zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

Mapa Ryzyka 2017 niepewne scenariusze

0
Mapa ryzyka 2017

Mapa ryzyka 2017. One hundred-years-storm. Sztorm stulecia. Donald Trump ogłasza główne punkty swojej nowej, izolacjonistycznej polityki zagranicznej. Priorytetem jest „make America great again” realizowana przez „czysto” biznesowe podejście. Jego efektem jest między innymi désintéressement dla ekspansji Rosji w Europie Wschodniej. We Francji wybory wygrywa Fillon, ale Front Narodowy jest tuż za plecami, we Włoszech tryumfuje Ruch Pięciu Gwiazd. W Holandii Partii Wolności nadaje ton nowej koalicji. W kolejnych krajach rośnie sentyment do starej, dobrej Europy narodów, Europy Verdun i Wersalu. Powiewają sztandary. W Turcji Recep Erdogan zdobywa władzę absolutną, po kolejnych zmianach w konstytucji. W cichym porozumieniu z Rosją opuszcza bariery emigracyjne i setki tysięcy emigrantów płynie do Grecji, którą ogarniają rozruchy. Po bankructwie Monte dei Paschi di Siena padają kolejne włoskie banki i zaczyna się efekt domina w europejskim systemie bankowym.

Merkel z trudem wygrywa wybory, ale do głosu dochodzi Alternatywa dla Niemiec zyskująca szybo rosnące poparcie społeczne. Wielka Brytania robi hard Brexit pod naciskiem opinii publicznej tabloidów, jej gospodarka wpada w zadyszkę, inwestorzy gaszą światła w City. Unia trzeszczy w posadach. Ruchy niezadowolonych nawołują do referendów euro-exitowych w największych krajach Unii. Na Morzu Południowochińskim samoloty Państwa Środka zmuszają do lądowania amerykański samolot patrolowy. Ameryka w odpowiedzi wysyła lotniskowiec uderzeniowy. Rynki finansowe drżą w posadach, polska złotówka…
Dezintegracja…

PRAWDA POSTPRAWDY

Scenariusz niemożliwy? Ba, w wielu punktach prawdopodobny, bo to w znacznej mierze kompilacja kalendarium wydarzeń politycznych i gospodarczych zapowiadanych na 2017 rok. Oczywiście, kto i gdzie wygra, i co zrobi w ostateczności jeszcze nie wiadomo, ale znaków na niebie i ziemi co może się wydarzyć w 2017 roku (albo troszeczkę później) naprawdę nie brakuje. No właśnie „naprawdę”; a już ze słowem „prawda” mamy dzisiaj problem, bo jest prawda i postprawda i dzisiaj mówienie o dezintegracji, może być różnie rozumiane. Zależy kto scenariusze buduje i je czyta, i dla kogo szanse oznaczają szanse czy zagrożenia, a rebours.

—–

Dołącz do 512 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb niezbędnych do wysyłki Newslettera Ryzykonomii (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

—–

No więc, wracając do tytułowej „Mapy ryzyka 2017” to nie ukrywamy, że jej budowania jest dzisiaj jak nigdy i łatwiejsze, i trudniejsze zarazem. A tradycyjne mapowanie ryzyk, przedstawianie ich graficznie na skalach prawdopodobieństwa i skutków o tyleż efektowne, co mało czytelne. Klasyczne dwuwymiarowe mapy ryzyka, które już kilkakrotnie wcześniej prezentowaliśmy na łamach rubryczki ryzykonomicznej, niewiele w istocie mówią o bipolarnych integracyjno-dezintegracyjnych scenariuszach. Klasyczna mapa ryzyka to statyczny obraz dzisiejszego hiperdynamicznego świata. Jeżeli wczytywać się w różne przewidywania, co wydarzy się w 2017 roku (których właśnie pełno), to wszyscy chyba czują wiejący wiatr Historii. Być może jesteśmy u progu swoistego break-even, „punktu przegięcia”, po którego stronach mamy te same ryzyka, ale układające się w dramatycznie różne, przeciwstawne w wielu punktach scenariusze. Integracja-dezintegracja. Rozwój- załamanie. Wzrost – spadek. Pokój – konflikt. Mapa ryzyka 2017 

SCENARIUSZE DWA

Analizę jak nigdy utrudnia fakt, znany każdemu doświadczonemu menadżerowi ryzyka, że rysowanie negatywnych scenariuszy nie jest popularne. I od początku naraża na zarzut, że scenariusz pesymistyczny jest mniej sensowny, gorszy. I nie jest to zarzut nieuzasadniony, bo przecież możemy sobie wyobrazić Renesans. Zamiast dezintegracji, integracja. Donald Trump okazuje się zwolennikiem globalizacji i wolnego handlu, Europa się reintegruje w ferii nawrócenia na Zjednoczenie, Brexit wzmacnia rynki finansowe, banki włoskie nie padają, lecz kwitną, wzrosty gospodarcze szczytują, imigranci wracają do domów. Jak to brzmi? Chcieliście optymizm, to macie!

MAPA RYZYKA 2017 CZY…

Z „praktycznego” punktu widzenia, można się zastanawiać, czy bipolarne prognozy w ogóle mogą się czemuś przysłużyć na poziomie makro, czy mikroekonomicznym. Oczywiście że tak, bo zarządzanie ryzykiem zawsze ma większy sens niż nie-zarządzanie. I zdaje się, co byśmy nie mówili o zdolnościach biznesu do systemowego zarządzania ryzykiem, to a pewno różne, nawet jeżeli jeszcze niesprecyzowane scenariusze reakcji na ryzyka kłębią się w umysłach zarządzających. Inna sprawa czy rady i zarządy

próbują je materializować w formie analiz, raportów, profili ryzyka. Choć jak się wydaje się (to opinia nieempiryczna i niestatystyczna) biznes i nie tylko biznes, pozostaje wysoce reaktywny. Czekamy na zmiany i…zobaczymy co dalej. Mapa ryzyka 2017

Można również zrozumieć takie podejście, bo jest ono widoczne i wśród potężnych tego świata, choć zapewne używają oni dużo potężniejszych think-tanków niż autor tego skromnego felietonu. Oczywiście są i tacy, którzy żadnych analiz nie używają i zdają się z góry na szczęśliwe zakończenie. Ale tym prognozujemy jak najgorzej. To, że świat ryzyka jest scenariuszowy i bipolarny oznacza konieczność przygotowania rozbudowanych planów reakcji na obie, skrajnie przeciwstawne realizacje ryzyk. A w końcu, jak powiedział Leonardo: Prawda jest zawsze córką czasu.

