zarządzanie ryzykiem

Home zarządzanie ryzykiem

Głosujcie nakryzysowo

0
na kryzysowo

Całkiem niedawno znajomy Blog kryzysowo.pl , którego Polecamy, wystosował do Redakcji Ryzykonomii zupełnie nieoficjalne i niewiążące zapytania czy nie moglibyśmy poinformować Czytelników o tym, że oni, tj. kryzysowo.pl zostali zgłoszeni do konkursu “społecznie odpowiedzialny bloger”, choć nawet wcześniej mieli już podobno dosyć konkursów bloggerskich, w których wygrywa klaka seo-kuchenno-spodniowa (skąd my to znamy) i oczywiście zachęcić Rzeczonych Czytelników, aby (po świadomym zapoznaniu się z treścią  kryzysowo.pl) oddać swój cenny głos. Z radością więc informujemy i zachcamy do wejścia na kryzysowo.pl , gdzie więcej informacji znajdziecie…
Noooo….
Muszę tu powiedzieć, że “środowisko ratowniczo-kryzysowe”, z którym się spotykam już to w Internecie, już to przy innych okazjach (ostatnio przy wdrażaniu zarządzania ryzykiem w pewnej placówce ochrony zdrowia, co jak wiadomo jest jednym z obszarów eksperckich Ryzykonomii),  budzi w nas zawsze bardzo  pozytywne emocje. Od razu wyjaśnię, że nie chodzi tu o liczne antykryzysowo-ustawowe komitety, co do których…dużo by mówić, ale o anty-krysyzowo “misyjne”.
Mam wrażenie, że ratownicy oraz wszelkiej maści anty-kryzysanci to prawdziwi zapaleńcy, oddani swojej misji, ryzykonomicznej przecież w swojej istocie, misji niezwykle istotnej dla wymarzonej Modernizacji, misji niesienia bezpośredniej pomocy i wiedzy (!!!) tym, którzy tego potrzebują, a nawet… czasami nie potrzebują, bo nie wiedzą na przykład jak sie zachowac w przypadku pożaru, wypadku czy innego zagrożenia. Już nie będę nawet wspominał jak z tym u nas “cienko”. Nawet jak donoszą w Holandii wydają już porady po polsku nt. “Nauka nietopienia się w weekend”….
Sami ostatni nad morzem powstrzymywaliśmy pociechę przed brnięciem we wzburzony ocean bałtycki, a niestety obok cała rodzinka (PL) nieustraszona – brnęła. I znowu wyszliśmy na strachliwych, zapinający pasy w autobusie itp. Nawet nie mamy piwka na kocyku, jak co drugi kocyk na plaży. Coś jest z nami nie tak? Ryzyko Mania ? Z innej beczki: nie chcemy dołączyć do kolejnego rekordu rzezi na drogach w ostatnim tygodniu – jak doniesiono. Ech ?

Wracając do ratownictwa i anty-kryzysów, to ostatnio mieliśmy okazję słuchać w TVN wypowiedzi zaproszonego ratownika dotyczącego  ostatnich tragedii wodnych (link) i aż strzygliśmy uszami, ile tam ważnych i profesjonalnych (o co w naszej TV trudno choć psychologów i politologów znających się na Wszystkim nie brakuje)  i praktycznych informacji o “wodnych ryzykach” można było wysłuchać.Dlaczego tacy ludzie nie piszą programów szkolnych ?

Także, czytajcie, głosujcie ma kryzysowo.pl o co uprasza Was Wasza Redakcja bloga rychtując kolejne artykuły “o ryzyku”, wkrótce….

Prażeni słońcem smagani wiatrkiem

0
prażeni ryzykonomią
Jak już wspominaliśmy naszym Wytrwałym P.T. Czytelnikom
bloga musimy jeszcze trochę odłożyć łamanie risk managementowych paradygmatówbo mamy jeszcze zlecenie na napisanie Bardzo Naukowego Artykułu na konferencję “o
dobrobycie” we wrześniu i jako nieuleczalny ryzyzkomaniak przedłożyliśmy sobie karkołomne zadanie zderzenia „Państwa Dobrobytu” popularnego Welfare State z ryzykiem i
zarządzaniem ryzykiem;  wogóle to lubimy takie koncepcje słoń a sprawa polska, ryzyko a sprawa polska, ryzyko a sprawa cyrkowa (o, o tym wkrótce będzie) itp. itd. Bo na ryzyku się akurat znamy, a nie jak dajmy na to drudzy, na wszystkim.
Treści rzeczonego, artykułu o roboczym tytule “Zarządzanie ryzykiem jako warunek dobrobytu”   nie zdradzając, już teraz w  rezultacie kwerendy przede wszystkim zagranicznych

materiałów (bo gdzie inne są?…) od razu zwaliła się na nas kupa rozważań nt. “welfer a sprawa ryzyka”, “społeczeństwo
a ryzyko” , “bogactwo a ryzyko”, “politka gospodarcza, społeczna, zatrudnienia, taka siaka, owaka a ryzyko”…..

