zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

COSO 2.0 czyli zarządzanie ryzykiem w nowym wymiarze

0
COSO 2.0

COSO 2.0 >>>
Dział Szkoleń Ryzykonomii w osobie naszego eksperta dr Jerzego Podlewskiego dopiero wczoraj poprowadziliśmy szkolenie ze standardów COSO. A mianowicie Kontrola wewnętrzna i zarządzanie ryzykiem korporacyjnym. Słuchaczami byli biegli rewidenci, więc wymagający uczestnicy. A organizatorem Centrum Edukacji renomowanej Krajowej Izby Biegłych Rewidentów.

I… już dzisiaj przychodzi nam na myśl, żeby temat COSO skomentować, bo chociaż niezwykle ważny jest on przecież u nas słabo obecny. A nie powinno tak być.

O COSO zresztą na Ryzykonomii (która ma już przecież, o zgrozo prawie już osiem lat!
(pisaliśmy niejednokrotnie (na przykład tutaj w artykule o naukowym tytule “COSO !! do piersi Tuhaj-beja” link).

Standardy COSO podobnie jak kontrola wewnętrzna (w rozumieniu IC) i zarządzanie ryzykiem (audytowalne) są u nas jak wiadomo mało popularne, choć oczywiście pojawiają się w takich regulacjach jak nieodżałowana a wciąż wiecznie chodząca kontrola zarządcza czy w różnych rekomendacjach wciąż Komisji Nadzoru Finansowego. Na przykład w projekcie Rekomendacji H pojawią się tam jako “twardy” benchmark.

Jak jest tak jest i pewnie dużo lepiej nie będzie choć dzisiaj z pewnym rozbawieniem przeczytaliśmy na jakimś forum jak to funkcjonowanie komitetów audytu zmieni właśnie przyjęta przez sejm nowa Ustawa o biegłych rewidentach, firmach audytorskich i nadzorze publicznym.  Oczywiście, dla Komitetów Audytu standardy COSO powinny być oczywistą oczywistością, ale jak jest każdy koń widzi i stawiamy orzechy przeciw bananom, że nic tu się w ciągu najbliższych 123 lat nie zmieni. No, chyba, że… oby.

Ale opuszczając nasz rodzimy grajdołek, uważany za co poniektórych za pempek Galaktyki czytamy właśnie projekt zrewidowanego COSO II i musimy powiedzieć, nie wchodząc póki co w szczegóły, że będzie to duża jakościowa i może nawet merytoryczna zmiana. Nie wiemy jednak czy na lepsze.
Mamy wrażenie (piszemy dziś o wrażeniach, a na pewno wrócimy do szczegółów), że autorzy COSO II 2.0 jeszcze bardziej skomplikowali temat i dla zrozumienia zrewidowanego COSOII konieczne będzie zapoznanie się z  obecną wersją. Przykład: gdzie tam jest opisany prosto proces zarządzania ryzykiem? Nawet klasycznego sześcianiku, co by o nim nie mówić już nie ma. Są za to różne “trójwymiarowe” schematy, całe mnóstwo wykresów, choćby przy tłumaczeniu pomocnego skądinąd poj ecia profilu ryzyka.

I tak dalej. Wczytujemy się głębiej i będziemy nasze przemyślenia P.T. Czytelnikom Ryzykonomii relacjonować. A jakbyście chcieli w Waszej firmie zorganizować szkolenie z COSO dla swoich, walcie jak w dym, mówimy podobno z sensem, nienudno i na temat (więcej o naszych szkoleniach tutaj)

COSO 2.0 COSO 2.0 COSO 2.0

COSO 2.0

Rewizja standardów ERM w Ubezpieczeniowej

0

Artykuł ukazał się w Gazecie Ubezpieczeniowej nr 18(942)/2017

Standardy zarządzania ryzykiem, to mówiąc najprościej sprawdzone i powszechnie znane „sposoby” jak skutecznie i efektywnie wdrożyć w organizacji ten pełen wyzwań proces. Niejedna organizacja podejmując wysiłek zarządzania ryzykiem „sili się” na oryginalność. Wytwarza autorskie, uwzględniające „naszą specyfikę i potrzeby” rozwiązania. Te jednak, niejednokrotnie nic nie rozwiązują lub mogą nawet zrazić kierownictwo i pracowników do zarządzania ryzykiem.
A przecież nie ma potrzeby aby „wymyślać koło”. Istnieją gotowe, sprawdzone, powszechnie akceptowane i uznawane sposoby radzenia sobie z problemem. Są to właśnie standardy zarządzania ryzykiem.

