Jakiś czas temu, analizując różne ryzyka strategiczne z menadżmentem pewnej szacownej firmy, w przerwie umajiłem flipchart
dużą mapą ryzyka politycznego, które otrzymałem w materiałach na pewnej konferencji.

Ryzyko polityczne zaznaczone na owej kolorowej mapie świata mogło
się zrazu zdawać uczestnikom spotkania egzotycznym konceptem, gdyby nie to, że
już proste porównanie międzynarodowego zasięgu działania firmy i krótka dyskusja pokazały, że znaczna
cześć jej odziałów i biznesów mieści się w regionach ocenianych jako politycznie ryzykownych.

Ryzyko polityczne z ktorym onegdaj zaznajamiał nas swadliwe Redaktor Broniarek, co bardziej zaawansowani w leciach risk manadżerowie pamiętają, to na pewno jeden z topowych tematów dla międzynarodowych
korporacji.

Ale też i coraz więcej rodzimych firm otwiera swoje subsidiary za
granicą i wogóle współpraca z partnerami zagranicznymi czy funkcjonowanie w
n-tym elemencie pionowego-poziomego łańcucha dostaw – sprzedaży jest rzeczywistością już bardzo wielu firm.

Najogólniej mówiąc tytułowe ryzyko generuje sytuacja polityczna i szerzej społecznoekonomiczna kraju w całości lub części, kraju w którym  jesteśmy biznesowo zaangażowani lub dopiero nim zainteresowani np. jako inwestor….
Ryzyko polityczne może mieć bezpośredni wpływ choćby na
oddział/ spółkę naszej firmy w kraju X  począwszy
od zmiany różnych warunków jej funkcjonowania, aż po kubańską nacjonalizację czy wręcz leninowskie niszczenie aktywów. 

Szczegółowe wymiary ryzyka politycznego to tzw. ryzyko granic
(cross border,
x-border, transfer risk ) zapoznawane w przypadku ograniczenia lub zastopowania przez władze
przepływu waluty (mamy zyski, tylko nie możemy ich sobie przesłać i kanał) czy sovereign
risk (“ryzyko suwerena” słabo nam brzmi) kiedy taki suweren jak Państwo greckie
nie chce lub nie może wywiązywać się ze swoich zobowiązań.

                                Zródło: www.aon.com

O ryzykach politycznych w kontekście eurokryzysu dużo się
mówi, bo jak się narody politycznie zadłużyły to i niepolitycznie trudno od
nich kasę wyciągnąć.


W środku tego cyklonu szaleją jeszcze agencje ratingowe,
któr to-jednym-to drugim śmieciową pieczątkę przeładowują. To pono dlatego, że opieczętowanym trudno spłacać,
co śmieciową pieczątka Agencja przypieczętowuje i na zasadzie samosprawdzającej
przepowiedni potwierdza, wielka to władza oj wielka i jakoś tak zawsze amerkańska szapoba. Trudno nie wspomnieć, że same agencje ratingowe nieźle nabroiły i najwyraźniej chcą się w ten sposób rehabiliotwać. 

Analizę ryzyka politycznego można prowadzić w sposób bardzo
zaawansowany , scenariuszowy, ilościowy i jakościowy a nawet sobie Monte Karlo zrobić, ale i dla uproszczenia wystarczy
chociaż spojrzeć na różne nietrudno dostępne Mapy Ryzyka Politycznego, które
publikują rożne towarzystwa ubezpieczeniowe jak AoN, Allianz czy same
agencje ratingowe.

Dodaj komentarz

Be the First to Comment!

Notify of
avatar
wpDiscuz