Taki Beck na przykład wnosi twardo, że mamy dzisiaj do czynienia bardziej z dystrybucją ryzyka zamiast z dystrybucją bogactwa, risk society, społeczeństwo ryzyka się wytwarza, a skutkiem tego….
I znowu nachodzi nas kac choć nie moralny ale raczej poznawczy, że strasznie się w Cywilizacji wszyscy zastanawiają: jaka jest rola ryzyka i co z nim robić, dokąd ten świat zmierza i jak tym wszystkim zarządzać (?) , ale to jest właśnie Moi Mili myślenie
strategiczne i myślenie o przyszłości które zawsze kształtowało Świat i odróżnia człowieka od maupy.  W społeczeństwach
małorozwiniętych rozważania takie traktuje się jako mało istotne, niepraktyczne jarzenia jajogłowych, i pewnie wielu wciąż się wydaje, że Historię kształtował Wołodia Traktorzysta a nie Nitzche czy na przykład Keynes, którzy najwyraźniej nie byli przecież “praktykami”.
Z tym “praktycznym” epitetem to zresztą sami się nieraz spotykamy, ponad 20 lat w biznesie nie wystacza, ale zawsze też powtarzamy że nie ma praktyki bez teorii i vice versa i trzeba dogłębi poznać ryzyko, proces i standard, żeby wszystko to sensownie i “praktycznie” poukładać.
Myślenie jako takie nigdy, z zasady nie było czynnością “praktyczną”.... i nawet nam się ta maksyma podoba, może ją zapiszemy w naszym konciuku ryzyko-cytatów powyżej, który zresztą stale uzupełniamy i zapraszamy do zgłaszania nowych przez Czytelników także.
Tak tak bez refleksji co się na tym zmieniającym świecie dzieje (niechby choć w wakacje) zmierzamy jak baran pędzący na murowaną ścianę, choć inna sprawa, przejrzeliśmy znowu pewną Bardzo Ważną rodzimą Strategię “Rozwoju” i nawet nam się nie chce o tym pisać o czym i czyją, zwykły zestaw tabelek “gdzie to jesteśmy”  (jak zawsze gdzieś daleko) i jak ważne są innowacje i nauka i jak zwykle żadnego jasnego Planu, analizy ryzyka wogóle, ani ożywczej samodzielnej myśli: jak to wszystko zrobić?
Póki co donosimy, że nieustannie staramy się animować
naszą obecność na różnych multimedialnych forach. A to:
Na Facebooku – Dołączcie do Nas !
Na Golden Line – grupa „Zarządzanie ryzykiem w sektorze publicznym JSFP”; już ma 79 członków i są świeże dyskusje
Na Linked In łaczymy się chętnie z innymi ryzykomaniakiami,
A nawet update-ujemy się regularnie ma Twitterze jakby kto chciał Ćwierk !
A, jeszcze ciekawe, bo w pierwszym tygodniu nowego miesiąca aż trzy nasze e-booki, do których podstępnie wiedzie ten link, znalazły się w pierwszej setce rankingu empik.com biznes i ekonomia i z tej popularności
przeczuwamy, że zaraz do nas zadzwonią Czynniki po strategiczną refleksję nad ryzykiem i kiedyś otrzymamy wreszcie Order z ziemniaka.
O czym wciąż w letnim nastroju i klimacie donosimy prażonym słońcem ale i mamy nadzieję smaganym ożywczym powiewem naszym P.T. Czytelnikom.

Push! Crash! Smash!

0
push ryzykonomia
Nasz mały dzienniczek, dzienniczątko wakacyjne
Karol Olgierd Borhardt jeden z naszych ulubionych pisarzy
młodzieńczych sturm und drang periode a dziś każdy mówi, tak było jest i będzie, nie wychylaj, nie podskakuj, nie narzekaj ucz dzieci na prawych równowszeregu, mądrzejsi ich znajdą a  jak nie trudno,  pisał kiedyś wspomnienia z Drugiej wojny, że brytyjscy
żołnierze z ntegoś regimentu mieli takie zawołanie bojowe atakuj! niszcz! zabijaj !
W weekend wraz z spragnionymi rodakami wyruszamy w kierunku
plaż popularnego resortu, słoneczko pięknie przygrzewa, zimny łokieć, muzyczka w radiu, na drogach push, crash, smash, kto pierwszy dopadnie następnego skrzyżowania, objechać, najechać, zajechać (!!!) zniszczyć konkurencję do zajęcia grajdołka i … już jesteśmy szczęśliwi na plaży. Nachodzi nas w drodze objawienie halb tacho, odległość między samochodami „pół licznika” w rodzimej transkrypcji to pół licznika 2pi r
znaczy obwód tarczy licznika czyli ca. 20-30 cm i wszystko się zgadza, hosanna !
Ale o zaskoczenie na plaży – MÓR parawanów, co roku dłuższe
10-20-30 metrów, kochani plażowicze wygradzają po 100
m2 własnej plaży wara innymi od widoku morza i terenu
zajętego przez kaduka, nasze, nasze, nasze
Za plażę, w cień drzew wspominamy leniwie wreszcie nasz
Bestseller empik.com, biznes i ekonomia kategoria „Zombie atakują ! Zarządzanie ryzykiem po prostu”  dziś wyjątkowo na
drugim miejscu wśród 100 najlepszych, czyli przeglądarka nam się nie zepsuła, niech sobie pobędą parę chwil na pierwszych za chwilę, wracamy, Czytelników przybywa, wartowarto.
Mocarna, opalona klata, chłodzona delikatnym zefirkiem
pochyla się nad najnowszą ulubioną Gazetą Ubezpieczeniową tam o ciekawym PwC raporcie Insurance Banana Skins 2013 fajny tytuł, link tutaj, ryzyko dla sektora ubezpieczeniowego
jak skórki od banana, regulacje, regulacje, regulacje exe kwo 1 miejsce a przecież Solvency i Bazylea to cudowny lek z gabinetów eurokratów, czyż może nie ?!  a już na kolejnych miejscach (m.in.):
CZyTAjCIECzYTAJCIE!
Wyniki inwestycyjne 2 (przedtem 4)
Makro 3 (3)
Natkat 5 (5)
Jakość zarządzania ryzykiem 7 (15) !!!
Zarządzanie ryzykiem 8 (14) !!!!!
Kanały dystrybucji 11 (9) spada supply chain ? eeeeeeee….
Reputacja 14 (16)
Zarządzanie zmianą 15 (31) alecotowłaściwie jest nie lubimy
tego nieprocesowego ględzenia
Ład korporacyjny 17 (8)
a zarządzanie ryzykiem ? coś się nie zgadza
Media społecznościowe 21
(new !)
Terroryzm 27 (23) oj uważajcie, żeby…
Plaża, plaża, i po plaży a tu jeszcze chcą od nas artykulik
spory, dobrobyt, sfera realna, zarządzanie ryzykiem, ulrich beck straszy ryzykiem społeczeństwa Wszystkich, ech bracie, z szacunkiem, naukowo, niepowiemy, piszemy,
czytajcie, zostańcie z nami !

