zarządzanie ryzykiem zesłonione

Zarządzanie ryzykiem zesłonione

podcast

Podcast Ryzykonomia na Spotify

ryzyko po

Ryzyka po wakacyjnie

risk kindersztuba

Risk kindersztuba

Deminga PDCA

Deminga PDCA frejmworki

zarządzanie ryzykiem

Strona główna zarządzanie ryzykiem Strona 2

Nowa odsłona ISO310000:2018

0
Nowa odsłona ISO310000:2018

Nowa odsłona ISO310000:2018>>>
Jak się dowiadujemy w Monitorze Ryzykonomii międzynarodowa organizacja standaryzacyjna ISO właśnie opublikowała nową, zrewidowaną wersję najbardziej chyba znanego w Polsce standardu zarządzania ryzykiem. W bazowym wydaniu ISO31000 ma on również status polskiej normy (PN) i została przetłumaczony przez Polski Komitet Normalizacyjny.

Według informacji ISO nowy, zrewidowany standard ma odpowiadać na wyzwania związane z pojawieniem się nowych ryzyk. A w szczególności cyber zagrożeń, ryzyk związanych z marką (brand), ryzyk reputacyjnych, politycznych.

Nowe cele stawiane przed ISO31000 mają zostać osiągnięte przede wszystkim przez:

  • udoskonalenie zasad zarządzania ryzykiem (principles), co jak zawsze podkreśla Ryzykonomia mówiąc, szkoląc i doradzając jest kluczem do sukcesu zarządzania ryzykiem w każdej organizacji
  • koncentrację na roli zarządu, kierownictwa, przywództwa we wdrażaniu procesu (leadership) i oczywiście „ton płynący z góry”
  • większe podkreślenie roli powtarzalności i sprzężeń zwrotnych w procesie zarządzania ryzykiem, który powinien być powtarzalny iteracyjny, o samoregulujący się i doskonalący na wszystkich swoich poziomach
  • zwiększenie, optymalizacja adaptacyjności procesu zarządzania ryzykiem, jego otwartości na zmiany jako systemu otwartego, „współpracującego” z otoczeniem

Chyba najbardziej wymownym podsumowanie wprowadzonych zmian jest deklaracja ISO, że nowy standard:

„The new ISO 31000 keeps risk management simple”

Czy będzie „prosto” przekonamy się w praktyce niebawem ! I oczywiście Ryzykonomia wkrótce wróci do tematu żeby dalej informować i wyjaśnić ryzyko swoim nowym i wiernym P.T. Czytelnikom. Zostańcie z nami !

 

 

2018 Mapa ryzyka @de Bono

0
2018 Mapa ryzyka

2018 Mapa ryzyka>>>

Edward de Bono, maltański socjolog słuchany przez biznes na całym świecie zaproponował onegdaj metodę twórczego myślenia zwaną „6 kapeluszy”. Otóż de Bono argumentuje, że kluczem do rozwiązywania problemów jest myślenie lateralne, wielopoziomowe i całościowe. I żeby zrozumieć świat na jego różnorodnych poziomach powinniśmy od czasy do czasu wkładać na głowę różne kapelusze. Magiczne kapelusze wirtualne, jako metafory różnych sposobów spojrzenia na problem: pozytywnych, emocjonalnych, krytycznych, analitycznych.
De Bono, nie wchodząc w szczegóły, zaproponował ich sześć, więc…
Kiedy skromny autor zastanawiał się jak by tu „ugryźć” już tradycyjną (Mapa ryzyka 2017, tutaj) na łamach Mapę ryzyka na 2018 rok, przyszła mu do głowy metoda de Bono. Raczej jako parafraza, a nie dosłowne przeniesienie, ale dla podkreślenia, że zrozumienie dzisiejszego świata ryzyka wymaga „wejścia” w różne buty, nałożenia różnych kapeluszy interpretacyjnych. Żeby zrozumieć różne punkty widzenia i aspekty szans i zagrożeń, które niesie już rozpoczęty rok. Rok wyzwań jeszcze bardziej skomplikowanych i multilateralnych niż kiedykolwiek. 
Świat ryzyka i świat post prawdy, ale prawda jest tylko jedna, choć może w innych kapeluszach. Spróbujmy więc zastanowić się, w jakich „kapeluszach” pokazuje nam się ryzyko w roku 2018 i jakie czynniki będą grały najważniejsze role w teatrze życia codziennego.

