zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

300 grupy Zarządzanie ryzykiem

1
grupy zarządzanie ryzykiem

300 grupy zarządzanie ryzykiem !!!

300 czonków i członkiń przekroczyła właśnie jedyna taka (z tego co wiemy i sprawdzaliśmy) i największa polsko-języczna grupa “Zarządzanie ryzykiem” na LikedIn !!!

Redakcja Ryzykonomii jest niewymownie dumna z założenia i moderowania aktywności tej grupy profesjonalistów od zarządzania ryzykiem, szczególnie, że Grupa jest jak najbardziej aktywna i trwają na niej dyskusje, także teraz… a nie o każdej grupie można to powiedzieć…

No więc to świetna platforma do wymiany poglądów i dobrych praktyk, zdobywania wiedzy od najlepszych na rynku, możemy tylko polecić natychmiastowe zapisanie się na przykład pod linkiem

https://www.linkedin.com/groups/my-groups

Grupa rośnie ostatnio bardzo szybko i wkrótce przewidujemy kolejne jubileusze…

Grupy zarządzanie ryzykiem

Wybory, ryzykonomiczne wybory !

0
wybory

No nie denerwujcie się drodzy Czytelnicy, chodzi o wybory odpowiedniej opcji… bo właśnie na Ryzykonomii macie niezapomnianą, jedyną taką i wyjątkową okazję wziąć udział w kolejnym badaniu ryzykonomicznym.

Tym razem spóbujemy (z Waszą pomocą ) odpowiedzieć na pytanie “Ile ryzyk powinno się znaleźć w typowym rejestrze ryzyka?”

Choć może część z P.T. Czytelników bloga się żachnie (to zależy, to zależy, to zależy !!!) ale doświadczenie uczy, że wiele organizacji zastanawia się, a nawet być może boi wręcz zarządzania ryzykiem, bo nie wie ile problemów (ryzyk) może taki proces wygenerować.
A także: jaki jest benchmark? Więcej czy mniej ? Gdzie się zatrzymać? Czy już “wystarczy”? A wielkości rejestrów ryzyka, są różne, różne, wierzcie mi…

Głosujmy !!! Wybory !
Na stronie !!! Wyniki wkrótce !!!

Ryzyka telekomunikacyjne (10)

2
ryzyka telekomunikacyjne

Ryzyka telekomunikacyjne a właściwie ich ciekawą listę sugeruje w opracowaniu wielko-czwórkowa firma EY (dżwięcznie wokalizowany jako „iłaj”), pozdrawiamy szacowne grono ekspertów i czasami naszych konkurentów.

Według analizy EY, która podsyłają nam Źródła najważniejsze dzisiaj zagrożenia dla sektora wspomnianego sektora  są następujące, a jest ich dziesięć. (Tu na marginesie zauważamy, że ostatnio strasznie modne stało się zamieszczanie różnych numerowanych list: dziesięć tego, siedem tamtego, pięć innego. Podobno to przyciąga uwagę i Ryzykonomia też od czasu do czasu idzie z prądem…).

No, więc lista a’la ryzyka telekomunikacyjne jest następująca:

  1. Niezdolność do zajęcia nowej roli w zmieniającym się otoczeniu biznesowym
  2. Brak przewidywalności regulacji, szczególnie na nowych rynkach
  3. Ignorowanie znaczenia prywatności i bezpieczeństwa
  4. Niezdolność do usprawnienia organizacji
  5. Rozproszone dane ograniczają rozwój i efektywność
  6. Niewystarczające mierzenie wyników utrudnia osiąganie celów
  7. Niezrozumienie prawdziwych oczekiwań klientów i postrzeganych przez nich wartości w świadczeniu usług
  8. Nieumiejętność tworzenia wartości w oparciu o posiadane aktywa infrastrukturalne
  9. Źle zdefiniowany wzrost nieorganiczny
  10. Niezdolność do innowacyjności

Tak sobie tylko skomentujemy, że lwią część wymienionych ryzyka znajdziemy w każdej organizacji co oczywiście pokazuje też ich uniwersalność z całym szacunkiem. Ciekawe też są tu niewątpliwie relacje krzyżowe bo przecież telekomunikacja to dzisiaj “kręgosłup: każdego biznesu i z usług tego rodzaju każdy korzysta.