push ryzykonomia push ryzykonomia

Plac Narutowicza

0
Plac Narutowicza

Znowu zaszalejemy, i lekko odpłyniemy  od standardów, metod, technik, dobrych  praktyk zarządzania ryzykiem a także od obiecanego obalania paradygmatów…Ale czy kto zarządza w Polsce ryzykiem w wakacje…
UUUps , przepraszamy Wierni Czytelnicy !!!

Więc, pozostając w ogólno-ryzykonomicznym, wakacyjnym
nastroju przemyśleniowym parę słów o wydarzeniu, które jest dla nas co roku jaskrawą łuną na firmamencie Braku kultury zarządzania ryzykiem w Narodzie.
To wydarzenie to Powstanie Warszawskie, bo właśnie kolejna
jego rocznica. Nas najbardziej zawsze uderza dysonans tego wydarzenia, a więc obraz katastrofalnie przeprowadzonej operacji wojskowej (?) opartej na błędnych założeniach i przesłankach, źle zaplanowanej i przygotowanej i zakończonej
kompletną taktyczną i strategiczną porażką we wszystkich wymiarach zestawiony z propagandową ideą zwyciężenie przez
porażkę i udawania czy to z nieświadomości czy to z innych powodów, że tak być MUSIAŁO.
Zarządzania ryzykiem tu nie było żadnego a nawet jeżeli, ten
i ów próbował jakieś ryzyka zauważać, to z różnych przyczyn, czasem jak się wydaje całkiem świadomie obiekcje zostały przez dowodzących Powstaniem pominięte, zlekceważone. Słowem „na koń wsiędziem i jakoś to będzie” w najczystszej
postaci – tylko konia też nawet nie było za to z drugiej strony straszni i bezwzględni przeciwnicy. Jak to na wojnie zresztą, bo wojna to nie Czterej Pancerni.
I pies.
Jednostkowym, a więc zawsze najbardziej przemawiającym  przykładem czystego surrealizmu Powstania są
dla nas wydarzenia na Placu Narutowicza (na pewno niejeden z P.T. Czytelników bloga mija często to miejsce) gdzie tłum powstańców napuszczony przez swoich szalonych dowódców miał zdobyć broń na wrogu.  GOŁYMI RĘKAMI.
Bieg na czekające już, ufortyfikowane, najlepsze na świecie niemieckie karabiny maszynowe MG 34 (900 strzałów/min) i MG 42 (1200 strzałów/min) zakończył się po kilkunastu
metrach trudną do wyobrażenia jatką, ręce, nogi, głowy, wnętrzności, kto jest nieco obeznany z militariami i ma odrobinę wyobraźni, zrozumie. O tej histprii polecamy także ten link i różne artykuły tamże :
Oczywiście podobnych historii było wiele, równie głupich i
jeszcze głupszych. Albo Antki Rozpylacze, wysyłanie dzieci na wojnę przeciw uzbrojonemu po zęby okrutnemu wrogowi, duma
narodowa,  pisał o tym choćby Łubieński, ani triumf ani zgon, nawet widzieliśmy gry planszowe się ukazały, zgroza, wara od naszych dzieci,  dyletanci ! Grajcie sami w gry planszowe. Wojna to planowanie, logistyka i zarządzanie, zajęcie dla specjalistów. Plus trochę bohaterstwa i tchórzostwa jednako.

Ktokolwiek zapoznany z wojskowością myśli z przerażeniem o
mitach o tygrysach na visach i trwaniu powstania tak naprawdę sztucznie przedłużanego przez naszych wrogów. To przecież wiadomo od dawna. Elitarne dywizje pancerne SS, ciężki sprzęt, mogły pozamiatać raz-dwa. Tylko po co? Artyleria, głód, bombardowania, gołebiarze, dzicy kałmucy wystarczą. A Stalinowi w to graj. O dramacie ludności cywilnej 200 tysięcy wyrżniętych, eh….Oni nie występują na rocznicach nie noszą opasek jak liczne zastępy bohaterów, bo jak już zauważył Hemingway zadziwiające jak wielu nie-bohaterow na wojnie ginie, a ilu bohaterów przeżywa. A Miasto zrównane z ziemią…
Najgorsze w tym wszystkim jest brak jakichkolwiek lessons
learned. Z projektu Porażki w imię fałszywej martyrologii, interesów i interesików małych mężyków stanu,
małych idejek i zwykłego braku wiedzy tworzy się wręcz Dobrą Praktykę bo „Gloria victis”,  co za oksymoron , co za
niepraktyczna złuda, powiedzcie to posiekanej na miazgę młodzieży na Placu Narutowicza.