Termin na termin

Termin „standardy” oznacza, że proponują one standardowe podejście do zarządzania ryzykiem, więc i tu poważna praca koncepcyjna również musi być wykonana. Standardy są jednak na tyle elastyczne i celowo tak napisane, aby odpowiadały na typowe potrzeby typowej organizacji. Wdrożenie ich daje wiele korzyści, w tym możliwość „chwalenia” się, że przedsiębiorstwo zarządza ryzykiem w powszechnie uznawany sposób. To dobra wiadomość, na którą coraz częściej zwracają uwagę partnerzy biznesowi, odbiorcy, banki i oczywiście ubezpieczyciele.
Oczywiście wdrożenie procesu, jak i samo zarządzanie ryzykiem mogą być dobre albo i złe, jak to w życiu. Ale zapewne już sama świadomość najważniejszych koncepcji i rozwiązań w zakresie zarządzania ryzykiem opisanych w standardach, zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu organizacji.
Warto tu jeszcze wyjaśnić, że standardy zarządzania ryzykiem są pisane przez praktyków i dla praktyków. Nie są to dokumenty powstające w zaciszach uniwersyteckich katedr, ale opracowania uzgadniane i szeroko dyskutowane w środowisku managerów, nie tylko ryzyka. Wystarczy spojrzeć na autorów najbardziej znanych standardów. To znani managerowie ryzyka, doradcy i członkowie board-ów, firmy audytorskie.
Nawiasem mówiąc w pewnym sensie umowy kapitałowe Bazylea i Solvency są, można zaryzykować takie twierdzenie, swojego rodzaju standardami zarządzania ryzykiem. To zresztą, jak się wydaje zarówno ich zaleta, jak i wada.

Zady i walety

Zaleta, bo wskazują zarządom banków i ubezpieczalni jak w „standardowy”, zgodny z oczekiwaniami regulatora sposób zarządzać ryzykiem, choćby przez spełnianie określonych wymogów kapitałowych. Wada, bo nie adresują one tak całościowo, jak czynią to standardy, wyzwań związanych z organizacją systemu i procesu zarządzania ryzykiem. Najwyraźniej same one do całościowego zarządzania ryzykiem nie wystarczą i instytucje finansowe i tak często sięgają po standardy zarządzania ryzykiem sensu stricto, takie jak COSO, czy ISO 31000. Dodatkowo, umowy kapitałowe, podobnie jak nawiązujące do nich regulacje wprowadzają własny specyficzny język i terminologię. W wielu punktach różny od tych, który możemy znaleźć w standardach zarządzania ryzykiem zaprojektowanych przecież dla wszystkich organizacji, nie tylko sektora finansowego. 
Szerzej można by się nawet zastanawiać, czy leżąca u zarania umów kapitałowych koncepcja „przymuszania” sektora finansowego do standardowego zarządzania ryzykiem była słuszna i się sprawdziła.