Kapelusz polityczny

Dość powiedzieć, że Warren Buffett (wiadomo kto) zauważył niedawno, że ryzyka polityczne są teraz ważniejsze od ryzyk biznesowych; żeby było precyzyjniej mają kluczowy wpływ na biznes. W ubiegłym oku mieliśmy cała masę empirycznych potwierdzeń, zarówno zagranicznych typu Brexit, jak i krajowych (patrz: zmiany w obszarze wymiaru sprawiedliwości). 
Założenie politycznego kapelusza zmusza nas do zauważenia, że ryzyko polityczne, globalne i krajowe będzie dalej rosło. Na świecie u sterów dawnego mocarstwa szaleje wielbiciel Twittera, gdzie kota nie ma, tam myszy harcują, a szczególne jedna duża, Wielka Mysz Chińska. Dalej idąc, Unia Europejska boryka się ze swoimi wewnętrznymi problemami i mówi głośno o „twardym jadrze” w strefie Euro, także w odpowiedzi na Brexit. Ten będzie twardy czy miękki, ale zawsze destrukcyjny. Choć może jest i szansa, że wielu przekonało się, że nie jest dobrze robić sobie przysłowiowe „kuku” będąc „podpuszczonym” przez populistów. Więc może… Brexitu w ogóle nie będzie? Krajowo, mamy widmo Polexitu choć wielu zaprzecza. Ale weszliśmy w bezprecedensową procedurę art. 7 i choć zapewne nie wejdzie w życie, szkoda już się stała. Pieniędzy z Unii będzie o wiele mniej, Wspólna Polityka Rolna się sypie. Czekają nas wielkie zmiany w Unii – bez nas – bo nieobecni nie mają głosu. Ach ciężki jest ten kapelusz polityczny, bo jeszcze Ukraina, Iran, Jerozolima, Syria, Chiny, Korea, Afryka, same niestabilności o olbrzymim oddziaływaniu na gospodarkę. 2018 Mapa ryzyka…

Kapelusz przemian technologicznych

Świat obejmuje fala niezwykle szybkich, akcelerujących z roku na rok przemian technologicznych. To, pamiętajmy olbrzymia szansa, na przykład dla Polski, ale jeżeli ktoś deklaruje, że po to właśnie powołuje się kolejne ministerstwa żeby były innowacje wyjaśniamy: nie nie tędy droga. Załapywać się na odjeżdżający pociąg technologii można tylko inwestycjami w naukę, a z tym jest bardzo źle. 
Przemiany technologiczne to wyzwanie olbrzymie dla wszystkich i to z niespotykanymi od dawna od czasów rewolucji przemysłowej ryzykami towarzyszącymi. Nowe technologie, już teraz powodują nie tylko zmianę sposobów pracy, ale też po prostu „zwalniają” ludzi. Można to dostrzec empirycznie w supermarketach, gdzie zamiast kasjerów mamy już coraz częściej w kasach maszyny i niech nas nie zmyli, że nie jeżdżą na kołach i nie błyskają światełkami. Ta komputeryzacja będzie się pogłębiać i powodować wielkie i szybkie przemiany także społeczne. I nie zapomnijcie kapelusza politycznego, bo to ryzyka także polityczne i socjalne. Niby mamy niskie bezrobocie, ale pensje nie rosną. Pracy jest więcej, ale wcale nie lepszej, bo roboty są tanie i będą jeszcze tańsze w 2018.

Kapelusz governance

Globalny Ład organizacyjny, przynajmniej ten, który powstał w okresie powojenny właśnie się sypie. Ryzyko to jest ściśle związane z polityką jak i wspomnianą technologia. Społeczeństwo się prekaryzuje (patrz: prekariat przemysłowy), coraz trudniej o dobre płatną pracę, bogatsi są jeszcze bogatsi, a biedniejsza…Zaczynają bić Wielkie Narodowe Dzwony. Podawane rozwiązania są proste i luddyczne: trzeba zburzyć stary lad, zmienić zużyte i chciwe elity, wygonić obcych, zaufać Wielkim Przywódcom. W końcu najważniejszy jest Rozwój liczony w punktach PKB, jeżeli się będziemy bogacić demokracja nie jest już nam potrzebna. Czy Stary Ład wytrzyma w 2018 roku? Chyba jeszcze tak, ale o ile nie zajdą się nowe pomysły…2018 Mapa ryzyka…

Kapelusz socjalny

A teraz włóżmy kapelusz prostego Obywatela – Szaraka. Słusznie zauważa się, że bogate elity o nim zapomniały. Może czas na nowy podział bogactwa w narodzie. Co z olbrzymimi długami, które zaciągnięto na konto naszych prawnuków, co z systemami socjalnymi w 2018 roku będą jeszcze bardziej dziurawe niż były w 2017. Opt-out…Oczywiście i tu kapelusze polityczne nam się przydadzą. Technologia jak wspominaliśmy gra tu również ważne skrzypce. 
Więc jeszcze konieczność cieć budżetowych, choć przecież chciałoby się w kapeluszu politycznym jednak jakoś Lud – Naród udarować. 
Są i tacy, którzy zauważają ze dobrze jest mieć budżet zrównoważony i nadwyżki. Najgorsze, że jest, że w kapeluszu socjalnym niechętnie się chodzi choć chętnie się o tym mówi. Bo to kapelusz koniecznych wyrzeczeń, ale również, a może przede wszystkim dla elit, które ą niechętne do dzielenia się szansami choć zagrożeniami, owszem. Tu są konieczne przełomowe idee ale i wielka dyskusja. Janosik, Robin Hood, to może dlatego takie fajne postacie, bo były romantyczne, tylko nic się dzięki nim nie zmieniło. 2018 Mapa ryzyka …

