zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

Zarządzanie ryzykiem reputacyjnym.

2
zarządzanie ryzykiem reputacyjnym
W sumie to pisanie bloga nt. zarządzanie ryzykiem reputacyjnym jest znacznie łatwiejsze niż tworzenie bloga o-tym-i-owym, jak dajmy na to czynią popularni piewcy nowych,modnych skarpetek czy sprzedażymarketingu, przy okazji zauważamy, że strasznie jest ten marketing u nas popularny, zawsze nam się przypomina w takich razach, jak zdaje się Kapuścinski pisał, że w Afryce wszyscy chcą wszystkim coś sprzedać, pełen marketing, tylko mało kto co produkuje, choć może to i niesłuszny zarzut, bo podobno jesteśmy potentatem w produkcji soku jabłkowego, coś tam jeszcze z nadziei gazu łupkowego zostało, no i jest jeszcze wunderwaffe grafen, brzmi nieźle, więc…
Ale, ale wracając na tory, z których zboczyliśmy w dygresje okołoryzykonomiczne, zauważymy, że  łatwo jest pisać o
ryzyku, bo jego kolejnych, nowych manifestacji nigdy nie brakuje.
Ot, choćby właśnie toczy się niezwykle interesująca odsłona wcześniej już przez nas poruszanego ryzyka reputacyjnego, szczególnie ciekawa, że dotyczy tego samego i dobrze znanego podmiotu, choć źródło ryzyka, popularna „optymalizacja podatkowa” jest zupełnie inny.
Przypadek polskiej firmy odzieżowej jest na pewno wszystkim
znany a ciekawy również, dlatego, że jest to chyba pierwszy polski case study o takim wymiarze gdzie jedną z głównych ról odgrywają internetowe społeczności, w tym przypadku facebook, gdzie najpierw utworzono „ hejterską” ( nie oceniam, to
nazw obiektywna) potem kontr-stronę, przy czy ta pierwsza została ba czyjeś (czyje) żądania przez FB „zbanowana”, mówiąc językiem ludzkim zablokowana. Co z tego wyniknie jeszcze zobaczymy i do tematu wrócimy, akurat mamy pewne
wątpliwości czy to najszczęśliwsze dla dotkniętego zagrożeniem reputacyjnym podmiotu. Tak czy inaczej spory  kryzys
reputacjny i to na bliskim podwórku jako lessons learned warto obserwować aby wyciągnąć wnioski jak zarządzanie ryzykiem reputacyjnym powinno wyglądać.
Inną kwestią jest źródło kłopotów firmy, czyli optymalizacja
się w rajach podatkowych, to rzecz dziś powszechna w m-narodowym biznesie a nawoływania do społecznej  powiedzialności są zgoła oderwane od rzeczywistości. Nawet Tina Turner się przechrzciła na Szwajcarkę żeby się „zoptymalizować” i to naszym zdaniem domena regulatorów żeby podatników podatkami nadmiernie nie zdołować. Inaczej się zoptymalizują czy ktoś chce czy nie, a spraw jak kiedyś czytaliśmy ma poczwórne dno, bo podobno każde z wielkich światowych graczy UK, USA, Francja ma w swojej jurysdykcji jakąś wysepkę „optymalizacji”, choć oficjalnie jest zupełnie przeciw.
W ogóle to różne aspekty tej sprawy są interesujące choćby
zainteresowanie, żeby nie rzec interesy CSRa który zdaje się z
lekka ostatnio zacichł, a przecież zawsze jest miło przeszkolić firmy w odpowiedzialności, pragnienie naprawy świata przez ludzi lepszych od nas, czy nawet fakt, że sprawa toczy się w
okolicach tradycyjnej ogólnonarodowej histerii związanej z wrzucaniem kilku grosików do durszlaka, z którego rocznie wyciekają miliardy.
Nie należy też zapominać „tematy” są od dawna przerabiane
„na zachodzie” choćby pisaliśmy jakiś czas temu o Apple , które (-o ?) znany jest z niezwykle efektywnej optymalizacji, przy doskonałym zarządzaniu ryzykiem reputacyjnym, a przecież i w usa wiele jest przykładów firm , które płacą wysoką cenę za
nagłaśniane reputacyjno-optymlizacyjne kryzysy.
“Polski” przykład unaocznia również, że nie bez powodu w
FERMA-owskim Risk Banchmarking Surveyu europejscy risk menadżerowie wymieniali ryzyka związane z social media wśród 5-ciu topowych no, bo jeżeli gdzieś dzisiaj waszą firmę będą chcieli obsmarować, to gdzie? Oczywiście w Internecie a najpewniej na facebooku.

Stąd płynie nauka, że w ramach śledzenia ryzyka reputacyjnego dobrze jest regularnie:

  •  „skanować” zwartość internatu na nazwę naszej firmy ( np.
  • raz w miesiącu 10 pierwszych stron w google.com i google.pl)
  •  analizować, co dzieje się na facebooku na naszym firmowym profilu (o ile go mamy)
  • obserwować tworzenie się ew. grup przeciwników, wyrażane
    przez nich opinie i głoszone hasła (np. nawoływania do bojkotu)
  • reagować szybko
  • ale z rozmysłem
  • czytać Ryzykonomię.