I, II, XXXXVIIV 

Bo, mamy kolejne odsłony „regulowanego” zarządzania ryzykiem (umowy I, II etc.) a kłopoty sektora są wciąż te same…
Najbardziej znane na świecie i najczęściej wdrażane standardy zarządzania ryzykiem to COSOII oraz ISO 31000, ten drugi ma również status PN, polskiej normy. Uwaga: nie podlega on jednak certyfikacji, choć jak wiadomo certyfikujących nie brakuje… Obydwa standardy są również dostępne w języku polskim.
Standard COSOII to zresztą starszy brat innego standardu bardzo ważnego dla finansistów i nie tylko, a mianowicie COSOI Internal Control. Poświęcony kontroli wewnętrznej rozumianej nowocześnie i całościowo rozumianej inaczej, nie wahamy się powiedzieć , niż w większości polskich przedsiębiorstw sektora niefinansowego.
COSOII jest, jak pokazują analizy najczęściej stosowany w skali globalnej. Między innymi dlatego że datuje się na rok 2004, kiedy ISO na 2009. Poza tym karierze COSO (na początku tego od kontroli wewnętrznej) sprzyjały rekomendacje amerykańskiego SEC-u, które wskazał nań jako narzędzie wspierające uzyskanie zgodności z sławnym SOX-em. Nic więc dziwnego, że spółki notowane na NYSE ochoczo i posłusznie go wdrażają.
ISO 31000 to standard bardziej popularny w Europie, w tym w Polsce. Tu trafia potencjalnie na „podatny grunt” także, z tego powodu, że bardzo wiele organizacji wdrażało już inne standardy z grupy ISO i stanowi on naturalne dopełnienie tak zwanego zintegrowanego systemu zarządzania.

Rewizja ogólna trwa…

Ale i standardy zarządzania ryzykiem, jak wszystko dzisiaj, szybko się starzeją i na koniec śpieszymy donieść że i COSO II, i ISO 31000 są w trakcie rewizji i trwa właśnie ogólnoświatowa dyskusja, jak najlepiej dostosować je do szybko zmieniających się wyzwań naszego ryzykownego świata. rewizja, rewizja, rewizja

 

Prawdopodobieństwo skalowalne est

0

Prawdopodobieństwo skalowalne >>>

W grupie “Zarządzanie ryzykiem” na Linkedin, założonej jakieś dwa lata temu przez RedNacz-a Ryzykonomii dr Jerzego Podlewskiego, rozwinęła się niezwykle ciekawa dyskusja. Już ponad 45 komentarzy na temat tworzenia skal prawdopodobieństwa przy pomiarze ryzyka.

Korpo nie gra w kości

Prawdopodobieństwo, jeden z dwóch podstawowych wymiarów ryzyka to wielkość niezwykle trudna do pomiaru. Ba. niektórzy nawet się zastanawiają czy i kiedy jej pomierzyć się w ogóle nie da. Czym innym jest też mierzenie prawdopodobieństwa przysłowiowego rzutu kostką do gry, a czym innym prawdopodobieństwa porażki najnowszej kampanii marketingowej multinarodowego corpo.

Oczywiście nurt NIE-mierzenia jest silny i kuszący i wystarczy wspomnieć choćby o czarnych łabędziach Nassima Taleba. Albo potencjalnych zaskoczeniach Georga Schackla czy nawet “prawdziwym” niemierzalnym ryzyku praojca Ryzykonomii Franka Knighta.

No, więc wyzwań teoretycznych jest cała masa. I pewnie niejeden Nobel jeszcze tu będzie napisany, ale nas w Ryzykonomii zawsze interesuje wątek praktyczny.

Zanim na wiosnę …

Zanim, zanim jednak zaczniemy ryzyko mierzyć, także w wymiarze prawdopodobieństwa musimy “czymś” mierzyć. Potrzebujemy jak najbardziej uniwersalnej skali, miary, do mierzenia. Tak jak do mierzenia obwodu w pasie (jak tam u was na wiosnę?) mamy centymetrową miarkę. Tak tu potrzebujemy miarki wyskalowanej w jednostkach prawdopodobieństwa.
Potem potrzebujemy też określenia kryteriów oceny ryzyka. Czy zmierzone prawdopodobieństwo jest duże, czy małe. Co to znaczy “duże” dla naszej nastawionej na unikanie błędów organizacji. A może godzimy się na większą liczbę błedów i wtedy to “duże” wcale nie jest duże. Tylko “średnie”.

Pytający nie błędzi

I oczywiście skala prawdopodobieństwa. Czy “podziałkowana” w procentach, czy może obrazowo, częstościowo typu: jeden spalony zakład, raz na 100 lat. No dobrze a co z pożarami mioteł automatycznych? Zakład w Mońkach Górnych nam się sto lat temu spalił ale miotła automatyczna – ani razu. Czy to się trzyma kupy ? Czy jest uniwersalna skal pomiaru do WSZYSTKIEGO?