A nam najbardziej podoba się numer, 4 czyli „niezdolność do usprawnienia organizacji”, co niewątpliwie jest kluczem i dobrym podsumowanie skądinąd. Inna sprawa i nie mamy wątpliwości, że autorzy dobrze to rozumieją kwestią jest szczegółowe zidentyfikowanie i postawienie specyficznej diagnozy dla poszczególnych organizacji, co jak wiemy rzeczą łatwą nie jest.

Bardziej szczegółową rozpiskę poszczególnych ryzyk może znaleźć zainteresowany P.T. Czytelnik Ryzykonomii pod linkiem tutaj:

Góry jako business case zarządzania ryzykiem

0
góry

Góry, nasze góry….
Dobrze jest być przygotowanym. Tylko jak to udowodnić różnym menadżerom, jaki dać im biznes case, dowód na słuszność takiej (oczywsitej dla nas) tezy?  Choć pewnie kanikuła to w powszechnym mniemaniu  nie najlepszy czas do zarządzania ryzykiem (wrong! Przyp. Red.), to dla typowego ryzykomanika czas właśnie idealny. Weźmy taka wędrówkę po górach.

Dobrze jest być przygotowanym na 17 kilometrowy marsz z wyposażeniem w 32 stopniowym upale, a już następnego dnia w lejącym się z nieba deszczu, we mgle I temperaturze odczuwalnej może kilkanaście stopni plus wychłodzenie z przemoczenia. Czapki zimowe latem, szaleństwo? Proszę bardzo, jak znalazł!

W wędrówkowym realu nie będziecie się zastanawiali, czy dobrze jest planować wasze cele dopasowywać “siły i środki”. Tu otoczenie zweryfikuje wasze przygotowanie tu i teraz, bezwzględnie i natychmiast. I nawet, jeżeli targaliście (bez zastosowania tym razem) i miejmy podręcznej apteczki, energetycznego jedzenia, źródła ognia, folii NRC (koniecznie do samochodu!) i parę innych jeszcze bezużytecznych rzeczy… To macie satysfakcje i świadomość, że byliście, jako-tako przygotowani i zredukowaliście liczbę błędów-których- nie- da-się-uniknąć.
Bo jak powiedział, kiedy Ktoś: „albo nie popełniam błędów, albo się uczę”. Dziwne, że w górach wśród zwykłych przecież (no może nie tych „dolinowych”) turystów znajdziecie pełno ludzi, których nie trzeba przekonywać, że dobrze jest być przygotowanych, choć oczywiście nieprzygotowanych też znajdziecie. Tu jeszcze ciekawa obserwacja: im wyżej i trudniej tym mniej nieprzygotowanych. I to chyba także prawidłowość biznesowa. Chcecie wejść wyżej, skoczyć dalej, dotrzeć szybciej musicie być jeszcze lepiej przygotowani, czyli zarządzać ryzykiem.

W górach to to wielu ludzi rozumie. A jak jest w biznesie?

góry, góry, góry

Ryzyka muzeum w Luwrze

4
ryzyka muzeum

Zarządzanie ryzykiem ma wiele twarzy, co jest oczywiste, bo znajduje zastosowanie wszędzie. Dzisiaj mały przykład wygrzebany w Internecie przez departament R&R Ryzykonomii (research and research) a pokazujący jak do zarządzania ryzykiem podchodzi nikt inny a… sławne muzeum w Luwrze. Byliśmy i podziwialiśmy, jak donoszą źródła to niemały proces i projekt, bo na 60 600 metrów kwadratowych znajdują się zbiory liczące około 300 000 dzieł sztuki. Wartych ? Oj ! Jeszcze jakieś pytania o konieczność zarządzania ryzykiem może?

Jak czytamy w artykule, papierze o znamiennym tytule „Globalne zarządzanie ryzykiem w muzeum Luwr” zarządzanie muzealnym ryzykiem odbywa się na wielu poziomach.

