zarządzanie ryzykiem

Strona główna zarządzanie ryzykiem Strona 3

Nie ma zarządzania bez pisania

0
nie ma zarządzania

Nie ma zarządzania bez pisania>>>

Przygotowywanie raportów to wcale nie jest taka łatwa i prosta sprawa, jak się wydaje.
U nas w ogóle traktowana w firmach po macoszemu. O czytaniu nie wspominając.

Pisania w szkołach już się po prostu nie uczy. To znaczy uczy się „stawiania” znaków i ich porządkowania w miarę sensowne, zgodne z „kluczem” maturalnym ciągi. Już w podstawówce ginie sztuka eseju, czyli wypracowania. A nawet jeżeli pozornie istnieje to muzę epiki, Kaliope zastąpiła muza Google i jej boski brat Kopiuj – Wklej.

Witam, brrr

Nic więc dziwnego, że potem i raporty, i różne opracowania, i jak mi powtarza znajomy prawnik, pisma procesowe pisze się mało logicznie, nieciekawie. I w ogóle byle jak. 
O korespondencji biznesowej nie wspominając, które w epoce e-maila została zastąpiona zdawkową wymianą „kluczowych informacji” i coraz częściej nie ma w niej miejsca na wyrażenie podstawowych uczuć piszącego. Takich jak sympatia, szacunek czy uznanie. 
A najwyraźniej to niszczące tsunami widać w pismach od studentów uczelni biznesu, jeżeli ktoś ma okazję je czytać. Zaprawdę, powiadam Wam: idzie pokolenie pisarzy, po których zostanie nam już tylko język obrazkowy oraz nieśmiertelne słowo „witam” ! Brr.

No więc, pisanie raportów, sprawozdań w biznesie jest jednak bardzo ważne, taką stawiamy tezę. Choć, oczywiście wielu będzie kręcić nosem, że to biurokracja i papierologia. Tych spytamy: jak inaczej ma w organizacji przepływać rzecz najważniejsza, czyli informacja ? 

Weźmy na to: informacja o ryzyku. Jak ją przekazywać? Oczywiście w raportach, memach, pisemnie ! Mamy oczywiście rejestry i mapy ryzyk, są potrzebne. Ale problemy i ryzyka są dzisiaj wielowymiarowe, scenariuszowe. To trzeba opisać, wyjaśnić, zrozumieć.

Pisanie? Czytanie? Kto dzisiaj ma na to czas?

Bezos ma czas

Ma na przykład… Jeff Bezos, założyciel i właściciel Amazona. Otóż ten kolos biznesu, każde spotkanie swoich dyrektorów wykonawczych rozpoczyna od wspólnej, cichej 30 minutowej lektury przygotowanych na okoliczność spotkania raportu(ów). Oczywiście raportów napisanych przez swoich dyrektorów, jak się domyślamy menadżerów niemałego „kalibru”. Bezos uważa, że własnoręczne (!) pisanie raportów jest dla każdego menadżera niezwykle ważne, umożliwia mu „przerobienie”, przemyślenie i przeanalizowanie problemu. 
Te 30 minut jest też uczciwym „daniem” czasu na przeczytanie raportu kolegi lub koleżanki, bo znowu: kto ma czas na czytanie? Piszemy do kosza i nie czytamy innych, jeżeli nie musimy. Przychodzimy na zebranie z raportem w ręku, udając, że znamy szczegóły. I jak tu ma w organizacji przepływać informacja? Jakie ryzyka rodzi brak jej przepływu? Wszystkie!
I znowu wymowny przykład. Badania Verizon pokazują porażającą prawdę, że w 82% przypadków cyber zaatakowanych firm w organizacji była (!) wcześniej dostępna informacja o zagrożeniu, lecz nie została ona wykorzystana lub nie dotarła „tam gdzie trzeba”. Ile miliardów wydane na wyszukane systemy i procedury wcześniej?
I tu zapewne ujawnia się jeszcze jedna, niezwykła zaleta pisania pisemnych raportów. Są one napisane, zapisane, są na papierze. Fizycznie istnieją i ci, którzy je zlekceważą lub w ogóle nie przeczytają, być może będą się musieli się w przyszłości z tego zaniechania wytłumaczyć. I ponieść, powiedzmy wprost, czasami dramatyczne konsekwencje, organizacyjne, prawne, finansowe. A może i karne też. Bez straszenia natomiast, to czytający bedą przede wszystkim wiedzieć, a wiedza jak każdy chyba wie to „potęgi klucz”.
Z drugiej strony, piszący raport odnoszą z tej żmudnej i mało popularnej czynności niemałe korzyści. Po pierwsze pokazują, że są profesjonalistami, myślą i w ogóle nie biorą pieniędzy „za nic”.
Po drugie i to na przykład podkreśla inny legendarny CEO Andy Grove, tym razem z Intela, pisanie jest (być może) dla menadżera nawet ważniejsze, niż samo czytanie! Jest to bowiem proces analizowania i „układania” w myślach problemu. Moment autorefleksji, introspekcji. Dlaczego to robię/robimy? Po co?