Kapelusz cyber

Kapelusz ceber zagrożeń, a raczej anonimowa maska różnego rodzaju hakerów, ransomwarów, armii info trolli, hejterów. Z jednej strony to ryzyko (jak deklarują w badaniach potencjalne ofiary) jest bardziej oswojone (choćby w wymiarze ubezpieczeniowym), ale w świcie tak „szybkiej” technologii życie przenosi nowe wyzwania. 
Ot, weźmy rozwijających się świat krypto walut. Nie opartych na złocie, niewspieranych przez żaden rząd, zapisanych w rzekomo kryptowiecznych kodach. Kursy owych ceber walut zmieniają się w kompletnym oderwaniu od sfery realnej, czyż już nie próbowaliśmy tworzyć bogactwa narodów z wirtualnych wartości oderwanych od świata realnego? Nowe, a już było. 2018 Mapa ryzyka…

Kapelusz black swans, czarnych łabędzi

Kapelusz niepoodziewanych zdarzeń, czarnych łabędzi pojawia się znienacka, tak jak same zdarzenia tego typu. Niziutkie prawdopodobieństwa i z reguły olbrzymie uderzenia, również związane z interakcjami pomiędzy różnymi ryzykami. Katastrofy naturalne będą nas coraz bardziej zaskakiwać o ile nie zauważymy, że są często nienaturalnie zwielokrotnianie przez człowieka. Skażenia środowiska, smog nie jest w ogóle nieprawdopodobny, choć mówiąc przewrotnie, czyni wszystkie łabędzie czarnymi.
Więc Natura zemści się nowymi czarnymi łabędziami za ludzką lekkomyślność, w kolejnych miesiącach 2018 roku. Będzie i więcej niespodziewanych zdarzeń jak cyberataki, niepokoje społeczne w kolejnych państwach, kryzysy demokracji i problemy finansowo socjalne, oczywiście wszystko w politycznym sosie. Zupełnie nieprawdopodobne.

2018 Mapa ryzyka…

6 kapeluszy myślenia lateralnego, całościowego, holistycznego będzie nam jak nigdy potrzebne w 2018 roku. I prosimy, zachowajcie je w szafie do kolejnych Map ryzyka, na łamach. 2018 Mapa ryzyka…

Po ryzykach 17 idą 18

0
po ryzykach 17

Po ryzykach 17 idą 18>>>
Mapa ryzyka to metafora bardzo popularna w zarządzaniu ryzykiem. Oczywiście, to także dobrze znane narzędzie wizualizowania analizy ryzyka w układzie współrzędnych. 

Narzędzie z licznymi wadami i chyba dlatego dość często odstawiane przez osoby zaznajomione z praktyką zarządzania ryzykiem na parking. Ale to inna kwestia i pisaliśmy o tym na Ryzykonomii jednokrotnie.

Ale to też, jak wspomnieliśmy doskonała metafora zebrania w jednym miejscu i czasie różnych ryzyk i próba opowiedzenia jednej historii. Przedstawienia wspólnej oceny ryzyka omawianej organizacji, przedsiębiorstwa, państwa, świata.
Redakcja Ryzykonomii od lat mapuje, korzystając dowolnie z różnych podejść i narzędzi Mapy ryzyka, a to zwykle w miesiącach przełomowych noworocznych, próbując przeanalizować co czeka nas w nadchodzących miesiącach.
Oczywiście, różnie to bywa z tym przewidywaniem, już poeta rzekł, że to zadanie niesłychanie trudne, szczególnie jeżeli dotyczy przyszłości. Ale, może tym właśnie różni się człowiek od małpy, że przewiduje. Ot właśnie wyszedł nam nowy paradygmat ewolucji ryzykonomicznej. Brawo my…

Wracając do ryzykonomicznych map ryzyka to nas tronie znajdziecie ich całą historię wystarczy w prawym górym rogu naszego portalu w pasku wyszukiwania wpisać „mapa ryzyka”. Tam znajdziecie również naszą Mapę ryzyka 2017. Czy się sprawdziła? To zależy.
Tematem naszych rozważań były trendy integracyjno – dezintegracyjne w już bywszym 2017 roku. Jak dwie ścieżki, którymi może podążyć baśniowy rycerz. Smok albo królewna, choć mówiąc cynicznie i z lekka złośliwie z tymi metaforami też różnie bywa…

Teraz z perspektywy czasu podtrzymujemy, ze scenariusz integracyjno-dezintegracyjny był niezwykle ważny w 2017 roku i był/jest/będzie brzemienny w skutkach w latach kolejnych.

Stany Zjednoczone wypowiedziały przez swojego dziwacznego Prezydenta światowe przywództwo. Wchodzi dynamicznie nowy „integrator” Chiny. Unia Europejska jest u progu poważnych przemian integrujących wokół „twardego jądra”. Podczas gdy peryferia dążą do dezintegracji.
Niestety te peryferia to kraj nad Wisłą, nie wróży to nam dobrze mimo przypływu ogólnoświatowej koniunktury. Są jeszcze przemiany technologiczne, społeczne, kolejne polityczne…ale o tym już za chwilę w kolejnej Mapie ryzyka Redakcji Ryzykonomii, na rok 2018. Czekajcie….