 

 

 

Czy będzie wojna ? Ważne pytania, trudne odpowiedzi.

0
czy będzie wojna

Czy będzie wojna ? >>>
Ryzykonomia to portal o zarządzaniu ryzykiem, a zarządzanie ryzykiem to również stawianie pytań niewygodnych, czasami niewypowiedzianych, a może nawet niechcianych.

Tym razem stawiamy pytanie już zupełnie wypowiedziane, bo w świeżym wywiadzie z Wicepremierem Morawieckim w money.pl (link) pada między innymi takie pytanie i odpowiedź:

Boi się pan wojny?
Mam pewne obawy. Jest niespokojnie na naszej wschodniej granicy, niespokojnie jest na Dalekim Wschodzie. O obronności powinniśmy myśleć wspólnie z opozycją. Musimy unowocześnić armię, żeby miała zdolność odstraszania. Wielkie wydatki na uzbrojenie powinny służyć reindustrializacji. Musimy pracować nad spójnością NATO. Dla mnie jest to absolutny aksjomat polityki międzynarodowej Polski, że NATO jest naszym głównym spoiwem.

Zatrzymajmy się na chwilę nad tą wypowiedzią, ważna przecież bo autorem jej jest nasz Wicepremier.

Od ponad 65 lat w Europie nie było konfliktu zbrojnego na miarę strasznej II wojny. Oczywiście nie zapominamy o tragicznym konflikcie na Bałkanach w latach 90-tych. Obecnie mamy zaś tlący się, a przecież niezwykle groźny konflikt na Ukrainie, w którym zginęło już blisko 10 000 osób.

Ryzykonomia oczywiście nie wie czy będzie wojna czy jej nie będzie, jednak całkiem na poważnie podziela obawy Wicepremiera Morawieckiego. To co dzieje się ostatnio w Europie przywodzi na myśl wydarzenia historyczne z dobrze nam znajomej wojennej historii naszego kontynentu. Szczególnie należy zwrócić uwagę na pogłębiający się kryzys Unii Europejskiej.
Przypomnijmy, że prawdziwym fundamentalnym celem budowy tej organizacji było właśnie zapobieżenie kolejnym krwawym konfliktom w Europie. Udawało się to przez wiele lat.
Dziś, jak twierdzą niektórzy kasandrycznie narodom Europy znudził się pokój.
Brexit, kolejne wybory w tym roku we Francji i Niemczech mogą przynieść całkowitą destrukcję Unijnego projektu. Na co przecież wielu obywatelu Unii jak się wydaje czeka z utęsknieniem. Kiedy powstaną nowe mury znowu odżyją skrywane animozje i antagonizmy, a kraj nad Wisła jak zawsze ma stuprocentową szanse stać się główną areną wydarzeń, o których dotychczas czytaliśmy tylko na łamach historii.

Oczywiście i to zauważa Wicepremier, niebezpieczeństwo wybuchu wojny to także szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego. Produkcja czołgów, uzbrojenia, samolotów i śmigłowców bojowych, dronów, karabinów i okrętów, to wielka szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego na nowe miejsca pracy i zwiększenie produkcji. Szansa dla firm budowlanych na budowę schronów, infrastruktury wojskowej, lotnisk, koszar. Jak zawsze każde ryzyko także związane z wojną ma i swoje pozytywne strony, i o tym mówi Wicepremier w tym niezwykle znamiennym wywiadzie.

Oczywiście, gdyby w Europie doszło do wybuchu konfliktów zbrojnych powstają kolejne pytania. Jak się do nich przygotować na różnych poziomach życia społeczno – gospodarczego. Oczywiście Ryzykonomia nie jest specjalistycznym portalem militarnym więc nie będziemy tu rozważać kwestii zakupu uzbrojenia, dyslokacji wojsk czy roli Obrony Terytorialnej w planie obrony RP przed najeźdźcami.

Ale już na poziomie biznesowym możemy zadawać ryzykonomiczne pytania. Jak polskie firmy są przygotowane na ewentualny konflikt zbrojny, gdyby do niego doszło, o którym mówi Premier Morawiecki. Czy zarządy przygotowały odpowiednie plany awaryjne ewakuacji sowich zakładów, ochrony przeciwpożarowej, przeciwlotniczej?

W ilu zakładach znajdują się schrony przeciwlotnicze, opracowano plany ewakuacji, kontynuowania działaności na wypadek znalezienia się w obszarze konfliktu zbrojnego. Co w przypadku powołania Waszych pracowników pod broń, kto zastąpi ich przy liniach produkcyjnych, w biurach, call center. Kto Was zastąpi gdy zostaniecie powołani na front? Czy odpowiednio przygotowaliście Swój plan zastępstw, przyjmowania obowiązków, kiedy będziecie uczestniczyli w działaniach frontowych?

Oczywiście te pytania są szczególnie ważne z punktu zarządzania ryzykiem w przypadku infrastruktury krytycznej. Tu w szczególności nie można zapominać o współczesnych sposobach prowadzenia działań. Takich jak cyberataki, sabotaż, akty militarnego terroru, ataki dywersantów.

To są wszystko bardzo niewygodne pytania, ale muszą być one dzisiaj coraz częściej stawiane i dobrze, ze Wicepremier Morawicki wspomina o takiej możliwości. Nawet jeżeli ich prawdopodobieństwo wydaje się nieduże (?). Konflikty zbrojne potrafią wybuchać z najbardziej błahych przyczyn (patrz I wojna Światowa) a nie można oprzeć się wrażeniu że na świecie wieje wiatr historii i piszą o tym think tanki, naukowcy, politolodzy, wspominaliśmy o tym choćby w naszej ostatniej analizie Global Risk 2017. Czy będzie wojna ?