Nie ma zarządzania, jest zarządzanie

„Przemyśliwanie” przez pisanie często w naturalny sposób podsuwa nam także opcje rozwiązywania problemu, choćby postępowania z ryzykiem. Przy czym pamiętajmy: nierozwiązywanie, unikanie, akceptowanie jest także działaniem. O ile przemyślanym i świadomym.
Grove w wywiadach wspomina również, że pisanie jest narzędziem samodyscypliny. Bo raport wymaga wypowiedzenia swoich myśli, obaw, podejrzeń, przeczuć. Nadaniu im logicznej struktury, formy i treści. To dla wielu, powiedzmy szczerze, wielkie wyzwanie i nie tylko z powodu luk w edukacji. 
Zapisane myśli, jakkolwiek genialne muszą być również zrozumiałe dla naszych szefów, pracowników, partnerów biznesowych. Pisząc w biznesie, możemy i powinniśmy także starać się „wczuć” w sposób myślenia drugiej strony. Wiele dzięki temu można zyskać.
A jakby komu było mało, to jeszcze dodamy, że pisemny raport to także, brutalnie mówiąc ważna „pupo-krytka”. A dlaczego nie ? Mówiliśmy, pisaliśmy, ostrzegaliśmy. Proszę bardzo oto pisemny raport droga rado nadzorcza, wysoki sądzie….

nie ma zarządzania , nie ma zarządzania, nie ma zarządzania

Manchester – United

0
Manchester

Straszny, nieprawdopodobnie barbarzyński zamach w Manchesterze. Trudno objąć rozumiem barbarzyństwo terrorystów i ludzi w ogóle opętanych szaleństwem zabijania. Dopiero  kiedy wojna puka do naszych drzwi zaczyna to do nas docierać. Choć wystarczy, że bombardowani są nasi sąsiedzi kilkaset kilometrów dalej, gdzie nie ma kamer, ludzie umierają z głodu kilkaset tysięcy kilometrów dalej są paleni, rżnięci maczetami, gwałceni. I już nas to nie interesuje. Show must go on, business as usual.

Terroryści sieją nienawiść. Może dziwnie zabrzmią te słowa dzisiaj, ale tak, o to im chodzi. Największą radością byłoby dla reżyserów tego szaleństwa gdyby już dzisiaj brytyjskie samoloty zbombardowały jakieś bliskowschodnie miasto. Gdyby słusznie rozśwcieczeni atakiem na ich dzieci mieszkańcy Manchesteru zaczęli wywlekać muzułmanów z domu palić ich mieszkania, gwałcić kobiety i zabijać dzieci.  To byłaby dla terrorystów i wszystkich bandytów świata najwspanialsza melodia.

Cywilizowany świat nie może jednak dać się wciągnąć w tę spiralę przemocy. Ale zemsta musi być też spełniona. Terroryści, ich pomocnicy i ich mocodawcy wdeptani w ziemię jak robaki, wystrzelani przez przychodzących w mroku operatorów sił specjalnych, spaleni pociskami spadającymi z wszechobecnych dronów i samolotów, zniszczeni, zgładzeni.