1100 agentów

To oczywiście bezpieczeństwo drogocennych zbiorów, nad którym czuwa coś 1100 agentów (ci, o których mówią jak się domyślamy).

Potem są kwestie ochrony przeciwpożarowej i powodzi, które oczywiście odgrywają kluczową rolę, o zagrożeniu wodą zresztą przekonaliśmy się dopiero, co czytając o powodzi w Paryżu, to zresztą o ile wiemy nieustanne naprawdę katastrofalne zagrożenie dla Paryża, bo jakby nie było leży on nad sporą rzeką.

60 in-house strażaków

O ogniu i co mógłby on zrobić ze zbiorami nie wspominamy i tu muzealne zarządzanie jest silnie pokreślone muzeum ma własną straż pożarną liczącą 60 osób, do tego jak myślimy dochodzi współpraca z zewnętrzną strażą pożarną.

Nad koordynacją zarządzania ryzykiem czuwa stały personel 4 osób stanowiący siły główne biura Security and Safety, które jak czytamy koordynuje również zarządzanie ryzykami operacyjnymi typu dajmy na to kłótnia Mony Lisy z Wenus z Samotraki (pomysł nasz).

Oczywiście cały system i proces podlega regularnemu audytowi oceniającymi uzyskiwany stopień zapewnienia. Na marginesie też dodamy, że jak rozumiemu Luwr to sektor publiczny, więc to i niezkłe case study a’la kontrola zarządcza a i u nas przecież muzeuów nie brakuje, choć nie mamy wiedzy zupełnie jak się tam całościowo zarządza ryzykiem…

1 (link)

Więc w Luwrze zarządzanie ryzykiem muzeum jest, bo musi być a link do tego ciekawego źródła znajdą P.T. Czytelnicy bloga poniżej wystarczy tylko udostępnić skromny link do tego artykuły przyczyniając się do upowszechniania powszechnej Ryzykonomii w Polsce i we Wszechświecie.

 

 

ryzyka muzeum ryzyka muzeum

10 barier zarządzania ryzykiem w Polsce

2
10 barier zarządzania ryzykiem

10 barier zarządzania ryzykiem, co najmniej taka lista nam się ułożyła kiedy dopiero co przeczytaliśmy kolejny raport na temat zarządzania ryzykiem w Polsce. Akurat w przypadku tej, kolejnej już analizy rodzimej ryzykonomii czytamy tamże między innymi, że:

Jedynie 31% przedsiębiorstw posiada opracowaną politykę zarządzania ryzykiem, a blisko 40% nie weryfikuje w żaden sposób efektywności programu zarządzania ryzykiem (źródło: AoN, Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach w Polsce, IV edycja)

A przecież owe 31 % to zazwyczaj tylko co ważniejsze firmy zwykle uczestniczące w tego rodzaju badaniach, dlatego znowu pomyśleliśmy, dlaczego z zarządzaniem ryzykiem nad Wisła jest od lat tak jak jest, czyli słabo.

Przypominają nam się tu różne konferencje i panele biznesowe gdzie wielokrotnie mówiliśmy o zarządzaniu ryzykiem. Już od pewnego czasu z rosnąca wewnętrzną irytacją, że to takie rzucanie grochem o ścianę i, że chociaż zarządzających ryzykiem przybywa, to ciągle i tutaj znajdujemy się gdzieś na obrzeżach cywilizowanego świata. Mocne słowa, ale przecież na tym risk management polega żeby mówić prawdę, zawsze prawdę i tylko prawdę. Howgh !

Oczywiście, w oficjalnych raportach znajdziemy różne przyczyno-analizy, dlaczego “jest jak jest”, ale my mamy swoją prywatną, całkowicie empiryczną, ale niestatystyczną listę anty-ryzykonomii. Listę podsumowującą dlaczego my, Polacy nie lubimy zarządzać ryzykiem, przynajmniej w swojej masie, bo przecież wyjątki są, owszem, jak zawsze.