Bez paradygmatu o ryzyku

0
Bez paradygmatu o ryzyku
Niedawno na forum prowadzonym przeze mnie na Golden Line „Zarządzanie ryzykiem w JSFP” jeden z uczestników , który większość kariery zawodowej spędził w Ameryce zadał dramatyczne pytanie, mniej więcej: „Dlaczego
na naszych rodzimych forach, nie tylko GL,  nikt nie podejmuje dyskusji, ani na ten ani na inny profesjonalny interesujący mnie temat. Na forach anglojęzycznych np. Linked In jest zupełnie inaczej ! Wszyscy dyskutują i spierają się nieustannie ” .
Nie ma debaty, nie ma dyskusji, nie ma challengowania
założeń, w Internecie i “w ogóle”.
A krytyczna analiza założeń i oczywistych oczywistości, paradygmatów jest jednym z fundamentów nie tylko w samym
zarządzaniu ryzykiem, ale i modernizacji  w życiu gospodarczym, społecznym, o polit nie wspominając. Nie ma kultury zarządzania, nie tylko kluczowej kultury zarządzania ryzykiem, bo nie ma
otwartej dyskusji o problemach, a  za to jest powszechne udawanie, w imię (czego?)  że problemów nie ma. Everything Goes According to Plan a także Not in My Term of Office, itepe, itede…
I znowu im/nam nie wyszło czy to śmiecie, czy to
infrastruktura, czy to dziura budżetowa i nieuchronny klif fiskalny. 50, 60 a może 90% …..no, może nie tak nieuchronny, bo przecież jak nam się KRI świecą, to wystarczy je wyłączyć i…
już po ryzyku!
Po raz kolejny okazuje się, że jak mówi motto bloga „Na Kon
wsiędziem….” i rzeczywiście jest „Jakoś”. Nie będziemy tu się znęcać politycznie bo i tak nigdy nic z tego nie wynika a i dzięki krytyce do wymarzonego koryta i tak nie dopuszczają, a jednocześnie ciągle słyszymy , że to dopiero 10/15/20 (niepotrzebne skreślić) lat i „mamy czas”, i  były zabory i wojna i Janka Muzykanta w piecu Prusacy z Anielką upiekli, przez to wiadomo jest nam trudno etecetera, a trzeba i przyznać Waszej Redakcji Ryzykonomii lata lecą i coraz trudniej na te zmiany w długim okresie czekać, bo jak mawiał Keynes „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”. Tamten kolega wyjechał za granicę, ta córka koleżanki już się szykuje, tamci żałują że nie wyjechali jak mogli, ale może jeszcze …Ale ponoć już za chwileczkę już za momencik coś się zmieni, zaczniemy planować,
przewidywać, liczyć i robić to co jest do zrobienia i „jakoś to będzie”. Taaa….
No, znowu bezwiednie zdryfowaliśmy poza ściśle zarządzanie ryzykiem, może jak kasia te
Bestseller ! Kliknij by zobaczyć!

zaczniemy pisać o modzie i makaronie nabijając sobie tysiące
fanów ważnymi tematami, ale  niech nam P.T. Czytelnicy Bloga dzisiejszy pesymizm wybaczą ( choć preferujemy profesjonalny termin      dentyfikacja ryzyka” ) sądząc po kierunkach modernizacji, a raczej jej braku widać jak na dłoni i bez rejestru i bez mapy ryzyka, dokąd nieuchronnie zmierzamy.

 No debate, tylko paradygmaty … tu przychodzi nam na myśl
ciekawy cytat naszego kolegi i prelegenta Granta Purdego z Australii, który napisał niedawno, że:
„Ostatnimi czasy, coraz częściej zauważam, że w zarządzaniu
ryzykiem nadmierny nacisk na rozwój różnego rodzaju „ceremonialne instrumenty”,  „ryty” , „obrzędy”, jak
w jakimś sekretnym stowarzyszeniu powoduje, że coraz trudniej zrozumieć innym, co naprawdę powinni oni robić, aby lepiej zarządzać ryzykiem”  
(cytat niniejszym dodajemy do naszej rubryki cytatów na
pasku po tytułem bloga)
Tajemniczo brzmi, prawda? Już wyjaśniamy. Otóż na „zachodzie”
także w zarządzaniu ryzykiem toczy się nieustanna debata: jak to robić? jakich narzędzi używać? Który standard jest lepszy… a może coś innego?  Co ma, a co nie ma sensu ?
To tak jakby ktoś u nas zadał pytanie: po co nam kontrola
zarządcza i jaki jest tu ratio  koszt/zysk ? Gdzie było zarządzanie ryzykiem przy klęsce śmieciowej ?  Albo, z innej działki:  jak to jest z tym zarządzaniem jakością w firmach? Każdy ma znaczek, ale jakie są rezultaty wydrukowania mega regulaminów i auditów (nie mylić z audytami) ? Szalone pytania,  nieprawdaż ?
Jest – jak jest, więc póki co Wasza Redakcja Bloga będzie
samopas rzucała sobie challenge do takich wydawałoby się „oczywistych oczywistości” i paradygmatów rodzimego rachitycznego risk manadżmenetu jak (na początek) :
Czy mapowanie ryzyk , wszechpopularny kolorowy  gadżet ma w ogóle sens ? Czy to nie strata czasu i mega zmyłka ?

Czy istnieje w ogóle apetyt na ryzyko ? Kto to umie policzyć
? Po co to komu ? Kto 
to zrozumie ? Czy nie wystarczy koncepcja “kryteriów ryzyka” ?

Co broni  “kanoniczny” wręcz model  trzech
linii obrony i czy w ogóle coś broni ?
I nie myślcie, że otrzymacie odpowiedzi na jakie oczekujecie….
To już wkrótce , zostańcie z nami ……

Bez paradygmatu o ryzyku Bez paradygmatu o ryzyku Bez paradygmatu o ryzyku

Mapa ryzyk podróżnych 2017

0
mapa ryzyk podróżnych

Mapa ryzyk podróżnych, to kolejna mapa ryzyka którą omawiamy… Bo, jak zapewne P.T. Czytelnicy Ryzykonomii pamiętają mapy ryzyka to często wspominane na łamach naszego portalu narzędzie. Oczywiście, różne są risk map ograniczenia, ale bez wątpienia (i zaraz kolejny dowód), że przemawiają do serc i umysłów zarządzających.