Dla Nas Polaków ten kolejny zamach powinien być wreszcie ostateczną nauczką. Trzeba być przygotowanym na ataki terrorystyczne, trzeba być przygotowanym na wojnę, trzeba być przygotowanym na klęski naturalne. Trzeba być przygotowanym na ryzyko. Nasze dzieci powinny się od małego uczyć jak zachować się w przypadku paniki, ataku terrorystycznego, pożaru.

I trzeba modlić się za ofiary tej strasznej tragedii. Manchester.

 

COSO 2.0 czyli zarządzanie ryzykiem w nowym wymiarze

0
COSO 2.0

COSO 2.0 >>>
Dział Szkoleń Ryzykonomii w osobie naszego eksperta dr Jerzego Podlewskiego dopiero wczoraj poprowadziliśmy szkolenie ze standardów COSO. A mianowicie Kontrola wewnętrzna i zarządzanie ryzykiem korporacyjnym. Słuchaczami byli biegli rewidenci, więc wymagający uczestnicy. A organizatorem Centrum Edukacji renomowanej Krajowej Izby Biegłych Rewidentów.

I… już dzisiaj przychodzi nam na myśl, żeby temat COSO skomentować, bo chociaż niezwykle ważny jest on przecież u nas słabo obecny. A nie powinno tak być.

O COSO zresztą na Ryzykonomii (która ma już przecież, o zgrozo prawie już osiem lat!
(pisaliśmy niejednokrotnie (na przykład tutaj w artykule o naukowym tytule „COSO !! do piersi Tuhaj-beja” link).

Standardy COSO podobnie jak kontrola wewnętrzna (w rozumieniu IC) i zarządzanie ryzykiem (audytowalne) są u nas jak wiadomo mało popularne, choć oczywiście pojawiają się w takich regulacjach jak nieodżałowana a wciąż wiecznie chodząca kontrola zarządcza czy w różnych rekomendacjach wciąż Komisji Nadzoru Finansowego. Na przykład w projekcie Rekomendacji H pojawią się tam jako „twardy” benchmark.

Jak jest tak jest i pewnie dużo lepiej nie będzie choć dzisiaj z pewnym rozbawieniem przeczytaliśmy na jakimś forum jak to funkcjonowanie komitetów audytu zmieni właśnie przyjęta przez sejm nowa Ustawa o biegłych rewidentach, firmach audytorskich i nadzorze publicznym.  Oczywiście, dla Komitetów Audytu standardy COSO powinny być oczywistą oczywistością, ale jak jest każdy koń widzi i stawiamy orzechy przeciw bananom, że nic tu się w ciągu najbliższych 123 lat nie zmieni. No, chyba, że… oby.

Ale opuszczając nasz rodzimy grajdołek, uważany za co poniektórych za pempek Galaktyki czytamy właśnie projekt zrewidowanego COSO II i musimy powiedzieć, nie wchodząc póki co w szczegóły, że będzie to duża jakościowa i może nawet merytoryczna zmiana. Nie wiemy jednak czy na lepsze.
Mamy wrażenie (piszemy dziś o wrażeniach, a na pewno wrócimy do szczegółów), że autorzy COSO II 2.0 jeszcze bardziej skomplikowali temat i dla zrozumienia zrewidowanego COSOII konieczne będzie zapoznanie się z  obecną wersją. Przykład: gdzie tam jest opisany prosto proces zarządzania ryzykiem? Nawet klasycznego sześcianiku, co by o nim nie mówić już nie ma. Są za to różne „trójwymiarowe” schematy, całe mnóstwo wykresów, choćby przy tłumaczeniu pomocnego skądinąd poj ecia profilu ryzyka.