Do tematu “zarządzanie ryzykiem reputacyjnym” wrócimy, ciekawi co też dalej się wydarzy, bo to chyba jednak nie koniec, pa.

Zarządzanie ryzykiem reputacyjnym

 

Jakie standardy zarządzania ryzykiem. Wyniki badania.

jakie standardy zarządzania

“Jakie standardy zarządzania ryzykiem wykorzystujemy?”
Tak brzmiało pytanie postawione Czytelnikom Ryzykonomii w pierwszym, z mamy nadzieję licznych badań branży zarządzania ryzykiem w Polsce prowadzonym przez IAR, Instytut Analiz Ryzykonomii. (No, dobrze niech będzie nie ma żadnego Instytutu, ale w sumie jak patrzymy w telewizję to mnożą u nas się różne samozwańcze think tanki, więc dlaczegoby nie ?).

W badaniu, które trwało około 2 tygodni wzięło udział 24 anonimowych respondentów. Może nie jest to bardzo dużo, ale mamy nadzieję w kolejnych edycjach będzie więcej. Oczywiście serdecznie dziękujęmy wszystkim, którzy kliknęli i wzięli udział.
To naprawdę dużo znaczy w kraju, gdzie wogóle ludzie, nawet powiązani “branżowo” są niechętni do jakiejkolwiek kooperacji, czy ujawniania swoich opinii. Niestety, i to mamy okazję obserwowawać w naszym akademickiem życiu (bo mamy kilka “żyć” jak w grze komp: konsultingowe, akademickie, trenerskie, blogowe, komentatorskie…) zasadniczo obowiązuje u nas staroradziecka zasada “tisze jediesz dalsze budiesz”, nikogo tu nie winię taka dygresja, taki mamy system kształcenia… Oczywiście dla zarządzaania ryzykiem, gdzię ujawnianie “niedobrych informacji” ma fundamentalne znaczenie, ba to istota risk menadżmentu, ta zasada jest zabójcza, i z pewnością każdy menadżer także menadżer ryzyka mam nieraz okazję tego doświadczać…

Ale, wracając: wyniki naszego quizu – badania obrazujemy na załączonych obrazkach.

jakie standardy zarządzania

 

 

Na pewno jesteśmy trochę zaskoczeni, że przynajmniej wśród ankiektujących równą w zasadzie popularnością, “zastosowalnością” cieszyły się obydwa “największe” pod względme popularności na świecie standardy, czyli COSO II Zarządzanie ryzkiem korporacyjnym. Struktura Ramowa oraz ISO 31000 Zarządzanie ryzykiem. Zasady i wytyczne.
Ciekawe, ciekawe…

Oprócz tego, ponieważ była również możliwość dodatkowych komentarzy, lista dopowiedzi na tytułowe pytanie poniżej:

“Własny”
“Żaden” 
“FERMA” (standard Federtion of European Risk Mgmt Associations)
“Korzystam z kilku i wybieram najlepsze rozwiązania”
“ISO 27005” (IT security przy. red. )

Jakie standardy zarządzania ryzykiem wykorzystujemy?
Różne i jak się wydaje, ma to sens.

A jaka jest Państwa opinia, jak oceniacie problem? Prosimy o komentarze, poniżej.

Głosujcie nakryzysowo

0
na kryzysowo

Całkiem niedawno znajomy Blog kryzysowo.pl , którego Polecamy, wystosował do Redakcji Ryzykonomii zupełnie nieoficjalne i niewiążące zapytania czy nie moglibyśmy poinformować Czytelników o tym, że oni, tj. kryzysowo.pl zostali zgłoszeni do konkursu “społecznie odpowiedzialny bloger”, choć nawet wcześniej mieli już podobno dosyć konkursów bloggerskich, w których wygrywa klaka seo-kuchenno-spodniowa (skąd my to znamy) i oczywiście zachęcić Rzeczonych Czytelników, aby (po świadomym zapoznaniu się z treścią  kryzysowo.pl) oddać swój cenny głos. Z radością więc informujemy i zachcamy do wejścia na kryzysowo.pl , gdzie więcej informacji znajdziecie…
Noooo….
Muszę tu powiedzieć, że “środowisko ratowniczo-kryzysowe”, z którym się spotykam już to w Internecie, już to przy innych okazjach (ostatnio przy wdrażaniu zarządzania ryzykiem w pewnej placówce ochrony zdrowia, co jak wiadomo jest jednym z obszarów eksperckich Ryzykonomii),  budzi w nas zawsze bardzo  pozytywne emocje. Od razu wyjaśnię, że nie chodzi tu o liczne antykryzysowo-ustawowe komitety, co do których…dużo by mówić, ale o anty-krysyzowo “misyjne”.
Mam wrażenie, że ratownicy oraz wszelkiej maści anty-kryzysanci to prawdziwi zapaleńcy, oddani swojej misji, ryzykonomicznej przecież w swojej istocie, misji niezwykle istotnej dla wymarzonej Modernizacji, misji niesienia bezpośredniej pomocy i wiedzy (!!!) tym, którzy tego potrzebują, a nawet… czasami nie potrzebują, bo nie wiedzą na przykład jak sie zachowac w przypadku pożaru, wypadku czy innego zagrożenia. Już nie będę nawet wspominał jak z tym u nas “cienko”. Nawet jak donoszą w Holandii wydają już porady po polsku nt. “Nauka nietopienia się w weekend”….
Sami ostatni nad morzem powstrzymywaliśmy pociechę przed brnięciem we wzburzony ocean bałtycki, a niestety obok cała rodzinka (PL) nieustraszona – brnęła. I znowu wyszliśmy na strachliwych, zapinający pasy w autobusie itp. Nawet nie mamy piwka na kocyku, jak co drugi kocyk na plaży. Coś jest z nami nie tak? Ryzyko Mania ? Z innej beczki: nie chcemy dołączyć do kolejnego rekordu rzezi na drogach w ostatnim tygodniu – jak doniesiono. Ech ?