Ale oczywiście, żeby była jasność: mierzyć trzeba ! To że coś jest trudne nie powinno nas przecież odstraszać od podjęcia wyzwania!

I o tym jest ta niezwykle ciekawa dyskusja na Linkedin, jak to zwykle bywa także mnóstwo wątków pobocznych, poczytajmy, bądźmy o kroczek bliżej prawdy…

https://www.linkedin.com/groups/4512747/4512747-6239478550379008001

prawdopodobieństwo skalowalne

Mylenie się jest esencją zarządzania ryzykiem

0
mylenie się

Myliłem się ! Jeszcze kilka dni temu przyznaję, trochę cynicznie wieszczyłem wysoką wygraną Le Pen w wyborach we Francji. I nawet jeżeli nie w pierwszej turze, to potem i tak. Inna sprawa, że wiele się jeszcze może wydarzyć….

Wynik wyborczy we Francji jest i tak niezwykle ciekawy, bo przecież w II turze nie znalazł się żaden z kandydatów dwóch największych ugrupowań od lat. I Le Pen i Macron są spoza “układu”. To nowe nadzieje ludu na zmianę “systemu”…

Inna spraw, że i w II turze wiele się jeszcze może zdarzyć. A i prawdopodobne są zamachy terrorystyczne, które mogą mieć wpływ na wynik wyborów, podobnie jak to było w Hiszpanii w 2004. Dlaczegoś (ha, ha) islamistom zależy na wygranej Le Pen… no nic w tym dziwnego, bo chodzi o sianie nienawiści. A to na pewno bardzo dobry kandydat, wręcz wymarzony dla dżihadystów.

Ale miało być o myleniu się… Bo tak sobie przy okazji pomyśleliśmy, że “godzenie” się na możliwość pomyłki jest jednym z kluczowych wyzwań nie tylko zarządzania ryzykiem, ale też i planowania, budżetowania, budowania scenariuszy. No, przecież tu o TO chodzi. Zastanawiamy się nad przyszłością, próbujemy ją przewidzieć, ale nie zawsze musi się to zakończyć sukcesem. I nawet nie powinno, bo to by oznaczało że czas już zwinąć manatki i udać się na spotkanie w niebiosach, albo pobiec do najbliższej kolektury Lotto…

Ludzie się mylą i nie jest to ani niczym dziwnym, ani złym, ani nagannym. Ani już na pewno mylenie się nie powinno być argumentem PRZECIW planowaniu, zarządzaniu ryzykiem, budżetowaniu itd.

Mylenie się powinno być natomiast lekcją, nauką, co poszło nie tak, jakie założenia były błędne. I oczywiście jak to zmienić w PRZYSZŁOŚCI, która…ponownie może nas zaskoczyć, bo mylić się rzeczą ludzką est. Byle mylić się jak najbardziej procesowo, systematycznie. I nie na przysłowiową “pałę” , kiedy to tylko jest możliwe.

Jak ładnie ktoś powiedział: człowiek mądry uczy się na błędach własnych, sprytny na cudzych, a głupiec… nie uczy się WCALE !

Howgh!

mylenie się mylenie się

Ryzyko błędów medycznych rośnie?

0
ryzyko błędów

Ryzyko błędów medycznych wzrośnie? >>>
Jak czytamy w najnowszej GP w ostatnim czasie pojawiły się nowe developmenty w zakresie karania za błędy medyczne, czy mówiąc bardziej precyzyjnie, ustawowo “zdarzenia medyczne”.

Poszkodowani pacjenci, jak rozumiemy dochodzący odszkdowania przed nowymi (sic) komisjami orzeczniczymi przy NFZ, a po jego rychłej liwidacji gdzie indziej (sic) miałyby przydzielać nawet do 300 000 PLN za pojedynczą śmierć w szpitalu.

Obecnie mamy Wojewódzkie Komisje ds. Orzekania o zdarzeniach medycznych przypomnijmy i ryzyko błędów to póki co ich domena.