Po ryzykach 17 idą 18, po ryzykach 17…

Ryzykonomia cytowana w Scholar

ryzykonomia cytowana

Ryzykonomia cytowana w Scholar>>>

Jakoś tak, trochę przypadkowo wpadło nam w oko, że nasz portal i nasze publikacje są czytane nie tylko w świecie Biznesu, ale i Akademii. A mówimy to dlatego, że w Google Scholar, wyszukiwarce cytowań w pismach naukowych dorobiliśmy się już pewnej liczby potwierdzeń, że również świat nauki wykorzystuje mrówczą i żmudną pracę Redakcji Ryzykonomii.

Trochę nas to cieszy, nie ukrywamy, bo przecież Ryzykonomia ma przede wszystkim popularno naukowy i pro biznesowy wymiar. Inna sprawa, że w swoim życiu naukowym popełniliśmy trochę pism naukowych, o doktoracie skromnie nie wspominając.
Ale też przyznajemy, że formuła naukowego pisania z wszystkimi tymi odnośnikami i nadęciami jest dla nas trochę ciężkostrawna.

Inna sprawa, że to trochę, a może nawet bardzo to kwestia formuły rodzimej twórczości naukowej, która powinna być nudna, aby była naukowa. W fałszywym naszym zdaniem rozumieniu Nauki.
Pamiętamy, jak onegdaj zwróciliśmy się z propozycją wydania na papierze „Zombie atakują!” naszego empikowego e-bestsellera do kilku wydawnictw „głównego nurtu”.
Nikt nie był zainteresowany i nie mieli racji, bo książka do tej pory jest sprzedawana jako e-book i jak myślimy da się czytać.

Ale to też stara prawda, że dużo trudniej napisać tekst prosty o rzeczach trudnych, a łatwiej odwrotnie. I niestety, również rodzima twórczość

naukowa, przynajmniej w dziedzinie nauk ekonomicznych i o zarządzaniu jest po prostu do czytania nudna ze szkodą oczywiści dla popularyzacji tej dziedziny wiedzy, jakże praktycznej.

ryzykonomia cytowana

W efekcie czyta się u nas Druckera czy Winning i bardzo dobrze, ale dobrze byłoby też gdyby było więcej rodzimej twórczości biznesowej i to nie tylko świecących twardo-okładkowych dziełek tłustych-kotów-menadżerów-rad – i – zarządów, którym zachciało się postawić książkę ze swoim zdjęciem na półce. No, ale czego tu oczekiwać od rodzimych redaktorów wydawnictw, trzeba mieć długi tytuł i gazetowe nazwisko żeby zwrócić ich uwagę, eh jakże to innowacyjny kraj…

No ale to tylko takie ogólne przemyślenia skromnej Redakcji Ryzykonomii w temacie, a wracając do wątku głównego, to widzimy wiedza ryzykonomiczna jest wykorzystywana naukowo w pismach w różnorodnych obszarach.

Mamy więc mamy Ryzykonomię cytowaną w pracach w obszarze przedsiębiorczości i technologi, mamy wojsko i kompetencje organizacyjne mundurowych, mamy nasze ulubione zarządzanie szpitalami (przy okazji rezydenci – a nie mówiliśmy?), nawet kwestie prawne i ryzyko sukcesji.

Oczywiście portal nas przede wszystkim jest dla praktyków, biznesu i wszystkich „w ogóle”, ale też zawsze podkreślaliśmy, że nie ma praktyki bez teorii. O czym z pewną satysfakcją niniejszym donosimy. Zostańcie z nami !

Wesołych ryzyka precz !

0
wesołych ryzyka

Ach, jakie Wesołe Święta się nam zrobiły! Radosne tłumy przechadzają się po setkach Galerii, jak Polska długa i szeroka. Kupujemy jedzonko, prezenty, pucujemy parkiety i czekamy śnieżnej pogody, żeby jak najradośniej przeżyć te rodzinne i wyjątkowo radosne święta. 

Niech zamilkną już kolędy w supermarketach jak donoszą źrodła takie Dźwięczące Dzwoneczki są średnio powtarzane „w okresie”, nawet do 300 razy. Sporo… a my tu znowu o ryzyku, ech ta mania, ryzyko…

Potem, wrócimy po świątecznych spotkaniach i dyskusjach w gronie ukochanej rodziny, jeszcze radośniejsi. Pełni nowych postanowień, a za chwilę już i postanowień Noworocznych, których niedotrzymywanie stało się nawet przedmiotem rozważań ostatniego noblisty z ekonomii, behavioralnej, który…stop, stop, stop…

Odkładamy już pióro, czas na Święta!