I tak dalej. Wczytujemy się głębiej i będziemy nasze przemyślenia P.T. Czytelnikom Ryzykonomii relacjonować. A jakbyście chcieli w Waszej firmie zorganizować szkolenie z COSO dla swoich, walcie jak w dym, mówimy podobno z sensem, nienudno i na temat (więcej o naszych szkoleniach tutaj)

COSO 2.0 COSO 2.0 COSO 2.0

COSO 2.0

Rewizja standardów ERM w Ubezpieczeniowej

0

Artykuł ukazał się w Gazecie Ubezpieczeniowej nr 18(942)/2017

Standardy zarządzania ryzykiem, to mówiąc najprościej sprawdzone i powszechnie znane „sposoby” jak skutecznie i efektywnie wdrożyć w organizacji ten pełen wyzwań proces. Niejedna organizacja podejmując wysiłek zarządzania ryzykiem „sili się” na oryginalność. Wytwarza autorskie, uwzględniające „naszą specyfikę i potrzeby” rozwiązania. Te jednak, niejednokrotnie nic nie rozwiązują lub mogą nawet zrazić kierownictwo i pracowników do zarządzania ryzykiem.
A przecież nie ma potrzeby aby „wymyślać koło”. Istnieją gotowe, sprawdzone, powszechnie akceptowane i uznawane sposoby radzenia sobie z problemem. Są to właśnie standardy zarządzania ryzykiem.

Termin na termin

Termin „standardy” oznacza, że proponują one standardowe podejście do zarządzania ryzykiem, więc i tu poważna praca koncepcyjna również musi być wykonana. Standardy są jednak na tyle elastyczne i celowo tak napisane, aby odpowiadały na typowe potrzeby typowej organizacji. Wdrożenie ich daje wiele korzyści, w tym możliwość „chwalenia” się, że przedsiębiorstwo zarządza ryzykiem w powszechnie uznawany sposób. To dobra wiadomość, na którą coraz częściej zwracają uwagę partnerzy biznesowi, odbiorcy, banki i oczywiście ubezpieczyciele.
Oczywiście wdrożenie procesu, jak i samo zarządzanie ryzykiem mogą być dobre albo i złe, jak to w życiu. Ale zapewne już sama świadomość najważniejszych koncepcji i rozwiązań w zakresie zarządzania ryzykiem opisanych w standardach, zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu organizacji.
Warto tu jeszcze wyjaśnić, że standardy zarządzania ryzykiem są pisane przez praktyków i dla praktyków. Nie są to dokumenty powstające w zaciszach uniwersyteckich katedr, ale opracowania uzgadniane i szeroko dyskutowane w środowisku managerów, nie tylko ryzyka. Wystarczy spojrzeć na autorów najbardziej znanych standardów. To znani managerowie ryzyka, doradcy i członkowie board-ów, firmy audytorskie.
Nawiasem mówiąc w pewnym sensie umowy kapitałowe Bazylea i Solvency są, można zaryzykować takie twierdzenie, swojego rodzaju standardami zarządzania ryzykiem. To zresztą, jak się wydaje zarówno ich zaleta, jak i wada.

Zady i walety

Zaleta, bo wskazują zarządom banków i ubezpieczalni jak w „standardowy”, zgodny z oczekiwaniami regulatora sposób zarządzać ryzykiem, choćby przez spełnianie określonych wymogów kapitałowych. Wada, bo nie adresują one tak całościowo, jak czynią to standardy, wyzwań związanych z organizacją systemu i procesu zarządzania ryzykiem. Najwyraźniej same one do całościowego zarządzania ryzykiem nie wystarczą i instytucje finansowe i tak często sięgają po standardy zarządzania ryzykiem sensu stricto, takie jak COSO, czy ISO 31000. Dodatkowo, umowy kapitałowe, podobnie jak nawiązujące do nich regulacje wprowadzają własny specyficzny język i terminologię. W wielu punktach różny od tych, który możemy znaleźć w standardach zarządzania ryzykiem zaprojektowanych przecież dla wszystkich organizacji, nie tylko sektora finansowego. 
Szerzej można by się nawet zastanawiać, czy leżąca u zarania umów kapitałowych koncepcja „przymuszania” sektora finansowego do standardowego zarządzania ryzykiem była słuszna i się sprawdziła.