Wracając do ratownictwa i anty-kryzysów, to ostatnio mieliśmy okazję słuchać w TVN wypowiedzi zaproszonego ratownika dotyczącego  ostatnich tragedii wodnych (link) i aż strzygliśmy uszami, ile tam ważnych i profesjonalnych (o co w naszej TV trudno choć psychologów i politologów znających się na Wszystkim nie brakuje)  i praktycznych informacji o “wodnych ryzykach” można było wysłuchać.Dlaczego tacy ludzie nie piszą programów szkolnych ?

Także, czytajcie, głosujcie ma kryzysowo.pl o co uprasza Was Wasza Redakcja bloga rychtując kolejne artykuły “o ryzyku”, wkrótce….

Za mało, za późno za dużo ryzyka

0
za malo

Za mało ryzyka ?
Mało o tym było u nas, ale  w światowych mediach znowu było głośno o problemach żeglugi pasażerskiej,  a mianowicie luksusowca pasażerskiego firmy Carnival Triumph, należącego do linii żeglugowych, a jakże Carnival. Sami w Redakcji
Ryzykonomii bardzo lubimy morskie podróże, sporo o statkach wiemy i nawet onegdaj potrafiliśmy rozróżnić Stocznię Gdańską od Gdyńskiej, gdy takowe jeszcze były, ale teraz ich już nie potrzebujemy.Także ze smutkiem przyznamy że na żadnym
Carnivalu jeszcze nie pływaliśmy… ale zawsze mamy czas do emerytury, a to jak wiadomo ostatnio dużo czasu…

Do awarii statku wracając, to zapaliła się w nim maszynownia
, jednakże szybko została zgaszona gorzej, że wszystko wysiadło, i coś 3100 pasażerów plus ponad 1000 załogantów zostało bez prądu, wody, jedzenia (lodówki !), i w ogóle w totalnym haosie ….
Za mało technicznie przygotowana do podjęcia działań antykryzysowych, pożar ugaszono, załatwiono holowniki, awaryjne kanapki, generatory etc. ale wiadomo, taki „pasażer”
to miasto na wodzie i jak pasażerowie masowo donosili  z pokładu (podczas i już po)  do rodzin i mediów (rzecz działa się u
wybrzeży Zatoki Meksykańskiej)  nie działały kibelki,  kanalizacja,
wentylatory, brakowało jedzenia, picia, a chyba przede wszystkim słabo było z informacją, bo nawet zanotowano telefony przerażonych pasażerów deklarujących swój koniec.
Źródła specjalistyczne sugerują, że firma Carnival dała
plamę na polu zarządzania kryzysowego nie informując odpowiednio i wykorzystaniem różnych dostępnych mediów. Co się naprawdę dzieje , jaka jest skala problemy, co
przedsięwzięto.
Ujawniło się więc mega ryzyko reputacyjne. W Carnivalu przygotowali się do awarii statku sensu stricto (!) , ale
umknęło im najwyraźniej, że ich statek to mega hotel i awaria techniczna powoduje łańcuch różnych nieoczekiwanych zdarzeń.
Najwyraźniej firma miała też pecha bo żadne inne newsy się w
feralnych dniach nie pojawiły stąd media poużywały sobie dodatkowo, żeby wyeksploatować temat, tak dziś niestety jest.
Niby fajnie, że CEO Carnivala obiecał pełne rekompensaty plus
500 dolców na głowę. Szkoda tylko, że dał się w trakcie trwania kryzysu przyłapać przez media  na meczu basketbolowym
z radosną miną (podobnie jak CEO British Petroleum w kryzysie ropowyciekowym w Gulf of Mexico), co jest z tymi CEO, że są tak naiwni !?; nawet my w Ryzykonomii wiemy, że w podobnych sytuacjach trzeba jak opisywał to Sienkiewicz „buzię w skromne ciup i ręce w małdrzyk….” Ale na pewno nie na mecz!!!
Nic więc dziwnego, że pasażerowie podsumowali wszystko, a
media to podchwyciły: „ too little too late”….
za mało za mało za mało

Mylenie się jest esencją zarządzania ryzykiem

0
mylenie się

Myliłem się ! Jeszcze kilka dni temu przyznaję, trochę cynicznie wieszczyłem wysoką wygraną Le Pen w wyborach we Francji. I nawet jeżeli nie w pierwszej turze, to potem i tak. Inna sprawa, że wiele się jeszcze może wydarzyć….

