zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

Me ! A może Bee ?

0
me ryzykonomia

W najnowszym numerze Gazety Ubezpieczeniowej, którą czytajcie aż miło z dumą prezentujemy mały nasjterszczyk Naczelnego Redaktora Ryzykonomii (więcej) artykuł o dźwięcznym tytule “Meeczeniee owiec”. Nie jest to jednka rzecz o zarządzaniu ryzykiem w rolnictwie, a przecież i ten niezwykle ważny dla naszego rolniczego kraju podejmowaliśmy na łamach. Nie jest to rownież analiza metod porozumiewania się przedmiotowych ssaków choć, przyznajemy, przy lekturze artykułu może pojawić się pytanie: mee, czy może bee? Bowiem niektóre źródła sugerują, że to dźwięk paszczowy kozy, ewentualnie barana…Eeeee.

Ale, skoro o komunikacji jest mowa to już jesteśmy bliżej, bo Autor przedmiotowego artykułu sprytnie przemyca w tekście tematykę herdingu, owczego pędu, który ma zwykle niezwykle ważne
znaczenie dla procesu podejmowania decyzji w warunkach ryzyka, a więc zawsze (no może oprócz takich projektów jak nasze superprawie szybkie nonPendolino gdzie ryzyka nie ma a bilety będą po 49,50).
Otóż owczy pęd to zjawisko powszechne i niestety bardzo ryzykowne, choćby widoczne w klasycznym run-ie na banki czy jak w przypadku Grecji ostatnio, na bankomaty.
Owczy pęd jest bezpośrednio związany z problemem asymetrycznej informacji (bo taka tylko jest dzisiaj) i tak zwanymi kaskadami informacyjnymi, których klasycznym przykładem może być plotka oddolna (kaskada wstępująca) obemująca coraz większy obszar, jak ostatnio o wybuchu eletrowni, mamy nadzieję nie opiliście się jodyny, czy odgórna czyli kaskada zstepująca (żeśmy znieśli bariery zadłużenia, bo inni znieśli, ale oczywiście podatki żeśmy podnieśli).

Oczywiście, zasadniczo owczy pęd nikomu specjalnie nie przynosi korzyści chociaż są przesłanki i

Czytaj i Nie błądź !

na to, że w stadzie i tak lepiej, nawet błędnie.
Co ważne w artykule poruszony został temat herdingu w zarządzaniu ryzykiem ale niestety nie tym “pozytywnym” (zarządzajmy ryzykiem bo inni zarządzają).
Bo jest i herding “negatywny”, szkodliwe beeczenie widoczne choćby w reguacyjnym rozpasaniu, kiedy uważa się że kolejne regulacje zastąpią prawdziwą kulturę zarządzania ryzykiem, a już historia SOX-a dowiodzi przecież, że tak nie jest. U nas ten mit regulacyjny w zarządzaniu ryzykiem próbuje się challengować rodzimymy regulacjami w zakresie ryzyka powtykanymi to-tu, to-tam czy systemem Kontoli zarządczej.
Inna sprawa i co światlejsi eksperci od zarządzania ryzykiem (jak wspominany Autor artykułu zauważa celnie, że i w ERM-e mamy swoisty herding, który można zauważyć w:

  • komplikowaniu języka (inherentne, rezydualne, apetyt, tolerancja, istotność, czynniki itd.)
  • radosnym mapowaniu
  • mnożeniu bądź dziesiątkowaniu ryzyk
  • niezgłębianiu mocnych i słabych stron standardów
  • pompowaniu dokumentacji
  • zlepkach pojęciowych (zarządzanie ryzykiem i kontrola zarządcza, mechanizmy kontrolne…)
  • oczywistych czywistościach (model 3linii obrony, “najważniejsze” ryzyka)
  • i więcej …

O czym napiszemy jeszcze, doszcegółowiając, w kolejnych odcinkach Ryzykonomii.

 

100 000 na Bushi-do

0
100000 ryzykonomii

Aniśmy się obejrzeli, a tu “Ryzykonomii” puknęło ponad 100 000 wyświetleń, prawie już 4 lata się trudzimy pro publico bono niosąc kaganiec nowoczesnego zarządzania spragnionemy Narodowi pomni, że jak mawiał Poeta: “Jak bedłki tak spragniony ryzykonomii ginie Naród…” 

Co najmniej kilkatysięcy Czytelników z Polski (i nie tylko) wraca na nasze łamy, jak mówią statystyki,  to nam dodaje sił i samozaparcia, i może nawet kiedyś dostaniemy medal z ziemniaka od Czynników, gdyż jak wiemy, gdzie jak gdzie ale w nadwiślanskim kraju ceni się profesjonalizm i gruntowną wiedzę.
No, może się nieledwie się zapędzamy z tymi komplementami i tematów ryzykonomicznych  do roztrząsywania i dzielania na czworo na łamach naszych
troche pozostaje. Weźmy takie ryzyka śmieciowe, które się nam na horyzoncie szykują. Nikt najwyraźniej żadnych specjalnych analiz ryzyka co do śmieć -problemu nie przygotował choćby najgruntowniejszych kalkulacji “ile śmiecia do zebrania naprawdę jest” i chyba po raz kolejny temat “wyjdzie w praniu” szczgólnie, że jak wiemy “jeszcze nigdy nie było tak – żeby jakoś nie było”. 
Trochę porażające są te wiecznie żywe narodowe mądrości zarządcze, wyraźnie anty-ryzykonomiczne, i nas by być może porażały i gdybyśmy od czasu do czasu, choć życzylibyśmy sobie pewnie częściej, nie otrzymywali wyrazów szczerej sympatii i uznania za pisanie tego – co piszemy.