Ryzyko podróży rośnie

Twórcy mapy ryzyka dla podróżnych, wskazują powołując się na badania IPSOS, że 72% respondentów uważa, że ​​ryzyko podróży wzrosło w ciągu ostatniego roku; 57% z nich oczekuje dalszego wzrostu poziomu ryzyka, 1/3 organizacji modyfikuje trasy podróży ze względu na ocenie ryzyka kraju. Ponadto Prawie połowa (48%) respondentów planuje wzrost wydatków w celu ograniczenia ryzyka związanego z przemieszczaniem się swojego staff-u

Oczywiście, sprawa ryzyk związanych z podóżowaniem w dzisiejszym zglobalizowanym świecie jest bardzo ważna. Są zagrożenia ale… i szanse bo…

Jest i mała dygresja, jak zawsze…

jak przypomina mi się ostatnio, tu mała dygresja, prezentacja pewnej holenderskiej trendsetterki (modne ostatnio bardzo), która straszyła, że już nigdzie nie uciekniemy przed siecią nawet w podróży. I ten moment kiedy z sali padło “A Pendolino?…” he,

Ale wracając na poważnie, omawiana inicjatywa mapowania, to wspólny projekt następujących dwóch organizacji

 

International SOS i Control Risk i jej interaktywny wymiar znajdziecie pod linkiem tutaj:

http://learn.internationalsos.com/trm_download_form

Wśród konkretnych zagrożeń, według twórców mapy dominują obawy na poziomie globalnym. A więc potencjalne ataki terrorystyczne (71%), wirus Zíka (49%) i niepokoje społeczne (46%). Zwykłe wypadki drogowe i “typowe” zagrożenia dla zdrowia na które wskazuje mapa ryzyk podróżnych 2017 pozostają na poziomie 15%. 

W opisie mapy dowiadujemy się również, że 80% organizacji dokonywało modyfikacji trasy podróży w ubiegłym roku z powodu problemów zdrowotnych i innych zagrożeń bezpieczeństwa.

Konkretne kroki podjęte przez organizacje w celu ograniczenia ryzyk , na które wskazują autorzy opracowania do którego nawiązuje mapa ryzyk podróżnych to:

No więc czytajcie drodzy podróżni mapę ryzyka i oczywiście mapujcie swoje własne ryzyka, bo na pewno mają wiele specyfik w zależnoci gdzie prowadzicie swój biznes.

 

Mapa ryzyk podróżnych

 

Dawca czyli Rada Nadzorcza Zarządza Ryzykiem cz.2

0
Dawca czyli Rada Nadzorcza

Dawca czyli Rada Nadzorcza zarządza ryzykiem cz. 2 >>

Kontynuujemy (część 1) zgodnie z obietnicą temat Rad Nadzorczych szczególnie, że mamy w temacie Rad, jak donoszą źródła, znaczny ruch. Starzy eksperci są zastępowani przez nowych ekspertów. I nie może być przecież tak że Ryzykonomia stoi z boku i patrzy… I choćby merytorycznie nie wspiera tej szczytnej aktywności ogólnoorganizacyjnej.

No więc ostatnio zastanawialiśmy się generalnie, co Rada miałaby z tym zarządzaniem ryzykiem robić? Gdyby ktoś je przypadkowo w spółce wydumał lub gdyby właśnie wpadł na pomysł jego wdrożenia…

I chyba należałoby jeszcze wrócić do początku, droga Rado. I przypomnieć, że zanim zaczniesz monitorować i ocenić należałoby się zastanowić jak to zarządzanie ryzykiem było (jeżeli jest) czy ma być w waszej organizacji wdrożone. Bo zakładam, że Rada nie spadła z kosmosu. I zdaje sobie sprawę, że jej relacja z Zarządem w zakresie zarządzania organizacją, także ryzykiem to nie tylko relacja typu „odbiorca”. Ale i „nadawca”.

No więc Rada Nadzorcza, a może to być oczywiście jej wyspecjalizowany Komitet Audytu (jak wiadomo eksperci od audytu i zarządzania ryzykiem z natury rzeczy) powinna się aktywnie włączyć w proces zarzadzania ryzykiem. I to już na etapie jego tworzenia!

Tu znowu pozwolimy sobie zacytować normę ISO 31000 która naucza nas, że:

Wprowadzenie zarządzania ryzykiem i zapewnienie jego bieżącej skuteczności wymaga silnego i trwałego zaangażowania przez kierownictwo organizacji, jak również strategicznego i dokładnego planowania w celu uzyskania zaangażowania na wszystkich (zaznaczenie Ryzykonomii) poziomach.

Oczywiście może ktoś brutalnie argumentować, że Rada Nadzorcza nie jest wymieniona sensu stricto w ISO 31000 – chyba wcale. Choć zdaniem Ryzykonomi to nawet jeżeli nie jest błąd – to przeoczenie. Zawsze wolimy kawa na ławę. Może przeoczenie zresztą mniejsze w anglosaskiej 2-tierowej konstrukcji Boardów (dyrektorzy wykonawczy i nie wykonawczy). U nas może jednak stwarzać wrażenie, że Rada w ogóle nie ma tu nic do zrobienia, ale..

Jednak nie można sobie wyobrazić, żeby wszystkie ustalenia odnośnie struktury ramowej a potem samego funkcjonowania procesu, nie włączały do działania Rady Nadzorczej. Szczególnie na etapie wyraźnie postulowanego kroku uzyskiwania mandatu i zaangażowania.

Wreszcie, skoro o ISO 31000 już mowa to jest tam dalej mowa o „pełnej integracji zarządzania ryzykiem ze strukturami Ładu Korporacyjnego”.

No więc argumentujemy, Rada powinna uczestniczyć w wprowadzaniu zarządzania ryzykiem, a jeżeli JUŻ jest, w jego nieustannym monitorowaniu (o czym była mowa) ale i ulepszaniu.

Ale jak miałoby się ten mandat i zaangażowanie ujawnić, bo chyba powinien mieć jakąś formę? No więc jak się wydaje Rada powinna zostać poinformowana przez Zarząd, że podejmuje o określone kroki w kierunku wdrażania zarządzania ryzykiem. Dobrze byłoby również gdyby wyraziła ona swoją opinię co do kierunku podejmowanych kroków. (Na początku być może bardziej miękko, póki nie ma jeszcze konkretnych ustaleń). Wydaje się jednak, że nieustanny przepływ informacji jest ważny, aby uniknąć potem nieporozumień, co zostałoby wytworzone przez Zarząd bez świadomości Rady. Ale też zdajemy sobie sprawę, że różnie to może wyglądać i również wewnętrzna „polityka” może mieć wpływ na ten proces.