No, więc oto autorska lista 10 barier zarządzania ryzykiem w Polsce bloga Ryzykonomia:

  1. Zarządzanie ryzykiem jest sprzeczne z naszymi narodowymi paradygmatami zassanymi już z mlekiem matek: „jakoś to będzie”, „Polacy nic się nie stało”, „tak musiało być”. Pięknie ujął to narodowy wieszcz w jednym z rodziałów swoje epopei sławiącej ostatni bandycki napad (tzw. zajazd) na Litwie. Patrz: motto Ryzykonomii na stronie głównej.
  2. Notorycznie z premedytacją i małpim uporem odmawiamy odrabiania lessons learned. Wysiłek intelektualny związany za analizą przyczynowo skutkową (RCA) jest jeszcze bardziej męczący, najwyraźniej.
  3. Jako lekarstwo na niepowodzenia od małego serwuje się nam oksymoron „chwała zwyciężonym”. Jest to hipoteza równie błędna w obszarze militarnym, politycznym jak i biznesowym.
  4. Ostatecznie, jesteśmy najlepsi i wspaniali, po prostu odporni na ryzyko, ze stali. (dowód empiryczny: podróż najbliższą drogą szybkiego ruchu lub autostradą).
  5. Nie znamy i nie rozumiemy swoich słabych stron i ograniczeń (dowód empiryczny: patrz powyżej).
  6. Już najmłodszych Polaków uczy się konformizmu, braku społecznej inicjatywy, “nie wychylana się”, stania w szeregu, tisze jedisz dalsze budiesz. Jak później identyfikować ryzyka z takimi przyzwyczajeniami wypalonymi w mózgach?
  7. Zarządzanie nie traktuje się jako sztukę i rzemiosło ze swoją technologią, bo wszyscy jesteśmy Stivami Jobsami, mamy leadership we krwi i nie zajmują nas jakieś zgniłe nowinki z Zachodu.
  8. Nie lubimy jak nam się pałętają po firmie jacyś eksperci, przecież sami wszystko wiemy.
  9. Nie lubimy czarnowidzów i pesymistów złośliwie sugerujących, że bieganie z gołymi rękami na karabiny maszynowe, kopanie po łydkach wrednych i wielokrotnie potężnych sąsiadów, lekcewżenie wyzwań globalizacji nie jest przejawem sprytu i szlachetnej dumy.
  10. Ostatecznie: zarządzanie ryzykiem jest ważne, ale nie mamy na to czasu !

Post scriptum

Ostatecznie preferujemy zarządzanie ryzykiem przez monitorowanie i akceptację cokolwiek miałoby to znaczyć, choć zwykle nic nie znaczy.

 

 

 

 

 

228 Newslettera Ryzyko Nomii

0
228 Newslettera Ryzyko Nomii

228 to liczba subskrybentów Newslettera Ryzykonomii. W ciągu kilku miesięcy od inicjacji Newslettera udalo nam się zgromadzić przecież niemałą (jak na Polskę, gdzie ryzyka zwykle nie ma, dodamy złośliwie) liczbę osób zainteresowanych tematyką zarządzania ryzykiem.
Dodamy też dla porządku, że regularnie, jak wynika ze statystyk Google na Ryzykonomię zagląda już 4 cyfrowa liczba Czytelników !

Oczywiście mamy nieustającą prośbę o przekazywanie Ryzkonomii dalej szczególnie, że tematów do zaadresowania nam w dzisiejszym świecie nie brakuje. Ot, właśnie wróciliśmy z Kongresu Morskiego w Szczecinie, dużej imprezy z Panią Premier Przewodniczącą Rady Ministrów Barbarą Marią Szydło.

