zarządzanie ryzykiem

Strona główna zarządzanie ryzykiem Strona 9

Lean management i zarządzanie ryzykiem

0
lean management zarządzanie ryzykiem

Jak już wspominaliśmy niedawno, staramy się żywo uczestniczyć w bieżącej publicznej dyskusji, (nie nie obawiajcie się, nie w TEJ)  ale w tej, na której Redakcja Bloga zna się, jak myślimy całkiem dobrze, a więc w dyskusji o ryzyku i zarządzaniu ryzykiem. Takąż wymianę poglądów, nieraz ostrą (lubimy ostre!) spostrzegliśmy niezadawno na Golden Line w nieszczupłej grupie „Lean Management” w wątku „Wady lean management”, który się nam od razu skojarzył z ryzykiem.
Udział w (wciąż trwającej) dyskusji zaintrygował nas na tyle, że oprócz na forum Złotej Linii wypowiedzieliśmy się „na temat” na łamach  „Gazety Ubezpieczeniowej” w waszej ulubionej, naszej stałej rubryczce pod blogowym szyldem, dość często mylonym ostatnio, dlaczego nie, z Ryzyko m a n i ą…

Piszemy tam między innymi, że:

„Lean management, „szczupłego zarządzanie” jest koncepcją eliminowania z procesów produkcyjnych czy zaopatrzeniowych wszystkiego, co nie przynosi wartości dodanej dla produktu czy usługi. Zwykle jako przykład wskazuje się system produkcyjny TPS,  Toyota Production System, gdzie został on udoskonalony, a jego rezultatem są znane z niezawodności produkty tejże firmy (choć biegli w „temacie” wskażą i inne korzenie i wyrazy smukłego zarządzania, choćby jeszcze sięgające rewolucji w wytwarzaniu zapoczątkowanej przez Henry Forda).
Od razu tutaj wyznam, że nie jestem ekspertem od lean management, a w dyskusji dotyczącej „wad lean management”, która  przypadkowo pojawiła się w moim ryzykonomicznym okienku zaintrygowały mnie właśnie owe „wady”. Od „wad” , jak mniemam kroczek do „ryzyk”, a to przecież tygrysy lubią najbardziej.
Tu zaryzykuję obserwację, że co najmniej niektórzy protagoniści leanowego podejścia uważają, że
system ten (czy może koncepcja)  sam sobie radzi z ryzykami, sam się doskonali  i żadnego „oddzielnego” zarządzania ryzykiem nie potrzebuje.
Cieszy mnie zawsze niezmiernie wiadomości o takim idealnym bez-ryzykownym stanie, bo jak zauważył kiedyś Donald Rumsfeld, amerykański sekretarza obrony w swojej sławnej wypowiedzi „najbardziej interesujące są nieznane niewiadome (…) a więc takie, o których nie wiemy, że nic nie wiemy”. A, jak uczy nas ryzykonomiczne doświadczenie warto też parafrazować innego sławnego myśliciela: im bardziej nam się wydaje, że ryzyka nie ma, tym bardziej ono tam jest.

I tu – niestety! Nie odbierając nic znanym mi i nieznanym zaletom „szczupłego” zarządzania już prosta kwerenda światowych źródeł typu Financial Times czy WSJ pokazuje, że jednak ono (ryzyko) tam jest. Dobrym przykładem jest zresztą sama Toyota. Wskazuje się na przykład, że wyszczuplenie łańcuchów dostaw największego na świecie producenta samochodów, w tym choćby eliminacja „nadmiernej” liczby dostawców powoduje jednoczesny wzrost klasycznego ryzyka łańcucha dostaw, co przećwiczono choćby w czasie tragicznego tsunami. Innym przejawem „wyszczuplania” linii zaopatrzeniowych jest takie projektowanie wyrobów, które pozwala wykorzystywać części samochodowe w różnych modelach samochodów, to chyba zresztą globalny trend, bo wszystkie samochody zdają się dzisiaj być do siebie podobne.

Oczywiście, z punktu produkcyjnej i kosztowej efektywności to bardzo dobrze, ale niech coś się wydarzy u kluczowego dostawcy i już pada produkcja i Yarisa i Corolli i Lexusa. No może Lexusa jednak nie, upraszczam, jako nie-ekspert od lean managementu. Oczywiście wredne ryzyko wyszczuplonego łańcucha dostaw na samych ryzykach typu business interruption nie przestaje, od razu żeby daleko nie poszukiwać „wyskakują” nam tu ryzyka reputacyjne.  Wiadomo, że opisać jak coś się nie powiodło doskonałej Toyocie, to miód dla mediów i jej branżowych wrogów, których przecież nie brakuje. Przypomnijmy tu choćby skandal samo-przyśpieszających Toyot.

lean management zarządzanie ryzykiem
Dołącz do Szczęsliwych Czytelników !

Nawiasem mówiąc sprawa okazała się „dęta” i potem po cichu „odtrąbiona” przez niektóre media, ale któż o tym dzisiaj pamięta, w świecie szybko osądzającej i skazującej elektronicznej opinii publicznej.

Lean management zarządzanie ryzykiem…

Inne ryzyko, które jest dzisiaj charakterystyczne i ważne dla wszelkiego, nie tylko „szczupłego” wytwarzania to product recall, czyli konieczność „odwołania” wadliwych produktów w celu ich wycofania, naprawy lub wymiany. Product recall i związana z nim odpowiedzialność cywilna, to jak wiadomo wielki ból głowy przemysłu samochodowego, a tam lean management kwitnie. Oczywiście nie tylko tam, i co rusz słychać a to o rażących prądem suszarkach, a to dławiących soczkach dla spragnionych niemowląt, a to taboretach grożących śmiercionośną wywrotką.