Wynik wyborczy we Francji jest i tak niezwykle ciekawy, bo przecież w II turze nie znalazł się żaden z kandydatów dwóch największych ugrupowań od lat. I Le Pen i Macron są spoza “układu”. To nowe nadzieje ludu na zmianę “systemu”…

Inna spraw, że i w II turze wiele się jeszcze może zdarzyć. A i prawdopodobne są zamachy terrorystyczne, które mogą mieć wpływ na wynik wyborów, podobnie jak to było w Hiszpanii w 2004. Dlaczegoś (ha, ha) islamistom zależy na wygranej Le Pen… no nic w tym dziwnego, bo chodzi o sianie nienawiści. A to na pewno bardzo dobry kandydat, wręcz wymarzony dla dżihadystów.

Ale miało być o myleniu się… Bo tak sobie przy okazji pomyśleliśmy, że “godzenie” się na możliwość pomyłki jest jednym z kluczowych wyzwań nie tylko zarządzania ryzykiem, ale też i planowania, budżetowania, budowania scenariuszy. No, przecież tu o TO chodzi. Zastanawiamy się nad przyszłością, próbujemy ją przewidzieć, ale nie zawsze musi się to zakończyć sukcesem. I nawet nie powinno, bo to by oznaczało że czas już zwinąć manatki i udać się na spotkanie w niebiosach, albo pobiec do najbliższej kolektury Lotto…

Ludzie się mylą i nie jest to ani niczym dziwnym, ani złym, ani nagannym. Ani już na pewno mylenie się nie powinno być argumentem PRZECIW planowaniu, zarządzaniu ryzykiem, budżetowaniu itd.

Mylenie się powinno być natomiast lekcją, nauką, co poszło nie tak, jakie założenia były błędne. I oczywiście jak to zmienić w PRZYSZŁOŚCI, która…ponownie może nas zaskoczyć, bo mylić się rzeczą ludzką est. Byle mylić się jak najbardziej procesowo, systematycznie. I nie na przysłowiową “pałę” , kiedy to tylko jest możliwe.

Jak ładnie ktoś powiedział: człowiek mądry uczy się na błędach własnych, sprytny na cudzych, a głupiec… nie uczy się WCALE !

Howgh!

mylenie się mylenie się

2015 ranking standardów zarządzania ryzykiem

0
2015

2015 odchodzi, 2016 nadchodzi…

Koniec 2015 i Nowy Rok są wszędzie okazją do różnego rodzaju podsumowań i prognoz.
Prognozę, naszą tradycyjną Mapę Ryzyk 2016 już napisaliśmy i narysowaliśmy, wysłaliśmy do naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej i wkrótce opublikujemy ją także na łamach Ryzykonomii.

Co do podsumowań 2015, to pojawiają się też liczne rankingi różnych rzeczy, więc i my w Redakcji Ryzykonomii, po krótkiej naradzie przedstawiamy swój ranking, jakże ważny dla każdego risk managera, a jest to Ranking Standardów Zarządzania Ryzykiem, Zintegrowanego Zarządzania Ryzykiem, Enterprise Risk Management.

W tym rankingu, żeby nie trzymać rozgorączkowanych emocją P.T. wiernych Czytelników Ryzyknomii zwycięża (uwaga, uwaga, już za chwilęczkę, otwieramy kopertę, mecenas sprawdza poprawność wyboru, tak…)

Zwycięzcą Rankingu Standardów Ryzyka 2015 jest: KONSTYTUCJA RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ!

Uzasadnienie jury konkursowego:
Regulacje są dzisiaj i powtarzamy to zawsze nie tylko teraz (-), najważniejszym elementem całego systemu zarządzania ryzykiem, w tym wypadku zarządzania ryzykiem na najwyższym, społeczno-gospodarczym poziomie. Już pierwszy menadżerowie ryzyka w Konstytucji 3 Maja rozumieli, że jest to w istocie standard zarządzania ryzykiem, który ma stworzyć system postępowania z ryzykiem (risk treatment) z takimi ryzykami jak: kołtuństwo, warcholstwo, sobiepaństwo i prywata.
Klasyczny ton płynący z królewskiej góry (tone of the top) miał pokazać całej Organizacji, że Kierownictwo jest zaangażowane w budowanie systemowej odporności  na ryzyko typu najazdy, rozbiory itp. A to wszystko w celu uzyskania zapewnienia (assurance), że cele organizacji będą osiągane. 

Od tego czasu minęło sporo czasu, mieliśmy konstytucje lepsze i gorsze a nawet komunistyczne. Każdy z tych standardów umożliwiał postępowanie z jakimś ryzykiem naszej społecznej organizacji i póki nie ma innych dla zachowania integralności organizacji wydaje się sensownym aby je przestrzegać.