Panelowaliśmy tam z pewnym sukcesem na temat zarządzania ryzykiem w przemyśle stoczniowym i off-shorowym o czym więcej już za chwilę napiszemy….Czytajcie… I polecajcie nas. Dziękujemy !!!

ps. Śledzić ryzykonomię można nas też na Facebooku (415) w grupie Zarządzanie ryzykiem na LinkedIn (270) i na Twitterze (27)

228 Newslettera Ryzyko Nomii

3 podcasty do słuchania dla menadżera

0
3 podcasty słuchania

Słuchanie o ryzyku bywa łatwiejsze niż czytanie…. Słuchać można siedząc, w biegu, jedząc a nawet jeżdżąc, (choć przestrzegaliśmy na Ryzykonomii ostatnio o zasadzkach multitaskingu). Słuchanie jest też małym odwrotem od wszechogarniającej ostatnio konieczności oglądania wszystkiego.
Oczywiście czytamy też sporo i jak i rozumiemy P.T. Czytelnicy naszego bloga też. Niestety czytanie (ze zrozumieniem!) to ginąca w naszym kraju sztuka, jak świadczą dowody empiryczne i nawet pobieżna obserwacja. Stąd też pewnie moda na różne proste wyjaśnienia Wszystkiego (nomen omen poniżej, ale w innym kontekście) i mnożących się wypowiadaczy na wszystkie tematy, choćby ekonomiczne i zarządcze… ooo…czytamy właśnie jednym okiem jak tu jedna pani/pan, kto się domyśli to skreśli niepotrzebne zarządziła ryzykami, brawo, brawo nononono….Prosty doktor latami się uczy, tu… cyk, zarządzone, chyba czas na emeryturę, ale gdzież ona, gdzież…

No, ale po tym wstępie ogolnowojskowym obiecaliśmy wyjaśnić, co słuchamy. No, więc idąc za zagranicznymi modami słuchamy od jakiegoś czasu różnych podcastów czyli takicj mini radiowych audycji via internet. Bardzo to popularne tu i ówdzie. A interesują nas różne – i te profesjonalne i popularnonaukowe, i z lekka politglobalne i informacyjne. Niestety z reguły w języku angielskim, u nas z podcastosferą słabo (i znowu narzekacie towarzyszu, obywatelu, jeszcze tylko 150 lat i wszystko u nas się zmieni, długie perspektywy już JMK przewidział)…

Dzisiaj żeby było pozytywnie chciałbym polecić 3 znane skądnąd podcasty do słuchania, które ćwiczymy regularnie:

Harvard Business Ideacast

http://feeds.harvardbusiness.org/harvardbusiness/ideacast

Setki często niezwykle ciekawych audycji o zarządzaniu, wywiady z przedsiębiorcami, naukowcami. HB wiadomo.

Od kilkunastu do kilkudziesięciu minut.

Freakonomics

http://freakonomics.com/

Bestsellerowy podcast „ujawniający ukryte strony wszystkiego”.

Zawsze bardzo ciekawe, a czasami naprawdę pasjonujące. Spróbujemy omówić niektóre w przyszłości, a w szczególności obalające albo, co najmniej poddawające w wątpliwość wiele stereotypów a nawet paradygmatów zarządzania, ekonomii i socjologii, a także „ludowej” (przeciwstawiamy ją naukowej) quasi ryzykonomii.

Nawet do ponagdziny. Jest też książka po polsku w tym tytule, polecamy.

Fareed Zakaria – Global Public Square

http://globalpublicsquare.blogs.cnn.com/

Sławny anchor CNN (także w Polsce ostatnio, ale najwyraźniej komentujący podcastów nie słuchają). Podcasty te cenimy za szerokie, globalne spojrzenie na problemy geopolityczne, ekonomiczne, naukowe. Choć nie zawsze się zgadzamy, ale przecież o to chodzi, żeby menadżer miał otwarty umysł a nie był zakutym łbem, czyż nie?
Często ciekawe wywiady z najważniejszymi graczami świata. Na przykład ostatnio gościem był Reid Garrett Hoffman, współzałożyciel LinkedIn, venture capitalist i wizjoner niewątpliwie sądząc po majątku. Ciekawe wnioski a propos naszy rodzimych, żałosnych pomysłków na innowacje.
Czas trwania coś koło 4o minut, różnie.