No więc ten szybki przegląd leanowej ryzykonomii pokazuje, że „nieszczupłych” ryzyk w „szczupłym wytwarzaniu” nie brakuje, co nie jest skądinąd żadnym zaskoczeniem, bo nie brakuje ich nigdzie. I na dowód tego wystarczy przejrzeć korporacyjne strony Toyoty, nad którą się dzisiaj znęcamy pozostając w wielkie admiracji dla niezawodności jej produktów. Znajdziemy tam podkreślenie wagi korporacyjnego zarządzania ryzykiem wdrożonego w całej organizacji i funkcję globalnego Chief Risk Officera i stosowany Komitet Ryzyka przy Zarządzie, wszystko oczywiście w kontekście całej struktury Ładu Korporacyjnego. I tegośmy się, jako leanowi neofici spodziewali włączając się w „społecznościową” dyskusję o wadach – ryzykach w lean management.
Bo każda kolejna, doskonalsza metoda zarządzania oprócz nowych możliwości i przewag, niestety zawsze kreuje nowe i wcale „nieszczupłe” ryzyka.

lean management zarządzanie ryzykiem, lean management zarządzanie ryzykiem, lean management zarządzanie ryzykiem

Ryzyko lean menagement czyli social media zachęta

0
ryzyko lean menagement
Jak P.T. Czytelnicy Bloga wiedzą lubimy i doceniamy media
społecznościowe i o zarządzaniu ryzykiem we wszelkich jego odmianach dyskutujemy na wszelkich dostępnych forach. Na przykład na nowo powołanej a liczącej już ca. 18 członków grupie (to jak na Polskę już dużo) „Zarządzanie ryzykiem”na LinkedIn (link). LinkedIn na którym dyskretnie wypatrujecie codziennie nowych bardziej zielonych pól, czy już dołujecie Wieśka prymusa z 3ciej Be Waszym nowym extra jobem. Albo, na przykład na ciągle żyjącym GoldenLine, gdzie co prawda jest znaczna grupa „Zarządzanie ryzykiem” ale dyskusji na niej żadnej tylko sam spam.
Tamże czyli na GL-u znajdziecie jednal moderowaną przez Redaktora Naczelnego Ryzykonomii  (skądinąd dość często nazywanej przez nowych czytelników Ryzykomanią, no w sumie dlaczego nie ?) grupę „Zarządzanie ryzykiem w sektorze publicznym” liczącą ca. 90 głów i tam – dlaczego nie – sporo ciekawej dyskusji o zarządzaniu ryzykiem znajdziecie.
No więc dołączajcie i do LinkedIna i do Golden Lina i dyskutujcie tak jak to robią w cywilizacji bo gdzie się uczyć, dowiadywać „jak TO robią inni” jak nie dyskutując, sprzeczając się i czasami „nawalając” ?
W publicznej duskusji uczestniczą dziesiątki tysięcy profesjonalistów zarządzania ryzykiem (i nie tylko) na świecie. Nie wiem, może to obawa przed wyjawianiem własnych poglądów na cokolwiek, duszona już skutecznie w mackach naszej reforma-edukacji. Często spotykam się też z poglądem, że „brakuje czasu”. No, jak dzisiaj brakuje czasu na naukę i zdobywanie wiedzy o ryzyku to niezłe ryzyka nam się na przyszłość gotują…
ryzyko lean management
kliknij i SPRAWDŹ
Dla nas – nie ukrywamy – uczestnictwo moderacyjno-dyskusyjne w
social media ma również ten wymiar, że służy zaprezentowaniu naszym aktualnym i
potencjalnym klientom, że jesteśmy w zarządzaniu ryzykiem biznesowym ekspertami, a dyskusji i w ogóle wyzwań się nie boimy i na żadnym ringu ani krajowym ani
europejskim.
Uważamy również, że uczestnictwo w publicznej dyskusji ma
również charakter pracy na rzecz całego systemu, pro publico bono służy popularyzacji idei, w tym przypadku zarządzania ryzykiem, a to z kolei służy całemu biznesowi a więc i ryzykonomicznemu, i mitycznej modernizacji, która według naszych strategów wciąż jest far ahead. „Pro bono czyż to nie brzmi (z lekka?) naiwnie, choć John Gilder pisał kiedyś w „Bogactwie i ubóstwie”, że to na dawaniu buduje się kapitalizm i bogactwo, a z tym póki co, zdaje się mamy poważny problem.

Ryzyko lean menagement…

Także, dołączajcie się do (naszych i nienaszych) forów o zarządzaniu ryzykiem, wymieniajcie
poglądy i dyskutujcie na różne okołoryzykonomiczne tematy, tak jak to my
ostatnio dla przykładu robimy zaciekawieni przypadkowo spostrzeżoną dyskusją nt. „Wady Lean
Management” na Golden Line.
Lean Management, czyli szczupłe zarządzanie to
ogromniasta koncepcja czy raczej idea zawierająca w sobie wiele zupełnie szczegółowych rozwiązań procesowych, nas oczywiście zainteresowało jakie w tym ryzyka tkwią  a…. swoje spostrzeżenia w tym względzie, które możecie też sami pod ww. linkiem znaleźć opiszemy w kolejnym odcinku Waszego ulubionego bloga Zarządzanie Ryzykiem Ryzykonomia już za chwilę. A temat jest ciekawy, ciekawy….
ryzyko lean menagement, ryzyko lean menagement,

Dla zarządzania ryzykiem pożytki z …

0
Dla zarządzania ryzykiem

Zarządzanie ryzykiem niejedno ma imię….a Naczelny Bloga Ryzykonomia się ostatnio podfascynował Rogerem Scrutonem i popełnił w referencji tekst do naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej nt. „Pożytki z pesymizmu”, sam tytułu nie wymyślił, gdzie wypisał fundamentalne, acz skromnym zdaniem niektórych członków Kolegium Redakcyjnego mocno dyskusyjne „myśli”…

…A zaczyna Nasz Naczelny tak…

Otóż Scruton, znany zresztą filozof, pisarz i kompozytor (wow) z Londynu w swej książce dowodzi, że źródłem największych nieszczęść i katastrof w europejskiej historii była nieokiełznana wiara, że wszystko zmierza ku lepszemu, że należy być niepoprawnym optymistą, bo świat się zmienia na lepsze, a jakby co, to „jakoś to będzie”.  Przykładów na popularność tej postawy z historii politycznej czy gospodarczej można wymieniać od ręki,  nawet bez Scrutona tysiące. Wierzyliśmy, że nie będzie wojny Pierwszej i Drugiej, że w Europie skończyła się Historia, i to jeszcze 3 miesiące temu. Wierzyliśmy, że nie będzie drugiego równie Wielkiego kryzysu, że rynki finansowe zmądrzały. Że rządy nie będą dalej się zadłużać, a obecne pokolenia zjadać zapasy następnym, co jest o tyle prawdziwe, że zostały one już chyba zjedzone.