Na koń znowu wsiędziem i…. jakoś to będzie ! 

Prędkość zabija pełna ryzykonomia

0
prędkość zabija
Uff,  właśnie rodzina przyjechała znad jezior, nie żebym się martwił o zdolności kierownicze, dużo bardziej wierzę rozsądkowi kobiet z kółkiem, ale wiadomo ci Świetni Kierowcy w swych super maszynach z naprzeciwka z lewa i z prawa (i na jednopasmówkach także).
ICH się po ponad 20 latach dość intensywnej i póki co
bezwypadkowej (odpukujemy) i 2-manadatowej jazdy (tym się chwalimy choć mamy wrażenie u nas jest to powód do niedumy, tak jak powodem do macho-dumy jest bulenie mandatów), ICH  boimy się naprawdę.
Temat poruszamy nie tyle dlatego, że najwyraźniej tragedia
kolejowa w Hiszpanii jest wynikiem surrealistycznego speedingu. Nawiasem mówiąc, zarządzanie ryzykiem w kolejnictwie to temat bardzo ważny, wspominaliśmy jakiś czas temu jak sobie z tym radzą w legendarnym Schinkansenie. Japończycy zresztą bardzo podkrelaj wagę systematycznego zarządzanie ryzykiem  bardzo, a w szczególności, pisaliśmy o tym, konieczność nieustannego budowania i wzmacniania  kultury zarządzania ryzykiem. Bo w istocie szalona prędkość, hekatomba na polskich
drogach (nie bujajmy się i na nowych i na starych) jest soczewką w tysiąckrotnym powiększeniu pokazującą  niską kultury
zarządzania ryzykiem czy bezpieczeństwa (jak kto woli) Polaków właśnie. Na wypadkach drogowych, tym „nierozwiązywalnym” problemie tracimy c orocznie miliardy PKB, potem na przykład próbujemy te roztrwonione gigantyczne środki w ułamku dozbierać na Orkiestrze; zawsze jest lepiej rzucić grosik i uronić z dumą łezkę niż pomyśleć i zaoszczędzić miliardy. O hipokryzja ! (Uczciwie mówiąc podobnych “schematów” możemy wymienić wiele).
O aspekcie ludzkiego nieszczęścia nawet nie wspominamy, do
tego trzeba wyobraźni, której większości rodzimych kierowców zwyczajnie brakuje.
Zdjęcie pierwsze
Przy herbacie, po pewnym biznes spotkaniu, inteligentni
przecież i dystyngowani rozmówcy przechwalali się przy stole,  jak to jeżdżą z Gdańska do Warszawy w 3 i może
pół godziny (my jedziemy, ca. 5 co za wstyd…), oczywiście jak zawsze SZYBKO ale OSTROŻNIE. Tak zresztą pewnie
myślała pewna znajoma, która ledwie uszła z życiem po długim szpitalu wyjechał ktoś na skrzyżowaniu, bo przecież fizyka ma swoje prawa dynamiki i stali nie da się zatrzymać ot, tak w miejscu. Nawet tak Dobrym Kierowcom, jakich nieustannie
spotykam.
Zdjęcie drugie
Korzystam z uprzejmości znajomych, podwożą mnie do domu
przez Polskę. Obiecałem sobie już nigdy nie jeździć z nieznajomymi, ale lenistwo, parę groszy zaoszczędzone. Kilka godzin jazdy często po 180 choćby na zatłoczonych odcinkach A2, odległości po paręnaście metrów. Także w deszczu.  Udało się , żyjemy. Tylko ja najwyraźniej dziękuję niebiosom za przetrwanie. Normalka.
Zdjęcie trzecie
Wracam polskim busem zimą. Biała droga śnieżyca, wyprzedzamy
po trzy ciężarówki na jednopasmówce, najszybszy pojazd na trasie. Zgroza. W pól roku później, niedawno wypadek tej samej lini i setki komentarzy potwierdzających
moje obserwacje. Przy okazji, jestem chyba jedyną osobą w zasięgu wzroku w pasach, które ma każdy nowoczesny autobus. Bo wstyd. Ale odcięte nogi, ręce – nie wstyd ?
I tak dalej….
ZOBACZ BESTSELLER !
W ogóle zawsze nas zastanawia ten “odlot rozumu” (jak celnie przy innej okazj zauważył Paul Johnson), rozmawiamy z miłymi i inteligentnymi ludźmi, potem wsiadają do samochodu i zmieniają się w Dr Jekylla i Hyda pędząc na zatracenie, najeżdżając na grubość zderzaka innych „zbyt wolnych”, „nie tak dobrych” użytkowników (hej, czy to nie kompleks….). Zresztą to najeżdżanie ala’ Formuła 1 to powszechna plaga polskich dróg . I znowu jeden
z drugim (cenzura) nie jest w stanie zrozumieć, że to czysty ruch opóźniony, im szybciej jedziesz tym dłuższa droga hamowania, „halb tacho” jak piszą na austriackich autostradach, zmienia się u nas w „pół zderzaka”, bo przecież jest SZYBKO ale OSTROŻNIE.
Nie wiadomo do końca z jakiego powodu hiszpański
maszynista tak speedował, bo co do tego nie ma wątpliwości, przychodzi jednak taka refleksja, że podejście do prędkości i zasad ruchu drogowego jest w Hiszpanii cokolwiek zbliżone do naszego (nasza empiryczna wiedza,; choć chyba znacznie bardziej
boją się policji i zdaje się guardia civil), ta sama ułańsko-donżuańska idiotyczna fantazja i brak obiektywnej oceny sytuacji i własnych ograniczeń.
Prędkość zabija i nie ma co do tego wątpliwości, to są empiryczne
dane (bardzo proszę), wystarczy poczytać, nie żebyśmy jakoś lubili się wlec po drodze, ale po to są przepisy, prawo, za którego stanowienie i utrzymanie SAMI płacimy, żeby je przestrzegać ! Czy Prawo, instytucjonane zarządzanie ryzykiem to jakiś oksymoron ?
Co z tego że dojedziemy na wakacje pół godziny wcześniej
albo będziemy mogli się pochwalić przed macho kolegami naszym genialnym kierownictwem, jak któregoś dnia – nie dojedziemy ?Albo inni przez nas nie wrócą do domu przez nas ? Czy
ludzkie tragedie są warte paru minut, o ile o to w ogóle chodzi? Bo niby gdzie wszyscy się śpieszą w weekend?