CZYTAJ RYZYKONOMIĘ !!!

Ale tak – czy inaczej jako starzy samurajowie rozumiemy, że Bushi-do, droga wojownika jest drogą niełatwości, a i pisanie podobnie jak navigare “necesse est”.

I dlatego już za chwilę zapraszamy na kolejne odsłony Ryzykonomii, już to ciągnące poruszoną właśnie w listach od Czytelników tematykę Kontroli wewnętrznej (COSO tu nowe pomysły właśnie ogłosiło dobre-niedobre ?), już to o nowych mega strategiach “na lata”, które nam najmędrsze umysły wyszykowują, już to o tysiącach innych, nigdy nie brakujących ryzykonomicznych problemach i problemikach….
Zostańcie z nami na następne 100 000 (a może nawet 101….) wyświetleń.
 100000 ryzykonomii
 100000 ryzykonomii  100000 ryzykonomii

100000 ryzykonomii

Ekonomia głupcze !

0
ekonomia głupcze

Ekonomia głupcze! >>>
Kiedyś napisałem na Ryzykonomii artykuł nawiązujący do sławnego powiedzenia Billa Clintona, jak w tytule, ale sparafrazowanego wtedy na „planowanie głupcze”. Teraz coraz bardziej myślę, jak ważne jest to pierwotne stwierdzenie, widząc jak za oknem rozlewa się lekceważenie podstawowych praw i zasad ekonomii. Ba, zasad zdrowego ekonomicznego rozsądku, bo przecież ekonomia to nauka logiczna, nie wymyślona u zarania w zaciszu gabinetów akademików. Ale opisująca to co dzieje się w realu w biznesie. Ekonomia, jako nauka społeczna o wykorzystaniu, gospodarowaniu rzadkimi zasobami. No, bo przecież zasoby zawsze są rzadkie.

Oczywiście i zarządzanie ryzykiem to wiedza przede wszystkim ekonomiczna, stąd choćby ważne są tu liczby i pomiary, ale i ważne wymiary finansowe ryzyka, które zawsze gdzieś na końcu przyjmuje wymiar „złotówkowy”. Ekonomia głupcze!…

WINIEN równa się MA…. choćby taka złota zasada zarządzania budżetami małych i wielkich organizacji, a i całych państw. Właściwie bardziej oczywista dla gospodarstwa domowego, a już często lekceważona, a juz na pewno w wymiarze całych budżetów państwowych. Wydajmy więcej niże mamy, nie ma ryzyka, jakoś to będzie. Zaciągniemy nowe długi, na spłatę starych.

Albo weźmy: zlikwidujmy biedę, tu czy tam, zabierzemy jednym, damy drugim. I już radość w telewizorze jak tu szybko udało się uporać z prawami ekonomii, że każda inwestycja musi mieć swoje źródło finansowania. Ot, jakie to proste, po co uczyć się , studiować.
Albi zarządzanie przedsiębiorstwami. Każdy może zarządzać i każdy zarządza, a przynajmniej stara się… Jak to kiedyś podsumowali znajomi nie-ekonomiści, o co tu chodzi w tej ekonomii? “Tanio kupić , drogo sprzedać”. Tak niestety wiele osób rozumie to czego się uczy na tych wszystkich „grach i zabawach” o zarządzaniu, finansach przedsiębiorstw, budżetach i marketingach. Co to za nauka ta ekonomia… ha, ha ha.
Ekonomia głupcze!

Oczywiście poziom nauczania ekonomii to inna sprawa, ale ten sam zarzut można mieć do każdej nauki, nie wydaje mi się, żeby zły inżynier czy lekarz był z samej swojej „ścisłości naukowej” lepszy od dobrego ekonomisty. Przy okazji zauważyć należy, że i Leonardo myślał o ekonomii , nie byli wolni od niej impresjoniści czy wielcy generałowie, królowie i książęta. Nauka może nie zawsze w świetle reflektorów ale zawsze przecież grająca kluczowe role, nawet jeżeli pozostająca w cieniu.

Dzisiaj, kiedy rośnie lekceważenie, ba często pogarda do nauki w ogóle (tak, tak ) i dotyczy to chyba całego świata, wbrew pozornemu postępowi technologicznemu, rozumianemu jako budowanie coraz bardziej wykwintnych maszynek i gadżetów, problemy ekonomiczne pozostają nie mniej ważne niż kiedykolwiek.
Jak to sfinansować, skąd wziąć pieniądze, jak najlepiej, najefektywniej gospodarować, jak zarządzać ryzykiem? Ekonomia, głupcze !