Potem i już z grubej rury przymierza Naczelny bezlitośnie w Świętości…

Zresztą jedną z największych naszych narodowych „urban legend” jest to miliony razy powtarzane nieporozumienia jakoby „Polacy lubili narzekać” ergo byli urodzonymi pesymistami. Nic bardziej błędnego, niemającego żadnego uzasadnienia w naszej ani najstarszej, ani najbardziej współczesnej historii. Pokażcie mi drugi taki naród optymistów na świecie!

I nawet dodaje mały rys historyczno – ryzykonomiczny…

Setki razy w historii radośnie biegliśmy na cekaemy z gołymi rękami i wierzyliśmy w wiarołomnych sojuszników. Albo dzisiaj: większość spotkanych pełna jest skrywanego (ale jednak) optymizmu, że i z emeryturami jakoś to będzie, choć na żadnym nawet najprostszym kalkulatorze nie da się tego udowodnić, a demograficzne tsunami już szumi za oknem. Podobnie w wielu innych obszarach, i społecznych i gospodarczych, znowu można mnożyć tysiące przykładów. Czyż nie jest wyrazem najwyższego stopnia optymizmu niepopularność haseł o potrzebie ubezpieczania się? Będzie dobrze! Nie będzie powodzi, ani choroby, ani pożaru. Skończmy z tym narzekaniem. Optymiści w natarciu, po Euro zaróbmy na Olimpiadzie!

Stawia też dyskusyjną dla nas, Optymistów tezę …

Postawię wręcz tezę, że owo wytykanie rzekomego pesymizmu jest typowym „flekowaniem” i zamykaniem ust tym, którzy ośmielają się poddać w wątpliwość, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie wspaniale, a wskazują, że trzeba wysilić wyobraźnię i coś zrobić z ryzykiem.

I zaraz w dość pokrętny sposób przeskakuje na sprawy biznesowe …

Schodząc na poziom poszczególnych biznesów, ważne to dla zarządzania ryzykiem, nieposkromiony optymizm to oczywiście także  światowy problem. Nie bez powodu w zarządzaniu ryzykiem mówi się o syndromie czarnowidza i prognozuje się krótkie życie posłańca złych wieści. Wystarczy spojrzeć na półki księgarni pęczniejących od wspomnień „człowieków sukcesu”, a pokażcie regał z opowieściami tych, którym się nie powiodło. A przecież to znany fakt empiryczny, do potwierdzenia ze zwykłym Rocznikiem Statystycznym, że tych, którym się nie powiodło  jest znacznie więcej.
Podobnie, każdy to łatwo zweryfikuje z doświadczenia biznesowego, menadżerowie są zwykle nastawieni na optymizm i sukces a mówienie, że coś się nie uda jest o wiele, wiele niżej (wy)cenione niż radosny optymizm. To zresztą klasyczna cecha ludzkiej natury udowodniona w badaniach z obszaru ekonomii behawioralnej i eksperymentalnej.

A potem, na dodatek wciąga w swoje majaczenia Matkę(Naturę)…

Oczywiście, może ktoś dramatycznie zauważyć, że bez optymizmu do niczego byśmy nie doszli, a żaden kraj, ani żadna firma by się nie rozwinęła. Owszem, ale nie zawsze i nie do końca. Poza tym jakąż strategię działania (inną niż optymistyczną) można przyjąć? Ale przecież spójrzmy, że Matka Natura, ta najdoskonalsza z organizacji wcale nie hołduje koncepcjom optymistycznych ekspansji, ale raczej realistycznego przetrwania i zrównoważonego rozwoju.
Przełóżmy to na obszar biznesu, znaczenie dla zarządzania ryzykiem. Co by było gdyby pionierzy śmieciowego kapitalizmu z Wall Street zamiast wymyślać nowe pola do zarabiania pieniędzy, mniej optymistycznie skoncentrowali się na dobrze znanym, choć może nie tak zyskownym biznesie. Co by było gdyby nasza firma nie wchodziła we wszystkie nowe obszary licząc na dodatkowe zyski. Czy ochrona wartości nie przynosi „na koniec dnia”, jakże często lepszych efektów niż chorobliwe szukanie sposobów na jej wzrost?

I jeszcze dokłada „redundancją” (?!)…

Albo, jeszcze inny przykład ilustrujący pożytki z pesymizmu dla zarządzania ryzykiem. Natura obdarzyła nas, gdzie tylko mogła naturalną redundancją, na wszelki wypadek. Mamy dwie nerki, dwoje płuc, i innych rzeczy po dwie, niektórzy nawet po dwie półkule mózgowe. A spróbujmy w firmie zaproponować zakup zapasowej maszyny, instalacji czy programu, dodatkowego szkolenia, albo nawet podwojenie ochrony ubezpieczeniowej. Ooooo! Po co komu taki wzrost kosztów! Będzie stało/leżało nie przynosząc żadnych korzyści. Siadł i wstydził

dla zarządzania ryzykiem 1
książki
Poznaj…

się czarnowidzu Kowalski/ Malinowska! (niepotrzebne skreślić)
Skoro o kluczowym temacie kosztów mowa, to powiedzmy sobie otwarcie, bez niepotrzebnego optymizmu, że zarządzanie ryzykiem jest wciąż postrzegane przez olbrzymią liczbę zarządów, a w każdym razie w Polsce jako modna, acz kosztowna fanaberia. Zbyt pesymistycznie? Proszę, służę statystykami. Co prawda, nie mniej niebezpieczny jest też optymizm, że rozbudowane modele dla zarządzania ryzykiem, wprowadzenie wzorów na obliczanie przyszłości zabezpiecza nas przed każdym ryzykiem, podczas gdy istocie kreuje zupełnie nowe i nie mniejsze zagrożenia.


A tak, nie z gruszki nie z pietruszki podsumowuje tę burzę w szklance wody…

Na zakończenie tej krótkiej i z założenia pesymistycznej opowieści jeszcze anegdota o pesymiście, optymiście i menadżerze ryzyka. Kim jest pesymista? To człowiek, który widzi szklankę w połowie pustą. Optymista widzi szklankę w połowie pełną. A menadżer ryzyka? Analizuje, czy w szklance są zarazki.

I widzicie, co nawypisywał w imieniu całej (sic) Redakcji Ryzykonomii? Kto go prosił, bo nie my wieczni Optymiści, menadrzeży ryzyka.

Nie uważacie, że to wszystko lekka przesada dla zarządzania ryzykiem?