Kolejnym krokiem powinno być uzyskanie od Radę poparcia dla polityki zarządzania ryzykiem przyjętej wcześniej przez Zarząd. Ale o tym, w kolejnym odcinku, za chwilę…

Dawca czyli Rada Nadzorcza Dawca czyli Rada Nadzorcza Dawca czyli Rada Nadzorcza

400 Ryzykonomii dla zarządzania ryzykiem

0
400 Ryzykonomii

400 Ryzykonomii dla zarządzania ryzykiem >>>

Jak być może już nasi P.T. Czytelnicy zauważyli liczba subskrybentów naszego Newslettera regularnie rośnie i właśnie przekroczyła magiczną 4-tą setkę !!! Niezmiernie nas to zainteresowanie naszym portalem, przecież jedynym takim po polsku, cieszy. Oczywiście zgadujemy, że to nie wyłącznie objaw atawistycznej sympatii do skromnego Redaktora Ryzykonomii ale przede wszystkim potrzeba nowych wiadomości o zarządzaniu ryzykiem.

Mamy w tym momencie taką refleksję, że świat się nam dramatycznie zmienia. Osobiście w życiu nie pamiętamy podobnej atmosfery – no może w roku 90-tym. Ale wtedy wszystko szło ku lepszemu, z nadzieją patrzyliśmy w przyszłość. Dzisiaj chyba nadzieja i optymizm nie jest dominującym nastrojem, choć oczywiście każdy ma prawo do swojej  prywatnej oceny, również na zupełnie innym biegunie. Do czasu…

Oczywiście czasy niepewności są wyzwaniem i wołaniem o zarządzanie ryzykiem. Jedni to widzą inni próbują dostrzec, inni nigdy nie zobaczą. My w Ryzykonomii widzimy i piszemy. Także dla odbiorców naszego Newslettera. Przypominamy też, że w numerach Newslettera Ryzykonomii znajdziecie listę ciekawych naszym zdaniem artykułów i tekstów do poczytania. Polskich i angielskich. Tylko dla subskrybentów Newslettera. Oczywiście o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem.

Dziękujemy za Czytelnictwo, które jak dane pokazują empirycznie nie jest u nas specjalnie popularne. Prosimy też, polecajcie nas swoim znajomym klikajcie na Linkedin, Facebooku i Twitterze, to bardzo pomaga w prowadzeniu tej mamy nadzieję pożytecznej dla Was strony. Dziękujemy !!!

Dołącz do 512 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb niezbędnych do wysyłki Newslettera Ryzykonomii (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

400 Ryzykonomii

10 barier zarządzania ryzykiem w Polsce

2
10 barier zarządzania ryzykiem

10 barier zarządzania ryzykiem, co najmniej taka lista nam się ułożyła kiedy dopiero co przeczytaliśmy kolejny raport na temat zarządzania ryzykiem w Polsce. Akurat w przypadku tej, kolejnej już analizy rodzimej ryzykonomii czytamy tamże między innymi, że:

Jedynie 31% przedsiębiorstw posiada opracowaną politykę zarządzania ryzykiem, a blisko 40% nie weryfikuje w żaden sposób efektywności programu zarządzania ryzykiem (źródło: AoN, Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach w Polsce, IV edycja)

A przecież owe 31 % to zazwyczaj tylko co ważniejsze firmy zwykle uczestniczące w tego rodzaju badaniach, dlatego znowu pomyśleliśmy, dlaczego z zarządzaniem ryzykiem nad Wisła jest od lat tak jak jest, czyli słabo.

Przypominają nam się tu różne konferencje i panele biznesowe gdzie wielokrotnie mówiliśmy o zarządzaniu ryzykiem. Już od pewnego czasu z rosnąca wewnętrzną irytacją, że to takie rzucanie grochem o ścianę i, że chociaż zarządzających ryzykiem przybywa, to ciągle i tutaj znajdujemy się gdzieś na obrzeżach cywilizowanego świata. Mocne słowa, ale przecież na tym risk management polega żeby mówić prawdę, zawsze prawdę i tylko prawdę. Howgh !

Oczywiście, w oficjalnych raportach znajdziemy różne przyczyno-analizy, dlaczego “jest jak jest”, ale my mamy swoją prywatną, całkowicie empiryczną, ale niestatystyczną listę anty-ryzykonomii. Listę podsumowującą dlaczego my, Polacy nie lubimy zarządzać ryzykiem, przynajmniej w swojej masie, bo przecież wyjątki są, owszem, jak zawsze.

No, więc oto autorska lista 10 barier zarządzania ryzykiem w Polsce bloga Ryzykonomia:

  1. Zarządzanie ryzykiem jest sprzeczne z naszymi narodowymi paradygmatami zassanymi już z mlekiem matek: „jakoś to będzie”, „Polacy nic się nie stało”, „tak musiało być”. Pięknie ujął to narodowy wieszcz w jednym z rodziałów swoje epopei sławiącej ostatni bandycki napad (tzw. zajazd) na Litwie. Patrz: motto Ryzykonomii na stronie głównej.
  2. Notorycznie z premedytacją i małpim uporem odmawiamy odrabiania lessons learned. Wysiłek intelektualny związany za analizą przyczynowo skutkową (RCA) jest jeszcze bardziej męczący, najwyraźniej.
  3. Jako lekarstwo na niepowodzenia od małego serwuje się nam oksymoron „chwała zwyciężonym”. Jest to hipoteza równie błędna w obszarze militarnym, politycznym jak i biznesowym.
  4. Ostatecznie, jesteśmy najlepsi i wspaniali, po prostu odporni na ryzyko, ze stali. (dowód empiryczny: podróż najbliższą drogą szybkiego ruchu lub autostradą).
  5. Nie znamy i nie rozumiemy swoich słabych stron i ograniczeń (dowód empiryczny: patrz powyżej).
  6. Już najmłodszych Polaków uczy się konformizmu, braku społecznej inicjatywy, “nie wychylana się”, stania w szeregu, tisze jedisz dalsze budiesz. Jak później identyfikować ryzyka z takimi przyzwyczajeniami wypalonymi w mózgach?
  7. Zarządzanie nie traktuje się jako sztukę i rzemiosło ze swoją technologią, bo wszyscy jesteśmy Stivami Jobsami, mamy leadership we krwi i nie zajmują nas jakieś zgniłe nowinki z Zachodu.
  8. Nie lubimy jak nam się pałętają po firmie jacyś eksperci, przecież sami wszystko wiemy.
  9. Nie lubimy czarnowidzów i pesymistów złośliwie sugerujących, że bieganie z gołymi rękami na karabiny maszynowe, kopanie po łydkach wrednych i wielokrotnie potężnych sąsiadów, lekcewżenie wyzwań globalizacji nie jest przejawem sprytu i szlachetnej dumy.
  10. Ostatecznie: zarządzanie ryzykiem jest ważne, ale nie mamy na to czasu !

