Kontynuujemy opowieść o losach Risk Managera Filipa Borysa. Kryminal Story to Pierwszy Polski Kryminał Zarządczy. Śledź nas także na Fan Pageu Ryzykonomii.  Wszystkie odcinki epopeji zamieszczamy na stosownym pasku “Kryminal Story”  pod tytułem Bloga, powyżej.

————————————————————————

Okolice Gniezna, Polska, 00 30 GMT

Filip Borys, Risk Manager, ciągnąc za sobą walizkę wlókł się prze zaorane oziminą pole. „A może posieją  jare ?”  przemknęła mu przez głowę irracjonalna myśl…Musiało być dobrze północy. Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że wyskoczył z pociągu gdzieś w okolicach Gniezna…
     
  Za cel obrał sobie linię drzew zwiastujących lokalną drogę, z nadzieją złapania jakiejś „okazji”, która dowiezie go do cywilizacji. W głowie miał mętlik . Dlaczego bezwzględny Grzmotosław go ścigał ? Musiał go śledzić po zakończeniu Warsztatów Identyfikacji Ryzyka jeszcze we Wrocławiu. O co właściwie chodzi z tą Mapą Ryzyka?  „Co w niej takiego cennego żeby grozić Risk managerowi bronią i mordować bogu ducha winnego PKP-owca !?”  zastanawiał się gorączkowo.
Wtedy coś go olśniło, aż przystanął. Przecież część materiałów ze szkolenia śpiesząc się na pociąg po szkoleniu włożył nie do  teczki, zrabowanej przez Grzmotosława,  ale do bocznej kieszeni walizki. Tej czarnej walizki Samsonite,  którą miał ciągle ze sobą !  Musi sprawdzić co tam jest, ale przecie nie tu w polu….Dochodził do ciemnej, lokalnej asfaltowej drogi. Przystanął na poboczu i przysiadł półdupkiem na walizce opatulając się kołnierzem kurtki. Bezwiednie sięgnął do kieszeni płaszcza po telefon…Zaklął szpetnie! Pewnie zgubił komórkę  w pociągu albo co gorzej, została  w teczce. Niedobrze. Kiedy się zastanawiał, co robić  dostrzegł światła reflektorów, wychylające z oddali. Jakiś duży pojazd jechał w jego kierunku. Zaczął machać i widząc, że kierowca próbuje go ominąć, zdesperowany wbiegł prawie na środek drogi. Wielki ciągnik siodłowy z przyczepą do przewozu pisaku czy może węgla zahamował z piskiem i sykiem hamulców. Kierowca uchylił drzwi i  krzyknął nieprzyjaźnie:
         – K ….a człowieku chcesz żebyśmy cię na placek rozjechali !
Z drugiej strony wyskoczył ktoś jeszcze. Nosił kurtkę z odblaskami drogowca i spoglądał zaciekawiony na Borys.  Zmierzył wzrokiem jego biznesowe ubranie i ubłoconą walizkę.  
         – Jarek, chyba się gościowi samochód zepsuł – zawyrokował dość przyjaźnie –  zobacz jak tu drałuje  po nocach. Trzeba mu pomoc.
Filip Borys spojrzał z wdzięcznością. Bąknął coś potwierdzająco o awarii samochodu. Przecież nie powie im, że wyskoczył z pociągu. Kupili to tłumaczenia bo i  kierowca nerwowo spojrzał na zegarek. Wrzucili jego walizce za fotele i ruszyli.
        –  Kurde, Krzysiek,  się w autostop tu  bawimy. Na Twoja odpowiedzialność…. Musimy jeszcze towar wysypać –  marudził kierowca.
          – Spoko, Jaro wysypiemy. Trzeba przecież  rodakowi pomóc w potrzebie. Rzucimy ładunek w bazie a jego zostawimy w drodze powrotnej na którejś stacji benzynowej – uspokajał  Jara przyjazny Krzysiek.
Jechali w ciemnościach z dobre pół godziny, kiedy zza wzgórza wyłoniła się pomarańczowa łuna. Za chwile przejechali obok olbrzymiego billboardu,  przy znaczonej ubłoconymi śladami ciężarówek drodze, który głosił : „ A10 w przyszłość.  Budujemy dla Ciebie  ! PRZEPRASZAMY !”
Za chwilę wjechali na oświetlony lampami sodowymi plac budowy najwyraźniej wspomnanej A10. Było jasno jak w dzień. Zdziwił się, widząc pracujące koparki i kołujące ciężarówki. . 