Zarządzanie ryzykiem w cytatach jak piersi w pomarańczach

0
zarządzanie ryzykiem w cytatach

Jak widzicie Szanowni Czytelnicy przywalony robotą brzytwy się chwyta, żeby tylko zaistnieć takie już medialno-przyciągające tytuły wymyślamy, przyznacie że wcale niezłe, podobnie jak nasz najnowszy artykuł o social network ryzykach w Ubezpieczeniowej („Groza nadchodzi z sieci”)  póki co jeszcze tylko zanęcimy, że strasznie dużo nowych tematów nam się nagromadziło obiecujemy już niedługo je na blog-papier przerzucić póki co zamieszczamy kilka nowych fajnych cytatów o zarządzaniu ryzykiem, którymi ostatnio uzupełniliśmy nasz ryzykonomiczny kącik cytatów…
Może i Wy byście jakieś zgrabne ryzykonomiczne zdanko podrzucili? Czekamy…

The optimist says: We do our very best. Risk manager is afraid this might be true.

“Assurance is killing us.” – Tony Hayward, CEO, BP (The Guardian, 9/25/07)
(re: Deepwater Horizon 2010.. przy.red.).

A ship in port is safe, but that’s not what ships are built for.

– Grace Hopper, Naval officer

it is better to be roughly right than precisely wrong
Keynes, Maynard, Lord

Jedyna gorsza rzecz od opóźnienia misji, to jej porażka.
Gentry Lee

zarządzanie ryzykiem w cytatach…

Mapa Myśli Ryzyka 2014 cz.2

0
mapa myśli ryzyka 2014

Zgodnie z obietnicą zamieszczamy komentarz do „Mapa myśli ryzyka 2014”, którą opublikowaliśmy w tekście zamieszczonym w Gazecie Ubezpieczeniowej z 14 stycznia b.r., prasowo-medialnym liderze tematyki ubezpieczeniowej, konsekwentnie promującej bliską sercu i umysłowi Redakcji Bloga tematykę ryzyka. Więc jasne, że polecamy…

„Jak zwykle przełom roku jest okazją do zamieszczania prognoz, co też może się wydarzyć w roku kolejnym, tym razem 2014. Ta noworoczna aktywność niejednokrotnie sprawia wrażenie wróżenia ze szklanej kuli szczególnie, że mało kto o tych wróżbach w kolejnych latach pamięta. Albo tylko tak nam się wydaje,
że to spekulacje gazetowych lekkoduchów, bo przecież jak świat długi i szeroki różne think –tanki, instytuty i ciała mędrców tworzą projekcje, analizy i przepowiednie dotyczące przyszłości, które są całkiem poważnie wykorzystywane przez rządy, organizacje
międzynarodowe i wielki biznes, także ubezpieczeniowy. Przewidywanie przyszłości jest nieodzownym elementem zarządzania i to wcale nie żadne czary-mary á la wyrocznia delficka choć… jak donoszą Źródła popularna Pytia opierała swoje
wróżby na solidnej sieci informatorów, którzy dostarczali najświeższe informacje stanowiące solidny grunt do całkiem sensownych przepowiedni.

Od przewidywania przyszłości do analizowania ryzyka już tylko mały kroczek, w istocie to samo wyzwanie, a popularną w naszym post-delfickim świecie techniką analizy ryzyka jest tworzenie Map ryzyka, które w dwuwymiarowym układzie współrzędnych określają
prawdopodobieństwa i wielkości skutków prognozowanych zdarzeń. Taka mapa ma tę przewagę nad szklaną kulą, że zapisana w papierach organizacji staje się punktem odniesienia ot, choćby do strategicznego planowania. W 2012 nawet rząd (brytyjski)
stworzył mapę ryzyka identyfikującą grupę ryzyk istotnych dla przetrwania Zjednoczonego Królestwa; niestety w kolejnych latach ten godny naśladowania eksperyment nie był kontynuowany.

Swoje mapy ryzyka na 2014 tworzą dziś „standardowo” przedsiębiorstwa na całym świecie. Także gracze z branży ubezpieczeniowej i choć nie mamy do nich tutaj wglądu, to możemy przypuszczać, że pozostają one w relacji do oceny ryzyka serwowanej od jakiegoś czasu regularnie przez EIOPY-ę w „Risk dashboardach” („tablicach kontrolnych ryzyka”). Ostatni „dashboard” z 12 grudnia szereguje w kolejności od najbardziej do mniej ważnych, nadchodzące ryzyka 2014 następująco: niskie
stopy procentowe, ryzyka suwerenów, ryzyko makro, ryzyko kredytowe  instytucji finansowych, ryzyka kapitałowe,
ALM,  ryzyko rezygnacji, ryzyko kredytowe instytucji niefinansowych. Nie trzeba być specjalnie odkrywczym aby zauważyć, że każde z analizowanych przez EIOP-ę ryzyk jest samo w sobie olbrzymią gałęzią ryzyka, którą łatwo możemy połączyć z ryzykami analizowanymi z innego punktu widzenia.

Przykładem  takiego odmiennego  „punktu widzenia”  ryzyka jest raport Global Risk z World Economic Forum. Na wielowymiarowych mapach ryzyka eksperci z całego świata analizują i poszukują współzależności ryzyk o globalnym zasięgu. Wielkość
analizowanych ryzyk oceniano tu w pięciostopniowej skali prawdopodobieństwa i skutków. Najważniejsze pięć globalnych zagrożeń pod względem prawdopodobieństwa ich wystąpienia to według WEF (w kolejności od naj- potem malejąco): rosnące
różnice w dochodach ludności, chroniczne nierównowagi budżetowe, zmiana klimatu, brak wody, starzenie się społeczeństwa. W przypadku oceny wielkości skutków
ryzyka największe znaczenie według ekspertów mają następujące ryzyka: kolejny kryzys na rynkach finansowych, brak wody, chroniczne nierównowagi budżetowe, proliferacja broni masowego rażenia, klimat. Ciekawy jest też ranking ryzyk „wschodzących”: skutki wprowadzania regulacji, jednostronna nacjonalizacja
zasobów (znacie ?), chroniczna nierównowaga na rynku pracy, gwałtowne zatrzymanie wzrostu krajów rozwijających się, starzenie się społeczeństwa.

