Skalowalne zarządzanie ryzykiem>>>
To jest często pojawiające się pytanie i budzi konfuzję menadżerów wielu firm. Czy zarządzanie ryzykiem jest możliwe do wprowadzenia w każdej organizacji? Nawet tej małej, najmniejszej ? Od razu dopowiadamy, że TAK, a dalej będzie uzasadnienie….

Innowacje zarządcze i…?

Zresztą, jakby sie nad tym zastanowić szerzej to problem wprowadzania innowacji w zarządzaniu firmami małymi i dużymi dotyczy nie tylko ryzyka, ale wszystkich innych metod, procesów, systemów udoskonalania funkcjonowania organizacji. Choćby wszystkie chyba analizy dotyczące przedsiębiorczości nad Wisłą  potwierdzają, że o ile z innowacjami jest u nas bardzo słabo, to z innowacjami w zarządzaniu jest jeszcze gorzej.

strategia ryzykaDodatkowo, nawet jeżeli zarządy przedsiębiorstw są świadome, że zarządzanie to dzisiaj wymagająca i „rozwojowa” branża często przyjmują założenie, że ich organizacja jest zbyt mała, żeby wdrażać nowe procesy zarządcze, które są dobre i odpowiednie dla „dużych i bogatych” a my jesteśmy zbyt mali. No więc siła rzeczy pozostaniecie mali, nie-u-miedzynarodowieni. I koło się zamyka.

Oczywiście takie myślenie ma swoje uzasadnienie.Mała firma nie ma odpowiednich zasobów, żeby wdrażać proces w wymiarze, jaki to czynią korporacje. Te dysponują funduszami na konsultantów, programy i licencje. Małe firmy mają ograniczone zasoby, zarządy i menadżerowie liniowi są zmuszeni do multitaskingu, codziennej walki o przetrwanie.

Inna sprawa, że wdrażane innowacje, choćby w zarządzaniu ryzykiem przyjmują u wielkich – wielkie rozmiary. To zarządcze elephantiasis, „zesłonienie” powoduje, że innowacje zarządcze stają się gigantyczne, kosztowne, stają się sztuką dla sztuki. Tak nie powinno być również w przypadku firm wielkich, ale to trochę inna historia. Potem ci mali patrzą na ten karnawał kosztów i znowu myślą „to za duże i za drogie”. I nie dla nas. 

Jak to w standardach

Zacznijmy od tego, że już same standardy zarządzania ryzykiem i ISO 31000 i COSO II nie stawiają żadnych wymogów „wielkościowych” wobec organizacji, które chciałyby skorzystać z ich wskazówek. Ba, amerykańskie COSO II opublikowało edycję specjalnie skierowaną dla mniejszych pod znamiennym tytułem „COSO Guidance for smaller business”, którą można łatwo wygooglać… 

Spójrzmy teraz na sam proces zarządzania ryzykiem. Czy znajdziemy w nim jakiekolwiek COSO ryzykonomiabariery w jego zastosowaniu w małej organizacji ? Identyfikacja – analiza – postępowanie z ryzykiem…
Czego tu menadżer małej firmy nie może zrobić? Do identyfikacji ryzyka wystarczy długopis i kartka papieru, bo najpotężniejszy komputer jaki wymyślono, wraz z oprogramowaniem każdy dostał już od matki bezpłatanie. Nie są potrzebne żadne kosztowne programy. Ba, czasami mamy wrażenie, że lepiej by było gdyby i te wielkie firmy ich nie kupowały, bo stają się one póżniej maszynami do klikania i wpisywania „ryzyk z bazy”. 

Do identyfikacji i potem analizy ryzyka oprócz materiałów piśmienniczych potrzebujemy jeszcze innego ważnego zasobu. Jest nim czas. Ile tego czasu ? Powiedzmy 10 minut na każdym zebraniu, spotkaniu, kawce właścicieli.
„Porozmawiajmy teraz o ryzykach…” Jakie są szanse i zagrożenia dla naszej działaności w najbliższych 30, 360 dniach, 3 latach ? 

Dalej mierzymy. Szacujemy: duże, małe, średnie prawdopodobieństwo, że się wydarzy. I skutki tak samo. I znowu zapisujemy. 

Podkreślamy, to „zapisywanie” bo to jeden z kluczy do sukcesu. Rzekł kiedyś poeta” „to co zapisane, sprawdza się”. I dobrze rzekł. Bo jak nie zapisane, to łatwo może być zlekceważone, odłożone, przekręcone. Więc zapisujemy. I czytamy, na kolejnych spotkaniach. 10 minutowych. 

Skalowalna akceptacja

Wreszcie wybieramy co z ryzykiem zrobić. Unikać (nie robimy tego zamówienia), dzielić się (zapis o karach), akceptować (na „klatę”). A może zwiększyć ryzyko, bo jest kasa do zgarnięcia, zamówienie do zrobienia?
I mamy zarządzanie ryzykiem. Jakie to proste. 

I jeszcze jedno. Nie zapomnijcie pilnować, że to co zapisaliście rzeczywiście robicie. W końcu nie po to zmarnowaliście cenne 10 minut, na wdrożenie tego kosztownego „procesu”  żeby teraz nic nie robić…   

Dodaj komentarz

Be the First to Comment!

avatar
  Subscribe  
Notify of