Śpiesz się powoli. Jak wyjedziesz spóźniony przyjedź spóźniony.
Prędkość zabija, głupota zabija. Dobrze jest znać swoje ograniczenia. Także fizyki i prędkości. Amen. 

Prędkość zabija Prędkość zabija Prędkość zabija

Kulturalne kondyszyns i ryzyko

0
Kulturalne kondyszyns

Już, już mamy przejść do zapowiadanego w ostatnim poście obalania risk manadżmentowych (i nie tylko) paradygmatów, a tu ostatnio uczestniczymy w ciekawej dyskusji, po prezentacji w pewnym klubie biznesu,  kilku profesjonalnych zapaleńców (tak, tak, jeszcze tacy całkowicie nie
wymarli ani nie wyjechali, ale pewnie za chwilę).

A dyskusja, w opustoszałej sali ale przy wciąż obfitym, niewyjedzonym cateringu (ach te babeczki z malinkami, ale o zgrozo ! Wasza Redakcja zrzuca wagę…)  dotyczy  bynajmniej nie tylko ściśle ryzykonomicznej domeny. Otóż jakoś – takoś w tym małym, acz zacnym gronie  zgadaliśmy się na temat modnego dziś CSR-u a potem i przeszło na kulturę zarządzania
i zarządzania ryzykiem też.

Jeden z interlokutorów denerwował się miedzy innymi, o co w
tym całym CSR-e chodzi, jedna wielka ściema, dużo hałasu o nic, a biznes przecież – is biznes.

Kulturalne kondyszynszrobić żeby nie doszło do kolejnych kryzysów i przewałek , a choć szał regulacyjny, także u nas, trwa to nie ma empirycznych dowodów na to, że kolejne regulacje zmniejsząją ryzyko
systemu. Regulacji jest rzeczywiście co niemiara od SOX –a 404, potem Dodda-Franka, Bazyleę i Solvency, COSO-wy Internal Kontrol zaordynowany przez amerykański SEC, różne Governancowe regulacje, także powoli przenikające do
Polski, choćby w ustawie o biegłych rewidentach (dlaczego tam !?) czy ustawie o TFI …..itd. itd.
Lubisz Czytać ….

Koszty wprowadzaniem tej regulacyjnej twórczości liczone są w miliardach dolarów, a efekty, czego przykładem jest choćby sam protoplasta SOX 404  (jeszcze przecież przed-lehmanowy i too-big-to failowy ) są nikłe albo wręcz ŻADNE.

Może więc kluczem jest właśnie „kultura” ? Tylko co właściwe
ona oznacza i jak ją (jeżeli już) w organizacjach rozsiewać ?
Weźmy choćby naszą ulubioną kulturę zarządzania ryzykiem,
już zaczynają się schody…
the combined set of individual and corporate values, attitudes,
competencies and behaviour that determine a firm’s commitment to and style of operational risk management.
Basel Committee (2011) …the general awareness, attitude and behaviour of its employees and appointed representatives to risk and the management of risk within the
organisation.
FSA (2006)
 …the values, beliefs, knowledge and understanding about risk shared by a group of people with a common purpose, in particular the employees of an organisation or of teams or groups within an organisation. IRM (2012)
…the system of values and behaviors present throughout an organisation that shape risk decisions. Risk culture influences the decisions of managementand employees, even if they are not consciously weighing risks and benefits. KPMG (2010)
Małe ble, ble nie prawdaż ?
Stąd pewnie nasi koledzy z London School of
Economics po swoich ostatnich researchach stawiają tezę, że “w odróżnieniu od paradygmatów publicznej debaty o kulturze
organizacyjnej, która kładzie nacisk na zmianę sposobu myślenia i postaw, koniecznej jest położenie znacznie większego nacisku na poprawę struktur, procesów monitorujących funkcjonowanie organizacji i zapewniających efektywny przepływ informacji, a także wprowadzenie skutecznych mechanizmów mierzących efektywność w odniesieniu do ponoszonego ryzyka oraz tych zapewniających “good compliance”. 
No, to nam się znacznie bardziej podoba bo, jak ktoś mądrze zauważył:
“The best way to avoid mistakes is not to change human condition but the conditions of human work”
Co niniejszym dodajemy do naszego zbioru Ryzykonomicznych cytatów (patrz: pasek pod tytułem Bloga)
A kultura, jak uczyli mnie w domu, jest w życiu potrzebna,
niby można jeść rękami albo nawet nogami, można budować stadiony zamiast bibliotek, ale gdzie nas to, czy to w biznesie, czy życiu społecznym doprowadzi?
Zapalonych dyskutantów pozdrawiamy, więcej takich dyskusji chcielibyśmy słyszeć, szczególnie, że jednym z kluczowych zadań risk manadżmentów, o którym jakoś słabo sie pamięta, jest krytyczna analiza i “challengowanie” założeń.
pa, pa !