– „Całą noc pracują ! – pomyślał z podziwem – „Musimy zdążyć na Mistrzostwa !”
Jarek kręcąc wielką kierownicą  podjeżdżał powoli do olbrzymiej hałdy u stóp, której pracowały koparki.  Otworzył okno i krzyknął w kierunku budowlańca kierującego najwyraźniej tą nocną aktywnością,  który uwijał się po placu budowy.
    – Szefieeee, ile jeszczeee ! – ryknął przez hałas silników
    – 5 – pokazał na palach Szef
    – Wczoraj było 10 – Jarek  spojrzał znacząco  na przyjaznego Krzyśka
    – Nie można brać za dużo żeby się szczeliny jak na A 9 nie porobiły….- odpowiedział Krzysiek i mrugnął porozumiewawczo do Borysa.
Borys skorzystał z chwili postoju i wyskoczył żeby rozprostować nogi i odszedł na bok  za potrzebą w cień jakiegoś baraku.          
Nagle ! (sic)
        Nagle nad placem budowy zaryczał lotem koszącym helikopter PZL W-3 Sokół,  a od strony bramy zawyły syreny. Borys zamarł w cieniu baraku…
         – Tu CBA,  nie ruszać się – z zawieszonego teraz  nad placem helikoptera służbowego, który wzbijał istną burzę pisakową ryczał megafon. Na budowę błyskając światłami wpadał  właśnie rząd ciemno- niebieskich furgonetek z których wyskoczyli wrzeszcząc „CBA !” zamaskowani antyterroryści biegając i aresztując wszystkich na placu. Widział jak wywlekają z kabiny  Jarka i Krzyśka. Następnie zapędzali wszytskich zatrzymanych do furgonetek. Stał za barakiem na uboczu i nikt go nie zauważył. Przypomniał sobie o walizce zostawionej w ciężarówce , a w niej Mapie ryzyka ze szkolenia ! Nie mógł się dać aresztować !
Zastanawiał się co zrobić kiedy między nim a ciężarówką zatrzymał się z poślizgiem pomalowany na biało-niebiesko van VW z napisem TV9 News. Wyskoczyły z niej trzy osoby redaktor prowadzący, kamerzysta i oświetleniowiec i pobiegły w kierunku furgonetek z aresztowanymi, któryś najwyraźniej na gorąco przepytywano.  Borys długo nie zastanawiał się nad okazją. Po wydarzeniach dzisiejszej nocy, z Risk Managera, znanego w kraju eksperta zarządzania ryzykiem w przedsiębiorstwach i sektorze publicznym, zamienił się w zagonione zwierzę. Działał jak automat.
Korzystając z osłony wozu telewizji przyskoczył do ciężarówki sięgnął do otwartej na oścież  kabiny i już z walizką jednym susem był za tylną klapą vana telewizji. Tylna klapa była otwarta i położył się w obszernym bagażniku między jakimiś urządzeniami. Leżał tak z godzinę wsłuchując się w milknący powoli na placu budowy haos spowodowany wtargnięciem Służb. W końcu usłyszał głosy powracającej ekipy telewizyjnej. Słyszał ich podniecone rozmowy .
         – Świetny materiał !  Fajnie, że poczekali na nas z aresztowaniami. – ktoś się cieszył
         – Świetny cynk – odpowiedział mu kobiecy głos.
Zawarczał odpalany silnik furgonetki . Ruszyli z kopyta.

Dworzec Tymczasowy Warszawa Wschodnia, 05 30 GMT

Kiedy pociąg TLK  zatrzymał się ze zgrzytem hamulców na Wschodniej, Grzmotosław przez chwilę szarpał się z brudnymi drzwiami pociągu. Zaklął. W końcu otworzył drzwi potęznym pociągnięciem. Z przyzwyczajenia, najpierw wychylił się conieco, rozejrzał się w lewo, potem w prawo i wyskoczył na rozkopany peron 22 B. W ręce trzymał teczkę Borysa. Przebrnął prze błota otaczające budowę dworca i podszedł do Mercedesa W 220 S-klasse z zaciemnionymi szybami, który grzał dyskretnie silnik przy chodniku. Wsiadł do środka.
Nie patrząc na siedzącego obok współpasażera, rzucił w ciemność:
          – Uciekł. Wszystko idzie zgodnie z planem…..
 c.d.n. ……

Dodaj komentarz

Be the First to Comment!

Notify of
avatar
wpDiscuz