We tym i chyba wszystkich współczesnych rankingach i mapowaniach ryzyka zwraca uwagę zależność, że w efekcie przeciwdziałania ryzykom powstają nowe ryzyka.
Klasyczny jest tu przykład regulacji i związane z nim ryzyko niezgodności… i czyż nie ma „piękniejszego” przykładu niż Bazylea czy Solvency?  Zresztą, podobny problem dotyczy „walki” ze
zmianami klimatu, gdy działania podejmowane w reakcji na to zagrożenie mogą negatywnie wpływać na gospodarki krajów rozwijających się, które w przeważającej mierze wykorzystują węgiel (na przykład Polska).

Temat prognozowania i analizowania wpływu ryzyk w szerokim społeczno-ekonomiczny wymiarze jest dzisiaj dostrzegany i analizowany na poziomie takich „globalnych” organizacji jak MFW, Bank Światowy czy OECD, przy czym katalog identyfikowanych
ryzyk oraz rankingi „ważności” nie są jednakowe. Na przykład OECD podkreśla znaczenie 5 potencjalnych globalnych „szoków”, wśród których są: kryzys finansowy, pandemie, krytyczne awarie infrastruktury informatycznej, burze magnetyczne związane z aktywnością słońca zagrażające systemom energetycznym,
niepokoje społeczne.

I w tym przypadku można mówić o oddziaływaniu każdego z wymienionych zagrożeń na wszystkie obszary gospodarki. Wpływ wybuchu pandemii w 2014 roku na rynki finansowe i sferę realną byłby wieloraki, a wśród najciężej dotkniętych gałęzi znalazłyby
się transport i handel międzynarodowy. Zakłócenia w tych obszarach spowodowałby efekt ryzyka łańcucha dostaw, co mogłoby mieć nieobliczalne skutki dla wszystkich. Symulacje wpływu pandemii o europejskim zasięgu na kraje EU-25
pokazują, że w ciągu 2-3 lat łączne efekty popytowo-podażowe takiego zdarzenia spowodowałyby spadek PKB tej grupy krajów od 2 do 4%. W przypadku gospodarki globalnej ten wpływ byłby już dużo bardziej dramatyczny i przekroczyłby 11%. Potencjalne
skutki pandemii wykraczają jednak daleko poza czysto konomiczne kalkulacje.

Katastrofa taka mogłaby mieć na przykład istotne reperkusje polityczne, spowodować niepokoje społeczne, a nawet konflikty zbrojne. Ciekawe, że ryzyko pandemiczne, choć mapowane przez organizacje na całym świecie, jest u nas traktowane dość
egzotycznie a niesłusznie, bo powody aby podejmować ten temat są zasadniczo dwa. Pierwszy jest taki, że pandemia grypy (czy innej choroby) może jednak wystąpić, bo ludzie chorują. Drugi jest taki, że plany reagowania kryzysowego są uniwersalne
i te przygotowane na pandemię przydadzą się w przypadku wystąpienia innych, nieoczekiwanych ryzyk.

Nasze Czynniki map ryzyka chyba nie tworzą, zresztą może to i lepiej, bo jak na przykład pomyśleć o odpalonym właśnie mega-maxi ryzyku „compliance-owym” w kwestii OFE, to aż włos staje dęba co się stanie, jeżeli Trybunał jednak za jakiś czas zawetuje.
Przy tej okazji nie sposób nie wzmocnić już i tak silnej pozycji ryzyk regulacyjnych na wszystkich mapach ryzyka 2014, bo coraz więcej regulacji legislatywy jest u nas de facto odsyłanych przed sądy, ta dramatyczna inflacja tworzenia prawa zdaje się być a priori wpisana w sam proces jego tworzenia. Najgorsze, że
prawdopodobieństwa zaistnienia tego ryzyka nikt chyba nie jest w stanie ocenić.
Inna ciekawa sprawa związana z mapowaniem przyszłości jest taka, że istotą zarządzania ryzykiem jest odpowiadanie na wyzwania wszechobecnej niepewności. A jaka jest niepewność w powszechnie mapowanych ryzykach typu „chroniczne
nierównowagi budżetowe”? Bilanse kluczowych graczy są niezrównoważone od lat, za chwilę kolejny klif fiskalny w USA, Francja półbankrutem, Grecja udaje, że żyje, nasz budżet „zalepiony” przez „darczyńców” z OFE, itd. To nie niepewności,
lecz pewne pewności coraz trudniej zamiatane pod dywan. W zasadzie to ich miejsce jest nie na mapie ryzyka, pytanie czy wylezą w całej swoje koszmarnej okazałości już w 2014 roku? Czy może jeszcze troszkę później, jeszcze pożyjemy?

Ale, ale!  Jeżeli Czytelniku zgubiłeś się w tym gąszczu ryzyk, to…. bardzo dobrze! Takie jest zasadnicze przesłanie tego felietonu
o mapowaniu 2014, że będzie nie tylko bardziej ryzykowanie, ale i bardziej skomplikowanie. Tradycyjne, coraz większe krzyżowe zależności między ryzykami urosną w 2014, „stare” ryzyka latami nierozwiązywane jeszcze bardziej się skołtunią i przybędą jeszcze nowe, wiele nowych.  Dlatego zamiast tradycyjnej 2-wymiarowej mapy ryzyka można sięgnąć po mapy wielowymiarowe,
gdzie kluczowe są właśnie współzależności prognozowanych ryzyk. Dobrze nadaje się do tego celu koncepcja map myśli (mind map), popularna skądinąd także w świecie biznesu. Rysunek mapy myśli ryzyka 2014 z natury rzeczy niepełny, bo temat jest olbrzymi, załączamy…”

mapa myśli ryzyka 2014

 

Mapa Myśli Ryzyka 2014 cz. 1

2
mapa myśli ryzyka 2

Trochę nas nie było, ale już jesteśmy, o czym opowiemy jeszcze, tęskniliście za porcją ryzykonomii ?  No, dobrze zostawmy te mazgajstwa, bo ryzyko nie śpi i zarządzanie ryzykiem czeka. Więc od razu przyłożymy z grubszej rurki ot choćby co nas i wiele więcej może czekać w 2014 a do tego jak wiadomo mapa ryzyka jest idealna i w biznesie popularna. O Mapie ryzyka pisaliśmy już niejednokrotnie zawsze z odnotowanym wielkim zainteresowaniem P.T. Czytelników Bloga, a w tym roku już też tradycyjnie na zamówienie naszej ulubionej Gazety Ubezpieczeniowej, którą czytajcie, wiadomo, zamieściliśmy znaczny artykuł właśnie dotyczących ryzykowizji Naczelnego Ryzykonomii na temat ryzyk 2014.
A, żeby było ciekawiej i bardziej up-to-date nasza Mapa 2014 została wykonana z użyciem techniki Mind Mappingu, czyli Mapy Myśli, których jesteśmy propagatorami, zwolennikami i trenerami i o których zastosowaniu w zarządzaniu ryzykiem, szczególnie na etapie identyfikacji i analizy pisaliśmy onegdaj i która to technika jest często stosowaną w biznesie na rozwiniętym świecie, choć powiedzmy sobie szczerze – raczej nie u nas.