Kulturalne kondyszyns Kulturalne kondyszyns Kulturalne kondyszyns

Bez paradygmatu o ryzyku

0
Bez paradygmatu o ryzyku
Niedawno na forum prowadzonym przeze mnie na Golden Line „Zarządzanie ryzykiem w JSFP” jeden z uczestników , który większość kariery zawodowej spędził w Ameryce zadał dramatyczne pytanie, mniej więcej: „Dlaczego
na naszych rodzimych forach, nie tylko GL,  nikt nie podejmuje dyskusji, ani na ten ani na inny profesjonalny interesujący mnie temat. Na forach anglojęzycznych np. Linked In jest zupełnie inaczej ! Wszyscy dyskutują i spierają się nieustannie ” .
Nie ma debaty, nie ma dyskusji, nie ma challengowania
założeń, w Internecie i “w ogóle”.
A krytyczna analiza założeń i oczywistych oczywistości, paradygmatów jest jednym z fundamentów nie tylko w samym
zarządzaniu ryzykiem, ale i modernizacji  w życiu gospodarczym, społecznym, o polit nie wspominając. Nie ma kultury zarządzania, nie tylko kluczowej kultury zarządzania ryzykiem, bo nie ma
otwartej dyskusji o problemach, a  za to jest powszechne udawanie, w imię (czego?)  że problemów nie ma. Everything Goes According to Plan a także Not in My Term of Office, itepe, itede…
I znowu im/nam nie wyszło czy to śmiecie, czy to
infrastruktura, czy to dziura budżetowa i nieuchronny klif fiskalny. 50, 60 a może 90% …..no, może nie tak nieuchronny, bo przecież jak nam się KRI świecą, to wystarczy je wyłączyć i…
już po ryzyku!
Po raz kolejny okazuje się, że jak mówi motto bloga „Na Kon
wsiędziem….” i rzeczywiście jest „Jakoś”. Nie będziemy tu się znęcać politycznie bo i tak nigdy nic z tego nie wynika a i dzięki krytyce do wymarzonego koryta i tak nie dopuszczają, a jednocześnie ciągle słyszymy , że to dopiero 10/15/20 (niepotrzebne skreślić) lat i „mamy czas”, i  były zabory i wojna i Janka Muzykanta w piecu Prusacy z Anielką upiekli, przez to wiadomo jest nam trudno etecetera, a trzeba i przyznać Waszej Redakcji Ryzykonomii lata lecą i coraz trudniej na te zmiany w długim okresie czekać, bo jak mawiał Keynes „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”. Tamten kolega wyjechał za granicę, ta córka koleżanki już się szykuje, tamci żałują że nie wyjechali jak mogli, ale może jeszcze …Ale ponoć już za chwileczkę już za momencik coś się zmieni, zaczniemy planować,
przewidywać, liczyć i robić to co jest do zrobienia i „jakoś to będzie”. Taaa….
No, znowu bezwiednie zdryfowaliśmy poza ściśle zarządzanie ryzykiem, może jak kasia te
Bestseller ! Kliknij by zobaczyć!

zaczniemy pisać o modzie i makaronie nabijając sobie tysiące
fanów ważnymi tematami, ale  niech nam P.T. Czytelnicy Bloga dzisiejszy pesymizm wybaczą ( choć preferujemy profesjonalny termin      dentyfikacja ryzyka” ) sądząc po kierunkach modernizacji, a raczej jej braku widać jak na dłoni i bez rejestru i bez mapy ryzyka, dokąd nieuchronnie zmierzamy.

 No debate, tylko paradygmaty … tu przychodzi nam na myśl
ciekawy cytat naszego kolegi i prelegenta Granta Purdego z Australii, który napisał niedawno, że:
„Ostatnimi czasy, coraz częściej zauważam, że w zarządzaniu
ryzykiem nadmierny nacisk na rozwój różnego rodzaju „ceremonialne instrumenty”,  „ryty” , „obrzędy”, jak
w jakimś sekretnym stowarzyszeniu powoduje, że coraz trudniej zrozumieć innym, co naprawdę powinni oni robić, aby lepiej zarządzać ryzykiem”  
(cytat niniejszym dodajemy do naszej rubryki cytatów na
pasku po tytułem bloga)
Tajemniczo brzmi, prawda? Już wyjaśniamy. Otóż na „zachodzie”
także w zarządzaniu ryzykiem toczy się nieustanna debata: jak to robić? jakich narzędzi używać? Który standard jest lepszy… a może coś innego?  Co ma, a co nie ma sensu ?
To tak jakby ktoś u nas zadał pytanie: po co nam kontrola
zarządcza i jaki jest tu ratio  koszt/zysk ? Gdzie było zarządzanie ryzykiem przy klęsce śmieciowej ?  Albo, z innej działki:  jak to jest z tym zarządzaniem jakością w firmach? Każdy ma znaczek, ale jakie są rezultaty wydrukowania mega regulaminów i auditów (nie mylić z audytami) ? Szalone pytania,  nieprawdaż ?
Jest – jak jest, więc póki co Wasza Redakcja Bloga będzie
samopas rzucała sobie challenge do takich wydawałoby się „oczywistych oczywistości” i paradygmatów rodzimego rachitycznego risk manadżmenetu jak (na początek) :
Czy mapowanie ryzyk , wszechpopularny kolorowy  gadżet ma w ogóle sens ? Czy to nie strata czasu i mega zmyłka ?