Wesołych, Pogodnych, Rodzinnych!
I pełnych Nadziei, która jest w Nas…

życzy Wszystkim Czytelnikom
Redakcja Portalu Ryzykonomia.

Ekonomia głupcze !

0
ekonomia głupcze

Ekonomia głupcze! >>>
Kiedyś napisałem na Ryzykonomii artykuł nawiązujący do sławnego powiedzenia Billa Clintona, jak w tytule, ale sparafrazowanego wtedy na „planowanie głupcze”. Teraz coraz bardziej myślę, jak ważne jest to pierwotne stwierdzenie, widząc jak za oknem rozlewa się lekceważenie podstawowych praw i zasad ekonomii. Ba, zasad zdrowego ekonomicznego rozsądku, bo przecież ekonomia to nauka logiczna, nie wymyślona u zarania w zaciszu gabinetów akademików. Ale opisująca to co dzieje się w realu w biznesie. Ekonomia, jako nauka społeczna o wykorzystaniu, gospodarowaniu rzadkimi zasobami. No, bo przecież zasoby zawsze są rzadkie.

Oczywiście i zarządzanie ryzykiem to wiedza przede wszystkim ekonomiczna, stąd choćby ważne są tu liczby i pomiary, ale i ważne wymiary finansowe ryzyka, które zawsze gdzieś na końcu przyjmuje wymiar „złotówkowy”. Ekonomia głupcze!…

WINIEN równa się MA…. choćby taka złota zasada zarządzania budżetami małych i wielkich organizacji, a i całych państw. Właściwie bardziej oczywista dla gospodarstwa domowego, a już często lekceważona, a juz na pewno w wymiarze całych budżetów państwowych. Wydajmy więcej niże mamy, nie ma ryzyka, jakoś to będzie. Zaciągniemy nowe długi, na spłatę starych.

Albo weźmy: zlikwidujmy biedę, tu czy tam, zabierzemy jednym, damy drugim. I już radość w telewizorze jak tu szybko udało się uporać z prawami ekonomii, że każda inwestycja musi mieć swoje źródło finansowania. Ot, jakie to proste, po co uczyć się , studiować.
Albi zarządzanie przedsiębiorstwami. Każdy może zarządzać i każdy zarządza, a przynajmniej stara się… Jak to kiedyś podsumowali znajomi nie-ekonomiści, o co tu chodzi w tej ekonomii? „Tanio kupić , drogo sprzedać”. Tak niestety wiele osób rozumie to czego się uczy na tych wszystkich „grach i zabawach” o zarządzaniu, finansach przedsiębiorstw, budżetach i marketingach. Co to za nauka ta ekonomia… ha, ha ha.
Ekonomia głupcze!

Oczywiście poziom nauczania ekonomii to inna sprawa, ale ten sam zarzut można mieć do każdej nauki, nie wydaje mi się, żeby zły inżynier czy lekarz był z samej swojej „ścisłości naukowej” lepszy od dobrego ekonomisty. Przy okazji zauważyć należy, że i Leonardo myślał o ekonomii , nie byli wolni od niej impresjoniści czy wielcy generałowie, królowie i książęta. Nauka może nie zawsze w świetle reflektorów ale zawsze przecież grająca kluczowe role, nawet jeżeli pozostająca w cieniu.

Dzisiaj, kiedy rośnie lekceważenie, ba często pogarda do nauki w ogóle (tak, tak ) i dotyczy to chyba całego świata, wbrew pozornemu postępowi technologicznemu, rozumianemu jako budowanie coraz bardziej wykwintnych maszynek i gadżetów, problemy ekonomiczne pozostają nie mniej ważne niż kiedykolwiek.
Jak to sfinansować, skąd wziąć pieniądze, jak najlepiej, najefektywniej gospodarować, jak zarządzać ryzykiem? Ekonomia, głupcze !

8 lat Ryzykonomii !

1
8 lat ryzykonomii

8 lat Ryzykonomii! Okrągła roczniczka strzeliłam nam już parę dni temu to jest 21 października i… kto by to pomyślał ! 8 lat…niesienia ryzykonomii pod polskie strzechy, dachy fabryczne i korporacyjne pokrycia dachowe, żeby utrzymać się w konwencji.

A tu kilka liczb : 625 opublikowanych wpisów różnej tematyki, długości i zawartości !!!
Od analiz ryzyk różnych, przez budowanie procesu zarządzania ryzykiem, frejmworków i wyzwań wdrożeniowych. Standardy ISO 31000, COSO II, kontrola zarządcza, kontrola wewnętrzna, wszelkie możliwe odmiany zarządzania ryzykiem. Jakość, compliance, prawo, audyt, rewizja finansowa, modele obrony i odporności. Małe i wielkie firmy, krajowe i zagraniczne i sektor gov i non-profit też. Fabryki, handel, szpitale, urzędy, samochodowe, lotnicze i kosmiczne.