Oczywiście, być może i zapewne spowoduje to pewien wzrost profilu ryzyka szpitali, choć z drugiej strony właciwie dlaczego zarządy szpitali miałby sie przejmować, choć mowa jest o składaniu sie “placówek” na fundusz.

Wszystko to niezwykle interesujace. Choć mamy wrażenie niewiele to poruszy w temacie zarządzania ryzykiem szpitalnym, o którym Ryzykonomia pisze od lat z pewnym samozaparciem…

Źrodlo: link

ISO 31000 rewidowane

0
ISO 31000 rewidowane

ISO 31000 rewidowane, przeglądane i udoskonalane! Jak wiadomo wtajemniczonym i tym, których Ryzykonomia wtajemnicza, na całego rusza projekt udoskonalania najbardziej znanego, przynajmniej w Polsce standardu zarządzania ryzykiem.  Mówimy “najbardziej” choć nie ma chyba żadnych analiz (nam znanych), którymi moglibyśmy się podeprzeć, ale tak sobie myślimy, że jest.

ISO 31 000 Zarządzanie ryzykiem. Zasady i wytyczne zostało opublikowane ledwie w 2009 roku, a tu proszę już się bierzemy za jego zmienianie. Pomijając różne zastrzeżenia użytkowników do tego standardu (nie podlegającego certyfikacji!), to pewnie i wpływ prac nad nową wersją amerykańskiego COSO II Zarządzanie ryzykiem korporacyjnym. Bo przecież i w dziedzinie standaryzacji risk mendżmentu mamy dzisiaj konkurencję.

Sami już sobie nowy draft ISO 31 000 poczytywaliśmy, ale jeszcze nie podzielimy się opinią z Czytelnikami Ryzykonomii…

A to między innymi dlatego, żeśmy ostatnio sporo podróżowali, występując między innymi na evencie sektora budowlanego w Rzeczpospolitej, jak zwykle szerząc skoordynowaną, systematyczną, przynosząca wartość dodaną, terminową i uwzględniającą czynniki kulturowe (patrz ISO) Ryzyko Manię ?

Przy okazji zainteresowanym już w najbliższym poniedziałkowym Newsletterze podrzucamy link do draftu ISO 31 000 (mamy nadzieję ciągle działąjący, ale musimy tu dodać, że to do końca od nas niezależne), kto chciałby sobie już teraz poczytać…

Dołącz do 629 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb wysyłki Newslettera (zgodnie z Ust. z dn. 29.08.97 r. o Ochronie Danych Osobowych (Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

400 Ryzykonomii dla zarządzania ryzykiem

0
400 Ryzykonomii

400 Ryzykonomii dla zarządzania ryzykiem >>>

Jak być może już nasi P.T. Czytelnicy zauważyli liczba subskrybentów naszego Newslettera regularnie rośnie i właśnie przekroczyła magiczną 4-tą setkę !!! Niezmiernie nas to zainteresowanie naszym portalem, przecież jedynym takim po polsku, cieszy. Oczywiście zgadujemy, że to nie wyłącznie objaw atawistycznej sympatii do skromnego Redaktora Ryzykonomii ale przede wszystkim potrzeba nowych wiadomości o zarządzaniu ryzykiem.

Mamy w tym momencie taką refleksję, że świat się nam dramatycznie zmienia. Osobiście w życiu nie pamiętamy podobnej atmosfery – no może w roku 90-tym. Ale wtedy wszystko szło ku lepszemu, z nadzieją patrzyliśmy w przyszłość. Dzisiaj chyba nadzieja i optymizm nie jest dominującym nastrojem, choć oczywiście każdy ma prawo do swojej  prywatnej oceny, również na zupełnie innym biegunie. Do czasu…

Oczywiście czasy niepewności są wyzwaniem i wołaniem o zarządzanie ryzykiem. Jedni to widzą inni próbują dostrzec, inni nigdy nie zobaczą. My w Ryzykonomii widzimy i piszemy. Także dla odbiorców naszego Newslettera. Przypominamy też, że w numerach Newslettera Ryzykonomii znajdziecie listę ciekawych naszym zdaniem artykułów i tekstów do poczytania. Polskich i angielskich. Tylko dla subskrybentów Newslettera. Oczywiście o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem.