No więc ku uciesze oka Mapę Ryzyka 2014 zamieszczamy poniżej, a komentarz do niej w cz. 2 już za chwilę na blogu.

mapa myśli ryzyka 2

mapa myśłi ryzyka 2

Zarządzanie ryzykiem reputacyjnym.

2
zarządzanie ryzykiem reputacyjnym
W sumie to pisanie bloga nt. zarządzanie ryzykiem reputacyjnym jest znacznie łatwiejsze niż tworzenie bloga o-tym-i-owym, jak dajmy na to czynią popularni piewcy nowych,modnych skarpetek czy sprzedażymarketingu, przy okazji zauważamy, że strasznie jest ten marketing u nas popularny, zawsze nam się przypomina w takich razach, jak zdaje się Kapuścinski pisał, że w Afryce wszyscy chcą wszystkim coś sprzedać, pełen marketing, tylko mało kto co produkuje, choć może to i niesłuszny zarzut, bo podobno jesteśmy potentatem w produkcji soku jabłkowego, coś tam jeszcze z nadziei gazu łupkowego zostało, no i jest jeszcze wunderwaffe grafen, brzmi nieźle, więc…
Ale, ale wracając na tory, z których zboczyliśmy w dygresje okołoryzykonomiczne, zauważymy, że  łatwo jest pisać o
ryzyku, bo jego kolejnych, nowych manifestacji nigdy nie brakuje.
Ot, choćby właśnie toczy się niezwykle interesująca odsłona wcześniej już przez nas poruszanego ryzyka reputacyjnego, szczególnie ciekawa, że dotyczy tego samego i dobrze znanego podmiotu, choć źródło ryzyka, popularna „optymalizacja podatkowa” jest zupełnie inny.
Przypadek polskiej firmy odzieżowej jest na pewno wszystkim
znany a ciekawy również, dlatego, że jest to chyba pierwszy polski case study o takim wymiarze gdzie jedną z głównych ról odgrywają internetowe społeczności, w tym przypadku facebook, gdzie najpierw utworzono „ hejterską” ( nie oceniam, to
nazw obiektywna) potem kontr-stronę, przy czy ta pierwsza została ba czyjeś (czyje) żądania przez FB „zbanowana”, mówiąc językiem ludzkim zablokowana. Co z tego wyniknie jeszcze zobaczymy i do tematu wrócimy, akurat mamy pewne
wątpliwości czy to najszczęśliwsze dla dotkniętego zagrożeniem reputacyjnym podmiotu. Tak czy inaczej spory  kryzys
reputacjny i to na bliskim podwórku jako lessons learned warto obserwować aby wyciągnąć wnioski jak zarządzanie ryzykiem reputacyjnym powinno wyglądać.
Inną kwestią jest źródło kłopotów firmy, czyli optymalizacja
się w rajach podatkowych, to rzecz dziś powszechna w m-narodowym biznesie a nawoływania do społecznej  powiedzialności są zgoła oderwane od rzeczywistości. Nawet Tina Turner się przechrzciła na Szwajcarkę żeby się „zoptymalizować” i to naszym zdaniem domena regulatorów żeby podatników podatkami nadmiernie nie zdołować. Inaczej się zoptymalizują czy ktoś chce czy nie, a spraw jak kiedyś czytaliśmy ma poczwórne dno, bo podobno każde z wielkich światowych graczy UK, USA, Francja ma w swojej jurysdykcji jakąś wysepkę „optymalizacji”, choć oficjalnie jest zupełnie przeciw.
W ogóle to różne aspekty tej sprawy są interesujące choćby
zainteresowanie, żeby nie rzec interesy CSRa który zdaje się z
lekka ostatnio zacichł, a przecież zawsze jest miło przeszkolić firmy w odpowiedzialności, pragnienie naprawy świata przez ludzi lepszych od nas, czy nawet fakt, że sprawa toczy się w
okolicach tradycyjnej ogólnonarodowej histerii związanej z wrzucaniem kilku grosików do durszlaka, z którego rocznie wyciekają miliardy.
Nie należy też zapominać „tematy” są od dawna przerabiane
„na zachodzie” choćby pisaliśmy jakiś czas temu o Apple , które (-o ?) znany jest z niezwykle efektywnej optymalizacji, przy doskonałym zarządzaniu ryzykiem reputacyjnym, a przecież i w usa wiele jest przykładów firm , które płacą wysoką cenę za
nagłaśniane reputacyjno-optymlizacyjne kryzysy.
„Polski” przykład unaocznia również, że nie bez powodu w
FERMA-owskim Risk Banchmarking Surveyu europejscy risk menadżerowie wymieniali ryzyka związane z social media wśród 5-ciu topowych no, bo jeżeli gdzieś dzisiaj waszą firmę będą chcieli obsmarować, to gdzie? Oczywiście w Internecie a najpewniej na facebooku.

Stąd płynie nauka, że w ramach śledzenia ryzyka reputacyjnego dobrze jest regularnie:

  •  „skanować” zwartość internatu na nazwę naszej firmy ( np.
  • raz w miesiącu 10 pierwszych stron w google.com i google.pl)
  •  analizować, co dzieje się na facebooku na naszym firmowym profilu (o ile go mamy)
  • obserwować tworzenie się ew. grup przeciwników, wyrażane
    przez nich opinie i głoszone hasła (np. nawoływania do bojkotu)
  • reagować szybko
  • ale z rozmysłem
  • czytać Ryzykonomię.

Do tematu „zarządzanie ryzykiem reputacyjnym” wrócimy, ciekawi co też dalej się wydarzy, bo to chyba jednak nie koniec, pa.