A wiedza ta przecież ciągle dostępna w naszym archiwum na stronie czy tagach w stopce portalu, jak tutaj (link)>>>
Ryzyka biznesowe wszystkie możliwe systematyczne i nie, operacyjne, finansowe, ludzkie i nieludzkie. Sporo tego.Na poważnie i na wesoło (mamy nadzieję) sytuacji ryzykowne z biznesu i z życia zwykłego wzięte. Relacje z wystąpień, konferencji, eventów krajowych i zagranicznych. Po polsku ale i angielsku czasami w zakładce oddzielnej na górze też.

Dziesiątki artykułów własnych z prasy „papierowej” i elektronicznej, mediów społecznościowych. Kilka e-booków powstałych na kanwie Ryzykonomii (wciąż do nabycia zresztą, nieustannie promocyjnie, choćby na empik.com). (Link) !

Wreszcie od pewnego czasu również Newsletter Ryzykonomii na razie bezpłatny a potem po 100 dolców za issue 😉 (żarty, żarty spokojnie…) , ktory ma już prawie 500 subskrybentów i szybko rośnie, tu się można zapisać tu, tu, tu…..

http://www.ryzykonomia.pl/newsletter/

Oczywiście pewna popularność jest, czemu nie miałoby być. Jesteśmy tu i ówdzie pozdrawiani przez naszych Czytelników, których większość, inna sprawa woli zostawać w cieniu, nie dyskutować i nie wyrażać swoich poglądów, choć czasami jakieś internetowe wyrazy poparcia byłby miłe. Ale inna sprawa Redakcja jest już dużymi chłopcami i zdaje sobie sprawę z kulturowych uwarunkowań, a to przecież ryzyka skądinąd i temat kapitałow społecznych. No więc, akurat tutaj mamy nadzieję, troszkę przyczyniliśmy się do podbudowania tej rachitycznej i zdeptywanej ostatnio zawzcięcie wątłej roślinki.

No, w końcu nieskromnie uważamy, że Redakcja ma się czym chwalić, bo takich blogów, portali w Polsce jest na policzenie na palcach i z taką historią długą tym bardziej. A ponad wszystko przecież pro publico bono i ot tak sobie, dla własnej satysfakcji, bo zawsze pogodnie, serio, serio radzę podejmującym podobne wyzwanie: róbcie to dla siebie i nie oczekujcie poklasku i pochwał specjalnych. This is not America… A przecież… piszemy i pewnie pisać będziemy Ryzykonomię dalej… choć kto wie, kto wie…

8 lat Ryzykonomii…Brawo MY ! Niech i tak będzie …

Nowe COSOII już jest

0
Mapa ryzyka politycznego Aon

Nowe COSOII Zarządzanie ryzykiem korporacyjnym, struktura ramowa już jest. Jak P.T. Czytelnicy naszego jedynego takiego, nie wahamy się powiedzieć, w Polsce portalu o zarządzaniu ryzykiem, pamiętają Redakcja Ryzykonomii już od lat (tak, tak) pisze, popularyzuje i mówi o standardach COSO. I na mównicach i katedrach i szkoleniach i przy wdrożeniach biznesowych…

Jeżeli też w Ryzykonomii pogrzebiecie, to znajdziecie nasze wcześniejsze artykuły dotyczące COSO, ale już tego COSOII starszego. Bo, jak też już donosiliśmy od jakiś ca. 2 lat trwały prace światowe nad modernizacją „starego” COSOII, przy czy zauważamy już wcześniej „uwspółcześnione” COSO I Kontrola wewnętrzna.
Przy okazji ośmielamy się postawić tezę, że zrozumienie dla Kontroli wewnętrznej jest w Polsce jeszcze mniejsze niż dla zarządzania ryzykiem. I wciąż zawęża się do kontroli finansowej. Oczywiście audytorzy gromko zakrzykną A PRZECIEŻ ! No, nie chcemy się tu znęcać jak sam audyt w wielu aspektach naszego życia wygląda. Historia zatacza koło, oj słabo, słabiutko, samo pisane raportów z audytu nie wystarcza, przydałoby się jeszcze jakieś ich wdrożenie realne. Ale zostawmy to…

No więc, pewnie zapytacie jaki jest ten nowy COSOII? Różnymi draftami i wersjami dysponowaliśmy już w Redakcji Zagranicznej Ryzykonomii już dawno. Przeglądaliśmy i czytaliśmy licząc że solidnie prześwietlimy, mając pewność CO tam się w końcu urodziło….
Tak czy inaczej od razu wam się rzuci, że zniknęła gdzieś sławna costka, sześcian COSO choć w zamian mamy całą masę innych piktogramów i schematów ideowych, hm. Ale to oczywiście sprawa mniej ważna. Być może jednak po latach doświadczeń z wdrażaniem zarządzania ryzykiem ważne naprawdę będą deklaracje autorów, którzy stwierdzają, że:

Zarządzanie ryzykiem to nie funkcja albo departament. To kultura organizacyjna, umiejętności i praktyki, które organizacja integruje w procesie tworzenia strategii i jej realizacji…”

Albo

„Zarządzania ryzykiem nie polega na tworzeniu list ryzyk…”

Albo (znowu hi, hi kochani audytorzy…)

„Zarządzanie ryzykiem adresuje więcej niż Internal control..”