Post scriptum

Ostatecznie preferujemy zarządzanie ryzykiem przez monitorowanie i akceptację cokolwiek miałoby to znaczyć, choć zwykle nic nie znaczy.

 

 

 

 

 

Ryzyko 2016. Wzbierające fale

0
ryzyko katastrofy zmiany kimatyczne

Ryzyko 2016… zadanie opisania ryzyk, które czekają nas w nadchodzącym roku mogłoby się wydawać dzisiaj zgoła karkołomne, choć wskazówką może być jedno z pierwszych haseł, które w związku z zapytaniem „ryzyko, 2016” pojawiło się w wyszukiwarce autorowi przygotowującemu się do tematu. Nomen omen na jednym z pierwszych miejsc było to słowo: „powódź”.

I dalej można argumentować, że to nie przypadek, a wskazówka siły wyższej, przy czym dosłowne zalanie to jedna z klasycznych i (a jakże) rosnących pod względem skutków katastrof. Bo pomimo, że do końca 2015 roku zostało trochę czasu, już teraz widać wyraźnie, że w 2016 zaleje nas powódź nowych i zmieniających się jak kameleon już zapoznanych ryzyk.

Nie darujmy sobie w tym miejscu złośliwej uwagi, że Francis Fukuyama, który pewnie zbił małą fortunkę na tantiemach z głoszenia „końca historii” skrywa się zapewne ze wstydu w najciemniejszych chaszczach Amazonii, a jego historyczna pomyłka pokazuje przy okazji, jakie ryzyko wiążą się z pretendowaniem do roli dziejowego proroka. Dzisiaj to między innymi ryzyka polityczne, w pełni historycznie umocowane, jak szybkobieżne windy zdobywają coraz wyższe miejsca w rankingach zagrożeń. Na przykład w ostatnim ogólnoeuropejskim survey-u europejskiego zrzeszenia risk menadżerów FERMA to zagrożenia  polityczne zajmowały 1 miejsce, a w najświeższym rankingu AoN-u, o wiele mówiącym skądinąd tytule „Niedoceniane ryzyka” zajmują już miejsce 6-te i wciąż rosnące. Zresztą analizy różnych think tanków potwierdzają to, co widać przecież gołym okiem: świat wszedł w nowy, nieznany obszar niestabilności. Wystarczy wspomnieć niepowodzenia „arabskiej wiosny” , które zdestabilizowały obszary Bliskiego Wschodu, tak kluczowego dla świata regionu. Potem wykreowały nowego gwiazdora światowego terroryzmu, ale i wielu kolejnych chętnych, które marzą o krwawym zaistnieniu w światowych mediach.

Mający podobne źródła kryzys emigracyjny, zresztą wielowątkowo związany z powyższym, niby-taki czarny łabędź, ale przecież wielokrotnie przewidywany przez ekspertów, tylko jaskrawo unaocznia jak ryzyko transferuje się po naszej globalnej wiosce (choć cisną się na usta inne określenia) i łomoce do spokojnego europejskiego zakątka. A idzie zima, milion ludzi czeka na nowy, lepszy świat, tu nie trzeba być jasnowidzem, jakie zagrożenia szykują się tylko z tego tytułu dla Europy w nadchodzącym roku i latach… A przecież Unia Europejska i tak drży w posadach, rozsadzana od środka przez brutalną walkę interesów, mocno niepewny jest wynik głosowania nad Brexitem planowany na czerwiec w 2016. Co dalej, jeżeli do niego rzeczywiście dojdzie, nikt naprawdę nie wie.

Przyspiesza też nieustannie globalny wyścig mocarstw z wzrastającymi aspiracjami Chin na pierwszym planie i całą gamą zagrożeń związanych ze zwalniającą równolegle ekonomią Państwa Środka. Przewidywane 6,3 % chińskiego wzrostu to zaiste marnota w porównaniu z 14,2 % szczytem w 2007 przy czym jak to często bywa, pobrzękiwanie szabelką zdaje się coraz głośniej pobrzmiewać na morzach dalekiego wschodu. Tli się Ukraina…a nasz najbliższy sąsiad, Rosja transferuje swoje globalne ambicje na zapalne tereny Bliskiego Wschodu. Czy wybory w USA w 2016 zmienią narrację Ameryki jako słabnącego lidera i światowego hegemona, to tylko kolejne niewiadome?

Mamy więc mega globalne ryzyka, gdzie ekonomia i polityka splatają się w wielowątkowym matrixie, bo ryzyka suwerenów mają bezpośredni wpływ na zagrożenia gospodarcze. Gigantyczny „outflow” kapitału ze zwalniających Chin, 500 miliardów dolarów w ciągu ośmiu miesięcy tego roku (z czego w sierpniu 200 miliardów) tylko pogłębia niestabilność rynków. Litościwie nie wspominamy o Unii Europejskiej, ECB przedłuża luzowanie ilościowe, Grexit ledwie zamieciony pod dywany, Bałkany przygniecione milionami nadchodzących uchodźców, to się nie może udać na dłuższą metę. Czy 2016 będzie przełomem dla strefy euro i co ten przełom może przenieść? Oczywiście, zielona Polska nie jest tu samoistna wyspą i choć nasze fundamenty pozostają w miarę stabilne są przecież tak silnie związane z gospodarką eksportujących do wszystkich Niemiec i całą europejską ekonomią, że…

A, że sploty nadchodzących ryzyk są coraz bardziej wielowątkowe nie może dziwić prawdopodobny wzrost fraudowego zagrożenia na wszystkich chyba poziomach. Im bardziej świat staje się niestabilny, tym więcej pojawia się pokus w politycznych gabinetach, korporacyjnych board-ach, skończywszy na szeregowych pracownikach obserwujących swoisty „ton płynący z góry”, aby uszczknąć coś dla siebie ze smakowitego i coraz bardziej nierówno dzielonego globalnego tortu.