I, II, XXXXVIIV 

Bo, mamy kolejne odsłony „regulowanego” zarządzania ryzykiem (umowy I, II etc.) a kłopoty sektora są wciąż te same…
Najbardziej znane na świecie i najczęściej wdrażane standardy zarządzania ryzykiem to COSOII oraz ISO 31000, ten drugi ma również status PN, polskiej normy. Uwaga: nie podlega on jednak certyfikacji, choć jak wiadomo certyfikujących nie brakuje… Obydwa standardy są również dostępne w języku polskim.
Standard COSOII to zresztą starszy brat innego standardu bardzo ważnego dla finansistów i nie tylko, a mianowicie COSOI Internal Control. Poświęcony kontroli wewnętrznej rozumianej nowocześnie i całościowo rozumianej inaczej, nie wahamy się powiedzieć , niż w większości polskich przedsiębiorstw sektora niefinansowego.
COSOII jest, jak pokazują analizy najczęściej stosowany w skali globalnej. Między innymi dlatego że datuje się na rok 2004, kiedy ISO na 2009. Poza tym karierze COSO (na początku tego od kontroli wewnętrznej) sprzyjały rekomendacje amerykańskiego SEC-u, które wskazał nań jako narzędzie wspierające uzyskanie zgodności z sławnym SOX-em. Nic więc dziwnego, że spółki notowane na NYSE ochoczo i posłusznie go wdrażają.
ISO 31000 to standard bardziej popularny w Europie, w tym w Polsce. Tu trafia potencjalnie na „podatny grunt” także, z tego powodu, że bardzo wiele organizacji wdrażało już inne standardy z grupy ISO i stanowi on naturalne dopełnienie tak zwanego zintegrowanego systemu zarządzania.

Rewizja ogólna trwa…

Ale i standardy zarządzania ryzykiem, jak wszystko dzisiaj, szybko się starzeją i na koniec śpieszymy donieść że i COSO II, i ISO 31000 są w trakcie rewizji i trwa właśnie ogólnoświatowa dyskusja, jak najlepiej dostosować je do szybko zmieniających się wyzwań naszego ryzykownego świata. rewizja, rewizja, rewizja

 

Prawdopodobieństwo skalowalne est

0

Prawdopodobieństwo skalowalne >>>

W grupie „Zarządzanie ryzykiem” na Linkedin, założonej jakieś dwa lata temu przez RedNacz-a Ryzykonomii dr Jerzego Podlewskiego, rozwinęła się niezwykle ciekawa dyskusja. Już ponad 45 komentarzy na temat tworzenia skal prawdopodobieństwa przy pomiarze ryzyka.

Korpo nie gra w kości

Prawdopodobieństwo, jeden z dwóch podstawowych wymiarów ryzyka to wielkość niezwykle trudna do pomiaru. Ba. niektórzy nawet się zastanawiają czy i kiedy jej pomierzyć się w ogóle nie da. Czym innym jest też mierzenie prawdopodobieństwa przysłowiowego rzutu kostką do gry, a czym innym prawdopodobieństwa porażki najnowszej kampanii marketingowej multinarodowego corpo.

Oczywiście nurt NIE-mierzenia jest silny i kuszący i wystarczy wspomnieć choćby o czarnych łabędziach Nassima Taleba. Albo potencjalnych zaskoczeniach Georga Schackla czy nawet „prawdziwym” niemierzalnym ryzyku praojca Ryzykonomii Franka Knighta.

No, więc wyzwań teoretycznych jest cała masa. I pewnie niejeden Nobel jeszcze tu będzie napisany, ale nas w Ryzykonomii zawsze interesuje wątek praktyczny.

Zanim na wiosnę …

Zanim, zanim jednak zaczniemy ryzyko mierzyć, także w wymiarze prawdopodobieństwa musimy „czymś” mierzyć. Potrzebujemy jak najbardziej uniwersalnej skali, miary, do mierzenia. Tak jak do mierzenia obwodu w pasie (jak tam u was na wiosnę?) mamy centymetrową miarkę. Tak tu potrzebujemy miarki wyskalowanej w jednostkach prawdopodobieństwa.
Potem potrzebujemy też określenia kryteriów oceny ryzyka. Czy zmierzone prawdopodobieństwo jest duże, czy małe. Co to znaczy „duże” dla naszej nastawionej na unikanie błędów organizacji. A może godzimy się na większą liczbę błedów i wtedy to „duże” wcale nie jest duże. Tylko „średnie”.