Czy istnieje w ogóle apetyt na ryzyko ? Kto to umie policzyć
? Po co to komu ? Kto 
to zrozumie ? Czy nie wystarczy koncepcja “kryteriów ryzyka” ?

Co broni  “kanoniczny” wręcz model  trzech
linii obrony i czy w ogóle coś broni ?
I nie myślcie, że otrzymacie odpowiedzi na jakie oczekujecie….
To już wkrótce , zostańcie z nami ……

Bez paradygmatu o ryzyku Bez paradygmatu o ryzyku Bez paradygmatu o ryzyku

Biała księga, białe ryzyko ryzykonomia

0
białe ryzyko

Nie wiemy na ile i “czy” P.T. Czytelnicy Bloga wiedzą, ale Wasza Redakcja nie tylko zajmuje się promocją bestseellera naszego Naczelnego, który twardo siedzi w czołówce listy empikowych bestsellerów, ale i Naczelny się odgraża, że nowe “rzeczy” (myśli, że nie wiemy, jakieś ma hemigłejowskie sugestie stary bufon) już zaczyna pisać, teraz zdaje się jakiś duży artykuł o audycie zewnętrznym biegłych rewidentach regulacjach i nie wiemy naprawdę o czym jeszcze. Choć słusznie się Czytelnik/czka spodziewa, że jak już napisane będzie to i czym prędzej w ręce P.T. Czytelników te ryzykonomie przekażemy.
Póki co wrócilismy z koncertu Bon Joviego w Ergo Arenie, i to ryzykonomicznie skomentujemy, ale za chwilę bo jeszcze jedna rzecz czeka “na parapecie” do opisania.

A rzecz to niebłacha bo dopieroco z wielką acz niedostrzeżoną pompą ukazała się “Biała księga
Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczpospolitej” pod patronatem samego Prezydenta.  Nie tylko Biała ale i wieeelka to księga licząca coś 265 stron. Przyznajemy, że tyle niegdy nie czytamy z takich megadokumentsów, z amerykańskich firm został nam leniwy nawyk czytania executive summaries, bo zwykle tam można wyczytać całe klue programu. No, tu ES-u zasadniczo nie ma choć na końcu są różne podsumowania, wyznamy szczerze równie dla nas mało zrozumiałe jak cały documents. Wogóle to z wielkim szacunkiem o sprawie mowimy, żeby nie było niedomówień, wystarczy całe kompanie (a raczej bataliony) autorów wyczytać, a chyba same tytuły naukowe ustawione jeden na drugim dałyby nam

Białe ryzyko

ZOMBIE ATAKUJĄ !

bezpośrednie połączenie jeżeli nie z księżycem to na pewno z drzwiami do piotrogrodu.
Oczywiście nie jest tak żebyśmy tego szacownego tytulu do pobrania (link niżej) bliżej nie przejrzeli
http://www.spbn.gov.pl/portal/sbn/667/4630/Biala_Ksiega.html
ale choć różne diagnozy tam deklaruje się – to analizy ryzyka (tak jak to rozumie prosta Redakcja Ryzykonomii) – ani słychu ani dychu. Co do koncepcji to może i umysł zbiorowy był ale chyba nie zadziałał.
Generalnie i subiektywnie podsumowujac, to jak widzimy podobne strategie to sobie myślimy, że dobrze jest uczyć się języków obcych. Oczywiście po to, żeby móc poznać głębie białoksięgowych przemyśleń, ale i dla rozrywki i dla bezpieczeństwa.
A już za chwilę, zagramy dla vas o samym koncercie Jonie Bon Jovi…. Słuchajcie jak gramy !!!

białe ryzyko
białe ryzyko
białe ryzyko
białe ryzyko

Rady Nadzorcze 2013 – raport i analiza

0
rady nadzorcze
Rady Nadzorcze, ryzyko…Eh, znowu ta niedola pukania w klawisze zamiast robienia  kariery w jakiejś sympatycznej, nieciężkiej, nieodpowiedzialnej pracy…np. w  jakiejś Radzie Nadzorczej czy Coś. ( Naczelny Bloga właśnie się ironicznie uśmiecha do mnie zza szyby swojej kanciapy, jakby chciał powiedzieć „nie dla psa kabanosy”
coś za bardzo domyślny się staje stary sknera… a podwyżek to się nie domyśli, oj nie !)
.

Ryzyko i Rady Nadzorcze…

No, nic dziwnego że nam przychodzą takie myśli do głowy dopiero co byliśmy w Klubie Biznesu na prezentacji PwC ala’ wielka czwórka ich raportu “Rady Nadzorcze 2013. Skuteczność rad nadzorczych w spółkach publicznych notowanych
na GPW”
wyniki zbierali 2011-12 i zgrabny raporcik ulepili zresztą dostępny dla P.T. Czytelników bloga pod adresem tutaj.  Raporcik zgrabniutki na ładnym kredowym papierze wydrukowany szczerze jednak przy tym mówiąc…nic specjalnie w nim nie znajdujemy cobyśmy już wcześniej nie wiedzieli i nie tylko my chyba ale wszyscy co mają jakieś pojęcie o Governansie Korporacyjnym, audycie, Radach i zarządzaniu ryzykiem w szczególności. Nawet słupki pokazujące „zainteresowanie” zarządzaniem ryzykiem jako 3-cie w kolejności wyzwanie dla Rad w wysokości 15 % zainteresowanych, po strategii (21%) i poprawie wyników biznesowych (19%) (a są jakieś inne wyniki ?!).
Zawsze to zainteresowanie ryzykiem “rośnie” tylko dalej czytamy że Komitety Audytu ma 60-70 % mniejszych spółek, a Komitety ryzyka razem tylko 1% wszystkich, właściwie nie robi to na nas szczególnego wrażenia, nawiasem mówiąc nie wiadomo po co te
KA i co one naprawdę robią…