Dziękujemy za Czytelnictwo, które jak dane pokazują empirycznie nie jest u nas specjalnie popularne. Prosimy też, polecajcie nas swoim znajomym klikajcie na Linkedin, Facebooku i Twitterze, to bardzo pomaga w prowadzeniu tej mamy nadzieję pożytecznej dla Was strony. Dziękujemy !!!

Dołącz do 629 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb wysyłki Newslettera (zgodnie z Ust. z dn. 29.08.97 r. o Ochronie Danych Osobowych (Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

400 Ryzykonomii

Skala prawdopodobieństwa – dyskusja na Linkedin

0
skala prawdopodobieństwa

Skala prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzenia, które niesie skutki utożsamiane potocznie z ryzykiem. Nie taka to prosta sprawa jak się wydaje. Kto się gruntowanie zmierzył z tym problemem w praktyce biznesowej wie, że to duże wyzwanie.
Określenie “podziałek” jakie pokazuje nasza skala prawdopodobieństwa ma kluczowe znaczenie dla pomiaru ryzyka. Oczywiście skala skutków jest równie ważna i równie często traktowana według schematu, ale to już oczywiście inna historia…

No więc to, że na naszej matrycy ryzyka, risk martixie oznaczymy “stopnie” ryzyka powiedzmy co 10% procent nie jest takie oczywiste. Bo co owe 10% w rzeczywistości oznacza. Czy nawiązuje do częstościowej definicji prawdopodobieństwa. A więc powinniśmy nawiązywać do pomiaru podobnych zdarzeń w historii (a co jeżeli ich nie było?). Czy to jest w istocie “potoczne” 10% określane w znacznej mierze “jakościowo” na podstawie lepszych lub gorszych doświadczeń oceniającego? Przy czym w istocie nie NIE doceniałbym analizy ekspertów bo jakby głębiej pogrzebać to w wszystko, nawet w “twarde” nauce w istocie odwołuje się do opinii ekspertów. By the way: kto rozumie równia Einsteina czy Bohra albo opisy wszechświata Hawkinga?

Ale zostawmy to i wróćmy do określania kryteriów oceny ryzyka, niestety niedostatecznie przemyślanych a nawet pomijanych. Oh, zapomnieliśmy jeszcze o innych sposobach skalowania prawdopodobieństwa typu “wydarzy się raz na 100 lat” albo też łączne zastosowanie wspomnianych metod.

Sprawa jest według nas dużym wyzwaniem i wymaga dyskusji i gdzie znajdziecie ciekawszą dyskusję niż na założonej i moderowanej przez Ryzykonomię największej polskiej grupie Zarządzanie ryzykiem na Linkedn.

Liczy już ona prawie 400 osób, są aktywne dyskusje między innymi ostatnio właśnie “w temacie” skali prawdopodobieństwa. Zresztą znajdziecie tam wiele różnych ciekawych wątków wraz z opiniami wielu profesjonalistów, coś czego nie znajdziecie w żadnej książce i mało Wam kto powie.
Zajrzyjcie i wyjawcie jak radzicie sobie (lub nie) z problemem. A jeżeli Was tam jeszcze nie ma – zapraszamy do dołączenia pod linkiem:

Skala prawdopodobieństwa na Linkedin:

https://www.linkedin.com/groups/4512747/4512747-6239478550379008001

Ryzyko płynności a propos Tesla

0
ryzyko płynności

Ryzyko płynności (liquidity risk) to ryzyko stare jak świat. Aż nam trochę głupio, że tak o nim rzadko wspominamy, zajęci pogonią za bardziej fikuśnymi i egzotycznymi ryzykami, jak to cyber, łańcuchy dostaw, polityczne etcetera.

A przecież ryzyko płynności to jest to, co zwykle nie daje spać po nocach menadżerom finansowym i nie tylko. Którzy zastanawiają się po raz kolejny z czego zapłacimy nasze rachunki, zobowiązania, podatki.