Pytający nie błędzi

I oczywiście skala prawdopodobieństwa. Czy „podziałkowana” w procentach, czy może obrazowo, częstościowo typu: jeden spalony zakład, raz na 100 lat. No dobrze a co z pożarami mioteł automatycznych? Zakład w Mońkach Górnych nam się sto lat temu spalił ale miotła automatyczna – ani razu. Czy to się trzyma kupy ? Czy jest uniwersalna skal pomiaru do WSZYSTKIEGO?

Ale oczywiście, żeby była jasność: mierzyć trzeba ! To że coś jest trudne nie powinno nas przecież odstraszać od podjęcia wyzwania!

I o tym jest ta niezwykle ciekawa dyskusja na Linkedin, jak to zwykle bywa także mnóstwo wątków pobocznych, poczytajmy, bądźmy o kroczek bliżej prawdy…

https://www.linkedin.com/groups/4512747/4512747-6239478550379008001

prawdopodobieństwo skalowalne

Mylenie się jest esencją zarządzania ryzykiem

0
mylenie się

Myliłem się ! Jeszcze kilka dni temu przyznaję, trochę cynicznie wieszczyłem wysoką wygraną Le Pen w wyborach we Francji. I nawet jeżeli nie w pierwszej turze, to potem i tak. Inna sprawa, że wiele się jeszcze może wydarzyć….

Wynik wyborczy we Francji jest i tak niezwykle ciekawy, bo przecież w II turze nie znalazł się żaden z kandydatów dwóch największych ugrupowań od lat. I Le Pen i Macron są spoza „układu”. To nowe nadzieje ludu na zmianę „systemu”…

Inna spraw, że i w II turze wiele się jeszcze może zdarzyć. A i prawdopodobne są zamachy terrorystyczne, które mogą mieć wpływ na wynik wyborów, podobnie jak to było w Hiszpanii w 2004. Dlaczegoś (ha, ha) islamistom zależy na wygranej Le Pen… no nic w tym dziwnego, bo chodzi o sianie nienawiści. A to na pewno bardzo dobry kandydat, wręcz wymarzony dla dżihadystów.

Ale miało być o myleniu się… Bo tak sobie przy okazji pomyśleliśmy, że „godzenie” się na możliwość pomyłki jest jednym z kluczowych wyzwań nie tylko zarządzania ryzykiem, ale też i planowania, budżetowania, budowania scenariuszy. No, przecież tu o TO chodzi. Zastanawiamy się nad przyszłością, próbujemy ją przewidzieć, ale nie zawsze musi się to zakończyć sukcesem. I nawet nie powinno, bo to by oznaczało że czas już zwinąć manatki i udać się na spotkanie w niebiosach, albo pobiec do najbliższej kolektury Lotto…

Ludzie się mylą i nie jest to ani niczym dziwnym, ani złym, ani nagannym. Ani już na pewno mylenie się nie powinno być argumentem PRZECIW planowaniu, zarządzaniu ryzykiem, budżetowaniu itd.

Mylenie się powinno być natomiast lekcją, nauką, co poszło nie tak, jakie założenia były błędne. I oczywiście jak to zmienić w PRZYSZŁOŚCI, która…ponownie może nas zaskoczyć, bo mylić się rzeczą ludzką est. Byle mylić się jak najbardziej procesowo, systematycznie. I nie na przysłowiową „pałę” , kiedy to tylko jest możliwe.

Jak ładnie ktoś powiedział: człowiek mądry uczy się na błędach własnych, sprytny na cudzych, a głupiec… nie uczy się WCALE !

Howgh!

mylenie się mylenie się

Ryzyko błędów medycznych rośnie?

0
ryzyko błędów

Ryzyko błędów medycznych wzrośnie? >>>
Jak czytamy w najnowszej GP w ostatnim czasie pojawiły się nowe developmenty w zakresie karania za błędy medyczne, czy mówiąc bardziej precyzyjnie, ustawowo „zdarzenia medyczne”.

