na świecie wieje wiatr historii i piszą o tym think tanki, naukowcy, politolodzy, wspominaliśmy o tym choćby w naszej ostatniej analizie Global Risk 2017. Czy będzie wojna ?