Oczywiście przyczyn ryzyka płynności jest cała masa a najkrócej można by powiedzieć, że w finansach „cash flow is king”, gotówka jest królem. Możemy więc mieć i wspaniały biznes i wspaniałe pomysły i projekty. I nawet piękne wystawione fakturki, ale…cash flow is king. Więc, czy jest gotówka na koncie? Stąd też i zaskoczenie niejednego przedsiębiorcy, któremu w papierach wychodzi zysk i świetlana przyszłość, a za oknem pukają ci źli komornicy, po nasz majątek…

Oczywiście samo ryzyko płynności to czubek góry lodowej, zna je każdy przedsiębiorca empirycznie. Nie będziemy tu też robić P.T. Czytelnikom Ryzykonomii wykładu z finansów przedsiębiorstw, czy corporate finance…Nie czas tu i nie miejsce, ale wspomnimy tylko, żeby zobrazować ten tekst, że jak właśnie donoszą Źródła zawirowania finansów dotykają cudowne dziecko globalnego biznesu Elona Muska, a konkretnie tę związaną z produkcją sławnym elektryków (coś 4sek do setki) Tesla. Jak czytamy w światowej prasie biznesowej Tesla odnotowała stratę w 4 kwartale rzędu 121 milionów dolarów. A pikanterii dodaje fakt, że w ciągu ostatnich 52 tygodnie notowania Tesli wzrosły z 178 do 278 dolarów.

(A propos słyszeliście już o hossie w Warszawie? Ciekawe jakie są tu fundamenty i ryzyka i zawsze przypomina mi się powiedznie, żeiedy nasz taksówkarz zaczyna mówić o giełdzie, najwyższy czas jest sprzedawać…)

No więc, wracając, Tesla to firma zawsze na „świeczniku” za sprawą swojego sławnego założyciela Elona Muska. Który jak wiemy jest bardzo aktywny w podboju kosmosu za sprawą programu Space X.

Oczywiście nie twierdzimy, że Tesla akurat ma utracić płynność. Wręcz przeciwnie mowa jest o nowych modelach i wzroście produkcji.  Ale to o tyle ciekawy przypadek, że o płynności i ewentualnych problemach finansowych tej spółki publicznej mówi się i pisze od dłuższego czasu. A Tesla i Musk robią swoje. Więc…? Ale też i nie należy zapominać o ryzyku płynności, które potrafiło przewrócić najlepszą firmę w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

 

Czy będzie wojna ? Ważne pytania, trudne odpowiedzi.

0
czy będzie wojna

Czy będzie wojna ? >>>
Ryzykonomia to portal o zarządzaniu ryzykiem, a zarządzanie ryzykiem to również stawianie pytań niewygodnych, czasami niewypowiedzianych, a może nawet niechcianych.

Tym razem stawiamy pytanie już zupełnie wypowiedziane, bo w świeżym wywiadzie z Wicepremierem Morawieckim w money.pl (link) pada między innymi takie pytanie i odpowiedź:

Boi się pan wojny?
Mam pewne obawy. Jest niespokojnie na naszej wschodniej granicy, niespokojnie jest na Dalekim Wschodzie. O obronności powinniśmy myśleć wspólnie z opozycją. Musimy unowocześnić armię, żeby miała zdolność odstraszania. Wielkie wydatki na uzbrojenie powinny służyć reindustrializacji. Musimy pracować nad spójnością NATO. Dla mnie jest to absolutny aksjomat polityki międzynarodowej Polski, że NATO jest naszym głównym spoiwem.

Zatrzymajmy się na chwilę nad tą wypowiedzią, ważna przecież bo autorem jej jest nasz Wicepremier.

Od ponad 65 lat w Europie nie było konfliktu zbrojnego na miarę strasznej II wojny. Oczywiście nie zapominamy o tragicznym konflikcie na Bałkanach w latach 90-tych. Obecnie mamy zaś tlący się, a przecież niezwykle groźny konflikt na Ukrainie, w którym zginęło już blisko 10 000 osób.