Poszkodowani pacjenci, jak rozumiemy dochodzący odszkdowania przed nowymi (sic) komisjami orzeczniczymi przy NFZ, a po jego rychłej liwidacji gdzie indziej (sic) miałyby przydzielać nawet do 300 000 PLN za pojedynczą śmierć w szpitalu.

Obecnie mamy Wojewódzkie Komisje ds. Orzekania o zdarzeniach medycznych przypomnijmy i ryzyko błędów to póki co ich domena.

Oczywiście, być może i zapewne spowoduje to pewien wzrost profilu ryzyka szpitali, choć z drugiej strony właciwie dlaczego zarządy szpitali miałby sie przejmować, choć mowa jest o składaniu sie „placówek” na fundusz.

Wszystko to niezwykle interesujace. Choć mamy wrażenie niewiele to poruszy w temacie zarządzania ryzykiem szpitalnym, o którym Ryzykonomia pisze od lat z pewnym samozaparciem…

Źrodlo: link

ISO 31000 rewidowane

0
ISO 31000 rewidowane

ISO 31000 rewidowane, przeglądane i udoskonalane! Jak wiadomo wtajemniczonym i tym, których Ryzykonomia wtajemnicza, na całego rusza projekt udoskonalania najbardziej znanego, przynajmniej w Polsce standardu zarządzania ryzykiem.  Mówimy „najbardziej” choć nie ma chyba żadnych analiz (nam znanych), którymi moglibyśmy się podeprzeć, ale tak sobie myślimy, że jest.

ISO 31 000 Zarządzanie ryzykiem. Zasady i wytyczne zostało opublikowane ledwie w 2009 roku, a tu proszę już się bierzemy za jego zmienianie. Pomijając różne zastrzeżenia użytkowników do tego standardu (nie podlegającego certyfikacji!), to pewnie i wpływ prac nad nową wersją amerykańskiego COSO II Zarządzanie ryzykiem korporacyjnym. Bo przecież i w dziedzinie standaryzacji risk mendżmentu mamy dzisiaj konkurencję.

Sami już sobie nowy draft ISO 31 000 poczytywaliśmy, ale jeszcze nie podzielimy się opinią z Czytelnikami Ryzykonomii…

A to między innymi dlatego, żeśmy ostatnio sporo podróżowali, występując między innymi na evencie sektora budowlanego w Rzeczpospolitej, jak zwykle szerząc skoordynowaną, systematyczną, przynosząca wartość dodaną, terminową i uwzględniającą czynniki kulturowe (patrz ISO) Ryzyko Manię ?

Przy okazji zainteresowanym już w najbliższym poniedziałkowym Newsletterze podrzucamy link do draftu ISO 31 000 (mamy nadzieję ciągle działąjący, ale musimy tu dodać, że to do końca od nas niezależne), kto chciałby sobie już teraz poczytać…

Dołącz do 647 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Zapisując się na ten Newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie materiałów informacyjnych i promocyjnych Portalu Ryzykonomia i zgadzasz się z jego Polityką Prywatności, która znajduje się na stronie głównej Portalu Ryzykonomia. Masz prawo wypisać się z subskrybcji tego Newslettera w każdej chwili.

400 Ryzykonomii dla zarządzania ryzykiem

0
400 Ryzykonomii

400 Ryzykonomii dla zarządzania ryzykiem >>>

Jak być może już nasi P.T. Czytelnicy zauważyli liczba subskrybentów naszego Newslettera regularnie rośnie i właśnie przekroczyła magiczną 4-tą setkę !!! Niezmiernie nas to zainteresowanie naszym portalem, przecież jedynym takim po polsku, cieszy. Oczywiście zgadujemy, że to nie wyłącznie objaw atawistycznej sympatii do skromnego Redaktora Ryzykonomii ale przede wszystkim potrzeba nowych wiadomości o zarządzaniu ryzykiem.