Rady Nadzorcze i ryzyko…

A może i wiadomo, bo znacznie ciekawszy był panel dyskusyjny. Byli tam i Pan Socha Jacek i profesjonalny (akurat nie mamy wątpliwości) Członek RN czołowego banku i Dyrekcja SEGu i
szacowni paneliści inni.
No więc w panelu Rady podzielono na dwie grupy: nadaktywne i
jedzące ciasta i kanapki, to podobno problem, zdaje się tych drugich jest znacznie więcej, choć kawę i pączki też pewnie spożywają. Na dobropraktykowe a nawet ustawobiegłorewidentowe „czuwanie” nad ryzykiem już nie starcza czasu szczególnie, że żeby czuwać trzeba wiedzieć nad czym.
Generalnie patologia (takie padło określenie) się utrwala, nie jedyna zresztą, jak widać wszędy z telewizji, synekury dla przyjaciół i znajomych królika i chyba nawet już Maleństwa, liczni akademicy do Rad się garną zewsząd, mocno książkowo, jak zauważył jeden z obecnych,  w biznesie osadzeni.
KNF to-tu  to-tam nowe regulacje z dowolnością maszyny losującej dokleja raz w ustawie o Biegłych, ostatnio o TFI,  tera pono się na Kodeks Handlowy z sieciami zasadza, może ma to i jakiś sens – Tylko jaki ?  Dlatego: jak żyć możnaby się zapytać, Panie
Premierze ?
I takie właśnie pytanie lekko zmodyfikowane o adresata zadaliśmy
czym prędzej panelistom, jak zawsze celne się nie chwaląc, wszystkim się spodobało, bo jak jest każdy koń widzi, ale co z
tego ?

Pan Jacek Socha zgrabnie nam za pytanie podziękował, inni
paneliści podchwycili sami inteligentni ludzie, bez kadzenia, dobre rady dawali, właściwie wszyscy się zgadzają, ż tak dalej być nie może, choć z drugiej strony wiadomo jest- jak – jest i pewnie het, het do końca Drogi Mlecznej albo i dalej jeszcze zostanie.

100 000 na Bushi-do

0
100000 ryzykonomii

Aniśmy się obejrzeli, a tu “Ryzykonomii” puknęło ponad 100 000 wyświetleń, prawie już 4 lata się trudzimy pro publico bono niosąc kaganiec nowoczesnego zarządzania spragnionemy Narodowi pomni, że jak mawiał Poeta: “Jak bedłki tak spragniony ryzykonomii ginie Naród…” 

Co najmniej kilkatysięcy Czytelników z Polski (i nie tylko) wraca na nasze łamy, jak mówią statystyki,  to nam dodaje sił i samozaparcia, i może nawet kiedyś dostaniemy medal z ziemniaka od Czynników, gdyż jak wiemy, gdzie jak gdzie ale w nadwiślanskim kraju ceni się profesjonalizm i gruntowną wiedzę.
No, może się nieledwie się zapędzamy z tymi komplementami i tematów ryzykonomicznych  do roztrząsywania i dzielania na czworo na łamach naszych
troche pozostaje. Weźmy takie ryzyka śmieciowe, które się nam na horyzoncie szykują. Nikt najwyraźniej żadnych specjalnych analiz ryzyka co do śmieć -problemu nie przygotował choćby najgruntowniejszych kalkulacji “ile śmiecia do zebrania naprawdę jest” i chyba po raz kolejny temat “wyjdzie w praniu” szczgólnie, że jak wiemy “jeszcze nigdy nie było tak – żeby jakoś nie było”. 
Trochę porażające są te wiecznie żywe narodowe mądrości zarządcze, wyraźnie anty-ryzykonomiczne, i nas by być może porażały i gdybyśmy od czasu do czasu, choć życzylibyśmy sobie pewnie częściej, nie otrzymywali wyrazów szczerej sympatii i uznania za pisanie tego – co piszemy.

CZYTAJ RYZYKONOMIĘ !!!

Ale tak – czy inaczej jako starzy samurajowie rozumiemy, że Bushi-do, droga wojownika jest drogą niełatwości, a i pisanie podobnie jak navigare “necesse est”.

I dlatego już za chwilę zapraszamy na kolejne odsłony Ryzykonomii, już to ciągnące poruszoną właśnie w listach od Czytelników tematykę Kontroli wewnętrznej (COSO tu nowe pomysły właśnie ogłosiło dobre-niedobre ?), już to o nowych mega strategiach “na lata”, które nam najmędrsze umysły wyszykowują, już to o tysiącach innych, nigdy nie brakujących ryzykonomicznych problemach i problemikach….
Zostańcie z nami na następne 100 000 (a może nawet 101….) wyświetleń.
 100000 ryzykonomii
 100000 ryzykonomii  100000 ryzykonomii

100000 ryzykonomii