Mały tip of the day…

 

Linki podane są internetowe, ale oczywiście najłatwiej jest słuchać na urządzeniach przenośnych używając apek typu Apple Podcast albo na Androida typu Podcast Addict…

 

3 podcasty słuchania

 

 

 

 

 

 

 

Specjalista ds. kultury ryzyka

0
specjalista ds. kultury ryzyka

Monitor Ryzykonomii pozostaje nieustannie zaintrygowany kolejnymi developmentami ryzyka wyśledzonymi w Sieci przez nasz zające gończe. I tym razem wywęszyły one ciekawą Ryzykonomiczną informację a mianowicie: ofertę pracy.
Ciekawą, bo poszukiwany pracownik to:
SPECJALISTA DS. POLITYK I KULTURY RYZYKA dodatkowo Z JĘZYKIEM ANGIELSKIM i „Młodszy”, (więc pewnie jest i „Starszy”), ale sprawa wydaje nam się ciekawa, bo pierwszy raz o takim specjaliście słyszymy.

Analiza i aktualizacja kultury

W opisie czytamy między innymi, że ów młodszy specjalista ds. kutury ryzyka będzie: „aktualizował/a”, „Przygotowywał raporty „ i analizował”, ale też „wspierać będzie działania z zakresu promowania kultury oraz działań szkoleniowych z tematyki związanej z zarządzaniem ryzykiem”.

No ciekawe, dla wyjaśnienia dodamy, że to “pozycja” bankowa, znaczy praca w banku banku, stąd chyba jeszcze intrygujący wymóg: „wymagane kreatywne podejście do sposobu promocji wśród pracowników”. Ale też i godne uwagi dostrzeżenie przez ową instytucję wagi podkreślanej przez nas na Ryzykonomii wielokrotnie KULTURY ZARZĄDZANIA RYZYKIEM.

Tak sobie coraz częścij, z płynącymi latami myślimy, czytając o coraz to nowych niedoskonałościach wysublimowanych i prze-matematyzowanych systemów zarządzania ryzykiem, że bez owej mitycznej kultury wszystko to na nic.
Problem z kultura wogóle jest zawsze ten sam, że jej trudno ją opisać w podręcznikach, wykuć na blachę, ale za to ją zawsze widać, słychać ci czuć. Dlatego jest niedoceniana bardzo często, ale do czasu, kiedy nie pojawią się jak najbardziej widoczne finansowo efekty jej braku.

Kultura wyspecjalizowana

Z drugiej strony wprowadzani „kultury” wymaga kulturalnego podejścia, wiedzy i doświadczenia, mądrości, rozsądku, skromności, empatii, humanizmu, nieustannego samodoskonalenia. No, więc tych wszystkich umiejętności, które noszą uwłaczającą nazw „miękkich” i które nieudolnie próbuje się wyćwiczyć na różnych korporacyjnych szkoleniach. Choć coraz częściej mamy wrażenie, że wynosi się je po prostu z domu (Dzień matki !) z podstawowej edukacji, kultury rozumianej wszechogarniająco.

Ciekawe podejście oferenta do tematu i problemu. Ważne, że dostrzeganego. Nas jednak zastanawia, czy powoływanie specjalnych funkcji ds. ryzyka będzie/jest rzeczywiście efektywne, raczje stawialibyśmy na prawdziwe zaangażowanie menadżerów liniowych, zarządu, wzystkich pracowników. Wiemy z doświadczenia, że powoływanie oddzielnych funkcji jest często sposobem na łatwe zaadresowanie problemu. No, trudno nam się tu wypowiadać, bo nie mamy danych jak naprawdę taki specjalista ds. kultury ryzyka będzie efektywny…

A swoją drogą ciekawe byłoby zobaczyć opis stanowiska „starszego specjalista ds. kultury ryzyka” ….

A. Link tutaj…

specjalista ds. kultury ryzyka

Ryzyko inherentne – błędny paradygmat

0
ryzyko inherentne

Uczestniczyliśmy ostatnio w ciekawej dyskusji w pewnym gronie profesjonalistów na temat ryzyko inherentne a ryzyko rezydualne. No, mówiąc bez ogródek po rozważeniu tej kwestii, naszym zdaniem koncepcja ryzyka inherentnego jest czysto teoretyczna, niepraktyczna i jak to z teoriami bywa może być myląca. Albo, co najmniej wpuszcza nas zarządzających w ślepą uliczkę, kanał na etapie analiz ryzyk.