Zarządzanie ryzykiem reputacyjnym

 

Zarządzanie ryzykiem łańcucha dostaw nawalnym

0
zarządzanie ryzykiem łańcucha dostaw
Jeszcze czytając poprzedniego posta mogli się P.T. Czytelnicy bloga zastanawiać, gdzie to nas pędziło po kraju, więc zaraz ujawnimy, że jechaliśmy-wracaliśmy z walnego zebrania członków rodzimego Polrisku, gdzie to udzielamy się społecznie w Zarządzie i Vice-Prezesujemy, zdobywamy wiedzę przeróżną o zarządzaniu ryzykiem, poznajemy dużo ciekawych i fajnych ludzi z branży ryzyka i zasadniczo nieźle się bawimy.
Nie będziemy tu zdawać relacji z tego organizacyjnego spotkania, wyboru komisji skrutacyjnych i temu podobnych, jak zawsze spotkania ludzi z branży są okazją do wymiany
opinii na różne tematy, networkingu, który uważamy osobiście za jeden z fundamentów developmentu i modernizacji, a nawet już po spełnionym organizacyjnym i społecznym obowiązku – wypicia kieliszka tekili.
Natomiast, jak to w polriskowym dobrym zwyczaju ostatnio bywa spotkanie risk menadżerów było okazją do posłuchania garści merytoryki, tym razem o ocenie ryzyka łańcucha dostawa.
Temat to jak wiecie arcyciekawy, krem di krem zarządzania ryzykiem biznesowym dzisiaj, piszemy o tym regularnie. A temat był także ciekawy, bo zaprezentowany przez amerykańskich przedstawicieli agencji ratingowej Standard & Poors,
która – o dziwo – oprócz ratingowania korporacji czy Grecji stworzyła i promuje również własny model oceny popularnego dzisiaj wspomnianego ryzyka dostawczego.
Najogólniej mówiąc, model S&P oceny ryzyka supply chain-u opiera się, co lekko zaskakujące, na analizie ryzyka de facto kredytowego (a więc przecież finansowego) dla węzłów
łańcucha dostaw. Na pewno takie podejście jest o tyle sensowne i możliwe, że dane finansowe większych czy listowanych dostawców są powszechnie dostępne, stąd i analiza fundamentów finansowych jest dość łatwa. S&P nie odżegnuje się też od analizy (ratingu) całego uniwersum ryzyk łańcucha dostaw także niefinansowych, choćby dobrze znanych tej agencji ryzyk suwerenów czy x-border-u (mało znane ryzyko „korporacyjnego” przekraczania granic – napiszemy o tym jeszcze).
Na pewno może nasuwać się taka wątpliwość, że głównym ryzykiem w zarządzaniu ryzykiem łańcucha dostaw nie jest ryzyko kredytowe, ale ryzyko wykonania, performance risk, także pewnie techniczne, pewnie prawne, zgodnościowe itd. Zdaje się, że i w S&P to rozumieją, choć i z tym się trzeba zgodzić, że jakby, co ryzyko kredytowe jest łatwiej mierzalne i umożliwia wyselekcjonowanie grupy potencjalnie „zdrowych” dostawców. Dalej możemy poddać ich bardziej szczegółowym „performancowym” oględzionom.
Także, nie powiemy, możliwe jest S&Powe podejście, choć zapewne to rozwiązanie dla międzynarodowych korporacji. Ale i zajrzenie w wyniki finansowe naszych głównych dostawców, w ten czy inny sposób każdej firmie może się przydać i nie jest aż takie trudne.
Jak widzicie podziałaliśmy i dowiedzieliśmy się, co nieco i dzielimy się z Wiernymi Czytelnikami, jak zwykle, pa.

Zarządzanie ryzykiem łańcucha dostaw

Zarządzanie ryzykiem łańcucha dostaw

 

Risikogesellschaft ! Ryzyko w natarciu.

0
risiko

Już trochę czasu upłynęło, kiedy w te wakacje Redakcja Ryzykonomii popełniała hurtem artykuły naukowe, z niemałym
trudem, bo jak Nasz Czytelnik zauważył Redakcja jest prostym Człowiekiem i lubi pisać i mówić jak najprościej i nienaukowo. Ale, jak trzeba, to trzeba i naukowo. Zresztą tak to jest z nauką, także ekonomii (którą znajomi „techniczni” nazywają „grami i zabawami” po co to komu, tanio kupić drogo sprzedać to jest istota, śpiewać i zarządzać każdy może), no więc tak jest z tą nauką, nawet ekonomii,  przynajmniej gdzie indziej, że pozostaje w
bliskum związku z biznesem i jedni drugim się przyglądają – co by tu jeszcze wymyśleć. Ale i u nas tak ma być, przecież.

No więc skoro o naukowym pisaniu mowa, to zaproszony na konferencję na rodzimym Uni „O dobrobycie” i do napisania artykułu w relacji do tematu,  zaraz nam przyszło na myśl podjąć temat wg. prostej zasady „słoń a sprawa Polska” (a propos,
czy kto jeszcze pamięta o co z tym słoniem chodziło, to ciekawa historia skądinąd) no więc „dobrobyt a ryzyko” tak to sobie Wasza Redakcja przetworzyła i stworzyła „white paper” pod tytułem „Ryzyko, dobrobyt, zarządzanie ryzykiem” .
Może nam ktoś zarzucić czyste teoretyzowanie, ale po solidnej kwerendzie, niesieni ryzykonomicznym przeczuciem, co na ten temat na świecie napisano i wymyślono doszliśmy do wniosku, że pomiędzy tymi trzema pojęciami są silne i nierozerwalne
zależności.  Artykuł ukaże się niebawem i na papierze, ale podsumowując, tok naszego rozumowania jest taki:
Żyjemy w społeczeństwie ryzyka (Beck, 2004)  Społeczeństwo XXI wieku samo wytwarza ryzyka („man-made risk”) i równocześnie poszukuje metod skutecznego reagowania na ryzyko. To jeden z przejawów refleksyjnej modernizacji (Giddens, 2001).  „Refleksyjność” w obszarze ryzyka jest jednym z głównych atrybutów społeczeństwa ryzyka (też Beck, 2004).  
Dowodów na to, że przyśpieszająca modernizacja i industrializacja towarzysząca rozwojowi

Bestseller listopada empik.com

gospodarczemu powodują wzrost znaczenia ryzyka, a następnie konsekwentnie wzrost zainteresowania metodami reagowania na ryzyko nie brakuje (Fraser, Simkins 2008).