Mamy w tym momencie taką refleksję, że świat się nam dramatycznie zmienia. Osobiście w życiu nie pamiętamy podobnej atmosfery – no może w roku 90-tym. Ale wtedy wszystko szło ku lepszemu, z nadzieją patrzyliśmy w przyszłość. Dzisiaj chyba nadzieja i optymizm nie jest dominującym nastrojem, choć oczywiście każdy ma prawo do swojej  prywatnej oceny, również na zupełnie innym biegunie. Do czasu…

Oczywiście czasy niepewności są wyzwaniem i wołaniem o zarządzanie ryzykiem. Jedni to widzą inni próbują dostrzec, inni nigdy nie zobaczą. My w Ryzykonomii widzimy i piszemy. Także dla odbiorców naszego Newslettera. Przypominamy też, że w numerach Newslettera Ryzykonomii znajdziecie listę ciekawych naszym zdaniem artykułów i tekstów do poczytania. Polskich i angielskich. Tylko dla subskrybentów Newslettera. Oczywiście o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem.

Dziękujemy za Czytelnictwo, które jak dane pokazują empirycznie nie jest u nas specjalnie popularne. Prosimy też, polecajcie nas swoim znajomym klikajcie na Linkedin, Facebooku i Twitterze, to bardzo pomaga w prowadzeniu tej mamy nadzieję pożytecznej dla Was strony. Dziękujemy !!!

Dołącz do 647 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Zapisując się na ten Newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie materiałów informacyjnych i promocyjnych Portalu Ryzykonomia i zgadzasz się z jego Polityką Prywatności, która znajduje się na stronie głównej Portalu Ryzykonomia. Masz prawo wypisać się z subskrybcji tego Newslettera w każdej chwili.

400 Ryzykonomii

Skala prawdopodobieństwa – dyskusja na Linkedin

0
skala prawdopodobieństwa

Skala prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzenia, które niesie skutki utożsamiane potocznie z ryzykiem. Nie taka to prosta sprawa jak się wydaje. Kto się gruntowanie zmierzył z tym problemem w praktyce biznesowej wie, że to duże wyzwanie.
Określenie „podziałek” jakie pokazuje nasza skala prawdopodobieństwa ma kluczowe znaczenie dla pomiaru ryzyka. Oczywiście skala skutków jest równie ważna i równie często traktowana według schematu, ale to już oczywiście inna historia…

No więc to, że na naszej matrycy ryzyka, risk martixie oznaczymy „stopnie” ryzyka powiedzmy co 10% procent nie jest takie oczywiste. Bo co owe 10% w rzeczywistości oznacza. Czy nawiązuje do częstościowej definicji prawdopodobieństwa. A więc powinniśmy nawiązywać do pomiaru podobnych zdarzeń w historii (a co jeżeli ich nie było?). Czy to jest w istocie „potoczne” 10% określane w znacznej mierze „jakościowo” na podstawie lepszych lub gorszych doświadczeń oceniającego? Przy czym w istocie nie NIE doceniałbym analizy ekspertów bo jakby głębiej pogrzebać to w wszystko, nawet w „twarde” nauce w istocie odwołuje się do opinii ekspertów. By the way: kto rozumie równia Einsteina czy Bohra albo opisy wszechświata Hawkinga?

Ale zostawmy to i wróćmy do określania kryteriów oceny ryzyka, niestety niedostatecznie przemyślanych a nawet pomijanych. Oh, zapomnieliśmy jeszcze o innych sposobach skalowania prawdopodobieństwa typu „wydarzy się raz na 100 lat” albo też łączne zastosowanie wspomnianych metod.

Sprawa jest według nas dużym wyzwaniem i wymaga dyskusji i gdzie znajdziecie ciekawszą dyskusję niż na założonej i moderowanej przez Ryzykonomię największej polskiej grupie Zarządzanie ryzykiem na Linkedn.

Liczy już ona prawie 400 osób, są aktywne dyskusje między innymi ostatnio właśnie „w temacie” skali prawdopodobieństwa. Zresztą znajdziecie tam wiele różnych ciekawych wątków wraz z opiniami wielu profesjonalistów, coś czego nie znajdziecie w żadnej książce i mało Wam kto powie.
Zajrzyjcie i wyjawcie jak radzicie sobie (lub nie) z problemem. A jeżeli Was tam jeszcze nie ma – zapraszamy do dołączenia pod linkiem:

Skala prawdopodobieństwa na Linkedin:

https://www.linkedin.com/groups/4512747/4512747-6239478550379008001