Cyberprzestępstwa są dziś na pierwszych stronach wszystkich mediów, a nie zapomnijmy jeszcze w nawiązaniu do polityki dodać, że cyber bronie weszły dzisiaj do jawnych i najtajniejszych arsenałów globalnej wojny, kwitnie internetowa cyberpropaganda armii trolli. A nawet, w reakcji pojawia się cyberpospolite ruszenie i z dumą zauważamy, że Polska Obywatelska Cyberobrona potwierdza  tradycyjnie nasze najwyższe kompetencje w zakresie samoorganizującej się oddolnie partyzantki.

Cyberfarudy to najwyraźniej niezwykle szybko rosnąca gałęź współczesnej (szarej) ekonomii, ryzyko wciąż niedostatecznie zaadresowane, które w 2016 roku wzniesie się na kolejne, na pewno wysokie, ale trudne do skwantyfikowania poziomy. Obiektem nasilających się systematycznie ataków staną się instytucje finansowe i ich klienci, telekomy, przedsiębiorstwa, od małych do wielkich korporacji, administracja rządowa i organizacje użyteczności publicznej. Postęp technologiczny, ryzyko z nim związane, uzależnienie od cybermediów będą rozprzestrzeniały cyberafarudy drogą bezpośredniego i pośredniego zarażania, a tam gdzie nie pomoże technologia, atakujący wykorzystają social engineering, ludzką niewiedzę i zwykłą głupotę, która jak kiedyś zauważył Einstein jest obok wszechświata, nieskończona.

Zresztą skoro o technologii mowa, to błyskawiczny postęp technologiczny niesie masę innych, nie tylko cybernetycznych ryzyk. Komodytyzacja wszystkiego, presja na obniżkę kosztów wszystkiego, szybki wzrost automatyzacji, będą w dalszym ciągu czynnikami przenoszenia produkcji i miejsc świadczenia usług do krajów optymalniejszych kosztowo. To dla niektórych będzie szansa, jak w przypadku centrum usług wspólnych wyrastających w Polsce, jak grzyby po deszczu. A zaraz potem zagrożenie, bo za chwilę kapitał przeniesie się tam, gdzie jest jeszcze taniej.

Ale, wracając do fraudów, to wszystkie czynniki geopolityczne, makro i mikro gospodarcze, wzrastająca niepewność i nierówności społeczne tworzą podłoże coraz bardziej sprzyjające różnego rodzaju nieuczciwościom, których uzasadnieniem niekoniecznie musi być chęć wzbogacenia się. Jak w końcu przyznają na przykład specjaliści od cyberzabezpieczeń najprostszym sposobem skutecznego ataku jest przekonanie nisko opłacanego, niepewnego swojej śmieciowej przyszłości „czasownika” do skopiowania bazy danych, udostępnienia hasła dostępu, czy „tylko” włożenia odpowiednio spreparowanego pendrive do jednostki roboczej ofiary.

Inna sprawa, że i „tradycyjne” fraudy też kwitną. W końcu i niebieskie kołnierzyki z C-level nie mogą być pewne swojego jutra, więc pokusa jest rosnąca tylko, że znacznie większa. Także i w 2016 roku ryzyko wszelkiego rodzaju, w tym fraudowe pozostanie „man made”, z przyczyny ludzkiej, która jak zawsze pozostanie najsłabszym ogniwem.

Stąd i płynie wniosek, że jakich byśmy skomplikowanych modeli kwantyfikacji ryzyk nie wprowadzali, coraz to nowych regulacji (czy o ryzyku regulacji, oczywiście rosnącym, nie wspomnieliśmy?) nie uchwalali zarządzanie ryzykiem, walka z fraudami powinna być skoncentrowana na „czynniku ludzkim” i jak to z ludźmi bywa, zawsze lepiej będzie zapobiegać, niż leczyć.

Post scriptum
Artykuł ten ukazał się w Gazecie Ubezpieczeniowej w dniu 16 listopada, oddany do druku kilka dni przez wydarzeniami w Paryżu, rzeczywistość jak zawsze pisze bardziej dramatyczny scenariusz…   

Ale Cyrk !

0
ale cyrk

Uwielbiamy nabierać naszych wiernych P.T. Czytelników Bloga ! Pewnie zoczyli tytuł i myślą, że Ryzykonomia zzsuwa się w objęcia taniej popularności i na przykład dzisiaj będziemy opisywać niesukcesy naszej narodowej modernizacji, choćby porównywać , że Lux Torpeda z Krakowa do Zakopca gnała w 36-ym lekko ponad 2 godziny a spendolino o ile będzie sie niewychylał, nawet jakby chciał pewnie dwa razy dłużej. Albo zasmęcimy kolejny temat z długą brooooodą, o którym opowiadał właśnie Znajomy, jak to szukał dla swoich uczniaków podręczników do 5-tej klasy podstawówki i dowiedział się, że do polskiego jest coś z osiem różnych, podobnie matematyki, przyrody itemu podobnych do tego “nowe programy” i “podstawy programowy” istny busz, no proszę jak się ta biologia czy matematyka dla pięcioklasistów co roku zmienia ciągle coś nowego nauka odkrywa i trzeba nowe podręczniki drukować, lasy ciąć a naiwnych rodziców (bo co im pozostaje) golić, golić i golić z kasy. Pewnie dlatego jak donoszą statystycy jest dzisiaj u nas o 4 miliony dzieci mniej niż 20 lat temu, dokąd to ryzyko demograficzne zmierza niedługo się w jakiś

świat science fiction bez dzieci zmienimy a Ryzykonomie nam przyjdzie do 90-ki (jak Bóg da) pisać bez łaskizus. Cieszycie się ?

No, przecież nie o tych cyrkach będziemy dziś pisać, bo to cyrk nudny, wręcz nużący i jakże przewidywalny….