Oczywiście jest jeszcze więcej o apetycie na ryzyko, czego akurat nigdy Ryzykonomia nie wspierała, jako rzecz niepraktyczną. I paru innych kwestiach do, których w zasadzie będziemy nawiązywać. W zasadzie, bo po latach mamy w Ryzykonomii takie dziwne przemyślenia, kogo to wszystko naprawdę obchodzi. Zgoda, są corpo jest wiele firm, ale my tego klimatu zarządzania ryzykiem, budowania całościowej kultury organizacyjnej jakoś nie widzimy, w każdym razie z przykładami pozytywnymi dość słabo, jednostkowo. A czas leci i jak widać świat odjeżdża…
A propos ciekawe, który teraz COSO stosować, jak ten nowy oczywiście przetłumaczony na polski nie jest. Chyba czytać Ryzykonomię, ha, ha. Dobrze, będziemy do tematu wracać bo mamy miękkie serce ze złota i szaleństwo w rozumie, prawie jak jakaś siłaczka, o zgrozo…

Dla porządku dodamy, że oficjalny komunikat o nowym relizie COSO II ujawniono 6 Septembra A.D. Obecnego, a więc sprawa jest, jako się rzekło, mosterdzieje świeża….
Stay tuned.

Nowe COSOII Nowe COSOII  Nowe COSOII Nowe Nowe COSOII

NIMTOF, EGAP i Koniec Historii

0
Koniec historii

Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że menadżerowie i politycy, kiedy jest koniunktura i biznes rośnie uważają, że będzie to trwało wiecznie, a kiedy jest słabo wszystko dołuje, że to już za chwileczkę się kończy.

No więc, mamy o wiele więcej podobnych efektów behawioralnych w zachowaniu decydentów, żeby użyć terminu a’la Kahneman.
Jak to: Everything is Going According to Plan, Not in My Terms of Office, czy przesławny Koniec Historii, cała zupełnie nietrafiona i empirycznie obalona teza, ze już będzie płasko a nie sinusoidalnie, że wszystko już się skończyło. Będzie coraz cieplejsza woda w kranie.

Dziwić może takie nastawienie, które wszechunosi się tu i owdzie i na świecie, bo trąci jakimś odlotem rozsądku, zupełnym niedostrzeganiem i naiwnością jak zmienny i w rzeczywistości skotłowany mamy dzisiaj świat.

Podstawowe problemy pozostają nierozwiązane, budżety niezrównoważone, rosną ekstremizmy, a na pewno nie zostały nigdy, albo w ogóle, albo tyci-tyci, zaadresowane fundamentalne przyczyny problemów. Długi Grecji nie zostały spłacone i nie zniknęły a bieda na świecie jest jeszcze biedniejsza. Make world great again pozostaje deklaracją podążania w niewiadomym kierunku, choć z obietnicą, że jest to już kierunek zapoznany.
W kraju jak do tej pory mamy potężny problem z innowacyjnością, oświata i szkolnictwo wyższe słabują, naszą przewagą konkurencyjną pozostaje tania siła robocza oraz jabłka i truskawki.

Otoczenie makro też wciąż pozostawia wiele do życzenia, choć koniunktura jest i bardzo dobrze, ale jak to zawsze w kapitalizmie, do czasu. Geopolityka rozciąga się w burzowych chmurach już na bliskim horyzoncie, grają werble wiatru historii, choć niewprawnemu uchu może się wydawać że to dźwięki kan-kana.

Na poziomie firm pewnie te same percepcje: jakoś to będzie, póki co idzie dobrze, zarządzanie ryzykiem jest ważne, tylko nie mamy na to czasu, ryzyko się może wydarzy tylko nie za mojej kadencji… Historia się nie skończyła, już za chwile wraca, a przetrwanie wciąż pozostaje nieobowiązkowe…

Koniec Historii Koniec Historii Koniec Historii 

Raz w roku to za mało

2
raz

Raz w roku to za mało >>>
Wiele jest barier skutecznego zarządzania ryzykiem w organizacjach. Ale największe wyzwania stawiają przed nami te przeszkody, które są związane z nawykami, przyzwyczajeniami, a może i przesądami.

Nie ma, więc jest

Kiedy już więc po wielomiesięcznych bojach uda nam się przekonać zarząd i szeregowych pracowników, że ryzyko „jest” (bo często „nie ma”), zaczynają się „schody”. I tu, jednym z ciekawszych pytań, które pojawiają się na owych „schodach” do sukcesu zarządzania ryzykiem jest: jak często mamy zarządzać ryzykiem?
Oczywiście, łatwo odpowiedzieć, że „nieustannie” i tu wszyscy chętnie się zgadzają. Ale jeżeli podrążymy i zapytamy jak często ryzyko ma być identyfikowane, analizowane i zapisywane, znowu pojawia się opór „materii”.
Może, by tak raz na pół roku? A może, postawimy sobie takie wyzwanie, że raz na kwartał? No bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie pomyśli, że częściej? Kto miałby czas na taką biurokrację? Tu idzie produkcja i sprzedaż! I tak urzeczywistnia się ta starta mądrość ludowa, która mówi, że „zarządzanie ryzykiem jest ważne, po prostu nie mamy na to czasu!”.
Oczywiście, można przekonywać zarządy i samych pracowników, że ryzyko nie czeka do początku kolejnego kwartału. A nawet wskazywać, że może się złośliwie ujawnić już o ósmej pięć następnego dnia, kiedy nasze właśnie zatwierdzone rejestry ryzyka spokojnie czekają na następny kwartalny, a może i semi-roczny przegląd. Doświadczenie uczy jednak, że taka argumentacja słabo działa.