Również Nasz Laureat, obowiązująca Konstytucja RP nie jest systemem zarządzania ryzykiem idealanym, niektórzy twierdzą, że nawet bardzo złym. Póki co jednak nie mamy innego i jak się wydaje przestrzeganie zawartej w nim struktury ramowej (framework) zarządzania ryzykiem jest jak się wydaje sensowne i ważne, bo jak mówi o tym szeroka definicja zarządzania ryzykiem (ISO31000): “zarządzania ryzykiem służy osiąganiu celów organizacji”.

Kończąc tę laudację Jury zaprasza wszystkich do subskrybcji naszego Newslettera, który liczy już blisko 60 Czytelników, dziękujęmy za zaufanie !

Podsumowanie 2015 roku, jest tylko wstępem do pełnego ryzyk roku 2016, w którym Wszystkiego Najlepszego Życzy Czytelnikom Naszego Portalu Wydawca Ryzykonomii, Jerzy Podlewski.

Dołącz do 512 profesjonalistów.
Zamów cykliczny bezpłatny Newsletter.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w formularzu subskrybcji dla potrzeb niezbędnych do wysyłki Newslettera Ryzykonomii (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

Mapa Myśli Ryzyka 2014 cz.2

0
mapa myśli ryzyka 2014

Zgodnie z obietnicą zamieszczamy komentarz do “Mapa myśli ryzyka 2014”, którą opublikowaliśmy w tekście zamieszczonym w Gazecie Ubezpieczeniowej z 14 stycznia b.r., prasowo-medialnym liderze tematyki ubezpieczeniowej, konsekwentnie promującej bliską sercu i umysłowi Redakcji Bloga tematykę ryzyka. Więc jasne, że polecamy…

“Jak zwykle przełom roku jest okazją do zamieszczania prognoz, co też może się wydarzyć w roku kolejnym, tym razem 2014. Ta noworoczna aktywność niejednokrotnie sprawia wrażenie wróżenia ze szklanej kuli szczególnie, że mało kto o tych wróżbach w kolejnych latach pamięta. Albo tylko tak nam się wydaje,
że to spekulacje gazetowych lekkoduchów, bo przecież jak świat długi i szeroki różne think –tanki, instytuty i ciała mędrców tworzą projekcje, analizy i przepowiednie dotyczące przyszłości, które są całkiem poważnie wykorzystywane przez rządy, organizacje
międzynarodowe i wielki biznes, także ubezpieczeniowy. Przewidywanie przyszłości jest nieodzownym elementem zarządzania i to wcale nie żadne czary-mary á la wyrocznia delficka choć… jak donoszą Źródła popularna Pytia opierała swoje
wróżby na solidnej sieci informatorów, którzy dostarczali najświeższe informacje stanowiące solidny grunt do całkiem sensownych przepowiedni.

Od przewidywania przyszłości do analizowania ryzyka już tylko mały kroczek, w istocie to samo wyzwanie, a popularną w naszym post-delfickim świecie techniką analizy ryzyka jest tworzenie Map ryzyka, które w dwuwymiarowym układzie współrzędnych określają
prawdopodobieństwa i wielkości skutków prognozowanych zdarzeń. Taka mapa ma tę przewagę nad szklaną kulą, że zapisana w papierach organizacji staje się punktem odniesienia ot, choćby do strategicznego planowania. W 2012 nawet rząd (brytyjski)
stworzył mapę ryzyka identyfikującą grupę ryzyk istotnych dla przetrwania Zjednoczonego Królestwa; niestety w kolejnych latach ten godny naśladowania eksperyment nie był kontynuowany.

Swoje mapy ryzyka na 2014 tworzą dziś „standardowo” przedsiębiorstwa na całym świecie. Także gracze z branży ubezpieczeniowej i choć nie mamy do nich tutaj wglądu, to możemy przypuszczać, że pozostają one w relacji do oceny ryzyka serwowanej od jakiegoś czasu regularnie przez EIOPY-ę w „Risk dashboardach” („tablicach kontrolnych ryzyka”). Ostatni „dashboard” z 12 grudnia szereguje w kolejności od najbardziej do mniej ważnych, nadchodzące ryzyka 2014 następująco: niskie
stopy procentowe, ryzyka suwerenów, ryzyko makro, ryzyko kredytowe  instytucji finansowych, ryzyka kapitałowe,
ALM,  ryzyko rezygnacji, ryzyko kredytowe instytucji niefinansowych. Nie trzeba być specjalnie odkrywczym aby zauważyć, że każde z analizowanych przez EIOP-ę ryzyk jest samo w sobie olbrzymią gałęzią ryzyka, którą łatwo możemy połączyć z ryzykami analizowanymi z innego punktu widzenia.