Ryzykonomia oczywiście nie wie czy będzie wojna czy jej nie będzie, jednak całkiem na poważnie podziela obawy Wicepremiera Morawieckiego. To co dzieje się ostatnio w Europie przywodzi na myśl wydarzenia historyczne z dobrze nam znajomej wojennej historii naszego kontynentu. Szczególnie należy zwrócić uwagę na pogłębiający się kryzys Unii Europejskiej.
Przypomnijmy, że prawdziwym fundamentalnym celem budowy tej organizacji było właśnie zapobieżenie kolejnym krwawym konfliktom w Europie. Udawało się to przez wiele lat.
Dziś, jak twierdzą niektórzy kasandrycznie narodom Europy znudził się pokój.
Brexit, kolejne wybory w tym roku we Francji i Niemczech mogą przynieść całkowitą destrukcję Unijnego projektu. Na co przecież wielu obywatelu Unii jak się wydaje czeka z utęsknieniem. Kiedy powstaną nowe mury znowu odżyją skrywane animozje i antagonizmy, a kraj nad Wisła jak zawsze ma stuprocentową szanse stać się główną areną wydarzeń, o których dotychczas czytaliśmy tylko na łamach historii.

Oczywiście i to zauważa Wicepremier, niebezpieczeństwo wybuchu wojny to także szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego. Produkcja czołgów, uzbrojenia, samolotów i śmigłowców bojowych, dronów, karabinów i okrętów, to wielka szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego na nowe miejsca pracy i zwiększenie produkcji. Szansa dla firm budowlanych na budowę schronów, infrastruktury wojskowej, lotnisk, koszar. Jak zawsze każde ryzyko także związane z wojną ma i swoje pozytywne strony, i o tym mówi Wicepremier w tym niezwykle znamiennym wywiadzie.

Oczywiście, gdyby w Europie doszło do wybuchu konfliktów zbrojnych powstają kolejne pytania. Jak się do nich przygotować na różnych poziomach życia społeczno – gospodarczego. Oczywiście Ryzykonomia nie jest specjalistycznym portalem militarnym więc nie będziemy tu rozważać kwestii zakupu uzbrojenia, dyslokacji wojsk czy roli Obrony Terytorialnej w planie obrony RP przed najeźdźcami.

Ale już na poziomie biznesowym możemy zadawać ryzykonomiczne pytania. Jak polskie firmy są przygotowane na ewentualny konflikt zbrojny, gdyby do niego doszło, o którym mówi Premier Morawiecki. Czy zarządy przygotowały odpowiednie plany awaryjne ewakuacji sowich zakładów, ochrony przeciwpożarowej, przeciwlotniczej?

W ilu zakładach znajdują się schrony przeciwlotnicze, opracowano plany ewakuacji, kontynuowania działaności na wypadek znalezienia się w obszarze konfliktu zbrojnego. Co w przypadku powołania Waszych pracowników pod broń, kto zastąpi ich przy liniach produkcyjnych, w biurach, call center. Kto Was zastąpi gdy zostaniecie powołani na front? Czy odpowiednio przygotowaliście Swój plan zastępstw, przyjmowania obowiązków, kiedy będziecie uczestniczyli w działaniach frontowych?

Oczywiście te pytania są szczególnie ważne z punktu zarządzania ryzykiem w przypadku infrastruktury krytycznej. Tu w szczególności nie można zapominać o współczesnych sposobach prowadzenia działań. Takich jak cyberataki, sabotaż, akty militarnego terroru, ataki dywersantów.

To są wszystko bardzo niewygodne pytania, ale muszą być one dzisiaj coraz częściej stawiane i dobrze, ze Wicepremier Morawicki wspomina o takiej możliwości. Nawet jeżeli ich prawdopodobieństwo wydaje się nieduże (?). Konflikty zbrojne potrafią wybuchać z najbardziej błahych przyczyn (patrz I wojna Światowa) a nie można oprzeć się wrażeniu że na świecie wieje wiatr historii i piszą o tym think tanki, naukowcy, politolodzy, wspominaliśmy o tym choćby w naszej ostatniej analizie Global Risk 2017. Czy będzie wojna ?