„Risk uncertainty and profit” (Knight, 1921). Już od dawna.
No, ale oczywiście zysk, sukces gospodarczy nie jest jedynym czynnikiem dobrobytu, (jeżeli złodziej wybije Wam okno, kupicie nowe, PKB wzrośnie. A jak tam z dobrobytem? Lepiej? No
właśnie).
To jak zarządzać? Co z „czarnymi łabędzimi”(Taleb, 2008), czy „unknow unkows”  Donalda Rumsfelda? Ale przecież ryzyk
mierzalnych, zarządzalnych nie brakuje (Global Risk, WEF 2013). To jak zarządzać ? Jasne, że zarządzać. Resilience rulez ! (OECD,
2011)
Bogaci i rozwinięci zarządzają i inwestują w swoja kulturę ryzyka (FERMA, 2012).  Świadomość ryzyka ma wpływ na regulacje, kodeksy dobrych praktyk, sygnały płynące od inwestorów, z rynku.
Czy tu tkwi jakaś tajemnicza tajemnica ? (moje, Teraz)
Riskogeschellschaft ist, riskomanagement, muss sein!

risko risiko risiko risiko risiko

Ryzyko reputacyjne wprost z życia wzięte

1
ryzyko reputacyjne

Dużo było ostatnimi czasy ględzenia o społecznej odpowiedzialności biznesu, CSR-rze i wszyscy się pewnie zastanawiali o co tu chodzi i kogo to u nas dotyczy. A tu proszę mamy piękne kejs study polskie z życia wzięte już profesorzy biznes uczelni rychtują pałer pojnty, ślą umyślnych asystentów i szykują empiryczne rozprawki, ale my, jak zawsze na Ryzykonomii, będziemy piersi.

Otóż, jak Baczny Czytelnik pamięta 24 kwietnia doszło do katastrofy w bangladeszczańskiej fabryce odzieży lekkiej, a raczej w obozie pracy, gdzie żwawi pracownicy w wieku 6-99 lat szyli Te-shirty wszystkich chyba Waszych ulubionych marek, nie wyliczamy tu,żeby żadnej nie obrazić pominięciem. Płace podobno podłe niewątpliwie, coś 150 zł/mc czyli prawie tyle ile dajmy na to rozpasany asystent na polskiej wyższej uczelni zarabia w 3 dni, choć szalony Korwin by słusznie zauważył, że lepsze to niż głód i pusty garnek.
Jak wiadomo też na gruzach zniszczonej fabryki znaleziono również metki producenta sławnego wśród mieszkańców polskich miast i wsi Reserved i nie tylko.
Przy tym należy wspomnieć, w Bangladeszu wogóle jest niestabilnie i katastrofa jeszcze zaogniła sytuację społeczną; ostatnio ciągle dochodzi – jak donoszą media – do zamieszek na tle warunków pracy i nie tylko, ryzyko reputacyjne rośnie…
http://wyborcza.pl/1,75477,14672278.html
Dość  powiedzieć, że przestaraszeni (chyba) i przyciśnięci przez „zachodnią” opinię społeczną czułą na sprawy CSR-owe europejscy zleceniodawcy lokalnych sub-contractorów podjęli działania, które mają na celu polepszyć dolę niewolników-pracowników w tym robią zrzutkę na poczet ofiar.

No i dochodzimy do sedna polskiego kejs – stady bo jak donoszą media (a to jest zawsze prawda obiektywna zarządzania kryzysem, nawet jeżeli nieprawdziwa) zarząd spółki „nie czuje się winny” i „rozważa”, „myśli” czy przyłączyć się do inicjatywy innych producentów i co wogole zrobić.
Przy okazji zauważamy, że argument o niewiedzy co dzieje się u poddostawców jest klasycznym problemem ryzyka łańcucha dostaw i wydaje się wątpliwym argumentem bo świadczyłby, że spółka nie wie co się dzieje w tymże łańcuchu a to, zauważamy nie tylko ryzyko reputacyjne ale i wiele innych ryzyk biznesowych dla niej samej. Sugerujemy więc naszym Czytelnikom jeżeli zdarzy się podobna sytuacja, takich argumentów nie powtarzać.

Swoją drogą to nawet dziś uczestniczyliśmy w małej fejsbukówej dyskusji „na temat” i generalnie były dwa stanowiska „pro-społeczne” i cyniczne „probiznesowo-korwinowskie”.
My stoimy na stanowisku jak zawsze obiektywnie ryzykonomicznym i profesjonalnym, że chyba jednak spółka ma problem i z komunikacją i z zarządzaniem kryzysem bo oddźwięk komentarzy „opinii publicznej” (czymkolwiek ona jest)  jest jednak zdecydowanie negatywny i gdzie-niegdzie i coraz zdaje się głośniej, pojawiają się klasyczne w tego typu wydarzeniach nawoływania już to zaangażowanych społecznie blogerów, już to organizacji CSR-owych do bojkotów i „ukarania” bezwzględnej firmy.

Oczywiście nie jesteśmy na tyle naiwni, żeby nie rozumieć że przy tego typu zdarzeniach motywacje szczere i społeczne mieszają się z chęcią dowalenia kapitaliście czy zrobienia medialnego rozgłosu, ale tak to już na tym świecie jest.

Tak czy inaczej wypada zauważyć, że tego typu społeczno-korporacyjne kryzysy już na świecie ćwiczono i albo się producent dostosuje albo straci na reputacji a stąd i na sprzedaży, niewątpliwie, choć pytanie na ile i na jak długo.
Bo mamy znowu jednak wrażenie, a może i pewność, że kwestie Corporate Goveranance, a to również kwestie etyczne, o zarządzaniu ryzykiem wogóle nie wspominając, traktuje się u nas wciąż z przymrużeniem oka, a szkoda, wielka, także dla biznesu szkoda. Z drugiej strony zauważamy, że jak się chce grać na Dużym Boisku, to tam wymagania są jednak znacznie większe, ale też i prawda, że dlaczegoś nas na tym Dużym Boisku za dużo nie ma.
Inna też jest, i tu może tkwi kolejna odpowiedź, wrażliwość konsumenta, choć zwykle deklarowana, podobnie jak inteligencja, jako wielka i  być może jednak kierownictwo spółki dobrze kalkuluje, że Polacy i tak będą kupować – co by w tym Bangladeszu nie wyszło.
Mamy więc niezłe studium przypadku „ryzyko reputacyjne” i jeszcze pewnie się mu przyjrzymy.