Zaczęło się od COSO

Jak P.T. Czytelnicy bloga być może pamiętają koncepcje te zostały chyba najbardziej spopularyzowane przez standardy COSO. I tak COSO II Zarządzanie ryzykiem korporacyjnym – Struktura Ramowa mówi, że:

Kierownictwo analizuje zarówno ryzyka wewnętrzne (inherentne) jak i nieodłączne (rezydualne). Ryzyko inherentne jest to ryzyko występujące w sytuacji braku działań kierownictwa w kierunku wpłynięcia na prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka lub jego efekty.

Ryzyko nieodłączne (rezydualne) to ryzyko, które pozostaje po reakcji kierownictwa na ryzyko. Ocenę ryzyka stosuje się najpierw wobec ryzyka inherentnego. Kiedy określone zostaną reakcje na ryzyko, kierownictwo przystępuje do analiz ryzyka rezydualnego (nieodłącznego).

No właśnie, ryzyko inherentne występuje w sytuacji braku działania na ryzyko, innymi słowy braku jakichkolwiek postępowań z ryzykiem (mówiąc językiem ISO 31000), bez istnienia jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych wpływających na ryzyko.

Zastanówmy się jednka, czy gdziekolwiek, w jakiejkolwiek organizacji znajdziemy ryzyko w swojej naturalnej, czystej niezarządzanej, inherentnej postaci?
No, nie, oczywiście, że nie. Naszym zdaniem ryzyko inherentne to konstrukt czysto teoretyczny, już nawet nie akademicki, czysta fikcja nieobserwowana w przyrodzie i gospodarce.

100% czystości

Wyobraźmy sobie, że określamy ryzyko inherentne związane z pokojem, w którym siedzimy (albo leżymy…). Konsekwentnie musielibyśmy założyć, że został on (pokój) wykonany w 100 % z

100% palnych materiałów, zbudowany z całkowitym pominięciem zasad sztuki budowalnej, jednym słowem powinien już dawno zwalić się nam na głowę. To oczywisty absurd i podobną sytuację można odnieść również do rzeczywistości organizacyjnej, technicznej, każdej.

W istocie, więc protagoniści tej koncepcji (na czele z COSO) zmuszają oceniających ryzyko do intelektualnych łamigłówek niemających odniesienia do rzeczywistości.

Co gorsza jednak taka ocena MUSI być obarczona poważnym błędem, bo oceniający ryzyko MUSI wyobrazić sobie (wg. COSO) taką czystą, wolną od mechanizmów kontrolnych postać ryzyka. Albo, i mamy wrażenie tak dzieje się częściej, ryzyko inherentne

zawiera już w sobie pierwiastek mechanizmów kontrolnych, więc jest skażone kontrolą, a więc rezydualne.

RYZYKO INHERENTNE REZYDUALNIE

Jakie są następstwa takiego podejścia? Z definicji COSO wynika, że określenie wielkości ryzyka inherentnego jest punktem odniesiena do określenia poziomu ryzyka rezydualnego. Ergo, jeżeli błędnie (na co istnieją jak wskazujemy wszelkie przesłanki) zostanie określony poziom ryzyka inherentnego, to i poziom ryzyka rezydualnego będzie określony z błedem, co oczywiście będzie miało wiadomym dramatyczny skutek na wybór odpowiedniej reakcji na ryzyko.

Także wydaje nam się, że koncepcja aczkolwiek nęcąca możliwościami oceny relacji zysk/koszt wdrażanych mechanizmów kontroli jest obarczona błędem i stąd nieefektywna i najlepiej po prostu oceniać tylko ryzyko “takie jakie jest”, a więc rezydualne. Tak czyni zresztą chyba większość (?) zarządzających ryzykiem, choć na przykład spodziewamy się tu zdania odrębnego w szczególności ze strony audytu…

Ciekawi nas więc bardzo opinia Czytelników Ryzykonomii w tym „oczywistym” temacie, takie mamy wrażenie, że to kolejny paradygmat, błędny paradygmat zarządzania ryzykiem…