Przykładem  takiego odmiennego  „punktu widzenia”  ryzyka jest raport Global Risk z World Economic Forum. Na wielowymiarowych mapach ryzyka eksperci z całego świata analizują i poszukują współzależności ryzyk o globalnym zasięgu. Wielkość
analizowanych ryzyk oceniano tu w pięciostopniowej skali prawdopodobieństwa i skutków. Najważniejsze pięć globalnych zagrożeń pod względem prawdopodobieństwa ich wystąpienia to według WEF (w kolejności od naj- potem malejąco): rosnące
różnice w dochodach ludności, chroniczne nierównowagi budżetowe, zmiana klimatu, brak wody, starzenie się społeczeństwa. W przypadku oceny wielkości skutków
ryzyka największe znaczenie według ekspertów mają następujące ryzyka: kolejny kryzys na rynkach finansowych, brak wody, chroniczne nierównowagi budżetowe, proliferacja broni masowego rażenia, klimat. Ciekawy jest też ranking ryzyk „wschodzących”: skutki wprowadzania regulacji, jednostronna nacjonalizacja
zasobów (znacie ?), chroniczna nierównowaga na rynku pracy, gwałtowne zatrzymanie wzrostu krajów rozwijających się, starzenie się społeczeństwa.

We tym i chyba wszystkich współczesnych rankingach i mapowaniach ryzyka zwraca uwagę zależność, że w efekcie przeciwdziałania ryzykom powstają nowe ryzyka.
Klasyczny jest tu przykład regulacji i związane z nim ryzyko niezgodności… i czyż nie ma „piękniejszego” przykładu niż Bazylea czy Solvency?  Zresztą, podobny problem dotyczy „walki” ze
zmianami klimatu, gdy działania podejmowane w reakcji na to zagrożenie mogą negatywnie wpływać na gospodarki krajów rozwijających się, które w przeważającej mierze wykorzystują węgiel (na przykład Polska).

Temat prognozowania i analizowania wpływu ryzyk w szerokim społeczno-ekonomiczny wymiarze jest dzisiaj dostrzegany i analizowany na poziomie takich „globalnych” organizacji jak MFW, Bank Światowy czy OECD, przy czym katalog identyfikowanych
ryzyk oraz rankingi „ważności” nie są jednakowe. Na przykład OECD podkreśla znaczenie 5 potencjalnych globalnych „szoków”, wśród których są: kryzys finansowy, pandemie, krytyczne awarie infrastruktury informatycznej, burze magnetyczne związane z aktywnością słońca zagrażające systemom energetycznym,
niepokoje społeczne.

I w tym przypadku można mówić o oddziaływaniu każdego z wymienionych zagrożeń na wszystkie obszary gospodarki. Wpływ wybuchu pandemii w 2014 roku na rynki finansowe i sferę realną byłby wieloraki, a wśród najciężej dotkniętych gałęzi znalazłyby
się transport i handel międzynarodowy. Zakłócenia w tych obszarach spowodowałby efekt ryzyka łańcucha dostaw, co mogłoby mieć nieobliczalne skutki dla wszystkich. Symulacje wpływu pandemii o europejskim zasięgu na kraje EU-25
pokazują, że w ciągu 2-3 lat łączne efekty popytowo-podażowe takiego zdarzenia spowodowałyby spadek PKB tej grupy krajów od 2 do 4%. W przypadku gospodarki globalnej ten wpływ byłby już dużo bardziej dramatyczny i przekroczyłby 11%. Potencjalne
skutki pandemii wykraczają jednak daleko poza czysto konomiczne kalkulacje.

Katastrofa taka mogłaby mieć na przykład istotne reperkusje polityczne, spowodować niepokoje społeczne, a nawet konflikty zbrojne. Ciekawe, że ryzyko pandemiczne, choć mapowane przez organizacje na całym świecie, jest u nas traktowane dość
egzotycznie a niesłusznie, bo powody aby podejmować ten temat są zasadniczo dwa. Pierwszy jest taki, że pandemia grypy (czy innej choroby) może jednak wystąpić, bo ludzie chorują. Drugi jest taki, że plany reagowania kryzysowego są uniwersalne
i te przygotowane na pandemię przydadzą się w przypadku wystąpienia innych, nieoczekiwanych ryzyk.

Nasze Czynniki map ryzyka chyba nie tworzą, zresztą może to i lepiej, bo jak na przykład pomyśleć o odpalonym właśnie mega-maxi ryzyku „compliance-owym” w kwestii OFE, to aż włos staje dęba co się stanie, jeżeli Trybunał jednak za jakiś czas zawetuje.
Przy tej okazji nie sposób nie wzmocnić już i tak silnej pozycji ryzyk regulacyjnych na wszystkich mapach ryzyka 2014, bo coraz więcej regulacji legislatywy jest u nas de facto odsyłanych przed sądy, ta dramatyczna inflacja tworzenia prawa zdaje się być a priori wpisana w sam proces jego tworzenia. Najgorsze, że
prawdopodobieństwa zaistnienia tego ryzyka nikt chyba nie jest w stanie ocenić.
Inna ciekawa sprawa związana z mapowaniem przyszłości jest taka, że istotą zarządzania ryzykiem jest odpowiadanie na wyzwania wszechobecnej niepewności. A jaka jest niepewność w powszechnie mapowanych ryzykach typu „chroniczne
nierównowagi budżetowe”? Bilanse kluczowych graczy są niezrównoważone od lat, za chwilę kolejny klif fiskalny w USA, Francja półbankrutem, Grecja udaje, że żyje, nasz budżet „zalepiony” przez „darczyńców” z OFE, itd. To nie niepewności,
lecz pewne pewności coraz trudniej zamiatane pod dywan. W zasadzie to ich miejsce jest nie na mapie ryzyka, pytanie czy wylezą w całej swoje koszmarnej okazałości już w 2014 roku? Czy może jeszcze troszkę później, jeszcze pożyjemy?