Piszemy dziś o ryzyku cyrkowym prawdzimym, tak, tak, znowu ryzykonomia nam przyszła na myśl jak nieledwie parę tygodni temu siedzieliśmy w Arenie w Sopocie, wśród pobrzmiewających
zewsząd rosyjskich zachwytów (tak!) oglądając sławny Cirque du Soleil i rzeczywiście robiący wrażenie cyrkowy szoł pod dźwięcznym tytułem “Alegria”. Klauni byli najlepsi….
Na cyrk trafiliśmy trochę przypadkiem, ale “jak dają to bierz” i nie żałujemy bo choć slonie nie

ale cyrk

ryczały i tygrysy nie trąbiły to było na co popatrzeć. No i to ryzyko….

Ryzyko w cyrku jest, to zgrzebny truizm, pamietamy nawet, choć adepci ryzykonomii mogą nie pamiętać jak pamiętny Kapitan Żbik walczył z złodziejskim duetem akrobatów w zeszycie “Salto śmierci” o mało tam jedni z trapezu nie spadli, oczywiście nie sam Żbik, bo jego nikt nie miał szans przechytrzyć, wtedy to byli Milicjanci, nie to co…
Ale do cyrkowej ryzykonomii wracająć to dzisiaj i w cyrku mówi się systematycznie o ryzyku.
Choćby sam de Soleil podkreśla jak dużą wagę przywiązuje do systematycznego risk managmentu
tutaj można sobie obejrzeć profesjonalną cyrkową deklarację apetytu na ryzyko i główne kroki.
Wierzyć też należy, że i dzięki solidnemy traktowani ryzyka przez ponad 30 lat nie było tam tak poważnego wypadku jak tego lata w Las Vegas gdy niestety zginęła piękna akrobatka…. smutne.
Ryzyka na pewno w takiej dziedzinie nigdy nie zabraknie, choć niektóry donoszą, że statystycznie, wiele dziedzin sportu, choćby futbol jest dużo bardziej niebezpieczny. Nawet oglądanie cyrku jest bezpieczniejsze, może oprócz emocji, szczególnie, że do cyrku jednak przychodzi dość kulturalne towarzystwo; notabene zrobiło na nas pewne wrażenie karność widowni, która proszona o nie błyskanie fleszami (dla bezpieczeństwa artystów) chyba ani razu nie błysnęła. Brawo !
A wystarczy pójść do bylejakiego oceanarium, czy zoo. Jak tam biednym zwierzakom po oczach flesze strzelają !
Ale w rzeczonym Sopocie wszystko świetnie zagrało tym większy podziw dla sztuki i odwagi. Mamy nadzieję, jak nasi nieocenieni sponsorzy dopiszą, Cyrk ten zobaczyć jeszcze….
Zobacz !

Ryzyko szklane, niewidoczne

0
ryzyko szklane

Zaczęło nas to intrygować, że jak tylko spotykamy na biznesowym forum jakąś kobietę z zzagranicy z branży risk menadżmetowej czy jakiejś innej (dla precyzji podamy – zwykle Panią z krajów rozwiniętych Europ Zach., Ameryki itp. ) to zaraz pojawia się temat Równouprawnienia. Wiemy też już, że to temat bardzo delikatny, bo mamy wrażenie , że w oczach dyskutantek pojawia się zwykle jakaś -takaś nuta offensywna (“wy-faceci”….), trochę nas to bawi, bo i w Redakcji Ryzykonomii zdajemy sobie sprawę, że to temat dziś na świecie ważny, duża dyskusja w ramach Corporate Governance i sami w co niektórych organizacjach natykamy się na Panie śmielej podnoszące ten u nas, skądinąd lekce ważony temat, bo jak wiadomo mamy społeczeństwo silnie ułańskie, a więc męskie.
Skądinąd też zresztą uważamy, że dyskryminacja kogokolwiek, bez względu na przyczynę to zwykłe
świństwo, niemałe ryzyko (utrata talentów, destrukcja zespołów, sprawy o molestowanie itp.).
Inna jednak sprawa, że regulowanie, akcje afirmatywne i krążący po Europie duch parytetów to wyganianie dżumy cholerą i złudna wiara, że można zwalczyć niesprawiedliwość większą – niesprawiedliwością mniejszą (?).

Temat ten zresztą już poruszalismy na Ryzykonomii i daliśmy jasny wykład swoich równościowych poglądów a przyszedł nam na myśl przy okazji intrygującego artykułu w międzynarodowej edycji HBR.
Zresztą zaczyna się od tematu tytułowego: “Dlaczego tylu niekompetentnych zostaje liderami?”
To zresztą inny temat, czekamy na doktoraty, bo pole badawcze jest u nas niezmierzone. Tytuł zresztą już na początku wprowadza w błąd bo: może i kimś zostają, ale na pewno nie LIDERAMI.
Ale zostawmy ten beznadziejny temat…
Wracając do artykułu to autor płynnie przechodzi do tematów równouprawnieniowych, szklanych sufitów dla kobiet, i serwuje pogląd, że mężczyźni są o tyle gorsi (a jednak!) od kobiet, że są obdarzeni cechami pomocnymi na etapie walki o stanowiska, bo już na etapie właściwym “stołkowym” są zasadniczo od kobiet mniej predystynowami do za(rzdzania). Autor powołuje się nawet na badanie

ZOBACZ!

(niestety tylko jedno) i zastrzega sie też, że może ono być obciążone błędem, biasem, bo bada się kobiety na stanowiskach (te najlepsze supermanki, które się jakoś dochrapały) w porównaniu do masy facetów przecież także średniaków i cieniasów.

Tutak przychodzi nam do głowy inny raport na temat kobieco-męskie, tym razem w Radach Nadzorczych niemieckich banków opublikowany niedawno, szeroko komentowany   a przygotowny na zlecenie Bundesbanku, z którego wynikało, że kobiety w Radach są bardziej skłonne do podejmowania ryzykownych decyzji niż faceci, i może to zwiększać ryzyko systemu.
http://www.econstor.eu/bitstream/10419/56024/1/688561233.pdf

I tu jest jednak sensowne tłumaczenie a rebours: kobiety w Radach chcą, muszą się wykazać, jak się już dochrapały, że zasłużyły a faceci – nic nie muszą.
Także ostrożni jesteśmy z badaniami… pamiętam też ołów w oczach naszej zagranicznej rozmówczyni jak wspomniałem o tym badaniu , z dobrą i obiektywną wolą.
Ot, “kolejna świnka szowinistyczna męska”, pomyśłała pewnie…
Hrum , hrum.