Ryzyko chadza, gdzie chce

Raczej więc usłyszymy, że sprobujemy na razie rzadziej, a jak ryzyka nie dopasują się do naszego rozkładu, to zaczniemy się im przyglądać częściej. I już na początku wdrażania procesu, w organizację płynie sygnał: spokojnie, nie śpieszy się, mamy czas !
Czy aby na pewno mamy? Potem się pali, gwałtu rety, przecież mamy ten cały proces, tyle mówiliście i szkoliliście, i proszę nie działa! Po co nam to całe zarządzanie ryzykiem w ogóle potrzebne?! Samosprawdzająca się przepowiednia.
O co więc chodzi z tym nieustannym, codziennym zarządzaniem ryzykiem? I czy w ogóle jest to możliwe?
Tu przychodzi mi na myśl rozmowa z Grantem Purdym, australijskim ekspertem od zarządzania ryzykiem, miałem kiedyś przyjemność uczestniczyć w prowadzonym przez niego szkoleniu. Grant, to jeden z autorów standardu ISO 31000, znany na świecie mówca i konsultant „w temacie” zarządzania ryzykiem. A wcześniej również menadżer ryzyka w BHP Billiton, największym na świecie koncernie wydobywczym, zatrudniającym ponad 41000 ludzi. Oczywiście ryzyk przy takiej działaności nie brakuje.
Tamże Grant opowiadał nam, słuchaczom takie ciekawostki, jak ta że dział zarządzania ryzykiem liczył w BHP Billiton w porywach do kilku osób. A o ryzyku dyskutowało się nie raz do roku, ale na każdym (sic) spotkaniu kierowników, w każdej kopalni na świecie.

TE 5 minut

I to jest właśnie rozwiązanie tej prostej zagadki. Zarządzanie ryzykiem nie oznacza, nie musi oznaczać, a nawet często nie powinno oznaczać, wypełniania kolejnych formularzy. Ba, to właśnie wypełnianie kolejnych formularzy, papierowych czy elektronicznych, jest często przysłowiowym gwoździem do trumny wielu innowacji w zarządzaniu, także zarządzaniu ryzykiem.
No więc wyjaśnijmy: zdrowe, potrzebne, zarządzanie ryzykiem powinno mieć formę TYCH właśnie pięciu minut (albo i więcej jeżeli potrzeba) poświęconych mówieniu TYLKO o zagrożeniach i szansach. Stojących przed waszym projektem, zadaniem, budową, zespołem, brygadą. Tu i teraz. Wyrażone w słowach, które wszyscy uczestnicy rozumieją, co nie oznacza nie obleczonych w terminologię i specyficzny język mówienia o ryzyku. Którego skądinąd, jak wszystkiego należy się nauczyć.
Takie spotkanie może trwać pięć minut i dwadzieścia pięć, a jeżeli trzeba jeszcze krócej. Pamiętam taki film o pewnym generale odpowiedzialnym za logistykę operacji Pustynna Burza. Małe piwo to przerzucenie ćwierć miliona ludzi ze sprzętem i coca cola na drugi koniec świata. Ów generał już w stanie spoczynku został skrzętnie przechwycony przez dużą amerykańską korporację, oczywiście do logistyki. W korporacji wprowadzał ciekawe wzorce sprawdzone w US Army. Choćby organizację krótkich treściwych spotkań, bo w wojsku nikt nie ma przecież czasu na ględzenie. Spotkania z ex generałem odbywały się dodatkowo na stojąco, co swoją drogą miałoby dla wielu zaprawionych w piciu kawy i jedzeniu ciasteczek pracowników walor zdrowotny. No więc, na takim spotkaniu kierowników był jasno określony czas wypowiedzi. I każdy uczestnik jeżeli nie miał nic do zakomunikowania mógł powiedzieć „pas”.

Pisz i czytaj – raz !

Podobnie można wyobrazić sobie omawianie ryzyk. Pięć minut przy każdym spotkaniu zespołu. Krótkie raporty według uzgodnionego schematu i „pas”, jeżeli nie mamy nic do powiedzenia.
I to jest właśnie to, codzienne, nieustające zarządzanie ryzykiem. Tak trudne do zaakceptowania przez kierowników z wydrukowaną w podświadomości wizją długich i nudnych narad, zakończonych raportami, których nikt nie czyta.