Ale, ale!  Jeżeli Czytelniku zgubiłeś się w tym gąszczu ryzyk, to…. bardzo dobrze! Takie jest zasadnicze przesłanie tego felietonu
o mapowaniu 2014, że będzie nie tylko bardziej ryzykowanie, ale i bardziej skomplikowanie. Tradycyjne, coraz większe krzyżowe zależności między ryzykami urosną w 2014, „stare” ryzyka latami nierozwiązywane jeszcze bardziej się skołtunią i przybędą jeszcze nowe, wiele nowych.  Dlatego zamiast tradycyjnej 2-wymiarowej mapy ryzyka można sięgnąć po mapy wielowymiarowe,
gdzie kluczowe są właśnie współzależności prognozowanych ryzyk. Dobrze nadaje się do tego celu koncepcja map myśli (mind map), popularna skądinąd także w świecie biznesu. Rysunek mapy myśli ryzyka 2014 z natury rzeczy niepełny, bo temat jest olbrzymi, załączamy…”

mapa myśli ryzyka 2014

 

Biała księga, białe ryzyko ryzykonomia

0
białe ryzyko

Nie wiemy na ile i “czy” P.T. Czytelnicy Bloga wiedzą, ale Wasza Redakcja nie tylko zajmuje się promocją bestseellera naszego Naczelnego, który twardo siedzi w czołówce listy empikowych bestsellerów, ale i Naczelny się odgraża, że nowe “rzeczy” (myśli, że nie wiemy, jakieś ma hemigłejowskie sugestie stary bufon) już zaczyna pisać, teraz zdaje się jakiś duży artykuł o audycie zewnętrznym biegłych rewidentach regulacjach i nie wiemy naprawdę o czym jeszcze. Choć słusznie się Czytelnik/czka spodziewa, że jak już napisane będzie to i czym prędzej w ręce P.T. Czytelników te ryzykonomie przekażemy.
Póki co wrócilismy z koncertu Bon Joviego w Ergo Arenie, i to ryzykonomicznie skomentujemy, ale za chwilę bo jeszcze jedna rzecz czeka “na parapecie” do opisania.

A rzecz to niebłacha bo dopieroco z wielką acz niedostrzeżoną pompą ukazała się “Biała księga
Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczpospolitej” pod patronatem samego Prezydenta.  Nie tylko Biała ale i wieeelka to księga licząca coś 265 stron. Przyznajemy, że tyle niegdy nie czytamy z takich megadokumentsów, z amerykańskich firm został nam leniwy nawyk czytania executive summaries, bo zwykle tam można wyczytać całe klue programu. No, tu ES-u zasadniczo nie ma choć na końcu są różne podsumowania, wyznamy szczerze równie dla nas mało zrozumiałe jak cały documents. Wogóle to z wielkim szacunkiem o sprawie mowimy, żeby nie było niedomówień, wystarczy całe kompanie (a raczej bataliony) autorów wyczytać, a chyba same tytuły naukowe ustawione jeden na drugim dałyby nam

Białe ryzyko

ZOMBIE ATAKUJĄ !

bezpośrednie połączenie jeżeli nie z księżycem to na pewno z drzwiami do piotrogrodu.
Oczywiście nie jest tak żebyśmy tego szacownego tytulu do pobrania (link niżej) bliżej nie przejrzeli
http://www.spbn.gov.pl/portal/sbn/667/4630/Biala_Ksiega.html
ale choć różne diagnozy tam deklaruje się – to analizy ryzyka (tak jak to rozumie prosta Redakcja Ryzykonomii) – ani słychu ani dychu. Co do koncepcji to może i umysł zbiorowy był ale chyba nie zadziałał.
Generalnie i subiektywnie podsumowujac, to jak widzimy podobne strategie to sobie myślimy, że dobrze jest uczyć się języków obcych. Oczywiście po to, żeby móc poznać głębie białoksięgowych przemyśleń, ale i dla rozrywki i dla bezpieczeństwa.
A już za chwilę, zagramy dla vas o samym koncercie Jonie Bon Jovi…. Słuchajcie jak gramy !!!

białe ryzyko
białe ryzyko
białe ryzyko
białe ryzyko

FERMA European Risk Benchmarking

0
FERMA European Risk Benchmarking

Nasza rodzima FERMA, czyli Europejskie Stowarzyszenie Zarządzania Ryzykiem, do którego mamy przyjemność należeć, co roku przeprowadza pan – europejskie analizy developmentów zarządzania ryzykiem czyli European Risk Benchmarking Survey. Sami wypełnialiśmy

stosowne kwestionariusze, podobnie jak prawie tysiąc naszych kol. i kolż. z całej Europy z firm małych i gigantycznych, lokalnych i globalnych.  Survey FERMy jest największym badaniem
zarządzania ryzykiem na Kontynencie i można z niego wyczytać różne interesujące i brzemienne w skutkach spostrzeżenia, takie jak:

Top 5 ryzyk wg. europejskich risk manadżerów:

 

  1. Konkurencja, klienci, strategia rynkowa, rynek
  2. Compliance, regulacje krajowe i zagraniczne
  3. Finanse (stopy, FX, dług, płynność, ryzyka suwerenów)
  4. Reputacja (media społecznościowe, komunikacja) – zepchnęło produkcję, jakość  i koszt kating !!!
  5.  Planowanie i wykonanie
Kolejne wnioski:
  • Najważniejszy czynnik zewnętrzny popychający do ERM-owania to wymogi prawne, regulacyjne i w ogóle compliance (61% respondentów), potem wymogi shareholderów (37 %) ale rośnie
  • Kryzys wpływa na wzrost raportowania ryzyka do Rad
    nadzorczych (46%) 39 % komórek zarządzania ryzykiem łączy funkcje zarządzania ryzykiem, ubezpieczeniami (Risk nad Insurance Management)  a audyt i kontrola wewnętrzna są oddzielone. Wszystkie funkcje są  połączone wyłącznie w 9%
  • Rośnie synergia IA i RM ale wciąż dużo do zrobienia, bo
    tylko w 41 % jest advanced
  • 37 % wykorzystuje własne rozwiązania ERM, skrojone na miarę, 29 % deklaruje COSO2, 25 % ISO 31000
  • 42 % ma zawansowany dialog zarządzania ryzykiem z Zarządem (rok wcześniej 40%)
  • U 53 % wzrasta raportowanie ryzyka do top managementu (poprzednio 45%)
  • 62 % mapuje ryzyko zaawansowanie
  • Stanowcza większość bazuje na WIR-ach (62%),  stochastyka to wciąż tylko 11%
  • Analiza synergii zarządzania ryzykiem i procesu podejmowania decyzji (tzw. embedded RM) wciąż
    pozostawia wiele do życzenia, zaawansowana tylko u 38 % respondentów (ale rośnie)
  • W raportowaniu i komunikacji ryzyka przodują, jak deklarują Niemcy (naturlich !)

A już za chwilę c.d. wniosków z Reportu….

FERMA European Risk Benchmarking FERMA European Risk Benchmarking FERMA European Risk Benchmarking

Dręczymy po łikendowo

dręczymy

Już nie raz deklarowaliśmy, że nienawidzimy szczerze ideji”długiego łikendu”.. z odczuwanego przymusu społecznego odpoczywania akurat wtedy jak i z niestosownościzamykania na kluczyk kraju na dorobku, w ogonie rozwiniętych, na cały tydzień. Dodamy  tylko, że owych „świąt” około łikendowych nikt specjalnie nie świętuje a wszystko jest kolejnym pretekstem do ogólno narodowego palenia węgla drzewnego i kiełbasianej wyżerki. Ale tak już najwyraźniej musi być, póki co pienia w mediach
“na temat zamilkły, nawet echa 75 tradycyjnie zabitych na drogach już nikogo nie dziwią, bo wiadomo, że to

wszystko wina „złych” “pijanych” kierowców, a sami jeździmy
„ szybko, ale ostrożnie” i wszystkiemu są „winne drogi”.

Nawiasem mówiąc zaraz po niedawnym tragicznym najechaniu na trolejbus w Gdyni przez ciężarówkę ( z zdemontowanymi częściowo hamulcami jak donoszą,
niepotwierdzone, media),
Zobacz !!!

sami czytaliśmy jaki podniósł się na forach raban, kiedy ktoś zażądał dodatkowych fotoradarów w niebezpiecznym
miejscu. Zgroza!

Ale taka reakcja „dobrych” kierowców nie powinna specjalnie
dziwić, jak i nie dziwi nas informacja (tym razem telewizyjna) o tramwajarzach zarabiających po 4-5 tysiaków w warszawskich tramwajach (znając choćby sytuację polskiej nauki, tej która jeszcze nie wyjechała) i całych rodzinach,
teściowych i konkubinach wożonych za darmo, kiedy my tu w ankietach na blogu zarobki risk manadżerów
w Polsce sekujemy. O tempora, o mores !
Z mediów różnych dowiadujemy się jeszcze, że orzeł był tak
naprawdę z gastronomicznej plasteliny, a nie czekolady oraz, że ambasador wcale nie jest wujkiem Marcina ale, całe szczęście, zegarki były prawdziwe, choć pożyczone.
Porzuciwszy te daremne rozważania, choć nie bez widoków wówczas na bloggerską popularność, jak Piecyk czy Tasia K., w przejściu do kolejnych ryzykonomicznych bajań  i rozważań uzupełniamy naszą zakładkę „Cytaty” (na górze
bloga) o może nie ściśle związany ale „zarządczy” i kryzysowy cytat:
Grupy organizujące publiczne akcje protestacyjne są (w tym)
dużo bardziej doświadczone niż osoby i organizacje odpowiedzialne za zarządzanie tymi protestami. 
Sam Rosenfeld, Densus Group
 A – jak kiedyś wspominaliśmy – jesteśmy otwarci na
wasze kwotacje ryzykonomiczne. Ślijcie śmiało. Zostańcie z nami. Czytajcie nas !